jolanta4447
20.04.18, 21:45
W nawiązaniu do sąsiedniego wątku, ale trochę inaczej.
Miałam kiedyś taką sytuację:
Była u mnie z wizytą znajoma z dawnej pracy - trochę gorzej sytuowana niż ja, ale jesteśmy w przyjacielskich stosunkach, choć dość rzadkich.
Stwierdziła, że mam brudne okna (nienawidzę ich mycia, a jest ich 13) i zaproponowała, że przyjdzie za 2 dni i mi umyje, bo ona lubi to zajęcie, dobrze jej ono wychodzi i jest szybka.
Chciała być rano, więc karnie wstałam na budzik, przygotowałam środki, stołek, drabinę, zdjęłam doniczki i pomagałam jak mogłam (wynosiłam miski z brudną wodą, zużyte ręczniki, gąbki itd).
Po pracy podałam dobry obiad z winem i chcąc się zrewanżować, podarowałam koleżance NOWE buty, które bardzo jej się podobały i były na nią dobre. Wzięła i cieszyła się.
Nie odzywała się do mnie potem przez 3 miesiące, aż zaniepokoiłam się czy nie jest chora i wydzwaniałam do niej.
Odebrała po 10 moich próbach i wykrzyczała, że jest obrażona, że spodziewała się pieniędzy za mycie, że to ja powinnam pytać, ile ona chce, że źle ją potraktowałam dając jej te buciki.
Oniemiałam.
Wcześniej była mowa o przysłudze i pomocy, bez słowa o pieniądzach. Gdyby proponując mycie zapowiedziała "Chętnie Ci wymyję po 10 zł za okno", to też zgodziłabym się. Nowych, jeszcze nienoszonych bucików też nie musiała przyjmować.
Spokojnie zapytałam, na ile wycenia swoją pracę i jak mam przekazać pieniądze. Chciała 130 zł odebrać osobiście.
Powiedziałam, że O.K. - trzymam dla niej 150 zł i spodziewam się zwrotu butów.
Jak interes i zarobek, to bez prezentów. Elektrykowi czy hydraulikowi też nie robimy prezentów, tylko płacimy.
Przyszła 3 dni potem, bez bucików, ale za to z bukietem kwiatów i już w drzwiach rzuciła mi się ze łzami na szyję, przepraszając za swoje chwilowe zaćmienie. Pieniędzy nie przyjęła.
Posiedziałyśmy z godzinę przy domowej nalewce i rozstałyśmy się w zgodzie, ale i tak stosunki ochłodziły się. Nie uwierzyłam w 'chwilowe pomieszanie umysłowe', bo trwało ponad 3 miesiące.
Uważałam, że propozycja pieniędzy dla dobrej znajomej czy sąsiadki za oferowaną przez nią pomoc, mogłaby być dla niej obraźliwa, tym bardziej, że to ona z nią wyszła, a ja nie prosiłam.
Po takiej nauczce - zawsze wcześniej pytam oferującego pomoc czy przysługę - ile ma mnie ona kosztować, bo jak widać - ludzie różnie rozumieją pomoc.