maryna04
13.08.06, 02:28
Zaplanowalam sobie trase i wyjechalam w glab Stanow. Mialam jechac z dwoma
chlopcami, niestety pojechalam z jednym. Zapomnij...
Jezdze juz od trasznie wielu lat i z podziwem patrze jak swiat jest obecnie
zorganizowany, nawet w porownaniu sprzed kilkoma laty. Wiadomo - internet.
Wszystko sprawdzisz, wszystko "zaklepiesz", odpowiedz dostaniesz
blyskawicznie, wszystkie mapki dojazdowe wydrukujesz. Tyle, ze dawniej nigdy
nie jezdzilam ze skoroszytem (no, przezroczysta koszulka) na dokumenty,
tylko z zeszytem. A teraz wszystko pospinane, wyciaga sie w kolejnosci.
Poczatek podrozy troche kompromitujacy - Las Vegas. Nawet rodzice chlopaka
watpili, czy to madre. Ale madre, madre. Do Las Vegas zawsze sa tanie bilety
i wypozyczenie samochodu, na ceny hotelu tez nie mozna narzekac. I jest to
wspaniale miejsce wypadowe na zachod, czyli do Kaliforni, i na wschod, gdzie
ja sie udalam.
Wiec po 5 godzinach ladujemy w L.V. i zyskujemy 3 godziny czasu. Spod
lotniska jedziemy autobusem "mojej" sieci do wypozyczalni. Tych przystankow
przy lotnisku roznych sieci bylo z 15. Samochodzik wypozyczamy w tri miga,
(zarezerwowalam sredniej wielkosci), chociaz zacielam sie nad tym, ktora
wersje napelnienia baku przy oddawaniu wybrac. Wybralam najprostsza -
przedplacilam, trzeba tylko pilnowac, zeby wrocic z pustym bakiem, ale
jednak jeszcze dojechac. Pan z okienka kaze nam isc na plac np. 7b.
Dochodzimy, znudzona murzynka zatacza reka kolo, wez se ktory chcesz.
Wybralam czerwony, jak podeszlismy okazalo sie, ze jest to dodge stratus. Nic
mi to nie mowi, ale przynajmniej ladnie go wypucowali i na liczniku ma 10tys.
mil. Na Ameryke to nowka. Nie wiem co oni robia potem z tymi autami, ale
zawsze pozyczalam auta z tak malym przebiegiem. No to jedziemy. Pierwsza
mapka w ruch. Do hotelu Tropicana, nie tylko, ze tani, z pieknymi lagunami,
ale i blisko lotniska. Porzucamy auto na parkingu, pokoj na 26 pietrze ze
wspaniala panorama, przed nami zespol hotelowy Nowy Jork, Nowy Jork - czyli
rozne elementy charakterystyczne z NY. Juz to kiedys widzialam, ale nie
pamietam, czy byly wtedy budynki WTC, czy nie.
Idziemy w miasto. Wiekszosc "najwazniejszych" hoteli, w tym i nasz miesci
sie przy aleji nazywanej popularnie strip. Z internetu i poprzedniej
wycieczki mam wypisane najwazniejsze darmowe atrakcje i takie nieco platne. A
to przed hotelem Belaggio co pol godziny pokaz fontann z muzyka, przed
innym co 15 min. pokaz erupcji wulkanow. Przed hotel Treasure Island (Wyspa
Skarbow) idziemy na bitwe morska piratow. Okazuje sie, ze po latach zmienili,
teraz walcza syreny. Gdzie im sie umywac do piratow. Oczywiscie po drodze
zagladamy do roznych hoteli. W kazdym parter zajmuje kasyno tysiace metrow
kwadratowych i tysiace maszyn, stolikow itd. Dzieciom wstep wzbroniony, ale
nie ma innej mozliwosci, azeby przejsc do tych molochow hotelowych, zespolow
sklepowych. Wiec moj towarzysz, bardzo dobrze nieletni zaliczyl tak na oko
powierzchnie kasynowa wielkosci dwoch boisk. Na zakonczenie wieczoru chcemy
dostac sie na wieze w hotelu Stratosphere, gdzie z wysokosci stu i kilku
pieter mozna ogladac panorame miasta. Jeszcze kilka pieter wyzej umieszczone
sa trzy karuzele. Mozna zawirowac na wysokosci 113 pietra nad miastem.
Wracamy autobusem, pelen turystow, jest po polnocy a na jezdniach taki
tlok, ze ledwo sie poruszamy. Moj chlopak spi z otwartymi oczami, kiedy o
pierwszej w nocy wreszcie dojezdzamy. Wszak w NY jest juz 4-ta rano.
Nastepnego ranka jestem wyrozumiala i nie robie mu pobudki, chociaz mnie juz
nosi, pospacertowalam po zespole basenowym, ktory udaje laguny tropikalne,
sprawdzilam, gdzie najtaniej zjesc, jak dojsc do sasiednich zespolow
hotelowych i w koncu budze - proponuje te laguny. "Ja to wode mam, to idziemy
dzis na jakis show?" Sprawdzamy, na jaki mozna by pojsc. Niewiele jest tzw.
familijnych, ze wpuszcza chlopaka, w koncu cos sie tam znajduje. W zespole
hotelowo-kasynowo-mallowym Aladdin. Zamawiamy telefonicznie i w droge. Nie
umiem dokladnie opisac na czym polegaja te zespoly hotelowe. W kazdym razie
wiele "robi" w temacie jak sie nazywaja. Np. w Caesars Palace wszystko
jest na wzor rzymski. Kolumny, fontanny, rzezby, pomniki w srodku i na
zewnatrz. Pasaz handlowy ma z km dlugosci. Takie cos jak sukiennice, tylko
luk sklepienia to niebo poznym popoludniem, jak zywe. Miala nawet pretensje
dlaczego sie chmury nie poruszaja i nie wschodzi ksiezyc. Po drodze kilka
starozytno- rzymskich placow. A co? Nie mozna. Najbardziej mnie dreczy
zagadka ekonomiczna. W calym L.V jest wlasnie w takich pasazach handlowych po
sztucznym niebem zgromadzonych tysiace i tysiace sklepow najdrozszych firm z
calego swiata i praktycznie nikt, nigdy w nich nic nie kupuje. Na czym to
polega. Co rusz sklepy Armaniego, czy Huga Bossa z garniturami - kto
przyjezdza tutaj kupic sobie garnitur. Ba, nawet widzialam sklepy firmowe
mebli wloskich.
Idziemy do poleconego, a niedawno otwartego zespolu o nazwie Wenecja. Tez
pod dachem niebowym, czy tez niebem dachowym. Wenecja - jak zywa. Kilka
placow swietego Marka, mostkow nad kanalami. A kanalami mozna poplynac -
gondola. Kanalami pod tym sztucznym niebem, ale tez i prawdziwym. Wsiadamy do
gondoli wraz z para jakis angielsko-jezycznych Azjatow. Nasz gondolier zasuwa
wloskie o sole mia, przed nami para slubna, nie wiedziec czemu w czarnej
gondoli, na brzegach zespoly zasuwaja rzewne piesni, a ludzie bija kolorowym
nowozencom brawo. Nasz gondolier byl przezabawny, dawno sie tak nie
zesmialam. Po wyjsciu ogladamy zrobione nam zdjecie. Mowie do chlopaka - masz
dowod, juz nie musisz jechac do Wenecji, a jak tu czysciutko, nowiutko i nie
smierdzi. W koncu docieramy do naszego Aladyna. O Jezu, a jakie tam piekne
niebo, Alhambra i inne dziwy arabskie, i sklepy Diora i dla innych
milionerow. Po show jedziemy do hotelu. Taka mloda godzina, po dziesiatej.
Wiec jeszcze "podskakujemy" do zespolu Luxor, co to robi za starozytny Egipt.
Jest w ksztalcie piramidy, wiec windy w srodku jada na pietra pod katem. Mam
slabosc do atrakcyjnych wind. Przejezdzamy sie dwa razy. Potem zatrzymujemy
sie pod iglica, ktora wypuszcza smuge swiatla w kosmos. podobno oprocz
chinskiego muru tylko ja widac ze statkow kosmicznych.
No to spac i prosze nie wydziwiac, ze to wszystko jest straszne. Ale jakie
kolorowe, jakie kiczowate. Czy myslicie, ze projektanci, architekci to
skonczoni idioci. Taka jest konwencja tej zabawy, mysle, ze i ci co
projektuja maja niezla zabawe, nic nie ogranicza ich fantazji i nonensu.
ogrom tego wszystkiego poraza. Hotele maja od dwoch do pieciu tysiecy pokoi.
I wszystko dziala jak w zegarku, byle sie nie zgubic w roznych skrzydlach,
pasazach itd. Cale miasto i hotele polaczone sa naziemnymi przejsciami. Z
jednego hotelu do drugiego. I ciagle buduja sie nowe. C.D. zaraz