baba2
12.01.04, 21:54
Hugo Wiktor Strona 48/496
Nędznicy, T.II
jak faktem jest, że w wielkich miastach pod działaniem promieni słonecznych
fasady domów rozrastają się od południa. Oznaki nowego życia stają się
widoczne. W najdzikszych zakątkach tej starej dzielnicy prowincjonalnej
ukazuje się bruk, zaczynają pełznąć i wydłużać się chodniki tam, gdzie nie ma
jeszcze przechodniów. W pewien ranek, pamiętny ranek lipcowy 1845 roku,
ujrzano tam nagle czarne, dymiące kotły ze smołą; można powiedziećże tego
dnia cywilizacja dotarła na ulicę Lourcine i Paryż wkroczył na przedmieście
Saint-Marceau.
ROZDZIAŁ II
GNIAZDO PUSZCZYKA I SIKORKI
Przed tą właśnie ruderą Gorbeau stanął Jan Valjean. Jak dzikie ptaki wybrał
sobie miejsce najbardziej odludne, by uwić w nim gniazdo.
Sięgnął do kieszeni kamizelki, wyjął z niej klucz, otworzył drzwi, wszedł,
zamknął je starannie za sobą i zaczął wstępować schodami na górę, niosąc
Kozetę na ręku.
Znalazłszy się na górze, wyjął z kieszeni inny klucz, którym otworzył inne
drzwi. Pokój, do którego wszedł zamykając szybko za sobą drzwi, był dość
obszernym, nędznym pomieszczeniem; umeblowanie jego składało się ze stołu,
kilku krzeseł i materaca leżącego na ziemi. W kącie stał piec, w którym widać
było rozżarzone węgle. Latarnia uliczna oświetlała niepewnym światłem to
ubogie wnętrze. W głębi mieściła się alkowa, a w niej łóżko polowe. Jan
Valjean zaniósł tam dziewczynkę i nie budząc ułożył ją na łóżku.
Skrzesał ognia i zapalił świecę; wszystko to było zawczasu przygotowane na
stole. I podobnie, jak poprzedniego wieczora, zaczął się wpatrywać w Kozetę