Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    jak robie sobie resecik w mózgu

    07.07.08, 00:23
    Dobry wieczór musze sobie spuścić pary.Tak wiec jestem DDA ,mam 4
    miesięcznego synka , rozbity związek i wrociłam do punktu wyjscia
    czyli znów pod dach rodziców.O czym pisze?Nie chce opowiadac histori
    swojego życia wole krótko i w miare na temat.Odeszłam od mężczyzny
    mojego życia bo pił , nie dotrzymywał słowa a pod koniec zaczoł
    wyzywać i bić.U rodziców jest mi bardzo dobrze to(grzeczni
    alkoholicy)na stare lata uspokoili się,gorzej że za młodu zrobili mi
    sieczke z mózgu.Jednak teraz nie widze ich często pijanych(dobrze
    się ukrywają)w domu spokoj i czysto.Moim problemem jest to ze musze
    przestać opiekowac sie moim byłym.A na razie niby go unikam a
    prowokuje sytuacje w ktorych go widze i zaczynam tęsknić za nim ( że
    niby dziecko potrzebuje ojca itp)Po zwiazku zostało mi: dziecko
    (bardzo upragnione), 9000 długu , połowa mieszkania , druga połowa
    należy do byłego faceta ( musze zrobić sprawę by rozwiązac ten
    problem:( by zerwać stare węzy i by komornik mnie nie ścigał za jego
    długi).Moj problem to :kocham faceta który mnie rani i nie widzi
    tego,robie z siebie na sile samarytanke do wszystkich.Dzis spotkałam
    sie z moim byłym na spacerze z dzieckiem i....jakby odpowiednio
    rozegrał sytuacje wskoczyłabym mu do łóżka z uśmiechem na twarzy(
    urodzona idiotka ze mnie:(), darowałabym mu mieszkanie i wine za
    rozpad związku wziełabym na siebie( i tak mam chwiejne nastroje z
    tego powodu).Dopiero rozmowa z siorką sprowadziła mnie na ziemie i
    konsekwentnie nie wracam do byłego.Musze myślec o Dziecku i
    kożystnych warunkach dla mnie a nie o ratowaniu alkoholika
    recydywisty, który kocha mnie jak mu stanie i jak potrzebuje :
    matki , żony i kochanki.Moje DDA jednak resetuje mi jego upodlony
    obraz zostawiając MIŁE WSPOMNIENIA i co on tylko jest milszy dla
    mnie to ja już w duszy sikam w majty że bedzie dobrze:(, potem
    telefon do siostry sprowadzenie na ziemie i gożki smak nieudanego
    związku..a NIE MOGE wrócic do niego bo nic sie nie zmienił od mojego
    odejscia , nawet nie rozumie dlaczego odeszłam :(.Podziwiam kobiety
    które dążą do raz wyznaczonego celu, ja gdyby nie moja siorka i mama
    to spieprzyłabym sobie z 50 razy życie.Bo były powiedział miłe słowo
    i ....że KOCHA MNIE I DZIECKO A kwiatka nie przyniesie, pampersów
    małemu też nie , a ja nic tylko resetuje złe wspomnienia w głowie i
    znów jak debilka myśle ze się ułozy , potem znow rozmowa z rodziną i
    znów reset szarych komorek i tak już 3 miesiace...Powiedzcie ile to
    będzie trwało???Znajde kiedyś w sobie tyle siły żeby moj syn był
    dumny że ma MĄDRA MATKE a nie ....dorastanie jest bolesne.A jak masz
    dziecko to musisz szybko dorastac ( chodzi mi o stosunki społeczne)
    Do tej pory miałam UTOPIJNE ŻYCIE .Napiszcie cos "KU POKRZEPIENIU
    SERCA"idiotki.
    Obserwuj wątek
      • kajda28 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 07.07.08, 08:25
        na początek musisz skasować zdanie:
        .>Moj problem to :kocham faceta który mnie rani i nie widzi
        > tego,

        to nie tak, on tego nie robi z miłości do ciebie, on to wszystko robi z miłości
        do siebie , a nawet nie, z miłości do alkoholu. Rozumiem że nigdy nie byłaś w
        stanie powiedzieć że ktoś cię rani, że nigdy nie mogłaś powiedzieć przestań, ja
        odchodzę bo mi jest źle. Byłaś dzieckiem, i nie miałaś wyjścia, swoje potrzeby
        bycia kochaną, opiekowaną zrzuciłaś na dalszy plan- tak ma większość z nas. Ja
        odeszłam od męża alkoholika, było mi tym łatwiej że po odejściu on praktycznie
        nie trzeźwiał, więc nie miałam do kogo wrócić- ale nie wiem jakby się potoczyło
        gdyby próbował walczyć o nasz związek- oczywiście głównie z własnego egoizmu, a
        nie z miłości i poczucia odpowiedzialności.
        Kiedy następny partner mnie zranił i nie byłam pewna czy powinnam się na niego
        gniewać, czy mu cokolwiek powiedzieć, zareagować, czy po prostu udać że nic się
        nie stało- wyobraziłam sobie sytuację jak bym się czuła gdyby ktoś tak zranił
        moje dziecko, co bym wtedy zrobiła, jak bym była zła i te uczucia zapamiętywałam
        i uczyłam się ich i byłam pewna że mam prawo się tak czuć jak ktoś skrzywdzi mnie.

        wg. mnie nie czujesz się skrzywdzona przez niego, uważasz że on to wszystko
        robił pod wpływem alkoholu a więc nie świadomie i nie może teraz za to
        odpowiadać- tak zostałaś nauczona, ale to nie prawda. Poczytaj książki na temat
        DDA, już nie mówię o tym że terapia byłaby najlepsza- bo to wiadomo.
        "Opiekować się moim byłym"- znane mi stwierdzenie, jak ktoś mówił że to on ma
        się mną opiekować i dzieckiem, był we mnie bunt, jak to przecież ja sama umiem o
        siebie zadbać, o mnie nie trzeba dbać. I zacznij tak samo myśleć o nim, tobą
        nikt nie musi się opiekować , nim tak samo- on jest dorosły sam da sobie radę i
        sam odpowiada za swoje czyny.
        trzymaj się:)
      • megg2003 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 08.07.08, 07:52
        Czesc Myszkonie :-) To super ze masz bliską i madrą osobę przy sobie (siostra). Masz sie jej sluchac i juz! ;) Tak serio to ona, mimo ze jest Twoja siostrą, patrzy na Ciebie i Twoją sytuację z boku, dlatego mówi Ci rzeczy mocno przybliżone do rzeczywistości. Ty nie potrafisz tak patrzeć, bo Twoj umysł łącznie z uczuciami robi Ci ten reset. Zniekształcasz na maksa rzeczywistość, a wiadomo, że nie o to tu chodzi.
        Ja tez żyłam w świecie marzeń kiedy byłam z ojcem mojej (już 5-letniej) córeczki. Odeszlam jak miala 6 miesięcy. Tylko ze on byl uzalezniony od zlosci. Wyżywał się na mnie i na dziecku. Tez nie wiedzial, dlaczego od niego odeszlam. Obiecywał pójscie na terapie, do tej pory tam nie dotarl, nie zrobil (powtarzam ZROBIL, a nie GADAL ZE ZROBI) nic by ratowac nasz związek, a doskonale wiedzial, ze chcę odejsc.
        Takze kochana moja, nie łudź się już. Póki on nie zacznie swojej terapii (a musi na pewno zacząć) nawet nie myśl ze sie zmieni. Lepiej zacznij swoja terapie DDA. Jesli chcesz namiary na odpowiednia placowke, napisz do mnie na gazetowego @. Jestem po takiej terapii. Bezcenne... :-)
        Trzym sie! Ja sie jakoś trzymie do tej pory ;-)
      • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 13.07.08, 16:35
        Czesc myszkon
        Ja w prawdzie czyste DDA nie jestem, a DD dysfunkcyjnych rodzicow, ale to te
        same zachowania i wzorce :)
        I podobnie jak Ty mam zakonczony zwiazek i podobne (na szczescie juz rzadziej)
        myslenie jak Ty. Moj eks narzeczony (teraz dziekuje Bogu, ze nie poddalam sie
        jego naporom na slub) jest alkoholikiem i spokojnie sobie teraz moze pic. I
        regularnie od zakonczenia zwiazku w weekendy kiedy pije, neka mnie telefonami. A
        ja co? Bo tak za nim tesknilam (pfu, sama jestem zla na siebie za to) dawalam
        sie wkrecac w odbieranie tych telefonow. W ktorych on wpadal z wscieklosci w
        wyznania, placz lub krzyk. Odbieralam bo tesknilam, bo to byl jedyny kontakt na
        jaki moglam sobie pozwolic. Balam sie (i dalej boje, ale z innych juz przyczyn)
        spotkac sie z nim. Bo wiedzialam ze ta moja wolnosc tak jest slaba, ze moze
        peknac gdy go zobacze i gdy zacznie prosic o powrot. Juz raz do niego wrocilam 8
        miesiecy temu i to byl duzy blad, choc on cos probowal zrobic ze soba w ciagu
        tego czasu (terapia zamknieta), to dopiero teraz widze, jak te jego proby
        trzezwienia byly nieprawdziwe. Po rozstaniu przez miesiac czasu probowalam wymoc
        na nim na wszelkie sposoby, zabranie jego rzeczy i mebli z mojego mieszkania. Ja
        sie denerwowalam, a on sobie w najlepsze pil i dzwonil mowiac ze on rzeczy nie
        zabierze bo i tak do siebie wrocimy. Wiesz jak to bylo wkurzajace? Bo z jednej
        strony chcialam zakonczyc ten toksyczny zwiazek, a z drugiej strony chcialam z
        nim byc. Patrzac na ta sytuacje po 7 tygodniach, to teraz tak latwo by nie mial,
        bo podobnie jak Ty litowalam sie nad nim, ze nie bedzie mial na czym spac wiec
        zostawilam mu materac, ze tych czy innych rzeczy nie zabiore od niego choc sa
        moje. Glupia bylam, trzeba bylo brac i sie nie przejmowac. Ja juz nie mysle o
        ratowaniu go, wspieralam go jak umialam w czasie trzezwienia, a i tak cala wina
        za swoje obecne picie obarcza mnie jak to zwykle alkohlik ma w zwyczaju. I o ile
        terapia dla wspoluzaleznionych nauczyla mnie nie brac sobie tego do glowy, to ta
        moja glowa wymyslila sobie inne rzeczy. Ze moze ja rzeczywiscie od niego za duzo
        wymagalam, bo robil dla mnie remont mojego mieszkania. Na szczescie mam
        terapeutke ktora potrafi pokazac co jest nie tak z moim mysleniem i ustawic do
        pionu.
        I podobnie jak Tobie po 6 tygodniach zostaly w glowie mile wspomnienia a te
        niemile, wymazywalam gumka z glowy. Zaczelam go wybielac. Przeszlo mi :)
        Tak jak przeszlo mi myslenie o jego wielkiej milosci. Tu tez zasluga terapeutki.
        Czynny alkoholik ma zablokowany dostep do uczuc wyzszych w mozgu. Jak moze
        kochac kogos gdy sam siebie nie umie i nie kocha? On te kochanie tylko udaje bo
        inaczej nie umie.
        Dobrze ze Ty masz wsparcie w swojej Siostrze !!!!
        Myslalam ze odpoczne troche jak moj eks znajdzie sobie nastepna dziewczyne (lub
        ofiare), niestety... Teraz nekali mnie oboje. On wciaz dzwonil i mowil ze kocha,
        albo na zmiane z wyzwiskami, a ona pisala emaile jaki to moj eks jest wspanialy,
        ze jedyne co mu potrzeba to odpowiedzialnej i silnej oraz odpornej psychicznie
        kobiety, o ich zwiazku opartym na prawdzie i zaufaniu. I powiem Ci ze jak
        czytalam to, to jednoczesnie bylam zdolowana (no bo ktos niby twierdzil ze udalo
        mu sie cos czego ja nie osiagnelam) i zdumiona, bo w koncu bylam z tym
        czlowiekiem troche czasu i takie slowa jak zaufanie i prawda to w tym moim
        zwiazku nie mogly funkcjonowac. Ciekawe czy doswiadczenia tej dziewczyny po 2
        latach (jesli wytrzymaja ze soba tyle czasu) beda takie jak to opisala po 2
        tygodniach ich znajomosci. I rozumowo wiem ze nie, ale serce wciaz boli.
        I powiedzialam sobie dosc! dosc sluchania o tym jak mnie niby kocha, jak on mi
        pomoze (bo zostawil nie zakonczony remont), dosc myslenia magiczno-zyczeniowego,
        idealizowania go, wybielania. Trzeba wypisac sobie te plusy i minusy bycia z
        takim czlowiekiem w zwiazku, a wierz mi tych minusow jest wiecej :)
        I dzisiaj jestem z siebie dumna, bo wczoraj, w sobote, ktora przez ostatni czas
        byla najgorszym dniem tygodnia, przez te jego telefony, nie odebralam zadnego z
        nich. Czulam sie i czuje z siebie dumna. To taki moj maly sukces, choc serce
        pewnie jeszcze by chcialo posluchac tych wszystkich bajek ktore on opowiadal. I
        wiem ze teraz bedzie lepiej, bo kazda sobota mnie rozbijala psychicznie.
        Zalatwilam wszystko co bylo zwiazane z eksem, tych rzeczy ktorych jeszcze nie
        zabral, bo wciaz nie mogl znalezc czasu pozbylam sie takze, zawiozlam po prostu
        do jego matki za pokwitowaniem. Ja ze swojej strony juz jestem czysta i moga
        sobie teraz oboje mi pisac ze mam wobec niego jakies (nie wiem jakie) powazne
        zobowiazania, a ja mam to juz gdzies. Jestem wolna. I poczulam sie tak lekko i
        tak jakby mi cizar zdjeli wielki z ramion.
        I wierze ze w to, ze jesli popracuje solidnie nad soba, to taka sytuacja w moim
        zyciu sie wiecej nie powtorzy.
        Pozdrawiam Cie i zycze Ci sily ducha i odpornosci psychicznej
        Monia
        • myszkon Do Moni 13.07.08, 23:30
          Ostatnio moj były facet zatęsknił za synkiem i widzieliśmy się 3 dni
          pod rząd,BYŁO WSPANIALE bawił sie z małym, nosił go na rękach pytał
          o niego.Jestem taka szczęsliwa ,że interesuje sie małym.Tylko, że
          zawsze po naszych spotkaniach pije.Zaczyna coś przebąkiwać o
          wspólnej terapii rodzinnej ,jutro ide z jego matką na zakupy dla
          małego.TAK BARDZO CHCIAŁABYM ABY NAM WYSZŁO jednak wszystko zależy
          od niego ,powiedział, że w poniedziałek pójdzie do terapeuty(mam
          nadzieje ,że nie kłamie:()Moja mama i siostra uważają że jestem
          skończoną idiotką , a ja BARDZO staramty sie nie przekroczyc granicy
          ograniczonego zaufania do byłego.w poniedziałek zobaczymy i ja tez
          pojde na terapie .
          • mskaiq Re: Do Moni 14.07.08, 13:22
            Dla alkoholika milosc jest wielka szansa na pozbycie sie alkoholu.
            Milosc jest motywacja, wierze ze On kocha i Ciebie i dziecko, to ze
            chce podjac terapie jest tego dowodem.
            Mysle ze powinnas brac udzial w jego terapi, wtedy bedziesz
            wiedziala ze to nie sa puste slowa, bedziesz mogla rowniez
            kontrolowac to co robi. Nawet jesli podejmnie terapie to bedzie mial
            zle dni, kiedy sie napije, kiedy nie wytrzyma. Jesli chcesz Mu pomoc
            to musisz to wybaczyc, pomoc Mu powrocic do terapi po kazdym upadku.
            Serdeczne pozdrowienia.


            • kajda28 Re: Do Moni 14.07.08, 17:31
              >Nawet jesli podejmnie terapie to bedzie mial
              > zle dni, kiedy sie napije, kiedy nie wytrzyma. Jesli chcesz Mu pomoc
              > to musisz to wybaczyc, pomoc Mu powrocic do terapi po kazdym upadku.

              ale trzeba też wyznaczyć sobie granicę której się nie przekroczy. Jeżeli chcesz
              być z nim . bardzo ważne jest abyś chodziła na terapię, do AL-alonu (czy jakoś
              tak), lub na grupę dla współuzależnionych. I powinnaś to zrobić niezależnie od
              tego czy on się uda na terapię. Ale to nie znaczy że twoja rodzina kłamie , mama
              i siostra chce twojego dobra, nie chcą patrzeć jak cierpisz, i jak cierpi twoje
              dziecko.
            • megg2003 Re: Do Moni 15.07.08, 13:38
              A nie powinien przypadkiem jeść marchewki i biegać??
              Mskaiq jesteś spalony na forum.gazeta mimo że czasem starasz się mówić do rzeczy
              • kajda28 Re: Do Moni 15.07.08, 20:17
                > A nie powinien przypadkiem jeść marchewki i biegać??
                > Mskaiq jesteś spalony na forum.gazeta mimo że czasem starasz się mówić do rzecz
                > y

                megg2003 chyba trochę przecholowałaś ;(. to że masz inne zdanie jak Mskaiq nie
                znaczy że możesz pisać jak napisałaś. Każdy może mieć swoje zdanie i trzeba je
                szanować, nie zgadzać się i można polemizować z nim.
                to takie moje odczucie, może za ostre, ale tak to odebrałam.
                • megg2003 Re: Do Moni 16.07.08, 08:57
                  Nie przecholowałam. Przeczytaj sobie tę wypowiedź beatrix i inne z tego wątku forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33197&w=81445508&a=81790328
                  a zrozumiesz o czym pisałam. Najważniejsze, że mskaiq zrozumiał. Tacy ludzie powinni być blokowani, bo stanowią realne zagrożenie dla ludzi na forum, którzy faktycznie cierpią i potrzebują pomocy.
                  • kajda28 Re: Do megg2003 17.07.08, 21:47
                    nie wiem co mskaiq wypisuje gdzie indziej , ale wiem że alkoholizm to choroba,
                    i alkoholikowi potrzebna jest pomoc aby mógł sobie poradzić. Oczywiście mądra
                    pomoc. I nie jest niczym złym że namawia do tego. a jeżeli się z tym nie
                    zgadzasz to napisz jakie jest twoje zdanie, po to jest forum aby polemizować i
                    wymieniać się doświadczeniami. często inni nie zgadzają się z tym co ja piszę,
                    ale nie wyobrażam sobie żeby przez to chciał ktoś mnie usuwać, ani ja nikogo-
                    chociaż nie, jest jedna osoba którą najchętniej bym usunęła, ale ona na 20 słów
                    postu używa 15 obraźliwych względem innych osób- tego nie toleruje :(
                    • megg2003 Re: Do megg2003 18.07.08, 10:07
                      Z matematyki masz 5, ale z moralności lufa. Bo to co robi mskaiq jest niemoralne
                      a Ty go bronisz. Lepiej przeczytaj link, który Ci podesłałam a później się
                      wypowiadaj.
                      • ladynemeyeth Re: Do megg2003 18.07.08, 10:18
                        Na mskaiq była juz nagonka na tym forum dawno temu i na
                        forum "rozwój duchowy", może równiez na innych forach - nie wiem. Mi
                        nie przeszkadza, że on pisze - po prostu olewam jego posty, ponieważ
                        uważam, że są oderwane od rzeczywistości. W którymś z nie tak
                        dawnych wątków napisał, że wypieranie to dobra metoda na radzenie
                        sobie z problemami. I w ogóle to, co on radzi ludziom jest moim
                        zdaniem pozbawionym zrozumienia drugiego człowieka bełkotem. On nie
                        ma pojęcia o prawdziwych problemach ludzi.
                        Banować go nie muszę, ale jego posty omijam w forum, praktycznie w
                        ogóle ich nie otwierając.
                        • megg2003 Re: Do megg2003 18.07.08, 13:41
                          Ale niektórzy, jak z resztą widać powyżej, mogą brać sobie do serca to co on
                          pisze. Ludzie, kiedy naprawdę potrzebują pomocy, mogą chłonąć jak gąbka wszelkie
                          "rady". A wiadomo, umysł robi takiego psikusa, że wybiera te, które najbardziej
                          pasują, niekoniecznie te mądrzejsze. My (Ty i ja) wiemy, żeby go nie brać
                          poważnie. A co z innymi??
                          • ladynemeyeth Re: Do megg2003 18.07.08, 14:33
                            Niestety nie możemy być odpowiedzialne za nikogo innego, prócz
                            siebie. Jeśli ktoś będzie usilnie próbował skorzystać z tych rad, to
                            i tak się go od tego nie odwiedzie. Ale rozmowy na ten temat na
                            pewno dadzą ludziom do myślenia. Jak juz wcześniej wspominałam - to
                            nie pierwszy raz, kiedy msqaika chce się wywalić z forum. O czymś to
                            świadczy.
            • log222 Re: Do Moni 15.07.08, 19:26
              Hehe, właśnie współuzależnienie cechuje się kontrolowaniem i ciągłym
              wybaczaniem. Myszkon w terapii ok, ale 'swojej', ona nie ma rozwiązywać
              problemów swojego byłego, opiekować się nim, tylko zająć się sobą.
              • megg2003 Re: Do Moni 16.07.08, 09:01
                Na temat wypowiedzi mskaiq napisałam wyżej. Ten ktoś powinien być zablokowany.
                Swoimi wypowiedziami tylko szkodzi i miesza w głowach ludziom, którzy naprawde
                potrzebują pomocy.
            • megg2003 Re: Do Moni 16.07.08, 09:04
              Podtrzymywanie kontrolowania alkoholika we współuzależnieniu?? Jeśli jeszcze raz
              zobaczę Twoją wypowiedź na forum, zgłoszę do usunięcia Twojego profilu, a jeśli
              się pojawisz pod kolejnym, i tak cię rozpoznam
          • megg2003 Re: Do Moni 15.07.08, 13:42
            Tak jak Ty robisz sobie reset w mózgu tak czynny alkoholik robi sobie reset na uczucia wyższe. Alkohol tak działa, taka jest fizjologia, a tej nie da sie przeskoczyć. Chyba że po conajmniej miesięcznym detoksie i długotrwałej, solidnej terapii uzależnienia. Spotkania AL-Anon jak najbardziej na miejscu dla Ciebie. Na pewno dużo zyskasz. Spróbuj jeśli chcesz się przekonać. Wiem, bo sama odczułam na sobie zbawienny wpływ Al-Anon i terapii współuzależnienia
            • myszkon Hej! 15.07.08, 15:50
              Wczoraj jego mama nie przyszła do małego , nie zadzwoniła i olała
              nas.Moj były nie poszedł na terapie(czasu mu zabrakło...).Umuwiliśmy
              sie na srode ze razem pujdziemy na terapie.Moje emocje do niego sa
              bardzo silne ale nie daje sie zwariować tzn.staram sie ignorowac
              jego zaczepki natury seksualnej .Duzo energi kosztuje mnie
              tez "trzymanie siebie na uwięzi", i rozmowy z rodzicami .
              • megg2003 Re: Hej! 16.07.08, 08:48
                I tu właśnie trafiamy na sedno sprawy. Jeśli nikt ani nic nie jest w stanie
                przekonać Twojego męża do terapii, to widocznie musi stracić wszystko, by może
                zrozumieć, co jest dla niego najważniejsze. Alkoholizm to bardzo ciężka,
                śmiertelna choroba. Jednak nie można leczyć chorego bez jego zgody, chyba że w
                grę wchodzi zagrożenie dla życia jego lub innych (samookaleczenie, próby
                samobójcze, znęcanie się psychiczne i fizyczne). Możesz spróbować wystąpić z
                wnioskiem do sądu o przymus, ale jeśli nie masz na to siły i ochoty, to nie rób
                tego. Najlepsze jednak efekty osiąga się terapią dobrowolną. Czasem o taką
                ciężko. Możesz spokojnie przestać się obwiniać i zadręczać próbami zaciągnięcia
                go do poradni, bo już zrobiłaś w tym względzie wszystko, co było do zrobienia.
                Pokazałaś, że chcesz i zrobisz dla niego wszystko, jeśli on zechce. On o tym
                doskonale wie. I tu Twoja rola się skończyła. Reszta jest jego wyborem. On teraz
                decyduje, czy zerwać z nałogiem, czy żyć tak dalej. Pamietaj, to jest jego wybór
                i nie zadręczaj się tym.
                Twoje bezbronne dzieciątko potrzebuje Ciebie bardziej niż on...
                • myszkon Cześć:) 16.07.08, 11:05
                  Zgłosiłam go na przymusowe leczenie zaraz po tym jzk sie
                  wyprowadziłam, komisje miał 10 czerwca i nie zgodził sie na
                  leczenie, pani z komisji wytłumaczyła mi ,że jak nie zgodzi sie
                  dobrowolnie jakiś okres czasu to zrobią mu sprawe i przymusowo
                  będzie leczony.Wczoraj w nocy dzwonił do mnie zapłakany, że
                  odebrałam mu wszystko co kochał i nie ma teraz na kim sie oprzec (a
                  zawsze miał mnie )i że świat wali mu sie pod nogami.Powiedziałam mu
                  ze gdyby posłuchał mnei i podjoł terapie jak byłam w ciązy to teraz
                  była by inna sytuacja a skoro wolał bary i kolegow to niech teraz
                  koledzy go przytulaja.Rozpłakał sie i rozłaczył.Dzis ja mam wielki
                  dzień :D ide zapisać sie na terapie DDA.Bo sama mowie o leczeniu a
                  nic ze soba nie robie.Powiedziałam byłemu ze ide na terapie i ze
                  moze isc ze mna ja pojde na DDA a on na AA.Zobaczymy czy
                  przyjdzie.Już 3 miesiace nie jest teśmy razem i...ja pomalutku
                  zaczynam funkcjonować bez niego(choć jak zadzwoni to potem
                  zastanawiam sie czy zrobiąłm wszystko by mu pomóc),za miesiac wracam
                  do pracy wiec znów coś mnie zajmie.Teraz wszystko zależy od niego,on
                  zaś zamiast walczyć nazywa siebie dupkiem i płacze w poduszke.:(
                  Będe go kochać całe moje życie ,bo wiele dla mnie znaczy jednak
                  bardziej kocham naszego synka i chce mu zapewnic dziecinstwo bez
                  alkoholu.Ale to wszystko pogmatwane...Na dodatek moi rodzice też
                  popijają tylko ,że w ukryciu tzn. nikt nic nie widzi nic sie nie
                  dzieje .Kocham rodziców i cięzko mi wytrzymać ich huśtawki
                  nastrojów, z depresyjnego do euforii.Mama znów probuje pozbawić mnie
                  poczucia dorosłości:"ja w twoim wieku byłam bardziej zaradna, mi
                  nikt nie pomagał przy wychowaniu dzieci a wychowałam 4.Ty nie masz
                  instynktu matczynego itp.Oczywiscie zaraz po zwróceniu jej uwagi
                  przeprasza że nie chciała .Ojciec zaś wszedzie rozpowiada jak to ja
                  sie wpakowałam w zwiazek z alkoholikiem i dokoloryzowuje nasze
                  niesnacki.Wczoraj np.słyszałam jakoby moj były po pijaku kładł sie
                  na małego (CO OCZYWISCIE NIGDY NIE MIAŁO MIEJSCA!!)I ze nie pomagał
                  mi w domu itp.I NAJWAŻNIEJSZE !!!Co ludzie powiedzą jak bedą widywac
                  mnie z byłym na spacerach z naszym dzickiem !!!PRZECIEZ TO NIE
                  PASUJE DO OBRAZU PIJAKA!!POWINIEN OLEWAĆ SYNA !:( No to było by na
                  tyle mojego uzewnętrzniana sie:)Miłego dnia wszystkim życze:).
                  • megg2003 Re: Cześć:) 16.07.08, 11:49
                    Kurcze, widzę, że rodzice też robią Ci małe kuku. Ale to nic. Mówię Ci idź na
                    współuzależnienie. Poza tym pomyśl o wyprowadzeniu sie od rodziców. Wiem, że to
                    ciężko, ale pokombinuj, dasz radę na pewno. Ja dałam, też byłam sama z małym
                    dzieckiem. I już nie jestem sama, wszystko się poukładało, znalazłam lepiej
                    płatną pracę, stać mnie było nawet na opiekunkę. Pomyśl, popytaj, pokombinuj.
                    Dasz radę. Wiedz, że można. Po rozstaniu z ojcem mojego dziecka też mieszkałam z
                    rodzicami "dysfunkcyjnymi". Było tak ciężko, że wyprowadziłam się tak szybko jak
                    tylko mogłam
                    Powodzenia!
                  • moniczka72 Re: Cześć:) 18.07.08, 12:39
                    Myszkon, odpowiadam troche z opoznieniem bo mnie nie bylo. Ja myśle że Ty
                    powinnas isc na terapie dla osob wspoluzaleznionych. Zreszta jesli rozmawialas z
                    terapeuta to zapewne (podobnie jak i mnie skierowano)zostaniesz na taka terapie
                    skierowana. Najpierw nalezy "walczyc" z biezacym problemem, ktorym jest Twoj
                    partner. Ile ja slyszalam obietnic o tym ze nie bedzie pil. Moj eks w koncu
                    nawet byl na terapii i stacjonarnej i zamknietej. I co to dalo NIC!!!! Powiem
                    wiecej wydaje mi sie ze terapia pomogla mu wymyslic nowe wymowki dla uzalania
                    sie nad soba i zwalenia winy na swoje picie na matke. A tak naprawde on pije bo
                    tego CHCE. I wiem ja i wiesz takze Ty, ze doskonale manipuluja naszymi
                    uczuciami. To sa MISTRZOWIE manipulacji.
                    Chcialabym wierzyc ze alkoholik (czynny alkoholik) potrafi kochac, ale to znowu
                    tylko moje myslenie zyczeniowe. ON nie potrafi kochac, ma zablokowany poprzez
                    alkohol dostep do wszelkich uczuc wyzszych: milosci, wspolczucia,
                    odpowiedzialnosci. Czasem gdy jest mi wyjatkowo zle (bo wciaz teskonote czuje,
                    choc Bog mi swiadkiem rozumowo myslac to nie wiem dlaczego?, za tym ze ktos mnie
                    na kazdym kroku zawodzil?) powtarzam to sobie, że on nie potrafi, chocby chcial,
                    czuc milosci. Staram sie pamietac o tym, ze jego myslenie nie jest takie
                    logiczne jak ludzi ktorzy problemu alkoholowego nie maja. Czasem do siebie
                    mialam zal nie potrafilam sie z nim dogadac. Obwinialam sie. A jak mozesz sie
                    dogadac z czlowiekiem ktory mysli zupelnie innymi torami jak Ty? Nie da rady, to
                    jakby chinczyk gadal z polakiem nie znajac jezyka.
                    I wiem ze to jest okrutne co napisze ale on NAPRAWDE woli swoich kumpli, bary i
                    alkohol niz Ciebie. Jesli wolalaby Ciebie to zylby w trzezwosci. Przepraszam,
                    nie chcialam Cie zranic tymi slowami, ale ktos kiedys mi powiedzial to samo i to
                    mi bardzo otworzylo oczy na to co robie. Ze chce byc z czlowiekiem ktory tak
                    naprawde nie chce ze mna byc. Bo on ma lepsza fajniejsza kochanke-WODKE.
                    Twoj partner probuje Toba manipulowac, dzwoniac i placzac Ci w sluchawke,
                    zrzucajac odpowiedzialnosc na Ciebie. Bo slowa ze swiat mu sie wali pod nogami
                    to jawna manipulacja. Bo on bez Ciebie nie poradzi sobie. Poradzi, poradzi....
                    sam sobie wybral taki los, a Ty nie jestes odpowiedzialna za niego. Ani za
                    swoich rodzicow. Jedynymi osobami za ktore jestes odpowiedzialna to Ty i Twoje
                    dziecko do ukonczenia 18 roku zycia.
                    Jesli Twoj partner zobaczy ze nie zdola Cie zmiekczyc to nawet wybierze sie na
                    terapie. Bedzie gotow na to zeby Cie odzyskac, ale nie mysl ze to z milosci do
                    Ciebie. Ty "obnazajac" jego alkoholizm zaklocilas mu komfort picia i zrobi
                    wszystko zeby udowodnic Tobie, swiatu i sobie tez, ze on alkoholikiem wcale nie
                    jest i ze jego ten problem nie dotyczy. Moze sie zdarzyc ze na tej terapii cos
                    tam mu w glowie zaskoczy, bo sa takie przypadki, ale to tez nie bedzie koniec
                    Twoich rozterek, bo trzezwiejacy aolkoholik to tez ciezki czlowiek we
                    wspolzyciu. Czasem jest ciezej niz gdy pije. Ja pomimo jeszcze teskonoty ciesze
                    sie tym, ze nie musze sie martwic ze wroce do domu gdzie on sobie pije w
                    najlepsze, nie musze patrzyc na te zapijaczona opuchnieta twarz. To byl dla mnie
                    koszmar.
                    Jeszcze slowko o Twoich rodzicach. Skoro jestes na tym forum, to rozumiem ze oni
                    lub jedno z nich maja/mieli problem z alkoholem. To co powiedziala Twoja matka
                    na temat wychowania dzieci to tez manipulacja. Stara sie wzbudzic w Tobie
                    poczucie nizszej wartosci. Tylko pytanie czemu Ty jej na to pozowalac. Czy przez
                    cale zycie chcesz byc jej ofiara? Co Ci to daje?
                    Nie wiem skad w nas, osobach wspoluzaleznionych ta chcec pomocy alkoholikowi, a
                    taki opor przed tym aby pomoc sobie. Odciac sie od tych emocjonalnie
                    powalajacych sytuacji. Co mnie sklonilo, zeby dac sie uwiklac w zwiazek z
                    alkoholikiem? Zwiazek bez przyszlosci. To ze gdy nie pil to byl cacy, bo kupil
                    cieple bulki rano czy ugotowal obiad. Co nie tak jest z moim mysleniem?
                    A teraz ciesze sie, naprawde sie ciesze. Bo mam spokoj. Bo nie musze dzis sie
                    martwic, ze on znowu za 2 tygodnie zostanie bez pracy, bo pracy utrzymac nie
                    potrafi przez swoja klotliwosc i popedliwosc dluzej niz 3 miesiace. I nie mysle
                    juz czy zrobilam wszystko zeby mu pomoc. Bo juz mnie to nie obchodzi, dlatego,
                    ze on nie mial skrupulow i nie dokonczyl mojego remontu. Moze wystarczajaco
                    dostalam po d.... zeby nie przejmowac sie tym w tej chwili. A moze to wplyw
                    terapii i tego co tam slysze.
                    Niestety bedziesz slyszala jego uzalanie sie nad soba jaki on biedny nikt mu nie
                    chce pomoc (a czy on chce pomoc sobie?) poty poki bedzie wiedzial ze to Ciebie
                    rusza.
                    Dla mnie w tym calym wydarzeniu najwazniejsze jest to ze poszlam na terapie,
                    dzis to nawet sie dziwie ze mnie przyjela terapeutka, bo ja tak wlasciwie
                    rodzina alkoholika nie bylam, a tylko narzeczona. Terapia zas dotyczy rodzin
                    ludzi uzaleznionych. I mam nadzieje ze pozniej pojde na terapie DDA aby nie
                    popelnic takiego bledu po raz kolejny.
                    Tobie myszon duzo wytrwalosci zycze i zdawaj relacje co u Ciebie
                    • myszkon Re: Cześć:) 18.07.08, 22:57
                      Tak wiec u mnie...złość i to straszna ...Po przyjsciu do moich
                      rodziców do domu pragnełam wierzyc że moja mama zmieniła sie ,że
                      jest "książkową"mamą i można jej zaufać skoro ..przytula mnie i mówi
                      że moge jej zaufać.Twierdziła ,że nie pije itp.Co sie okazało po 2
                      miesiacach?Znajduje butelki z wódki pochowane w zakamarkach w
                      mieszkaniu np. w pufie:(.A wszystko co powiedziałam jej w zaufaniu (
                      naiwnie wierząc że zrozumie) wykożystuje dla swoich celów:(
                      Powiedziałam jej ,że siostra mojego byłego usuneła dziecko a
                      ona....jak dziś byłam na spacerze z 2 babcią mojego syna zadzwoniła
                      do niej i powiedziała jej,że WIE że jej córka usuneła dziecko :(
                      WIECIE JAK SIE POCZUŁAM JAK TA KOBIETA PO ROZMOWIE Z MOJA MAMA
                      WIEDZIAŁA ZE TO JA WYPAPLAŁAM!!Mama też jak sie ze mna pokłuci na
                      mieście to głośno krzyczy o tej sprawie.A wszyscy mieszkamy na tym
                      samym osiedlu:(...Czuje sie strasznie ....Odeszłam od faceta co nie
                      traktował mnie dobrze ,wyrzaliłam sie MAMIE sądziłam , że mnie
                      zrozumie a ona...nic sie nie zmieniła:( Dalej pije i użala sie nad
                      sobą,mowi mi ze jestem beznadziejna i "po co widuje sie z ojcem
                      mojego dziecka i jego matką"A ja chce aby mały miał ojca chociaż 2
                      razy w tygodniu ale wtedy przynajmniej jest trzezwy i zainteresowany
                      dzieckiem,a babcia kocha moje dziecko i wyraża chęc pomocy przy
                      wychowaniu jego.TŁUMACZE TO MAMIE a ona mowi mi:
                      -wybieraj albo ja będe babcią albo ONA dziecko nie moze miec nas
                      dwóch
                      -jak tak bardzo chcesz tamtej rodziny to wypierdalaj do niej niech
                      dadzą ci dach pod głową a ja będe widywać sie z wnókiem 2 razy na
                      tydzień
                      -płacisz mi TYLKO 200zł sadzisz ze taka suma wystarcza na twoje
                      jedzenie i pranie??
                      -co ty robisz temu biednemu dziecku,że tak płacze??ja wychowałam 4 i
                      tak nie płakały, nie masz instynktu matczynego.A JA MAM
                      I ...jak sie bawi z małym uczy go by na jej widok mówił MAMA ,a
                      na zwracane uwagi przezemnie dzień dwa uczy go BABA a potem znów
                      swoje.
                      Wzieła dziś tydzień wolnego z roboty , zaszyła sie na działce i
                      dzwoniła po 19,że bedzie ten tydzień chlać na niej i zejdzie mi z
                      oczu abym mogła bezkarnie widywać sie z tą SUKĄ BABCIĄ .
                      A ja jestem rozbita cała tą sytuacja :(:( MATKA nie okazała sie
                      matką ,wszystko co jej powiedziałam wykożystuje przeciwko mnie i
                      wpedza mnie w poczucie winy ZE TO MOJA WINA TO WSZYSTKO
                      Czuje w sobie dużą złość...aż mały to wyczówa i zaczyna płakać.
                      Duzo dała mi dzisiaj przechadzka z MAMA byłego ...Ona bardzo dobrze
                      mnie rozumie gdyż sama pół życia męczyła sie z alkoholikiem (sama
                      zresztą też piła)...jednak znalazła w sobie tyle siły by zerwać z
                      nałogiem (wsparciem dla niej była terapia AA) i rozwiodła sie .
                      A ja ciągle od euforii do stanów lękowych, uff...masakra.Musze w
                      końcu ...NO WŁASNIE CO MUSZE ???WSZYSTKO NA SIŁE I NIE WTEDY KIEDY
                      POWINNAM:(
                      • moniczka72 Re: Cześć:) 19.07.08, 14:03
                        Myszkon, wspołczuje Ci Twojej sytuacji z mama bo to ciezka sprawa, kiedy okazuje
                        sie ze czlowiek na ktorego z natury powinnismy liczyc, okazuje sie kims
                        niegodnym naszego zaufania, baaa nawet uwagi.
                        Nie napisalas nic w zwiazku z terapia. Czy poszlas tam? Czy zostalas
                        zakwalifikowana na terapie grupowa? Mysle ze w chwili obecnej najwazniejsza jest
                        profesjonalna pomoc dla CIEBIE. Bo to Ty jestes najwazniejsza w calej tej sytuacji.
                        Mysle, ze na swoja mame nie mozesz liczyc i raczej powinnas sie dystansowac od
                        tego wszystkiego co ona mowi, co obiecuje, zarowno dobrych i zlych slow.
                        Zrozumialam ze Twoja mama ma problem z alkoholem, wiec trzebaby stosowac wobec
                        niej wszystkie zasady ktore dotycza takze Twojego meza. Przede wszystkim
                        ograniczone zaufanie i to bardzo ograniczone. Z mojego doswiadczenia napisze
                        tak, jesli cos powiedzialam mojemu eksowi w zaufaniu, w momencie kiedy zaczynal
                        pic tajemnica ktora mialam trafiala do osoby zainteresowanej. I musze stwierdzic
                        ze pomimo stanu upojenia zawsze pomimo moich utrudnien potrafil to zrobic. Raz
                        mialam taka nauczke i pozniej mocno sie pilnowalam zeby drugi raz sie nie
                        powtorzyl. Lecz pomimo tego moj eks wlasnie w tej chwili wykorzystal moje
                        rozmowy z przyjaciolka i doniosl znajomej o czym ja z nia rozmawialam (tu jednak
                        nie udalo mu sie zametu nasiac, bo ta rozmowa nie byla tajemnica). Mysle na
                        podstawie wlasnych doswiadczen, ze zadna umowa zawarta z osoba pijaca nie ma
                        szansy bytu. Przed wyprowadzka mojego eksa umowilam sie z nim, ze on zostawia mi
                        stara obudowe od komputera, ja mu w zamian za to daje narzedzie budowlane ktore
                        bylo moja wlasnoscia. Dla mnie taka umowa obowiazuje do deski grobowej, jednak
                        dla niego nie. Dzis dostalam emaila (bo na szczescie moje nieodbieranie
                        telefonow nauczylo go ze telefoniczne nekanie mnie nie zdalo egzaminu) ze mam mu
                        oddac wiertarke (ktora oddalam mu podczas wyprowadzki!!!!) oraz ze obudowa od
                        komputera tez mu sie przyda. Robienie na zlosc, oczernianie wsrod osob znajomych
                        (pisanie do znajomej ze ja popier... jestem, ze robie mu problemy, ze nasylam ją
                        na niego) na to wszystko trzeba byc psychicznie przygotowanym. I pomimo tego ze
                        terapeutka mi mowila ze tak bedzie, to ja znow mialam myslenie nie to niemozliwe
                        zeby on tak robil. Robi i bedzie robil niestety.
                        Wiec przygotuj sie psychicznie na to zarowno ze strony meza, jak i ze strony
                        matki swojej wlasnej niestety.
                        Myszon Twoja matka nie ma prawa Ci mowic czy Ty masz sie widywac z ojcem dziecka
                        czy jego matka. Bo to Twoj wybor. Rob to co Ty uwazasz za sluszne. Dziecko ma
                        prawo miec obie Babcie, a Ty masz prawo otrzymac wsparcie od kogo tylko
                        zapragniesz, a Twojej matce nic do tego. Skonczyly sie czasy kiedy to ona
                        decydowala o Tobie, Twoim zyciu. I najwazniejsze jest to zebys Ty miala tez
                        takie przekonanie i w to uwierzyla.Jesli robi Ci awantury o to ze 200 zl to za
                        malo na jedzenie i pranie to zapytaj ja ile oczekuje od Ciebie w takim razie.
                        Uwierz mi czasem jet zaplacic troche wiecej i isc do obcych ludzi niz dusic sie
                        z wlasna (przepraszam ze tak to nazwe) toksyczna i chora rodzina za 200 zlotych
                        mniej. Dziecko placze bo ma jakis powod, moze czuje atmosfere jaka panuje i jest
                        mu z tym zle. Nie daj sobie wmowic ze jestes ZLA MATKA!!!!! Prosze Cie, to
                        wszystko sa manipulacje Twojej chorej matki. Ona gra jak wirtuoz na Twoich
                        uczuciach i emocjach a Ty sie dajesz w to wkrecac. To jej daje przekonanie ze
                        ona jest "pania sytuacji" i bedzie jezdzic po Tobie poki jej na to pozwolisz.
                        Jak Ci wyjezdzie z takim tekstem jak ten o chlaniu na dzialce sprobuj sie
                        przelamac i powiedziec jej ze niech sobie siedzi tam i chleje az sie zachleje.
                        Wiem ze to ciezko, ale moze dasz rade jakos emocjonalnie sie od tego odciac.
                        Czy jest szansa zebys Ty z dzieckiem mieszkala u drugiej Babci? Wyglada na to ze
                        ona daje Ci wieksze wsparcie.
                        I drogi myszkonie Ty nic nie musisz :) mozesz chciec, zyczyc sobie, pragnac
                        czegos ale nic nie musisz. I nikt Cie nie przymusi do niczego jesli Ty nie zechcesz.
                        Hustawka od euforii do dolow jest czyms normalnym zarowno u osoby uzaleznionej
                        jak i wspoluzaleznionej. Terapia uczy jak sobie z tym radzic. Czekam na wiesci
                        od Ciebie i pozdrawiam.
                      • log222 Re: Cześć:) 19.07.08, 21:01
                        Jak widać słowa to za mało :) Trza mieć potwierdzenie w czynach, żeby móc zaufać.
                        Nic nie musisz, jeśli chodzi o mamę. Możesz jej powiedzieć o swoich uczuciach, a co ona z tym zrobi to jej decyzja. Zresztą już jej tłumaczyłaś, widocznie... no cóż. Najlepsze co możesz zrobić to nie być dla niej tarczą strzelecką...

                        Fajnie, że masz taki kontakt z mamą byłego. Przydatne
      • mskaiq Re: jak robie sobie resecik w mózgu 19.07.08, 01:17
        Mysle ze kieruj sie tym co Ci podpowiada Twoja milosc, to najlepsy
        doradca. Jesli Twoj Maz kocha Ciebie i dziecko to zrobi wszystko aby
        byc z Wami. Mozesz zazadac tego aby sie leczyl i jesli kocha to
        zrobi to.
        On potrzebuje Twojej pomocy rowniez, musisz kontrolowac Jego
        terapie. Jest wielu alkoholikow ktorym udalo sie pozbyc nalogu, Twoj
        Maz ma motywacje aby walczyc z nalogiem.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • myszkon do mskaiq 19.07.08, 09:27
          nie zgadzam się z Twoimi racjami , mam prośbe NIE ODPISUJ MI,NIE
          DAWAJ RAD.Może i jestem naiwna w pewnych kwestiach,ale mam tyle
          rozumu by wiedzieć kiedy ktoś radzi mi z własnego doświadczenia, a
          kiedy ktoś ma ubaw z drugiego człowieka i jego problemów.
          • megg2003 Re: do mskaiq 21.07.08, 09:36
            Ignoruj go, mam nadzieję, że inni też to zrobią zanim zrobi komuś krzywdę tymi
            swoimi komentarzami. Nie twierdzę, że to co ja piszę to mądrości absolutne, ale
            piszę z serca, tak jak większość tu zgromadzonych. Trzymam za Ciebie kciuki! A
            ty się trzym! ;-)
          • antykret_live Re: do mskaiq 21.07.08, 16:02
            myszkon napisała:
            > Napiszcie cos "KU POKRZEPIENIU SERCA" idiotki.

            A potem:
            > nie zgadzam się z Twoimi racjami, mam prośbe NIE ODPISUJ MI, NIE
            > DAWAJ RAD. Może i jestem naiwna w pewnych kwestiach, ale mam tyle
            > rozumu by wiedzieć kiedy ktoś radzi mi z własnego doświadczenia, a
            > kiedy ktoś ma ubaw z drugiego człowieka i jego problemów.

            No i ktos Ci napisał cos "ku pokrzepieniu SERCA". Poswięcił Ci swoja
            uwage i czas, i wykazał dobra wolę zeby Cie pocieszyc w sposób
            zgodny z twoim zyczeniem. A ty podejrzewasz go o jakies złe
            intencje... Skoro nie potrafisz przyjąć dobrych i sensownych rad od
            mskaiq (ktora jak widac jest juz na wyzszym poziomie rozwoju),
            to przynajmniej jej nie obrazaj. Bo to z twoim rozumme jest cos nie
            tak a nie z jej... ;-))
        • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 19.07.08, 14:12
          mskaiq milosc miloscia, ale trzeba przde wszystkich kochac siebie i swoje prawo
          do milosci i szacunku walczyc w tym przypadku. Myszkon moze zazadac zeby sie jej
          maz leczyl, i zrobila to nawet prawnie ale nic jej to nie dalo. To jest chory
          czlowiek i nie mozna go traktowac jak zdrowego. On bardziej niz wszystko (nawet
          samego siebie) kocha alkohol, wiec przestan gadac o milosci.
          A statystyki wskazuja na to ze bardzo niewielu alkoholikom udalo sie wyjsc z
          nalogu. Nawet po zakonczonych terapiach, zdarzaja sie zapicia. Niektorym po 1
          dniu od wyjscia z terapii zamknietej, innym po tygodniu, jeszcze innym jak
          mojemu eks narzeczonemu po 3 miesiacach, a sa tacy co po 5 latach wracaja do nalogu.
          I tu kazdy sobie musi sam powinien odpowiedziec na pytanie. Czy jestem w stanie
          zyc do konca zycia na wierzcholku wulkanu ktory w kazdej chwili moze wybuchnac?
          Czy nie bedzie we mnie strachu i leku o to ze on zacznie pic? Czy nie szkoda mi
          wlasnego zdrowia i zdrowia moich dzieci, ktore potencjalnie maja male szanse na
          ulozenie sobie dobrego godnego zycia wychowujac sie z czynnym alkoholikiem w
          jednym domu? Takich pytan jest wiele. I uwierz mi ze ciezko jest zostawic osobe
          ktora sie kocha, kierujac sie tylko i wylacznie wlasnym dobrem. Bo jest to
          ciezka i bolesna decyzja. Ale czasem przychodzi moment ze JA jestem wazniejsza
          niz ON, niz jego picie i jego problemy i wtedy mozemy podjac ta decyzje. Tylko
          zeby nie powtorzyc bledu (a czesto go kobiety wspoluzaleznione powtarzaja)
          trzeba cos zrobic ze SOBA, z wlasnym mysleniem. I tu pomoze terapia :)
        • log222 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 19.07.08, 20:37
          Miłość jest dobrym doradcą jeżeli jest zdrowa. Miłość osoby współuzależnionej nie podpowiada dobrze.
          Nikt nie musi kontrolować niczyjej terapii,
          chyba że jest terapeutą
      • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 19.07.08, 20:56
        Myszkon, zapomnialam napisac, ale moze mialabys czas i ochote poczytac ksiazki
        Pia Mellody "Toksyczna milosc" "Toksyczny zwiazek" i bodajze "Droga do
        bliskosci". Dwie pierwsze sa w sieci jako ebooki w wielu miejscach na przyklad
        na chomiku. Nie wiem jak inne osoby z DDA ale ja w pierwszej z tych ksiazek
        odnajduje wiekszosc cech opisanych u Nalogowcow Kochania. Ksiazka ta otworzyla
        mi oczy na wiele rzeczy ktore robilam/robie. Uzmyslowila miedzy innymi ze nie
        stawialam do tej pory granic. Mysle ze warto posiwecic troche czasu zeby te
        ksiazki przejrzec. Z kolei w "Drodze do bliskości" dobrze opisane sa zasady
        kominikacji. W pewnym sensie jest to powtorzenie wiadomosci ktore nabywa sie
        podczas terapii (przynajmniej u nas w grupie). Dopiero terapia pokazala mi ze ja
        nie potrafie sie komunikowac, szczegolnie jesli chodzi o zwiazek partnerski, lub
        inne zwiazki rodzinne. Nie umiem tego bo nikt mnie tego nie nauczyl. U mnie w
        domu metoda na klopoty, problemy, bylo obrazenie sie, ciche dni lub udawanie ze
        nic sie nie stalo.
        Polecam w/w ksiazki wszystkim DDA i DDDR
        • megg2003 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 21.07.08, 09:39
          Polecam również :-) Tą pierwszą właśnie studiuję. Samo studiowanie być może
          niewiele da, dlatego idę na Al-Anon
          • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 21.07.08, 12:49
            No wlasnie studiowanie studiowaniem. Probowalas robic te ciwczenia ktore tam sa
            polecane? Bo ja do nich siadlam i troche mi rece opadly, szczegolnie jesli
            chodzi o temat z rodzicami. Ja jakos wypieram to wszystko i nie moge ruszyc tego
            z miejsca.
            • megg2003 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 21.07.08, 13:51
              "Z rodzicami" bardzo dobrze się pracuje na terapii DDA. Warto by od tego zacząć.
              Samemu, na ćwiczeniach z książki, jest ciężko. Myślę, że należy je traktować
              jako uzupełnienie
              • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 22.07.08, 07:54
                Dzieki, teraz rozumiem czemu ciezko mi to ugryzc. Nijak nie moglam zaczac :). Do
                terapiii DDA jeszcze nie doszlam, nawet nie wiem czy bede mogla na nia chodzic,
                bo moi rodzice problemu z alkoholem nie mieli, tylko ze dysfunkcje w rodzinie
                sa. To zalezy od mojej terapeutki wszystko. Na razie chodze na terapie dla
                rodziny osoby uzaleznionej, choc juz ani nie jestem w zwiazku z uzaleznionym,
                ani ja jego rodzina nie bylam na szczescie. I ta terapia mi bardzo duzo daje :)
                • megg2003 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 22.07.08, 07:58
                  W rodzinach dysfunkcyjnych działają podobne mechanizmy co w rodzinach
                  alkoholowych. Z pewnością jesteś na dobrej drodze :)
      • megg2003 Jak teraz sprawy stoją? 21.07.08, 09:41
        Napisz proszę choć słówko
      • moniczka72 Myszkon odezwij sie 22.07.08, 07:55
        Dolaczam sie do pytania megg2003. Co tam sie dzieje u Ciebie?
        • myszkon odzywam sie:) 22.07.08, 22:35
          Przepraszam ,że tak długo nic nie pisałam ale moja mama (za kare)
          zabrała mi laptopa (bo nie zasłużyłam) dziś miała dobry dzień i
          oddała go ( nie wiem na jak długo).Ona tak ma zabiera-oddaje,na
          zasadzie "spierdalaj-chodź".Co u mnie...hmm na terapie zapisałam
          sie , jednak zacząc moge dopiero od 8 sierpnia bo jest sezon
          urlopowy wiec czekam.Widuje się często z moja "teściową"rozmawiamy o
          życiu itp.I...widuje się często z moim byłym...tzn ja dąze do tych
          spotkań :( a On popada w ciąg alkoholowy i czesto nas olewa .Jak już
          przyjdzie na spotkanie to na kacu lub po piwie i wygląda jak zbity
          pies.Twierdzi,że nie chce sie widywać ze mną w takim stanie "żeby
          wstydu na osiedlu mi nie robić".A jak ćma dzwonie i mówie:"Część
          jestem z Małym na spacerze przyjdziesz?":( Wczoraj byliśmy na
          spacerze i ...co najgorsze ..moj syn ma 4 miesiace a ja jesze po
          porodzie nie kochałam sie i ...zaczyna mnie brać:(.Moj były wie że
          jestem "na głodzie" ale nie nagabuje mnie tylko o dziwo!!!udaje że
          nie ma tematu .A ja jak tak dalej będe sie rozkręcać to w
          nalbliższym czasie wyląduje z nim w łóżku :( i zgadnijcie kto
          doprowadzi to tej sytuacji:(...Dziś zaprosiłam byłego by zobaczył
          jak myje synka przed spaniem ,przyszedł pobawił sie z
          małym ,uczestniczył w kąpieli i zaraz potem poszedł "żebym nie miała
          problemow z mamą"Jak zadzwoniłam do niego potem to siedział już w
          barze ale mówił ze "wypali i idzie do domu nic nie będzie pił"
          Za miesiąc wracam do pracy Mały będzie miał 5 miesiecy i zaczynam
          zastanawiać sie co ddalej.Nie chce spędzić życia u rodziców..nie
          chce wrócić do byłego.BARDZO CHCE BYĆ DOBRĄ MAMĄ DLA SYNKA I
          POUKŁADAĆ WSZYSTKO NA SWOJE MIEJSCA tzn.
          Moje marzenie:
          rodzice przestają pić i zaczynają akceptować rodzine byłego
          moj były przestaje pić i zaczyna doceniać siebie
          ja zaczynam doceniać siebie , potrafie połączyć prace zawodwą -z
          byciem matką, rozwijam swoje zaniedbane hobby :P,potrafie mówić co
          mysle a nie milczeć kiedy trzeba mówić uff.. dużo mam tych marzeń.
          Terapia dopiero za 2 tygodnie , na szczęsie mam " koło ratunkowe"
          moją młodszą siostre :).Jak juz nie daje rady to dzwonie do niej i
          dostaje zastrzyk pozytywnych emocji wraz z wiarą w siebie.
          Wiem że to głupio brzmi ale teraz moim DUZYM problemem jest moje
          libido...masakra..
          • megg2003 Re: odzywam sie:) 23.07.08, 07:28
            Nic głupio nie brzmi. Twoje libido jest jak najbardziej w normie. Hmmm.., chyba
            nie pozostało Ci nic innego jak masturbować się często, aby chociaż trochę sobie
            ulżyć. Tak robi większość samotnych matek. Mnie również to nie ominęło. I to
            przez jakieś 2 lata.
            Dobrze, że terapia jest w perspektywie i to nie tak odległej. Bo to naprawdę
            zmieni Twoje podejście do całej tej sytuacji. Trzymam kciuki.
            Postawa Twojego byłego cały czas powinna Cię utwierdzać w słuszności waszego
            rozstania. Mnie on przekonuje w 100%. Wciąż nie robi NIC by coś zmienić. Zero
            własnej inicjatywy.
            I jeszcze jedno. Nie pozwalaj mu widywać się z dzieckiem po pijaku lub na kaca!
            Chyba nie chcecie, żeby takiego ojca mały zapamiętał. A wbrew pozorom już taki
            maluch czuję więcej niż nam się wydaje.
            Rodzice pewnie też szybko się nie ockną (jeśli wogóle to nastąpi), więc jedyna
            nadzieja w wyprowadzce od nich. Może jak pójdziesz do pracy, zaczniesz się
            spotykać z ludźmi, będzie Ci łatwiej to wszystko przetrwać.
            Pamiętaj, teraz jestes odpowiedzialna TYLKO I WYłąCZNIE za siebie i za
            maleństwo. Nikt NIE MA PRAWA Cię obarczać odpowiedzialnością za czyjeś postępowanie.
            Dobrą masz siostrę :)
            • myszkon Re: odzywam sie:) 23.07.08, 10:12
              Dziękuję Moniko za to,że odpowiadasz na moje posty:)Mam ochote
              działać :)i budować wokół siebie pozytywne wibracje.Teraz zaparze
              sobie herbatke z cytrynką i pomyśle co moge zmienić w sobie aby
              poprawic sobie komfort życia:).
              Jak wymyśle coś konstruktywnego to napisze wieczorkiem .Buziaczki :*
              • myszkon Re: odzywam sie:) 23.07.08, 10:17
                PRZEPRASZAM !!! NAPISAŁAM MONIKA A POWINNAM MAGDA!!NIE GNIEWAJ SIE :)
                ps :Monia też pisze do mnie i pomyliło mi się.:)
                • megg2003 Re: odzywam sie:) 23.07.08, 12:40
                  Nic się nie stało :) Magda, Monika, prawie to samo ;-)))
          • moniczka72 Re: odzywam sie:) 23.07.08, 12:20
            Myszkon dobrze ze sie odezwalas :)
            I ciesze się ze bedziesz chodzic na terapie, jesli jeszcze mozesz napisac na
            jaka? Na DDA czy dla wspoluzaleznionych?

            Co do Twojego "bylego". Jak sama widzisz mimo obietnic nic sie nie zmienilo.
            Ciezko jest przyjac do wiadomosci ze dla kogos kogo niejednokrotnie bardzo
            kochamy wazniejszy jest alkohol. A moze inaczej to napisze. Choroba ktora go
            dotknela nie pozwala na odczuwanie tego czego bysmy od nich chcialy. To ze
            wyglada jak zbity pies? To jego wybor przeciez, gdyby nie pil to by tak nie
            wygladal. Twoj "byly" lituje sie nad soba a nie nad Toba, a dodatkowo chce zebys
            i Ty sie nad nim litowala. Ale po co Ci to? Czy on jest biednym malutkim
            dzieckiem ktore nie ma wplywu na swoja sytuacje zyciowa? Czy to tez jego wybor.
            Bo on wybral chlanie, wiec niech dalej to robi a Ty sie nie lituj nad nim.
            Myszkon jesli chodzi o lozko, do mojego eksa mnie strasznie ciagnelo, gdy
            bylismy razem, gdy sie rozstawalismy na jakis czas, teraz gdy rozstanie jest
            definitywne to nie moge sobie poradzic z mysleniem typu: "z nikim mi nie bedzie
            tak dobrze w lozku jak z nim". Sama mysl ze mam sie z kims innym calowac napawa
            obrzydzeniem, a co dopiero pojscie do lozka. Ale trzymam sie :) Bo wiem ze to
            bedzie z korzyscia dla mnie. I wiem ze to sie kiedys zmieni, tylko czy mezczyzna
            z ktorym sie teraz spotykam to wytrzyma to nie wiem ;).
            Wytrzymaj kochana, zreszta jak nie wytrzymasz to tez nic wielkiego sie nie
            stanie. Kazdy musi przejsc swoja wlasna droge i nawet osoba wspoluzalezniona
            musi dojsc do swojego "dna" zeby sie od niego odbic w kierunku dobrego,
            spelnionego zycia. Jak Cie najdzie ochota, to pomysl czy ten czlowiek moze Ci
            cos dobrego poza seksem dac, czy jest odpowiedzialny, czy mozesz na niego w
            kazdej sytuacji liczyc, czy spelnia obietnice ktore Ci daje, wspiera czy wrecz
            przeciwnie, jest nieslowny, doluje Cie.
            > BARDZO CHCE BYĆ DOBRĄ MAMĄ DLA SYNKA I POUKŁADAĆ WSZYSTKO NA SWOJE MIEJSCA tzn. <
            Na tym sie myszkonie skup. I to nawet nie na chceniu, a raczej na byciu dobra
            mama dla swojego synka. Niedlugo wrocisz do pracy i mysle ze bedzie Ci troszke
            latwiej. Ludzie, obowiazki pozwola sie troche oderwac od Twojej sytuacji.

            Twoje marzenia.... Przepraszam myszkon ale czesc z niech jest nierealna. I
            najlepsze jest to ze nie masz na nie zadnego wplywu, przynajmniej na picie
            rodzicow, bylego, ich akceptacje itp rzeczy. Skup sie na marzeniach na ktore
            masz wplyw: docenieniu siebie przede wszystkim, pracy zawodowej i byciu
            wspaniała matka dla synka, hobby. Na to wszystko masz wplyw i to mozesz zmienic.
            Rodzicow i bylego zostaw samym sobie, bo ich nie zmienisz, ani prosbami ani
            krzykami. Te marzenia ich dotyczace to wlasnie myslenie magiczno-zyczeniowe, ze
            stanie sie jakis cud i nagle rodzice przestanal pic, byly tez. Nie stanie sie.
            Nie jesli nie beda chcieli sami czegos w sobie zmienic. A na razie na to sie nie
            zapowiada.

            Ja w swojej "walce" tez mam mala choc moze niezdrowa satysfakcje. Nastepna
            przyjaciolka mojego eksa i on poklocili sie i rozstali. I wraca do mnie to co
            ona pisala w swoich emailach: ze ich zwiazek jest oparty na prawdzie i zaufaniu,
            ze ona jest silna w przeciwienstwie do mnie i bardziej odporna psychicznie.
            Pisala to dwa tygodnie temu :) Na ile jej wystarczylo sily? Wiem juz z
            doswiadczenia ze alkoholikowi nie mozna zaufac, bo on te zaufanie zawiedzie. Ze
            prawda w wykonaniu alkoholika, to manipulacje, przynajmniej jesli chodzilo o
            mojego eksa. I choc mam z tego powodu maly wyrzut sumienia to odczuwam
            satysfakcje ze tak sie sprawy potoczyly :)
            Myszkon jak czujesz potrzebe to pisz. Bo gdy czytam Twoje slowa to czesto jakbym
            siebie widziala w podobnych sytuacjach. Fajnie jest tak z pewnej perspektywy
            spogladac na to, ze swiadomoscia ze na szczescie ma sie juz ten problem z glowy.
            Lubie w tym co piszesz taka szczerosc, nie krepuje Cie pisanie o tym co Cie
            trapi :). Z duza uwaga tez czytam odpowiedzi megg2003, bo mi osobiscie tez duzo
            daja :)
            I duzo sily zycze :):*
            • megg2003 Re: odzywam sie:) 23.07.08, 12:51
              Ach, dziewczynki, jak Was czytam to mam ochote przytulić, bo widzę siebie sprzed lat jak mnie ciągnęlo do byłego i do seksu z nim, bo wydawało mi się, że pod tym względem złapałam Pana Boga za nogi.. :) Myliłam się, teraz mam fajnego faceta (męża za 10 dni :)) i jest jeszcze fajniej, bo seks jest super, a co najważniejsze - kocham go nad życie, a tamten to był kawał ch..ja :) Ciężko było, ale się wyleczyłam. Poczekałam, pomęczyłam się z nadmiernym napięciem seksualnym (a jak sie jest samemu, to czasem potrafi chwycić!;)) i nie żałuję, nic na siłę! Jak to mówią, "nie, to nie, łaski bez!" :)
              • moniczka72 Re: odzywam sie:) 23.07.08, 15:08
                megg2003 wielkie dzieki za Twoja odpowiedz. Doslownie w taki sposob myslalam i
                mysle, ze takiego chlopa w lozku to juz nie znajde. O ile chodzi o sprawnosc i
                technike :). Zawsze brakowalo mi jednak, pomimo tego że to dla mnie byl
                najlepszy pod tym wzgledem facet, bliskosci w tym seksie. Nawet nie umiem tego
                dokladnie objasnic czulosci, bliskosci???
                Wiec Twoj post daje mi nadzieje jakas ze nie bedzie tak zle jak mi to sie w
                najczarniejszych scenariuszach (celibat do konca zycia ;)) rysuje
                • megg2003 Re: odzywam sie:) 23.07.08, 15:19
                  moniczka72 napisała:


                  > Wiec Twoj post daje mi nadzieje jakas ze nie bedzie tak zle jak mi to sie w
                  > najczarniejszych scenariuszach (celibat do konca zycia ;)) rysuje

                  Nawet mi nie mów, że tak będzie! ;))
                  • moniczka72 Re: odzywam sie:) 24.07.08, 07:44
                    megg2003, ufam ze nie :) Ale i tak najpierw trzeba naprawic troszke swoje myslenie
                    • megg2003 Re: odzywam sie:) 24.07.08, 08:20
                      A pewnie! Od tego się zaczyna.
                      • myszkon :) 25.07.08, 12:16
                        Cześć ,odpowiadam na pytanie Moniczki to terapia dla
                        współuzależnionych od alkoholu.
                        Co u mnie?Na razie dobrze:) syneczek rozwija sie wspaniale,
                        chodzimy na długie spacery zakochuje sie w Nim coraz bardziej i
                        bardziej.Chce dać Mu gwiazdkę z nieba:).Teraz śpi i jak na Niego
                        patrzę to mam siłe by przenosić gory!:)
                        Z mamą róznie raz dobrze raz katastrofa,z byłym hmmm ..nie odzywa
                        sie do nas od tej wspólnej kąpieli Małego, nie odbiera telefonów(a
                        dzwoniłam jak szalona..)
                        Wczoraj poszłam sobie na zakupy :)kupiłam pare kosmetyków dla
                        siebie ,wieczorem kąpiel (zaczynam znow dbać o siebie:)).
                        Z mieszkaniem na razie daje sobie spokój:nie stać mnie do końca roku
                        by wypradzić się od rodziców ,a co najważniejsze nie mam serca z tak
                        malutkim dzieckiem tułać sie samotnie.Poczekam ,aż ureguluje swoje
                        sprawy materialne,malutki skończy 9 miesiecy i zobaczymy co dalej.
                        Co do byłego...wczoraj dzwonila do mnie babeczka by poinformować
                        mnie ,że były nie płaci od czerwca za ...gaz,światło i
                        czynsz.Powiedziała ,że jak nie zapłaci zaległych rachunków to odetną
                        mu prąd.Ciekawi mnie jak moj były musi sie jeszcze zeszmacić by
                        odbić się od dna???Wierze ,że kiedyś sie odbije ale na razie ....
                        Bardzo ciesze się ,że mam możliwość uzewnętrznienia się na tym
                        forum:)oraz fakt,że są ludzie którzy podobnie jak ja są zagubieni we
                        współczesnym świecie,a mimo wszystko rozwijają sie:)
                        SERDECZNIE POZDRAWIAM WSZYSTKICH :)
                        • moniczka72 Re: :) 25.07.08, 14:08
                          Fajnie ze sie odezwalas :)
                          Moje przypuszczenie ze najpierw bedzie terapia dla wspoluzaleznionych sie
                          sprawdzilo. Kurcze w ogole taka masz podobna sytuacje jak ja mialam, poza tym ze
                          Ty na swoich rodzicow nie mozesz liczyc, ja w jakims niewielkim stopniu moge i
                          otrzymuje od nich wsparcie. No i masz skarba swojego kochanego :), synka
                          malutkiego :)
                          Były Twoj zyje sobie teraz w swoim swiecie i wg. mnie szkoda Twoich nerwow zeby
                          do niego dzwonic. Jak Ty dasz spokoj z telefonami to pewnie on zacznie sie
                          kontaktowac. Te schematy wszystkie sa podobne.
                          Myszkon jesli uwazasz ze potrzebujesz czasu zeby odejsc od rodzicow to ok, ale
                          zbieraj pomalutku sily (a terapia Ci w tym pomoze) bo to predzej czy pozniej
                          musi nastapic. A dla dobra Twojego synka im wczesniej to nastapi tym lepiej.
                          Dobrze Cie rozumiem z tym robieniem sobie przyjemnosci :). Ja sobie kupilam
                          perfumy i jakas bizuterie :)
                          To ze bylemu odetna prad to powiem Ci moze odniesc jakis pozytywny skutek. Wiem
                          ze matka mojego eksa tez mu szykuje taka "niespodzianke". Mial bardzo dobrze
                          platna prace, a nie raczyl jej zaplacic za mieszkanie (mieszkanie jest zapisane
                          na nia), wczoraj ja tez odebralam awizo na jago nazwisko pod moj adres, wiec
                          pewnie tez nie placil za internet i kablowke i wyslali polecony do niego. I
                          wiesz co, juz mnie to nie martwi. I wiem ze im szybciej poniesie konsekwencje
                          swojego picia, przed ktorymi bronilam go i ja i jego matka przez jakis czas, tym
                          wieksza szansa na to ze kiedys mu przyjdzie do glowy pomysl zeby cos z tym
                          piciem zrobic. Czy to zrobi to nie wiem. Nie chce go widziec za kilka lat na
                          ulicy jako lachmaniarza, bo zaden czlowiek na to nie zasluguje, ale to on
                          podejmuje wybor.
                          Trzymaj sie cieplo!
                          • myszkon Re: :) 26.07.08, 00:02
                            Tak mnie jakos natchneło aby o tym napisać.
                            Jak odeszłam z domu 3 lata temu było mi bardzo cięzko,w domu zawsze
                            był gwar coś sie działo było z kim podyskutować,człowiek nie czół
                            sie samotny.Po wyjściu z domu zamieszkałam w kawalerce gdzie po
                            wróceniu z pracy nie miałam do kogo buzi otworzyć,zero radnia
                            telewizji ..nic(dopiero sie dorabiałam)na dodatek od piątku do
                            niedzieli jezdziłam 150km na zajęcia(studiowałam)i tam też zbytnio
                            nie czułam sie bezpiecznie,nieraz jak brakowało mi kasy musiałam
                            stopem wracać do domu..Jednak jak człowiek musi i nie myśli o tym to
                            daje rade:).Mój facet był dla mnie oparciem to była MOJA RODZINA .W
                            tym czasie moja młodsza siostra nie chciała sie do mnie odzywać ani
                            moja matka.Nieraz czułam sie jak samotna wyspa bez korzeni ,bez
                            rodziny.W końcu postanowiliśmy z byłym zapuścić korzenie..kupiliśmy
                            mieszkanie ,zaszłam w ciąże(staraliśmy sie ponad 6 miesiecy)
                            czułam ,że zakładam DOM.
                            ALE...
                            Nie mając oparcia w rodzinie tj.mama,tata,siostry(bo mam też starszą
                            ale ona postawiła na mnie krzyżyk za moją głupote)przestałam sie
                            cieszyć z tego co osiągałam.Zaczełam zaniedbywać własny DOM,nie
                            potrafiłam TWORZYĆ czegoś nowego kiedy wszyscy moi bliscy olewali
                            mnie.Mama przez całą ciąze nie odzywała sie do mnie, a dziecko
                            nazywała "bękartem",nie chciała widziec jak sie ciesze z pierwszego
                            zdjęcia USG :(,CZUŁAM SIĘ BARDZO ZLE..,że jestem w ciązy a MOJE
                            STADO mnie odrzuciło:(.Mama byłego też mnie nie odwiedzała ,a były
                            chlał na umór całymi dniami.
                            Nawet jak skończyłam studia czułam sie miernie bo rozeszło się to
                            echem po MOIM STADZIE.
                            Jak urodziłam ,to przez chwilke było DOBRZE moja rodzina i rodzina
                            byłego ZACZELI ROZMAWIAĆ!!!Jednak moja mama zaczeła dyrygować MOIM
                            domem tzn.dyktować a nie rozmawiać z rodziną byłego i po tygodniu od
                            mojego porodu znów STADO sie rozpadło:(.Były wiecej zaczoł pić , a
                            ja zostałam sama z dzieckiem.
                            Potem Mały zaczoł chorować :zapalenie płuc.PRZESTRASZYŁAM SIE.
                            POTRZEBOWAŁAM STADA -RODZINY by czuć sie bezpiecznie i...wróciłam do
                            mamy.
                            Tak jak już pisałam mama stosuje taktyke "spierdalaj-
                            chodz",popijaja z ojcem w ukryciu.
                            Jednak mam COŚ czego wcześniej nie miałam STADO , w domu znów jest
                            głośno na zasadzie:wiem iż nie jestem skazana sama na siebie.
                            Mam do kogo sie odezwać,znów mam KORZENIE.

                            Trapi mnie to,że moje stado jest chore i podgryza mnie.Wypaczyło
                            mnie z poczucia odrębności,jeśli stado czegoś nie zaakceptuje ja
                            działając przeciwko niemu dusze się:(.
                            ALE mam malutkiego synka ...i nie chce aby stado zaszczepiło mu
                            poczucie winy za odrębność.Więc musze wybierać...
                            U rodziców czuje sie gównem ,ale mam przysłowiową "miske z
                            jedzeniem i wikt".Z drugiej jednak strony PRAGNE WYZWOLENIA!!!
                            Sądzicie ,że zdołam SAMA założyć STADO z moim synkiem??Czy dam rade
                            wyprzeć poczucie winy za to,że samodzielnie podejmuje decyzje??
                            Ciągnie mnie też do mamy byłego, bo widze,że zależy jej na dziecku
                            i tak sobie myśle "nawet jak nie jestem z ojcem Małego to nie moge
                            odbierać mu JEGO STADA ,chce aby Mały miał rodzinę i nie czuł sie
                            samotną wyspą jak jego matka.
                            uff....tak bardzo potrzebuje poczucia przynależności do kogoś.Jak
                            pomyśle o wyprowadzeniu sie od rodziców to znów zaczynam czuć tę
                            samotność ,że nawet buzi człowiek nie ma do kogo otworzyć.:(
                            I to poczucie winy, jako ostatnie dziecko odeszło się od STADA .
                            Dlaczego nie można ,usamodzielnić się i mieć 2 STADA??
                            Napiszcie prosze jak widzice rozwiązanie tej sytuacji..BĘDE WDZIĘCZNA
                            • moniczka72 Re: :) 27.07.08, 09:38
                              Myszkon, ja tez czasem sie czuje samotna, w sensie bez rodziny. Nawet kiedys jak
                              dalam sobie powrozyc to mi kobieta powiedziala ze ona nie widzi rodziny przy
                              mnie, tak jakbym nie miala wsparcia od rodziny. I tak to tez czuje. No coz, nie
                              wszystko co chce w zyciu bedzie mi dane. I choc czasem mi zal i ogarnia mnie
                              zlosc nie zmienie tego co jest, bo nie mam takiej mocy. Pogodzilam sie z tym ze
                              jedyna osoba na ktora moge liczyc jestem ja sama no i czesto gesto moi przyjaciele.
                              Powoli emocjonalnie godze sie z tym, ze nie musze byc i zyc z moja rodzina, aby
                              zachowac siebie. Dobrze jest miec wlasne STADO, ale nie za cene ponizen,
                              zszarganych nerwow i zlosci temu towarzyszacej.
                              Nasunelo mi sie ze my DDA (ogranicze to moze do siebie i mojej przyjaciolki
                              ktora tez jest DDA), boimi sie samotnosci tak bardzo, ze godzimy sie na
                              zachowania innych ludzi, na ktore normalny zdrowy czlowiek po prostu sie nie
                              godzi. Bo szanuje i kocha siebie.
                              Myszkon, nie udalo Ci sie zalozyc wlasnego DOMU, Twoj partner nie byl tym
                              wlasciwym czlowiekiem, choroba alkoholowa nie pozwala na bycie odpowiedzialnym,
                              zarowno ojcem jak i mezem.
                              Martwi mnie w tym co napisalas ten fragment:
                              > Nie mając oparcia w rodzinie tj.mama,tata,siostry(bo mam też starszą
                              > ale ona postawiła na mnie krzyżyk za moją głupote)przestałam sie
                              > cieszyć z tego co osiągałam.Zaczełam zaniedbywać własny DOM,nie
                              > potrafiłam TWORZYĆ czegoś nowego kiedy wszyscy moi bliscy olewali
                              > mnie.
                              Czemu przestalas sie cieszyc z tego co osiagnelas? Przeciez to sprawialo Ci
                              radosc. Czemu znowu zdanie innych, to co oni mysla o Tobie, jest wazniejsze od
                              tego co Ty myslisz o sobie? Mam nadzieje ze zarowno Tobie jak i mnie terapia
                              przyniesie odpowiedzi na te pytania. I da sile zeby zerwac z takim mysleniem.
                              Zobacz jak wiele osiagnelas, skonczylas studia, urodzilas cudownego synka, masz
                              pol mieszkania (niektorzy marza o takiej polowie nawet. Kurcze musze konczyc,
                              pozniej dopisze cos
                            • megg2003 Re: :) 28.07.08, 07:58
                              Dojdziesz do wszystkiego, powoli... Na razie za dużo się dzieje w Twoim życiu, żebyś mogła to wszystko ogarnąć. Musisz mieć w kimś wsparcie. Po pierwsze siostra - namiastka "stada". Po drugie terapeuta - pełen obiektywizm, wiedza i doświadczenie. Poradzisz sobie. Bez szarpania się, bez cierpienia, na spokojnie. Nie Ty pierwsza, nie ostatnia. Jeszcze będziesz szczęśliwa, zobaczysz.
                              Nie raz miałam poczucie, że jestem skazana na samotność. Wszystko się zmienia, czasem z dnia na dzień. Zawsze się znajdą ludzie, którzy Ci pomogą. Tylko musisz dać sobie pomóc. Zaczynałam od zera, a teraz pomalutku, mając 28 lat, zaczynam sobie wszystko układać. Terapia bardzo mi pomogła. Poza tym wiara w drugiego człowieka, pomimo tych wszystkich zawodów, miłosnych też...
                              • myszkon ...... 28.07.08, 21:45
                                Wyrzuce z siebie emocje :
                                -spałam z moim byłym ,nie wiem czy jest były:(
                                -spędziłam dziś cały dzień z nim i od 2 dni nie pije wogóle
                                -poszedł dzis do lekarza i w piątek zaczyna odwyk
                                -kocham go
                                -chce sama za siebie decydować
                                -powiedziałam mojej mamie dziś co czuje i gdzie byłam
                                -mama od 3 dni pije (to nie moja wina ma potrzebe upodlenia)
                                -powiedziała,że mniej znacze niż dziwka bo dziwka bierze pieniądze
                                -znów blokuje emocje :NIC NIE CZUJE
                                -siostra powiedziała ,że mnie kocha ale ,że minełam sie z powołaniem
                                (powinnam iść do zakonu bo moja naiwność jest powalająca)
                                -matka mówi ,że jak odejde to zapije się ..
                                -że jak odejde to nie odezwie sie do mnie na ulicy a wnuka wymarze z
                                pamięci
                                -matka "byłego"nie pije 5 lat , jego ciocia 13, kuzyn 4
                                mam potrzebe wyjscia z domu rodzinnego
                                -dam ogłoszenie o niańke dla małego( nie wiem czy mama mi pomoże)
                                -korci mnie by jak "były"pójdzie na detoks wprowadzić się do tamtego
                                domu
                                -DLACZEGO LUDZIE NIE PRZYZNAJĄ SIE DO BŁEDÓW??DLACZEGO WSZYSCY MAJĄ
                                BYĆ IDEALNI???
                                -mama pije a nie widzi problemu z sobą...mama"byłego" piła i
                                przestała DAŁA SOBIE SZANSE
                                -DLACZEGO WSZYSCY MÓWIĄ MI ŻE JESTEM GORSZA OD KURWY BO DAJE SZANSE
                                MOJEMU FACETOWI.....:(!!!!
                                -a jak umre duchowo po odejsciu z domu?
                                Mam sama decydować DECYDUJE ale mam trudności z konsekwencjami tych
                                decyzji...

                                • megg2003 Re: ...... 29.07.08, 08:07
                                  Teraz tylko czas może Ci pokazać, czy robisz dobrze. Jedno jest pewne - mama nie
                                  zapije się jak odejdziesz i nie wymaże wnuka z pamięci.
                                  Trzymam kciuki za Ciebie.
                                  Idź na współuzależnienie, ty też potrzebujesz terapii.
                                • moniczka72 Re: ...... 29.07.08, 08:30
                                  Myszkon :), kazdy powinien przezyc swoje zycie sam :).
                                  Rozumiem Cie bo sama bylam kiedys niekonsekwentna i wracalam do mojego eksa iles
                                  tam razy. Tylko ze gdy mu powiedzialam ze jesli zacznie pic to juz koniec, to
                                  slowa dotrzymalam. Nie wiem jak mi to przeszlo przez usta ale uslyszal to.
                                  Skoro spalas to nie jest byly :). To ze dwa dni nie pije to jest doslownie nic.
                                  Dla mnie to jest wielkie nic, moze dla Ciebie to cos znaczy, moj na poczatku nie
                                  pil 2 tygodnie, 3, miesiac, trzy miesiace i pol roku. To jednak nie znaczylo
                                  NIC. To nawet nie bylo trzezwienie, to byly tylko przerwy w piciu. Ile razy moj
                                  eks byl u lekarza, albo sie do niego zapisywal, ile razy zaczynal odwyk. To tez
                                  NIC. Nie mowie ze Twoj partner bedzie taki sam, ale chce zebys byla przygotowana
                                  na to. Bo szanse na to ze on zacznie trzezwiec nie sa duze. Wlasciwie nigdy
                                  wiecej nie pisalas, jakie jest jego podejscie do wlasnej choroby, czy przyjmuje
                                  to ze jest alkoholikiem czy nie. Jesli sie z tym nie godzi, to szans na
                                  trzezwienie nie ma.
                                  Moje zdanie o Twojej mamie bylo kiepskie, a teraz juz w ogole. Ona robi to
                                  wszystko zeby Ci samoocena zjechala ponizej wartosci zero. Bo wtedy jest latwo
                                  taka zgnebiona osoba manipulowac, kierowac nia i jej zachowaniami.
                                  Niestety zgodze sie z Twoja siostra, nie na temat zakonu oczywiscie :), ale
                                  jesli chodzi o ufnosc partnerowi. Ale chyba Ty jak wiele z osob
                                  wspoluzaleznionych woli sie uczyc na wlasnych a nie na cudzych bledach. I
                                  probuje leczyc to czego uleczyc sie nie da. Tu trzeba stanac przed poczuciem
                                  wlasnej niemocy i podobnie jak alkoholicy przerobic pierwszy z 12 krokow.
                                  Manipulacje i grozby matki olej. Tak po prostu.
                                  Sluchaj myszkon Twoim otoczeniem sa ludzie chorzy, zarowno Twoi rodzice jak
                                  rodzina partnera. Rozumiem ze ciezko jest Ci sie wyrwac z tego zakletego kregu i
                                  mozesz nie miec na to sily. Bo jedyne zycie jakie znasz to wlasnie takie zycie.
                                  Ale obiecuje Ci ze mozna zyc inaczej, mozna zyc radosnie i byc spelnionym w
                                  zyciu. Dlatego moja wielka prosba do Ciebie, chodz na terapie, chocby sie walilo
                                  i palilo, uczeszczaj na terapie. nawet gdyby matka i partner grozili
                                  samobojstwem, odejsciem, czymkolwiek.
                                  > -korci mnie by jak "były"pójdzie na detoks wprowadzić się do tamtego
                                  > domu
                                  Ja bym to napisala troszke inaczej: jesli "byly" pojdzie na detoks. Zreszta
                                  detoks to nie terapia, tylko odtrucie organizmu. Detoks trwa kilka dni, terapia
                                  zamknieta 6-8 tygodni, dochodzaca 2 lata. I ciqagla praca nad soba do konca
                                  zycia. Myslisz ze Twoj partner sie na to zgodzi? Zycze Ci tego, ale czuje ze to
                                  nie jego czas. Zbyt male straty na razie. Czas pokaze....
                                  > -DLACZEGO WSZYSCY MÓWIĄ MI ŻE JESTEM GORSZA OD KURWY BO DAJE SZANSE
                                  > MOJEMU FACETOWI.....:(!!!!
                                  na pewno nie mowia Ci tego wszyscy, ja Ci tego nie mowie. Co inni mowia i mysla
                                  to ich sprawa.
                                  > -a jak umre duchowo po odejsciu z domu?
                                  Ty juz umierasz moja droga, bo nie wierze zeby taka sytuacja nie powodowala
                                  zmian w naszym duchu. Sama wiem cos o tym.
                                  I tylko od Ciebie zalezy co z soba i swoim duchem zrobisz.

                                  Wobec osob uzalenionych obowiazuje konsekwencja. Twarda, niewzruszona
                                  konsekwencja, raz popuscisz i kilka miesiecy pracy idzie w bagno.

                                  Myszkon nie oceniam Twojej decyzji, bo jest to Twoje zycie i robisz z nim co
                                  chcesz. Zycze Ci zeby Twoj partner sie leczyl, ale ja w to nie wierze niestety.
                                  Odbieram to jako jedna z jego kolejnych manipulacji, szczegolnie jesli Ci mowi
                                  ze bedzie sie leczyl dla Ciebie i Waszego dziecka.
                                  Najbardziej w tej sytuacji zal mi Ciebie. Przypominasz mi sama siebie ponad pol
                                  roku temu, zyjaca w oczekwianiu na cud jakis :)
                                  Daj znac od czasu do czasu co tam u Ciebie.
                                  • megg2003 Re: ...... 29.07.08, 09:18
                                    Właśnie to miałam na myśli pisząc swoją krótką wypowiedź :) Nie rozpisywałam
                                    się tak, bo myszkon jest przykładem że aby doszło do zmiany u alkoholika,
                                    współuzależnieni razem z nim żyjący też muszą sięgnąć dna... to smutne, ale
                                    prawdziwe... Szkoda mi dziewczyny, kolejna ofiara alkoholu pomimo że nie pije :(
                                    • moniczka72 Re: ...... 29.07.08, 09:33
                                      megg2003, ja wiem jak trudno wyrwac sie ze wspoluzaleznienia. I choc ktos z boku
                                      moglby rzec, przeciez nic Cie nie laczylo z eksem, wspolnego majatku brak,
                                      dzieci brak, zwiazek "tylko" 1,5 roku. A ja pomimo ze minely ponad dwa miesiace,
                                      mam zachowania ktore mnie sama przerazaja. Nie moge sobie poradzic z kontrola
                                      eksa, wciaz mam jego numer gg w kontaktach, sprawdzam jego nowych znajomych na
                                      naszej klasie. i jestem wkurzona sama na siebie z tego powodu, ale nie umiem z
                                      tym skonczyc.
                                      Dzis pierwszy raz w drodze do pracy, wiecej myslalam o czlowieku z ktorym sie
                                      spotykam niz o eksie. Nie wiem jak pozbyc sie tego chorego myslenia.
                                      Dlatego rozumiem myszkona, ktora jest uwiklana daleko mocniej niz ja sama, w ten
                                      zwiazek, dlatego rozumiem tez jej zachowania bo robilam dokladnie to samo. I
                                      sama czulam sie z tym zle, ale to robilam.
                                      Ja nie potrafie postawic grubej kreski miedzy mna a moim eksem, choc postepy i
                                      tak sa niezwykle.
                                      Zaczynam rozumiec kobiety ktore iles tam lat zyja z uzaleznionym.
                                      Pomimo braku jakichkolwiek zaleznosci ja ledwo dalam rade sie z tego ukladu na
                                      razie fizycznie tylko (bo emocje wciaz zostaly) wyplatac.
                                      Faktem jest ze mnie skutki picia eksa za mocno nie dotknely, nie bylo bicia. Ale
                                      byla i kradziez pieniedzy i wyzwiska. A to juz zbyt wiele.
                                      • megg2003 Re: ...... 29.07.08, 09:52
                                        No i właśnie dlatego Twoje wypowiedzi mogą stać się bardzo cenne. Szkoda tylko,
                                        że pewnie myszkon wróci do nich jak już będzie naprawde źle.
                                        A fizyczne wyjście ze związku jest niezbędne, żeby go "opuścić" emocjonalnie. To
                                        jak detoks i abstynencja dla alkoholika ;)
                                        • moniczka72 Re: ...... 29.07.08, 10:00
                                          Nie chce krakac, ale mysle ze myszkon do nas wroci szybko. Moze jest to
                                          krzywdzace myslenie dla niektorych alkoholikow, ale ja juz nie wierze w to co
                                          obiecuja, w to ze kochaja i w to ze sie zmienia. Tyle nauczyl mnie moj zwiazek i
                                          historie ktore slysze wciaz na terapii.

                                          Kurcze to ja detoks przeszlam, teraz czas na abstynecje i trzezwienie :):)
                                          Dzieki za Twoje posty, bardzo duzo z nich wynosze i pomagaja mi
                                          • megg2003 Re: ...... 29.07.08, 10:18
                                            Powiem Ci, że ja wielkim filozofem nie jestem i nie staram się nawet nim być.
                                            Dla mnie proste zasady i trzymanie się ich bardzo mi ułatwiają życie. Relatywizm
                                            rzeczywistości nie zawsze da się zastosować w moim systemie wartości. Nie
                                            znaczy, że nie lubię się uczyć nowych rzeczy i słuchać, co się do mnie mówi.
                                            Szkoda tylko, że dochodzę do tych zasad dopiero teraz ;)
                                            Masz rację, lata badań i doświadczeń formułują jednak niezbyt optymistyczne
                                            prognozy dla zaczynających leczenie alkoholików.
                                            Bo prawdziwego faceta poznaje się nie po tym jak zaczyna... :) Tak na serio to u
                                            osób uzależnionych tylko ciągła praca i działanie sprawia, że są wiarygodni. A
                                            ich pieprzenie i obietnice bez pokrycia, za przeproszeniem, można sobie wsadzić
                                            głęboko. Masz też rację z tymi przerwami w piciu. U niektórych pijących takie
                                            cykle "abstynencyjne" trwają nawet do roku. A później znów ta sama jazda przez
                                            parę miesięcy, bo przecież ubytki trzeba uzupełnić. I tak w kółko. Tylko po to,
                                            by udowodnić sobie i innym, że potrafi nie pić baaardzo długo. Wiec jaki z niego
                                            alkoholik???
                                            • moniczka72 Re: ...... 29.07.08, 10:31
                                              To ja dziekuje Bogu, ze moj eks zaczal pic po pol roku, a nie po roku, albo i
                                              wiecej. Bo to wychodzenie ze zwiazku byloby jeszcze ciezsze.
                                              A Ty myszkon nie przejmuj sie i pisz co tam u Ciebie!!!
                                      • megg2003 Re: ...... 29.07.08, 09:54
                                        Tak na marginesie to gratuluję decyzji i konsekwencji. Naprawde wielki szacunek :)
                                        • myszkon cześć 29.07.08, 13:36
                                          Mój alkoholik idzie na lecznie w piątek na 8 tygodni detoks +
                                          spotkania z terapeutami.Wieczorem wam napisze czy dalej nie
                                          pije .Zastanawiam sie nad odejsciem z domu i wynajęciem opiekunki
                                          dla małego.Jak odejde to do mojej części mieszkania bo nie stać mnie
                                          na inne mieszkanie.Nie wiem czy będe z moim facetem czy nie..ale
                                          jego ciocia dała rade, kuzyn i matka wiec może i on da rade?? On
                                          wie,że jest alkoholikiem sam mi wczoraj powiedział"to moja wina ,że
                                          mam co mam ty mi wódki do gardła nie wlewasz".Powiem wam ,że spodlił
                                          sie maksymalnie jak sie da .Zobaczymy jak to będzie.Odezwe sie
                                          wieczorem.
                                          • megg2003 Re: cześć 29.07.08, 13:41
                                            Cześć. Nie pisz nam wieczorem, czy pije, tylko napisz za rok czy pije. A Ty
                                            kiedy idziesz na leczenie??
                                            • moniczka72 Re: cześć 29.07.08, 13:48
                                              Ach, tez mialam wlasnie o to zapytac. Jakos na poczatku sierpnia mialas zaczac
                                              swoja terapie, tak?
                                          • moniczka72 Re: cześć 29.07.08, 13:47
                                            Myszkon, zwracam tylko twoja uwage ze alkoholik potrafi powiedziec ze jest
                                            alkoholikiem, ale w glebi serca tego nie akceptuje i nie wierzy w to. Czesto tez
                                            stosuje takie slowa w celu manipulacji, czasem az posunietej do
                                            tragiczno-smiesznej sytuacji, ze mowi jestem alkoholikiem wiec widzisz ze musze
                                            pic.
                                            Miejmy nadzieje ze rzeczywiscie pojdzie na terapie, wytrzyma terapie i zacznie
                                            trzezwiec. Trzymam kciuki, choc jestem pelna obaw.

                                            Mysle ze jest sensowne (przy zalozeniu ze Twoj partner bedzie na leczeniu
                                            zamknietym) przeprowadzenie sie z powrotem do Twojego w koncu mieszkania. Tylko
                                            kto ureguluje zalegle rachunki za prad i mieszkanie? Jak bedziesz zyla z
                                            dzieckiem bez pradu? Bo mam nadzieje ze nie zrobisz tego TY. To bedzie znowu
                                            pomaganie w piciu Twojemu partnerowi, wyciagniesz go z klopotow spowodowanych
                                            jego piciem. Rozwaz moje slowa.


                                            > wie,że jest alkoholikiem sam mi wczoraj powiedział"to moja wina ,że
                                            > mam co mam ty mi wódki do gardła nie wlewasz".Powiem wam ,że ...
                                            Kiedys na terapii byly zajecia poswiecone manipulacjom alkoholika, i cos mi tak
                                            po glowie chodzi, ze to taka jedna z nich...
                                            • megg2003 Re: cześć 29.07.08, 13:52
                                              > > wie,że jest alkoholikiem sam mi wczoraj powiedział"to moja wina ,że
                                              > > mam co mam ty mi wódki do gardła nie wlewasz".Powiem wam ,że ...
                                              > Kiedys na terapii byly zajecia poswiecone manipulacjom alkoholika, i cos mi tak
                                              > po glowie chodzi, ze to taka jedna z nich...

                                              Czytaj: Ty mi nie wlewasz, ale to przez Ciebie muszę pić
                                              • moniczka72 Re: cześć 29.07.08, 14:08
                                                Byc moze megg2003, w kazym razie pachnie mi to manipulacja na odleglosc, tylko
                                                ze ja to moge byc troszke przewrazliwiona :)
                                                Takie z jednej strony ukorzenie sie, ale jest cos tam takiego dalej w
                                                podtekscie. Jestem ciekawa jak partner myszkona sobie poradzi z ta sytuacja.
                                                Choc jak pisalam z wlasnych doswiadczen, nawet terapia 8 tygodniowa nie znaczy
                                                dla mnie juz nic. Gdyby przez 1.5 roku byla abstynencja i trzezwe myslenie to
                                                dalabym sie przekonac.
                                                • megg2003 Re: cześć 29.07.08, 14:11
                                                  Nie Ty jedna, rozumiem Cie doskonale
      • fajny.piotrek25 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 22.07.08, 22:53
      • fajny.piotrek25 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 22.07.08, 23:03
        Mego serca muzyka jest trwanie przy zyciu ,w ktorym wszystko sie powtarza jak i melodia jego - to co dobre trwa i nie przeminie nigdy chocbys byla slaba to nie koniec ale poczatek :)
      • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 31.07.08, 10:13
        Myszkon, prosze zameldowac ;) czy maz poszedl na terapie, jak sie pojawisz na
        forum oczywiscie :). Jak sie czujesz z ta sytuacja?
        • myszkon witam 04.08.08, 10:33
          Jakoś radze sobie z moja sytuacja ale cięzko mi.Mama zeszła na
          emeryture i zaczeła wiecej pić.Jak moj facet wypije 4 piwa dziennie
          to SKOŃCZONY SUKINSYN I PIJAK a jak mama wypije "to jej sie należy
          bo za swoje".Jestem w 99%pezekonana aby wrócić do mojego faceta.on
          jaki był taki był ale nigdy nie obrazał mnie tak jak mama i nie
          dołował psyhicznie.Sądziłam że przy nim mam żle ale wracajac do mamy
          mam jeszcze gorzej:(.Więc wole mieć zle na swoim ze swoim facetem i
          chodzić na terapie i pomału odbijać sie od dna.Teraz szukam niani
          dla mojego dziecka a terapie xaczynam od piątku 8 sierpnia.Bardzo
          boli mnie serce jak zostawiam małego pod opieką kogoś bardzo płacze
          i po 10 min wraccam sie bo mi serducho pęka ze tak wyje.A jak wróce
          do pracy to przez 7 dni w miesiacu nie będzie mnie po 15 godzin .Mam
          pytanie do Magdy JAK ZNIOSŁAŚ ROZSTANIE Z DZIECKIEM NA CZAS PRACY?ŻE
          OBCY LUDZIE OPIEKOWALI SIE DZIECKIEM?DŁUGO PRZYZWYCZAJAŁA SIE TWOJE
          CÓRECZKA DO TEGO?odp
          • moniczka72 Re: witam 04.08.08, 12:15
            Myszkon witaj ponownie :)
            Wszystko co mowi Twoja mama ma zwiazek z mechanizmami jej choroby.
            Co do Twojego faceta, alkoholizm jest choroba postepujaca, Twoja mama pewnie tez
            kiedys taka nie byla jak jest dzisiaj. Alkohol uszkadza mozg i blokuje pozytywne
            emocje albo czasowo, albo juz na stale. Takze moze byc ze Twoj maz JESZCZE Cie
            nie obraza i jeszcze Cie nie doluje.

            Czy Twoj maz podjal terapie? Bo z tego co pamietam, mial isc w ostatni piatek na
            detoks i terapie?

            Twoja terapia jest dla Ciebie najwazniejsza i ciesze sie ze juz niedlugo ja
            rozpoczniesz.

            Megg2003 (bo chyba o nia Ci w tym pytaniu na temat dziecka chodzilo) jest w tej
            chwili nieobecna na forum, w ostatni weekend wyszla za maz i miala wyruszyc w
            podroz poslubna.

            Na ostatniej terapii nasza terapeutka powiedziala wazne dla mnie slowa, a
            mianowicie, ze zadna osoba uzalezniona (czy pozostajaca w nalogu czy juz
            trzezwiejaca) nie jest w stanie funkcjonowac jak osoba nieuzalezniona. Nawet po
            wielu latach trzezwienia duzo bedzie dysfunkcji i chorych zachowan. I same sobie
            tylko mozemy odpowiedziec na pytanie czy to co mozemy dostac od tej osoby
            wystarcza wlasnie MI. Mi nie wystarczalo niestety, nawet w najlepszym okresie
            mojego zwiazku, zawsze czulam brak czegos waznego dla mnie. Po jakims czasie
            doszlam do tego ze byl to brak prawdziwej bliskosci.

            Myszkon pragne Ci zwrocic uwage na Twoje slowa:
            > Więc wole mieć zle na swoim ze swoim facetem....
            Czemu chcesz zeby bylo Ci w zyciu zle? Za co chcesz sie ukarac? Nie lepiej miec
            dobrze na swoim i ze swoim wymarzonym facetem?
            • megg2003 Re: witam 26.08.08, 09:57
              Juz jestem. Bardzo było mi żal, ale panie w żlobku mnie uspokajały i mówiły, że
              jej przejdzie. I przeszło. Dla dziecka i dla matki to stres ogromny, ale całe
              szczęście przejściowy.
              • myszkon znów jestem:) 09.10.08, 11:47
                Cześć,nie miałam internetu ale już mam .Tak wiec streszcze moją
                nieobecność:
                -wyprowadłam sie z domu
                - mieszkam w moim starym mieszkaniu
                -pracuje już 2 miesiące
                -nadal karmie piersią!!!UDAŁO SIĘ
                -dzieckiem zajmują sie 2 babcie i tata małego pod moją nieobecność
                -tata małego chodzi 2 miesiace na terapie AA i jest lepiej niż było
                (tzn.poszedł do roboty lepiej płatnej ,pomaga mi w domu,jest dobrym
                ojcem)
                -minusy mojego faceta to to że okresowo ciągnie go do etanolu i 3
                razy napił sie przez 2 miesiace ,ale chodzi na terapie i stara sie
                walczyć z sobą
                -życie zaczyna mi sie stabilizować
                -chodze na terapie dla współuzależnionych na razie denerwuje mnie ta
                terapia(same stare baby na zasadzie klub wzajemnej adoracji bo
                jestem na emeryturze i nie mam z kim wypić kawy, jak poopowiadam
                troche o sobie to robie im darmową telenowele...:( )
                może prejdzie mi to podejscie do terapi..
                Zmykam odezwe sie jeszcze.
                • moniczka72 Re: znów jestem:) 09.10.08, 11:55
                  Ciesze sie ze sie odezwalas :)
                  I z tego ze dajesz sobie rade :)
                  Nie rezygnuj z terapii jest Ci potrzebna! jesli nie podoba Ci sie grupa i masz
                  jakas inna do wyboru moze zmien grupe?
                  Pozdrawiam
      • asaofetida Re: jak robie sobie resecik w mózgu 09.10.08, 17:17
        he he ciekawe zakonczenie...czyli dokladnie jak radzil/a mskaiq,
        ktora, ktorego tutaj linczowano na forum. A tak naprawde to aby
        zakonczyc toksyczny zwiazek to trzeba odpowiedniej dozy dojrzalosci
        i sily. Umiec sie zdystansowac do emocji. No ale zycvze Ci
        szczescia i powodzenia bo byc moze uda sie Twojemu facetowi wyjsc z
        nalogu.
        • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 10.10.08, 08:27
          asaofetida, ta historia sie jeszcze nie zakonczyla. Ja mocno powatpiewam w to
          czy on skonczy z nalogiem, choc zycze im tego z calego serca. Wazne zeby myszkon
          chodzila na terapie, a co zrobi jej mezczyzna tego nikt nie wie. Jest dwa
          miesiace na terapii, a wciaz pije, czyli raczej nie jest to pozytywnie. A to ze
          sie teraz stara? To normalne zachowania u alkoholika, jest okres starania i
          szykowania sobie gruntu pod picie. Czy tak bedzie w tym przypadku to zobaczymy.
          Dobrze byloby gdyby rodzina i zwiazek byly uratowane, jednak szansa ze alkoholik
          skonczy z piciem jest nikla.
          Ja w kazdym razie trzymam kciuki, ale obserwuje tez uwaznie.
        • asaofetida Re: jak robie sobie resecik w mózgu 10.10.08, 10:39
          ja tez nie wierze, ze ten zwiazek dlugo potrwa ale nie chce dolowac
          Myszkon. Byleby nie bylo nastepnej ciazy bo bedzie jeszcze ciezej...
        • megg2003 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 13.10.08, 08:56
          Chyba coś ci się mocno pomyliło. On jej sugerował uczestnictwo w jego terapii
          kiedy ona jest współuzależniona. To świadczy tylko o jego ignorancji w podejściu
          do tematu. Nikt tu nikogo nie będzie linczował. Ten, kto czytał posty tego
          gościa, na innych forach również, będzie potrafił wyciągnąć wnioski i zacznie
          ignorować te sekciarskie wypowiedzi.
      • alkakk2d2 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 10.10.08, 13:54
        Witam,
        ja rowniez podzielam sceptyczne opinie co do tego zwiazku.
        przezylam zwiazek z alkoholikiem, stracilam 2 lata zycia- duzo by
        opisywac. Ucieklam, uwolnilam sie, co mi pomoglo? mysl, ze jesli na
        swiecie pojawi sie dziecko to zgotuje mu takie samo pieklo, jakie ja
        przezylam, bo tak naprawde to ten bardziej swiadomy rodzic
        odpowiedzialny jest za krzywdy dzieci, jesli nie jest w stanie
        rozwiazac trudnej sytuacji. Niestety nejczesciej gorzki lek
        najlepiej leczy. Ja zachowalam te piekne chwile w pamieci, bo po co
        rezygnowac ze wspomnien, nie wszystko bylo zle. Tez nie bylo latwo
        odejsc. Cudownie jest sie nie bac, ze ktos po raz kolejny udowodni
        Ci, ze jestes slaba i naiwna.
        Ty zrobisz ze swoim zyciem, co zechcesz
        Zycze powodzenia
        pozdrawiam
        • moniczka72 Re: jak robie sobie resecik w mózgu 10.10.08, 15:17
          Masz racje, lęk leczy najlepiej. Bo ja czulam ciagly lek. I kurcze radosc mi
          sprawia ze wracam do domu (to nic ze na razie pustego) i ze nie musze chodzic na
          palcach, bo on akurat na glodzie, nie musze sie pilnowac i kontrolowac i ze nie
          musze patrzyc na jego napita twarz :)
          To jak wybawienie :)
          Gratuluje Ci odwagi i decyzji :)
          • myszkon hej:) 12.10.08, 12:59
            Dzięki ,ze pamiętałyście o mnie Kobitki i odzywacie sie nadal :*.
            Terapia pomaga mi w tym ,że wiem ,że nie jestem sama z sobą a emocje
            które mną targają to tylko emocje ktore można zmieniać na
            pozytywne:).Czyli potrafie już nie przejmować sie zbytnio
            degenerajcą alkoholową moich rodziców i odzywkami mojej mamy do
            mnie.Troche trudniej mi z moim.Musze mykać mały sie budzi.
            • megg2003 Re: hej:) 13.10.08, 08:59
              Powodzenia Kochana! Ta wyprowadzka to rewelacja! I pracujesz do tego. Super!
              Moje gratulacje :) Trzymam(y) kciuki!
              • myszkon tak na poważnie 18.10.08, 17:23
                Zmiany w moim życiu polegają głównie na tym ,że zaczynam liczyć sama
                na siebie (rodziców i mojego faceta po prostu olewam).O czym pisze ,
                odzywam sie do nich ale sama planuje sobie dzień , finanse ,
                obiad,itp.Z jednej strony ciężko bo wyjscie z psem , zrobienie
                zakupów i zabawinie 7 miesięcznego dziecka jest ciężkie ale jak sie
                che to można :).Zaczynam też nie przejmować sie tym czy moj facet
                sie zmieni czy nie po prostu robie co mam do zrobienia, aha teraz
                mam sprawe o alimenty 24 października i jestem zadowolona,że nie
                odwołałam jej:).W moim związku róznie ,zaczełam dbać o siebie tak
                jak przed poznaniem mojego faceta i nie zależy mi na tym ,czy on
                pochwali mnie czy nie.Zaczełam interesować sie czymś innym niż CZY
                ON PIJE CZY NIE, PRZYJDZIE PIJANY CZY NIE.W ole spedzić
                konstruktywnie czas z dzieckiem :).I .... nie mam ochoty na seks z
                moim facetem , kochaliśmy sie z 2 razy odkąd wróciłam na mieszkanko
                i nie odpowiada mi ten sposób wyrażania siebie , wiec nie kochamy
                sie.
                • myszkon Re: tak na poważnie 18.10.08, 17:33
                  ups za szybko enter..:)I powiem z ręką na sercu ,że dobrze mi
                  tak.Mam własne pieniądze,dziecko i zaczynam mieć włąsne życie.Nie
                  wiem,czy moj facet sie zmieni czy nie ja na razie inwestuje w
                  siebie.Co jeszcze ?Ta terapia i pójscie do pracy jednak dużo dały
                  mi, wiem ,że finansowo dam rade utrzymac siebie dziecko i
                  mieszkanie.Co u mojego faceta?hmmm... raz chce sie zmienić raz nie ,
                  chodzi na terapie ale raz na 2 tygodnie zalewa morde , oddaje mi
                  pieniądze które zarabia i nie awanturuje sie w domu.Jednak ciągle
                  dobitnie próbuje udowodnić mi ,że BEZ NIEGO BYŁABYM NIKIM ale wiecie
                  co...:) teraz TO MI TO LOTTO:)Wiem co musze zrobić i robie to
                  kroczek po kroczku jak moj facet nie nadąży to...wypadnie z
                  gry.Buziaczki :*:*
                  • asaofetida Re: tak na poważnie 19.10.08, 08:59
                    nie rozumiem wiec dlaczego do niego wrocilas? no moze chcesz sie
                    ostattecznie przekonac kim on jest i uwolnic emocjonalnie od niego?
                    i wtedy bedzie latwiej odejsc....tylko tak to rozumiem. Ale jestes
                    chyba na dobrej drodze. Dobrze ze masz prace i wrazie co moozesz
                    odejsc. Ale nie do matki ale na wynajete mieszkanie.
                  • asaofetida Re: tak na poważnie 19.10.08, 09:06
                    albo mozesz go wyrzucic z domu jesli dom jest twoj...
                    • myszkon Re: tak na poważnie 19.10.08, 21:58
                      Mieszkanie jest w połowie jego i w połowie moje.Dlatego też wróciłam
                      do mieszkania bo włożyłąm w nie dużo pieniązków i ..na wszystko mam
                      papiery:).Co do faceta to jak tak dalej będzie sie prowadził
                      finansowo jak prowadzi to do pół roku komornik go zlinczuje i
                      pójdzie siedzieć za długi .A o alimenty będe sie ubiegać jeszcze
                      wsteczne .Myśle że wróciłam do mojego faceta aby nie mieć do siebie
                      żalu,że nie próbowałam.Teraz wiem,że ja jestem na dobrej drodze a to
                      on próbuje mi wmówić jakieś bzdety abym poczuła sie zakompleksioną
                      sierotką ,jednak to,że mam synka daje mi dużo odwagi cywilnej .Chce
                      by mały był dumny ze mnie ,chceprzekazać mu konstruktywne zasady
                      życiowe ,wiec sama musze nauczyć sie BRAĆ ŻYCIE ZA ROGI by ochronić
                      małego przed tym przed czym powinna ochronić dziecko matka.BARDZO
                      CIESZE SIE ŻE MAM DZIECKO :)
                      • megg2003 Re: tak na poważnie 20.10.08, 07:45
                        Zmiana wręcz do pozazdroszczenia :)
                        • asaofetida Re: tak na poważnie 20.10.08, 10:26
                          jednak takie przebywanie w jednym domu nie jest dobre na dluzsza
                          mete. Bo on ma wplyw na Ciebie i ciagle Cie doluje opowiadajac
                          jakies bzdety. Sam jest slaby i sierota bo nie potrafi zyc jak
                          czlowiek. A Ty jestes silna i poradzilabys sobie jeszcze lepiej
                          gdyby nie przeszkody typu on i rodzice.
                          • myszkon Re: tak na poważnie 20.10.08, 12:10
                            dziękuje :)
                            • moniczka72 Re: tak na poważnie 22.10.08, 14:35
                              Myszkon jestem z Ciebie bardzo bardzo dumna :))). Tak wlasnie jest dobrze,
                              skupic sie na sobie, swoim zdrowieniu i dziecku. Alkoholicy tak maja ze z
                              poczucia jestem nikim przechodza do poczucia jestem panem a Ty jestes nikim. To
                              ze Twoj facet pije nie wrozy dobrze, ale mysle ze sama to czujesz, wazne jest
                              wiec zebys wierzyla w siebie, w to, ze dasz sobie rade. Bo dasz sobie rade!!!.
                              Ja sadze ze to raczej Twoj facet powinien sie wyniesc jak juz do takich ostrych
                              krokow dojdzie z mieszkania, a nie Ty masz sie szwendac i wynajmowac mieszkanie.
                              Z tego co pisalas zrozumialam ze terapia Ci pomaga?
                              Ciesze sie z tego ze zdecydowalas sie zyc godnie i tak aby Tobie i dziecku bylo
                              dobrze. Dbajcie o siebie :*
                              • myszkon :) 27.10.08, 14:01
                                Jestem już po sprawie alimentscyjnej , dostałam 350zł na małego wiec
                                osiągnełam to co chciałam :).To pierwsza sprawa druga to ta,że
                                budzet domowy prowadze JA (tzn.ja za wszystko płace bo musze typu
                                światło,gaz, internet, mieszkanie, kredyt,jedzenie)...mój facet
                                okazyjnie zrobi zakupy za 300 zł raz da 100 na pampersy I JEST OK!:(
                                Zbieram w sobie odwage i siłe by wytrwać w pewnym
                                postanowieniu .Jutro pokaze mu na kartce ile zarabia on ile zarabiam
                                ja i ile wynoszą opłaty potem zażadam od niego 1100zł miesiecznie
                                pezelewane na kąto za PROWADZENIE DOMU.Jesli mnie oleje ( a sadze że
                                po paru dniach tak będzie) znow dam sprawę do sądu o to ,że od
                                czerwca nie płacił za czynsz a ja teraz musze to spłacać i będe
                                wymagać zwrócenia tych pieniędzy sądownie.Po trzecie dziś zapukał do
                                nas komornik ( jak pisałam wcześniej kiedyś musiało do tego dojść)i
                                moj facet ma karę autobusową na 1300zł i od jutra musi zacząć to
                                regulować.
                                Moja siła wewnętrzna jest zmienna , aktualnie mam stany płaczliwe i
                                zmuszam sie do działania,zaczełam też modlić sie do Boga o mądrość
                                życiową i z każdą pierdułką do Niego pędze.Dużo by gadać..
                                Miłego dnia WSZYSTKIM :)
                                • ladynemeyeth Re: :) 27.10.08, 14:32
                                  Zuch Dziewczynka!!! :-)
                                  Aż miło poczytać!
                                  • myszkon prosze nie oceniać mnie ...tylko zrozumieć 22.12.08, 22:16
                                    Nie potrafie odejść od mojego faceta...pare dni temu przyszła do
                                    mnie dziewczyna która powiedziała mi prosto w twarz, iż podczas
                                    mojej nieobecności przez 2 tygodnie pieprzyła sie z moim
                                    facetem.Rozmawiałam z nim na ten temat i zaprzecza.Ja zaś nie
                                    potrafie dopuscic do świadomości tego faktu MOJ FACET JEBAŁ INNĄ
                                    KOBIETĘ..nie potrafie zrozumieć tego...:(Dlaczego mnie okłamuje?
                                    • myszkon Re: prosze nie oceniać mnie ...tylko zrozumieć 22.12.08, 22:42
                                      DLACZEGO???Ja wole najgorszą prawde niż taką niepewność :(,patrze
                                      na niego i nie wierze...GŁUPOTA NIE ZNA GRANIC....Ostatnio z nerwów
                                      rozwaliłam telewizor i sama walłam sie z pięści w twarz(za własną
                                      głupote),rozwaliłam w ręku też szklany słoik(nie wytrzymuje nerwowo)
                                      CZUJE SIĘ JAK OSTATNIA DZIWKA KTÓRĄ NALEŻY KOPAĆ cyt.Nosowskiej"W
                                      głowę kopcie mnie może,może ozdrowieje"O świętach szkoda gadać, mam
                                      pustke w głowie.
                                      Dokumenty do adwokata mam gotowe od dawna , pieniądze znajdą
                                      się.MUSZE PO PROSTU ZROBIĆ TO...
                                      Takie proste a ja umieram...naprawde
                                      Przepraszam was,że są na świecie ludzie tacy jak ja, prosze módlcie
                                      sie za mnie abym miała siłe skończyć to powolne zarzynanie samej
                                      siebie.
                                      • ladynemeyeth Re: prosze nie oceniać mnie ...tylko zrozumieć 23.12.08, 09:48
                                        Ja się będę za Ciebie modlić, obiecuję.
                                        Będę się modlić, żebyś wyszła na prostą i żeby najgorsze jak
                                        najszybciej minęło.
                                • myszkon ble ble 06.11.08, 17:51
                                  dziś zaś duł ,mały chory, facet najebany, nie ma do kogo sie odezwać
                                  i trzeba robić dobrą minę do złej gry, dziś wyłam nawet z
                                  bezsilności:) TZn mały płakał a ja razem z nim krzyczałam bo nic
                                  wiecej nie moge zrobić wiec tak sobie płączemy i krzyczymy z moim
                                  synkiem.I zbieramy sie na walke o mieszkanko i eksmisje tatuska.
                                  • frajba Re: ble ble 01.12.08, 00:49
                                    zbieraj siły! dasz (dacie z synkiem) radę.. tak sobie poczytałam i
                                    wiem, że jesteś silną i mądrą kobietą, tylko musiałaś uświadomić
                                    sobie parę ważnych spraw i "podnieść głowę". mój scenariusz życiowy
                                    wydaje się nieco inny, ale przeżywałam podobne sytuacje..wybrnęłam
                                    już z najgorszego, teraz otrzepuję się i pracuję nad lepszym.
                                    pozdrawiam i trzymam kciuki.
                                    dziewczyny też pozdrawiam (ile siły daje świadomość, że inni też
                                    przeżyli, przetrwali takie trudne "chwile")
      • myszkon po rozmowie z moim facetem 25.12.08, 13:53
        Przed chwilką rozmawiałam z moim facetem tzn. on mówił co do mnie
        ma.Więc od 3 lat jesteśmy razem i nigdy ważnych uroczystości nie
        spędzaliśmy razem( ja zawsze uciekałam)do pracy.W tym roku też
        ciągle jestem w robocie żeby nie myśleć za dużo.Więc On twierdzi ,że
        nigdy nie angażowałam się w nasz związek tak jak powinnam.Zawsze
        coś mi nie pasowało,nigdy nie potrafiłąm wyluzować.I...to jest
        prawda..:(.Jestem tak zjebana wewnętrznie ,że uroczystości rodzinne,
        urodziny i bycie blisko z sobą omijam szerokim łukiem.A potem płacze
        w poduszke ,że nikt mnie nie kocha.
        Jak zaczełam być z miom facetem to zaprosił mnie do Wenecji na Dziń
        zakochanych.Wieczór, romantyczna atmosfera On pyta jak ja sie czuje
        a ja (CIĄGLE myślałam ,że moim siostrą i mamie nie odpowiada ten
        związek i ,że jestem gównem.)WięC On pyta jak się czuje a ja
        mówie "czuję sie jak gowno, nie zasługuje na takie życie".NIGDY NIE
        POTRAFIĘ WYLUZOWAĆ, CIESZYĆ SIĘ Z CHWILI:(:(:(
        Moje siostry odeszły z domu i nie dzwonią do mamy , a ja wydzwaniam
        i martwie sie o nią, martwie się o moje siostry, pożyczam im kasę
        zamiast inwestować we własne życie:(.Ja od 3 lat chodzę w minimalnej
        ilości ciuchów 1 para butów na sezon do zdarcia 1 para spodni na
        rok, fryzjer raz na rok.Unikam ludzi jak ognia siedzę w domu i
        placzę jakiego to mam huja za faceta.Z
      • myszkon po rozmowie z moim facetem 25.12.08, 14:07
        Przed chwilką rozmawiałam z moim facetem tzn. on mówił co do mnie
        ma.Więc od 3 lat jesteśmy razem i nigdy ważnych uroczystości nie
        spędzaliśmy razem( ja zawsze uciekałam)do pracy.W tym roku też
        ciągle jestem w robocie żeby nie myśleć za dużo.Więc On twierdzi ,że
        nigdy nie angażowałam się w nasz związek tak jak powinnam.Zawsze
        coś mi nie pasowało,nigdy nie potrafiłąm wyluzować.I...to jest
        prawda..:(.Jestem tak zjebana wewnętrznie ,że uroczystości rodzinne,
        urodziny i bycie blisko z sobą omijam szerokim łukiem.A potem płacze
        w poduszke ,że nikt mnie nie kocha.
        Jak zaczełam być z miom facetem to zaprosił mnie do Wenecji na Dziń
        zakochanych.Wieczór, romantyczna atmosfera On pyta jak ja sie czuje
        a ja (CIĄGLE myślałam ,że moim siostrą i mamie nie odpowiada ten
        związek i ,że jestem gównem.)WięC On pyta jak się czuje a ja
        mówie "czuję sie jak gowno, nie zasługuje na takie życie".NIGDY NIE
        POTRAFIĘ WYLUZOWAĆ, CIESZYĆ SIĘ Z CHWILI:(:(:(
        Moje siostry odeszły z domu i nie dzwonią do mamy , a ja wydzwaniam
        i martwie sie o nią, martwie się o moje siostry, pożyczam im kasę
        zamiast inwestować we własne życie:(.Ja od 3 lat chodzę w minimalnej
        ilości ciuchów 1 para butów na sezon do zdarcia 1 para spodni na
        rok, fryzjer raz na rok.Unikam ludzi jak ognia siedzę w domu i
        placzę jakiego to mam huja za faceta.Zamiast myśleć o sobie:(.
        NIE POTRAFIĘ SIEBIE KOCHAĆ:(:(CIESZYĆ SIĘ ŻE COŚ OSIĄGNEŁAM.
        Moj facet wczoraj zrobił sam wigilię sałątkę, karpie, barszcz z
        uszkami, posprzątał w domu i czekał ąz wróce z pracy.Ja wróciłam
        strzepałam kurz ze stołu ręką rozożyłąm talerze siedliśmy złożyliśmy
        sobie życzenia a potem padłam do łózka i zasnełam.Dziś moj facet
        mówi że czekał specjalnie z choinką abysmy ubrali ją razem.Teraz zaś
        poszedł do swojej rodziny na pierwszy dziń swiąt, ja zaś odmówiłam
        bo mam doła,że nie potrafie okazywac emocji pozytywnych.
        Jak byłam mała to myslałam,że rak dorosne to skończy sie moja
        udręka,że będe dbać o siebie i będe potrafiła zaznaczać granice
        mojego świata.
        Mam 26 lat (podobno jestem ładna)180,65kg, wymiary jak z ksiązki,a
        ubieram sie w wory ,sukienki i kobiece buty raz do roku, makijaż
        mozna pomażyc.Życie towarzyskie zerowe, zero przyjaciółek , zero
        koleżanek, zero intymności z drugim człwiekiem.
        WYPISZ WYMALUJ ZACHOWANIE MOJEJ MATKI,JEDYNIE CO MI DOBRE WYCHODZI
        TO SEKS ,moj facet i moi byli mowią mi,że jestem idealną kobietą do
        łozka.Sama o sobie myśle IDEALNA KURWA.
        Boli mnie to,że odpycham od siebie ludzi a potem płącze ,że jestem
        sama.
      • myszkon a może... 25.12.08, 14:19
        Może jednak uda mi się być sobą?Może dam mężczyżnie coś wiecej niż
        moje ciało?Moze przestane tak przejmować się moim związkiem i zaczne
        mysleć o sobie?Moze moj mężczyzna naprawde mnie kocha skoro
        przygotował wigilię i czekał na mnie w domu, dziś zaś powiedział co
        go boli we mnie?Może walczyć o moją malutką rodzinę?...
        • miriam29 Re: a może... 28.12.08, 22:41
          Wiesz myszkonie zaglądam tu co jakiś czas i od samego początku jak zaczęłam
          czytać o twoich problemach to jest mi smutno ze taka wartościowa kobieta
          jak ty i do tego wnioskuje ze na swój sposób tez bardzo silna :)zaczynasz
          chwytać się obecnego związku w którym jesteś jak tonący brzytwy :( przecież
          sama wiesz czego oczekujesz od partnera i ojca twojego synka i zdążyłaś
          zauważyć ze tego nie otrzymujesz jak dalej będziesz na tym etapie swojego
          życia to dobrze się to nie skończy :(... nie chce ciebie pouczać i pokazywać
          tobie palcem co jest dobre a co złe ale sami w pewnym momencie swojego życia
          mówimy DOŚĆ i szukamy szczęścia :)ale u ciebie widzę ze szukasz go za wszelka
          cenę i wciągasz w to już nie tylko siebie ale i tez swoje "malutkie szczęście
          w życiu "czyli synka wiec przypomnij sobie ile razy twój facet cie zawiódł i
          ile razy nie był przy tobie kiedy tego potrzebowałaś nie patrz na to ze on
          ci powie np. ze " bo ty... mnie nie rozumiesz bo ty mnie tak i tak oceniasz
          .. a ja dla ciebie tyle robię ... bo ty nie rozmawiasz ze mną .. " i
          jeszcze jakieś tam swoje bełkotanie, moi zdaniem co do tej kolacji wigilijnej,
          wiesz milo z jego strony ze tak się zachował ale wiesz nie uważasz ze zrobił
          to dla tego ze zauważył ze znowu zaczęłaś nabierać sil i dojrzewać do tego
          zęby od niego odejść i wie ze jak ciebie ułaskawi miłym słowem
          ,"przygotowaniem kolacji" bądź wspaniałym seksem to ty znowu zmienisz zdanie i
          on znowu na jakiś czas będzie czul się bezpiecznie i bezkarnie :( moim
          zdaniem każda jego "akcja" wywołuje twoja "reakcje" to znaczy ze,on uważa ze
          jak zrobi np.kolacje to ty zaczniesz tańczysz tak jak on ci zagra.:( tylko
          przykre jest to ze wykorzystuje to w tak wysadkowym czasie jakim jest wigilia
          kiedy ludzie dają sobie kolejna szanse i zapominają oto co było złe :( ale
          skarbie chciała bym żebyś odpowiedziała sama sobie tak w sercu ile jeszcze
          szans jesteś wstanie mu dać ??
          • megg2003 Re: a może... 29.12.08, 13:55
            Kochana, jesteś naprawdę mądrym człowiekiem. Wiele zauważasz i sporo potrafisz zrobić dobrego. Moim zdaniem dotarłaś do sedna - jeśli nie zaakceptujesz i nie pokochasz siebie, to nie będziesz umiała cieszyć sie nawet tym, co w Twoim życiu najcenniejsze, bo wciąż będziesz się obwiniać i biczować za coś, co nie jest absolutnie Twoją winą ("a bo mogłam lepiej, mogło być inaczej..."). Może i mogło być inaczej, ale jest jak jest i TYLKO OD CIEBIE zależy jak ułożysz sobie wszystko dalej. Jeśli chodzi o Twój związek, to próbować zawsze możesz, tylko spróbuj ocenić, na ile wystarczy Ci sił, by walczyć. Ile dajesz Ty, a ile daje Twój facet. Jeśli nie jest po równo, to prędzej czy później zabraknie Ci sił nawet na wychowywanie synka, bo będziesz uzupełniała ten "niedobór" ze strony faceta.
            Gdy czytam Twoje wypowiedzi, widzę siebie. Też miotałam się w nieudanym związku, z którego mam dziecko. Myślałam o sobie podobnie jak Ty teraz. Tak szczerze, to do tej pory zdarza mi się tak pomyśleć i mieć dół przez cały dzień. Teraz postanowiłam walczyć już nie o związki i ich ratowanie, a o samą siebie, o szacunek i miłość do siebie, poczucie własnej godności i co tak bardzo ważne - zaufanie do siebie. Uczę się na nowo, jak szanować siebie, aby móc szanować drugiego człowieka i jego wybory, by móc pozwolić być sobą sobie samej i innym.
            Jeśli Twój facet jest uzależniony od alkoholu, a nie leczy się, to jest jego wybór. Ty choćbyś na rzęsach stawała, nie przekonasz go, że to zła droga. Już raz zresztą pokazał swoją pozorną chęć podjęcia leczenia. Dla alkoholika najczęściej jedyną metodą poradzenia sobie z problemem jest terapia. Jeśli sam nie potrafi przestać pić, to znaczy, że jest chory i musi się leczyć.
            Nikt nie każe Ci przecież dokonywać wyboru natychmiast. Poczekaj trochę. Mi ta jego wigilia też pachnie manipulacją, by znów Cię ugłaskać, ale być może się mylę. Poczekaj, poobserwuj. Sama wkrótce się dowiesz, jak to jest naprawdę. I sama będziesz wiedziała, co robić.
            Tak na koniec, powiem Ci, że do tej pory wspieram się rozmowami z moją terapeutką i innymi pomocami takimi jak np. książka "Koniec współuzależnienia" Mellody Beattie chociaż od mojego startu terapeutycznego minęło już chyba z 6 lat.. To ciężka robota, ale nie do niepokonania :-)
            Całym sercem jestem z Tobą, naprawdę.
            • myszkon Re: a może... 29.12.08, 14:28
              Dziękuje Słoneczko:*:* za te wspaniałe słowa ( spodziewałam się
              linczu).Byłam dziś na prokuraturze i pytałam co moge zrobić w mojej
              sytuacji, mam napisać na kartce moje problemy i w środe jest
              bezpłatny radca prawny.
              • megg2003 Re: a może... 29.12.08, 14:57
                I właśnie o to mi chodziło, kiedy mówiłam, że jesteś mądra i potrafisz zrobić
                wiele dobrego.
                Lincz?? no coś Ty! Mam nadzieję, że nie jesteśmy tu po to, by się wzajemnie
                linczować :) Już same sobie to fundujemy zbyt często.
                Powodzenia życzę! :*:*
                • myszkon Re: a może... 29.12.08, 15:03
                  Megg, długo zbierałaś sie w sobie aby kategorycznie powiedzieć NIE?I
                  długo nie potrafiłaś zaufać innemu facetowi?(Pamiętam ,że masz
                  córeczke i jesteś młodą mężatką :)), po raz 2.:)
                  • megg2003 Re: a może... 02.01.09, 14:56
                    To być może paradoksalne, ale dopiero po urodzeniu się córeczki doszłam do
                    wniosku, że nie mogę jej pokazać życia w takim związku, w jakim ja byłam. Do
                    momentu jej narodzin łudziłam się, że będzie dobrze, że dziecko coś zmieni. Nic
                    nie zmieniło, było wręcz coraz gorzej. Odchodząc już nie myślałam o sobie ale o
                    niej. Brak szacunku i miłości na codzień to była ostatnia rzecz, na jaką
                    chciałam ją narazić.
                    A faceci pojawiali się później różni w moim życiu. Raczej ufałam facetom, ale
                    jednak selekcja musi być już ostra, gdy ma się dziecko. Większość facetów
                    okazywała się tchórzami i spieprzała po kilku miesiącach znajomości. Jeden
                    wytrzymał prawie rok. Dopiero po 3 latach od rozstania trafiłam na tego jedynego
                    i w pełni odpowiedzialnego. Chociaż też na początku nie było różowo.
                    I tak powolutku, pomalutku, ale do przodu, prawda??
              • mamamisiasia Re: a może... 02.01.09, 16:12
                naprawde masz jaja kobieto. Sama z dzieckiem walczysz o siebie. Jak patrze na
                swoich rodzicow, to wolalabym chyba umrzec niz zyc tak jak oni. Pomimo, ze moj
                ojciec nie pije juz bardzo dlugo, dalej sa konflikty. Zrywajac z takim gadem
                walczysz o lepsza przyszlosc przede wszystkim dla siebie. A jak ty bedziesz
                zadowolona, to Twoje dziecko tez. A tatus alkoholik, to ch..j nie tatus. Zawsze
                zawiedzie, wtedy kiedy bedzie potrzebny, nidgy nie dotrzma obietnicy, bedzie
                manipulowal Toba i Twoim dzieckiem, zwalal na was winę, zawsze bedzie oczekiwal
                waszej pomocy, dając w zamian cale g...no i zawsze wyczuje Twoj slaby punkt. To
                co teraz przezywasz z nim, to pikus, bo bedzie tylko gorzej. Uciekaj poki
                mozesz, bo mezulek nie ma ochoty sie zmienic, a czytajac wczesniejsze posty, to
                mam wrazenie, ze Ciebie oskarza o wszystko. Dobre chwile sa jeszcze przed Toba i
                dobrze, ze dostrzeglas, ze tkwisz w chorym zwiazku, bo naprawde to jest juz
                wielki krok ku wolnosci. I nie sluchaj tego co mowia inni -niestety ze wszelkimi
                wyzwiskami, a kazdy z nas na pewno wiele sie ich w zyciu nasluchal jest tak, ze
                one jak chwasty kielkuja i wychodza kiedy jestesmy slabi. Tymczasem to nie nasz
                glos, ale czasami ciezko nam to dostrzec. A bycie dobra kochanka, to naprawde
                wielki plus. Spojrz na to z drugiej strony :) Dobry seks z ODPOWIEDNIA osoba to
                jest to co tygryski lubia najbardziej ;)
                • myszkon krok do przodu 02.01.09, 21:42
                  Dziś przyszedł do mnie dzielnicowy i spisał moje zeznania na temat
                  ostatniej pijackiej kłótni z moim facetem,zaproponował mi też żębym
                  poszła na policje i zgłosiła całą sytuację.Wachałam się przez
                  godzinę , wziełam dowód poszłam i założyłam sobie niebieska
                  linię.Doszłam też do wniosku ,że złoże wniosek o znęcanie się
                  psychiczne i fizyczne na mojej osobie od ponad roku.Zrobiłam to :),
                  złożyłam wniosek , wygadałam się i....CZUJE SIĘ LEPIEJ COŚ ROBIE!!
                  Powiedziałam o tym mojemu facetowi i.....
                  zaskoczył mnie ( pozytywnie ale to zapewne chwilowe)powiedział,że
                  jeżeli pozwole widywać mu się z synkiem w wekendy to pozwoli mi
                  sprzedać mieszkanie i odejśc od niego BO JESTEM SKOŃĆZONĄ TORBĄ W
                  JEGO OCZACH I NIE BĘDZIE MARNOWAŁ ZE MNĄ ŻYCIA.Jak to usłyszałam
                  to...ucieszyłam sie:).Mam teraz większy szacunek do siebie ,że nie
                  rzucam słów na wiatr.Chciałabym tylko abyśmy rozstali się polubownie
                  bez zbytniej szamotaniny.Oczywiście ,że pozwole mu widywać się z
                  dzieckiem .Teraz myśle o tym gdzie i jakie mieszkanko kupić(najpierw
                  jednak zamieszkam u mamy po sprzedaniu tego i zastanowie się na
                  spokojnie).Tylko oby mojemu facetowi się nie odwidziało!!!
                  • mamamisiasia Re: krok do przodu 03.01.09, 13:53
                    polubownie? spokojnie mozesz sie starac o orzeczenie, ze to z jego winy. Nie
                    ulatwiaj mu zycia. Zreszta niech wypije piwo, ktore nawarzyl- moze poraz
                    pierwszy w zyciu. Nalezy Ci sie to, zeby to bylo z jego winy. BO ON JEST WINNY.
                    Zreszta podejrzewam, ze sobie przemysli sprawe i zmieni zdanie. Idz na calosc i
                    nie sluchaj go, bo to slaby czlowiek i na pewno sam czuje sie winny i dlatego
                    probuje Ciebie zdolowac- zobaczysz, ze jak poczuje ze jestes silna, poczuje
                    respekt dla Ciebie. Zacznij dyktowac warunki- dla siebie i dla swojego dziecka.
                    • megg2003 Re: krok do przodu 04.01.09, 13:48
                      Jak najbardziej z jego winy bo się jeszcze o alimenty na siebie upomni!
                      Tak trzymać. I oto chodzi kochana. Już się wyżaliłaś, teraz czas działać :-)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka