IP: *.magic-net.pl 21.10.02, 08:57
Rz (21-10-2002)
Spadek cen może być dla gospodarki groźniejszy niż umiarkowany ich wzrost
Deflacyjne obawy

HALINA BIŃCZAK

Jeszcze dwa i pół roku temu temu ekonomiści w wielu krajach obawiali się, że
długotrwałe ożywienie spowoduje znaczny wzrost inflacji.
Teraz, gdy gospodarkę światową ogarnęła stagnacja, ekonomistów martwi już nie
wzrost cen, ale perspektywa ich spadku. Deflacja może być bowiem bardziej
niebezpieczna dla gospodarki niż inflacja na umiarkowanym poziomie.
W krajach, w których konsumenci przez lata zmagali się ze skutkami szybko
rosnących cen, ich spadek może się wydawać zjawiskiem korzystnym: prawie
wszystko można kupić taniej, oszczędności nie tracą na wartości, a nawet jej
nabierają. Rzadko zdarza się jednak, by deflacja występowała w czasach dla
gospodarki pomyślnych, czyli w okresach wzrostu (choć tak jest obecnie w
Chinach). Zwykle towarzyszy ona recesji. Wtedy jednak maleje także
zatrudnienie, a wraz z nim - również dochody konsumentów. W efekcie ceny są
wprawdzie niższe, ale zmniejszają się także możliwości kupowania.

Dlaczego jest groźna

- Przyczyną deflacji jest niedostateczny popyt, powodujący, że wielkość
produktu krajowego brutto utrzymuje się poniżej jego potencjalnego poziomu -
mówi prof. Andrzej Sławiński ze Szkoły Głównej Handlowej. - Tendencję do
spadku cen wzmacnia występowanie w takiej sytuacji dużych wolnych mocy
produkcyjnych - dodaje.

Spadek cen - i przekonanie, że taka tendencja utrzyma się - to dla
konsumentów sygnał, że nie warto robić niektórych zakupów już teraz, że
lepiej zaczekać z nimi, aż będzie jeszcze taniej. Podczas recesji dodatkowym
powodem powstrzymywania się od zakupów jest dążenie do zabezpieczenia się
przed gorszymi czasami, czyli wzrost skłonności do oszczędzania. Ten sam
mechanizm w pewnym stopniu dotyczy też inwestycji - i właśnie dlatego
deflacja jest dla gospodarki bardziej szkodliwa niż umiarkowana inflacja.

Dzieje się tak również dlatego, że deflacja bardzo komplikuje prowadzenie
polityki pieniężnej przez bank centralny, zwłaszcza zaś pobudzenie gospodarki
za pomocą obniżek stóp procentowych. Jest to szczególnie trudne w sytuacji,
gdy już wcześniej były one niskie, bo wówczas nawet cięcia nominalnego ich
poziomu (np. z 0,5 proc. do zera przy deflacji na poziomie 1 proc.) nie
zapobiegają wzrostowi realnego oprocentowania.

Najgorsze są jednak skutki deflacji dla zadłużonych firm i osób prywatnych.
Rzeczywisty ciężar długu (i jego obsługi) szybko wówczas rośnie. Co więcej,
wskutek ogólnego spadku cen tanieje również majątek (np. nieruchomości),
który stanowił zabezpieczenie tego długu - i tym znaczniejszy staje się jego
ciężar.

Z tego względu deflacja jest groźna również dla banków; wzrost realnego
zadłużenia kredytobiorców i ich kumulujące się trudności z jego spłatą
powodują, że szybko rośnie portfel "złych długów". Topnieją wówczas kapitały
banków, które ograniczają akcję kredytową, a to stanowi kolejny powód,
utrudniający gospodarce wyjście z recesji.

Japoński przykład

Od deflacji gospodarka światowa zdążyła się odzwyczaić. Doświadczyły jej
wprawdzie liczne kraje podczas Wielkiego Kryzysu w latach 30. ubiegłego
wieku, ale później, po drugiej wojnie światowej, większość państw zmagała się
raczej z nadmiernym wzrostem cen niż z ich spadkiem. Właśnie dlatego banki
centralne nastawione są przede wszystkim na zapobieganie zjawiskom
inflacyjnym. Niektórzy ekonomiści, jak Michael Woodford z Princeton
University, uważają nawet, że "choć inflacja została przezwyciężona, banki
centralne kontynuują z nią walkę, a w efekcie mogą przegrać konfrontację z
najnowszym zagrożeniem ekonomicznym - z deflacją". ("Rz" z 29 czerwca).

Niepokój Woodforda i nie tylko jego wzbudza przede wszystkim przykład
Japonii. Od czasu gdy na początku lat 90. pękły tam "bańki" spekulacyjne na
giełdzie i na rynku nieruchomości, tempo wzrostu znacznie osłabło (z około 4
proc. rocznie w latach 80. do ok. 1 proc. w latach 90.), a okresowo było
ujemne. Mimo całej serii obniżek stóp procentowych, obecnie bliskich zeru,
gospodarki nie udało się ożywić, pojawiły się w niej natomiast tendencje
deflacyjne. Utrzymują się one do dzisiaj: w sierpniu tego roku roczna stopa
inflacji wyniosła w Japonii minus 0,8 proc. Trudna sytuacja ekonomiczna
spowodowała, że Japończycy mniej wydają, a więcej oszczędzają: sprzedaż
detaliczna tylko w drugim kwartale zmniejszyła się w ujęciu rocznym o 4,4
proc.

W Japonii zawiodła też inna metoda podtrzymywania popytu w celu
przeciwdziałania deflacji: wydatki rządowe. Teraz możliwości ich zwiększania
są już bardzo ograniczone, bo dług publiczny przekroczył w tym kraju
równowartość 200 proc. PKB, a w okresie stagnacji trudno podnosić podatki w
celu ściągnięcia dodatkowych pieniędzy dla budżetu.

Te wszystkie czynniki powodują, że Japonię uważa się obecnie za klasyczny
przykład kłopotów, w jakie może wpędzić gospodarkę deflacja.


Obserwuj wątek
    • Gość: MACIEJ Re: Deflacja IP: *.ny325.east.verizon.net 23.10.02, 02:41
      Caly twoj post JOrl powinien nauczyc sie na pamiec.
      W Niemczech dzisiaj sa duzo wyzsze ceny niz w Stanach i troche wyzsze place dla
      roboli.
      Przy otwieraniu gospodarki na tanszy import produkcja w kraju spada i
      bezrobocie rosnie.
      Rynek sie kurczy i deflacja wypisz wymaluj jak w Japonii.
      Tuz za Niemcami Francja i reszta EU ustawila sie w kolejce do kryzysu.

      Ciekawe czasy.
      • Gość: jr Re: export/import IP: 203.129.132.* 23.10.02, 03:46
        Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

        > Caly twoj post JOrl powinien nauczyc sie na pamiec.
        > W Niemczech dzisiaj sa duzo wyzsze ceny niz w Stanach i troche wyzsze place
        dla
        >
        > roboli.
        > Przy otwieraniu gospodarki na tanszy import produkcja w kraju spada i
        > bezrobocie rosnie.
        > Rynek sie kurczy i deflacja wypisz wymaluj jak w Japonii.
        > Tuz za Niemcami Francja i reszta EU ustawila sie w kolejce do kryzysu.
        >
        > Ciekawe czasy.

        ciekawe czasy zaprawde. co mnie ciekawi to to, ze co drugi ekonom zaczyna
        wywody z zalozeniem "pomijajac wplyw eksportu czy importu"!!! jak mozna
        dyskutowac o gospodarce kraju pomijajac wplyw calego swiata!?!?

        • Gość: MACIEJ Re: export/import IP: *.ny325.east.verizon.net 23.10.02, 05:01
          Gość portalu: jr napisał(a):

          > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
          >
          > > Caly twoj post JOrl powinien nauczyc sie na pamiec.
          > > W Niemczech dzisiaj sa duzo wyzsze ceny niz w Stanach i troche wyzsze plac
          > e
          > dla
          > >
          > > roboli.
          > > Przy otwieraniu gospodarki na tanszy import produkcja w kraju spada i
          > > bezrobocie rosnie.
          > > Rynek sie kurczy i deflacja wypisz wymaluj jak w Japonii.
          > > Tuz za Niemcami Francja i reszta EU ustawila sie w kolejce do kryzysu.
          > >
          > > Ciekawe czasy.
          >
          > ciekawe czasy zaprawde. co mnie ciekawi to to, ze co drugi ekonom zaczyna
          > wywody z zalozeniem "pomijajac wplyw eksportu czy importu"!!! jak mozna
          > dyskutowac o gospodarce kraju pomijajac wplyw calego swiata!?!?

          Dokonal tego Gadomski,bo kiedys tak przeprowadzil analize Keynes.
          Ja nie pomijam H-Z w rozwoju kraju,a wrecz go uwypuklam,bo jest to skladnik
          globalizacji,czyli jutro,ktore juz mamy dzisiaj.
          Te kraje ktore ograniczaja dostep taniego importu do swojego rynku szkodza
          sobie,bo tworza sie kominy cen i plac i kraj wypada z konkurencji swiatowej.
    • Gość: deLUC Re: Cos takiego... IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 23.10.02, 10:08
      to ci dopiero nowina, o kurcze, gdybym powiedzial o tym
      Komentatorowi i tak by nie uwiezyl... :))) a i RPP nigdy
      o tym nie slyszala - zreszta oni sa od tumienia inflacji
      (obecnie inflacji urojonej),a to ze ich dzialania zarzynaja
      gospodarke... - oni sa od inflacji nie od gospodarki :))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka