Zadzwoniłam do swojej endo, aby się poradzić w sprawie ostatnich wyników, bo
trochę się niepokoję, że mam niskie TSH. Byłam ciekawa co mi powie. I
wyobraźcie sobie, nakrzyczała na mnie, po co robiłam badania skoro ona ich nie
zleciła!!! Miałam zrobić dopiero w kwietniu, więc powinnam zrobić w kwietniu,
bo teraz niepotrzebnie się stresuję wynikiem! Wyobrażacie to sobie? Liczyłam
na słowa uspokojenia, a tu stwierdzenie, że sama sobie jestem winna. Jakby nie
o moje zdrowie chodziło tylko kogoś innego.

Jestem załamana, bo chyba znów muszę szukać nowego endo i nie wiem za bardzo
gdzie i jak, a na dodatek to już mój trzeci lekarz "niewypał".
A w ogóle to dziś czuję się fatalnie, serce daje popalić, głowa również i
gdyby nie wcześniejsza rozmowa z Rostedą o moim TSH(dzięki jeszcze raz),
byłabym teraz bardzo niespokojna i zdołowana.
Ale byle do wiosny, może tak jak piszecie będzie lepiej.
Pozdrawiam - E.