aloes69
23.04.15, 07:08
Cz I Historia i nie tylko.....
Zacznijmy od rzeczy oczywistej. Załóżmy że marzymy o domu. Co potrzebujemy? Dużo kasy.
I albo ścibolimy ją przez lata odmawiając sobie wszystkiego i w wieku zaawansowanym wreszcie realizujemy marzenia albo bierzemy kredyt , śpimy w nowym domu, ale potem przez lata mozolnie go spłacamy w ratach i do kosztu budowy dorzucamy haracz zwany inaczej oprocentowaniem i prowizją. Jeżeli dom planujemy jako pensjonat możemy założyć, że wynajmując pokoje i stołując gości pokryjemy w którymś momencie koszty budowy . Może też okazać się ,że goście wybiorą inne pensjonaty, kredyt nas pogrąży i trzeba będzie rozstać się z marzeniem i wrócić do bloku. Trzeba umieć kalkulować ryzyko, ale żeby robić to dobrze trzeba mieć wiele danych, umieć je prawidłowo i krytycznie przeanalizować, mieć zdolność obserwacji i odwagę w podejmowaniu decyzji, a i tak pewnych rzeczy się nie przewidzi.
Z perspektywy czasu łatwo jest ferować wyroki, wymądrzać się, ale żeby zrozumieć i prawidłowo zagadnienie ocenić trzeba czasem ogarnąć znaczny obszar wiedzy, przeanalizować okoliczności na dany moment występujące , znać warunki w jakich podejmowane były takie a nie inne decyzje.
Nie wszyscy pewnie pamiętają jak rozwijała się bankowość w Polsce więc przypomnę mocno upraszczając, że lata wstecz banki miały bardzo ubogą ofertę kredytową. W zakresie tzw. kredytów dla podmiotów gospodarczych zasadniczo wyróżniano trzy rodzaje kredytów: kredyty płatnicze - na już i krótko do miesiąca spłaty, obrotowe w granicach od roku do 3 lat spłaty na tzw wydatki bieżące ( wzmocnienie środków obrotowych) i inwestycyjne maksymalnie do 10 lat spłaty, a kredyty dla zwykłych zjadaczy chleba nie były jak chleb powszedni, który przy popadnięciu w spirale zadłużenia stawał w gardle. Rok 2007 był rokiem w którym na naszym rynku już raczkował kapitał zagraniczny i powoli wprowadzał nowe produkty takie jak kredyty w linii kredytowej, leasingi, faktoringi itd. Banki zdobywały nowych klientów ale miały już pewien bagaż negatywnych doświadczeń takich jak przegrzanie naszej giełdy i bolesne straty, restrukturyzacje zadłużeń , upadłości firm, denominację . I w ten moment wpisał się pomysł na inwestycje. Inwestycje za bajońskie wówczas pieniądze w 100% z założenia kredytowaną przez bank. Nic nie pasowało. Kwota za duża, brak wkładu własnego , który powinien być na poziomie minimum 30 % i absolutnie nie akceptowalny dla banków okres kredytowania. Trzy lata wówczas to była wieczność , a 20-30 ? Czysta abstrakcja. Dodajmy do tego, że podmiot który ten kredyt miał wziąć, miał żałośnie mały kapitał i nie dysponował niczym co mogło by być zabezpieczeniem jego spłaty. Nie było w całej Polsce żadnego banku który miałby taki produkt lub coś podobnego i akceptowałby taki stan faktyczny ale było wówczas kilka banków na tyle bogatych, które mogły to rozważyć. Jednym z nich był Bank BRE. I Bank podjął wyzwanie. Ostatecznie ustalone zasady kredytowania, sposób zabezpieczenia kredytu, odbiegająca od standardów banku umowa, oprocentowanie i prowizja były bardzo korzystne dla Gminy jak na ten czas i realia. Był jednak pewien istotny szczegół zasygnalizowany w treści umowy, który w przyszłości miał pewne rzeczy zmienić.
No cóż w negocjacjach zwykle osiąga się złudny z pozoru kompromis, który nawet może wydawać się w pierwszej chwili satysfakcjonujący, ale ostatecznie wygrywa zawsze ten , kto przewidzi możliwość, że znowu trzeba będzie usiąść do stołu ale na wyłącznie jego warunkach.
cdn.