Dodaj do ulubionych

Taniec wokół stóp.

20.03.07, 20:59

Amerykanie postanowili dyskontować dzisiaj fakt że mieli chłodny styczeń a
luty już nie. Dane o ilości rozpoczętych budów home-ów były znacznie lepsze
niż w styczniu, który był najgorszym miesiącem od jakiś 10 lat.

Ilość rozpoczętych budów spadła wtedy o 14%. Dzisiejszy wzrost o 9% świadczy,
że nadal odnotowywany jest duży spadek ale wydaje się, że dla przeciętnego
amerykańskiego inwestora , a nawet dla wielu analityków
dyskontujących „odbicie (rebound) na rynku konstrukcji newhomów - takie
obliczenia to już wyższa matematyka. O ile 2+2 to jeszcze wiedzą ile, to na
pytanie ile jest –14+9 odpowiadają pytaniem „a ile ma być?” wyszło im że nie
wiadomo ile ale pewnie dobrze skoro inni kupują akcje.

Fakt, że rozpoczęte budowy są pochodną zezwoleń i zakupionych działek
(trundo się wycofać z inwestycji) nie był brany pod uwagę. Podobnie jak
kolejny spadek ilości pozwoleń na budowę czy narastanie presji niesprzedanych
wigwamów.

Zarządzający funduszami w swoich wypowiedziach i analizach na siłę próbują
wymusić na fed choćby wzmiankę o szansach na obniżkę stóp. Nie jest
wykluczone, że z stopnia blasku łysiny na głowie bernanke’go będą próbować
zrobić zwiastun szans na obniżenie stóp.

Szansa, że fed wspomni o takiej możliwości jest raczej niewielka. Zbyt wiele
sygnałów wskazuje na dalsze narastanie presji inflacyjnej i jakakolwiek
gołębia wypowiedź owszem wesprze rynki finansowe ale może pogrzebać zaufanie
do słów przewodniczącego FOMC. Co ostatecznie odczytają w wypowiedzi – która
moim zdaniem będzie jeszcze bardziej enigmatyczna niż zwykle – zależy
wyłącznie od nastroju większości graczy. Obecnie jest całkiem niezły.

Presja inflacyjna narasta nie tylko w stanach. Dzisiaj newsem był wzrost
inflacji w Wielkiej Brytanii. Nawet pogrążona od lat w deflacji Japonia
niedawno meldowała o wzrostach cen. Nasze gołębie z RPP zaczynają gubić
piórka a na ich miejscu pojawiają się jastrzębie ostre kształty. Przy czym u
nas wygląda to na jedną z groźniejszych (moim zdaniem) form presji
inflacyjnej – płacową. Można już praktycznie zacząć ją dyskontować, o ile nie
nastąpi pogorszenie nastrojów konsumenckich. Podwyżki dla nauczycieli,
kolejarzy, policjantów etc – wraz z jednorazowym dodatkiem dla emerytów dają
nam skok wskaźników prawie jak w banku (no, powiedzmy w lombardzie a nie w
banku)
Nie jest wykluczone, że umacniający się powolutku Juan, a także wyczerpanie
możliwości absorbcji inflacji przez import z Chin zmieniaja powoli tendencje
obecne na rynkach w ostatnich latach. To by nawet było zgodne z cyklicznością
koniunktury – niska inflacja nie jest dana wiecznie – o czym wydają się
zapominać piewcy goldielocks na całym świecie, również nas Wisłą.
Za wyjątkiem mniejszych spółek inwestorzy z Bazaru na Książęcej na Warszawie
nie przejawiali dziś zbyt dużego zainteresowania handlem . Duzi gracze z
pewnością czekają na sygnały z fed, a właściwie na efekt jaki wywołają słowa
komunikatu po posiedzeniu. Treść wydaje się nie mieć znaczenia – ważniejsza
będzie reakcja. Mimo dość dobrych nastrojów i „dobrych” danych z housingu
amerykanie pozbywają się obligacji – co nie świadczy o zbytnich nadziejach na
obniżki stóp. Nam nie pozostaje nic innego jak czekać na jutrzejszy wieczór.
[ElAmigo]
Obserwuj wątek
    • poszi Re: Taniec wokół stóp. 20.03.07, 21:50
      Na Wall Street panuje czasami taka głupawka, że każde dane sa dobre. Gdyby
      spadła liczba rozpoczętych budów, to byłby to dobry znak, bo szybciej rynek
      nieruchomości pozbył się nadwyżki podaży, a poza tym może Benek by ruszył do
      swoich monetarnych helikopterów. Każdy pretekst jest dobry do zakupów akcji.

      Ciekawsze (czytaj gorsze :) ) będa jednak dane sprzedaży nowych za marzec
      (ogłoszone 25 kwietnia), a w przypadku używanych za kwiecień czy maj (w
      przypadku używanych od momentu podpisania kontraktu do jego zamknięcia i
      odnotowania w statystykach mija kilkadziesiąt dni), bo dopiero w marcu zaczął
      się na dobre subprime credit crunch.

      Cóż to byłby za dzień bez bankructwa jakiegoś subprime lender, więc dzisiaj to
      jest People's Choice Home Loan
      www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=atkiRNcdlZ8M&refer=home
      To jeszcze nie przedostało się do środków masowego przekazu, ale zwija interes też:

      www.loancity.com/
      Co ciekawe, oni nawet nie robili subprime, tylko Alt-A i jumbo. To nieduża firma
      (5 mld kredytów w 2006 roku, o czym można przeczytac w Google Cache):
      209.85.165.104/search?q=cache:j3PsefSdin8J:www.loancity.com/Company_Overview.asp+site:www.loancity.com+company+overview&hl=en&ct=clnk&cd=1&gl=us&client=firefox-a
      Ale to pada wszystko regularnie jak w zegarku ostatnio.
      • elamigo1 Re: Taniec wokół stóp. 20.03.07, 22:08
        Przywiązując wagę do dat to można też zwrócić uwagę że dane były za luty -
        PRZEZ WYEKSPONOWANIEM PROBLEMU.
        haha. No ale co tam. Oni mają zakupowy nastrój ...
    • plessok obligacje-artykul 20.03.07, 22:18
      Czy mniejszy deficyt budżetowy w USA podniesie ceny obligacji?
      Krzysztof Stępień
      Jerzy Boćkowski



      Amerykański Departament Skarbu może w tym roku zmniejszyć emisję obligacji do
      poziomu najniższego od pięciu lat. Wciąż szybki wzrost gospodarczy

      na tyle zwiększa przychody z tytułu podatku od przedsiębiorstw, że deficyt

      budżetowy zmniejsza się


      Emisja bonów skarbowych i obligacji w bieżącym roku finansowym, rozpoczętym 1
      października, może spaść aż o 32 proc., do 140 mld USD - przewiduje Gerald
      Lukas, starszy strateg inwestycyjny w nowojorskim biurze Deutsche Banku,
      jednego z 22 dilerów rynku pierwotnego amerykańskich papierów skarbowych. Mniej
      obligacji w ostatnim czasie Departament Skarbu sprzedał w 2002 r., kiedy łączna
      wartość emisji wyniosła 72 mld USD.

      Rentowność mocno się waha

      Kongresowe Biuro Budżetu obniżyło swoją prognozę tegorocznego deficytu o 40
      proc., do 172 mld USD. Stało się tak po tym, jak wzrost zysków korporacji
      zwiększył podatkowe przychody budżetu o 23 proc. w pierwszych trzech miesiącach
      obecnego roku finansowego.

      Spadek podaży powinien kompensować negatywny wpływ na ceny obligacji
      oddalającej się perspektywy obniżki kosztów pieniądza w amerykańskiej
      gospodarce z obecnych 5,25 proc. Nadzieje na jej ożywienie, po słabej drugiej
      połowie minionego roku, doprowadziły w grudniu i styczniu do zniżki cen
      papierów skarbowych. Według danych Merrill Lynch straciły w tym okresie 1,46
      proc. Rentowność 10-letnich obligacji wzrosła pod koniec stycznia do 4,89 proc.
      i osiągnęła najwyższy poziom od połowy sierpnia 2006 r. Oznaczało to wzrost o
      0,45 pkt. proc. w stosunku do 10-miesięcznego minimum odnotowanego w grudniu.
      Luty przyniósł ponownie poprawę nastrojów na rynku obligacji. Rentowność
      zmniejszyła się o 0,34 pkt proc., do 4,55 proc. Na zbliżonym poziomie
      dochodowość utrzymuje się także od początku marca. Można to wiązać zarówno ze
      zmniejszeniem się obaw inflacyjnych (Ben Bernanke, szef Fed, uspokajał ostatnio
      rynki przed taką groźbą), jak również z serią złych danych makroekonomicznych
      (spadek tempa wzrostu sprzedaży detalicznej do najniższego poziomu od blisko 4
      lat, niewidziana od lat niska liczba rozpoczętych inwestycji w sektorze
      nieruchomości, słabnąca dynamika produkcji przemysłowej).

      Historia pozwala na optymizm

      Zmniejszanie deficytu budżetowego zazwyczaj powoduje redukowanie rentowności
      obligacji, czego dowiodła analiza przeprowadzona przez National Bureau of
      Economic Research, obejmująca okres od 1950 do 2003 r. Spadek o 1 pkt proc.
      udziału deficytu w produkcie krajowym brutto, utrzymujący się przez trzy
      kolejne lata, zmniejsza o około 0,35 pkt. proc. rentowność 10-letnich
      obligacji. Współautor tej analizy Thomas Philippon, profesor w New York
      University Stern School of Business, zwraca jednak uwagę, że większy odsetek
      amerykańskiego długu posiadany przez zagranicznych inwestorów, obecnie około 50
      proc., może zmniejszyć korzyści ze spadku deficytu.

      Zagrożeniem dla tendencji do zmniejszenia deficytu mogą być rosnące koszty
      wojny w Iraku. Takie obawy potwierdza Roger Bayston, dyrektor z Franklin
      Templeton Investments, który zarządza 130 mld USD w obligacjach. - To na pewno
      jeden z głównych czynników, branych przez nas pod uwagę przy podejmowaniu
      decyzji inwestycyjnych - powiedział Baystot agencji Bloomberga. - Silny wzrost
      gospodarczy zmniejszający deficyt budżetowy jest oczywiście dobrą wiadomością,
      ale jako inwestorzy długoterminowi musimy brać pod uwagę także te czynniki,
      które zakłócają równowagę - dodał.

      Wyższe zyski firm,

      mniejszy deficyt

      Kondycja amerykańskiego budżetu poprawiła się, gdyż zwiększyły się przychody z
      podatków. Zyski spółek z indeksu Standard & Poor?s 500 zwyżkowały w ub.r.
      średnio o 15,6 proc. w porównaniu z 13,7 proc. w 2005 r. W obecnym roku tempo
      poprawy jednak znacznie wyhamuje. Może wynieść jedynie połowę tego co w 2006
      roku.

      Niezależne Kongresowe Biuro Budżetowe poinformowało, że deficyt budżetowy w
      2006 r. zmniejszył się do 248 mld USD, z 319 mld USD w poprzednim roku i
      rekordowych 413 mld USD w 2004 r. W sierpniu agencja ta prognozowała
      ubiegłoroczny deficyt na 260 mld USD. Z tych zrewidowanych prognoz wynika, że
      ubiegłoroczny deficyt stanowił 1,9 proc. PKB w porównaniu z 2,6 proc. w 2005 r.
      Biuro to przewiduje spadek deficytu do 1 proc. PKB w latach 2007-2010.George W.
      Bush, obejmując urząd prezydenta USA w 2000 r., odziedziczył po swoim
      poprzedniku 237 mld nadwyżki budżetowej. Teraz zapewnia, że stopniowy spadek
      deficytu dowodzi, że obniżka podatków pomaga gospodarce. Administracja zamierza
      zlikwidować deficyt budżetu federalnego w ciągu pięciu lat - powiedział Bush w
      styczniowym orędziu o stanie państwa.

      Departament Skarbu już zmniejszył emisję obligacji o 7 mld USD na czterech
      przetargach papierów dłużnych w ostatnich pięciu miesiącach. - Mniejsze emisje
      w pewnym momencie zaczynają budzić obawy o płynność. Departament Skarbu zbliża
      się do punktu, w którym powinien ostrożnie podejmować dalsze decyzje -
      powiedział agencji Bloomberga Louis Crandall, główny ekonomista firmy
      analitycznej Wrightson, specjalizującej się w finansach publicznych. Wrightson
      prognozuje, że deficyt budżetowy USA w roku rozliczeniowym 2007 spadnie do 175
      mld USD, a emisja obligacji skarbowych zmniejszy się o 18 proc., do 162 mld USD.

      Analitycy przewidują, że rząd poczeka, aż wpłyną podatki za ub.r., czyli do
      końca kwietnia, z podjęciem decyzji o ewentualnej rezygnacji z emitowania
      określonych rodzajów papierów. Jedną z możliwości byłaby likwidacja trzyletnich
      bonów i pięcioletnich obligacji indeksowanych inflacją. Wstrzymano ich sprzedaż
      w 1998 r. i wznowiono, gdy deficyt ponownie wzrósł.





      Zmienność najniższa od końca lat 70.

      Aktualne notowania obligacji w Stanach Zjednoczonych charakteryzują się bardzo
      niewielkimi wahaniami cen. Przeciętna różnica między ekstremami dwóch kolejnych
      sesji w przypadku rentowności 10-letnich papierów skarbowych wynosiła w
      ostatnich 12 miesiącach zaledwie 3,3 pkt bazowego, podczas gdy jeszcze w
      początkach 2006 r. przekraczała nieznacznie 4 pkt bazowe, a dwa lata wcześniej
      wynosiła 5,4 pkt bazowego. Taka sytuacja powoduje, że dilerom obligacji
      trudniej jest zarabiać pieniądze. Aby wypracować zyski, muszą zwiększać wartość
      transakcji.

      Niska zmienność jest tłumaczona przez specjalistów stabilnym globalnym wzrostem
      gospodarczym oraz przewidywalnością polityki monetarnej Rezerwy Federalnej i
      innych banków centralnych na świecie. Zwraca się jednocześnie uwagę, że
      występowanie ograniczonego tempa wzrostu cen w globalnej gospodarce (pomaga w
      tym większa elastyczność rynków pracy) skłoniło inwestorów do akceptacji
      niższej rentowności obligacji. W efekcie reakcja rynków na podwyżki stóp była
      znacznie mniejsza niż w poprzednich cyklach zacieśniania polityki pieniężnej.
      Inflacja w USA wynosi 2,8 proc., licząc średnio od 2000 r. W latach 90.
      przeciętnie sięgała 3 proc., a w latach 80. aż 5,6 proc. To znalazło odbicie w
      poziomie kosztu pieniądza, który w obecnej dekadzie wynosi 3,24 proc. W
      poprzedniej było to średnio 5,12 proc., a w latach 80. aż 9,86 proc.

      Wśród przyczyn niskiej zmienności wskazuje się też zakupy amerykańskich
      obligacji przez kraje posiadające duże nadwyżki w bilansie obrotów bieżących ze
      Stanami. Kupują one tamtejsze papiery skarbowe bez względu na sytuację na
      rynku. Chodzi głównie o Chiny i Japonię.

      Czy niska zmienność może mieć konsekwencje w przyszłości? Gdyby inwestorzy
      doszli do wniosku, że na trwałe się zwiększyła, byliby zmuszeni do redukcji
      części posiadanych pozycji, co wywierałoby presję na ceny. Prowadziłoby zatem
      do podniesienia się rentowności. Przez jej pryzmat ocenia się między innymi
      atrakcyjność wycen akcji na giełdzie (do takich porównań służy zyskowność 10-
      latek). Stanowi również punkt odniesienia dla wyznaczania kosztów kred
    • prenditore Re: Taniec wokół stóp. 20.03.07, 22:48
      Mimo podnoszenia stóp procentowych w Stanach, ceny akcji rosły nadal.
      FED nie podniesie stóp jutro, ale w komentarzu byki mogą doszukać się czegoś na
      swoją korzyść.
      U nas lekka korekta i wyczekiwanie na jutro.
      Rozwój gospodarczy i wzrost PKB będą pchały indeksy do góry. Możliwe, że szczyt
      jest niedaleko i potem zacznie się obsuwanie, ale nie to jest ważne.
      Na rynku są dwie strony i trzeba korzystać z obydwóch, a nie upierać się przy
      jednej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka