Dodaj do ulubionych

Koniec ścisłej

25.03.07, 22:28
Dziś jest mój ostatni dzień ścisłej, druga tura. Ważyłam się rano, było chyba
59.2 a może 59.1, nie pamiętam, zresztą to nieistotne. Przyznam się, że z dużą
ulgą kończę ścisłą, niesamowicie mnie męczyła, głównie psychicznie, bo
fizycznie wszystko idealnie, nie licząc pewnej słabości o świcie pod sam
koniec diety. Wytrzymałam. Było ciężko, dużo cięzej niż na pierwszej, nie
złamałam się, ale pod koniec dość słabo się czułam, że codziennie rano
wypijałam kawę z chudym mlekiem - dla mnie to duże poświęcenie, ci co mnie
znają wiedzą że kawy nie znoszę. Od jutra mieszana, klasyczna trzytygodniówka,
ugotowałam sobie już dziś gar zupy na piersi indyczej z masą warzyw (wracam
późno i kolacja musi już być gotowa do wsadzenia do mikrofali bo padam z głodu).

Niby się cieszę z końca ścisłej - przecież nie mogłam się doczekać końca, ale
znów budzi się we mnie irracjonalny strach, to głupie uczucie które mnie
dopada przed końcem ścisłej, strach przed normalnym jedzeniem, jakaś wtórna
anoreksja... ech, głupia jestem i tyle :(

Ciekawe, kto jeszcze aktualnie na mieszanej? Towarzyszki niedoli, odezwać się!
Obserwuj wątek
    • jabluszko81 Re: Koniec ścisłej 25.03.07, 22:31
      ja sie tylko powtorze,gratuluje i zycze powodzenia.jestes jedna z osob ktorej
      posty mnie inspirowaly.pewnie nie tylko ja tak mysle.nastepny przyklad,ze
      MOZNA.trzymaj sie dzielnie.
    • voluptas Re: Koniec ścisłej 25.03.07, 22:35
      Balbiś, po pierwsze moje wielkie i ogromne gratulacje, jesteś już prawie u celu! ;)

      Ale od razu po przeczytaniu Twojego posta aż się przestraszyłam - po co Ci te 3
      tygodnie mieszanej????? Ile Ty chcesz jeszcze chudnąć? Pamiętam z naszych rozmów
      jak mówiłaś, że Twoim celem jest 58 kg - coś się zmieniło? Uważam, że te 1,1 czy
      1,2 kg przed metą to ostatni moment, kiedy powinnaś zacząć wychodzenie z diety.
      Zostaw mieszaną w cholerę, już Ci ona na nic niepotrzebna. Masz w tej chwili
      bardzo skurczony żołądek, wiele nie zjesz i nawet na normalnej diecie - czyli w
      Twoim wydaniu czymś na kształt Montignaca - schudniesz to śpiewająco. No chyba,
      że przesunęłaś granicę na 55 kg... ale wtedy to już się chyba zacznę o Ciebie
      martwić.

      Proszę Cię, Oleńko, bądź rozsądna...
      • balbina_alexandra :( 25.03.07, 22:43
        Jakbyś zgadła :( staram sie sobie wmówić, że już wyglądam bdb, że schudłam
        wystarczająco, że nie musze już chudnąć dalej, że czas wychodzić z diety - ale
        znów coś mi się głupiego włącza gdzieś w środku, znów widzę swoje odbicie w
        lustrze, grubsze odbicie. Nawet dziś przez chwilę przemknęła mi przez mózgownicę
        jedna myśl pt. "a moze by tak za jakiś czas, trzecia ścisła...".

        Naprawdę schudłam już sporo, ten cholerny płaszcz z wczoraj jest w rozmiarze 38,
        i zapinam się bez problemu NAWET w biuście, więc nie rozumiem skąd, gdzie i
        dlaczego u mnie taka myśl :(
        • voluptas Re: :( 26.03.07, 09:53
          Olka, i właśnie dlatego to OSTATNI moment, żeby zacząć wychodzić z diety.
          Zobacz, plan zrealizowałaś: na początku postawiłaś sobie za cel 60 kg, potem z
          60 zrobiło sie 58. Ok, to jeszcze w granicach rozsądku i bmi. Ale w tym momencie
          za wszelką chcesz się znaleźć na równi pochyłej w tę drugą stronę. Anoreksja?
          Proszę bardzo, już na Ciebie czeka. Bo najpierw uznasz, że 58 to za dużo, potem
          będziesz walczyła o 55, a przy 55 dojdziesz do wniosku, że miło by było mieć "4"
          z przodu. Ola, nie w tym wieku, nie z taką budową, nie przy takim trybie pracy.
          Abstrahując od tego, że jestem więcej niż pewna, że przy 55 - 52 - 50 kg
          będziesz widziała w lustrze TO SAMO i TAK SAMO będziesz z siebie niezadowolona.
          Wiele razy chwaliłam Cię za to, że wiedziałaś w którym momencie zacząć,
          poradziłaś sobie z nadwagą świetnie i szybko, zresztą perfekcjonizm to Twoje
          drugie imię. Taką Cię znam, taka lubię, szanuje i podziwiam. Ale zobacz, do
          czego teraz Cie Twój perfekcjonizm prowadzi: masz niepowtarzalną szansę
          perfekcyjnie się zagłodzić, może nawet na śmierć. Potrafisz to, nie wątpię.
          Tylko po co?

