Dodaj do ulubionych

Mit nr 2 Diaboliczny kredyt

23.04.15, 07:08
Cz I Historia i nie tylko.....

Zacznijmy od rzeczy oczywistej. Załóżmy że marzymy o domu. Co potrzebujemy? Dużo kasy.
I albo ścibolimy ją przez lata odmawiając sobie wszystkiego i w wieku zaawansowanym wreszcie realizujemy marzenia albo bierzemy kredyt , śpimy w nowym domu, ale potem przez lata mozolnie go spłacamy w ratach i do kosztu budowy dorzucamy haracz zwany inaczej oprocentowaniem i prowizją. Jeżeli dom planujemy jako pensjonat możemy założyć, że wynajmując pokoje i stołując gości pokryjemy w którymś momencie koszty budowy . Może też okazać się ,że goście wybiorą inne pensjonaty, kredyt nas pogrąży i trzeba będzie rozstać się z marzeniem i wrócić do bloku. Trzeba umieć kalkulować ryzyko, ale żeby robić to dobrze trzeba mieć wiele danych, umieć je prawidłowo i krytycznie przeanalizować, mieć zdolność obserwacji i odwagę w podejmowaniu decyzji, a i tak pewnych rzeczy się nie przewidzi.
Z perspektywy czasu łatwo jest ferować wyroki, wymądrzać się, ale żeby zrozumieć i prawidłowo zagadnienie ocenić trzeba czasem ogarnąć znaczny obszar wiedzy, przeanalizować okoliczności na dany moment występujące , znać warunki w jakich podejmowane były takie a nie inne decyzje.
Nie wszyscy pewnie pamiętają jak rozwijała się bankowość w Polsce więc przypomnę mocno upraszczając, że lata wstecz banki miały bardzo ubogą ofertę kredytową. W zakresie tzw. kredytów dla podmiotów gospodarczych zasadniczo wyróżniano trzy rodzaje kredytów: kredyty płatnicze - na już i krótko do miesiąca spłaty, obrotowe w granicach od roku do 3 lat spłaty na tzw wydatki bieżące ( wzmocnienie środków obrotowych) i inwestycyjne maksymalnie do 10 lat spłaty, a kredyty dla zwykłych zjadaczy chleba nie były jak chleb powszedni, który przy popadnięciu w spirale zadłużenia stawał w gardle. Rok 2007 był rokiem w którym na naszym rynku już raczkował kapitał zagraniczny i powoli wprowadzał nowe produkty takie jak kredyty w linii kredytowej, leasingi, faktoringi itd. Banki zdobywały nowych klientów ale miały już pewien bagaż negatywnych doświadczeń takich jak przegrzanie naszej giełdy i bolesne straty, restrukturyzacje zadłużeń , upadłości firm, denominację . I w ten moment wpisał się pomysł na inwestycje. Inwestycje za bajońskie wówczas pieniądze w 100% z założenia kredytowaną przez bank. Nic nie pasowało. Kwota za duża, brak wkładu własnego , który powinien być na poziomie minimum 30 % i absolutnie nie akceptowalny dla banków okres kredytowania. Trzy lata wówczas to była wieczność , a 20-30 ? Czysta abstrakcja. Dodajmy do tego, że podmiot który ten kredyt miał wziąć, miał żałośnie mały kapitał i nie dysponował niczym co mogło by być zabezpieczeniem jego spłaty. Nie było w całej Polsce żadnego banku który miałby taki produkt lub coś podobnego i akceptowałby taki stan faktyczny ale było wówczas kilka banków na tyle bogatych, które mogły to rozważyć. Jednym z nich był Bank BRE. I Bank podjął wyzwanie. Ostatecznie ustalone zasady kredytowania, sposób zabezpieczenia kredytu, odbiegająca od standardów banku umowa, oprocentowanie i prowizja były bardzo korzystne dla Gminy jak na ten czas i realia. Był jednak pewien istotny szczegół zasygnalizowany w treści umowy, który w przyszłości miał pewne rzeczy zmienić.
No cóż w negocjacjach zwykle osiąga się złudny z pozoru kompromis, który nawet może wydawać się w pierwszej chwili satysfakcjonujący, ale ostatecznie wygrywa zawsze ten , kto przewidzi możliwość, że znowu trzeba będzie usiąść do stołu ale na wyłącznie jego warunkach.


