Dodaj do ulubionych

Mój Anioł Stróż stracił cierpliwość...

02.08.09, 11:49
Witam
gospodarzy,
wszystkich bywalców
oraz tych, którzy mniemają, iż się ich kleszcze nie imają!



Wprowadzenie, czyli jak tu nie wierzyć w sny i anioły.

Nawet mój Anioł Stróż stracił cierpliwość.
Spadło sobie biedaczysko ze ściany.
Zsunął się po prostu po niej i dał znać stuknięciem o rurę grzejnika,
czym nas bardzo przestraszył.
Zachował się prawie w całości, więc mniemam,
że postanowił mieć mnie jeszcze pod swoją opieką - na szczęście!


Kiedy to było?

Ano tej nocy, kiedy w moim śnie pojawił się kleszczorak.


A cóż to takiego?

Połączenie kleszcza z rakiem z wielkimi szczypcami.


Narodziny kleszczoraka.

W miejscu, w które rok temu ugryzło mnie jakieś licho pojawiła się niewielka, czerwona i swędząca plamka.
Tutaj właśnie w moim śnie zobaczyłam coś wystającego, jakby szczypce.
Pociągnęłam.
To coś bardzo lekko poddało się mojej woli i narodził się... kleszczorak.
Był bardzo spokojny, leciutko ruszał swoimi szczypcami.
Nawet się nie zdziwiłam specjalnie, bo przecież cały czas podejrzewałam, że on u mnie zagościł.

Co było dalej?

Snem się nie przejęłam, aniołka podniosłam.
Rano miałam w planie badania w laboratorium.
Oczywiście z własnej inicjatywy, bo przedstawiciel służby zdrowia, do którego udawałam się w ciągu całego roku z niepokojącymi objawami ciągle negował, że to może być od kleszcza...


MORAł

Lepiej zaufać aniołom i własnemu instynktowi samozachowawczemu niż wierzyć w cuda w publicznej placówce.


Ciąg dalszy nastąpi
Obserwuj wątek
    • skubidubidu Re: Mój Anioł Stróż stracił cierpliwość... 03.08.09, 22:25
      Zastanawia mnie ten nagle swedzacy slad po kleszczu.
      Moze sie powinno te slady wycinac od razu, ech..
    • kleszczorak Kleszczorak wyprowadza w pole mnie, ale i lekarzy. 04.08.09, 09:42


      1. 26 czerwca 2008 – zauważam niewielką czerwoną, swędzącą plamkę na udzie, blisko pachwiny udowej (byłam kilka dni temu w lesie).

      2. Niezwykle nasilona choroba lokomocyjna - pierwszy raz w życiu.

      3. Po kilkunastu dniach - objawy grypopodobne, bardzo silna przeczulica skóry pleców i głowy (lekkie dotykanie sprawia ból), dreszcze, silne osłabienie. Gdy mogę już wstać z łóżka idę do lekarza. P. doktor jest pewna, że to nie od kleszcza. Przez 10 dni biorę 2 razy dziennie Doxsycyklinę 100 mg. Gdyby nie pomogło mam mieć antybiotyki dożylne. Niestety, jest poprawa. Wyniki sprzed antybiotyków - leukocyty 2,49, CRP 38, OB 20.

      4. Od czasu do czasu boli mnie część potyliczna głowy, trzeszczy kręgosłup, bolą oczy z tyłu - zwalam to na karb zbyt wielu godzin przy komputerze, wymieniam poduszki – coraz trudniej jest spać.

      5. Październik - bardzo silne zapalenie gardła i krtani – p. doktor stwierdza, że do laryngologa nie muszę iść, bo to sprawa wirusowa, zaleca Halset. Nie ma wątpliwości, że to nie od kleszcza...

      6. Grudzień (okres świąteczny) - bardzo intensywne objawy grypy z biegunką, wymiotami, bólem stawów i mięśni, gorączką, silnym osłabieniem, pojawił się jadłowstręt – szybko schudłam.

      7. Styczeń – znowu zapalenie gardła i krtani, ze spływającą ropną wydzieliną z zatok.

      8. Luty – zaczyna się ból lewego barku i ramienia, nie mogę unieść ręki, wykonać prostych ćwiczeń, ręka jest wyraźnie słabsza.

      8. Marzec – zaczyna się suchy kaszel, dochodzi wydzielina, meczę się w nocy.

      9. Kwiecień – duszę się od kaszlu, drażni mnie zapach mokrej sierści mojego psa, dokucza lewa ręka - są w niej jakby druty.
      Idę do lekarza. P. doktor stwierdza: teraz zajmiemy się kaszlem. Jest pewna, że to nie od kleszcza. Są szmery w oskrzelach. Przepisuje leki odczulające(?). Stwierdza: zaraziła się pani chlamydią (robię prywatnie testy w tym kierunku – wynik negatywny). W temacie ręki, gdy opisuję objawy, że miałam przeczulicę skóry i ręka była jak poparzona odpowiada: „ale się pani nie poparzyła”...

      10. Czerwiec – bardzo silne bóle głowy, zwłaszcza potylicy, bóle prawego oka, drętwienie rąk. Jadę na ostry dyżur neurologiczny w klinice w W. Czekam 7 godzin. Pan doktor stwierdza: „Co, nie ma lekarza w ośrodku to się tutaj przyjeżdża?”, zaleca wykonanie zastrzyku przeciwbólowego Ketonal i po wykonaniu RTG kręgosłupa szyjnego (uważa, że nie ma podstaw do wykonania TK), odsyła do neurologa i na rehabilitację (zmiany w kręgosłupie nie uzasadniają tak silnego bólu). Na moje słowa, że mam już ograniczenia ruchowe lewej ręki i szyi odpowiada: „A skąd pani wie? To ja decyduję, czy pani ma ograniczenia ruchowe”.

      11. Lipiec – p. neurolog zleca rezonans magnetyczny odcinka szyjnego kręgosłupa, rehabilitację, Movalis i Sirdalud. Czekam na wynik badania w kierunku boreliozy.



      Dzięki doświadczeniom zgromadzonym na Forum od tego momentu następuje przyspieszenie...


      ciąg dalszy nastąpi
      • skubidubidu Re: Kleszczorak wyprowadza w pole mnie, ale i lek 23.08.09, 15:21
        No to prawie same dobre wiadomości, Kleszczoraku - oby tak dalej smile
      • kleszczorak Szósty miesiąc kuracji 30.12.09, 19:58
        Jeszcze nie minął szósty miesiąc na abx, a tu proszę miła niespodzianka.

        Wygląda na to ,że dostałam niezwykły prezent pod choinkę smile

        Coś już drgnęło w Wigilię, potem w drugi dzień świąt.
        Poczekałam kilka dni, żeby sprawdzić, czy nie wraca.
        Ale nie, jest wyraźna poprawa.

        Jeszcze nie jest idealnie i dużo pracy przede mną, ale nie odczuwam już każdego
        ruchu głową jako dyskomfort.
        Zdarza się, że zapominam nawet o mojej... szyi, bo o niej tutaj mowa.

        Kochani forumowicze, wycofuje mi się sztywność szyi i bóle ciągnące się do
        czubka głowy.

        Ból i sztywnośc jeszcze są i różnie z nią jest o różnych porach dnia, ale czuję,
        że idę naprzód.

        W nocy też już nie odczuwam bólu przy ruchu głową. Ten ból jeszcze był 26
        grudnia rano i nagle ze zdziwieniem poczułam ulgę smile

        Prawda, że miły ten prezent?

        Pozdrawiam serdecznie

      • kleszczorak Dziewiąty miesiąc kuracji 23.03.10, 14:51
        Zaczęło się dobrze.
        Jest reakcja na rifę.
        W nocy z niedzieli na poniedziałek był zmasowany atak na bartonelki w głowie:
        lewa część potyliczna i prawa nad i za uchem.

        Ustąpił ból pod prawym uchem, zostało jeszcze trochę nad.

        W poniedziałek z osłabienia chodziłam wężykiem.

        Zrobiłam też badanie krwi.
        Nie jest źle. W normie leukocyty, płytki krwi, kreatynina, Aspat - 13.
        Tylko dlaczego mój Alat spadł poniżej normy?
        Mam 7, a norma jest od 10.

        Na toksyny serce zareagowało szybszym tętnem.

        Nie jest najgorzej.
    • kleszczorak Minął miesiąc kuracji 23.08.09, 14:52

      Borelioza potwierdzona w 3 badaniach, chlamydia – ujemna w obu klasach.

      Szczęśliwie się złożyło, że skończyły się limity przyjęć u zakaźników w 2
      szpitalch i rozpoczęłam leczenie u naszego lekarza.

      Efekty kuracji po pierwszym zestawie leków:

      - mija zmęczenie, wracają siły – potrafię przez cały dzień sprawniej
      funkcjonować, zmęczenie nie rzuca mnie na łóżko nawet do późnego wieczora, mogę
      np. zrobić wyjazdowe zakupy, posprzątać mieszkanie i nie jestem tym wykończona;

      - wysypiam się w nocy – rano budzę się z energią nawet wtedy, gdy śpię krócej;

      - jeżeli mam gorszy dzień to krótka drzemka przywraca mi siły, przed leczeniem
      nie mogłam wypocząć w żaden sposób nawet, gdy przeleżałam cały dzień;

      - wyrównało się ciśnienie, obniżyło tętno – przed leczeniem miałam ciśnienie
      bardzo niskie 90/60, które w ostatniej fazie potrafiło skoczyć do 135/90;

      - uspokoiło się serce – ze względu na wyrównanie ciśnienia nie szaleje z byle
      powodu i nie skacze aż do gardła, wyciszyły się bóle w okolicy serca – były one
      bardzo ostre, nie mogłam złapać oddechu (mam już uszkodzoną zastawkę);

      - wyciszyły się bóle za prawym okiem, drapanie i piasek, drętwienie i drganie
      powieki, co bardzo się nasiliło tuż przed przyjmowaniem leków;

      - przestały boleć 2 zęby, które reagowały nawet na dotknięcie językiem (u
      stomatologa byłam – nie są do leczenia);

      - wyciszyły się ostre, promieniujące w górę bóle głowy, szczególnie prawej strony;

      - mam wrażenie, jakby głowa została przewietrzona, sprawniej mi się myśli;

      - w znacznym stopniu minęła sztywność szyi;

      - udało się w bardzo dużym stopniu poprawić sprawność lewej ręki – ostry ból
      ramienia i ograniczenia ruchowe ręki;

      - żołądek – od wielu lat miałam odbijania (refluks w większości gazowy),
      wzdęcia, uczucie pełności, jakieś zmiany w śluzówce w opisie gastroskopii –
      lekarze łącznie z gastrologiem rozkładali ręce, a tu proszę, tyle leków i
      żołądek wytrzymuje. Refluksów gazowych znacznie mniej, brzuch zrobił się
      bardziej płaski (wcześniej też unikałam cukru i potraw mącznych).


      Niepokoi mnie:

      - czasami małe drapanie w gardle i leciutka chrypka, bywa, że jest zielonkawa
      lub bezbarwna wydzielina z oskrzeli (?)
      - pobolewanie w okolicach ślinianek lub węzłów podżuchwowych,
      - czasami bóle uszu (i za uchem), zwłaszcza z prawej strony.

      Bóle stawów są wędrujące o niezbyt dużym nasileniu. Dają o sobie znać nawet, te
      które milczały przed leczeniem.

      Koinfekcji jeszcze nie robiłam.


      • ter69 Re: Minął miesiąc kuracji 23.08.09, 17:03
        Robisz szybkie postępy! Gratuluję!
        Ja również miałam problem z odbijaniem i bekaniem. Rady gastrologów nie
        pomagały, a czasem wręcz pogarszały mój stan. Teraz nieco mi się poprawiło, ale
        czasem daje jeszcze o sobie znać.
        Również mam drapanie i wysychanie w gardle i często mnie boli.
        Wędrujące bóle stawów za to rawie minęły.
        Jaki zestaw abx bierzesz?
        Pozdrawiam!
        • kleszczorak Re: Minął miesiąc kuracji 23.08.09, 17:21
          Dziękuję skubidubidu oraz ter69 smile

          Brałam: Rolicyn+Xorimax+Tynidazol (w pulsach).

          Moje doświadczenie z grzybem.

          Był moment, że język zrobił się biały.
          Odkryłam, że pięknie go czyści aronia.
          Kilka owoców na język i po sprawie.
          Zamroziłam, aby mieć pod ręką.
    • kleszczorak Niski poziom cukru 14.09.09, 16:43
      To drugi miesiąc kuracji.
      Odebrałam podstawowe wyniki z laboratorium.

      Od 21 sierpnia

      - leukocyty z 3.8 skoczyły na 5.04 (jadłam ser biały z olejem lnianym),
      - erytrocyty z 3.5 na 3.88,
      - hemoglobina stoi na niskim poziomie 11.5 mimo kwasu foliowego, soku z buraczków, wątróbki,
      - cukier 61,9 (4 godziny po śniadaniu).

      Może ktoś ma mądry pomysł na

      - poprawę hemoglobiny,
      - podwyższenie poziomu cukru tak, aby się nie zagrzybić?


      Pozdrawiam
      • oloka24brisen Re: Niski poziom cukru 14.09.09, 21:25
        Zbadaj koinfekcje, zwłaszcza jeżeli chodzi o mykoplazmy - najlepiej i w Poznaniu, i w Lublinie.
        Swoją drogą, jak to dobrze, że borelka nie odbiera poczucia humoru... smile
      • kleszczorak Pomysł na niski cukier 15.09.09, 14:05
        Może ktoś ma mądry pomysł na podwyższenie poziomu cukru tak, aby się nie zagrzybić?

        Nie chcę mieć cukrzycy i nie chcę mieć grzyba.
        • franiolek1 Re: Pomysł na niski cukier 15.09.09, 15:06
          Ja mam tylko jeden pomysl - porozmawiaj o tym z lekarzem. Niestety
          nic innego mi nie przychodzi do glowy sad
          Pozdrawiam.
    • izek.1 Re: Mój Anioł Stróż stracił cierpliwość... 18.09.09, 21:52
      Witam. Coś mi się zdaje,że kwas foliowy sprzyja krętkom...Poszperaj w różnych
      opracowaniach skoro go zażywasz,żeby czasem bardziej sobie nie szkodzić niż pomagać.
      • kleszczorak efekty leczenia 14.10.09, 14:30
        Rozpoczęłam trzeci zestaw leków.
        Mam też kolejne postępy w leczeniu.
        Na drugim zestawie abx udało się zniszczyć sporą część bakterii w uszach,
        zatokach, oskrzelach, przewodach moczowych i pęcherzu.
        Chyba poprawiła się pamięć. Udało mi się zapamiętać po kolei nazwy aż 15
        elementów i był jeszcze zapas. Kiedyś było to nie do opanowania. Jestem znacznie
        spokojniejsza i cierpiwsza.
        W dalszym ciągu znacznie lepiej funkcjonuję fizycznie.
        Cały dzień potrafię być bardzo aktywna bez potrzeby odpoczynku.
        Po włączeniu podsmażanych lub pieczonych ziemniaków cukier jest w normie.
        Próby wątrobowe, kreatynina, bilirubina wzorcowe.
        Pokrzywą troszkę polepszyłam hemoglobinę.
        Po drugim pulsie tini odezwały się bóle łydek i delikatne kłucia w stopach, ale
        ustępują po zastrzykach witaminy B12.
        Na objawy w oku bardzo pomaga gorący prysznic, tak jak i kiedyś na łydki.
        Mam nadzieję, że okaże się to tylko herxem.
        Co dalej? Zobaczymy.

        I jeszcze jedno. Nie chodzę głodna mimo diety smile

        Pozdrawiam wszystkich serdecznie
        • ewa475 Re: efekty leczenia 14.10.09, 14:39
          No,kleszczoraczku gratulacje,ładnie wychodzisz,choć wszyscy wiemy,że łatwo nie
          jest i na efekty trzeba się naczekać.
          Nie wiedziałam,że smażone ziemniaczki tak ładnie prostują cukier a na dodatek
          nie grzybiąsmile
          Pozdrawiam serdecznie,Ewa.
          • kleszczorak Re: efekty leczenia 14.10.09, 17:49
            Niski cukier skonsultowałam z lekarzem i te ziemniaczki mi podrzucił.
            Chętnie do nich wróciłam po dłuższej przerwie.
            Nie jem ich codziennie i w przyzwoitej ilości.
            Na wszelki wypadek dodałam Candida Clear.

            Jakimś cudem na abx mój żołądek spisuje się znakomicie.
            Zmniejszyły się nawet w znacznym stopniu wcześniejsze problemy z odbijaniem powietrzem.
            Trwały w nocy nawet kilka godzin i potrafiły nieźle umęczyć.
            Może to jakaś bakteria jest tego powodem a teraz jest niszczona?

            Pozdrawiam



            • fionka21 Re: efekty leczenia 14.10.09, 21:30
              W czasie tego leczenia mijają różne objawy, których nie łączy się z boreliozą smile

              Ja od niedawna jestem w stanie podjąć rozmowę na temat smaku i aromatu różnych
              gatunków kawy. Wcześniej nie było to możliwe - kawa to była kawa i koniec wink
              • kleszczorak Re: efekty leczenia 15.10.09, 03:02
                Ja na leczenie wyrzekłam się kawy i nie odczuwam potrzeby powrotu do niej smile
                Wspominam tylko czasy, gdy szukałam energii w kawie i nic to nie dawało.
                Ale bardzo smakuje mi zielona herbata o wdzięcznej nazwie Wspomnienia dzieciństwa z ananasem, wrzosem i płatkami słonecznika.
    • kleszczorak Mija czwarty miesiąc leczenia 16.11.09, 10:58
      Jest dobrze.
      Siły mnie nie opuszczają.
      Wytrzymałość fizyczna bardzo dobra.
      Pożegnałam tetracyklinę i wspominam ją dobrze.
      Żołądek wytrzymał, gorzej miały się krętki.
      Po włączeniu Azitroxu cudnie oczyściły się zatoki i oskrzela.
      Koniec z bólami węzłów lub/i ślinianek.
      Ustąpiło drapanie w tchawicy.
      Bóle stawów i mięśni są rzadko i bardzo dyskretne.

      Jestem po 2 tygodniach biotraksonu, który sprząta układ nerwowy.
      Mogę pracować i normalnie funkcjonuję co niektórych dziwi, bo przecież powinnam leżeć w szpitalu wink
      Żyły mam niewidoczne i pękające, ale niebieski wenflon wytrzymuje nawet na 4 wlewy.
      Po B12 wyciszyły się kłucia w stopach i bóle łydek.
      Wróciły w mniejszym stopniu na biotraksonie.
      O drgającej powiece już zapomniałam. Oko ma się też lepiej.

      Udaje mi się zapanować nad grzybem i nigdy nie jestem głodna.
      W sobotę upiekłam nawet sernik polecany na forum.

      Uważam, że efekt leczenia jest bardzo dobry smile
      • szila2008 Re: Mija czwarty miesiąc leczenia 16.11.09, 13:44
        Jejku no to świetnie.Tylko się cieszyć i oby tak dalej.Chociaż
        niekórzy mają z górki.
        • franiolek1 Re: Mija czwarty miesiąc leczenia 16.11.09, 22:35
          Kleszczoraku
          Jakie dobre wiadomosci. Leczenie idzie ladnie i zgrabnie!
          Ciesze sie z Twojej poprawy. Pisz czesto, to doda otuchy tym ,
          ktorzy dopiero zaczynaja leczenie.
          • kleszczorak Re: Mija czwarty miesiąc leczenia 17.11.09, 06:21
            Dzięki.
            Właśnie dlatego piszę, i staram się programować pozytywnie mimo oczywistych obaw. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną.

            Ostatnio spotykam wielu ludzi z boreliozą, którym wmawia się, że jej nie mają.

            Doceniam to, że trafiłam do dobrego lekarza i mam pomoc w moim ośrodku.

            Cieszę się, że resztkami sił zachowałam zdrowy rozsądek i byli ludzie, którzy opisywali swoje leczenie, a ja wyciągałam to, co w moim przypadku było potrzebne.

            Zaufałam, bo wiem jak można się czuć na nieleczonej boreliozie.
            Każdy, kto to przeszedł i poczuł efekty leczenia będzie walczył o każdy dzień z energią.

            Nie każdy, kto boreliozy nie miał nie potrafi to zrozumieć.

            Najlepszym przykładem jest mój osobisty mąż.
            Wiedział wcześniej, że coś mi dolega.
            Pomagał, ale traktował mnie trochę jak bohaterkę z "Nocy i dni".

            Przekonał się na 100% dopiero wtedy, gdy zaczęła u mnie wracać energia.
            Był zaskoczony, że po pracy mam jeszcze siły do wieczora i nie padam wykończona na łóżko.
            A pracuję w tym roku bardziej intensywnie niż w ubiegłym.

            Szkoda tylko, że ta choroba oraz leczenie są tak nieprzewidywalne i są ludzie, u których wygląda to inaczej.

            Pozdrawiam wszystkich



    • kleszczorak Piąty miesiąc kuracji 14.12.09, 16:49
      Jestem po 6 tygodniach biotraksonu 4g.
      Odświeżyły się bóle łydek i kłucia stóp.
      Od piątego tygodnia bóle i kłucia zaczęły być słabsze i rzadsze.
      Miałam zapalenie żył i bardzo mi pomógł Pelethrocin.
      Świetnie działa maść z arniki.
      Zaliczyłam potężnego herxa po pulsie tini.
      Było to akurat w czasie szalejącej grypy.
      100 % osób, z którymi się stykam w pracy chorowało na nią.
      Bałam się, że też się zaraziłam grypą.
      Na szczęście był to "tylko" herx.
      Wyglądałam ja z krzyża zdjęta, ale nie czułam się grypowo mimo podobnych objawów.
      Na wszelki wypadek brałam po 2 Viregyty.

      Dzisiaj zrobiłam badania kontrolne po biotraksonie.
      Woreczek zabezpieczałam Cholestilem, zapomniałam o kurkumie.
      Trzustka, wątroba mają się bardzo dobrze.
      Omega 3 forte i Essentiale forte są skuteczne smile
      Leukocyty skoczyły na 5,66.
      Biorę Liść oliwny, Reishi i Cortex betulae.
      Płytki krwi są ładne, krwinki czerwone w porównaniu do poprzednich badań
      przyzwoite, bo nie spadły poniżej 12.
      Jak widać z naszą odpornością w trakcie leczenia boreliozy nie musi być
      najgorzej skoro nie dałam się zmasowanemu atakowi przeróżnych wirusów. Rok temu
      łapałam wszystko co się dało.

      Czeka mnie jeszcze USG.

      Sztywny kark niestety jeszcze pozostał.
      Zaczęłam ćwiczenia kręgosłupa.

      Pozdrawiam

      • kleszczorak Re: Piąty miesiąc kuracji 16.12.09, 19:13
        Prawie pełnia szczęścia na tym etapie.
        Robiłam dzisiaj USG.
        Wątroba, trzustka, woreczek mają się bardzo dobrze.
        Nie ruszyło ich na szczęście 5-miesięczne leczenie abx,
        w tym 6 tygodni biotraksonu.
        Kamyki w nerkach były już dawno.
        Może ktoś wie jak się pozbyć szczawianów wapnia?
        Czy kamienie w nerkach mogą mieć związek z boreliozą?
        Czy ktoś może przerabiał ten temat?
        • szila2008 Re: Piąty miesiąc kuracji 18.12.09, 20:30
          Chyba też muszę wybrać się na USG i mam nadzieję,że też będę tak
          zadowolona.
          A jak efekty leczenia?A badania z krwi?
          • babaelka-0 Re: Piąty miesiąc kuracji 18.12.09, 21:14
            Witam!
            W temacie nerkowym nie pomoge,bo zwyczajnie nie wiem.
            Pieknie Ci zdrowie wraca Kleszczorku.Jestas taka dzielna i tak ladnie opisalas te piec miesiecy swoich zmagan z choroba.
            Gratuluje
            1.Wynikow
            2.Fajnego watku
            3.Eleganckiej polszczyzny

            Pozdrawiam
            • kleszczorak Re: Piąty miesiąc kuracji 20.12.09, 11:29
              Miło, że ktoś tutaj zagląda. Dziękuję dziewczyny smile

              Wiem, że mam szczęście, ponieważ lecząc się odczułam wyraźną poprawę.
              Siły wróciły szybko po rozpoczęciu kuracji. Minęło totalne zmęczenie.

              Gdy jest mi ciężko, to przypominam sobie co mnie zmusiło do podjęcia leczenia.
              Drgająca powieka, która najbardziej mnie przerażała to już wspomnienie.

              Dzięki temu forum jestem przygotowana na różne niespodzianki, które na nas
              czekają i łatwiej mi się je wtedy znosi.
              Nie spanikowałam podczas ostatniego dużego herxa, choć niektórzy potraktowali go
              jako grypę.

              W chorobie bardzo wspiera mnie mój mąż. To on stróżował przy moich wlewach
              biotraksonu w ośrodku oraz wyprawia się na polowania na żywność i leki. Mam
              naprawdę komfortową sytuację.

              Doskonałe wyniki krwi i USG oraz moje znacznie lepsze funkcjonowanie i
              samopoczucie są potwierdzeniem, że idę dobrą drogą.

              Ku przestrodze trzymam w szufladzie pudełko po doxy, która miała mnie uzdrowić w
              dawce 2x100 przez 10 dni.

              Po 5 miesiącach udało się zahamować rozwój choroby i zlikwidować parę objawów.
              Ale pojawiły się też nowe, których wcześniej nie miałam.

              Zagadkę będziemy próbować rozwiązać w styczniu.


              Jakby nie patrzeć jestem na plusie, czego i wszystkim spragnionym poprawy życzę smile
              • babaelka-0 Re: Piąty miesiąc kuracji 20.12.09, 18:27
                Witam!
                Bardzo sie ciesz Kleszczorku ze tak pieknie idzie Ci leczenie.Duzo uczymy sie na
                forum od siebie wzajemnie.Np. ja po przeczytaniu Twojego watku do lodowki po
                twarog i olej lniany, a dalej to wiesz. Niby wiedzialam o tym sposobie
                na niskie leukocyt, ale dopiero jak przeczytalam o tym wzroscie u Ciebie to tak
                naprawde to do mnie dotarlo.Dziekuje za przypomnienie.
                Fajnie jest czytac ,ze sa tacy mezowie jak Twoj.Naprawde.
                Pisz Dziewczyno czesciej, ladnie to wszystko opisujesz.Z wielka przyjemnaoscia
                czyta sie takie watki jak Twoj.Dajesz przy okazji innym nadzieje.Uwierz.

                Serdecznie Cie pozdrawiam
                Elka
                • szila2008 Re: Piąty miesiąc kuracji 20.12.09, 19:03
                  Nadzieja jest nam niezbędna.Może mi ten olej pomoże na
                  leukocyty.Fajnie,że macie dziewczyny z górki,bardzo się z tego
                  cieszę.Wiola
                  • migotka-1979 Re: Piąty miesiąc kuracji 21.12.09, 09:52
                    Super Kleszczoraku!!! Gratuluję "zdrowienia".
                    Bardzo dziękuję za Twój wątek, jest dużą podporą dla takich osób jakja-czyli leczących się również ponad pięc miesięcy(i dłużej), ale bez tak dużej poprawy.
                    Po przeczytaniu wraca wiara w wyleczenie,i to że będzie tak jak kiedyś. U nas to jest różnie ż tą wiarą o czym na pewno wiesz.
                    Czekamy na dalsze wpisy.
                    Pozdrawiam
                    Monika
        • markos_pl Re: Piąty miesiąc kuracji 04.01.10, 20:52
          Szczawiany wapnia może mają zwiazek z małą ilością płynów wypijanych w
          ciągu dnia, a szczególnie razem z abx-ami? Doktor Beata kładzie duży
          nacisk aby abx popijać dużą ilościa wody, przynajmniej 2 szklankami.
          Pozdrawiam
          • kleszczorak Re: Piąty miesiąc kuracji 04.01.10, 22:56
            MARKOS
            piję bardzo dużo w ciągu dnia.
            Chodzę opita jak bąk.
            Przed leczeniem piłam jednak mniej.

            Tak, czy inaczej muszę się pozbyć tych kamieni.
            Skoro w pasożytach są krętki, to i złogi w nerkach je zawierają.
            Z tego co czytałam, to złogi mogą się tworzyć właśnie na bakteriach.

            Nie wiem, czy umiejscowienie w kamieniach zabija bakterie.
            Pewnie mają sprytny sposób na przeczekanie, aż się rozpuszczą.

            Moje kamienie ciągle się zmieniają.
            Kiedyś był już nawet 1 cm.
            Chyba ze 2 lata temu nie było już ich nawet.
            Rok temu już się od nowa pojawiły w dwóch nerkach i niestety ładnie przyrosły.

            Zamówiłam Ginjal z biednych koników morskich.
            Nie wiem gdzie go jeszcze zmieszczę w czasie.
            A może pomyśleć o ich rozbijaniu?



            • markos_pl Re: Piąty miesiąc kuracji 06.01.10, 00:04
              Może to jest przegięcie w drugą stronę? Zbyt dużo wody i zawartej w
              niej minerałów wytrąca się. Mam w domu filtr osmotyczny usuwające nawet
              kamień z wody, ale niestety wtedy można mieć zbyt mało magnezu. Za to
              czajnik jest bez kamienia.
              Pozdrawiam i powodzenia w leczeniu
              • kleszczorak Re: Piąty miesiąc kuracji 06.01.10, 01:59
                Dziękuję MARKOS smile

                Stosuję filtr w dzbanku, ale nie usuwa całego kamienia, co widać po czajniku.
                Kamienia rzeczywiście mamy w wodzie bardzo, bardzo dużo.

                Piję więcej wody lekko zmineralizowanej lub źródlanej.
                Tej z czajnika niestety się nie uniknie.

                Masz filtr zamontowany na dopływie wody?

                Pozdrawiam
                • markos_pl Re: Piąty miesiąc kuracji 06.01.10, 20:34
                  Witam. Filtr jest podłączony dodatkowo do wodu zimnej podobnie jak np.
                  zmywarka, ale za pomocą małego wężyka. Wylot wody jest za pomocą
                  małego, dodatkowego kranu. Dodatkowo zbiornik na oczyszczoną wodę 15 l
                  Niestety wymaga dość sporo miejsca, wygląda tak
                  allegro.pl/item850024557_hit_odwrocona_osmoza_ro7_biorezonator_gr
                  atisy.html
                  Woda jest nawet zbyt czysta i dlatego jest zakładany dodatkowy
                  mineralizator na wyjściu. Używam to urządzenie chyba z 5 lat, co pół
                  roku trzeba wymieniac filtry, a co 3-4 lata główną membranę osmotyczną.
                  Po jakimś czasie gdy całą rodziną piliśmy tylko taką wodę zaczęły nas
                  trapić dolegliwości jak się potem okazało związane z małą ilością
                  magnezu w pożywieniu. Tak więc wodę zimną piję czystą zamiast
                  mineralnej, ale do herbat i zup używamy zwykłej kranówki.
                  Ceny już znacznie spadły, jak przypominam sobie ile ja zapłaciłem...
                  ale było warto. Pozdrawiam
    • kleszczorak Szósty miesiąc kuracji 30.12.09, 20:01
      Gdzieś ten post się zawieruszył, więc wklejam go jeszcze raz.


      Jeszcze nie minął szósty miesiąc na abx, a tu proszę miła niespodzianka.

      Wygląda na to ,że dostałam niezwykły prezent pod choinkę smile

      Coś już drgnęło w Wigilię, potem w drugi dzień świąt.
      Poczekałam kilka dni, żeby sprawdzić, czy nie wraca.
      Ale nie, jest wyraźna poprawa.

      Jeszcze nie jest idealnie i dużo pracy przede mną, ale nie odczuwam już każdego
      ruchu głową jako dyskomfort.
      Zdarza się, że zapominam nawet o mojej... szyi, bo o niej tutaj mowa.

      Kochani forumowicze, wycofuje mi się sztywność szyi i bóle ciągnące się do
      czubka głowy.

      Ból i sztywnośc jeszcze są i różnie z nią jest o różnych porach dnia, ale czuję,
      że idę naprzód.

      W nocy też już nie odczuwam bólu przy ruchu głową. Ten ból jeszcze był 26
      grudnia rano i nagle ze zdziwieniem poczułam ulgę smile

      Prawda, że miły ten prezent?

      Pozdrawiam serdecznie
      • babaelka-0 Re: Szósty miesiąc kuracji 30.12.09, 23:36
        Witam!
        Taka fajowa wiadomosc.Bardzo sie ciesze Kleszczorku razem z Toba.Dzielna Dziewczyna jestes.Super.
        Wcale sie nie skarzysz a mecza Ciebie wredne bole boreliozowe.Ale radzisz sobie znakomicie.Dlaczego sie nie pochwalisz ,ze cwiczysz.
        Tzn piszesz o Tym tyle ze nie w swoim watku.Cwicze rowniez.Bardzo mnie to pomaga i fajnie ze Tobie tez.

        Pozdrawiam
        Elka
        • szila2008 Re: Szósty miesiąc kuracji 31.12.09, 10:07
          Na jakim teraz jesteś zestawie?
          • kleszczorak Moje sposoby 31.12.09, 13:22
            Po 6 tygodniach Biotraksonu wróciłam do Tetry. Biorę też Azitrox, Trimesan,
            Viregyt. Wyraźnie coś u mnie wybijają, bo z kaszlu, bólu węzłów pod szyją
            pozostało mgliste wspomnienie. Jeszcze coś tam o sobie daje znać, ale jest to
            bardzo słabe i bardzo rzadko. Oczywiście biorę też różne suplementy: Liść
            oliwny, Reishi, Omega 3 forte, Oeparol, Essentiale forte, Candida Clear. Czasami
            włączam Koenzym Q10 i olej z ogórecznika.
            Reishi i liść oliwny połyka też mój mąż i uregulował sobie cukier i cholesterol,
            więc chyba mają pozytywne działanie.

            Tak sobie wspominam moje problemy ze sztywniejącym ramieniem i szyją. Zaczęło
            się chyba od lewego barku jesienią rok temu. A może to było po grudniowej
            „grypie jelitowej”? Już od stycznia boląca ręka utrudniała mi pracę. Ból był
            bardzo ostry i ograniczający ruchy. Przestawałam już podnosić rękę.
            W połowie lipca zaczęłam łykać abx. Już pod koniec lipca zaczęłam sama ćwiczyć.
            Bałam się, ale odnalazłam na forum informację od Rehabazyl, że różne są drogi
            usprawniania. U jednych muszą być spokojne, u innych można zastosować trochę
            siły. U mnie sprawdziły się te siłowe. Najpierw pomogły napinania i luzowania.
            Potem zaczęłam rozciąganie. Bolało aż do łez. Ręka była potwornie słaba.
            Ale zaczęło przynosić skutek. Gdy już pokonałam pewien próg bólu to szłam dalej.
            Czułam jak wyrywam dosłownie kawałek po kawałku. To była ogromna ulga. W
            sierpniu miałam rehabilitację: masaże i ćwiczenia na przyrządach. Już mogłam
            robić wiele, mimo osłabienia tej ręki. Do tej pory ciągną jakieś przykurcze, ale
            tylko podczas ćwiczeń w pozycjach naturalnie nie stosowanych. Rozciągam je dalej
            i widzę poprawę.
            Podczas Biotraksonu na tym ramieniu miałam jakieś bolące i tkliwe zgrubienie i
            ból pod pachę. Szło to w kierunku serca i pod serce.
            Abx pokazały także, że miałam zaatakowany również prawy staw barkowy, który
            teraz bardzo stuka. Tak jak o prawym uchu, nie zdawałam sobie z tego sprawy.

            Większy problem był z szyją i karkiem. Dokuczają całą dobę. Ręką możesz nie
            ruszać, zwłaszcza, że to była lewa. Szyja dokucza nawet w nocy i nie pozwala spać.
            Liczyłam na to, że skoro kark, szyja zostały zaatakowane kilka miesięcy później,
            to i poprawa będzie potem.
            Chyba w piątym tygodniu Biotraksonu miałam 1 dzień, że mogłam kręcić głową bez
            bólu. Ale to był tylko sygnał, że tu tkwi potencjał, ale jeszcze nie ten czas.

            Po skończeniu Biotraksonu zaczęłam ćwiczyć cały kręgosłup, bo miałam nareszcie
            wolne ręce. Po kręgosłupie też przechodziły różne bóle, ale na szczęście nie
            gościły długo.
            Myślę, że tymi lekkimi ćwiczeniami przygotowałam szyję do ćwiczeń.
            Do szyi nie mogłam jednak podejść tak samo jak do ręki, bo strzelają i stukają
            kręgi. Bardzo szybko zadziałały ćwiczenia żuchwy. Na nich odkryłam, że nocne
            zimne muśnięcie prawego policzka pozostawiło jednak swój ślad. Sama z tą żuchwą
            bym nie wpadła na pomysł. Znowu pomogła Rehabazyl smile Zaczęłam napinania i
            luzowania szyi i kłapanie żuchwą na różne sposoby. Wcześniej ćwiczenia nie
            dawały ulgi i musiałam robić przerwy na odpoczynek. Teraz zaczął się powtarzać
            scenariusz z ręki. Wyrywałam powolutku po kawałeczku. Zauważyłam, że podczas
            naciągania dochodzę do granicy bólu, wytrzymuję go przez chwilę i nagle
            nadchodzi ulga. Zwiększał się też zakres ruchu.
            Ból z szyi przeszedł częściowo pod prawą łopatkę, ale nie jest tak dokuczliwy i
            pozwala na normalne funkcjonowanie.

            Szyja i kark nie są jeszcze w pełni sprawne. Epicentrum bólu pozostało. Liczę
            się z tym, że sztywność i bóle lubią powracać, ale i tak cieszę się z takiego
            postępu. Na bolący kark, szyję i okolice za uchem pomagają gorące prysznice. Pod
            strumieniem wody robię masaż dobrą szczotką i plastikowym, nakładanym na rękę
            przyrządem. Sprawdza się ta delikatniejsza strona z jeżykiem.

            Zaczęłam też smarować szyję i nawet bolące miejsca w głowie tym co miałam w
            domu, a więc maścią końską. Spróbuję też okłady z borowiny i kąpiele w soli
            leczniczej. Takie SPA w domu smile

            Pozdrawiam
            • szila2008 Re: Moje sposoby 31.12.09, 17:27
              Zachęciłaś mnie swoim opisem do ćwiczeń ale muszę uważać na
              tavanik.U mnie też główny problem z szyją i karkiem.Tu tylko trzeba
              sumienności żeby były skutki a z tym może być gorzej.
              • kleszczorak Re: Moje sposoby 31.12.09, 20:20
                Ja osobiście przy tavaniku byłabym ostrożna.
                Lepiej nie pogarszać sytuacji, mimo chęci szybkiego wyzdrowienia.
                Naciągam ścięgna bardzo mocno, aby był skutek. Trzeba to powtarzać wielokrotnie.
                Bywa tak, że zaczyna się ćwiczenie jakby od początku, bo wracają przykurcze.
                Robiłabym tylko delikatne "smarowanie" stawów. To przyda się na potem, gdy nie
                będzie ryzyka.
                Ale to jest tylko moje skromne zdanie.
                Pozdrawiam
                • szila2008 Re: Moje sposoby 01.01.10, 11:39
                  Smarowanie czyli masz na myśli takie kręcenie?Ale szyi chyba nic nie
                  grozi chociaż tam też są ścięgna?
                  • kleszczorak Re: Moje sposoby 01.01.10, 12:48
                    Dokładnie to miałam na myśli. Leciutkie ćwiczenia żuchwy, szyi, barków dla
                    poprawy kondycji stawów. Zauważyłam, że takie ćwiczenia są dobre dla stawów. Im
                    daję mniej energii i jestem bardziej ostrożna, tym częściej zdarza się, że
                    podczas ćwiczenia stawy nie stukają, więc z tym smarowaniem to prawda.
                    Po rozciąganiu ścięgna bolą i nie będziesz wiedziała czy od tavaniku, czy od
                    ćwiczeń.
                    • babaelka-0 Re: Moje sposoby 01.01.10, 23:02
                      Witam!
                      Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku.
                      Fajnie nam to opisalas Kleszczorku.Twoje cwiczenie reki wymagalo duzej
                      determinacji.Podziwiam Twoj upor.Z taka wola walki na pewno osiagniesz suksec
                      ,czyli pelnie zdrowia.Zycze Ci tego z calego serca.
                      Cwicze i ja zuchwe + gimnastyka izometryczna.A zeby nie bylo monotonnie to
                      robie sobie smieszne miny.Maja miec rowniez dzialanie p/zmarszczkowe.Dwie
                      pieczenie przy jednym ogniu.
            • kleszczorak Kolejna niespodzianka 02.01.10, 12:34
              Przy naszej chorobie nie można się nudzić.
              Cały czas coś się dzieje i za chwilę może być inaczej.

              Moje bóle i sztywności szyi, karku z prawej strony przeszły...

              Nie, nie - nie ma tak łatwo!
              Krętki cały czas starają się pokazać kto tu rządzi.

              Tak więc, moje bóle z prawej przeszły od wczoraj... na lewą stronę.

              Oczywiście nie pozwolę im tam zostać.

              Skoro herxowy ból na ramieniu nie trwał zbyt długo, chyba około tygodnia, to i ten się skończy smile

              Tej nocy ból się bardzo nasilił w okolicy lewego ucha i tyłu głowy.
              Miałam problemy z ułożeniem głowy na poduszce a dzisiaj z kręceniem głową.

              Myślę, że teraz też jest to herx, bo wczoraj był 3 dzień po pulsie tini.
              Przypominały także o sobie niektóre stawy.
              Wczoraj serce galopowało, ciśnienie skoczyło, ja dygotałam a dzisiaj koniec - jest dobrze.

              Wypada się tylko cieszyć, że szlaki się przecierają, a że jest to okupione bólem?
              Jesteśmy już zahartowani i mimo wszystko idziemy do przodu.
              Czego życzę w Nowym Roku każdemu
              • kleszczorak Re: Kolejna niespodzianka 03.01.10, 15:49
                Po kolejnej ciężkiej nocy prawie zerowa ruchomość głową.
                Ból z lewej strony tak silny, że aż robiło mi się słabo.

                Lewe ucho...
                W dzieciństwie zapalenie ucha środkowego.
                Kilka lat temu po jakiejś "grypie?" miałam ubytek słuchu na nim.
                Potem wodnisty wyciek.
                Laryngolog nie doszukał się przyczyny.

                Teraz to miejsce przypomniało o sobie.
                Doszły silne bóle ścięgien.

                Jutro praca i w takim stanie nie dałabym rady funkcjonować.

                Wzięłam rano ostatnią Aspirynę C. Troszkę przestało.
                W południe połknęłam APO-Naproxen. Zadziałało, jest znacznie lepiej.
                Wezmę go jeszcze na noc i jutro rano.

                Mam nadzieję, że bóle z lewej się wyciszą i kark nareszcie będzie mój.
                Na szczęście wygląda na to, że prawa strona po kilku miesiącach odpuściła.

                Pozdrawiam

                • babaelka-0 Re: Kolejna niespodzianka 03.01.10, 22:20
                  Witam!
                  Miejmy nadzieje,ze Twoja lewa strona predko popusci.
                  Masz Kleszczorku 100% racji.Nuda to nam nie grozi,oj nie!
                  Intensywnie przyczyny zaczelam szukac jak nie moglam za bardzo chodzic z powodu
                  bolu prawej nogi.
                  Moj pierwszy herx to ostre zapalenie nerwu kulszowego.Zgadnij po ktorej stronie?
                  Po lewej.Naprawde nie przesadze jesli powiem ,ze doskonale Ciebie rozumiem.

                  Donosze ,ze jestem wstretna zazdrosnica.Kapustke zakiszona .Pychota.
                  Dzieki za inspiracje

                  Jeszcze jedno podziekowanie Kleszczorku. Przypomnialas mnie o masci
                  konskiej.Wyobraz sobie ze mialam w domu.Bol plecow ciut zelzal.

                  Pozdrawiam
                  Elka
                  • kleszczorak Wygrywam :) 04.01.10, 16:41
                    A nie pisałam, że nie pozwolę krętkom na zasiedlenie z lewej strony?

                    Na noc wzięłam 2 APO-Naproxeny.
                    Wypociłam się i rano było już znacznie lepiej.
                    Z nosa leciała woda, więc to był najsilniejszy mój herx.
                    Dzisiaj pierwszy razmam bardzo niskie tętno, więc z pewnością coś się w organizmie działo.

                    W pracy się rozruszałam.
                    Cały czas rozkoszuję się brakiem bólu po prawej stronie szyi.
                    Nad uchem też nic nie boli i nie ciągnie.
                    Cudowne uczucie.

                    Lewa ustępuje i ból jest już bardzo słaby.
                    Mogę nawet wznowić delikatne ćwiczenia.

                    Jest dobrze. Życzę każdemu tak potulnego kleszczoraka jak mój.





                    • prowirus Re: Wygrywam :) 04.01.10, 17:37
                      To dobre wieści! Oby tak dalej, bo należy Ci się dużo zdrowia za tą
                      dzielną walkę.
                      Myslę, że prawdziwe efekty leczenia jeszcze troszkę przed Tobą a jak jest
                      już lepiej to będzie coraz lepiej. Powodzenia!
                      • kleszczorak Re: Wygrywam :) 04.01.10, 18:52
                        Dzięki Prowirus, Babaelka, Szila2008 za zagrzewanie do boju smile

                        W tym tygodniu robię badanie na koinfekcje i tak naprawdę dopiero to może
                        pokazać prawdziwe oblicze choroby.
                        Na tym etapie leczenia jest to konieczne, żeby nie tracić czasu.

                        Wszyscy tutaj dzielnie walczymy. Tylko szkoda, że nie każdy ma takie postępy jak
                        u mnie, że choroba jest tak nieprzewidywalna.
                        Ale poprawy przychodzą niespodziewanie i trzeba mieć nadzieję, że ta walka ma sens.
                        Jeszcze wczoraj nie mogłam ruszyć głową, dziś już wiem, że ten etap mam już za
                        sobą. Łatwiej będzie znosić dalsze leczenie z ruchomą szyją.
                        Na to konto zamówiłam Ananasa do mojej słodkiej Tetracykliny smile
                        A tak swoją drogą, zastanawiam się, czy Koenzym Q nie miał wpływu na tego herxa.
                        Brałam 90 mg w jednorazowej dawce.
                        Wiem, że powinna być u nas większa, ale bałam się bezsennej nocy, bo takie
                        zastrzeżenie było na ulotce.
                        Tak silnej reakcji w głowie nie miałam nawet po biotraksonie.

                        Pozdrawiam serdecznie
                        • migotka-1979 Re: Wygrywam :) 04.01.10, 21:32
                          No kleszczorku idziesz jak burza. Bardzo się cieszę że są postępy w leczeniu.
                          Mam nadzieję że ja również ich doczekam w niedalekiej przyszłości.
                          Powodzenia w dalszej walce
                        • szila2008 Re: Wygrywam :) 04.01.10, 21:34
                          Kleszczoraku najważniejsze,że humor ci dopisuje.To na pewno pomaga w
                          leczeniu.Wiola
                          • babaelka-0 Re: Wygrywam :) 09.01.10, 21:01
                            Witam!
                            Zycze Ci Kleszczorku pelnej wygranej,wierze ze niebawem to nastapi.

                            Co do herxowania po Q10,to czytalam w kilku watkach na ten temat.Nie dawalam
                            jednak temu wiary.wlaczylam q10 do suplementacji.
                            Oswiadczam,ze jestem niedowiarek.O herxie po owym specyfiku przekonalam sie na
                            wlasnej skorze.

                            Pozdrawiam
                            Elka
                            • kleszczorak Re: Wygrywam :) 10.01.10, 09:32
                              babaelka-0

                              > Zycze Ci Kleszczorku pełnej wygranej,wierze ze niebawem to nastapi.

                              Dziękuję babaelka-0 smile

                              Moja szyja ma się nie najgorzej, ja także.
                              Wróciły co prawda przykurcze ścięgien w okolicach prawego ucha,
                              ale są słabe, poddają się ćwiczeniom.
                              Myślę, że są reakcją na zimno, które do nas naciągnęło.
                              Ale za to jest piękna zima, można podziwiać spokojnie las bez narażenia się na
                              spotkanie z kleszczem smile

                              Nareszcie uspokoiło się moje serce.
                              Tętno od 46 do 96 przez kilka dni.
                              Sprawdzę na wszelki wypadek tarczycę.
                              Mam nadzieję, że to była tylko końcówka herxa.

                              Stawy też stukają mniej.
                            • szila2008 Re: Wygrywam :) 10.01.10, 09:34
                              Jakie bierzecie dawkiQ10 bo chyba są różne?Czy te waptekach nie są
                              za małe czy gdzieś zamawiacie?Wiola.

                              Ps.Ela ty masz takie "szczęście"że po wszystkim herxujeszsmile
                              • kleszczorak Re: Wygrywam :) 10.01.10, 09:45
                                Biorę jednocześnie 3 kapsułki po 30 mg.
                                Wiem, że to mało, ale jest ostrzeżenie, że po większych dawkach może być
                                bezsenność, a tego chciałam uniknąć.

                                Największe dawki Q10 jakie wyśledziłam to 60 mg.

                                Pozdrawiam
                                • ter69 Re: Wygrywam :) 10.01.10, 09:56
                                  Tak pięknie opisałaś efekty ćwiczeń, że ja również postanowiłam zmobilizować się
                                  i wreszcie zacząć ćwiczyć. Do tej pory czekałam aż poczuję się lepiej, teraz
                                  dotarło do mnie, ze to było po prostu lenistwo.
                                  Życzę ci wytrwałości i szybkiego uporania się z bólami!
                                  Pozdrawiam!
                                  • kleszczorak Re: Wygrywam :) 10.01.10, 10:29
                                    Wiemy, że rehabilitacja jest niezbędna.
                                    Niestety, brak limitów, terminów itp.

                                    Miałam szczęście, że udało mi się samodzielnie wyrywać chorobie co moje.

                                    Mimo bólu nie czekałam, ćwiczyłam.
                                    Wystarczyło tylko zacząć.
                                    Poprawy następowały skokowo.

                                    Bóle, które teraz są to drobnostka.
                                    Na wszelki wypadek zaopatrzyłam się w maść Naproxen - Emo.

                                    ter69 dziękuję i również życzę wytrwałości w ćwiczeniach i czekam na wiadomość o sukcesach

                                    Pozdrawiam

                                  • aqarel Re: Wygrywam :) 10.01.10, 13:27
                                    ter69 napisała:

                                    > Tak pięknie opisałaś efekty ćwiczeń, że ja również postanowiłam zmobilizować si
                                    > ę
                                    > i wreszcie zacząć ćwiczyć. Do tej pory czekałam aż poczuję się lepiej, teraz
                                    > dotarło do mnie, ze to było po prostu lenistwo.
                                    > Życzę ci wytrwałości i szybkiego uporania się z bólami!
                                    > Pozdrawiam!

                                    Dokładnie , Kleszczorak i Rehabazyl potrafią przekazać zalety ćwiczeń(rehabilitacji).
                                    Ter69 lenistwo to jest przyczyna, że nie ćwiczymy. Ludzie, w szpitalach, po ciężkich operacjach, wylewach, zawałach są poddawani rehabilitacji. Nie pozwala się im zalegać w łóżkach bo to prowadzi do degradacji lub utrwalenia zmian(objawów).
                                    Dla leniuszków wink WAKE UP YOGA IN BED
                                    • kleszczorak Re: Wygrywam :) 10.01.10, 14:24

                                      Może miałam do ćwiczeń inną motywację...

                                      Po trudnej operacji bardzo bliska mi osoba zamieniła się w roślinę.
                                      Jeździłam do szpitala codziennie, żeby poruszać jego ręką, nogą.
                                      Facet w kwiecie wieku przekładany na bok i przewijany przez pielęgniarki...
                                      Została mu tylko resztka wzroku.
                                      Po upływie 6-7 miesięcy popisywał się przed nami jak świetnie chodzi z pomocą
                                      tylko laski.
                                      Cieszył się wtedy, że to jego największy sukces.
                                      Samo to nie przyszło.
                                      Musiał walczyć o powrót do samodzielności.

                                      Ja nie znalazłam się w tak tragicznej sytuacji.

                                      Jeżeli spojrzymy na naszą chorobę z innego dystansu, to może się okazać, że
                                      wiele jeszcze możemy osiągnąć.
                                      Nasze leczenie jest bardzo drogie, ale są tacy, którzy za żadne pieniądze nie
                                      będę mieli nawet tego, co my mamy.

                                      Pozdrawiam

                              • medalikara Re: Wygrywam :) 10.01.10, 16:33
                                Mnie lekarka powiedziała, że jeśli mam możliwość sprowadzenia koenzymu z USA to
                                200mg. Tam takie przeważają. Jeśli macie herxa po q10 w dawce 60mg, to już się
                                boję... 2 lata temu tego suplementu nie brałam.
                                www.nextag.com/cheapest-price-coenzyme-q_-_10-200-mg/compare-html
                                • babaelka-0 Re: Wygrywam :) 10.01.10, 16:36
                                  Witam!
                                  Wlasnie taka dawka zalatwila mnie porzadnie.

                                  Pozdrawiam
                                  Elka
                                  • szila2008 Re: Wygrywam :) 10.01.10, 18:49
                                    Kleszczorak masz całkowitą rację.Nie mamy co narzekać.
    • kleszczorak Siódmy miesiąc kuracji 31.01.10, 14:21
      Nie wiem, czy jestem bardziej do przodu, czy do tyłu.

      Trudno zrozumieć tę chorobę.

      Leczenie szło ładnie, ja czułam się znacznie lepiej, a tu się okazuje, że chyba skończyły się żarty i zaczęły schody.

      Jestem ulubienicą 2 gatunków bartonelli, mykoplazm i jednak chlamydii.

      Moje leczenie wydłuży się więc w czasie.

      Mimo tylu lokatorów czuję się nie najgorzej, objawy obecnie nie są zbyt nasilone.

      Pocieszające jest to, że na dalsze leczenie pozwala wątroba, która ma się bardzo dobrze, i że znaczna część krętków przestała mnie podtruwać.

      Pozdrawiam


      • szila2008 Re: Siódmy miesiąc kuracji 31.01.10, 17:53
        Kleszczorak kto jak kto ale ty dasz radę.A już myslałam,że
        bynajmniej u ciebie jest super.Pozdrawiam,Wiola
        • kleszczorak Re: Siódmy miesiąc kuracji 31.01.10, 18:20

          Zakładam, że na następny zestaw celowany w kierunku bartonelli zareaguję równie
          dobrze i bez skutków ubocznych.

          W tej sytuacji dopatruję się pozytywów:

          - nie wybrałam laboratorium, w którym ostatnio są same ujemne wyniki,
          - dzięki temu nie pominiemy żadnego draństwa,
          - mimo bogatego wnętrza leczenie posuwa się do przodu.

          Pozdrawiam


          • szila2008 Re: Siódmy miesiąc kuracji 31.01.10, 19:39
            Gdzie robiłaś koinfekcje?
            • kleszczorak Re: Siódmy miesiąc kuracji 31.01.10, 19:44
              Laboratorium w Zabrzu.
              • szila2008 Re: Siódmy miesiąc kuracji 31.01.10, 19:49
                U dr.W?A jaki jest koszt?
                • kleszczorak Re: Siódmy miesiąc kuracji 31.01.10, 20:03
                  www.wielkoszynski.webity.pl/zakres-c59bwiadczen/panel-badan-diagnostycznych/
                  • babaelka-0 Re: Siódmy miesiąc kuracji 02.02.10, 21:48
                    Witam!
                    Troche tego towarzystwa nazbieralo sie u Ciebie.Chlamydie lapnelas na pewno jak
                    bb byla juz dobrze zadomowiona.
                    To pozytyw ,bo nie ma jej wiele. Pewnie Azytro wiekszosc wytlukla.Kombinuje tak
                    po laicku.

                    Kleszczorku Drogi! To Ty napisalas:

                    Gdy jest mi ciężko, to przypominam sobie co mnie zmusiło do podjęcia leczenia.

                    I tego Dziewczyno musimy sie trzymac. Nie ma lepszej motywacji.
                    Trudno! Poleczymy sie nieco dluzej /tez mam chlame w pakiecie/.

                    Wiemy ,ze dlugie leczenie to nie koniec swiata.
                    Malo tego? Inne zakazenia nie imaja sie nas latwo.
                    Mamy sposoby na watrobe i niskie leukocyty.

                    Poradzimy sobie.Za przyklad moze nam sluzyc bliska Tobie osoba ,ktorej historie
                    nam opisalas.
                    Bedzie dobrze.Tylko troche pozniej.A poza tym to jez teraz nie jest najgorzej!

                    Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam
                    Elka


                    • kleszczorak Re: Siódmy miesiąc kuracji 03.02.10, 05:12
                      Dziękuję, Elu za wsparcie.

                      Nie jest mi teraz szczególnie wesoło, bo właśnie się dowiedziałam, że do leczenia doszedł... mąż.
                      Kolejny wynik WB dodatni.
                      Miał 2 kleszcze w krótkim odstępie czasu.
                      Na pogotowiu po wydłubaniu przez lekarza(?) resztek kleszcza z pępka, nie dostał antybiotyków.
                      Ja wtedy byłam już ledwo żywa, tuż przed podjęciem leczenia.

                      Martwię się jak on to będzie znosił, tak bardzo mi pomagał w leczeniu.
                      No cóż, teraz ja jestem silniejsza.

                      Mam nadzieję, że także na zestawie na bartonelki, które mam silnie dodatnie, będę w miarę dobrze funkcjonować.

                      Rzeczywiście, musieliśmy wytłuc dużo stworzenia skoro czuję się i tak lepiej.
                      Ostatnio zwiększyłam porcję koenzymu Q10, liścia oliwnego na bart i dodałam selen dla tarczycy.
                      Jest reakcja na to ze strony szyi i piekących dłoni.

                      Pozdrawiam
                      • szila2008 Re: Siódmy miesiąc kuracji 03.02.10, 17:21
                        To przykre,że was przybyło do leczenia.Może razem sie wspierając
                        pójdzie wam szybciej.Jaką bierzesz dawkę Q10 i gdzie kupujesz bo ten
                        w aptece jest chyba słaby.
                        Pozdrawiam was oboje,Wiola
                        • babaelka-0 Re: Siódmy miesiąc kuracji 04.02.10, 21:50
                          Witam!
                          Kleszczorku,faktycznie to troche tego duzo w Twoim zyciu sie nazbieralo.
                          Wsparcie kogo bliskiego to ,slow mi brakuje , ale Ty doskonale wiesz.
                          Macie siebie.Bedzie dobrze.
                          Pociecha dla Twojej ,jednak uwazam Gorszej Polowy,niech bedzie nasze slowo ,ze
                          da sie przez to przejsc.Ty doskonale znasz te najtrudniejsze momenty,to Twoje
                          wsparcie bedzie naprawde cenne dla malozonka.

                          Rozumiem ,ze maz objawowy skoro podjeliscie decyzje o leczeniu?

                          Pozdrawiam Was Oboje
                          Elka
                          • kleszczorak Re: Siódmy miesiąc kuracji 05.02.10, 11:55
                            Elu,
                            mąż zaczął być wyraźnie objawowy.
                            Spuchł mu bardzo dziwnie staw łokciowy, który był kiedyś nadwyrężony.
                            Zawładnęło też nim potworne zmęczenie.

                            Od długiego czasu boli go głowa.
                            Bóle te były tłumaczone jako migrena.
                            Miał drętwienie ust, skoki ciśnienia - pogotowia, ostre dyżury.
                            Wynik RM był nieciekawy, ale p. neurolog podciągnęła to pod wysoki cholesterol.

                            Ma też bóle za okiem, kłucia palców.
                            Myślę, że to bartonella.

                            O niektórych objawach zaczyna opowiadać dopiero teraz.
                            Odczuwał np. bóle w okolicy nerek.
                            Mimo zmęczenia, uwijał się wokół mnie i pomagał ile tylko się dało.
                            Skąd brał siły? Doprawdy nie wiem, bo zmęczenie jest już od dłuższego czasu.

                            Istotnym czynnikiem do rozwoju choroby u nas była choroba bardzo bliskiej osoby.
                            Ostatnie pokleszczowe ZOO świetnie to wykorzystało.

                            Mąż teraz ma wytłumaczenie: Ja też jestem chory.
                            Rzeczywiście, ja mam teraz więcej sił.
                            On to widzi i jest to dobry argument do rozpoczęcia leczenia.

                            W zasadzie jest na mojej diecie, ale będzie musiał zrezygnować jeszcze z
                            niektórych produktów.


                            No, cóż ta choroba jest bardzo rozpowszechniona.
                            Ludzie nie chcą przyjąć do wiadomości, że to borelioza może być źródłem wielu
                            ich problemów.
                            A przede wszystkim nie wierzą, że lekarze niewiele wiedzą o jej rozpoznaniu i
                            leczeniu.

                            Pozdrawiam
                            • babaelka-0 Re: Siódmy miesiąc kuracji 06.02.10, 22:18
                              Witam!
                              No tak.Jest Was dwoje do leczenia.Dobrze chociaz ,ze Ty ,Kleszczorku jestes
                              podkurowana.Miejmy nadzieje ,ze teraz caly czas bedzie juz z Toba coraz
                              lepiej.Wskazuja na to herxy ,ktore masz po Q10.To bardzo dobry objaw.Ja narazie
                              reaguje za ostro na ten koenzym.

                              Twoje doswiadczenia duzo Wam ulatwi.Rozumienie choroby z Lyme jest rowniez
                              bardzo wazne,a Ty znasz ja doskonale.Wzajemne wsparcie to dodatkowy
                              atut,przekadajacy sie na komfort psychiczny.A wiesz dobrze jak ten ostatni
                              pomaga w walce.

                              Byleby tylko Wasz budzet wytrzymal te podwojone koszta,to razem poradzicie sobie
                              na pewno.

                              Zgadzam sie z Toba,wiele chorujacych ludzi ma ogolnoustrojowe zakazenia
                              bakteryjna badz grzybicze.Nierzadko moze byc to wlasnie borelioza.
                              Szila ,wiesz ze mozesz miec sporo racji. Nie wiadomo jaki odsetek
                              wspolmalozonkow chorujacych osob ma rowniez bb ,badz inne odkleszczowe.Smialo
                              mozna przypuszczac ze bedzie to 40 -50%.Jesli nie wiecej.

                              Pozdrawiam
                              Elka
                        • kleszczorak Re: Siódmy miesiąc kuracji 05.02.10, 11:31
                          Dziękuję, Wiola.
                          Koenzym Q10 kupowałam w aptece doz.
                          Brałam kilka kapsułek po 30 mg.
                          Wychodzi drogo.
                          Taniej można kupić na allegro.

                          Pozdrawiam
                          • szila2008 Re: Siódmy miesiąc kuracji 05.02.10, 12:40
                            Obawiam sie,że niejeden z naszych mężów jest zarażony tylko nie chcą
                            tego sprawdzić.
    • kleszczorak Ósmy miesiąc kuracji 28.02.10, 14:08
      Mimo wykrytych koinfekcji najgorzej nie jest.

      Po styczniowym silnym herxie miałam kilka gorszych tygodni.
      Byłam słabsza, pociłam się w nocy i dużo gorzej widziałam, a blisko kącika oka
      odezwało się drapanie typu papier ścierny.

      Możliwe, że odzywał się też grzybek, choć z objawów były tylko hałasujące jelitka.
      Język wzorcoworóżowy smile
      Za to... czarne zęby, mimo, że w życiu niczego nie wypaliłam.
      Odważyłam się pokazać je stomatologowi.
      Padło pytanie:
      Czy używa pani płynu do płukania ust?
      I owszem, używałam.
      Ostrzegam przed płynem Corsodyl.
      Zresztą etykieta na nim też przed nim samym ostrzega smile
      Corsodyl ma działanie p/grzybicze i to mnie na początku leczenia skusiło.

      Na zębach Corsodyl pozostawia nalot.
      Jest to do odczyszczenia, ale koszty...
      Za sam przód - cała pensja sad

      Powinien je zwrócić producent.


      Bartonella daje znać o sobie wysypką na łydkach i czasami ich niewielkim bólem.
      Pod lewym ramieniem na wew. stronie powiększone guzki.
      Czasami też niezbyt duże bóle za oczami.

      Wyniki wątrobowe - bardzo dobre, leukocyty i hemoglobina poszły w górę. W
      kwestii podbijania hb sprawdzają się moje kotlety z kaszy gryczanej i wątróbki,
      które włączyłam do stałego menu rano i wieczorem.

      Teraz zaliczam puls tini.
      Herxik typu - przeciąganie druta przez duży palec u nogi.

      Szyja - po styczniowej poprawie, gdy była bardzo duża poprawa ból i sztywność
      balansują w granicach 1- 10% w stosunku do stanu wyjściowego.
      Został mi jakiś punkt za uchem, który reaguje na uciskanie i masowanie ręką.
      Mam nadzieję, że odpuści sobie całkowicie.

      Jest też zagadka.
      Na nosie drobniutkie przezroczyste pęcherzyki z płynem.
      Miewałam je jeszcze przed leczeniem na brodzie i nosie zawsze w tych samych
      miejscach w ilości kilku sztuk.
      Myco?
      Chlamydia?
      Bart?

      Pozdrawiam
      • babaelka-0 Re: Ósmy miesiąc kuracji 28.02.10, 17:21
        Witam!
        Uzupelnilas watek ,Kleszczorku,jakby odpowiadajac na moje zamowienie.
        Mialam Ciebie o to wlasnie poprosic.Telepatia istnieje!

        Zagadki nie rozwiaze.Nie wiem.

        Z tego co piszesz ,to bart traktuje Ciebie dosc laskawie.Moze bedzie sie juz
        tylko poprawiac,zycze Tobie tego serdecznie.

        Jak ostatecznie bierzesz Rif?

        Czy malozonek dobrze znosi leczenie?

        Wspolczuje tematu "Corsodyl", i dzieki za przestroge.

        Pozdrawiam
        Elka
        • kleszczorak Re: Ósmy miesiąc kuracji 28.02.10, 17:43
          Rif czeka na wejście po pulsie tini.
          Nie chcę "zatrzeć silnika" wielkimi herxami.
          Za ostatnie polepszenie musiałam drogo zapłacić.
          Daję też szansę na podskoczenie płytkom krwi przed rif.


          Mąż przygotowuje się do leczenia i bierze balsam kapucyński.
          Herksuje po czosnku - leje mu się z nosa.
          Jest bardzo słaby, bolą go mięśnie i stawy.
          Głowa nie odpuszcza już kilka tygodni.

          Pozdrawiam
          • kleszczorak Co za uczucie :) 06.03.10, 12:38
            Jak dobrze jest ruszać głową i czuć wyraźną (na tę chwilę) poprawę.
            Skończyłam tini, łagodnie herxowałam na nowych obszarach, no i znowu ulga smile
            Reszta z bólu i sztywności(na ten moment) oceniam na mniej niż 1%.

            Ta reszta ostatnio oscyluje u mnie w granicach 1 - 10%.

            Jak na tak bogate ZOO mam się dobrze.
            Tak mogłabym pozostać już bez abx.

            Marzenie...

            Schodzę na ziemię i ruszam dzisiaj z rifą, więc sytuacja może wyglądać zupełnie
            inaczej.

            Mam na myśli wyskakujące ze mnie bakcyle i uciekające gdzie pieprz rośnie.
            Innej opcji nie zakładam.

            Pozdrawiam
            • kleszczorak Podwójna rifa 12.03.10, 16:20

              Od dzisiaj zwiększyłam dawkę rif do 600.
              Obyło się bez sensacji.
              Dawka pojedyncza działała na bart i pozwalała pracować.
              Początkowo gorzej spałam.

              Tej nocy odezwał się wirus w postaci opryszczki.
              Może dlatego byłam słabsza, bo coś zwalczałam dodatkowo?

              Zdecydowanie mniej mi się odbija smile

              Dlaczego? Nie wiem.
              1. W styczniu częściej zażywałam miksturę z kapusty i ogórków.
              2. Jem mniej chleba żytniego. Na śniadanie i kolację są kotlety z kaszy
              gryczanej i wątróbki. Wczoraj zrobiłam też z nich pasztet.
              3. Nie zwiększyłam środków p/grzybiczych.

              • szila2008 Re: Podwójna rifa 12.03.10, 18:40
                Skoro nie zwiększyłaś to ile i co teraz bierzesz?
                • kleszczorak Re: Podwójna rifa 13.03.10, 12:13
                  Z p/grzybiczych biorę 1 raz w tyg. 200 fluco.
                  Wcześniej brałam 100 co drugi dzień.
                  Wspomagałam się doraźnie 200 keto.
                  Z chwilą zwiększenia częstotliwości zażywania mikstury p/grzyb. przeszłam na
                  dawkę zalecaną przez lekarza.

                  Zwiększyłam udział kiszonych ogórków w diecie.

      • kleszczorak Dziewiąty miesiąc kuracji 23.03.10, 16:51

        Zaczęło się dobrze.

        Jest reakcja na rifę.
        W nocy z niedzieli na poniedziałek był zmasowany atak na bartonelki w głowie:
        lewa część potyliczna i prawa nad i za uchem.

        Ustąpił ból pod prawym uchem, zostało jeszcze trochę nad.

        W poniedziałek z osłabienia chodziłam wężykiem.

        Zrobiłam też badanie krwi.
        Nie jest źle. W normie amylaza, leukocyty, płytki krwi, kreatynina, Aspat - 13.
        Tylko dlaczego mój Alat spadł poniżej normy?
        Mam 7, a norma jest od 10.

        Na toksyny serce zareagowało szybszym tętnem.

        Nie jest najgorzej.
        • cez77 Re: Dziewiąty miesiąc kuracji 23.03.10, 19:27
          Ja nigdy nie spotkałam się z normą dla ALATu od 10. W wynikach badań
          z różnych labów mam normę od 0 i też nie słyszałam, żeby niski ALAT
          był jakimkolwiek problemem.

          pozdrawiam
          Anka
          • szila2008 Re: Dziewiąty miesiąc kuracji 23.03.10, 21:22
            Kleszczorak jak ten czas leci a wydaje mi się jak byś nie dawno
            zaczynała.
          • kleszczorak Dziesiąty miesiąc kuracji 21.06.10, 17:00
            ...zwalniamy...
        • kleszczorak Re: Dziewiąty miesiąc kuracji 21.06.10, 16:59
          Zwalniamy...
        • kleszczorak Jedenasty miesiąc kuracji 21.06.10, 17:01
          Pierwsza linia frontu
          • medalikara Re: Jedenasty miesiąc kuracji 23.06.10, 08:53
            ??? Dopinguje Ci Kleszczoraku. Poproszę o wyjaśnienia w bardziej pokojowym
            języku...
            • kleszczorak Re: Jedenasty miesiąc kuracji 01.07.10, 19:20
              Nareszcie mogę napisać, że znowu do przodu.
              Mam za sobą mega herxa.
              Ból był wielki, leki p/bólowe nie chciały na początku zbyt działać.
              Ruch głową był niemożliwy.
              Miałam gorączkę.
              Ratowałam się Ibupromem i Ketonalem.
              Akcja działa się w głowie za uchem.
              Leki dotarły nareszcie do tego opornego miejsca.
              Możliwe, że do herxa przyczynił się oman.
              Nie ma już tego blokowania u podstawy czaszki za uchem.
              Jeszcze trochę ciągnie nad uchem do czubka głowy, ale też nie stale.

              Dzisiaj zrobiłam wyniki.
              Leukocyty z 2,67 skoczyły na 4,46 (Budwig?)
              morfologia też niczego sobie, bo aż 12,6.
              Próby wątrobowe pierwszy raz przy górnej granicy normy.
              Zawsze miałam bardzo niskie.
              Po lekach p/bólowych i toksynach wątroba mogła odczuć.
              Poza tym zaczęłam popijać kawę, od której wcześniej mnie odrzuciło i miałam po
              niej telepawki.

              Mogę się pochwalić, że zaczęłam świetnie spać.
              Nie budzę się w środku nocy, a sen mam bardzo mocny.
    • kleszczorak Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 10:17
      Jeszcze chwila i wejdę w drugi rok leczenia.

      Czy warto było podjąć się takiej kuracji?

      Tak!

      Czuję się znacznie lepiej.
      Jestem silniejsza.
      Minęła większość objawów.

      Trochę mieszała tarczyca.
      Dobry endokrynolog, którego znalazłam stwierdził, że decyzja o podaniu kilka lat
      temu jodu radioaktywnego była błędna.
      Mam pecha do błędów lekarskich i muszę ponosić teraz konsekwencje.

      Trochę namieszał grzybek na podniebieniu.
      Udało mi się go pokonać nie przerywając kuracji, ale na słabszym zestawie.
      Piłam kefir robiony na grzybku tybetańskim.
      Poleciła go znajoma, która pierwszy raz na abx uniknęła grzyba.


      Ten mniejszy zestaw pozwolił na poprawę wyników leukocytów.
      W jego trakcie miałam też największego przełomowego herxa w głowie.
      Jego efekty są bardzo odczuwalne.
      Szyja ma większą ruchomość, skończył się bardzo dokuczliwy ból pod prawym uchem
      i za uchem.

      W tym tygodniu robiłam MRI głowy.
      Badanie było bez i z kontrastem.
      Zmian w mózgu nie ma żadnych smile

      Jest za to stan zapalny prawej zatoki szczękowej.
      Coś tam wygodnie się zasiedliło i jest odporne na abx, które brałam.

      Teraz miałam dołączyć chinoliny, ale moja noga trafiła do gipsu sad
      Biorę za to zastrzyki p/zakrzepowe w brzuch.
      Zobaczymy, czy około 2-letni duży siniak na lewym udzie zostanie pokonany.
      Myślałam o pijawkach.

      *******************************

      Właśnie podjął leczenie mój mąż.

      Ma bardzo silne bóle nóg, pachwin.
      W wojsku był 2 razy na poligonie w lesie.
      Kto tam patrzył na kleszcze!
      Te bóle nóg znane są mu właśnie z tego poligonowego okresu.

      Ileś lat temu mąż miał operację niby przepukliny.
      Na stole operacyjnym okazało się, że to powiększone węzły chłonne!
      Wycięto mu te węzły, ale nikt w szpitalu nie zrobił żadnych badań w tym kierunku.
      Stan męża po tej niepotrzebnej operacji był bardzo ciężki.
      Miał zakażenie, nie działały leki, a lekarz kazał składać ręce do obrazu.
      Inni lekarze na obchodzie szeptali tylko między sobą na temat lekarza
      prowadzącego: "Jak spieprzył, niech naprawia".

      Wielu ludzi ma tak błędnie stawiane diagnozy!


      • marzena1963 Re: Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 10:54
        Tylko pogratulować! Bardzo cieszą takie wpisy smile

        Ja też uważam, ze moja decyzja o podjęciu leczenia ILADS była jedną z najbardziej trafionych w moim życiu.
        Teraz moje leczenie, to już tylko kosmetyka. I znowu niespodzianka! Zaliczam właśnie pierwsze swoje lato bez okularów przeciwsłonecznych! A dotąd wcale tego nie kojarzyłam z borelką! Miałam wysoką krótkowzroczność od dziecka. Od 1985 roku nosiłam szkła kontaktowe, a w 2000 roku zrobiłam lasery w Katowicach. Cały czas podczas słonecznych dni tak raziło mnie światło, że nawet i zimą nie wychodziłam z domu bez ciemnych okularów. A gdy zdarzyło się, że wyjechałam podczas pochmurnego dnia i niespodziewanie przejaśniło się, to zaraz na straganach albo u optyka kupowałam przyciemnione szkła. Bez nich nie mogłam spojrzeć na świat. Zawsze wiązałam to jednak ze swoją wadą wzroku. Tymczasem przyczyna była inna.Abx zmieniły nawet i to.

        Mój mąż tez myśli o leczeniu. Jeden syn leczy się już ponad rok, a z drugim na razie się jeszcze wahamy. Jest w okresie rekrutacji na studia do Krakowa smile
        --------------
        - mój wątek tiny.pl/s7pk
        borelioza.org - strona Stowarzyszenia Chorych Na Boreliozę
        • kleszczorak Re: Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 17:17
          Mnie także zawsze raziło światło i słońce, nie tylko w słoneczne dni.
          Trudno jednak okularnikowi chodzić w podwójnych okularach.
          Szkła fotochromatyczne nie sprawdziły się.
          • ewa475 Re: Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 17:43
            A wiecie,że ja też mam coś z tym urażaniem oczu przez słońce?
            I jakby to przestało być problemem?
            Pamiętam jak tuż przed leczeniem boreliozy miałam zrobione TSH.Kiedy wyszło
            poniżej 0,01! w trybie pilnym byłam wołana do endokrynologa,doktora med.
            Skierował mnie na podanie jodu!
            Ja już wtedy nie byłam głupia i jak przyszedł pocztą termin zadzwoniłam tam do
            nich i powiedziałam,że nie mam żadnej nadczynności tylko leczę boreliozę i nie
            mam zamiaru przychodzić na żaden jodsmile
            Na zachętę,żebym jednak przyszła,że zrobią mi badania odpowiedziałam,że szkoda
            państwowych pieniędzy.Zaskoczenie,nie powiem było duże.
            A ja bałam się,że jak już pójdę to tak mnie omotają,że wcisną mi ten jod,mimo że
            żadnych objawów nadczynności nie miałam,o czym zresztą powiedziałam doktorowi
            medycyny.
            Ale 30 lat temu miałam operowaną tarczycę z powodu rzeczywistej
            nadczynności,było to niedługo po pierwszym porodzie,tak teraz myślę,że to mogła
            być już wtedy borelioza.
            • kleszczorak Re: Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 18:19
              Jak tak zaczynamy grzebać w pamięci, to się okazuje, że nasze boreliozy mogą być
              prawie takie stare jak my...
              • mab62 Re: Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 20:12
                Cieszę się,że są osoby na forum które widzą znaczną poprawę po leczeniu.To poprawia samopoczucie tych na początku drogi.

                Ja jak zaczynam szperać w pamięci to też sądzę,że moja borelioza towarzyszy mi od lat.Pięć lat temu miałam dużą nadczynność tarczycy i też nie miałam szczęścia do endokrynologów.Teraz myślę,że niepotrzebnie przez 4 lata brałam hormony.Dobrego endo nie udało mi się znaleźć do tej pory.
                Smutne...
                • babaelka-0 Re: Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 21:38
                  Witam!

                  Kleszczoraczku Drogi,dzieki Ci Dziewczyno za dobre wiadomosci.
                  Ciesze sie ,ze ten wredny prawostronny bol glowy odpuscil.
                  Nozka w gipsie wyzdrowieje, a Ty masz niebywala okazje poleniuchowac do woli.
                  Mezowi tez bedziemy sekundowac,tak ze pisz co i jak u niego.

                  Pozdrawiam
                  Elka
              • mniamumniamu Re: Dwunasty miesiąc kuracji 09.07.10, 22:11
                No niestety prawda. Jak teraz przypominam sobie jakieś szczegóły, o których nie
                myślałam wcześniej, to strach mnie ogarnia, bo sięga to dzieciństwa.
                • babaelka-0 Re: Dwunasty miesiąc kuracji 10.07.10, 21:31
                  Witam!
                  Mniamu, nie daj sie strachowi.
                  Tylko swiezutka bb jest do wyleczenia,a i to nic pewnego.

                  Borelka czterolatka,czy trzydziestolatka nie robi wiekszej roznicy.
                  W takiej sytuacji prym wioda koinfekcje,wspolistniejace choroby i nasza odpornosc.
                  Leczymy sie ,bo chcemy normalnie zyc.Bedzie trzeba co jakis czas wracac do abax lub przerzucic sie na ziola.

                  Czy to taka wygorowana cena za zycie bez boreliozowych objawow?

                  Pozdrawiam
                  Elka


    • kleszczorak trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 13:35

      Objaw bolącego i sztywnego karku nie wraca smile
      Głowa ma pełną ruchomość.

      Stare bóle stawów, które odezwały się na rifie także się wyciszyły.

      Po wprowadzeniu tarividu odezwał się staw małego palca ręki, teraz już słabnie,
      lekko bolały mięśnie przedramion.
      Przypomniało także o sobie oko - drapanie w kąciku.
      Nie chcę zapeszyć, ale chyba żegnam pieczenie dłoni smile, a przynajmniej jest ono
      słabsze i rzadziej je odczuwam.
      Na 2 opuszkach palców zrobiły się miękkie poduszeczki, ale nie były to wyraźne
      bąble.

      Tarivid wyraźnie sprząta bartonelkę za oczami i w okolicach uszu.
      Bóle były wyraźne i w dużych ilościach, ale umożliwiające funkcjonowanie.

      Bardzo dokuczliwa była nadwrażliwość zębów, która już na szczęście mija.
      W czasie wakacji hurtowo leczyłam zęby, które niby dobre, ale pod blombami
      czarne i w dodatku nie dawały o tym znać.

      Jem owoce, nad grzybem panuję, choć rzadziej łykam p/grzybicze, zastępuję je omanem.

      Ostatnio znowu zaczynam lepiej spać.
      W tym pomogła mi kąpiel z ugotowanym skrzypem i imbirem.
      Ten sposób na usunięcie toksyn sprawdza się u mnie 3 raz.

      Testowałam herbatkę z rdestu japońskiego, który u nas rośnie.
      Po nim pojawiła się wysypka w miejscach, które wcześniej w jakiś sposób dawały
      znać o sobie bólem.

      Nie mam zamiaru stracić tego, co odzyskałam za pomocą abx i w przyszłości biorę
      pod uwagę kurację podtrzymującą za pomocą ziół.

      *************************

      Mąż wkroczył w 2 miesiąc leczenia.

      Jest pełen energii i cieszy się ze zmęczenia od pracy, a nie od choroby.
      Skończyły się problemy z porannym wstawaniem i polegiwaniem na łóżku w ciągu dnia.

      Odzyskuje bolącą rękę, może jej używać przy pracy.

      Herxy w głowie wskazują, że wieloletnia migrena okazała się wieloletnią boreliozą.
      Ma już momenty, że głowa jest lekka bez ciągłego uczucia ciężkości i ćmiącego bólu.

      Kąpiel w skrzypie u męża wpłynęła jednak na pogorszenie objawów ze strony głowy,
      więc na każdego może działać inaczej.

      Mąż też ma wędrujące herxy zębowe.

      Na języku pojawił się grzybolek, tak jak u mnie na początku leczenia.
      Nie toleruje jogurtu, po którym język od razu robi się biały.

      Testujemy wobec tego wpływ grzybka tybetańskiego na grzybola, jako że u mnie
      zadziałał pozytywnie.










      • marzena1963 Re: trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 13:45
        Cieszę się bardzo czytając takie posty. Ze względu na długość i niekonwencjonalność naszego leczenia wymagana jest u nas przede wszystkim wytrwałość, wiara i nadzieja. Twój post dodaje siły wątpiącym.

        Cieszę się też, że widać efekty leczenia u Twojego męża. Chyba sobie wydrukuję Twoje posty i podsunę mojemu do porannej lektury. Może da sie przekonać, choć barierą jest już chyba tylko kwestia finasowa.
        • ewa475 Re: trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 13:55
          Kleszczorakusmile będziesz na zjeździe w Warszawie?fajnie byłoby poznać tak już
          dobrze znajomego z forum człowiekasmile
          • kleszczorak Re: trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 16:22
            Ewa,
            W-wa? Żałuję, ale nie teraz. W tym tygodniu kończę czwarty tydzień rehabilitacji
            po zdjęciu gipsu z nogi. Nie chcę jej nadwyrężać w podróży. Wychodzę nareszcie z
            domu, ale noga zaczęła trochę puchnąć, no i boli, bo było skręcenie z
            naderwaniem stawu skokowego. Jestem na chinolinach, więc tym bardziej muszę być
            ostrożna przy blokującej łydce.
            Pozdrawiam
        • kleszczorak Re: trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 16:35
          Marzenko,
          sama wiesz, że jak bakcyle nie upokorzą i nie sponiewierają na maxa, to podjęcie decyzji o leczeniu jest trudne.

          Sama jestem zaskoczona radością jaka tryska z mojego męża po wielu latach zmęczenia.
          Gdyby nie te ostatnie kleszcze u nas trwalibyśmy pewnie w marazmie w dalszym ciągu.

          Obserwuję znajomych z tą chorobą. Miotają się po rodzinnych, zakaźnikach od NLPZ do sterydu. Szkoda życia.

          Wielu ludzi chorujących na naszą oraz inne ciężkie choroby dałoby wiele za odzyskanie utraconych funkcji i kurację podtrzymującą.
          Możemy jednak zawalczyć o więcej, jeśli się nie uda, to i tak jesteśmy do przodu.
          Szkoda tylko, że nie wszyscy reagują tak jak my na leczenie.
          Wierzę, że jest coś, co im pomoże, ale aby na to trafić to już łut szczęścia.
          • kleszczorak Re: trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 16:47
            Eksperymentuję z mleczkiem kokosowym.

            Skoro olej kokosowy jest p/grzybiczy, to może mleczko jest wartościowe pod tym
            względem?

            Pyszna jest kasza jaglana z lodówki z kilkoma łyżkami mleczka i pokrojonymi
            brzoskwiniami. Mniam, mniam...
            Aby pozbyć się goryczki z kaszy przed ugotowaniem trzeba ją przelać wrzątkiem.
            Jest wtedy smaczniejsza.

            Smaczne jest także mleczko z brązowym ryżem, cynamonem plus owoce.

            Na bazie mleczka zrobiłam też lody, gdy chodziły za mną uparcie.
            Nie wolno ich całkiem zamrażać.

            Z zagotowanego mleczka robię też czasami kakao. Smakuje wyśmienicie po mlecznym
            poście.




            • mniamumniamu Re: trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 22:21
              Kleszczorak, możesz napisać coś więcej o tej kąpieli z imbirem na toksyny?
              Chętnie sobie przygotuję.
              Ja jakiś czas temu poszłam w twoje ślady i zaczęłam spożywać pastę budwigową,
              efekty rewelacyjne smile Leukocyty z 2,4 na 4,5 smileNeutrocyty również w górę, a
              próby wątrobowe w dół smile
            • mniamumniamu Re: trzynasty miesiąc kuracji 22.08.10, 22:27
              A to mleczko kokosowe to takie, które samemu się przygotowuje gotując wiórki
              kokosowe czy jakieś kupujesz? Bo ja nie umiem znaleźć takiego, które nie ma cukru sad
              • kleszczorak Re: trzynasty miesiąc kuracji 23.08.10, 11:37
                Do kąpieli gotuję 2 torebki herbaty ze skrzypu i łyżkę imbiru. Dolewam to
                przecedzone do wanny.
                Po kąpieli, zanurzam też głową, leżę w grubym szlafroku i opatulona po uszy i
                czuję tylko, jak spływa pot. Na koniec prysznic.

                Mleczko kokosowe kupuję w puszce, brązowy kolor naklejki. W składzie nie zawiera
                cukru i konserwantów (tak stoi napisane). Po otworzeniu puszki przelewam do
                słoiczka.

                Chodzę czwarty tydzień na wirówkę z nogą pogipsową.
                Wkładam też pod silny strumień wody pod ciśnieniem prawą rękę.
                Bardzo poprawia się krążenie.
                Może zaczęły dochodzić leki i dlatego czuję, że pieczenie dłoni jest mniejsze.
                Mam zamiar wykupić sobie za jakiś czas wirówkę na ręce.
                Od dawna było mi zimno w dłonie i stopy.

                • babaelka-0 Re: trzynasty miesiąc kuracji 23.08.10, 21:55
                  Witam!

                  Kleszczoraczku Drogi!

                  Ogromnie sie ciesze z Twoich zwycieztw w zmaganiu sie z przeciwnikiem
                  Co ja pisze przeciwnikiem?
                  Przeciez to cala chmara.Myco,chlama i bart.

                  Zuch Dziewczyna,Twoj sukces w tej walce gwaranrowany.

                  Malozonek idzie jak burza!
                  Jak tak dalej pojdzie ,to gotow pierwszy zakonczyc leczenie.
                  Super! chyba nie bedziesz zazdrosna?

                  Skrzyp i imbir.A potem jeszcze mini-sauna.
                  Ech! ta kabina prysznicowa! Cos wymysle.

                  Pozdrawiam
                  Elka
    • kleszczorak czternasty miesiąc kuracji 27.08.10, 09:25
      Tarivid na chwilę odstawiony. Zaczęłam łykać Clindamycynę, może wybije lokatorów
      w zatoce szczękowej i zębach. Reakcja była niewielka, nad uchem i za okiem. Po
      tym abx może nie ma znanych nam herxów.

      Dołączyłam w odległości od abx herbatkę z liści rdestu japońskiego.
      Odezwały się wyraźne bóle z tyłu głowy i boreliozowego od lat stawu skokowego
      prawej nogi.

      Zaczęłam też pić napój kawowy z cykorii, która zawiera inulinę.
      Nic złego się nie dzieje.

      Ze względu na clindamycynę dorzuciłam w ciągu dnia jeszcze jeden polski
      probiotyk.

      *************************

      Mąż zaczął drugi puls tini.
      Jest silna reakcja, ale znosi to dzielnie.
      Jest bardzo aktywny.

      • kleszczorak Re: czternasty miesiąc kuracji 27.08.10, 10:27
        Napój kawowy z cykorii wygląda tak. Kawa Inka też zawiera cykorię.

        Zaczęłam znowu miksować serek z olejem Budwig na poprawę leukocytów.
        Odkryłam w szafce taki słoik, który jest wygodny do miksowania i szczelny do przechowywania serka w lodówce.
    • kleszczorak 1,5 roku za mną 02.02.11, 07:55
      Skończyły się żarty, zaczęły się schody.
      Abx odstawione.
      W ciągu kliku dni powrót pewnych objawów.
      Czy wrócę do abx?
      Nie wiem, czy się da.



      • szila2008 Re: 1,5 roku za mną 02.02.11, 12:51
        Kleszczorak może wrzuć na razie Buhnera?
        U mnie bez abx też nie różowo ale z nimi też nie było już cacy.
        • babaelka-0 Re: 1,5 roku za mną 02.02.11, 14:32
          Witam!

          Kleszczoraczku ,pomodle sie do Twojego Aniola
          Stroza o troche cierpliwosci.

          Pozdrawiam
          Elka
          • kleszczorak Re: 1,5 roku za mną 02.02.11, 15:21
            Babaelko, żarliwie tylko proszę się módl.
            Oj, coś ten skrzydlaty mnie opuścił.
            Widać i jemu było za ciężko.
            Może wróci jak odpocznie?
            • kleszczorak Re: 1,5 roku za mną 24.02.11, 17:18
              Za mną już kilka tygodni bez abx.

              Wszystkie wyniki na szczęście poprawiły się.
              Jako gratis za nerwy zginęły kamienie z nerek.

              Leukocyty z 2,2 wskoczyły na 3,4.

              Powtórzę jeszcze jedną turę balsamu kapucyńskiego, pokontroluję wyniki, połykam chlorellę.

              Czuję się nieźle.
              Najgorsze były pierwsze dni bez abx, teraz jest przyzwoicie.

              Jaka to ulga nie łykać abx smile

              Co dalej?
              Czas pokaże...

              • depakinka11 Re: 1,5 roku za mną 25.02.11, 09:42
                Witaj!
                same kamienie w nerkach tobie
                zniknely?
                Pytam,bo ja mam kamien w nerce nie wiem skad sie tam wzial.
                Pozdrawiam!
                • kleszczorak Re: 1,5 roku za mną 25.02.11, 13:03

                  Bardzo dużo piłam, aby wypłukać chemię i pomóc nerkom.
                  Wspomagałam się Ginjalem i herbatką ze skrzypu.
                  Na dobrym kontrolnym usg kamieni nie było widać smile

                  Ginjal jest wycofany ze względu na ochronę koników morskich.
                  Ja miałam stary zapas.
    • kleszczorak po przerwie 19.06.11, 16:43
      Po około 3 miesiącach przerwy w abx w kwietniu wróciłam do leczenia.
      Na przerwę miały wpływ losowe przypadki i wyniki badań.

      Z większymi siłami i mocno bolącą prawą ręką zaczęłam kolejną bitwę.

      Od paru dni jest bardzo wyraźna poprawa.
      W ręce powrócił pełny zakres ruchów, ból jest mało odczuwalny.

      Śpię już na prawym boku bez bólu łopatki, barku, ramienia.
      Przestały "strzelać " łopatka i łokieć.

      Odzyskane w pierwszej bitwie karki i lewa ręka spisują się dzielnie.
      Jest pełna ruchomość i brak bólu.

      Nawet ogromny wielomiesięczny siniak na udzie gdzieś się rozpłynął.

      Z koncentracją uwagi znacznie lepiej, a los wystawił mnie ostatnio na wielką próbę.
      Jak dało się to wszystko poskładać, to naprawdę nie wiem.

      Zmęczenie poszło w siną dal.
      Są dni, gdy padam na nos, ale to z innych powodów.
      • kleszczorak ciąg dalszy 21.12.11, 15:08
        Z prawą ręką od chyba ponad roku na zmianę poprawa i pogorszenie. Ból w łopatce i barku mniejszy, ledwo wyczuwalny. Z objawów najsilniejszych został ból mięśni ramienia, no i zgrubienie w zgięciu łokciowym wskazujące na stan zapalny. Ruchomość tej ręki jest lepsza po ciepłym prysznicu i po kilku dniach Metro. Co siedzi w tej ręce, skoro działa na to Metro? Po powtórnym wprowadzeniu Rify oraz całej Lewoksy mam w okolicach łokcia wysypkę, pokrzywkę. Skóra swędzi, kłuje, piecze. Ból karku nie wraca. Prawe stawy: skokowy i nadgarstek wyciszyły się. Dokuczają nieprzespane noce. W pracy jestem bardzo aktywna, dobrze mi się myśli, potrafię ogarnąć wiele bardzo ważnych spraw. Oby tylko wnętrzonści wytrzymały.
        • kleszczorak ciąg dalszy 21.02.12, 17:53










          Po powrocie do rify nareszcie wyraźnie drgnęło.
          Odzyskuję prawą rękę.
          Zwiększyła się ruchomość, zginęło zgrubienie w zgięciu.
          Za to wysypka na łokciu była super.
          Został jeszcze mały ból ramienia, ale niezbyt dokuczliwy.

          Mam nadzieję, że będzie to już trwała poprawa.









Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka