dagi.dagi
11.06.08, 19:14
Witam serdecznie
Bardzo się cieszę, że Was znalazłam, sporo już zdążyłam poczytać
zarówno tutaj jak i na forum Hashimoto i zdecydowałam się poprosić o
pomoc, bo najwyraźniej padam ofiarą nie do końca właściwej
intepretacji wyników.
Moja historia:
Leczę się od ponad 15 lat, na początku guzek nadczynny, hormony
zawsze miałam w normie, i jedyne, co było nie tak, to bardzo niskie,
czasami wręcz nieoznaczalne TSH. Objawy nadczynności wydaje mi się
były niewielkie, kołatania serca, nadmierna potliwość i właściwie
tyle. Oprócz serca nic mi właściwie nie dokuczało. Cykle też w
porządku wręcz idealnym. W badaniach poza niskim tsh miałam też
zawsze za niski cholesterol.
Nadczynnośc leczono farmakologicznie, ale moje TSh zawsze
było "leniwe", to znaczy bardzo ciężko reagowało na leki i baardzo
powoli rosło, więc zwykle wpadałam w niedoczynność, z której w końcu
wychodziłam w jakiś czas po odstawieniu leków.
W końcu w 2001 guzek zaczał się zmieniać, i nastraszona przez
lekarzy zdecydowałam się na jego wycięcie (wraz z jednym płatem i
cieśnią). Oprócz strachu przed zmianami nowotworowymi sugerowałam
sie opiniami, że będe miała wreszcie święty spokój z leczeniem
nadczynności. Teraz wydaje mi się, że to była glupia decyzja, bo
zmiana okazała się łagodna, a od tamtej pory, od czasu operacji, mam
ciągle problemy, przy których wcześniejsze objawy nadczynności były
naprawdę pestką.
Fizycznie - rozregulował mi się kompletnie cykl, mam podwyższony
testosteron, do tego miesiączki nieregularne, albo cykl tylko z
plamieniami które trwają i dwa tygodnie, albo cykl z bardzo, bardzo
silnym i intensywnym krwawieniem. Do tego nie mogę zrzucić wagi,
której nabrałam jeszcze przed operacją, w trakcie brania propycilu,
mam podwyższony cholesterol (złego za dużo, dobrego za mało),
wysokie trójglicerydy, niskie żelazo, obniżoną temperaturę, wypadają
mi włosy, mam brzydką skórę, na całym ciele suchą, ale na twarzy
często wypryski, coś nie tak jest też z wodą, bo mam tendencję do
jej zbierania. Ostatnio, to znaczy kilka miesięcy temu zaczeły boleć
mnie nogi i ręce, teraz doczytałam, że to też mogą być objawy
niedoczynności.
Psychicznie - niemal zaraz po operacji zaczęłam mieć stany lękowe.
Potem na trochę przeszły, ale wróciły na dobre pół roku po operacji
i do tej pory z mniejszym lub większym natężeniem mnie trzymają (7
lat!!!). Jestem pod opieką psychoterapeuty/psychiatry, ale mimo
moich wielkich wysiłków ani lekami ani terapią nie mogę się ich
pozbyć. Do tego mniej więcej od roku obserwuje u siebie jakieś takie
dziwne stany, mylę słowa, nie mogę się skoncentrować, jestem jakaś
taka ociężała psychicznie.
Generalnie po operacji moje życie bardzo się zmieniło i to na
niekorzyść, ale endokrynolodzy do których trafiam uważają, że to nie
jest problem z tarczycą, bo moje TSH jest w normie więc sugerują mi
inne kłopoty zdrowotne oraz problemy psychiczne.
TSH rzeczywiście jest w normie cały czas, i waha się pomiędzy 1.5 a
2 (wynik z wczoraj). Jeśli chodzi o hormony tarczycy to nie mam
akualnych badań, będę musiała sama sie na nie znowu wybrac, bo
oczywiście lekarze nie widzą powodu wystawienia skierowania, skoro
TSH jest w normie.
Jednak te badania fT3 i fT4, które na własną rękę dotychczas robiłam
też zawsze mieściły się w normie (nie mam ich akurat pod ręką) ale
raczej po środku, lub bliżej dolnej granicy.
Przyznam, że mam tego serdecznie dosyć i umieram ze stresu przed
kolejną wizytą u endokrynologa, bo mam wrażenie, że nie potrafią
sobie ze mną poradzić. Moja pani endokrynolog odkąd zobaczyła TSH i
usłyszała o problemach z cyklem wyslała mnie do ginekologa-
endokrynologa, który znowuż patrząc na mnie zawyrokował, że to
problem nie z tarczycą, a z testosteronem i zaaplikował spironol
(nie wiem czy dobrze pamiętam), który oprócz obniżenia testosteronu
i odwodnienia obniża też potężnie ciśnienie, więc odstawiłam go, bo
moje ciśnienie rośnie tylko w stresie, normalnie jest niskie albo
bardzo niskie i fatalnie się po tym leku czułam.
Mam serdecznie dosyć tej karuzeli i kolejnego leczenia objawowego w
związku z tym pytanie do Was, czy Waszym zdaniem powinnam upierać
się przy tym, że to nadczynność i druga sprawa, do kogo Waszym
zdaniem w W-wie mogłabym się udać, kto będzie leczył objawy a nie
kartkę z wynikami?
Z góry dziękuję za wszelką pomoc i namiary na lekarza, najlepiej
rzeczywiście endo-ginekologa, który potraktuje mnie poważnie.