Dodaj do ulubionych

Zwiazki partnerskie.

10.03.05, 22:56
Co myslicie o usankcjonowaniu bycia dwojga ludzi w zwiazku nieformalnym ? Bez
ksiedza i USC ?
W DE , Francji i Norge jest to zupelnie normalne. Wystarczy sie zglosic w
odpowiednim urzedzie czy tez podac na deklarcji podatkowej i taki zwiazek ma
wszelkie plusy i minusy zwiazku tzw. formalnego. Podatki , dziedziczenie ,
prawo do wspolneego decydowania o wychowywaniu dzieci.
Ale jest jedno "ale" ktore mnie osobiscie stoi oscia.
Nie dotyczy to zwiazkow homoseksualnych.
Uwazam to za wielka niesprawiedliwosc ze zwiazki homoseksualne nie sa tak
samo traktowane jak wolne zwiazki hetereseksualne. Kran.
Obserwuj wątek
    • maryna04 Re: Zwiazki partnerskie. 10.03.05, 23:21
      Od dawna juz uwazam, ze sposob zalegalizowania bycia para w swietle praw,
      obowiazkow i przywilejow powinien zalezec tylko od zainteresowanych. Moze byc
      slub, moze tylko rejestracja w odpowiednich urzedach, jesli para chce sie
      zabezpieczyc w sprawach majatkowych dzieci, lub tez nic, jesli tak im pasuje.
      Europa Zachodnia jak podajesz przyklady jest bardzo do przodu. W Ameryce
      jeszcze tak nie jest, chociaz wiekszosc firm placi ubezpieczenie zdrowotne za
      partnera -(rke), nie bedacych w zalegalizowanym zwiazku. W tym tez dla par
      homo.
      Nie mam nic przeciwko malzenstwom homo, skoro im na tym zalezy, a juz na pewno
      naleza im sie wszystkie prawa wynukajace ze zwiazkow hetero. Nie mialam nic
      naprzeciw, ze moje dzieci zyly w niezalegalizowanych zwiazkach, ktore w koncu
      zalegalizowaly slubem. Dzieki temu po slubie nie doszlo do rozczarowan.
      Jesli ktos przeszedl zly rozwod, to w przyszlosci czesto nie chcialby, zeby
      byle jaki obcy czlowiek w postaci sedziego, adwokatow, bieglych itd zagladal
      mu nawet nie do przyslowiowej sypialni, ale zeby nie wyrokowal o jego zyciu
      tal naprawde nie majac o nim pojecia. A wogole coraz wiecej par po prostu razem
      zyje, a nie pobiera sie, wiem, ze jest tak tez w Polsce. Chca byc razem , to sa
      nie beda chcielito jako dorosli ludzie rozstana sie, bez pani czy pana sedziego
      i nabijania kiesy adwokatom.
      • popaye Re: Zwiazki partnerskie. 11.03.05, 07:11
        Mimo mojego liberalizmu, zrozumienia i sympatii dla postaw i zachowan innych
        niz moje, mam pytanie: czy Panie (obydwie) nie za daleko posuwaja sie we
        wlasnej wyrozumialosci dla "problemu"?.
        Malzenstwo (jako instytucja prawna) jest szczegolnym rodzajem partnerstwa
        i gwarantuje takim zwiazkom szczegolne prawa obciazajace ogol spoleczny (ulgi
        podatkowe, splitting, preferencje finansowe), majace na celu ochrone
        interesow "najslabszych" ogniw takiego zwiazku w naszej kulturowej i religijnej
        obyczajowosci: dzieci i ew. (niepracujace) kobiety.

        Zgadzam sie iz na dobrowolnej zasadzie zawarte zwiazki "homo" powinny miec
        rowniez pewne gwarantowane przepisami prawa (dziedziczenie, wspolne prawa
        majatkowe, mozliwosc wspoldecydowania o losie partnera itp) ale nie moge sie
        doszukac argumentow dla ktorych ogol spoleczny powinien taka forme
        zalegalizowanego (prawnie) partnerstwa mialby wspierac szczegolnymi ulgami w
        obciazeniach podatkowych.
        Ze zwiazkow takich (sila rzeczy) nie moga byc zrodzone (wspolne) dzieci (czyt.
        platnicy podatkow i swiadczen na cele spoleczne w przyszlosci) wiec
        ogolnie rozumiany interes spoleczny nie jest w tym przypadku zachowany
        i o preferencjach wlasciwych dla malzenstw "hetero" nie moze byc mowy.

        Nie wylewajmy dziecka z kapiela bo takie nastawienie do problemu nie ulatwi
        zwiazkom "homo" akceptacji w przewazajacej, konserwatywno-religijnie myslacej,
        czesci spoleczenstwa.
        pozdrawiam,-
        pE
        • kanoka Re: Zwiazki partnerskie. 11.03.05, 09:26
          Witaj Popayu ponowniesmile
          Tym razem zgadzam się z Tobą, a nie z mymi siostrami spod znaku fioletu.
          Ponadto, uważam, że związek małżeński, wymyślony przez mężczyzn(bo to oni
          stanowili prawa w patriarchacie) w celu zapewnienia sobie pewności(?), że
          dziedzicem majątku i nazwiska będzie własny potomek, jest - zwłaszcza obecnie -
          prokobiecy smile)
          Partnerstwo, partnerstwem, feminizm, feminizmem, ale uważam, że pomimo wszystko,
          dobre małżeństwo jest dla kobiety lepsze od dobrego zwiazku nieformalnego -
          zwłaszcza, jak są dzieci.
          Z małżeństwem jest jak z demokracją - nie są ideałem, ale jak dotychczas,
          niczego lepszego na ich miejsce nie wymyslono....
          • nokata Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu 11.03.05, 09:31
            Nowy mężczyzna w domu to radość dla kobiety, ale i nowe obowiązki. Nie można zapominać o tym, że często nie znamy rodowodu ani nawet poprzedniej właścicielki naszego nowego pupila.

            Nie wiemy, jak był traktowany i jakie ma nawyki.
            Na wszelki wypadek nie należy wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, lepiej też unikać podnoszenia głosu, bo może się skulić, schować za szafę i trzeba będzie włączyć odkurzacz żeby go wypłoszyć.
            Dlatego już od progu przemawiamy do niego łagodnym, acz stanowczym głosem. Układamy na kanapie, głaszczemy po głowie (ostrożnie, bo może nieprzyzwyczajony) i pozwalamy mu zatrzymać paletko, by czuł zapach z poprzedniego domu.

            Pierwsza noc jest zazwyczaj najtrudniejsza, ponieważ może pochlipywać i piszczeć, ale musimy wykazać się konsekwencją i nie brać go od razu do swojego łóżka, żeby się nie przyzwyczaił.


            Złe nawyki
            Już po kilku dniach pobytu nowego mężczyzny w domu orientujemy się pobieżnie, jakie ma nawyki. Najczęściej przywiązuje się do miejsca, na którym spędził pierwszą noc, czyli kanapy i tam zalega w pozycji horyzontalnej. Często z pilotem od telewizora w dłoni. Czasem z gazetą, sporadycznie z książką. Ponieważ mało mówi, mogłoby się wydawać, że myśli, ale najczęściej okazuje się, że to tylko złudzenie. Gdy czuje głód, opuszcza legowisko i buszuje po kuchni. Wtedy najlepiej być w domu i szybko zrobić mu coś do jedzenia. W przeciwnym razie w kuchni zastaniemy wypiętrzone grzbiety brudnych naczyń, pod stopami lepkie substancje, a wszystko posypane zgrzytającym cukrem i okruszkami chleba. W lodówce natomiast puste kartony po mleku. W żadnym wypadku nie wolno wtedy bić mężczyzny. Bo ucieknie.

            Karmienie
            Karmienie mężczyzny zwykle nie jest zbyt skomplikowane i nawet średnio zdolna kulinarnie kobieta udźwignie ten ciężar, w niektórych przypadkach również i związane z tym koszty. Nie należy się też stresować opinią mężczyzny na temat smaku podawanych dań, bo i tak żadna z nas nie potrafi gotować tak, jak jego mamusia. Podajemy zatem cokolwiek, byle było ciepłe, ponieważ on i tak nie oderwie oczu od gazety lub telewizora. Podobno znane są przypadki że udało się nauczyć mężczyznę, żeby kanapki jadł nad talerzem i nie w łóżku oraz nie podjadał z rondla, ani też nie gryzł całego pęta kiełbasy jak barbarzyńca, ale informacje te nie zostały potwierdzone naukowo. Jedno jest pewne - mężczyzna lubi dostawać jeść regularnie i szybciej się wtedy oswaja.

            Pielęgnacja - ubieranie
            Pielęgnacja mężczyzny wymaga wielu starań i nieustannego nadzoru. Nikt, kto jeszcze nie hodował w domu mężczyzny, nie zdaje sobie sprawy, jaki obowiązek bierze na swoje barki zarówno w dni robocze jak i w święta. Pierwszorzędną sprawą jest skompletowanie nowej garderoby. W przeciwnym wypadku mężczyzna nie porzuci rozciągniętego podkoszulka i wypchanego na kolanach dresu. No chyba, że się na nim rozpadną ze starości. Potem już tylko trzeba podsuwać mu rano gotowy zestaw do ubrania, prać, czyścić, prasować, przyszywać guziki, zestawiać kolory i chwalić, że świetnie wygląda. I bywa, że jedynym znakiem uznania za pielęgnacją mężczyzny jest odcisk obcej szminki na jego kołnierzyku.

            Pielęgnacja - higiena
            Są mężczyźni, którzy boją się wody jak ognia, ale takich na szczęście można wyczuć na odległość. Pozostali uwielbiają się chlapać w łazience godzinami. Co za tym idzie, musisz zaakceptować (bo jeszcze nikt nie wymyślił na to sposobu) permanentnie podniesioną deskę, brudną wannę, zachlapania w promieniu 5 metrów, nie zakręconą pastę, wodę w mydelniczce i zdeptany na podłodze, twój osobisty biały ręczniczek. W skrajnych przypadkach, dzięki wieloletnim wysiłkom, można przyuczyć mężczyznę do obcinania paznokci u nóg. Co prawda zrobi to na podłogę, ale twoje łydki po spędzonej wspólnie nocy nie będą wyglądały jak po walce z bengalskim tygrysem.

            Pielęgnacja - kosmetyki
            Zazwyczaj mężczyźni niechętnie używają kosmetyków, ale piankę do golenia i dezodorant podbierają z twojej półki, a do tego bezczelnie pyskują, że ma za bardzo kwiatowy zapach. Często idą dalej i podłączają się również do szamponu i odżywki, pasty i płynu do płukania ust. To jest irytujące, ale jeszcze nie naganne. Niepokoić się trzeba, kiedy ubywa brokatowego pudru, szminki, a zwłaszcza kiedy zauważasz, że ktoś chodził w twojej koronkowej bieliźnie...

            Zdrowie
            W przypadku mężczyzny nawet najlżejsze przeziębienie lub katar mogą być niebezpieczne i brzemienne w skutki. Nie dla niego oczywiście, tylko dla nas. Wystarczy stan podgorączkowy albo lekkie skaleczenie i mamy w domu rozhisteryzowaną, konającą ofiarę, która wymaga od nas wysoko wyspecjalizowanej opieki medycznej i psychoterapii, oraz zapewnień, że na pewno nie umrze. Nadludzkim wysiłkiem woli i cierpliwości musimy jakoś przeżyć te erupcje hipochondrii i wyzbyć się jakichkolwiek złudzeń, że gdy my będziemy umierać w malignie na zapalenie płuc, ktoś poda nam szklankę wody. W sytuacji naszej choroby on przyjdzie i zapyta "a co dzisiaj mamy na obiad?".

            Ruch
            Oprócz wąskiej grupy fascynatów czynnego wypoczynku, mężczyzna, tak jak kot, potrafi przyjemnie przeżyć życie, nie opuszczając zamkniętych pomieszczeń. Nie licząc krótkiego dystansu "do" i "z" samochodu. Będzie się wił jak diabeł pod kropidłem, gdy spróbujemy namówić go na spacer. Gotów jest wtedy nawet wziąć się za jakąś pracę domową i lepiej nie stawać mu w tym na przeszkodzie. Ostatnią deską ratunku, żeby utrzymać jego i siebie w kondycji, jest prowokowanie aktywności seksualnej. To nam rozwiąże kwestie jogi, aerobiku, gimnastyki artystycznej, hiperwentylacji i drenażu limfatycznego. Sposób domowy - tani i zdrowy.

            Mnożenie
            Ukoronowaniem wzorowej hodowli jest uzyskanie zdrowego potomstwa. Tu nie można popełnić częstego błędu czekając, aż mężczyzna sam się rozmnoży, ani też żywić nadziei, że wzbogacenie hodowli o drugiego mężczyznę rozwiąże tę palącą kwestię. Otóż nie rozwiąże, najwyżej się pozagryzają. A zatem pamiętajmy, że w rozmnażaniu mężczyzny musimy mu pomóc i odegrać w tym kluczową rolę. Jedyne, co mężczyzna powinien samodzielnie mnożyć, to środki na wychowanie potomstwa.

            Kontrola
            Kiedy nacieszymy się już naszym mężczyzną, a on oswoi się znami i zacznie ufnie jeść z ręki, możemy zacząć delikatnie wypuszczać go z domu. Najpierw tylko do pracy, potem do mamusi na obiad, a za dobre sprawowanie nawet na piwo z kolegami. Ale trzeba być czujnym. Wprawdzie nie można go przykuć do kaloryfera, ani wszędzie mu towarzyszyć, ale od czego mamy komórki. Jak ma czyste sumienie i kocha, to sam się melduje średnio co godzinę, przynajmniej SMS-em. Martwić się należy, gdy za długo "abonent jest czasowo niedostępny". Wtedy trzeba przykrócić smycz, bo byłoby wielkim marnotrawstwem, gdyby naszego wypielęgnowanego ulubieńca używała jakaś
            flądra. I to za nasze pieniądze.

            Tresura
            Prędzej wielbłąda przeprowadzisz przez ucho igielne, niż nauczysz czegoś mężczyznę. Tesura powinna odbywać się w wieku szczenięcym i jeśli została zaniedbana w rodzinnym gnieździe, to nie mamy żadnych szans, żeby to zmienić. W wypadku braku elementarnych zasad dobrego wychowania, najlepiej po prostu zmienić egzemplarz na inny. Nie usypiać!!! Można przecież oddać w dobre ręce irytującej nas od dawna koleżanki, zostawić w schronisku wysokogórskim, bądź porzucić w lesie na parkingu.

            Czas wolny
            Mężczyznę nabywamy w przekonaniu, że wypełni nam przyjemnościami nasz czas wolny. I tu następuje duże rozczarowanie, gdyż okazuje się, że w związku z posiadaniem mężczyzny nie mamy już czasu wolnego. Raczej pozostaje nam zorganizować jego czas wolny, żeby nie zgnuśniał do reszty. Niektóre optymistki odnajdują się, oglądając transmisje sportowe, lepiąc samolociki, albo przekopując ogródek jego rodziców. Pesymistki biorą drugi etat, prace zlecone i robią błyskotliwe kariery.

            Posłuszeństwo
            Mężczyźni nigdy nie słuchają tego, co się do nich mówi. Mają
            co prawda dwoje uszu, ale jedno z nich służy do wpuszczania naszych słów, drugie natomiast do natychmiastowego ich wypuszczania. Jeśli czasem wydaje się nam, że słu
            • nokata Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu - cd 11.03.05, 09:34
              Jeśli czasem wydaje się nam, że słuchają naszych wywodów w skupieniu na twarzy, to niechybnie boli ich brzuch, albo muszą niezwłocznie udać się do toalety. Dlatego próby obarczenia ich nawet pozornie prostymi obowiązkami, takimi jak zrobienie podstawowych zakupów, wyrzucenie śmieci lub podlanie kwiatka podczas naszej nieobecności, nie mają najmniejszego sensu i powodują w nas samych niepotrzebną irytację.

              Sztuczki
              Jeżeli trafił nam się mężczyzna o wesołym i skorym do zabawy usposobieniu, mamy szansę nauczyć go paru sztuczek, które ułatwią nam nieco życie. Na przykład wracanie do domu na telefoniczne zawołanie, celność przy korzystaniu z toalety, umiejętność wrzucania brudnej bielizny do wnętrza pralki, aportowanie dóbr materialnych, oraz używanie ze zrozumieniem słów - "proszę", "przepraszam" i "dziękuję". Ot, taka edukacyjna zabawa. Na efekty trzeba długo czekać, ale nie zaszkodzi spróbować.

              Własny kąt
              Bardzo ważne, żeby mężczyzna miał w domu swoje miejsce, gdzie mógłby się schować i nie plątać się nam pod nogami. Najlepiej własny pokój z biurkiem pełnym nietykalnych świętości, ryczącym telewizorem nietykalnych legowiskiem, gdzie mógłby drzemać, udając, że ciężko pracuje.Pamiętajmy, że nie wolno nam tam wchodzić bez potrzeby i bez pukania. Zresztą byłby to duży szok dla naszego poczucia estetyki i porządku. Wkraczamy tam tylko w ostateczności, kiedy zaczyna brzydko pachnieć w mieszkaniu.Najlepiej w skafandrze do utylizacji radioaktywnych odpadów.

              Mężczyzna w łóżku
              Nieuniknione, że raczej prędzej niż później mężczyzna będzie się wpychał do naszego łóżka. Wślizgnie się od ściany, odepchnie łapami i zrzuci nas w nocy na podłogę, a wcześniej ściągnie z nas kołdrę. Jeśli jakimś cudem nie damy się zrzucić, uczepi się nas jak ośmiornica, przygniecie całym ciężarem i będzie chrapał prosto do ucha. Właściwie nie ma na to sposobu, ale pewnym pocieszeniem jest fakt, że mężczyzna wydziela bardzo dużo ciepła i można zaoszczędzić na ogrzewaniu w okresie jesienno - zimowym.

              Zabawki
              Mężczyzna najbardziej lubi bawić się "w doktora". Niestety, jak we wszystkim, nie zna umiaru, a my nie zawsze mamy ochotę mu w tym towarzyszyć, bo mamy swoją pracę i potrzebę przespania choćby sześciu godzin na dobę. Dlatego też, żeby się nie nudził, albo nie szukał innego towarzystwa, trzeba mu pozwolić bawić się jego ulubionymi zabawkami. Nowym samochodem, motorem, kinem domowym, albo monumentalnym sprzętem grającym, w najlepszym wypadku najnowszą komórką z internetem i wodotryskiem. Ważne, żeby się czymś zajął, a my w tym czasie bawimy się w naprawiacza kranów, elektryka, stolarza, kucharkę, zaopatrzeniowca... itd. itp.

              Sam w domu
              Zdarza się tak, że musimy pilnie wyjechać na parę dni i zostawić mężczyznę samego w domu. Wtedy zabezpieczamy, co tylko się da. Kwiatki wynosimy do sąsiadów, papugi do przyjaciółki, a oszczędności do banku. Zostawiamy pełną lodówkę i ogarnięte mieszkanie, żeby mu było przyjemnie. Wracając zastajemy kosmiczny bałagan i pustą lodówkę. Oddychamy z ulgą, bo jeślibyłoby posprzątane, to znak, że albo wcale nie spał w domu, albo ktoś mu pomógł zacierać ślady wiarołomstwa...

              ====

              Nowa kobietaa w domu to radość dla mężczyzny, ale i nowe obowiązki. Nie można zapominać o tym, że często nie znamy rodowodu ani nawet poprzedniego właściciela naszej nowej pupilki.

              ...
              [itd]
              ...

              smile
              • maryna04 Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu - cd 11.03.05, 15:50
                Nokato, jestes wspanialym znawca meskiej natury -to naturalne. A przy okazji
                przedstawiles liste swoich zyczen, jak chcesz byc traktowany. Cwaniak)))
                • kanoka Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu - cd 11.03.05, 16:04
                  Pozostajac przy porownaniach kynologicznych i to w dodatku, w męskiej opinii smile
                  "Mężczyzna to jak pies. Dać mu jeść i miejsce do spania,
                  to już swej budy nie opuści."
                  Isaac Bashewic Singer
                  • maryna04 Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu - cd 11.03.05, 17:56
                    na pewno, skoro mam juz dzieci, ze tak powiem "ustawione" w tym zakresie
                    latwiej wydawac mi radykalne sady. Jednak Pp Ty piszesz z punktu widzenia
                    panstwa opiekunczego, a ja to widze z punktu widzenia panstwa, ktore pomaga
                    tylko czasami nieprzystosowanym, co niewiele ma wspolnego z malzenstwem, lub
                    jego brakiem - a reszta spoleczenstwa ma sobie sama pomagac. Zawarcie
                    malzenstwa w USA nie przynosi zadnych ulg podatkowych, wrecz przeciwnie, o czym
                    stale sie mowi. (szczegoly? - zapytam ksiegowego jak skonczy czas rozliczen)
                    Ubogie dzieci dostaja niezaleznie od statusu rodzicieli po 400 dol zwrotu
                    podatkowego i to byloby wszystko. Dlatego twoj argument, ze nie musza obywatele
                    doplacac do tych co zyja na wiare (nikt juz tak nie mowi - ale jak sie wglebic
                    to piekne okreslenie - jestesmy razem, bo wierzymy sobie - a nie ze nas
                    zwiazano) tam gdzie mieszkam nie istnieje. A jesliby zrownac slub z ksiedzem,
                    rabinem, sedzia....z zarejestrowaniem sie w USC?
                    Tez uwazam, ze dobre malzenstwo jest dla kobiety ( i mezczyzny) najlepsza
                    rzecza, ale rownie dobra rzecza jest moznosc decydowania o sobie bez osob
                    trzecich. Kazda teze socjologiczna mozna udowodnic, wiec i to, ktore zwiazki
                    sa trwalsze. W wolnych zwiazkach jednak duzo rzadziej tkwi sie w nienawisci,
                    przemocy, ponizeniu, (chociaz i to sie zdarza). Nie rozumiem na czym polega
                    ochrona interesow dziecka w legalnym malzenstwie.
                    W dalszym ciagu uwazam, ze slub, a co za tym idzie wesele (prosze mi nie
                    mowic, ze wielu nie robi wesela, chociaz skromne, ale robi ogromna wiekszosc)
                    to przede wszystkim bardzo mila tradycja, ktora i ja bardzo lubie, to
                    odwrocenie uwagi od szarosci dnia codziennego, te problemy z suknia, sala,
                    goscmi, jakie to odprezajace i wzruszajace, ale niewiele to ma wspolnego z
                    gwarancja na przyszlosc. Wiem, zem jedza - no i trudno
                    • maryna04 Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu - cd 11.03.05, 18:29
                      Ciekawe co na ten temat mowia mlodzi, czy istnieja roznice pokoleniowe w
                      pogladach na te sprawy, niezaleznie od kraju. To ich poglady zadecyduja w
                      jakim kierunku pojdzie wszystko. Jednym pozostaje obserwowac i cieszyc sie,
                      jesli dzieci sa szczesliwe, inni moga w zwiazku z "postepem" w tej dziedzinie
                      wybrac wersje najbardziej im odpowiadajaca. A swoja droga, dlaczego wszystkie
                      bajki koncza sie w momencie: a potem zyli dlugo i szczesliwie (?)
                      • onkwe Re: Zwiazki partnerskie. 11.03.05, 18:46
                        Nokata napisalo:

                        > Nie można zapominać o tym, że często nie znamy
                        rodowodu ani nawet poprzedniej właścicielki naszego nowego pupila.

                        ----------

                        Wy tu romantycznie o zwiazkach dwoch osobnikow w wieku " przed-poprodukcyjnym",
                        ktorzy przezyli w zwiazkach lat iles, sa po rozwodach, pogrzebach i wchodza w
                        wasze zycie z bagazem.
                        Bywa tez, choc znacznie rzadziej, ze nasz ulubieniec lub ulubienica zjawiaja
                        sie w zyciu nie "z odzysku", lecz swiezo z gniazda, bedac, jak to sie
                        konserwatywnie okresla, w stanie starokawalerskim, czy tez staropanienskim. To
                        dopiero kasek i rarytas ! wink)
                        ---------

                        A teraz bedzie powazniej, o kanadolskich przepisach, dotyczacych stanu
                        malzenskiego w porownaniu do zwiazkow "na kocia lape".
                        Otoz, wedle tutejszego prawa, zwiazek dwojga osob, ( tu uwaga - bez wzgledu na
                        plec!) uwaza sie za staly i okresla osoby w nim pozostajace jako partnera
                        zyciowego ( spouse ) juz po dwoch latach wspolnego zamieszkiwania. W przypadku
                        rozejscia i rozpadu takiego zwiazku partnerzy zwykle musza podzielic zasoby i
                        tutaj zaczynaja sie schody. W oficjalnych zwiazkach malzenskich, jak glosi
                        prawo rozwodowe, obie strony maja prawo do rownego podzialu majatku, a wiec bez
                        wgledu na "wine", sytuacje materialna, dochod, dzielone jest wszystko "fifty-
                        fifty", chyba ze malzonkowie ustala miedzy soba inaczej.
                        Natomiast w zwiazkach niezarejestrowanych, (commonlaw) ten przepis nie
                        istnieje. Tak wiec, w przypadku posiadania domu, w zwiazku malzenskim nie jest
                        konieczny tytul wlasnosci dla obojga, by dom ten przypadl i zonie i mezowi "po
                        rowno", maja to zagwarantowane prawnie i odgornie. Inaczej w przypadku
                        zwiazkow "kociolapnych". Tu w przypadku rozejscia, partner, ktory nie posiada
                        prawa wlasnosci na tytule nieruchomosci, chocby ta nieruchomosc kupowana byla
                        wspolnie, takze z jego zaskorniakow, musi udowodnic swoj wklad i prawo do
                        polowy lub czesci chudoby.
                        Pomijam na razie aspekty podatkowe, wychowanie i lozenie na potomstwo, ale te
                        rowniez regulowane sa odgornie tak wiec, zanim podejmie sie w Kanadzie decyzje
                        o zawiazaniu badz rozwiazaniu wspolnego zycia, warto zastanowic sie nad
                        implikacjami jakie z tej decyzji moga w przyszlosci wyniknac.

                        Nie tyle milosc...ile "money makes the world go-around"... wink)
                    • popaye Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu - cd 11.03.05, 19:16
                      Maryno,-
                      moje skromne i oparte na doswiadczeniu (osobistym) uwagi dotyczyly Europy i
                      powszechnej tutaj (obecnie) demokracji opartej na rynkowo-socjalnym modelu
                      Panstwa.
                      Taki system panuje rowniez obecnie w Polsce i jest jedynym mozliwym dla Panstw
                      ktore podobnie jak Polska przeszly gwaltownie "rewolucje" zarowno systemu
                      politycznego jak i ogolnospolecznych stosunkow wlasnosci w gospodarce.
                      System amerykanski (daleko idacego samostanowienia i indywidulanej
                      odpowiedzialnosci jednostki za swoj byt ekonomiczny i przyszlosc rodziny) jest
                      nie do przeniesienia na rynek europejski, nie mowiac juz o Polsce.
                      Doprowadzilo by to do niekontrolowanych napiec spolecznych i desperackich
                      rozruchow calych mas obywatelskich skazanych (doslownie!) na ekonomiczna
                      zaglade (emeryci, bezrobotni, mieszkancy struktualnie uposledzonych regionow
                      itp).
                      Instytucje Panstwa (czy im sie podoba czy nie) musza w warunkach Polski
                      administrowac tym co posiadamy siegajac do sprawdzonych (choc nie idealnych)
                      wzorcow zachodnioeuropejskich.
                      Amerykanskie prawo (w tym finansowe i rodzinne), doswiadczenia oraz spoleczne
                      rozwiazania ekonomiczne nie maja praktycznie w Polsce zastosowania ze wzgledow
                      wymienionych powyzej.
                      Nie polemizuje wiec iz w Ameryce jest (i bedzie) inaczej. Nie mam rowniez
                      zamiaru dowodzic ktory system jest "lepszy" bo... nie o to tutaj chodzi a
                      (obecnie) w Polsce mozliwy jest jedynie wzorzec zachodnioeuropejski.

                      Na konkretnie podniesiony przez Ciebie temat: " Nie rozumiem na czym polega
                      ochrona interesow dziecka w legalnym malzenstwie" - sprobuje Tobie odpowiedziec:

                      a) dziecko zrodzone w malzenstwie automatycznie posiada DWOJE rodzicow -
                      malzonek matki jest (z mocy prawa) ojcem dziecka ze wszelkimi tego prawnymi
                      konsekwencjami - obowiazki wychowawcze, finansowe, odpowiedzialnosc cywilna,
                      dziedzicznosc praw majatkowych a .... nawet ( w okreslonych przypadkach)
                      tytulow i splendorow spolecznych.

                      b) obydwoje rodzice (bez szczegolnych postanowien i ustalen sadowych) sa
                      zobowiazani (prawnie) do podejmowania decyzji i dzialan na rzecz dobrze
                      rozumianego interesu potomka (opieka, wyksztalcenie, wychowanie i srodowisko w
                      ktorym dziecko wzrasta).

                      c) dzieci zrodzone w malzenstwie sa preferowane ( niesprawiedliwe ale fakt!).
                      Ojciec (matka) dziecka pozamalzenskiego posiadajacy rodzine w innym zwiazku
                      z ktorego sa dzieci, jest (praktycznie) zobowiazany zaspokoic w pierwszej
                      kolejnosci interesy potomstwa z "prawego loza".

                      c) rodzice-malzonkowie (w interesie dziecka!) korzystaja z przywilejow
                      podatkowych i socjalnych (zasilki, platne urlopy opiekuncze, swiadczenia
                      medyczne, platne zwolnienia lekarskie, ulgi podatkowe itp.).

                      Dorosli ludzie, nawet zawierajac zwiazek malzenski, moga sporzadzic specjalna
                      umowe (klauzule) co do wzajemnej finansowej odpowiedzialnosci obydwu stron
                      szczegolnie w przedmiocie majatku odrebnego wniesionego do malzenstwa przez
                      strony.
                      Nie ma takiej mozliwosci w stosunku do dziecka (juz narodzonego lub nie)
                      zrodzonego ze zwiazku. Zadne z rodzicow nie ma prawa "zrzec sie" w jego imieniu
                      z jakichkolwiek zobowiazan finansowych ktorejs ze stron.

                      W naszej (europejskiej) obyczajowosci i systemie prawnym, ustawodawca
                      powszechnie przyznaje szczegolne uprawnienia (ekonomicznej natury) malzonce-
                      matce ktore rowniez sa podyktowane interesem dziecka.
                      Niepracujaca (z powodu obowiazkow wychowawczych) matka nabywa praw rentalnych
                      (czesciowo z "puli" malzonka) za okres opieki nad dzieckiem i ew.konsekwencji
                      jej pozniejszej absencji na rynku pracy.
                      Jest to w (szeroko rozumianym) interesie dziecka bo matka zajmujac sie jego
                      wychowaniem nie musi wpadac w panike co do zabezpieczenia wlasnej starosci.

                      Nie dyskutuje tutaj o "moralnosci" czy konsekwencji presji spolecznej w jakiej
                      znajduje sie dziecko z rodziny "niepelnej".
                      Tym niemniej, kazda matka dziecka decydujaca sie na jego wychowanie samotnie
                      powina ze szczegolna troska kierowac sie interesem (i ambicjami) nie tylko
                      subiektywnej natury ale rowniez konsekwencjami tych decyzji dla potomstwa.
                      Wbrew pozorom sa one powaznej natury.

                      pozdrawiam,-
                      pE
                      • kanoka Re: Zwiazki partnerskie. w uzupelnieniu - cd 11.03.05, 20:01
                        Wg mnie, gdybyśmy byli ideałami, najlepsze by były oczywiście związki
                        partnerskie,oparte na wiecznej, wzajemnej miłości, mieszkalibyśmy w państwie
                        Utopia, w którym by panował jakiś(?) ustrój powszechnej szczęśliwości i
                        dobrobytu.....
                        Niestety, tak nie jest, więc.....
                        Jakie są plusy i minusy związków partnerskich i małżeńskich we współczesnej
                        Polsce, formalizować związek czy nie?
                        Dopóki nie ma w danym związku dzieci, myślę, że można poczekać z odpowiedzią i
                        decyzją, ale.....trzeba pamietać, że czy nam się to podoba, czy nie, dla kobiet
                        czas jest inaczej odliczany, zwłaszcza w kwestii ewentualnej przyszłej
                        prokreacji i .....atrakcyjności na "rynku seksualnym"(tfu, co za okreslenie!,
                        ale nic innego mi na myśl nie przychodzi).
                        Kiedy ma się pojawić dziecko, albo już jest....sytuacja jest o tyle trudna, że
                        decyzje trzeba podjąć w miarę szybko. Myślę, że wówczas trzeba dużo rozmawiać
                        ze sobą, z rodziną, z przyjaciółmi. I chyba dobrze jest coś na ten temat
                        poczytać.Temat poruszany jest czesto, więc widać, że jest istotny.
                        www.claudia.pl/bizz/claudia/a/tekst.jsp?news_id=7889&place=bizz_claudia_lewy_dol
                        Nie wszystkie pisma kobiece i poradniki sa głupie i bez sensu. Często, oprócz
                        porad psychologów, są i wyjaśnienia prawne, a to zawsze warto brać pod uwagę....
    • josarna Re: Zwiazki partnerskie. 11.03.05, 21:21
      Jestem gorącą zwolenniczką zwykłych, typowych rodzin i uważam, że należy
      wszystkich ludzi do nich przekonywać, stawiać za wzór, ale...
      Tych "ale" jest niemało... Rodzina powinna być dobra, a nie bylejaka - lepiej,
      żeby takiej wcale nie było.

      Nie zgadzam się, że związki homoseksualne są tak samo normalne, jak rodzina i
      dla dzieci nie ma to różnicy. Homoseksualizm uważam za swego rodzaju
      nieszczęście, jakie człowieka spotkało. Nie wolno go potępiać ani źle
      traktować, a raczej pomóc mu urządzić sobie życie tak, by był jak
      najszczęśliwszy bez krzywdy innych. Nie podoba mi się, że homoseksualiści
      próbują czasem udowodnić wyższość swojej orientacji nad heteroseksualną. Może
      zatem uznamy niewidomych od urodzenia za "normalnych" i pozostałym wykłujemy
      oczy?! Wada, (np. genetyczna) nie może być uznana za normę i wzór! Pomimo
      radykalnych i może niemodnych poglądów uważam, że jeśli dwoje homoseksualistów
      jest ze sobą szczęśliwych i nikomu nie robią krzywdy to na pewno mają prawo być
      traktowani jak para. Powinni mieć prawa osób bliskich z wyjątkiem ulg
      podatkowych - bo przecież nie mają dzieci.
      Zresztą wszystkie umowy nietypowe powinny być zawierane starannie, pod okiem
      prawnika i dostosowane do konkretnego przypadku. Przykład: dlaczego dwie wdowy
      nie mogłyby zamieszkać na starość razem i uzyskać części praw osób bliskich?
      Niekoniecznie musi to być dziedziczenie, ale właśnie prawo do uzyskania
      informacji w szpitalu, czy odbierania listów. Prawnik powinien pomagać w
      sformułowaniu takiej umowy.
      Zupełnie nie rozumiem, dlaczego prawa dwojga ludzi mają być uzależnione od
      tego, w jaki sposób uprawiają seks!!! Czy to jest najważniejsze dla
      społeczeństwa?!
      W ogóle powinny istnieć różne typy umów między ludźmi. Drobny przykład:
      mieszkam od lat z 95-letnim niemal, bezdzietnym stryjem męża. Mam szczęście, że
      noszę to samo nazwisko i wszyscy nas znają, bo pewno nawet nie mogłabym dostać
      recepty dla niego! Kiedyś jednak ktoś mi tłumaczył, że ja, czy mąż dostaniemy
      (przepraszam) w przypadku śmierci stryja tylko część zasiłku pogrzebowego
      (zgodnie z rachunkami), a całość może dostać tylko brat lub siostra! Nie ma
      najmniejszego znaczenia, że to ja się nim zajmuję! Czy to jest w porządku?
      Gwiżdżę na ich zasiłek, ale wkurza mnie takie traktowanie.

      Starszy syn pomieszkiwał z obecną żoną przed ślubem i uważałam, że tak jest
      dobrze. Moja mama przeszła przez koszmar małżeństwa, a i moje nie było łatwe,
      choć teraz jest ok. Taka próba przed ślubem jest bardzo dobra. Młodszy syn
      teraz "pomieszkuje" z dziewczyną i na pewno się pobiorą. Syn sprawdza się
      świetnie: teraz opiekuje się ukochaną po operacji, a jednocześnie bardzo dobrze
      zdał egzamin na uczelni i pracuje. Wszyscy uważamy, że rodzina jest zbyt ważna,
      by zakładać ją pochopnie.
      • mantra1 Re: Zwiazki partnerskie. 11.03.05, 23:10
        Kiedys juz byla podobna dyskusja, wiec troche sie powtorze. Ale nie potrafie
        inaczej, bo zdania nie zmienilam.
        Czy malzenstwo to słuzba mundurowa, na którą człowiek godzi się będąc świadomy
        pewnych ograniczeń, jakie za sobą ona niesie, lecz przedkładając nad nie
        należne "funkcjonariuszom" przywileje? Czy w ten sposob własnie rozumieć należy
        "tak", wypowiedziane w "swiadomosci praw i obowiazkow" przed urzędnikiem
        USC? I zaznaczam, ze nie mam tu na mysli przysiegi malzenskiej w kosciele, gdyz
        mowimy o prawach ludzkich, nie boskich i nie Kościól (na szczescie) stanowi u
        nas prawo.
        Wyszlam za maz z milosci, a nie dla przwilejow prawnych, jakie niesie za soba
        stan malzenski, wspolne rozliczanie PITa przyszlo o wiele lat pozniej, nigdy
        nie korzystalam z zadnych kredytow, czy ulg oferowanych przez panstwo
        malzonkom. Nie wyszlo - trudno. Ponioslam wszelkie konsekwencje finansowe i
        moralne, jakie niesie za soba rozwod. Nie wiem, czy i kiedy zdecydujemy sie
        pobrac z moim obecnym partnerem i chociaz dla siebie jestesmy "narzeczonymi",
        wkrotce wobec prawa staniemy sie konkubentami, kiedy juz zamieszkamy razem. I
        bedziemy dbac o siebie, kochac sie, szanowac i prowadzic wspolny dom. Taka mam
        nadzieje. Dlaczego z tego powodu mamy byc "wyjeci spod prawa".Czy dlatego, zeby
        przypadkiem nie bylo nam lepiej, niz tym, ktorych laczy tylko papier, podpisany
        czesto pro forma, wylacznie dla wynikajacych z tego korzysci? A moze malzenstwo
        to wyrok, ze z taka niechecia niektorzy patrza na tych, chodzacych "po wolności"?
        Chodzi mi glownie o prawa, a raczej i ich brak w przypadku smierci
        konkubenta/tki. Znam przypadek, kiedy rodzina zmarlego pozostawila mocno
        starsza pania, zyjąca z nim przez wiele lat w wolnym zwiazku bez mieszkania,
        mimo, ze zakupione ono zostalo czesciowo ze srodkow pochodzacych ze sprzedazy
        jej kawalerki. Tyle, ze na jego nazwisko, bo na oboje wowczas sie nie dalo.
        Korzystajac z prawa do zachowku (przyslugujacego wszystkim zstepnym zmarlego,
        ktorzy nie zostali przez niego formalnie wydziedziczeni) praktycznie ograbili
        te pania ze wszystkiego, mimo, ze przez dlugie lata nie utrzymywali z ojcem
        zadnych kontaktow, nie mowiac juz o jakiejkolwiek pomocy.
        Może to powinno byc tak, jak w przypadku rozwodu, kiedy sąd ma orzec, iz
        "nastąpiło trwale i calkowite ustanie więzi uczuciowych, ekonomicznych i jeszcze
        jakichs tam wiezi", w przypadku "zawarcia" konkubinatu nalezaloby okreslic jakas
        cezure, od kiedy
        takie więzi zostały nawiązane? Moze dla prawa mialby jakies znaczenie okres
        wspolnego zamieszkania (meldunek) pod jednym adresem, czyli wspolnego
        prowadzenia gospodarstwa domowego? Tak tylko sie zastanawiam... bo skoro na na
        takiej podstawie mozna formalnie rozwiazac, to czemu nie zastosowac tych samych
        kryteriow dla zwiazania w swietle prawa pary ludzi? I to niezaleznie od ich plci.
        • maryna04 Re: Zwiazki partnerskie. 12.03.05, 05:23
          Josarno, dlaczego zastrzegasz najpierw cos, a potem wszystko co piszesz jest
          tak rozsadne i szanujace wszystkich pomysly na zycie. Mantro - mysle, ze teraz
          masz najlepszy czas w zyciu i Twoj mily tez. Tak trzymac. Zycze wszystkiego
          dobrego, w kazdym rozwiazaniu.
          • josarna Re: Zwiazki partnerskie. 14.03.05, 10:54
            maryna04 napisała:

            > "Josarno, dlaczego zastrzegasz najpierw cos, a potem wszystko co piszesz jest
            > tak rozsadne i szanujace wszystkich pomysly na zycie."

            Odpisałam w sobotę, ale skasowało się, a potem nie miałam czasu.
            Dlaczego "zastrzegam?" Bo jestem głęboko przekonana, że niemal w każdej
            dziedzinie życia muszą istnieć jakieś wzorce, punkty odniesienia, uznane za
            najlepsze rozwiązanie, czy model. Banalnie: człowiek powinien mieć ręce, nogi,
            oczy itp., co nie oznacza, że jeśli ktoś urodził się bez ręki to jest gorszy;
            on jest w gorszej sytuacji, a nie gorszy!
            Uważam, że DOBRA rodzina jest najlepszym miejscem dla każdego człowieka, a
            zwłaszcza dzieci. Najlepiej, by miała gniazdo, siedzibę w pięknym miejscu, w
            którym każdy może być wolny, a jednocześnie mieć oparcie i towarzystwo.
            Rozumiem jednak, że stworzenie takiego gniazda jest trudne - nie każdy ma dosyć
            sił, szczęścia i predyspozycji. Pozostali mogą należeć do czyjejś rodziny
            (ciocie, wujkowie), lub inaczej urządzić sobie życie. Warto jednak mówić
            ludziom, że na podstawie setek lat obserwacji uznano, że rodzina jest dobrym
            rozwiązaniem, (byle by nie było "siłowe" smile), ale wymaga bardzo wielu starań.
        • popaye Re: Zwiazki partnerskie - Mantra 12.03.05, 07:44
          Mantro,-
          Prawna Instytucje malzenstwa wymyslono b.dawno a w miedzyczasie zmienialy sie
          warunki, obyczajowosc, systemy zabezpieczen spolecznych itp.
          Zalozycielka watku skomplikowala jeszcze temat, dorzucajac w nim (celowo lub
          przypadkiem) sprawe roznych form partnerskiego zycia (hetero/homo) co nie
          wspomaga przejrzystosci w temacie smile.

          Nie ma nic gorszego jak forumowe omawanie konkretnego, osobistego przypadku w
          tak delikatnych i intymnych sprawach jak partnerstwo (prawnie sankcjonowane lub
          nie)dwojga realnie istniejacych osob, gdy wtracajacy swoje trzy grosze do
          tematu nie sa specjalistami z zakresu Prawa Rodzinnego.
          Temat jest jednak wazny bo dotyczy (odchodzac od konkretnego Twojego przykladu)
          w dzisiejszej obyczajowosci, rowniez tej wielkomiejskiej w Polsce, coraz wiecej
          ludzi, a szczegolnie mlodych.
          Z pozycji Ustawodawcy (obowiazujacego Prawa) o malzenstwie mozna mowic
          wylacznie wsrod par hetero bo tylko takie pary maja szanse miec wspolne dzieci
          a ich zwiazek, rowniez ze wzgl. ogolnospolecznych (systemy swiadczen
          spolecznych, renty, emerytury), jest wart szczegolnej ochrony oraz preferencji
          prawnych i finansowych.
          W takiej sytuacji Ustawodawca, bez szczegolnych zabiegow ze strony Malzonkow
          reguluje przepisami porzadek prawny takiego zwiazku.

          W Twoim przykladzie, rowniez pary hetero (nie malzenskiej), swiadomi uczestnicy
          takiego (trwalego) Zwiazku maja mozliwosc regulacji tych spraw na zasadzie
          dobrowolnych umow cywilno-prawnych.
          Tylko nasze osobiste emocjonalno-moralne nastawienie do sprawy ogranicza
          poczynienie lub zaniechanie odpowiednich czynnosci w tym zakresie, by w
          przypadkach zaistnialych juz faktow (rozstanie, ciezka choroba lub smierc
          Partnera) postawic czesto jedna ze stron w sytuacji "trudnej i niewygodnej"
          (prawnie).

          W wielu Krajach rozwiazano te problemy stwarzajac prawna instytucje Partnerstwa
          (zalegalizowanego), odciazajac taki zwiazek od "upierdliwosci" wlasnych
          inicjatyw w tym wzgledzie smile.
          Powyzsze dotyczy rowniez par homo ale (w tym przypadku) sa to rozwiazania
          jednostkowe i dotycza nielicznych Krajow. Obawiam sie iz w Polsce uplynie wiele
          wody w Wisle (i Odrze) zanim takie regulacje zaistnieja, chociazby ze wzgledu
          na fakt iz nie da sie takiej inicjatywy ustawodawczej przeprowadzic "kleczac na
          kolanach i mamroczac Litanie do Maryji" smile)

          Przyznam sie Mantro iz osobiscie nie bardzo rozumiem Twoj "problem".
          Dwoje doroslych i swiadomych Partnerow, nie 20-to latkow przecie, sila rzeczy
          wnoszacych do partnerstwa jakis dorobek (w tym wartosci majatkowe) ale nie
          bedace przeciez "tajemnica" - rowniez zobowiazania wynikajace z wlasnej
          przeszlosci, obydwoje podchodzacy do sprawy "w dobrej wierze" , trzezwo myslacy
          i nie-analfabeci (sic!) - 30 min. wspolnej rozmiowy z Adwokatem i macie jasnosc
          wszelkich (mozliwych prawnie) regulacji w tym wzgledzie.
          O wspomnianym przez Ciebie "wyjeciu spod prawa" Waszego zwiazku nie moze byc
          chyba tutaj mowy? smile)
          Twoj zal iz nie zrobil (za Was) tego Ustawodawca wprowadzajac z Urzedu
          odpowiednich regulacji prawnych, przy Twojej (Waszej) swiadomosci obyczajowosci
          i politycznych realiow w Polsce - odrobine mnie dziwi.
          Ale mnie "dziwi" (prawie) wszystko! - taki to juz los zagubionego w Swiecie
          kmiota ze Wsi smile)
          pozdrawiam,-
          pE
          • mantra1 Re: Zwiazki partnerskie - Mantra 12.03.05, 10:46
            popaye napisał:
            Przyznam sie Mantro iz osobiscie nie bardzo rozumiem Twoj "problem".
            *****
            Papaye mily! To jasne, ze nie rozumiesz, bo ja nie mam zadnego problemu i nie
            szukanie rozwiazan konkretnych przypadkow wsrod forumowiczow bylo celem mojego
            postu. Sprawa "owdowialej konkubiny", ktorej grozilo pozostanie bez dachu nad
            glowa to sprawa sprzed lat, a swoja wlasna pokieruje tak, jak nam rozumy, serca
            i interes wlasny (a nie panstwa czy kosciola) beda dyktowac.
            Piszesz tez Popay'u:
            "Nie ma nic gorszego jak forumowe omawanie konkretnego, osobistego przypadku w
            > tak delikatnych i intymnych sprawach jak partnerstwo (prawnie sankcjonowane
            lub nie)dwojga realnie istniejacych osob, gdy wtracajacy swoje trzy grosze do
            > tematu nie sa specjalistami z zakresu Prawa Rodzinnego.
            ****
            I tu zupelnie nie zgadzam sie z Toba. Forum to przeciez nie Sejm, czy inny organ
            ustawodawczy, gdzie prawo zazwyczaj jest calkowicie oderwane od zycia. Uwazam,
            ze nie po to tu jestesmy, zeby przerzucac sie suchymi paragrafami, badz linkami
            do komentarzy autorstwa ekspertow prawnych, a fakt, ze zadne z nas nie jest
            specjalista w wiekszosci dziedzin, o ktorych tu dyskutujemy nie oznacza chyba,
            ze nie powinnismy sie w tych tematach wypowiadac? Jestesmy bowiem wszyscy
            "konsumentami" poszczegolnych ustaw, podobnie jak "konsumentami" oferowanej nam
            polityki panstwa, dlaczego wiec nie mielibysmy porozmawiac o tym, jak kazdy z
            tych "produktow" nam smakuje, gdy spozywamy go we wlasnej kuchni i na wlasnym
            talerzu? Czy po to, aby dyskutowac o jakosci chleba trzeba byc piekarzem? wink
            Pozdrawiam bezproblemowo
            M.
            • popaye Re: Zwiazki partnerskie - Mantra 12.03.05, 11:51
              Mantro,-
              w sympatyczny sposob udowodnilas mnie moja nieznajomosc jezyka polskiego i fakt
              iz nie bardzo rozumiem co czytam smile.
              Moj problem - fakt!.
              Porady (jakiekolwiek) z mojej strony - zapomnij, nie bylo moim celem Tobie
              doradzac (i komukolwiek oraz kiedykolwiek) a moj wpis podyktowany byl wylacznie
              wspomniana wyzej omylka w odczytaniu tresci Twojego wpisu gdzie (wydawalo mnie
              sie - fakt!) iz uzylas odwolania do przyczynkowej i osobistej sytuacji z
              uzyciem sformuowania "wyjety spod prawa" (zwiazek).
              Juz tyle razy wykazalem moja kompletna ignorancje, brak kultury, wychowania,
              potezne luki wiedzy, nieumiejetnosc znalezienia sie w eleganckim towarzystwie,
              szarogesienie (itp), ze mam nadzieje wybaczysz mnie wpis do ktorego sie w
              Twojej odpowiedzi odnioslas.
              Chyba sobie zrobie sygnaturke : "Papaye!,- To jasne, ze nie rozumiesz" - zeby z
              gory bylo wiadomo kto zacz smile
              pozdrawiam,-
              pE
              • mantra1 Re: Popaye :-)) 12.03.05, 12:35
                Bo z formalnego punktu widzenia tego typu zwiazki sa faktycznie "wyjete spod
                prawa". Przynajmniej na razie nie istnieje zadna ustwa regulujaca konkubinat i
                kazdy musi sobie te sprawy zabezpieczac we wlasnym zakresie, dokladnie tak, jak
                to napisales. Malzenstwo od momentu jego zawarcia zaklada wspolnote majatkowa i
                prawo do dziedziczenia (o ile we wlasnym zakresie malzonkowie nie zawra
                dodatkowych umow miedzy soba, np. intercyzy). Zwiazek partnerski, zeby nie wiem
                jak dlugo trwal w swietle prawa nie znaczy dokladnie nic i o ile partnerzy nie
                zadbali o sporzadzenie odpowiednich umow, w przypadku np. naglej smierci jednego
                z nich - drugie zostaje kompletnie "na lodzie" i nie ma zadnych "automatycznych"
                instrumentow prawnych, ktore chronilyby dobra takiego czlowieka. Miejmy
                nadzieje, ze to sie zmieni, bo podobno juz jakies ruchy w tym kierunku nasi
                (p)oslowie zaczeli wykonywac. To tyle ad vocem smile)
                A tak calkiem prywatnie, to niech sobie bedzie "brak kultury, wychowania,
                potezne luki wiedzy, nieumiejetnosc znalezienia sie w eleganckim towarzystwie,
                szarogesienie (itp)", tudziez walonki, waciak i beret z antenka. Jesli serwowane
                bez zadecia, a z autoironia i szczypta typowo meskiej kokieterii - mnie pasuje.
                Moze wiec sygnaturka: "Popaye - jestem jaki jestem"? smile) Tylko czy to
                przypadkiem nie bylo czyjes haslo wyborcze? wink
                • nokata Re: Popaye :-)) 12.03.05, 13:18
                  A chyba u Michala Wisniewskiego (ex Ich Troje) to bylo
                  - nazwa programu z nim w roli glownej,
                  To tak ad Meritum, o ile stara kostyczna niedouczona Nokata
                  nie przekrecila obcych slowek

                  Na szczescie purpurowy czubek nie ma (C) na to stwierdzenie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka