mam do Was wszystkich ogromną prośbę- jestem tu nowa i to mój
pierwszy post- oczywiście trochę życie mnie zmisiło, żeby do Was
zaglądnąć. potrzebuję pomocy i rady. leczyłam się kilka lat na
niedoczynność i udało się ją zaleczyć. jak to przy przeciwciałach-
po 2 latach przskoczyłam w nadczynność.przeciwciał nigdy niemiałam
ogromniastych - na początku leczenia niedoczynności ok. 600 a potem
spadło do ponad 200. w każdym razie niedoczynność spadła nagle po
wizycie nad naszym morzem- dr. karcz z limu się mną zajeła i udało
nam się szybko to obniżyć. ostatnio wydawało się, że będzie dobrze-
zbliżały się 2 lata brania hormonów i nagle po wizycie nad morzem
powrót nadczynności

no i doktor powiedział mi, że teraz tylko
jod.niby wierzę kobiecie, zrobiłam wszystkie badania i dała mi dawkę
10. poszłam z wynikami do państwowego szpitala, żey za jod nie
płacić i tamta doktor uparła się, żeby dać mi 15 bo ona chce mi
zniszczyc całą tarczycę. dodam, ze nie mam nic rakowego,
scyntygrafia super, moja doctorka mówiła, że mogę przejść w
niedoczynność, ale jakoś do tej Pani w szpitalu zraziłam się od
razu. Niby mi mówiła, że lepiej nie wieć tarczycy wcale niż mieć
trochę przy tym jak tarczyca różnie się zachowuje ale intuicja
kobieca jakoś mi mówi, że pozbywać się całego organu ot tak chyba
nie jest najlepiej. teraz szukam jakiś specjalistów w Waiw ale jest
mało czasu, bo jod mam wyznaczony na 19tego. dajcie mi znać co o tym
myślicie i czy spotkaliście się z podobnymi dylematami. Z góry
wielkie dzięki. Berni.