Dodaj do ulubionych

Cos, bez czego nie mozecie zyc

12.09.05, 20:51
Wiele razy zastanawialam sie jak to jest, ze sa tacy ludzie, ktorzy odnajduja
cos, co nadaje ich zyciu sens i nie moga bez tego zyc. Nie mam tu na mysli
tak oczywistych rzeczy jak rodzina, ukochana osoba, dzieci czy przyjaciele.
Mysle raczej o jakims... brakuje mi slowa... hobby (?). Ja jeszcze czegos
takiego nie odnalazlam i ciekawa jestem czy kiedykolwiek znajde. Robie duzo
rzeczy, o ktorych moglabym powiedziec, ze je lubie, ale nie ma w moim zyciu
nic, co sprawialoby, ze nie moge bez tego zyc, czegos co calkowicie
wypelnialoby moje zycie.

Wiele lat temu byl to dla mnie sport- treningi, zawody- to bylo to. Jednak
wraz z wiekiem i zmiana szkoly minelo, a w zamian nie pojawilo sie nic. Byly
pozniej jakies pojedyncze rzeczy, ale na krotko. Teraz jestem na siebie zla,
poniewaz odkad mieszkam w Anglii strasznie sie rozleniwilam. Za nic mi sie
nie chce zabrac, moje zycie robi sie pomalu jakies takie plytkie, bez
zainteresowan. Zawsze sobie to tlumacze tym, ze gdybym miala wiecej pieniedzy
to bym sie pewnie pozapisywala na rozne kursy itd. Prawda jest taka, ze zanim
mialam pieniadze, mowilam to samo... Uwielbiam jezyk wloski, uczylam sie go z
wlasnej woli podczas studiow. Moglabym to robic teraz i co? Nie chce mi sie!
A jesli mi sie nie chce, to znaczy, ze to nie jest cos co kocham ponad zycie.
I tak koleczko sie zamyka. Wraz z ukochanym lubimy podrozowac, nie potrafimy
usiedziec na miejscu, zawsze nas gdzies poniesie. Nie jest to jednak az tak
silne, zeby np. zyc jak niektorzy z moim znajomych. Nie martwia sie o
emeryture, nie mysla zanadto o przyszlosci. Kochaja podrozowac, a zarobione
pieniadze wydaja na podroze- pol roku pracy i pol roku podrozowania.

Mam znajoma, dla ktorej nie liczy sie nic poza bieganiem. Bierze udzial w
maratonach, do ktorych nieustannie sie przygotowuje. Wstaje rano i biega.
Wraca z pracy i jedzie na rowerze na silownie, gdzie wypompowuje sie prawie
do cna. Pozniej jeszcze wieczorny bieg i tak w kolko. Podporzadkowala temu
cale swoje zycie. Ma partnera, ktory ja wspiera, prace, ktora lubi plus
sport. I co z tego, ze na pierwszy rzut oka wydaje sie oderwana od
rzeczywistosci- zapomina zamknac lodowki, ciagle cos rozlewa, w pokoju ma
balagan. Ma swoj swiat, w ktorym jest szczesliwa.Albo brat mojej kolezanki-
jezdzi po Anglii i fotografuje mosty.

Takich ludzi jest mnostwo. Zazdroszcze im. Ja tez tak chce. Myslicie, ze
kiedys odnajde cos, co pokocham tak jak oni? Czy powinnam moze szukac na
sile? A moze naleze do tych, ktorych zycie juz zawsze bedzie takie plytkie?

Jak to jest z Wami? Jest tu na forum ktos, kto pokochal cos tak bardzo, ze
nie moze bez tego zyc?
Obserwuj wątek
    • natalia.brzeska Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 12.09.05, 21:21
      Wydaje mi sie, ze wiem co czujesz. Szukamy chyba jakiejs pasji, bez ktorej, jak
      sama mowisz, zycie wydaje sie jakies plytkie.

      Kiedys u mnie byl to tenis. Ciagle treningi, cale dnie spedzane na korcie.
      Potem byl to angielski i wydaje mi sie, ze byl do niedawna. Jednak teraz, nie
      jest to cos, bez czego nie moge zyc, a cos z czym zyje na co dzien, wiec chyba
      nie moge tego zaliczyc do pasji. Swego czasu myslalam, ze nie moge zyc bez
      nauki. Uwielbialam sie uczyc, wiec ciagle studiowalam (na szczescie nie
      bylam "wieczna studentka" :-) Teraz jednak mam juz dosyc studiowania, chyba
      nastapil przesyt, tym bardziej, ze teraz jest to cos, co moze rozdzielic mnie i
      ukochanego.

      Teraz chyba nie mam pasji. Myslalam, ze bedzie to gotowanie, ale jakos powoli
      staje sie raczej codziennoscia, a nie pasja.

      Tez zastanawiam sie, czy szukac na sile, czy moze przyjdzie samo...
    • eballieu Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 12.09.05, 21:27
      Jednego wyjatkowego hobby nie mam. Chyba nigdy nie mialam, zawsze bylo tego
      troche. Bo ja jestem z tych co zycie dla nich wydaje sie za krotkie aby
      poswiecic to jednej pasji.
      Ale nie moge sobie wyobrazic zycia bez wina. Podrozujemy zawsze pod kontem - ma
      byc doskonale jedzenie i jeszcze lepsze wino. Rzucic prace - obecnie prace meza
      i jechac w swiat by podrozowac - nie. Bo wtedy by nie bylo na doskonale
      jedzenie i jeszcze lepsze wina:(
      Ja pstrykam troche zdjec.
      Jestem socjologiem z wyboru i kocham ta dzialke nauki. To tak troche moja
      pasja, w ktorej odkrywam coraz to nowe dziedziny.
      I urzadzam nasz przyszly dom. Znaczy sie wycinam i naklejam to na kartonach. To
      taka moja odskocznia - kreowanie tego co moze kiedys bede miec. Tak samo robie
      z ogrodem. Cwicze na tych przy wynajetych kolejnych domach, a dzieki temu
      tworze wizje dla nas na przyszlosc.
      W Anglii zafascynowalam sie cmentarzami i dedykacjami na lawkach. Czytam napis
      na kazdej lawce, komu - dlaczego.
      Mamy takie wspolne hobby w marzeniach, ale chyba brak nam odwagi. Zreszta to
      takie hobby dosc popularne - zycie gdzies na wyspie, ale w Europie, tam gdzie
      bedzie dobre jedzenie, doskonale restauracje, piekne jachty w portach i ...
      ladni faceci, hi hi hi - w tym nie wiem czy maz sie zgadza ze mna. Mogla by byc
      jakas elegancka miescina na Majorce. I tam hobby moim by bylo przesiadywanie na
      kawach na wiecznie naslonecznionych tarasach, obserwowanie ludzi, picie kawy,
      czytanie lokalnej gazety. Nuda? Ja bym ta nude kochala.
      Bo hobby moje to tez juz tradycyjna kawa poza domem - w niedziele po sniadaniu
      musimy wyjsc na kawe poza dom. Ogladamy gazete i lenimy sie. Uwielbiam to.
    • edzior1 Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 12.09.05, 23:18
      oj uderzylas w moj czuly punkt princess.. hahah to jest moja wieczna zmora, ja
      normalnie w swiecie zazdroszcze ludziom co maja pasje, talent, artysci
      podroznicy muzycy i ci wszyscy, WSZYSCY co maja jakies pasje, u mnie to jest
      tak, wszystko mi sie nudzi szybko i nie mam cierpliwosci np dawniej duzo
      fotografowalam zwlaszcza roslin i takim tam podobne... poki to robilam stara
      praktica ale po tym jak sobie kupilam super lustrzanke nikona na ktora
      skladalam pare lat to czar prysl juz mi sie niechce i tak ze wszystkim jest.
      tez zauwazylam ze tu w anglii jakos tak zyje plytko bez zainteresowan, staram
      sie to jakos naprawic ale efekty.. marne, wciaz tak jak ty czekam na ta swoja
      PASJE!!!
    • fatemeh Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 10:41
      Hej ksiezniczko ;) Tak jak edzior podpisuje sie pod tym wiecznym poszukiwaniem
      i... wrodzonym lenistwem :)) Kiedys moja pasja byla jedna z "rzeczy
      oczywistych", czyli moj angieslki zwiazek ale bledem bylo prawie bezgraniczne
      podporzadkowanie sie owej pasji bo gdy nastapil koniec przez wiele dni wydawalo
      mi sie ze moj swiat runal. Mieszkam teraz w miescie ktorego nie lubie i zyje
      zyciem ktorego nie planowalam (ot typowa Polka na dorobku funkcjonujaca bez
      przekonania w obcym dla siebie angielskim spoleczenstwie). I wlasciwie jedynym
      jasnym punktem okazaly sie moje dawne (kino, muzyka) i nowe pasje (islam,
      spolecznosc arabska, kobieta w oriencie - glownie w postaci lektur nt). Nie sa
      to pasje "wysilkowe" wymagajace czasu, energii czy podporzadkowania im planu
      dnia - ale raczej pasje dajace wytchnienie, pozwalajace oderwac sie na chwile
      czy o porzez uczestnictwo w nich (czyli np lekture albo wyjscie do kina) czy
      poprzez refleksje towarzyszaca przeczytanej ksiazce czy obejrzanemu filmowi.
      Odpowiadaja one mojemu temperamentowi. Z jednej strony lubie zmiany z drugiej
      przyzwyczajam sie szybko do stalego rytmu dnia, pracy, zycia wiec pasja
      pochlaniajaca moj czas i energie... znudzilaby mi sie szybko ;D
      Podziwiam pasjonatow w ogole i ciesze sie ze sama mam te moje male hobbystyczne
      swiaty do ktorych zagladam gdy szukam wytchnienia.
    • chihiro2 Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 10:43
      Ja mam cala mase zainteresowan, ale jest ich zwyczajnie za wiele, zebym mogla
      jednemu poswiecic caly swoj czas. Za duzo rzeczy mnie absorbuje, za wiele
      rzeczy sprawia mi niewyslowiona przyjemnosc, bym mogla z czegos zrezygnowac na
      rzecz tylko jednej pasji. Ludzi z pasja podziwiam (swego czasu czytalam
      fantastyczny artykul w Vogue o ludziach, ktorzy podrozuja - nie jada w jakies
      miejsce i tam siedza, ale sa w ciaglej pozdrozy, troszke jak Beata Pawlikowska
      w Polsce, z tym, ze ona jezdzi ciagle w jeden rejon), ale wydaja mi sie nieco
      jednostronni. Bo przeciez na swiecie jest tyle wspanialosci, jak mozna byc
      zorientowanym tylko na jedno? Z tym wiaze sie tez moj problem z praca. Za wiele
      zawodow chcialabym wykonywac, a do kazdego trzeba miec wyksztalcenie,
      doswiadczenie, nie mozna skakac z kwiatka na kwiatek, tzn. przez kilka lat
      robic jedno, potem drugie. Moze jeszcze dorosne do wiekszej "stabilizacji
      zawodowej"...

      Uwielbiam czytac. Ale nie ksiazki z list bestsellerow, tylko mam fazy na lit.
      iberoamerykanska (to moja milosc), amerykanska z XXw., chinska... Uwielbiam
      caly klimat jaki ksiazki tworza wokol siebie, te magiczna aure, ktora je
      otacza, zapach papieru, dotyk okladki, czcionka. Moglabym spedzic caly dzien
      siedzac w lozku, jedzac pysznosci i czytajac. Ksiazki daly mi tak ogromnie duzo
      w zyciu, nauczyly mnie tyle madrosci, tak mocno wplynely na moj swiat fantazji
      i rozwoj duchowy, intelektualny i emocjonalny, ze nie wyobrazam sobie zycia bez
      nich.

      Druga taka sprawa sa filmy. I tu tez nie chodzi o hity, ktore wszyscy ogladaja
      (choc jak sa dobre, to czemu nie?), ale raczej o klasyki, kino niezalezne,
      alternatywne, ktore pokzauje wszystko w sposob inny niz hollywoodzki. W tym tez
      jestem wszechstronna - kocham kino chinskie lat 80-tych i 90-tych,
      skandynawskie, Lyncha, Bunuela, Bergmana, filmy z Audrey Hepburn... Ogladam 4-5
      filmow tygodniowo i ciagle mi malo. Bez tego tez nie moglabym zyc. Jednym z
      moich marzen jest prowadzenie malego centrum "kulturalno - zdrowego", w ktorym
      bylaby biblioteczka, pokazy filmow, wystawy malarskie, sklepik z pieknymi
      akcesoriami modowymi, a obok barek ze zdrowym jedzeniem, trzy dni w tygodniu
      zajecia jogi, lekcje nauki kreatywnosci itp. Ach, dobrze jest pomarzyc!

      Nastepnie jest zdrowe zywienie. Zasad zywienia uczylam sie sama, stopniowo,
      metoda prob i bledow, na sobie i znajomych, przez lata. Uwielbiam magazyny
      typu "Zest", "Fitness", chlone kazda informacje i malo co zapominam. Z tym
      wiaze sie moje marzenie zostania life coachem wyspecjalizowanym w zdrowym
      trybie zycia. Na razie zmotywowalam kilka kolezanek, z powodzeniem schudly.
      dzis wlasnie jadac autobusem do pracy wyobrazalam sobie, jakie to musi byc
      wspaniale siedziec sobie w gabinecie i przyjmowac pacjentow, ukladac im
      programy zywieniowe, podejsc do tego w sposob holistyczny, nie zapominajac o
      psychice i bazujac na indywidualnym podejsciu - czyli czyms, czego wielu
      lekarzy nie potrafi robic. Za jakis czas zrobie porzadny kurs tu w Anglii i
      zostane albo wlasnie life coachem, albo specjalistka od zywienia (nutritionist)
      i nareszcie bede szczesliwa i spelniona zawodowo.
      Fitness tez bardzo lubie, tylko ze z tym latwo jest przesadzic. W Australii
      cwiczylam 6-7 razy w tygodniu, tu zwolnilam troche i na lepsze mi to wychodzi.
      Prywatnym trenerem jednak nie chcialabym zostac, choc w Polsce nosilam sie z
      tym zamiarem. W kazdym razie wiem o tym wystarczajaco na moje wlasne potrzeby i
      wiem, jak moge pomoc kobietom modelowac ich ciala.

      To sa takie hobbies, ktore zajmuja mnie najbardziej. Jest jeszcze wiele innych
      rzeczy, ktore uwielbiam robic, ale z braku czau badz pieniedzy zeszly na dalszy
      plan - choc wciaz istnieja w moim zyciu i odgrywaja wielka role. Chcialam
      kiedys zostac projektantka mody, teraz z przyjemnoscia pracowalabym w zawodzie
      fashion buyera dla duzego centrum typu Selfridges czy Liberty, wyszukiwalabym
      nowych, obiecujacych projektantow i kreowala image sklepu. Uwielbiam chodzic po
      sklepach, zestawiac ciuchy, bawic sie moda. Niestety brak mi zdolnosci, by
      samej cos tworzyc, ale cala ta kreatywna strona mody (czesto tez polaczenie
      mody ze sztuka) bardzo mnie kreci. Poza tym jest wlasnie sztuka. Tez chyba brak
      mi zdolnosci, by malowac, rysowac, a bardzo bym chciala. Moj tata zajmuje sie
      handlem antykami, w Polsce nasz dom byl zawsze wypelniony starym, bardzo cennym
      malarstwem, porcelana, stara bizuteria. Kiedys mi sie to niezbyt podobalo,
      teraz moglabym godzinami chodzic do galerii i ogladac w domu albumy z
      malarstwem (a bywaja dosc kosztowne...).

      Jak na razie, to byloby tyle. Dziesiatki rzeczy przychodza mi jeszcze do glowy,
      ale one sa juz chyba nawet na trzecim planie... W kazdym razie moje zycie
      prywatne=hobbysticzne jest bogate i jestem z niego w pelni zadowolona. Gdybym
      jeszcze mogla polaczyc moje zainteresowania z praca zawodowa, gdyby ktos mi dal
      jakas szanse, nic by mi do szczescia nie brakowalo!
    • jagienkaa Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 11:01
      ja też mam podobnie jak wy. Nie mam takiego stuprocentowego hobby, raczej
      wszystko 'po trochu'. Kiedyś uwielbiałam koszykówkę i (uwaga) Metallikę. Nic
      poza tym mogło nie istnieć. Ale teraz już mi się nie chce grać ani oglądać, a
      Metalliki rzadko słucham (choć nadal uwielbiam).
      Ale tak na co dzień nie umiałabym żyć bez internetu, sportu i muzyki. Zawsze
      coś u mnie gra. Wciąż czekam, że coś mnie zainteresuje.
    • flamenca Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 12:37
      To co napisalas spowodowalo, ze zaczelam sie zastanawiac, czy to co do tej pory bylo moja prawdziwa
      pasja jest nia rzeczywiscie. Prawdziwa - znaczy, ze bez niej nie potrafilabym zyc.
      Patrzac z perspektywy na moje dotychczasowe zycie dochodze do wniosku, ze to, co sprzyja
      pielegnowaniu pasji - w moim przypadku - to odpowiednia jej intensyfikacja oraz obecnosc innych
      zainteresowan. U mnie wygladalo to nastepujaco. Zawsze chcialam spiewac, dlatego po skonczeniu
      szkoly muzycznej zapisalam sie do choru. Proby dwa razy w tygodniu, czeste koncerty, poznawanie
      nowych, ciekawych ludzi. Potem szkola muzyczna w klasie spiewu operowego i solowe koncerty. W tym
      samym czasie ukochane studia na Psychologii i plany zwiazane z robieniem doktoratu. Ale w tych
      swoich pasjach zawsze brakowalo mi chyba odwagi, zeby ciagnac to dalej. Dochodzilam do pewnego
      poziomu, a potem rezygnowalam lub nie bylam wystarczajaco dobra. Co jakis czas lapalam sie na tym,
      ze zastanawiam sie, czy ja rzeczywiscie wlasnie tego chce. Gdy decydowalam sie na Psychologie
      zalowalam, ze nie ciagne dalej spiewu. Gdy pochlanialy mnie proby, tesknilam do Psychologii. Zylam na
      krawedzi, ale to wlasnie dawalo mi prawdziwa satysfakcje, bo zawsze tesknilam do jednego lub
      drugiego. Po studiach zaczelam prace. Jednak ciagnelam dalej spiew. Wtedy pojawily sie pierwsze
      pomysly zajec z tanca. Zapisalam sie na taniec irlandzki i flamenco. To ostatnie pochlonelo mnie na
      nastepne 2 lata. Poczatkowo spokojnie 2 razy w tygodniu, bez specjalnego wysilku, jako odskocznia od
      pracy. Pod koniec 4 razy w tygodniu, uczestnictwo w warsztatach, przegrywanie plyt, chodzenie na
      koncerty a takze wystepy w teatrze z moja grupa. Dawalo mi to nieziemska satysfakcje. Czulam, ze
      jestem w tym dobra i jeszcze bardziej mnie to krecilo. Jednak gdzies w mojej glowie pojawialo sie
      pytanie - czy to jest to, co chcialabym robic. I jest chyba ze mna tak - ja kazde hobby (psychologie,
      spiew czy taniec) probowalam przeksztalcic w cos wiecej - chcialam stac sie doktorem Psychologii,
      spiewaczka operowa, tancerka flamenco, ale zawsze cos mnie przed tym hamowalo. Wiem, ze niektorzy
      uwazaja, ze najlepiej jest gdy to co robisz jest Twoim prawdziwym hobby. Ale w moim przypadku ta
      zasada chyba nie dziala...
    • aniaheasley Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 15:01
      Poza dziecmi, mezem i innymi oczywistosciami egzystencjalnymi trudno byloby mi
      zyc gdyby nie istnialy w moim zyciu:

      Internet
      Moja firma moja praca
      Nescafe Cappucino
      Tenis
      Badminton
      Oxford Street
      Cotswolds
      Teatry londynskie
      Romantic comedies
      Battersea Park
      Monsoon, Next, Boden i inne kolorowe sklepy
      Caci facials
      Kings Road
      ER
      Nick Hornby
      Camping holidays
      Nando's

      • aniaheasley Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 15:22
        No tak....
        Najpierw odpowiedzialam, a potem przeczytalam wypowiedzi innych i wyszlo na to
        ze reprezentuje swoim poziomem kompletne zero, zanizam poziom i w ogole brak
        glebi i osobowosci.
    • cuski Komputer :) 13.09.05, 15:38
      Nie moge zyc bez komputera, he he he...
    • basia313 Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 15:46
      Swego czasu uwielbialam przegladac mapy, uczyc sie stolic panstw, czytac o
      zwierzetach sfrykanskich. TEraz niestety pozwolilam zyciu troche przypruszyc
      moje zainteresowania. PEwnie nawet wyszlabym na "ignorantke mapowa". UCze za to
      moje corki juz teraz mapy Europy i stolic europejskich na razie. CHcialabym
      bardzo kiedy odwiedzic wszystkie stolice Europy. Niestety jeszcze wiele zostalo
      do nadrobienia...W sklepach czesto szukam puzzli z mapami politycznymi, by
      sprezentowac corkom. Oj biedne te moje corki. Moze na szczescie dla nich, nie
      znalazlam jeszcze wlasciwych.
      Tak chyba wlasnie czytanie map, to cos, co bardzo lubie robic, daje mi to
      zadowolenie, odpreza mnie. Czesto tez przeszukuje internet i nawet znalazlam
      wspaniala strone.
      www.lizardpoint.com/fun/geoquiz/afrquiz.html
      naprawde polecam.
      • lee.loo dzięki Basiu 13.09.05, 19:19
        Basiu, ale nam radość sprawiłaś (mnie i mojemu tacie) tą stronką :-)
        Wlaśnie skończyliśmy się testować. Najgorzej nie wypadliśmy,ale Chin nawet nie
        ruszyliśmy ;-) Trochę pogubilismy się w Afryce, szczególnie w wśród państw
        Zatoki Gwinejskiej,ale ogólnie bylo ok. Tata jest rewelacyjny z Bliskiego
        Wschodu i Azji, ja się orientuję w Amerykach, no może bez Caraibów!
        To dzięki Tacie uwielbiam podróżować, nawet palcem po mapie.To on zaraził mnie
        tym "geograficznym bakcylem" i jak byłam mała korzystał z każdej nadarzajacej
        sie okazji (rodzinny obiad, imienny babci,święta) aby mnie zapytać gdzie leży
        jakies panstwo, w jakim tam sie mówi jezyku, jaka jest stolica,kto jest tam
        głową etc. ja, chcąc uninąć wstydu przed rodziną pilnie studiwałam mapy i
        atlesy, a tata mnie w tym dopingował. Do tej pory mu to zostało :-) Miał
        jeszcze takie dziwne sposoby na sprawdzanie ewentualnych kandydatów na
        zięciów.Rzucał sobie właśnie pytanko typu "urzędowy język w Surinamie" lub inna
        nazwa Myanmaru" a te biedaczyska pocili się,zeby wypaśc jak najlepiej:-)
        Teraz troszeczkę przystopował, chyba ze wzgledu na bariere językową, ale nadal
        zamęcza nas (a raczej mojego chlopaka, który pochodzi z Mauritiusu/a(?)
        pytaniami dot. tejżw wyspy. No i wiadomo jaki prezent sprawi tacie (mnie tez)
        najwieksza frajdę, bo książek typu "podróże mojego życia" nigdy dość
        • basia313 Re: dzięki Basiu 13.09.05, 21:38
          No to sie ciesze, ze Wam sie podoba ta stronka. Moim konikiem jest wlasnie
          Afryka, choc jak juz napisalam nie jestem tak dobra, jak kiedys. To jak to jest
          z tym urzedowym jezykiem Surinamu?
          • lee.loo Re: dzięki Basiu 13.09.05, 23:06
            Oj ta Afryka, ja niestey często muszę sprawdzać w atlasie,gdzie dokładnie
            znajduje się jakieś państwo lub miasto, szczególnie mam problem z Zachodnia
            częścią, ale i tak przyjemnie jest siedzieć z nosem w atlasie, prawda?
            A Surinam był kolonia holenderska do lat 70 i wtedy nazywał się Gujana
            Holenderska, siłą rzeczy językiem narodowym jest holenderski.
            Dogadasz sie tam jeszcze w sranan togo,hindi, po hiszpańsku i angielsku - ale
            tego to już z głowy nie wzielam,pomógł mi podręczny leksykon państw świata :-)
            Pozdrawiam
            l.l
      • mgna Do Basia 313 13.09.05, 23:17
        Basia, swietna strona!!! Sto krotne dzieki ze sie podzielilas!!! Uwielbiam
        geografie!!!

        Moje pasje...dawniej bylo to granie na skrzypcach przynajmniej 5 godzin
        dziennie, bez znaczenia czy to jest weekend czy wakacje. Niestety w latach
        pozno nastoletnich rozproszylam sie i zaprzestalam - czego teraz zaluje. Odkad
        zaprzestalam, to lapie tysiece srok za ogon, jestem chaotyczna w
        moich "pasjach" i nie moge sie odnalesc. Jednym powodem jest to ze zaduzo
        rzeczami sie interesuje i czuje ze zamalo jest zycia zeby wszystkie dokladnie
        poznac gdybym je robila po kolei, wiec dlatego je tak naraz lapie zeby choc
        potroszku moc ich posmakowac.

        Bez czego w zyciu nie moglabym sie obejsc? Przedewszystkim bez muzyki
        klasycznej KROPKA Nastepnie nie moglabym sie obejsc bez koncertow
        filharmonicznych, jazz'u, czytania ksiazek, poezji Pablo Nerud'y, bez muzeow
        nie moglabym sie obejsc, ostatnio bez Sudoku (choc powoli sie juz tym nudze bo
        jest za latwy), nie moglabym zaprzestac chodzenia po lakach, pagorkach i po
        gorach (to daje mi poczucie wolnosci co rowna sie u mnie ze szczesciem), tak
        jak kolezanka wspomnial ja rowniez uwielbiam przegladac mapy (zarazila mnie tym
        nauczycielka od geografi).

        Na platformie plytkiej nie moglabym sie obejsc bez pani ktora nitkuje mi brwi i
        bez jakiegos przyzadu do golenia (zyletka, wosk, co kolwiek...nie znosze
        wloslow na ciele), nie moglabym sie obejsc bez dobrego pilniczka i bez
        Nailtique. Nie moglabym sie objesc bez blyszczka do ust, choc by nim miala byc
        nawet wazelina. Nie moglabym sie obejsc bez szamponu, bez mydla (z lawendy
        najlepiej) i bez kremu do ciala i twarzy. Nie moglabym sie obejsc bez dobrej
        bielizny.

        No wiecie co dziewczyny, jesli mialabym sie przeprowadzic na bezludna wyspe to
        statek musialabym zamowic na przeprowadzke ;)

        Dawniej myslalam ze nie moglabym sie obejsc bez NYC, ale teraz wiem ze moge,
        tylko czuje sie jak ryba w bardzo malym akwarium.
        • basia313 DO mgna 14.09.05, 10:59
          No to super. A wiesz, ze ja tez troche gram na roznych instrumentach. Teraz juz
          niestety o wiele mniej niz kiedys, ale swego czasu tez duzo spedzalam wolnych
          chwil grajac. A gory to juz zupelnie wspaniale sa i tak jak napisalas daja one
          poczucie wolnosci, no i wysoko to juz diabel nie mieszka, dlatego wszyscy sa
          dla siebie w gorach uprzejmi i bardzo pomocni. Zaluje tylko, ze tak sie
          zasiedzialam w Londynie, zamiast pojechac w gory i odpoczac. A tyle w UK
          przykladow na bardzo wiekowe juz gory(wiekiem rowne albo i starsze od
          Swietokrzyskich!), o ktorych swego czasu na geologii sie uczylam i nigdy wtedy
          nie przypuszczalam, ze moze kiedys pojade i je zobacze.
          A co do pilnikow to tez sie zgadzam, porzadny pilnik jest niezbedny, bardzo
          dobra pinceta oraz super dobre nozyczki do skorek(np Sword, na cale zycie).
          pozdrawiam wspolpasjonatke wielu rzeczy
          • mgna Do wszystkich nerds :) 14.09.05, 14:47
            Drewniane puzzle mapy dla dzieci, niestety tylko tutaj znalazlam )ale zawsze
            lepsze to niz nic):
            www.letterbox.co.uk/Price/Pound0_to_Pound5_menu20/WOOD_JIGSAWS_code_0616.html

            Z kolei dla doroslych super (nowoczesne) mapy produkuje The Original Future
            Mapping Company. Mozna je kupic miedzy innymi u Pedlars:
            www.pedlars.co.uk/cgi-bin/ped/pprint.pl?ecode=620&mode=
            www.pedlars.co.uk/cgi-bin/ped/pprint.pl?ecode=619&mode=
            Ale ja w mojej study mam zamiar powiesic antyczne mapy...ach az slinka leci....

            Pa! Nerdowka (no i jak udal sie ten wyraz na okropne spolszczanie angielskich
            slow?)
          • mgna Do Basia313 14.09.05, 14:54
            Na jakich instruemtnach gralas? Dlaczego zaprzestalas? Czy zalujesz? Ja
            przeszlam okres zaraz po zaprzestaniu gry, ze nie moglam isc na koncert do
            filharmoni lub sluchac klasycznej muzyki bo ryczalam...Ryczalam ze
            zaprzestalam, ale wrocic nie chcialam bo bzdurki mi w glowie siedzialy ;) Ot,
            rozproszylam sie tym ze nie mialam dopingu, konkurencji wokol siebie i tak po
            raz pierwszy w zyciu moglam jako pozna nastolatka byc po prostu nastolatka bez
            zadnych obowiazkow ani oczekiwan. Jedyny raz kiedy skrzypce w rece w tym
            okresie wzielam to bylo w teatrze. Bylam fiddler w "Fiddler on the Roof"...
            wspinalam sie po dachach Anatevki grajac na skrzypcach...omalo co raz nie
            spadlam z drabiny podczas przedstawienia!

            Choc tutejsze gory niczym pagorki w porownaniu do Tatr czy Rockies, ale zawsze
            sa :) Ja ostatnio zakochalam sie w Yorkshire Dales. Trzy ich gory mam zamiar
            wspiac wraz z rodzinka na nastepne lato. Moj wtedy czteroletni synek powinien
            byc na nie gotowy. Nozki ma wystarczajaco mocne.

            Lece sadzic lawende w ogrodku zanim zacznie padac :)
            • basia313 Re: Do Basia313 14.09.05, 15:40
              Po troszku niestety po troszku na gitarze, a lepiej na fortepianie i flecie
              prostym. Dawno to bylo, wiec juz musze napisac ze gralam a nie gram. Ale za to
              gitara mi pozostala. Czasem marze sobie o spotkaniu sie w malym gronie i
              pospiewaniu polskich hitow typu: Ukraina, We wtorek w schronisku po sezonie, My
              pierwsza brygada albo Cyganskie zycie_MAryli Rodowicz...
      • kasia799 Mapy-puzzle 13.09.05, 23:18
        basia313 napisała:

        >W sklepach czesto szukam puzzli z mapami politycznymi, by
        > sprezentowac corkom. Oj biedne te moje corki. Moze na szczescie dla nich, nie
        > znalazlam jeszcze wlasciwych.

        Mialam takie wlasnie drewniane mapy-puzzle z Europa i Afryka
        Dzieki temu doskonale nauczylam sie wszystkich panstw, ich stolic,
        rozmieszczenia na mapie itp
        Potem ukladalam z tata na wyscigi :-)
        Mapy z rezszta dostalam od mojego taty - maniaka geograficznego ;-))
        Teraz juz nigdzie takich nie widzialam
        A Ty Basiu?
        • basia313 Re: Mapy-puzzle 14.09.05, 10:46
          Oj te mapy puzzle, to rzeczywiscie fajna sprawa. Niestety nigdzie nie widzialam
          odpowiednich, tzn nigdzie w LOndynie. :( Wg wlasciwa mapa polityczna powinna
          miec tak wyciete puzzle, zeby kazdy puzel to bylo cale jedno panstwo. Czlowiek
          uczy sie wtedy od razu jak duze to panstwo jest i jakich ma sasiadow,
          ewentualnie stolice. W sklepach natomiast sprzedaje sie puzzle, ktore sa
          wszystkie mniej wiecej jednaj wielkosci, wiele panstw jest podzielonych miedzy
          rozne kawalki i w efekcie czlowiek nie widzi tych danych, o ktorych napisalam.
          Wg mnie ktos, kto projektuje te puzzle, nie mysli do konca jak tu
          zmaksymalizowac ich wartosc edukacyjna, a szkoda.
          Pamietam moja mlodsza siostra jeszcze w Polsce dostala jako prezent mape
          polityczna Afryki i wlasnie tak wszystkie puzzle byly powycinane, ze na kazdym
          miescilo sie w calosci jedno panstwo i to bylo naprawde super.
          DObrze wiedziec ze sa ludzie o podobnych zainteresowaniach. Az mi sie cieplo na
          sercu zrobilo.:)
    • glasscraft Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 13.09.05, 22:38
      Szklo (how sad!!!!!!!!!!), zaczelo sie od "byloby fajnie miec witrac w drzwiach
      do jadalni..." - teraz - pewnie mozecie sobie reszte dospiewac (zwlaszcza ze
      niedawno kupilam piec do fusingu). Bardzo sad...
    • tiffany7 Re: Cos, bez czego nie mozecie zyc 14.09.05, 15:14
      Fajny watek, w sama pore, bo wlasnie reorganizuje moje zycie pod tym wzgledem.
      Mysle ze w UK jest mozliwosc robienia duzo ciekwych rzeczy, jak sie ma czas i
      sily po pracy.
      Ja poki co od stycznia zapisuje sie na kurs garncarstwa, tempo mam slimacze,
      ale kiedys wreszcie pojde na pierwsze zajecia. Oprocz tego napewno zrobie
      jeszcze 2 inne rzeczy: nauka tanga argentynskiego i szermierka. Oby mi zapalu
      starczylo :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka