baloo1
13.11.03, 14:33
Wzial i mnie natchnal silwerowy watek ortograficzny. A moze bysmy tak kochani
skomponowali jakies przesympatyczne i arcylatwiutkie dyktando ? Ciekawe, ile
razy sami sie wysypiemy, juz na etapie pisania ;o)
Nie zwazajac na pierwsze, arcylekkie podmuchy halnego zapowiadajace
nadchodzaca burze, mlody juhas Janko wyszedl przed swoja chedoga chalupe,
przeciagnal sie i lyknawszy z brudnego kubka zetycy wyszczerzyl zzolkle
trzonowce. Eksharcerz, rzekomy i samozwanczy znawca chmur i wichrow, wysnuwal
nierzadko nieprawdopodobne pseudoteorie meterologiczne na podstawie
nieistniejacych przeslanek i pseudoznakow. Nie przejmujac sie latajacymi
nisko jaskolkami, zarzucil kurtke, przepasal chlebak i chwyciwszy ciupage
ruszyl podgorska sciezka prosto ku halom i wierchom. Przeszedl w brod
pierwszy strumien, gdyz nieremontowany od lat mostek dawno juz nie istnial.
Ni stad ni zowad zrobilo mu sie lekko na duszy i bylby zaintonowal jakas
radosna przyspiewke, ale nie pozwalalo mu na to niedostateczne wyrobienie
strun glosowych tudziez nietegie zdrowie, oslabione latami niewylewania za
kolnierz. Juhas porzucil zatem zdrozna mysl o podbeskidzkich i podhalanskich
piosenkach, chociaz ich jurnosc i chutliwosc wspolgrala z nadpobudliwym
charakterem naszego wciaz jeszcze niestarego bohatera, i w milczeniu podazal
ku podniebnym szlakom, turniom i perciom. Tymczasem podmuchy halnego stawaly
sie coraz silniejsze, kukulki i wszelki inne ptaki umilkly chowajac sie wsrod
listowia, a nawet niewysokie choinki i krzewy kosodrzewiny pochylaly sie
coraz silniej, kolyszac sie nieregularnie w rytmie szkwalow.