czerwonykapturekk
26.04.13, 14:50
Witam wszystkich.
Jestem nowa na tym forum.
Od października mam stwierdzone hashimoto. Chociaż moje problemy z tarczycą zaczęły się już wcześniej.
Od kąd pamiętam chorowałam dużo częściej niż inni ludzie, ciągle było mi zimno i często miałam silne bóle głowy.
Co rusz mój lekarz rodzinny wykręcał się przesileniem wiosennym i jesiennym. Miałam już tego dość, ciągle wszyscy patrzyli na mnie jak na hipohondryczkę.
W grudniu 2010 roku po kolejnym moim wymuszeniu skierowania na badania od lekarza rodzinnego TSH wynosiło 4,97 przy normie MIN 0,4 MAX 4,0.
Zaniepokojona tym stanem poszłam do endokrynologa. Dowiedziałam się wtedy, że mam niedoczynność tarczycy, ale to nic strasznego i przy poziomie TSH takim jak moje bez uporu pacjenta nie zacząłby podawać hormonów.
Moje leczenie zaczęło się od dawki 25mg euthyroxu co drugi dzień, następnie 25 codziennie, aż doszłam do 75mg. Wtedy byłam jeszcze mało doświadczona w chorobie tarczycy, a że samopoczucie się poprawiło przyjmowałam grzecznie leki i o nic nie pytałam.
Niestety w drugiej połowie 2011 roku bardzo zaczęłam przybierać na wadze i nie pomagały żadne diety ani inne wymysły.
Zaniepokojona tym stanem rzeczy odwiedziłam poraz kolejny mojego endokrynologa, który jak mi się wydawało zainteresowany moim stanem zdrowia zlecił zbadanie kortyzolu, wynik wynosił wtedy 2,29 czy normie MIN 5,0 MAX 25,0. Dostałam skierowanie do szpitala gdzie jedyne czego się dowiedziałam po badaniach (jedynie tym odnośnie podjrzenia hiperkortyzolemi) to tego, że mam schudnąć i ciągle wszyscy patrzyli na mnie jak na hipohondryczkę, nikt nie umiał zrozumieć tego, że ja po prostu nie wiem jak tego dokonać.
Po wyjściu ze szpitala nie wiedziałam co robić, po miesiącu zrobiłam ponownie poziom kortyzolu, wyniki mnie przeraziły przy normie 2,3 do 11,9 mój wynik wynosił 24,99. Od razu po odebraniu wyników pobiegłam do endokrynologa, on stwierdził, że nic mi nie jest i powiedział wtedy mojej mamie (która zdenerowowana tym w jaki sposób jestem traktowana postanowiła iść ze mną na wizytę) żeby mnie spuściła ze smyczy, jednakże po wielu namowach dał skierowanie na rezonans przysadki mózgowej (badanie wykonane z powodu podejrzenia hiperkortyzolemi). Na szczęście badanie nic nie wykazało a mój stan zdrowia chwilowo się poprawił. Dlatego też zapomniałam o problemach i starałam się żyć pełnią życia.
Niestety w połowie sierpnia ubiegłego roku obudziłam się i nie byłam w stanie wstać z łóżka. Czułam się ociężała i zmęczona. Miałam bardzo silne bóle brzucha i nóg. Ten stan trwał przeszło 2 miesiące.
Zaczęłam biegać od lekarza do lekarza, niestety znów traktowali mnie jak hipohondryczkę.
Aż pewnego pięknego dnia przeczytałam na WP artykuł o hashimoto i mnie olśniło, moje objawy pasowały.
Czym prędzej poszłam do diagnostyki i zrobiłam anty-TPO wyniki tak jak się spodziewałam. przy normie MAX 5,61 mój wynik wynosił 408,45.
Znalazłam nowego endokrynologa, który stwierdził, że to hashi.
Niestety Pani doktor nie powiedziała mi nic poza tym, że to wymarzona i najlżejsza choroba jaką można mieć.
W międzyczasie przypałętała się jeszcze nietolerancja laktozy i jakby tego było mało konieczność stosowania diety bezglutenowej.
W końcu udało jednak mi się trafić do wspaniałej lekarki, która wytłumaczyła mi na czym hashimoto polega oraz jako pierwsza zleciła wykonanie FT3 które wynosiło 90% i FT4 74% TSH przy normie MIN 0,35 MAX 4,94 wynosiło 1,15. Zdecydowała się na to żeby zwiększyć mi dawkę, teraz już letroxu z 75mg na 75/100 a następnie 100mg każdego dnia. Początkowo czułam się wspaniale, niestety od tygodnia znów zaczęły się zawroty głowy i brak chęci do życia.
Na dawce 100mg jestem niecały miesiąc i myślę, że w przyszłym tygodniu pomaszeruję zrobić badania kontrolne.
Przeczytałam również książkę "jak żyć z hashimoto" w tym momencie to moja biblia.
Trafiłam też na szczęście na to forum i wiem, że jest tu dużo osób doświadczonych, które mam nadzieję pomogą mi w zmaganiach z hashi.
Po przeczytaniu książki zaczęłam łykać selen i cynk.
Przeczytałam też, że powinnam zrobić ferrytynę, wit d3 i wit b12.
Czy dostanę na te badania skierowanie od lekarza rodzinnego?
Zapomniałam napomknąć o tym, że od początku zmagań z chorobą straciłam jakieś 3/4 moich niegdyś pięknych, grubych i zdrowych włosów.
Pozdrawiam Gosia.