Dodaj do ulubionych

LEKTURY NIEPOLITYCZNE

06.02.07, 09:01
Zmęczona polityką, od której aż kipi w prasie, radiu i telewizji, poczytuję
prasę netową niepolityczną. Czy jeszcze coś jest niepolitycznego do czytania?
W „Przekroju” o kościele scjentologicznym. To jak to jest z tą scientologią?
wiadomosci.onet.pl/1388319,2678,1,1,kioskart.html
„Pralnia mózgów w Berlinie. Przynęta dla bogatych”
Hmm – to znaczy, że u nas nieprędko powstaną kaplice(?) scientologiczne ,
chociaż w podatności na pranie mózgów, chyba nie jesteśmy najgorsi .
„Najlepszym sposobem na zarobienie miliona dolarów jest wymyślenie religii -
twierdził Lafayette Ron Hubbard, twórca scjentologii.” - no cóż, trudno
odmówić racji takiemu spostrzeżeniu. I się zaczęło:
„Jak każdy zdolny biznesmen twórca scjentologii wiedział oczywiście, że sekret
sukcesu każdego kosztownego przedsięwzięcia tkwi w dobrej promocji. Dzięki
uruchomionemu przez niego w 1955 roku "Programowi gwiazdorskiemu" - akcji
rekrutowania sławnych ludzi - w ciągu 20 lat do sekty dołączyła cała plejada
gwiazd filmu, sportu i biznesu oraz intelektualiści.” Jacy? William S.
Borroughs, żona Elvisa Presleya, John Travolta, Tom Cruise (niedawno o ile
dobrze pamiętam, brał ślub w obrządku(?) scientologicznym)
“Ludziom zabieganym i nastawionym na odniesienie zawodowego sukcesu wydaje
się, że oferowane przez scjentologów kursy i szkolenia z rozwiązywania
życiowych problemów zdziałają więcej niż wizyta u psychologa. To, jak szybko
delikwent połknie haczyk, zależy od jego podatności na manipulację.”
I dalej „Pranie mózgu odbywa się podczas seansów auditingu - opowiada.
"Terapeuci" obsesyjnie zadają wtedy adeptom to samo pytanie, aż w końcu
wprawiają ich w trans, dzięki któremu ich ofiary mają przypomnieć sobie
rzekome wydarzenia z poprzednich wcieleń.”
A jak wygląda credo scientologów? Brzmi iście fantastycznie:
„Nie wyposażył jej w Boga, za to wymyślił postać symbolizującą Szatana,
okrutnego władcę galaktycznego Xenu. Tyran panujący miliardy lat temu nad 76
przeludnionymi planetami postanowił wrzucić część swoich poddanych do
ziemskich wulkanów, a następnie zgładzić ich za pomocą bomb. Po dokonaniu
masakry wyłapał "thetany", czyli ich radioaktywne dusze, i przez 36 dni
indoktrynował je przy użyciu trójwymiarowego filmu, wmawiając im, że są
zarazem Jezusem, Bogiem i Diabłem. Jako duchowe pasożyty przeniknęły one do
ludzkich ciał.To dlatego dysponujący właściwościami podobnymi do boskich
ludzie wykorzystują zaledwie 10 procent swoich zdolności intelektualnych i
tylko scjentologiczna terapia może im pomóc w osiągnięciu umysłowej i duchowej
doskonałości. Wkrótce powstał cennik zabiegów opisanych przez Hubbarda w
"Dianetyce". Za "seans oczyszczania" - przesiadywanie w saunie i zażywanie
końskich dawek witamin - zapłacimy obecnie 2400 euro, a koszt 12 godzin
terapii na wyższych stopniach wtajemniczenia może sięgać nawet 6000 euro. Do
tego dochodzą koszty e-metru - wykrywacza kłamstw, za pomocą którego
"terapeuci" sprawdzają, czy zabiegi przynoszą pozytywne skutki.”
To teraz będzie o Ameryce( nie wiedziałam, że władze amerykańskie bronią
scientologii, myślałam, że tylko nie zabraniają):
„Pomaga im w tym światowa akcja krzewienia wolności wyznaniowej prowadzona
przez władze amerykańskie uznające scjentologię za religię i występujące w jej
obronie. Kiedy oskarżają jakiś kraj o brak tolerancji wobec wyznawców sekty,
ta natychmiast stara się zwerbować tam jak najwięcej nowych adeptów. Sektę
rozjuszyła ostatnio Komisja Europejska, która w ubiegłym roku oficjalnie
uznała działalność Europejskiej Federacji Ośrodków do spraw Badań i Informacji
o Sektach.”
No i wreszcie o byłych demoludach, Wielkim Bracie i o nas :
„Podczas swojej krucjaty zahaczyli też o Europę Środkową, gdzie sekta nadal
jest nowością, a rosnący dobrobyt i gwałtowna laicyzacja generują rzesze
potencjalnych adeptów. Scjentologię od ręki kupili Węgrzy. Sekta pojawiła się
tam zaledwie kilka lat temu, ale na terenie kraju działa już ponad 10
związanych z nią organizacji. Zachęceni tym sukcesem scjentolodzy w ubiegłym
roku ruszyli w Trasę Dobrej Woli obejmującą między innymi Rumunię, Bułgarię i
Albanię, ale przede wszystkim Polskę, gdzie już w latach 90. próbowali
zarejestrować się jako związek wyznaniowy. MSWiA odrzuciło ich wniosek. Od
tego czasu działalność w Polsce ograniczyli do organizowania wykładów. Kiedy w
maju ubiegłego roku bez pozwolenia warszawskich władz próbowali rozbić
ogromny, żółty namiot przy rondzie ONZ, powiatowy inspektor budowlany szybko
pokrzyżował ich plany. Problemy z sektą mieli też Rosjanie, którzy musieli
wyrzucić ją z budynków Dumy, gdzie zorganizowała wystawę.”

Po przeczytaniu całego artykułu, stwierdzam, że pomijając trudności natury
prawnej, scientologia w Polsce nie ma szans – nie wygrają z ojcem grzybkiem
- on lepiej potrafi wyciągać kasę od wiernych ....
Obserwuj wątek
    • alfredka1 Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 06.02.07, 18:22
      Szanse na zaistninie w Polsce będą wtedy gdy zdecydują się na Unię z rydzykiem,
      połączą się, zobędą dużo "wiernych" jako że lud prosty wszystko kupi. Z
      początku będą się różnili nakryciami głowy, jedni w moherowe berety, drudzy w
      moherowe wdzianka, szale lub inne alcesoria z odpwiedniej włóczki odziani smile A
      potem ci od beretów nawet scientologów "wykołują" , kasę zgarną i będą omamiać
      następnych długo i ze skutkiemUsiadłam z zamiarem napisania czegoś sensownego
      ale mi się nagle odechciało, odumiało. Czy Wam też się tak przydarza?
      • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 06.02.07, 18:29
        alfredka1 napisała:
        Usiadłam z zamiarem napisania czegoś sensownego
        > ale mi się nagle odechciało, odumiało. Czy Wam też się tak przydarza?

        Bardzo często wink)
        • jan.kran Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 06.02.07, 21:35
          www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3893361.html

          Podpiszcie się...
          • wedrowiec2 Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 06.02.07, 21:56
            Podpisałam.
            • omeri Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 06.02.07, 22:04
              podpisalam smile
              • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 07.02.07, 06:59
                Ja też
    • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 07.02.07, 07:31
      Lektur ciąg dalszy
      Niechciane dziedzictwo
      "Zabytki totalitarne"– burzyć czy konserwować?
      wiadomosci.onet.pl/1389444,1292,kioskart.html
      Znowu o Pałacu Kultury, ale nie tylko
      "Spór dotyczy czegoś więcej niż tylko pojedynczego obiektu. Chodzi o to, jak
      poradzić sobie z tym, co w polskim pejzażu pozostało po totalitarnych ideologiach."
      Pamiętam, jak runął pomnik Dzierżyńskiego, na placu Dzierżyńskiego - dzisiaj
      ponownie - Bankowym. Ulga, euforia, że nareszcie, ale i jakaś pustka w
      przestrzeni placu, jak wyrwa po bolącym zębie. Wyrwę zapełnił pomnik Juliusza
      Słowackiego, stojący w tym samym miejscu i w gruncie rzeczy - jakoś podobny...
      pap.sprintnet.pl/article/obyczaje/article.php/id_item_tree/b503a55ef92033355d5a7cabf832dc6b/id_art/dcc5e1570b8c1912fb817d71c3a430c9
      Podobne odczucia, ma autor artykułu, pisząc o zburzonym pomniku Lenina, przy
      nowohuckim Placu Centralnym. Problem niewątpliwie jest. Świadectwo historii, ale
      i dowód zbrodni i kajdan.
      "podstawowy problem związany z niechcianym, ale przecież zmaterializowanym
      dziedzictwem totalitaryzmów, które przewaliły się przez nasze ziemie. Likwidować
      je czy pozostawić, a więc w pewien sposób "dowartościować"? Problem dotyczy nie
      tylko stalinizmu (czy szerzej: PRL-u), ale także okresu III Rzeszy, o którym w
      tym kontekście mówimy znacznie rzadziej. Dziś, dzięki dystansowi czasowemu,
      możemy już o nich dyskutować bez emocji. Naturalny (i chyba konieczny) moment
      burzenia narzuconych pomników minął.

      Co ważne dla potencjalnej debaty: dziedzictwa nie wolno wartościować moralnie.
      Być może bliższe znaczeniu tego pojęcia jest "świadectwo" niż "zabytek". A
      świadectwa – jak stare, zdarza się, że pisane wrogim piórem kroniki – podlegają
      ochronie."
      Jest też ciekawy fragment o Krakowie - specjalnie jak dla Mammajki
      "Kraków – niemal niezniszczony okupacją, ale za to spauperyzowany w okresie
      powojennym, istotny zarówno dla propagandy nazistowskiej, jak
      stalinowskiej.Kraków, podobnie jak Linz, Strasburg czy Luksemburg, znajdował się
      na liście "germańskich" metropolii, które miały zostać unowocześnione – zgodnie
      z nazistowskimi standardami. Hubert Ritter, absolwent Bauhausu, na potrzeby
      nazistów przygotowywał plan zagospodarowania przestrzennego dla Krakowa. W
      widocznych z Wawelu, zrujnowanych Dębnikach stanąć miała monumentalna dzielnica
      rządowa – "wizytówka Nowych Niemiec na Wschodzie".
      A skoro o naszych wschodnich sąsiadach mowa, to i oni maja kłopot z historią -
      oswajaniem monumentalnych budowli nazizmu - w dodatku, emanacją własnego
      państwa, dowodem własnych błędnych ścieżek
      "Niemiecki kłopot z materialnymi pozostałościami epoki Hitlera jest też
      nieporównanie większy – nawet jeśli tylko pomyśleć o ich skali. A jednak sposób,
      w jaki Niemcy zarządzają swoim niechcianym dziedzictwem, może nas czegoś nauczyć
      – przede wszystkim mądrej odwagi.
      spuścizna narodowosocjalistycznej architektury państwowej cicho, lecz uparcie
      dopominała się refleksji. W końcu stało się jasne, że każda próba uniknięcia
      dyskusji z historią zawsze będzie częścią tej dyskusji, niepotrzebnie wydłużając
      ją w nieskończoność. Ponadto wyraźnie wzrosło zainteresowanie ludzi historią
      tego miejsca. Okazało się też, że zagrożenie, iż zwiedzający mógłby ulec
      fascynacji tym miejscem, jest stosunkowo niewielkie. O wiele większe ryzyko
      stanowiło zlekceważenie ciekawości zwiedzających i ich ukształtowanej w innych
      kontekstach zdolności do krytycznej dyskusji".
      Autor tych słów, Hans-Christian Täubrich, jest dziś dyrektorem Centrum
      Dokumentacji Nazizmu, otwartego pod koniec 2001 r. w dawnej Kongresshalle.
      Zwiedzający mogą tam zobaczyć wstrząsającą wystawę "Faszination und Gewalt",
      obnażającą źródła powodzenia Hitlera. "Nie wolno i nie powinno się przemilczać
      historycznej funkcji terenów zjazdów NSDAP – jako ideologicznego pola siania
      nienawiści rasowej. Z pewnością w tym miejscu stało wielu z tych, którzy później
      byli faktycznymi sprawcami zbrodni. Na tej samej zasadzie, na jakiej w wielu
      miejscach, które stały się metaforami ludzkiego cierpienia, wspomina się
      niezliczone ofiary, zadaniem Norymbergi jest prezentacja okresu zjazdów
      nazistów, mało chlubnego rozdziału w historii miasta" – mówi Täubrich.
      I na zakończenie
      "Czy norymberskie Centrum Dokumentacji Nazizmu może być lekcją dla Warszawy albo
      Krakowa? Zachowując wszelkie proporcje – tak. Zamiast zastanawiać się nad tym,
      czy warszawski Pałac Kultury i Nauki jest zabytkiem, czy nie, warto pomyśleć,
      jak opowiedzieć jego historię ludziom, dla których stalinizm jest abstrakcyjny w
      takim samym stopniu jak potop szwedzki albo powstanie listopadowe."
      W Kozłówce, przy Muzeum Zamojskich, jest galeria socrealizmu.
      www.muzeumkozlowka.lublin.pl/mainpage!.htm
      Dobrze, że jest. Nawet - bardzo dobrze. Ale - czemu tam?
      • maryna04 Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 07.02.07, 23:48
        Wracajac do postu rozpoczynajacego watek, to kiedy jest sekta, a kiedy
        oficjalna religia. Jak mieszkalam w Polsce to o Swiadkach Jechowy mowilo sie
        sekta, czy nadal tak sie uwaza? A jesli nie, to co sie zmienilo, ze sa religia.
        W Ameryce jehowcy sa religia od bardzo dawna, tak samo kosciol scjentologiczny
        jest oficjalna religia, wiec skoro jej wyznawcy dzialaja zgodnie z prawem, to
        panstwo ma zapenic im wolnosc wyznania.
        Co trzeba spelniac, zeby nie byc sekta, a juz religia. Nie mowie o przypadkach
        jakiegos obledu, "zahipnotyzowania" ludzi, ktorzy dzialaja na wlasna szkode,
        ale dlaczego w Europie uwaza sie scientologow za sekciarzy tego nie wiem. Btw.
        chrzescijanie tez na poczatku byli sekta.
        • popaye Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 08.02.07, 00:19
          Maryno,-
          tylko dla wyjasnienia.
          Amerykanskie prawo, co doskonale Wiesz, rozni sie odrobine od europejskiego.
          " Kosciol scjentologiczny" w Europie (chyba) nigdzie nie jest oficjalnie
          uznawany ani za religie ani "Kosciol" w mysl przepisow prawa powszechnie tutaj
          obowiazujacych .
          Przed kilku laty, w Niemczech gdzie Scientolodzy zalozyli swoja europejska
          siedzibe/przyczolek, Wladze tego Kraju zrobily z tego faktu sprawe polityczna
          i ten caly "Kosciol & Religia" znalazly sie pod drobiazgowa obserwacja
          Instytucji podobnych do polskiej ABW czy amerykanskiej FBI
          z wynikiem "oplakanym" dla tego "wyznania".
          Europejskie standardy uznania za "Kosciol" (religie) powoduja szczegolnie
          korzystne dla Nich traktowanie natury fiskalnej a w przypadku Scientologow
          Urzad Ochrony Konstytucji mial spore zastrzezenia do tego by robienie KASY to
          bylo to samo co szerzenie 10-ciu przykazan boskich - (niby) wiadace zadanie
          dzialalnosci Instytucji uznanych prawnie za "Kosciol i religie" w Europie.
          pozdrawiam,-
          pE
          • maryna04 Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 08.02.07, 04:17
            Dzieki, ale zostaja dalsze watpliwosci: kiedy jeszcze jest sekta, a kiedy
            zaczyna sie religia?
        • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 08.02.07, 08:44
          Maryno, sama nie lubię, kiedy odpowiada mi się cytatami z Wiki, ale chyba w tym
          przypadku, można to zrobić.
          pl.wikipedia.org/wiki/Sekta
          Niewątpliwie, pojęcia "religia" "sekta" i..."ideologia", często w wielu
          zakresach zazębiają się i trudno je w sposób jednoznaczny oddzielić, ale często,
          w sposób intuicyjny, jakoś to jednak robimy.Co gorsza, w obrębie religii, tez
          mogą być sekty, np RM - dla mnie typowy przykład sekciarstwa.
          W moim odczuciu, kryterium sekciarstwa jest jedno - destrukcyjność społeczna.
          Nie wiem, czy scjentologia jest destrukcyjna, czy nie i do jakiego stopnia?
      • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 08.02.07, 09:20
        Kolejny artykuł o PKiN
        Trochę historii najnowszej
        wiadomosci.onet.pl/1390406,1292,kioskart.html
    • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 08.02.07, 09:15
      Nowa sekta? RM dla inteligencji? Grunt, to dobry tytuł smile)).
      Czy to temat niepolityczny? Są takie w nim fragmenty smile
      "Radio Maryja dla myślących
      "Szkło kontaktowe" ma już swoje fankluby. Program stał się czymś w rodzaju RM
      dla inteligentów. »
      Poczytajmy "Przekrój"
      wiadomosci.onet.pl/1390376,720,1,1,kioskart.html
      Najsztub rozmawia z Sianeckim i Miecugowem
      "Macie już stałych "korespondentów", którzy zawsze wam SMS-y przysyłają?

      M.: - Nawet gdyby tak było, to byśmy tego nie wychwycili. Był taki jeden dzień,
      kiedy przyszło do nas 21 tysięcy SMS-ów w ciągu godziny. Nikt tego nie jest w
      stanie tak przeselekcjonować, żeby ustalić stałych "korespondentów".

      S.: - Ależ nie, mamy tego zdecydowaną pewność, ponieważ mamy to swoje forum
      dyskusyjne, tam jest bardzo szerokie grono takich stałych uczestników dyskusji.

      M.: - Ale to nie ma nic wspólnego z SMS-ami. Kolejną odnogą naszego kontaktu
      jest adres internetowy, dziennie otwieram od 200 do 250 e-maili i tam są stali
      korespondenci, już ich rozpoznaję.

      Taki kontakt z telewidzami to może być przyszłość telewizji?

      M.: - Internet to jest w ogóle wyzwanie dla telewizji. To jest przyszłość i ten
      kontakt z widzami u nas się sprawdza, nie tylko politycznie. Czasami sami
      jesteśmy zdumieni, jak celnie SMS-y potrafią spuentować naszą rzeczywistość.
      S.: - Czasami celniej niż my. Zaproponujemy w przyszłym tygodniu naszym widzom
      zabawę. Będą mogli już nie tak anonimowo jak do tej pory, czyli telefonicznie,
      przysłać do nas e-mailem swoją krótką wypowiedź."

      I tak, na naszych oczach, powstaje interaktywna telewizja smile)

      "Stworzyła się już społeczność "Szkła kontaktowego"?

      M.: - Tak. Zauważyliśmy na forum dyskusyjnym programu, że oni się wszyscy już
      znają nawzajem, ale zaczęło im brakować osobistych kontaktów, więc robią zjazdy.
      W tym tygodniu jest trzeci, w Warszawie, dwa tygodnie temu był w Sopocie, a
      miesiąc temu w Krakowie. To już jakaś społeczność. Tu nam bardzo pomógł minister
      Dorn z tymi swoimi "wykształciuchami", ludzie często się spotykają i pytają
      nawzajem: jesteś wykształciuch? Zaliczanie się do wykształciuchów jest
      autodefinicją tej grupy, wyraźnie osieroconej. Bo to wcale nie są wyborcy PO, to
      są ludzie, którzy najczęściej nie mają na kogo głosować."

      Ciekawy artykuł. Szkło kontaktowe - też.
      Oswajanie złego Mzimu i niewesołej rzeczywistości przez śmiech i kpinę, zawsze
      było. Ale teraz chyba powstaje nowa jakość
    • wedrowiec2 Nad Dunajem zakwitły wiśnie, śliwy i morele 10.02.07, 18:20
      Wiosna nadchodzi od południasmile
      wiadomosci.onet.pl/1483422,16,item.html
      "W bułgarskim mieście Swisztow nad Dunajem zakwitły wiśnie, śliwy i morele -
      poinformowała agencja BTA.
      Zjawisko to jest nietypowe dla pierwszej połowy lutego, kiedy zazwyczaj panuje
      zima i temperatury spadają poniżej zera.

      Oprócz drzew w sadach zakwitły kwiaty. W ogrodach Swisztowa jest pełno fiołków,
      które zazwyczaj kwitną w końcu marca."

      W Dortmundzie też kwitną drzewasmile
      • wodnik33 Re: Nad Dunajem zakwitły wiśnie, śliwy i morele 10.02.07, 18:46
        A ja miałem ochotę dzisiaj pobiec na Pięć Stawów, czego w lutym nigdy nie
        czyniłem. Znak, że wiosna tuż tuz i natura sie budzi smile))
    • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 12.02.07, 11:51
      Czy to jest lektura niepolityczna? Niewątpliwie, jest smutna i przygnębiająca,
      jak cała nasza polityka - zwłaszcza ostatnio sad(. A i powód zaistnienia takiej
      sytuacji, ma korzenie w polityce. Kilka razy, kupiłam miesięcznik"Obywatel".
      Ciekawiło mnie, jakie to jest pismo, zwłaszcza, że niektórych tam piszących,
      poznałam dawno temu.Pismo ogólnie biorąc, mnie nie zachwyciło, ale niektóre
      artykuły, zdecydowanie mi się podobają .A oto on
      wiadomosci.onet.pl/1389857,1292,kioskart.html
      "Zakładnicy transformacji
      Są miejsca, w których czas się zatrzymał...
      Świat "zbędnych ludzi", bijących w oczy ekonomicznych kontrastów i ustrojowych
      niedopowiedzeń. Ślepa, wyboista i zabłocona uliczka transformacji "made in
      Poland". Krzywda i beznadzieja dla wielu, fortuna nielicznych – oto
      popegeerowska wieś, lufcik, przez który można podglądać III RP."
      PGR u Manieczki nie widziałam, ale widziałam inne - głównie na Pomorzu
      Zachodnim. Wrażenie identyczne. W Gąskach, koło Sarbinowa, był też wzorcowy PGR,
      z rabatami róż, pieknymi oborami i krowami - rekordzistkami mlecznymi. W
      Suchorzu - wzorcowa chlewnia. I tu i tam teraz - bród,ruina, bieda, beznadzieja.
      Sytuacje w Manieczkach i innych wsiach popegeerowskich, trafnie puentuje
      miejscowy ksiądz i nauczyciel - z nieistniejącej już tam szkoły:
      "Ksiądz Przybylski widzi to trochę inaczej: "Znów tworzą się majątki wielkich
      obszarników i nowa grupa folwarcznych chłopów. Państwo przyznawało ludziom z
      PGR-ów renty, żeby mieć czyste sumienie i problem z głowy, a teraz te same renty
      im odbiera. Ludzie z PGR-ów umrą za dwadzieścia, trzydzieści lat. I w ten sposób
      problem się rozwiąże. Ale nie wiem, czy będzie lepiej, bo młodzi już są
      zdemoralizowani i nauczeni cwaniactwa: widzą, jak sobie radzą dorośli, jak jedni
      drugich oszukują, wykorzystują, kłamią, nie szanują. Jak ci, którym się
      powiodło, lekceważą biedniejszych. To niby kogo oni mają szanować?".

      Kazimierz Witczak, który osobiście zna większość ludzi z tych popegeerowskich
      wsi, bo znaczna część z nich przeszła przez mury szkół, w jakich uczył, mówi:
      "Jestem nauczycielem starej daty, chciałem dzieci nauczyć i choć trochę
      wychować. Na ile się to udawało, to inna sprawa, mogą to ocenić tylko sami
      uczniowie lub ich rodzice. Ale nigdy nie stwierdziłbym, że to było nic nie
      warte. Miniony ustrój dał wsi awans cywilizacyjny, dał ludziom na wsi poczucie
      bezpieczeństwa socjalnego, ale też, niestety, spowodował duże straty w życiu
      społecznym. A po roku 1990? Chyba nikt nie docenił nędzy transformacji w jej
      wymiarze społecznym i obyczajowym. To wszystko odbija się teraz czkawką i długo
      się jeszcze będzie odbijać".
      • alfredka1 Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 12.02.07, 12:37
        Od początku lat 90. obserwowałam przeobrażenia następujące we wsiach
        PGRowskich. Właściwie to nie były przeobrażenia bo wszystko to zaczeło
        obumierać. Mimo, że znależli się ludzie, którzy chcieli pomoc pracownikom
        pegeerów czy spółdzielni prod. wyników nie było żadnych. Ludzie nie chcieli
        brać ziemi, sprzętu a nawet "żywioły" . Prosili i nauczyciel i ksiądz i
        społecznicy /z poparciem Jacka Kuronia/ - bierzcie, gospodarujcie. I co? ano
        nic, wykręcali się jak mogli. Niekiedy tłumaczenia były wręcz groteskowe jak
        np. "ja to się znam tylko na przesypywaniu nawozów sztucznych" albo "pani! ja
        krowy nie wydoję, ja tylko kanki na mleko myłam". I tak oto ustrój
        sprawiedliwości społecznej, otwarty na człowieka, wychował kaleki. Tyle lat
        minęło a nic się nie zmieniło w mentalności tych ludzi. Gorzej, oni odchodzą,
        ale ich dzieci też mają taki pogląd, ojce nie pracowali i przeżyli to i ja nie
        będę się męczyć za marne grosze. Oczywiście, nie można tego uogólniać ale wieś
        zachodniopomorska, popegierowska jest wyjątkowo smutna.
        • maryna04 Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 12.02.07, 15:13
          Czy w Unii Europejskiej wiedza o tym problemie? Czy ogromne pieniadze,
          otrzymywane stamtad na rozne restrukturyzacje ida tez na rozwiazanie tych
          problemow? Moze tam wogole nie wiedza, o czyms takim jak "chlop" bez ziemi,
          ktory na dodatek nie umie inaczej niz w PGR-rze pracowac?
          A tak nawiasem mowiac z jednej strony piejemy np. nad tym jacy to
          multimiliarderzy wyrosli w Rosji, jaki to przepych i mozliwosci i nie
          pamietamy, ze jest to w dalszym ciagu kraj straszliwej nedzy, alkoholizmu,
          tragicznej opieki zdrowotnej, tysiecy wloczacych sie po ulicach bezprizornych,
          zapomnianej Syberii. Dopiero jakas publikacja, czy program na krotko nam o tym
          przypomni i znow zapominamy. Podobnie np pieja inni, ja tez, o tygrysach
          Dalekiej Azji - Chinach, Indiach, no i co z tego, kiedy to kraje straszliwej
          nedzy, nieludzkich systemow spolecznych. Podobnie jest kiedy mowimy o Polsce.
          Albo, albo. Moze to prawda o tej nieproporcjonalnie malej klasie sredniej?
          • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 12.02.07, 16:05
            Sama byłam ciekawa. Jak widać, "coś" się robi, ale jest to kropla w morzu, a
            jedna Gęsicka wieloletnim zaniedbaniom nie podołasad(.
            www.funduszestrukturalne.gov.pl/szukaj/?search=PGR
            Ale chwała Jej za to, co robi!
            Właśnie o tym czytam
            • maryna04 Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 12.02.07, 16:43
              Ciagle slysze i czytam pochlebne opinie o minister Gesickiej, ale na to co
              czytam i ogladam o Polsce nigdy nie udalo mi sie jej zobaczyc, ani przeczytac z
              nia wywiadu. No bo ona pracuje i nie ma czasu na takie bzdury. Mysle, ze
              jeszcze jest jeden powod, po prostu jest profesjonalistka i zajmujaca sie
              swoja dzialka a nie gwiazda medialna jak 90% pozostalych rzadzacych i trudno
              byloby z niej wydobyc jakies "anegdoty" polityczne. A PiS-owcy dali jej spokoj,
              na zasadzie, ze zawsze ktos musi byc od "orania" i naogol jest to kobieta.
              Znacie takie sytuacje ze swoich miejsc pracy?
    • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 16.02.07, 08:19
      Do ostatniej Polityki(jak zwykle - świetnej), dołączony jest Poradnik
      Psychologiczny. Cały o potrzebie rozmowy.
      www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Menu20&news_cat_id=1152&layout=16
      W wydaniu internetowym, tylko dwa artykuły
      Wstęp Ewy Wilk - "Rozmówmy się"
      "Czy my jeszcze wiemy, co naprawdę czujemy? Zastanawianie się, a już zwłaszcza
      komunikowanie emocji wydaje się kłopotliwe, wstydliwe, niestosowne i
      niedzisiejsze. Znacznie bardziej dzisiejszy jest emotikon przesłany esemesem lub
      e-mailem. Podczas zebrań towarzyskich i rodzinnych szybka konwersacja, lśniąca
      grepsem, żartem, ironią, jest w wyższej cenie niż brodate anegdoty i zawiesiste
      od szczegółów opowieści, powtarzane przez starych przyjaciół, wujków i ciotki. W
      kontaktach służbowych raczej nie jest przyjęte przyjmować do wiadomości, że
      przejściowa chandra, spowodowana załamaniem poczucia sensu, utrudnia
      pracownikowi wykonanie zadania."
      "Szczęśliwie – z drugiej strony – ludzie z niesłabnącym upodobaniem plotkują,
      kochają przewidywalne seriale i dają upust stylistycznym popędom, pisząc
      (rzadziej czytając) blogi. Można to interpretować jako wyraz samoobrony
      ludzkiego umysłu. Bo on jest narracyjny ze swej natury, on opowieścią się karmi,
      on nią żyje. Słuchać musi, ale i opowiadać. Opowiadanie, a zwłaszcza opowiadanie
      o sobie jest warunkiem zdrowia, a czasem – jak w przypadku leczenia alkoholizmu
      – metodą wyjścia z choroby."
      I artykuł "Słuchacze"Edyty Gietki, o profesjonalnych słuchaczach ludzkich
      zwierzeń = księżach, terapeutach, i......wolontariuszach. Księdzu - wiadomowink).
      Jest przeciez powiedzenie, że katolikom, to dobrze. Jak nagrzeszą, to mogą
      jeszcze sie tym pochwalić. A tak na serio, to okazuje się, że ludzie czasami
      KONIECZNIE muszą coś powiedzieć, a nie mają komu.Albo - fizycznie, bo sa
      samotni, albo psychicznie - bo sa samotni wśród ludzi. I stąd - wolontariusze -
      wysłuchiwacze zwierzeń
      "Są w Warszawie takie miejsca, gdzie można opowiedzieć swoje życie, otrzymać
      gratis towar deficytowy – godzinę uwagi. Od roku na uczelniach, dworcach, u
      lekarzy pierwszego kontaktu, ludzie podnoszą ulotki z dziwacznym napisem: „Mów,
      to pomaga. Wysłuchujemy zwierzeń 5 dni w tygodniu”.
      "W klubie Panorama przy ul. Górnośląskiej siada Feliks Żoliborski, powiedzmy, że
      tak się nazywa, bo nawet rodzina nie wie, że słucha. Też ludzie wyczuwają
      Feliksa jakimś szóstym zmysłem. Naprzeciwko siada mężczyzna w czerwonym szaliku.
      Między dwoma szepczącymi mężczyznami, którzy nic o sobie nie wiedzą, odbywa się
      ta najbardziej neutralna z możliwych rozmów. Pan w czerwonym szaliku chce tylko
      powiedzieć, że nienawidzi polityków, bo ośmieszają jego młodzieńcze,
      socjalistyczne ideały. Nie chce dyskutować, ale musiał to z siebie wyrzucić.

      Feliks: – Są w pewien sposób wykluczeni. Każdy w jakimś momencie życia jest
      wykluczony. Biedny – z dostępu do wiedzy, samotny – z miłości. Matki i żony
      czasem przychodzą powiedzieć: Wie pan, piszę wiersze, mąż mówi: Zajęłabyś się
      czymś. No to nastawiam ziemniaki... Po kilkunastu minutach widzę, jak mówią już
      nie do mnie, lecz do siebie, czasem przychodzą im jakieś rozwiązania, jakby
      mądrzeli w miarę mówienia, a temat obgadany postępował do przodu."
      Bardzo ciekawy "poradnik" Polecam również artykuł Martyny Bundy. pt "Relaks -
      komu na rower, komu do wanny", mówiący mniej o rodzaju wypoczynku, w zależności
      od typu pracy, a bardziej o zmorze współczesnych czasów - zespole chronicznego
      zmęczenia. Ale nie od strony medycznej, tylko - psychologicznej. Co jest
      światowym ewenementem, w Polsce na zespół chronicznego zmęczenia, cierpią
      głównie kobiety. W dodatku, Polacy zmęczeni są inaczej.Zmęczenie zaczyna się u
      nich już po przebudzeniu i jest codzienne. Okazuje się, że nasi rodacy
      poświęcają na pracę najwięcej czasu w Europie - średnio 42 godziny tygodniowo i
      43 tygodnie w roku. I nie uwzględnia to dorabiania po godzinach, czy pracy
      zawodowej, wykonywanej w prywatnym czasie, bez dodatkowego wynagrodzenia.
      Polacy, a głównie Polki, pracują na wysokich obrotach - choć nie zawsze
      produktywnie. Często w stresie, bez szans na zmianę pracy, której nie lubią,
      wśród nonsensownych przepisów i bez braku możliwości sprawowania kontroli nad
      sytuacją. Najgorzej się dzieje w Polsce, w zawodach z natury zmęczeniogennych -
      np wśród lekarzy.
      Na przeciwległym biegunie, są zmęczeni z nicnierobienia. Wśród nich, niestety,
      jest dużo bezrobotnych - zwłaszcza ci, długotrwale bezrobotni(9%). Po wielu
      latach bezrobocia, przy niemożności znalezienia pracy(szukanej aktywnie w
      początkowym okresie), następuje faza adaptacji. Ponieważ efektów szukania pracy,
      brak, motywacje zastepuje wyuczona bezradność, a następnie - zmęczenie
      emocjonalne, z neurastenią i apatia, jako objawami głównymi.
      Bardzo ciekawy jest ten artykuł - inne też. Polecam "Politykę" papierową wink)
      • jan.kran Re: Hanka Bielicka rapuje:) 16.02.07, 08:59
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25794&w=56811631&wv.x=1&a=57436469

        Posłuchałamsmile
        Mnie się podoba.
        Kran
        • kanoka Re: Hanka Bielicka rapuje:) 16.02.07, 10:12
          jan.kran napisała:

          > <a
          href="forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25794&w=56811631&wv.x=1&a=57436469"
          target="_blank">forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25794&w=56811631&wv.x=1&a=57436469</a>
          >
          > Posłuchałamsmile
          > Mnie się podoba.
          > Kran

          Witaj Kranie smile.
          Też bym chętnie posłuchała, ale chyba linki Ci się poplątały wink
          • omeri Re: Hanka Bielicka rapuje:) 16.02.07, 10:48
            Rzeczywiście fajne smile
            bi.gazeta.pl/im/2/3921/m3921852.mp3
            • jan.kran Re: Hanka Bielicka rapuje:) 16.02.07, 11:00
              Dzięki Omeri , rzeczywiście się zaplątałamsmile)
              • jan.kran Re: Hanka Bielicka rapuje:) 16.02.07, 11:04
                A tu artykuł o powstaniu piosenki:

                miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,3921249.html
                • kanoka Re: Hanka Bielicka rapuje:) 16.02.07, 11:38
                  Świetne smile)
    • kanoka Re: LEKTURY NIEPOLITYCZNE 21.02.07, 08:43
      Życie nas nie rozpieszcza, więc może - uszczęśliwmy sie sami? Zachęca nas do
      tego "Przekrój"
      www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2706&Itemid=51
      Mowa jest w nim o psychologii pozytywnej - wynalazku amerykańskim, z węgierskimi
      korzeniami.
      "Dzieło Cikszentmihalyiego mogłoby nosić po polsku tytuł „Uskrzydlenie” lub po
      prostu „Odlot”, bo dotyczy duchowego stanu, w którym człowiek odrywa się od
      ziemi, niestety tłumaczka zdecydowała inaczej. W USA książka wyszła na początku
      lat 90., wystarczająco wcześnie, by stać się lekturą obowiązkową Billa Clintona,
      a potem Tony’ego Blaira. Dziś jest biblią ruchu intelektualnego, który na
      sztandarze wypisał sobie hasło „Powrót do szczęścia” – tak brzmi tytuł
      pierwszego rozdziału „Przepływu”.
      W ubiegłym roku na Uniwersytecie Harvarda najpopularniejsze były zajęcia właśnie
      z powracania do szczęścia, czyli nowej dziedziny akademickiej nazwanej już
      oficjalnie „psychologią pozytywną”. Dwa razy w tygodniu prawie 900 studentów
      tłoczyło się w audytorium, by słuchać, co wykładowca ma do powiedzenia na temat
      rozkwitu i osiągania spełnienia w życiu. W trakcie zajęć studenci między innymi
      medytują. Mają ulegać uczuciom, które właśnie przeżywają, uwolnić oddech."
      "Psychologia pozytywna uczy nas przede wszystkim, że pieniądze szczęścia nie
      dają. Wszelkie dostępne badania wskazują, że choć poziom zamożności zachodnich
      społeczeństw wzrósł w ciągu ostatniego półwiecza dwukrotnie, to poziom
      zadowolenia z życia pozostał praktycznie bez zmian. Co więcej, mieszkańcy
      ubogich krajów, szczególnie w Ameryce Łacińskiej, wcale nie uważają siebie za
      mniej szczęśliwych niż mieszkańcy bogatej Północy.
      Politolog z Uniwersytetu Michigan Ronald Inglehart przebadał poczucie szczęścia
      w kilkudziesięciu krajach i wyszło mu, że Meksykanie są równie zadowoleni z
      życia jak Duńczycy i Szwajcarzy, a Kolumbijczycy cieszą się życiem w tym samym
      stopniu co Amerykanie.
      Lepiej być bogatym niż biednym – to jedyna teza, o którą nie spierają się dziś
      zwolennicy nowej ekonomii szczęścia i starej ekonomii, skoncentrowanej na
      wzroście gospodarczym. Ale Layard postawił pytanie, które odwraca do góry nogami
      całe dotychczasowe myślenie ekonomiczne. Powyżej jakiego poziomu bogactwa dalsze
      bogacenie przestaje mieć sens?
      Za Layardem całe rzesze ekonomistów wyliczają teraz, ile potrzeba dolarów na
      głowę mieszkańca rocznie, by mieszkaniec ten uznał się za trwale szczęśliwego.
      Choć kalkulacje te są wzięte nieco z sufitu, to większość liczących zgadza się,
      że raj na ziemi osiągnąć można z dochodem pomiędzy 10 a 15 tysiącami dolarów PKB
      na głowę mieszkańca. Całe bogactwo narodów przewyższające ten poziom zostaje
      pochłonięte przez „hedoniczny kołowrót”. To pojęcie ze styku psychologii i
      ekonomii, które najłatwiej wyjaśnić refrenem piosenki Kazika Staszewskiego,
      prywatnie apologety liberalnego kapitalizmu: „To jest tak, że gdy mam, co chcę /
      Wtedy więcej chcę jeszcze / I ty też, gdy już masz, co chcesz / Wtedy więcej
      chcesz, niż zjesz”.
      "Kołowrót hedoniczny kręci się bezustannie. Dlatego ekonomiści spod znaku
      Layarda apelują, byśmy przestali wymyślać sobie wciąż nowe zachcianki oraz
      marnować naszą pracę i bogactwo na pogoń za nimi. Psychologia pozytywna też ma
      swoje zdanie na temat obecnej fazy kapitalizmu: „W ostatnich 40 latach we
      wszystkich bogatych krajach na ziemi nastąpił alarmujący wzrost przypadków
      depresji. (...) Jest to paradoks, ponieważ wszystkie obiektywne wskaźniki
      dobrobytu – siła nabywcza, poziom wykształcenia, dostępność muzyki i odżywianie
      się – stale przesuwają się do krajów leżących na półkuli północnej, podczas gdy
      wszystkie wskaźniki subiektywnego poczucia dobrobytu (samopoczucia) przesuwają
      się na południe. Jak można wytłumaczyć tę epidemię?” – pyta w „Prawdziwym
      szczęściu” Seligman.
      I podaje przyczynę. Jest nią „zbytnie poleganie na drogach prowadzących do
      szczęścia na skróty. Każdy bogaty naród tworzy coraz więcej takich skrótów:
      telewizję, narkotyki, zakupy, seks bez miłości”. Niczym kaznodzieja prezes
      Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologicznego piętnuje też współczesne
      „nieusprawiedliwione poczucie własnej wartości” i „wybujały indywidualizm”.

      Polecam całość artykułu. Otwieram projekt "Szczęście osobiste" .
      Po cichu powiem, że bezwiednie już jakiś czas temu, rozpoczęłam nad nim pracę wink)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka