Gość: paweł_54
IP: *.bu.edu
12.09.07, 19:05
Nie znam się na procedurach refundacyjnych i ogólnie mechanizmach
funkcjonowania służby zdrowia, ale na podstawie przytoczonych liczb, faktów i
opinii mogę powiedzieć że pomysł wydaje mi się sensowny. Osobiście uważam że
problemy z erekcją są poważnym problemem społecznym, i tylko fakt że w naszej
Ojczyźnie seks to zawsze temat tabu powoduje, że tak niewiele się z tym robi.
Gdy myślę sobie że ktoś z powodu choroby ma być pozbawiony możliwości
przeżywania tego aspektu relacji damsko męskiej (albo, jeśli ktoś woli-
miłości) ogarnia mnie przerażenie. I co, jak jest chory to ma do końca życia
nie móc kochać się z żoną, ukochaną kobietą?
Jeśli nasi politycy rzeczywiście mają na uwadze dobro rodzin, i grup nie-
uprzywilejowanych, zdecydowanie powinni przychylić się do pomysłu refundacji
Maxigry. Szczerze powiem że nie wyobrażam sobie małżeństwa zupełnie
pozbawionego pożycia, a nie widzę powodu żeby państwo płacąc za leczenie, nie
płaciło za leczenie tej, niezwykle poważnej konsekwencji chorób z tekstu.
Zastanawiam się tylko co znaczą te „konsultacje społeczne”? Argumenty na rzecz
refundacji Maxigry wydają mi się na tyle oczywiste, że nie wiem co
społeczeństwo miało by powiedzieć- że cukrzycy kochać się nie muszą?