Witam wszystkich na forum,
Po pierwsze - SUPER, że takie forum istnieje

Po drugie też mam
zdiagnozowane hashimoto (wiem o tym od 4 miesięcy). Zaczęłam poszukiwanie
wszelkich informacji o tej chorobie bo nic prawie (wstyd przyznać) o
funkcjonowaniu tarczycy nie wiedziałam i trafiłam tutaj, zaczęłam czytać a
teraz odważyłam się napisać.
Mam 31 lat, być może byłam chora już dużo wcześniej ale nie miałam nigdy
badań tarczycy. Nie mam widocznego wola, waga w normie a wszystkie moje
skargi na złe samopoczucie były brane za hipochondrię. Skierowania na
pierwsze badanie TSH dostałam tak przy okazji innych badań i tak
(przypadkowo

zaczęła się ostra jazda:
Normy TSH: (min 0,4 max 4,0)
• 13 II 2006- TSH=5,32 (zalecono euthyrox 25, potem zwiększenie do 37,5)
• 22 III 2006 –TSH=0,182/ ATP0=1410 (euthyrox- odstawiono na miesiąc)
• 4 V 2006 – TSH=144 (!)/ FT4= 0,422 (euthyrox od - 25 po 10 dniach 50)
• 22 V 2006- TSH=212 (!)
• 24 V 2006 – TSH=75 (zbadany godzinę po pobraniu eythroxu 50, potem w
kolejnych dniach zwiększać dawkę na 75)
• 20 VI 2006 – TSH=37,4/ FT4=1,3/ FT3=2,76 (od dzisiaj mam brać
euthyrox 100 i po 10 dniach zrobić TSH)
Podobno przy tak wysokim TSH (212) nie powinnam normalnie funkcjonować.
Funkcjonowałam prawie normalnie, przynajmniej nikt w pracy niczego dziwnego u
mnie nie zauważył. Za to w domu na nic siły nie miałam. Przy niedoczynności
miałam większość typowych objawów + może nietypowe drętwienie/mrowienie
palców prawej ręki i dziwny, denerwujący tik z drganiem co jakiś czas
środkowego palca (jakby skurcz) co skutkuje tym, że czasem nie panuję nad
myszą komputerową lub klawiaturą

Dodatkowo mam ból w podbicu prawej stopy.
Czy ktoś słyszał o czymś takim przy hashi ??? Endo do którego chodzę, nie
uważa, że badanie TSH jest tak często potrzebne. Mój poziom FT3, FT4 jest
obecnie chyba OK a TSH (za które zapłaciłam teraz sama) nadal bardzo wysokie
(obecnie 37,4), choć nie tak dramatyczne. Stwierdzono, że jest to bardzo
dynamiczny przebieg choroby i tarczyca prawdopodobnie właśnie mi zanika ….
(????) Pilnie zrobiłam USG: tarczyca jest nadal

i typowy obraz dla
przewlekłego zapalenia limfocytarnego + guzek hiperechogeniczny 12 mm. Muszę
niestety zrobić biopsję jakoś na dniach (odwlekam to od 2 miesięcy bo się
boję) a guzek się powiększył od ostatniego badania USG.
Zaczęłam się leczyć jeszcze dodatkowo prywatnie. Mam się zgłosić z nowym TSH
za 10 dni i z wynikami biopsji.
W rodzinie chora na tarczycę była babca, ze strony ojca. Innych chorób z
autoagresji raczej nie stwierdzono.
Jestem zaniepokojona, pomimo już dosyć dużej dawki tyroksyny poziom TSH
bardzo wolno spada. Czy można TSH zbić innym sposobem, podobno to jest główny
winowajca złego samopoczucia (teraz czuję się trochę jakbym miała stale
grypę). Słyszałam, że takie wysokie TSH może być spowodowane gruczolakiem
przysadki. Dlatego miałam oznaczony poziom przed i po przyjęciu tyroksyny,
ale spadał więc to chyba jednak nie gruczolak. Zastanawiam się, że może też u
mnie wcale nie trzeba było ingerować z hormonami na początku, bo jakoś
organizm sobie radził sam (było trochę powyżej normy). Ale to może to tylko
moje dywagacje laika. Jak się już zaczęła ingerencja, to teraz nie mogę
wrócić już nawet do poprzedniego stanu lekkiej niedoczynności i hormony mam
już zapewnione do końca życia.
Proszę napiszcie, co myślicie o takim przebiegu Hashi. Czy u kogoś z Was był
podobny przebieg? Ja wiem, ze jeśli to początek choroby to może być bardzo
dynamicznie (raz naczynność, raz niedoczynność) ale, że aż taki dramat ???
Czy może jeszcze powinnam coś zbadać ( zrobić tomografię może?), jakieś
dodatkowe badania ?
pozdr.