          Olka, jeśli Ty zrobisz sobie krzywdę, to ja sobie do końca życia nie daruję, że
          mniej lub bardziej bezpośrednio namówiłam Cię na tę DC.
          • balbina_alexandra Kasia! 26.03.07, 20:32
            To nie tak, to nie Twoja wina, pierwszą DC przeprowadziłam kiedyśmy się jeszcze
            zupełnie nie znały, fakt, bardzo mnie Twoje osiagniecia zainspirowały - pewnie
            gdyby nie Ty, nie dałabym rady, wiesz ile miałam kryzysów. Wina tkwi w mojej
            chorej psychice, w nienormalnym stosunku do jedzenia, w kompulsywnym obżarstwie
            i głodzeniu się na przemian. Dalej chcę do tych 58 dojść i koniec, kropka. Wiem
            jak wyglądam w wersji anorektycznej. Nie krzycz na mnie za tę mieszaną, ja
            myślałam ze zawsze po ścisłej trzeba obowiązkowo te 3 tygodnie zrobić! Tak jakoś
            mi się zakodowało... nie wiem czemu. To co, ja mogę krócej? Boję się że
            momentalnie utyję, a buuuu :(
            To ile powinnam tej mieszanej zrobić? Tydzień? Czy też może od razu przejść na
            tysiaka? Jestem całkiem skolowana dziś, ech...
            • voluptas Olu! 27.03.07, 09:35
              balbina_alexandra napisała:

              > To nie tak, to nie Twoja wina, pierwszą DC przeprowadziłam kiedyśmy się jeszcze
              > zupełnie nie znały, fakt, bardzo mnie Twoje osiagniecia zainspirowały - pewnie
              > gdyby nie Ty, nie dałabym rady, wiesz ile miałam kryzysów. Wina tkwi w mojej
              > chorej psychice, w nienormalnym stosunku do jedzenia, w kompulsywnym obżarstwie
              > i głodzeniu się na przemian. Dalej chcę do tych 58 dojść i koniec, kropka. Wiem
              > jak wyglądam w wersji anorektycznej. Nie krzycz na mnie za tę mieszaną, ja
              > myślałam ze zawsze po ścisłej trzeba obowiązkowo te 3 tygodnie zrobić! Tak jako
              > ś
              > mi się zakodowało... nie wiem czemu. To co, ja mogę krócej? Boję się że
              > momentalnie utyję, a buuuu :(
              > To ile powinnam tej mieszanej zrobić? Tydzień? Czy też może od razu przejść na
              > tysiaka? Jestem całkiem skolowana dziś, ech...
              >
              >
              Robienie mieszanej jest w Twoim wypadku bez sensu: za 3 tygodnie na bank
              skończysz na 55 kg. Powinnaś od razu zacząć wychodzenie z diety. Mieszana wcale
              nie jest sine qua non, jest jednym z rozwiązań, imo tym chętniej zalecanym przez
              konsultantów, że wtedy można opchnąć więcej torebek - taka rzeczywistość. Acz
              oczywiącie ma tez merytoryczne uzasadnienie: stosuje się ją kiedy 1. chce się
              jeszcze chudnąć, 2. chce się podtrzymac lekką ketozę, 3. chce się powstrzymac
              delikwenta przed natychmiastowym rzutem na jedzenie po ścisłej. W Twoim wypadku
              to jest bez sensu. Dlatego uważam, że powinnaś od razu przejść na 1000 kcal i
              stopniowo, co tydzień, podnosić limit o 200, czyli 1 tydz. 1000, potem tydz.
              1200, potem 1400 etc.
              Przy Twoim wieku, wzroście, nowej wadze i aktywności fizycznej leżąc cały dzień
              i tylko oddychając zużywasz 1381 kcal, normalnie funkcjonując - 1933 kcal.
              Dlatego stopniowo powinnaś podnosić limit na razie do ok. 1750 kcal - szacuje
              się, że po restrykcyjnych dietach metabolizm obniża się o ok. 200 kcal, więc na
              początek powinnas to w rozliczeniu uwzględnić. Gdybyś dalej chudła - dorzucasz
              do tego jeszcze po 100 kcal i patrzysz, co się dzieje z wagą. Aha, i Twoje
              wracanie/uczenie sie normalnego jedzenia powinno uwzględnić stopniowe włączanie
              węglowodanów. Tego też się musisz nauczyć - tzn. że można je jeść, a nie
              pochłaniać/pożerać/wpieprzać... Ale to jest możliwe. Dlatego Ola, zostaw już to
              DC - co Ci miało pomóc, już pomogło. A teraz pożegnania nadszedł czas - żeby nie
              zaszkodziło.

              :)
              • balbina_alexandra Re: Olu! 27.03.07, 23:03
                Dziś iście sądny dzień, piekło i szatani, a na sam koniec moja siostra wychodząc
                wypuściła niechcący Reksia na klatkę - czego nie zauważyłam, bo zmywałam gary w
                kuchni... Po zmyciu zaczęłam szykować mięsko wieczorne i normalnie Reksio leci
                jako pierwszy, a dziś tylko Malina... moje mieszkanie wygląda jak pobojowisko bo
                zajrzałam do każdej szafki, szufladki, każdego kąta, pralki, koszy... chyba
                życie mi sie skróciło o te ładnych parę lat. Znalazłam go na klatce, na czwartym
                piętrze, przycupnął na samej górze i zerkał na mnie przestraszonymi ślepkami...

                Kasiu, dzięki za głos rozsądku. Myślałam że ścisła musi być - boję się ze rzucę
                się na jedzenie, że zacznę znów kompulsywnie żreć. Skoro mówisz, że lepiej
                przejść na normalne, to ani chybi muszę tak zrobić. Ech... z węglowodanów włączę
                na razie owsiankę na śniadanie, lubię zawsze taką którą sama mieszam z płatków
                bez cukru, owoców albo orzeszków. Boję się tylko okrutnie że waga mi skoczy do
                góry a ja jeszcze bym ten kg taaaaak chciała zrzucić, to taki mały mój holy grail :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka