Dzisiaj, gdy rano wychodziałm z domu, pod klatką stała śliczna biala kicia.
Odniosłam wrażenie, że mnie o coś prosi, patrzyła takimi błagalnymi oczami i
miauczała. Jak wracalam, okazało się, że schowała się w skrzynce na liczniki a
pod nia stał inny kot i na tą kicię wyczekiwał. Był oczywiście dośc agresywny,
a biedna kicia miauczała w skrzynce rozpaczliwie. Przegoniłam intruza i
chciałam zabrać kotkę. Ale gdy wyszła, jej adorator był szybszy niż ja i
oczywiście ją dopadł. Kicia zaraz go strąciła, glośno warknęła, bo pewnie nie
życzyła sobie takiej ingerencji.... I uciekła z powortem do skrzynki. I tak
bidulka tam siedzi

Nawet gdy udawało mi się kocura przegonić, to juz wyjść
nie chce. Jest strasznie zestresowana.
Chciałabym jej pomóc, ale sama nie wiem jak, bo ten kocur nie odstępuje jej na
krok. Jestem przeciwna rozmnażaniu takich bezpańskich kotów. Kotka jest też
przeciwna swojemu adoratorowi, chyba nie wpadl jej w oko

Macie pomysł jak to rozwiązać? Gdyby tylko udało mi się ją jakoś wywabić z
kryjówki to w te pędy odwiedziłabym weta. Mam nadzieję, że kocur jej jeszcze
nie skrzywdził. Swoją drogą jakie to brutalne