angelfree
01.05.10, 15:49
Natchnął mnie fragment wątku na temat sławetnego mokumentu.
Bóg, anioł i diabeł w języku.
Chodzi mi o wykrzyniki w rodzaju "Do diabła!", "O Boże", "Na litość boską", "O matko (boska)"; o określenia "boskie", "rozanielony", o całą masę porzekadel w rodzaju "Gdzie diabeł nie może..." czy powiedzeń o liczeniu diabłów na końcu szpilki.
Funkcjonują powszechnie, ale o czym to świadczy?
Boga wzywają bardzo często katolicy, choć nie powinni (moim znajomym protestantom się to nie zdarza).
Czy ateista może używać takich powiedzeń :)?
Czy znikną razem z religią? (Mnie by bylo szkoda wszystkich moich domowych, oswojonych diabłów nakrywających różne rzeczy ogonem.)
Czy skoro religia jest obecna w polityce i część polityków co i rusz się do Boga i "wartości" odnosi, czy należy i wypada ten balon przekłuwać, czy też należy traktować go z szacunkiem, żeby nie ranić ważnych dla wielu uczuć - w końcu, jak napisal baca, nie każda pobożność jest szkodliwa, nie w każdym przypadku dewocja miesza się z polityką, co już niewątpliwie szkodliwe jest.