gonabe
05.05.13, 10:48
Witajcie.
Kocham swojego męża który jest DDA. On zdaję sobie z tego sprawę ale jak to DDa zwala winę ciągle na mnie o wszystko. Ja już nie wiem co jest moją winą a co nie. Czuję się brzydka i bezwartościowa. I potrzebuję kogoś trzeciego żeby mi powiedział czy to tylko moja wina czy jednak świat wygląda inaczej, bo na dziś żyję w świecie przedstawionym przez mojego męża.
Żeby postarać się jakoś zarysować nasze osoby to żyjemy spokojnie, oboje mamy wolne zawody ale nigdy nie brakowało nam do pierwszego, ani nie musieliśmy na coś osczędzać ot spokojna klasa średnia. Teraz meiszkamy w Hiszpani bo mieliśmy dosyć zimy w Polsce. Nie pracujemy tu tylko zdalnie w Polsce. Może dlatego piszę tu na tym forum, bo nie mam z kim porozmawiać.
Nie wiem co napisać, nie wiem czy mam napisać pojedyńcze zdarzenie czy ogólnie nasze życie.
Bo nie wiem. Napiszę taką błahostkę coś co nie ma znaczenia ale jednak boli. Kompałam się w wannie, mąż leżał w sypialni (łązienka jest połączona z sypialnią i z łóżka do wanny jest jakieś 6 metrów) i poprosiłam go aby podał mi golarkę. On leżał na łóżku i grał na tablecei w jakąś tam bzdurkę. I mi nie podał tej golari. Musiałam sama wyjść z wanny i sobie ją wziąć. Potem powiedziałam mu, że takie małe rzeczy też są dla mnie ważne i fajnie jak ktoś może podać Ci coś do wanny. On powiedział mi że ja nigdy mu nic pod prysznic czy do wanny nie podawałam bo to jest niedorzeczne i on nie rozumię czemu ma robić wszystko czego ja sobie zapragnę. Nie, nie kłóciliśmy isę wtedy poweidział to zimny wbitym we mnie wzrokiem. Nie miałąm siły na kłótnie więc nie powiedziałam już nic. Wieczorem uzgadnialiśmy o której będziemy jeść, (on miał rozpalić grilla i położyć na nim rybę ja robiłam kalmary ala marinera w piekarniku ) powiedział mi że jak zostanie mi pół godziny do końca to żebym mu powiedziała to zrobi rybę aby wszystko było ciepłe. Jak powiedział tak zrobiłam. On jednak robił coś ważniejszego, tzn przeglądał widomości etc. Kiedy poprosiłam go abypołożył rybę to zapytałam się go czy od razu pójdzie bo mi się spalą kalmary niestety po 40 minut oczekiwań musiałam poprosić go raz jeszcze. Nie krzyczałam na neigo ale powiedziałam że jest mi smutno bo ja się napracował przy kalmarach no i na zimno nie są takie dobre i że jestem głodnai czuję jakby mnie nie szanował. On odpowiedział no i co z tego że później położę ryby co się stanie ( co z tego to jego ulubione zdanie). Nie kłóciliśmy sie bo po co. Zazwyczaj staram się pilnować ale czasem płaczę albo krzyczę bo już nie mogę, wtedy dowiaduję się że ja jestem wszytskiemu winna, że to jak czuję jest nie prawdziwie, że co z tego i że jakbym nie krzyczała ani nie zwracała uwagi to nasze małżeństwo byłoby super. Mi się wydaję ze dla niego byłoby super, dla mnie już nie do końca.. Ja już nei wiem co robić, nie mam już siły, a najgorsze są te jego lodowate pozbawieone uczuć oczy kiedy mówi no i co z tego albo kiedy mówi mi że ja źle czuję... czy można czuć źle ?