balbina_alexandra
25.03.07, 22:28
Dziś jest mój ostatni dzień ścisłej, druga tura. Ważyłam się rano, było chyba
59.2 a może 59.1, nie pamiętam, zresztą to nieistotne. Przyznam się, że z dużą
ulgą kończę ścisłą, niesamowicie mnie męczyła, głównie psychicznie, bo
fizycznie wszystko idealnie, nie licząc pewnej słabości o świcie pod sam
koniec diety. Wytrzymałam. Było ciężko, dużo cięzej niż na pierwszej, nie
złamałam się, ale pod koniec dość słabo się czułam, że codziennie rano
wypijałam kawę z chudym mlekiem - dla mnie to duże poświęcenie, ci co mnie
znają wiedzą że kawy nie znoszę. Od jutra mieszana, klasyczna trzytygodniówka,
ugotowałam sobie już dziś gar zupy na piersi indyczej z masą warzyw (wracam
późno i kolacja musi już być gotowa do wsadzenia do mikrofali bo padam z głodu).
Niby się cieszę z końca ścisłej - przecież nie mogłam się doczekać końca, ale
znów budzi się we mnie irracjonalny strach, to głupie uczucie które mnie
dopada przed końcem ścisłej, strach przed normalnym jedzeniem, jakaś wtórna
anoreksja... ech, głupia jestem i tyle :(
Ciekawe, kto jeszcze aktualnie na mieszanej? Towarzyszki niedoli, odezwać się!