bassooner
05.09.08, 12:45
Kończył się XXI wiek. Wania Siemionow, szeregowy pracownik Gazonu, potentata
gazowo – paliwowego obudzony został po całonocnej libacji alkoholowej przez
telefon gazowej, czerwonej linii. Usłyszał głos prezydenta: „Wania...
dawaj!!!”. Podszedł do kurka i zakręcił go. Rurociągi wyschły jak gardziel po
secie spirytu bez popity. Tak rozpoczęła się nowa era. Era gazowozów.
Przypomniano sobie o pewnym wynalazku polskiego inżyniera Ludwika Mękarskiego
z końca XIX wieku – silniku napędzanym sprężonym powietrzem. Europa już pod
koniec XX wieku rozpoczęła, zakrojone na szeroką skalę badania nad
wykorzystaniem tychże silników do napędu samochodów. Sprężanie powietrza
wymagało jednak nakładu energii pozyskiwanej także z gazu ziemnego i ropy
naftowej, a restrykcyjne przepisy ekologiczne doprowadziły do całkowitego
wyeliminowania z użycia energii atomowej. Wymyślono BOG. Czyli Bolec Odbioru
Gazów. Był to wystający z siedziska bolec, na który kierowca (później również
i pasażerowie) nabijał się niczym Azja Tuchajbejowicz na pal. Odpowiednia
dieta bogata w groch, fasolę oraz śrutę do tuczu świń zwiększała efektywność
wydzielania gazów, czyli po prostu pierdów. Każdy samochód nowej generacji był
zaopatrzony w BOG, który zwiększał efektywność silnika na sprężone powietrze.
Bo przecież nieustające pierdnięcie było wtedy jeszcze w fazie marzeń
naukowców. Dopiero po około trzydziestu latach od wprowadzenia pierwszych
gazowozów z BOGami, naukowcom udało się, w wyniku manipulacji genetycznych,
stworzyć pierwszą dupę o ciągłym i nieustającym pierdzie. Pojawiły się też w
późniejszej fazie rozwoju gazowozów implanty i przeszczepy dup. To dla tych
niefrasobliwych kierowców i pasażerów, którzy nie zapiąwszy pasów
bezpieczeństwa wlecieli przez przednią szybę zostawiając nabite poślady na
siedziskach.
Najnowszej generacji BOGi były zaopatrzone w filtry cząstek płynnych i
stałych, na wypadek „kleksów”, a uzyskany w ten sposób materiał organiczny
przetwarzany był na komponenty do produkcji tapicerki samochodowej...