Kot - burza mózgów

11.07.14, 15:18
Jak zwykle o kocie będzie.

Thegimel ma się wypowiedzieć koniecznie bo kota zna.

Ta pięknota wczoraj czaiła się, czaiła i zrobiła myk i wybiegła drzwiami wejściowymi jak mama wchodziła. Wyleciała na podwórko, wróciła balkonem.
Potem czaiła się na drzwi balkonowe, które uparcie nie chciały się otworzyć. W desperacji śpiewała, opieprzała mnie...

Może ona będzie nieszczęśliwa jak jej się nie pozwoli wychodzić? Przecież to był dziki kot....
Nie wiem już co robić......

Thegimel HELP!

    • dlania Re: Kot - burza mózgów 11.07.14, 15:26
      Koty wychodzące są szczęśliwsze.
      Co nie znaczy, że ich właściciele też, bo:
      - przynoszą zapachy, zdechłe myszy, pchły
      - trzeba je częściej odrobaczać
      - krócej żyją
    • thegimel Re: Kot - burza mózgów 11.07.14, 15:50
      Ja bym może trochę poczekała, może się przyzwyczai. Całą zimę nie wyłaziła, bo jej się nie chciało, natomiast w lecie wychodzić zawsze chciała. zapytam potem siostry jak wyglądało ostatnie pół roku - nie wychodziła wcale, bo się przeprowadzili na szóste piętro, przy ruchliwej ulicy. To jest jeszcze młody kot, może się przyzwyczai. Tez bym się ją bała wypuszczać, płochliwa jest.
      • woezel_pip Re: Kot - burza mózgów 11.07.14, 20:35
        Zapytaj siostrę, proszę. Niech powie co myśli.
        Ja u Kizi płochliwości wielkiej nie widzę-tutaj dosyć dostojnie się porusza (w sensie, że jak dziecko jej nie pasuje to nie zwiewa jak szalona, na hałasy różne nie reaguje histerycznie, jak był z wizytą pies taty to tylko patrzyła z wysokości...w sumie to tylko odkurzacz ją przeraził tak że zwiewała).

        Ile ona miała jak się przybłąkała? Ile miała kociaków? (to już tylko moja ciekawość). Ile miała jak się przeprowadzili z nią do bloku?

        Na chwilę obecną wygląda to tak, że kot desperacko chce wyjść. Muszę pilnować jak wchodzę do mieszkania, jak kogoś wpuszczam- bo się szykuje do śmignięcia. A szybka i bezszelestna jest big_grin.
        Tzn - to dla mnie nie problem pilnować, dam radę. Tylko się zastanawiam czy jej nie unieszczęśliwiam.
        I nie planuję jej teraz wypuszczać, że już natychmiast, zastanawiam się nad przyszłością.
        Nie miałabym dylematów gdyby Kot nie wychodził-ale wychodził, w tych samych warunkach i było ok.
        Twój tato widział mieszkanie, kamienicę, podwórko- może jego też mam zapytać?
        Nie chcę się narzucać ale też chcę dobrze dla kota (który właśnie leży na kanapie obok dziecka i dziecko liczy mu "piegi" [te plamki z których wychodzą wąsy] big_grin).
        Czy ty w ogóle odebrałaś maila z linkiem do zdjęć?
        • thegimel Re: Kot - burza mózgów 11.07.14, 21:24
          No pewnie, że odebrałam smile
          Zdjęcia bomba. Nie pisałam wtedy nic, bo miałam małe zamieszanie wtedy. Pogadam z Magdą i Ci napiszę jak tam było w bloku potem. W lesie wychodziła pewnie od kociaka - jak się rodzice wprowadzili do tamtego domu, to kotka już była i kociaki też. Weterynarz ocenił wtedy, że kotka jest bardzo młoda i że najprawdopodobniej są to jej pierwsze kociaki. Kociaki były trzy, czarne jak smoła. Kotka nie tyle może była płochliwa, co po prostu wychowana w lesie - hałas mógł oznaczać lisa czy bezpańskiego psa i należało wiać. Wychodzić na pewno będzie chciała i możliwe, że będzie się chowała w piwnicy jak się jej uda zwiać - w lesie melinowała się w starej szopie.
    • moonshana Re: Kot - burza mózgów 11.07.14, 20:51
      w zasadzie miałam się tu nie odzywać , bo swoje zdanie wyraziłam wcześniej. ale .. tak: kot wychodzący żyje lepiej. bo naturalniej. pomyślmy, ile to pokoleń kotów było zmuszone żyć tylko w mieszkaniach? statystycznie rzecz biorąc, zero. koty nie miały kiedy się przestawić.
      ale inaczej. oczywiście nie porównuję człowieka do kota . jak wolałabyś żyć? w złotej klatce, super hiper bezpiecznie, higienicznie, jedząc zdrowe doskonale zbilansowane posiłki - czy tak jak teraz? oczywiście, może Ci się coś stać ( nie daj Boże), ale fajnie jest cieszyć się światem i zjeść czasem czekoladkę czy hamburgera.
      nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. zwłaszcza w imię miłości do zwierząt.


      -
      "co prawda nam da
      że ja - to nie ja"
    • ceres9 Re: Kot - burza mózgów 12.07.14, 11:38
      naucz kota wychodzic i tyle, jesli masz warunki, ogrod no to kurde..
      4 lapy ma?inwalida nie ejst zeby mial se nie proadzic? no to niech wychodzi
      wiadomo, zawsze sie moze cos stac no ale i dla kota lepiej i dla ciebie, nie smierdzi w domu jak sie kot na zewnatrz zalatwia wiecej, co nie
    • kanna Re: Kot - burza mózgów 12.07.14, 19:16
      Moja jest GŁĘBOKO nieszczęśliwa, jak nie może wychodzić. Wraca na spanie z dziećmi.
      Nawet w mrozy - kiedy dużo więcej jest w domu - woli sikać na dworze.
      • marta_i_koty Re: Kot - burza mózgów 14.07.14, 23:38
        Przez kilkanaście lat zakocenia 3 moje futra zginęły pod kołami samochodów (na spokojnych, wydawałoby się, uliczkach osiedlowych z garbami), 5 wyszło i nie wróciło, jednego zagryzł pies (na naszych oczach), dwa zaraziły sie białaczką (szczepione regularnie, już nie żyją), jeden podłapał koci AIDS. Kiepski bilans, co?
        Z mojej jedenastki - od lat wychodzą trzy (plus Ferdek na uwięzi) .Reszta na szczęście nie chce, bo te, które są wychodzące, choć stale blisko domu, to i tak przyprawiają mnie o zawał. Po zmroku muszą byc w domu i na noc, chocby skały srały, nie wypuszczam. Te spacerki to inicjatywa męża, ugiął się, gdy dawno temu zaczęły jęczeć i mowy nie ma, aby teraz zrezygnowały (no, chyba, ze leje albo jest zima). Ferdek chodzi tylko z obstawą po tym, jak nakryłam go na odległej, ruchliwej ulicy - od dwóch lat dzień w dzień wychodzę z nim na godzinny spacer. To on jest nosicielem FIV .
        Być może koty wychodzące są szczęśliwe, ale często spacerki nie wychodzą im na zdrowie..
        • jan.kran Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 06:59
          Mój brat stracił w ciągu dwóch lat dwa ukochane rasowe koty.
          Jednego rozszarpały psy , co z drugim się stało nie wiadomo.
          Jest jeszcze kotka , ponieważ mieszkaja na wsi koty będą wychodzace i nie chcą mieć więcej kotów.
          Przyjaciółka mojej Mamy ma cztery koty w dwupokojowym mieszkaniu , wszystkie ze schroniska.
          Koty sa szczęśliwe i zadbane ,maja swój duży ositkowany balkon z półeczkami do wspinania.

          W Oslo jeżeli sie chce zaadoptowac kota można dostać wychodzącego.
          Ale jest mapa na której jest zaznaczone wktórych rejonach nie wolno mieć kota wychodzacego i podpisując umowę adopcyjną zobowiązuje sie do tego że w tych rejonach nie będzie się kotów wypuszczać.
          Na Kocim Zakątku jest multum historii o kotach wychodzacych które zginęły lub o domowych k†óre po ucieczce z domu były szukane przez właściciele i jak zostały znalezione doopki z domu nie wychylały czyli były domowe.
          Są też historie kotów które chciały wychodzić sięale udomowiły.
          Jakąś opcja mo©ą być spacery na szelkach.
        • moonshana Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 07:29
          ale ty wychodzisz z domu, prawda? chociaż to niebezpieczne.
          nie znam cię, ale mam nadzieję że nie jesteś jedną z tych, co to głoszą że "one wszystko dla kotów". nie, nie dla kotów. dla siebie. dla komfortu codziennego głaskania, dla komfortu spokojnej głowy. koty niewychodzące są szczęśliwe? tak, jasne. te, które mają wybór i wybrały dom. koty obserwujące przez pół dnia świat przez osiatkowany balkon nie są szczęśliwe. są bezpieczne, a szczęśliwi są ich właściciele.
          twierdzenie, że koty niewychodzące są równie szczęśliwe jak wychodzące jest równie prawdziwe jak twierdzenie że zwierzęta w zoo są szczęśliwe. mają kawałek ziemi? mają. mają zbilansowane żarcie? mają. mają opiekuna? mają. mają opiekę weta? mają. to o co chodzi, prawda? a jakie są bezpieczne, nikt ich nie zeżere, nie potrąci i nie ukradnie. żyć nie umierać, normalnie.
          a jak taki przykładowy kotek za długo będzie przez ten balkon patrzył, to mu właściciel kupi nową, wypasioną zabawkę, drapak itp. i będzie miał spokojną głowę, że jest taki dobry i tak kotecki kocha... fuj.
          • nini6 Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 11:32
            moonshana napisała:

            > ale ty wychodzisz z domu, prawda? chociaż to niebezpieczne.

            No.
            Ale jak Ją potrąci auto to jest mała szansa, ze skona w rowie, po kilku dniach cierpień, bo nikt jej tam nie zauważy a kierowca auta nawet się nie zatrzyma.
          • marta_i_koty Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 13:06
            moonshana napisała:

            > twierdzenie, że koty niewychodzące są równie szczęśliwe jak wychodzące jest rów
            > nie prawdziwe jak twierdzenie że zwierzęta w zoo są szczęśliwe.

            Nie zawsze kot ma parcie na spacery - moje koty niewychodzące same wybrały taką opcję - nie chcą wychodzić i już. I bardzo mnie to cieszy, bo ratując je z paskudnych opresji nie chciałabym, aby skończyły tragicznie.
            Kiedy wydaję kota do adopcji (prowadzę DT), zawsze podpisywana jest umowa adopcyjna, z której wynika, że kot ma byc niewychodzący. I wcale nie dla mojej fanaberii, ale dla bezpieczeństwa kota.

            > a jakie są bezpieczne, nikt ich nie zeżere, ni
            > e potrąci i nie ukradnie. żyć nie umierać, normalnie.

            A uważasz, ze świadome narazanie zwierzaka na niebezpieczeństwo to najlepsze vwyjście?
            A jak twój dzieciak (być może takowego posiadasz) drze się, że chce zeżreć 5 tabliczek czekolady, to mu na to pozwalasz? Nie? Dlaczego? Przecież go unieszczęśliwiasz...


            > koty obserwujące przez pół dnia św
            > iat przez osiatkowany balkon nie są szczęśliwe. są bezpieczne, a szczęśliwi są
            > ich właściciele.

            A jeśli nie chcą wyjść na dwór, to też są nieszczęśliwe?
            • moonshana Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 17:41
              a porównanie kota do dziecka to już paranoja. zwłaszcza że kontekst z dooopy wzięty. ale jak chcesz: nie dam dziecku pięciu tabliczek do zjedzenia na raz, kotu też nie dam tabliczki, choćby chciał. ale widzisz... kocham swoje dziecko bardziej niż jakiegokolwiek kota. troszczę się o nie i pragnę dla niego jak najlepiej. ale nie zamknę go w złotej klatce, bo ulica, samochody, źli ludzie i fast foody. bo właśnie je kocham. nie zamierzam go więzić dla jego "dobra" . a to właśnie ty robisz swoim kotom. chciałaś porównania - to masz.
              powtórzę: więzić koty w mieszkaniach dla ich "bezpieczeństwa" to najgorsza podłość jaką egoistyczny człowiek może zrobić zdrowemu zwierzęciu. rozumiem, jak kto mieszka w bloku i nie ma możliwości - inne opcje są niedopuszczalne. nigdy nie zrozumiem i nie chcę zrozumieć, jakim trzeba być człowiekiem aby swój ogromny egoizm zasłaniać rzekomym dobrem zwierząt. i mam dla takich jedną radę: zamknij się w chałupie na rok, nie wychodź, nie spotykaj z innymi ( albo se mieszkaj z kilkoma osobnikami swego gatunku i finito), nie socjalizuj, itd. a wszystko to w warunkach dla ciebie nienaturalnych, np. w tylko i wyłącznie plastikowo- silikonowym otoczeniu. poczuj się jak kot, zamknięty w normalnym mieszkaniu. może coś zrozumiesz. albo i nie. ale za to jaka będziesz bezpieczna, ho ho.
              oraz jeszcze jedno : cóż to znaczy " świadome narażanie na niebezpieczeństwo"??? normalne, naturalne życie kota??? w normalnych, naturalnych dla niego warunkach??? paranoja puka
              niniejszym kończę dyskusję, bo nie widzę celu w kontynuowaniu.
              • marta_i_koty Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 21:30
                kocham swoje dziecko bar
                > dziej niż jakiegokolwiek kota. troszczę się o nie i pragnę dla niego jak najlep
                > iej. ale nie zamknę go w złotej klatce, bo ulica, samochody, źli ludzie i fast
                > foody. bo właśnie je kocham. nie zamierzam go więzić dla jego "dobra" . a to w
                > łaśnie ty robisz swoim kotom. chciałaś porównania - to masz.

                Ale twoje dziecko moze uniknąć np. samochodu, ulicy, złych ludzi. Kot tego nie potrafi. Jak ktos słusznie zauważył, twoje dziecko raczej nie skona w jakimś rowie potracone przez samochód, a wychodzący kot taka możliwość niestety ma.
                I jak juz napisalam (moze czytaj ze zrozumieniem, co??), większość moich kotów nie chce wychodzic i siedza w domu, bo im się tak podoba...
              • toffix Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 22:23
                Ale miasto, ruchliwe ulice nie do końca są naturalnym środowiskiem kota. Zdaje się, że kot, od którego dyskusja się zaczęla mieszkal w bardziej naturalnym środowisku, teraz wychodziłby na ulicę - to jest różnica. Jakoś jestem w stanie wyobrazić sobie mojego kota w ogródku, na polu, ale jak pomyślę, że miałby wychodzić tam, gdzie jest ulica, nawet nie ruchliwa...
                Z tym naturalnym środowiskiem to tak niejednoznacznie. Dla kota rasowego, jak mówj, 4 ściany są chyba barziej naturalnym środowiskiem niż "wolność". A ostatnio słyszałam o żniwach na obszarach objętych Naturą 2000. Tam kosi się zboże poruszając siępo okręgach - wtedy zwierzęta mogą uciec "na zewnątrz".
                Więc czym tak naprawdę jest naturalne środowisko kota?
                • moonshana Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 22:40
                  tobie odpowiemsmile
                  jestem z dzielnicy domków jednorodzinnych. koty były zawsze. jak najbardziej domowe. spały pasożyty w domu a rozrywki miały na zewnątrzsmile pisząc o środowisku naturalnym kotów mam ( w tym wypadku na przykład) na myśli właśnie to. bo nasze koty uwielbiały łapać myszy, polować na ptaki i tłuc się z kocimi sąsiadami. ulica jak najbardziej jezdna - przez 20 lat nigdy zaden kot nie został zabity przez samochód. od małego uczyły się unikać niektórych psów, samochodów i niektórych kotów:/P
                  nasze koty sypiały gdzie chciały, kradły kurczaki z talerzy oraz zakopywały się w świeżo upranej bieliźnie. a gdy tylko zabrzmiał zew natury - spierniczały tłuc się z kolegami, łapać myszy albo zwyczajnie cieszyć się życiem. szanowaliśmy to.
                  dokocę się niedługo. za chwilę, gdy będę mogła zapewnić kociakom naturalne, swobodne życie - czyli kiedy wyląduję w domku. na razie mieszkam w bloku i nie mam serca brać kociaka i skazywąc go na niewolę
                  reasumując: wiem, że niektórzy ( z Was) trzymają koty niewychodzące. bo tak wygodnie, prościej, bo inaczej się nie da. przyjmuję to do wiadomości.
                  ale nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem, że bezpieczne więzienie w mieszkaniu jest lepsze od życia zgodnie z naturą. innymi słowy: dopisywanie ideologii do trzymania kotów tylko w mieszkaniu jest zwyczajnie wstrętna. a np. łapanie wolno żyjącego kota, albo kota który zawsze cieszył się wolnością - i skazywanie go na życie w czterech ścianach w imię jego tzw . dobra - to zwykłe okrucieństwo. tylko rodzaj ludzki jest do tego zdolny.
                  • moonshana Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 22:52
                    jeszcze jedno. znajoma mieszka w kamiennicy, na parterze. naprzeciwko park. chciała kota. bardzo chciała, wychowana na wsi tęskniła do zwierząt. wymyśliła, że zbuduje kotu kocie drzwi w ścianie balkonowej, żeby miał normalne życie. a że ma dobre serce - chciała jakieś kocie nieszczęście, dorosłe, z gatunku tych co to ich nikt nie chce. znalazła. kocica niemalże stara, wysterylizowana przez fundację. pańcia fundacyjna, jak dowiedziała się że kot ma mieć swobodne wyjście - dostała palpitacji. nie da kota i koniec. nie i nie. a trzeba wiedzieć, że kocica była z łapanki ulicznej, prawdopodobnie żyła kilka lat na wolności.
                    rzecz się działa niemalże trzy lata temu. znajoma kota ma, wzięła ze wsi kociaka. żyje sobie kot jak pączek w maśle, cieszy się wolnością i niczego mu nie brakuje. a my do dziś nie możemy zrozumieć, co kierowało kretynką od adopcji: nie chciała dać kota przyzwyczajonego do zwykłego kociego życia - do domu gdzie takie życie miały zapewnione. ba, życie luksusowe. bo było: nie i nie! do wychodzący??? nie!!! kocina tyle przeżyła że nie będzie jej narażać na więcej!!!
                    lepiej zamknąć kota w więzieniu. niech się otłuści, zgnuśnieje i spokojnie zestarzeje. czego i jej serdecznie życzę, oczywiście w więzieniu.
                  • toffix Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 23:00
                    Kiedy poznałam mojego obecnego partnera mial kota, który nie wychodził. Mi się wydawało, ze to straszne więzienie dla kota i wyprowadziłam go. Jakiż on był nieszczęśliwy, jak uciekał do domu, pod mur, tak nisko przy ziemi... Więcej nie próbowałam, za to zaczęliśmy mu otwierać okno. Wychodził na parapet, kładł się i pięknie wyglądał ku uciesze sąsiadów, ale nigdy nie przyszło mu do głowy zwiać.
                    Nasz kot obecny z hodowli pochodzi, nawet nie wiem, czy podpisywałam, że nie bedzie wychodził, wiem, ze podpisałam, ze ją wysterylizję. Siedzi w domu, nie wychodzi. Raz zwiała w nocy przez okno dachowe i znalazłam ją na dworze, w takim malutkim kąciku między furtką d ogrodu sąsiadów a skrzynkami elektrycznymi... Taka malutka, przerażona kupka nieszczęścia. Otwieramy jej balkon. Wychodzi, łazi po barierkach, korytkach, na podłodze po zewnętrznej stronie barierki. Jak tylko otworzębalkon kot tam króluje. Teraz też tam siedzi. Ale nigdy nie schodzi na dół, nie skacze. Myślę, ze dla niej dom jest naturalnym środowiskiem. Może nas to przerażać, ale tak je udomowiliśmy, domy stały siędla wielu z nich naturalnym środowiskiem. To nie są już dzikie koty, to koty kanapowe...
                    • moonshana Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 23:07
                      pozwolę się nie zgodzićyc. to jeszcze nie są koty kanapowe. za mało pokoleń tylko i wyłącznie na tych kanapach żyło. ale przyjmuję do wiadomości, że Twój kot woli chałupę. mój pies, na przykład - nie potrafił położyć się na trawie. serio, będąc w plenerze wyglądało to tak: my na kocu, pies w samochodzie. inaczej bidulek cierpiał. najpierw się wylatał w plenerze, wyszalał - ale położyć się na trawie>>> nie! stał dziad po autem i skamlał. zwierzęta są różne, jak i ludzie. ale to nie generalizacja.
                      • toffix Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 23:20
                        Wiesz, nie mówię o gatunku, mówię o jednostkach. Ale pewnie w kierunku ukanapowienia to idzie. Natura, cholera, co to jest? Gdzie to?
                • amoreska Najlepiej wziąć... psa ;-) 16.07.14, 09:11
                  Nie będzie dylematu, czy ma być wychodzący, czy nie.
                  Pies wychodzić musi (no, chyba że ktoś sprawia sobie kuriozum w postaci kuwetowego jorkusia lub chihuahuy big_grin )
                  • toffix Re: Najlepiej wziąć... psa ;-) 16.07.14, 10:29
                    Oj, to też nie jest takie jednoznaczne - PIES W BLOKU? W kamienicy? Srają na ulicach, na smyczy trzeba prowadzić, a to męczące dla psa... Oj, nie, to też nie jest proste.
                    Zresztą, proponowanie kociarzowi psa... No, proszę Cię! Są oczywiście jednostki lubiące i to i to, ale wiesz... Osobiście jestem nawrócona - kiedyś psy, teraz mam kota i pokochałam go miłością wielką, co rano mówię do niej, ze nie wiem, jak mogłam nie chcieć kota. Dziś widzę przewagę - w zapachach, dyskrecji,... Eh
                    • amoreska Re: Najlepiej wziąć... psa ;-) 16.07.14, 13:03
                      No no kociaro, nie obrażaj się tak wink

                      Mi tez proponowano kota, nie obraziłam się, po prostu nie skorzystałam i nie skorzystam.
                      Wolę psy.
                      • toffix Re: Najlepiej wziąć... psa ;-) 16.07.14, 13:26
                        Ja się wcale nie obrażam wink
                        Zwracam tylko uwagę, że dla kogoś, kto chce kota niekoniecznie pies moze być alternatywą, nawet jeśli ma wątpliwości co do wychodzenia.
                        • amoreska Re: Najlepiej wziąć... psa ;-) 16.07.14, 14:33
                          Zdaję sobie z tego sprawę, że stricte kociarza nie nakłonisz do posiadania psa i vice versa.
                  • moonshana Re: Najlepiej wziąć... psa ;-) 16.07.14, 11:22
                    właśnie. okazuje się, że wcale nie musi. ta paranoja ( z trzymaniem zwierząt w mieszkaniach, nawet gdy można inaczej ) zatacza coraz szersze kręgi. znam dwa: jeden york, drugi west. mają kuwety, z domu wychodzą rzadko a najczęściej na rękach właścicieli. bo "one tego nie potrzebują", takie delikatne, bo im się coś stanie, bo on się kiedyś skaleczył w łapkę.. szlag mnie trafia ale nic zrobić nie mogę. a przecież to teriery a nie pluszaki. teriery, żywe zwierzęta traktowane jak właśnie pluszaki - mają super jedzonko, wygodne spanie, kuwetę z wypasionym żwirkiem. takie luksusowe więzienia w imię dobra piesecka. fuuj
            • ceres9 Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 20:02
              A jak twój dzieciak (być może takowego posiadasz) drze się, że chce zeżreć 5 tabliczek czekolady, to mu na to pozwalasz? Nie? Dlaczego? Przecież go unieszczęśliwiasz...


              lojezuuu..... wez mnie nie zalamuj
              • marta_i_koty Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 21:33
                ceres9 napisała:

                > lojezuuu..... wez mnie nie zalamuj

                Kiepsko z twoimi emocjami, skoro gadanie jakiejś obcej baby jest w stanie cię załamać... tongue_out
              • moonshana Re: Kot - burza mózgów 15.07.14, 21:38
                ceresiowa, daj spokój. nie ma z kim rozmawiać.
                • woezel_pip Re: Kot - burza mózgów 21.07.14, 23:13
                  Sprawa raczej rozwiązana smile. Moja-Kiziowa sprawa. Mój mąż był ponad tydzień w domu bo dziecko chore. I postanowił, że kot będzie kotem wychodzącym. Balkon zostawiał otwarty- Kizik dwa razy robił wycieczki, takie mini wycieczki, raz wyszła i wróciła po chwili, drugi raz tak się przeraziła strasznych gołębi, że jak spylała to wpadła na lodówkę wink. I teraz wentyluje się na balkonie, otwartym, ale nie wyskakuje. Siedzi i podziwia widoki smile.
                  I zaczęła sama z siebie przychodzić do mojej córki. Miły widok smile.
                  • ceres9 Re: Kot - burza mózgów 22.07.14, 20:14
                    w koncu wylezie pewniewink
                    • woezel_pip Re: Kot - burza mózgów 25.07.14, 21:01
                      Na razie tkwi jak tkwiła, gołębie na podwórku to straaaaszna sprawa big_grin.
                      Ale siatka przeciwptaszna zamówiona wink.
                      • thegimel Re: Kot - burza mózgów 25.07.14, 21:41
                        Gołębie są bardzo groźne big_grin
Pełna wersja