cdn.
Obserwuj wątek
    • aloes69 Re: Mit nr 2 Diaboliczny kredyt 29.04.15, 19:47
      Cz II Każde działanie rozwagi wymaga....

      Kpina , kpiną, żarty ,żartami ( mam nadzieję , że większość jednak ma dystans do siebie, poczucie humoru oraz odrobine samokrytycyzmu) ale w tym wątku muszę skończyć to, co zostało zapowiedziane:
      Prawdziwy biznes nie uznaje szumu, a dobry polityk daje się sfotografować tylko jak finalizuje pozytywnie to co wypracował w zaciszu swojego gabinetu – czyli zupełnie na odwrót niż u nas. No ale u nas szum zastępuje politykę, a show gospodarkę . Dlaczego trzeba było usiąść z bankiem ponownie do rozmów i dlaczego zrobiło się mniej korzystnie ? To proste. Bank starając się o klienta może zrobić dużo ( analogia z telefonią komórkową , telewizją itd., itp) ale jak go już ma i jest on w potrzebie wówczas, po pierwsze ryzyko banku wzrasta, a po drugie bank w pierwszej kolejności zabezpiecza swój interes, a interes banku to zysk. W 2007r. Bank nie udzielił kredytu pozwalającego na pełną realizacje inwestycji. Dopiero w 2009r. sięgnięto po brakującą kwotę ca 36 mln. zł. ( a i tak nie była to kwota zaplanowanej na początku inwestycji) Skąd to wiem, ano z uchwał jakie podejmowali radni poręczając kredyt. To wówczas kredyt „promocyjny” stał się bardziej „komercyjny” i trudno się Bankowi dziwić budowa szła jak szła, zamieszanie wokół spółek było duże, radni podgrzewali politycznie atmosferę, miasto miało zadyszkę finansową, nie rozpoczęto jeszcze spłaty, gdzieś w tle była obawa czy obiekt w ogóle powstanie - czysta piłka. Paradoksalnie jednak nadal było w miarę korzystnie analizując funkcjonujące na rynku produkty finansowe. Na sesjach dość często ostatnio pada pytanie: czy były prowadzone negocjacje z bankiem, czy walczono o zmianę warunków kredytowania. Mój Boże. Każde pójście do banku to stąpanie po cienkim lodzie, bo można sobie sytuacje pogorszyć, niekoniecznie polepszyć. Żeby zasiąść do rozmów i żeby nie było to tylko kurtuazyjne spotkanie, z skrywanym uśmieszkiem politowania trzeba mieć powód i ofertę. A co wówczas i dzisiaj ma Miasto do zaoferowania bankowi, skoro ten ma najkorzystniejsze i zarazem najtańsze w obsłudze zabezpieczenie kredytu, skoro pieniądze fizycznie zostały wydane i trzeba je zwrócić ? Żeby Bank chciał z czegoś zrezygnować musiałby mieć pewność, że zarobi na czymś innym zdecydowanie więcej - ewentualnie ,że może nagle wszystko stracić ( ale w podobnych sytuacjach niektórzy boleśnie przekonywali się ,że wówczas banki skrupułów z zasady nie mają i idą na całość ) Można natomiast przeanalizować,czy aktualne oprocentowanie kredytu nie odbiega w sposób rażący od oprocentowania podobnych kredytów w tym banku i powołując się na zasady równego traktowania także w świetle dyrektyw unijnych popracować nad uzyskaniem analogicznych jak inni warunków. Wydaje mi się, że ten przypadek tu raczej nie zachodzi.....


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka