patrycja04053 Re: Kącik pisarski 25.04.10, 12:32 Co do "dzieci Disneya" pochwalę się, że nim jestem xD Ale nie mam zamiaru po kimś jechć tylko dlatego, że dodał tutaj coś swojego.. Wiem, ile roboty trzeba w to włożyć, próbowałam.. Ale nie każdy ma do tego talent, więć spasowałam.. Haha, nawet nie czuję jak rymuję! xDD Dlatego nie dajcie się prosić, wrzucajcie tu takie Wasze duperele.. <>jeśli kogoś obraziłam, przepraszam<> Czeekam Odpowiedz Link Zgłoś
ehe_ W sposób '' kulturalny ''. 27.04.10, 08:46 Tak, przede wszystkim ty potrafisz wyrażać się w sposób kulturalny. Niedobijaj mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
answer Re: W sposób '' kulturalny ''. cz 1 28.04.10, 14:23 A więc to moja " książka" od siedmiu boleści:shock Jody szła szarą, mokrą uliczką. Dobrze ją pamiętała... To właśnie tu jako 9 latka zobaczyła coś strasznego. Wszyscy którym to opowiadała mówili że ma niezwykły talent do wymyślania historii. Nie wierzyli w to że to właśnie ona, mała, niepozorna dziewczynka mogła zobaczyć WAMPIRA. * * * Teraz jako 16-latka chodziła po tej ponurej okolicy, szukając powiązania tego zdarzenia z tragiczną śmiercią swojej siostry. Dziwne, że stało się to w tym samym miejscu... Najchętniej wymazała by wspomnienia z dwóch dni w swoim życiu: z 5 marca 2003 roku i z 6 marca 2010. Były one zbyt mroczne i straszne dla dojrzałego człowieka, a co dopiero dla nastolatki... Niestety była zmuszona pamiętać te straszne wydarzenia. 5 marca 2003 rok: - Taką małą dziewczynkę puścić w taką pogodę samą!! Niedopuszczalne!- szeptali między sobą ludzie, widząc dziecko z parasolką w drobnej rączce. Jej raźny krok nie zdradzał tego jak bardzo się bała. Pierwszy raz wyszła sama do parku, który nie słynął z dobrej opinii. Była jednak zbyt dumna aby powiedzieć mamie że ktoś musi z nią pójść. W końcu sama umówiła się z Megan. Gdy weszła już do parku sercesercesercesercei rozglądała się ze strachem dookoła. Szukała w pamięci miłego zdarzenia, ale choć było ich już bardzo dużo w jej krótkim życiu, żadnego nie mogła sobie przypomnieć. Wtedy usłyszała przeraźliwy wrzask: - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!- ostrożnie odgarnęła liście niskiego krzewu i zobaczyła... - Ratuuuuunkuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! Wampirrrrrrr!!!!!- zobaczyła przystojnego chłopaka w wieku około 17 lat, z białą skórą, czarnymi oczami i zakrwawionymi ustami. Jednak tym co najbardziej ją przeraziło było to że na trawie leżała jej najlepsza przyjaciółka... 6 marca 2010 rok - To pjawda cio mówiła mamusia? - Nie kochanie. Nie zwariowałam naprawdę to wtedy zobaczyłam... - Jody! Pociekaj chwije, zajaź psijde! - Uważaj tylko!- gdy dziewczynka długo nie wracała Jody się zaniepokoiła- Mary!- podeszłą bliżej miejsca gdzie poszła jej siostra i nagle coś ją przewróciło. Zemdlała. Gdy się obudziła jej 4 letnia siostra już nie żyła... noi co szczerze odpowiadajcie!serce Odpowiedz Link Zgłoś
kwas Re: Kącik pisarski 29.04.10, 08:07 Nie wyszło mi to zbyt dobrze ^^' chodzi mi o to, że moje opowiadanie jest za długie, aby je tu umieścić, ale postaram się w kilku częściach xD Część I ^^: Po śmierci brata Julii, kochankowie nadal się potajemnie spotykają. Ciepłego wieczoru przesiadują w ogrodzie myśląc, że nikt ich tu nie zobaczy. Na ławeczce pod drzewem starają się znaleźć rozwiązanie z sytuacji, w jakiej się znaleźli. Chwilę później nie byli już sami, ponieważ zza krzewu z różami wyszedł ogrodnik, który był przyjacielem pana Capulettiego. Natychmiast zrozumiał, co się dzieje i odwrócił się, aby ponownie zniknąć w otchłani mroku. Nagle na swoim ramieniu poczuł czyjąś dłoń. Dotyk był tak delikatny, że Marcel od razu zorientował się, iż owa dłoń należy do Julii, która w tej chwili stała obok niego z błagającym spojrzeniem w oczach. -Czy ojciec o tym wie? - zapytał mężczyzna. -Nie, ale zaklinam Cię, błagam nie mów ojcu nic,co tutaj zobaczyłeś. - odpowiedziała Julia. Miała łzy w oczach, a ogrodnik nie zniósłby widoku zapłakanej dziewczyny. -Obiecaj,że nic mu nie powiesz! - Julia prawie płakała. -Obiecuję. - odpowiedział Marcel. Julia objęła ogrodnika w podziękowaniu i z powrotem usiadła obok Romea. Marcel jeszcze tego wieczoru spotkał pana Capulettiego. -Spotkało Cię dzisiaj coś ciekawego przyjacielu?? - zapytał ogrodnik. -Nie, nic ciekawego. - Marcel odpowiedział, ale jego niepewna mina zmartwiła pana Capulettiego. -Coś Cię trapi przyjacielu. Widzę to,więc nie próbuj przeczyć. -Pańska córka... Pańska córka... - Marcel wiedział, że nie może ujawnić romansu Romea i Julii, ale nie mógł też okłamywać przyjaciela. - Pańska córka spotyka się potajemnie z mężczyzną z rodu Montecchi. -Czy to prawda?? Czy moja rodzona córka zdradza własną rodzinę?? - mówił sam do siebie, a po chwili dodał do przyjaciela. - Prowadź mnie do nich!! Juz ja zakończę ten romans. -Nie!! Nie może pan. Przysięgałem, że nie zdradzę ich tajemnicy, ale nie mogłem pana okłamać. -Dobrze, więc musimy zrobić to tak, aby myśleli, iż przypadkiem ich przyłapałem. Za ten czas wymyślę karę dla tej zdrajczyni. Przyjaciele rozeszli się, a chwilę później Romeo i Julia także się pożegnali. Julia wracając napotkała na korytarzu ojca. -Czyść tato. - uśmiechnęła się i spostrzegła dziwny wyraz twarzy ojca. -Witaj. - powiedział oschle i poszedł dalej. Julia chciała się zapytać, co się stało, jednak ojciec szybko zniknął za rogiem korytarza. Pomyślała, że przy kolacji będzie wspaniała okazja do rozmowy. Podczas wieczornych posiłków zawsze rozmawiają i podsumowują dzień. Tymczasem do kolacji zostały dwie godziny, więc dziewczyna postanowiła zdrzemnąć się w swoim pokoju. Wchodząc do pomieszczenia zauważyła, iż w jej pokoju ktoś jest. Drzwi były uchylone, a Julia zajrzała przez szczelinę i ujrzała ojca, wygląda przez okno. Domyśliła się, że Romeo, jak co wieczór, zawróci się i stanie pod balkonem, który właśnie obserwował ojciec. Weszła i ponownie przywitała się z tatą. -Witaj ojcze. -Witaj córko. - brzmiała odpowiedź. -Czy na coś czekasz?? - Zapytała Julia. -Ależ skąd. - zaprotestował. - To już nie można postać przy oknie w pokoju córki?? - zapytał oschle. -Oczywiście, że można. Dziwi mnie to, iż nigdy wcześniej tego nie robiłeś. Pan Capuletti nie odpowiedział, a Julia rozpaczliwie szukała wyjścia z tej sytuacji. Nagle spod balkonu dobiegać zaczęło ciche wołanie. -Julio!! Julio!! Dziewczyna zamarła ze strachu. -Czy Ty to słyszałaś?? - zapytał pan Capuletti. -Co takiego ojcze?? - Julia starała się nie okazywać strachu. -Żono, wyjdź na balkon!! - wołanie było coraz głośniejsze. Ojciec zaczął otwierać drzwi balkonowe, kiedy Julia wskoczyła przed niego. -Może zjemy kolację troszkę wcześniej?? - zapytała. Ku jej zdziwieniu ojciec zgodził się i wyszedł z pokoju. Za nim wymaszerowała Julia. Zeszli na dół, jednak pan Capuletti zamiast skręcić do jadalni, poszedł w przeciwną stronę. Wszedł do pomieszczenia, gdzie siedzieli ochroniarze i rozkazał im przeszukać teren pod balkonem córki. Dwóch stróżów poszło w kierunku wskazanym przez szefa, a pan Capuletti i Julia poszli do jadalni. Dziewczyna była zrozpaczona poleceniem ojca, jednak nie odzywała się, aby niczego się nie domyślił. Przy stole siedziała z ojcem oraz matką, którą zawołano. W połowie posiłku strażnicy przyprowadzili Romea do jadalni, a Julia gwałtownie zbladła. Chłopak miał spuszczoną głowę, ale dokładnie widział co dzieje się w pomieszczeniu. Pan Capuletti podszedł do szklanej szafki i wyciągnął z niej rewolwer. Podchodząc do Romea, mruczał coś pod nosem. -Za włamanie się na moją posesję i szpiegowanie pod balkonem, stracisz głowę mój chłopcze z rodu Montecchich. CDN <3 Odpowiedz Link Zgłoś
kwas Re: Kącik pisarski 29.04.10, 08:08 Część II ^^: Nagle Julia wstała z krzesła i podbiegła do Romea. Objęła go i ze łzami w oczach zwróciła się do ojca. -Nie wolno Ci go zabić!! Nie wolno Ci zabić mojego męża. - krzyczała Julia. -Męża!? - zdziwił się pan Capuletti. - Jak mogłaś poślubić tego nieudacznika bez mojej zgody!? O wyrodna córko, już ja zakończę to bardzo szybko!! Pan Capuletti podniósł do góry broń i rzucił ja na bok. Romeo objął swoją ukochaną i szepnął jej do ucha, że wszystko będzie dobrze. Sam doskonale wiedział, iż będzie dokładnie na odwrót. -A, czy Ty przypadkiem nie zostałeś wygnany?? - pan Capuletti zwrócił się do Romea udawanym, słodkim głosem. -Jeśli mogę się wtrącić. - powiedział jeden z ochroniarzy. - Z tego co wiem, to owy nieproszony gość ma czas do jutra, aby wyprowadzić się z miasta. -Dziękuję za informację. - pan Capuletti zwrócił się do ochroniarza, a po chwili dodał. - To wystarczająco dużo czasu, aby zrobić coś z tą niemiłą pomyłką. Julia zadrżała, a jej ojciec rozkazał zamknąć Romea w lochu. Sam wziął słuchawkę telefonu do reki i wykręcił jakiś numer. Po kilku minutach, kończąc rozmowę dodał. -No to jesteśmy umówieni na jutro z rana. Rozłączył się. Julia została zamknięta w swoim pokoju, a Romeo dwa piętra pod nią, w lochu. O siódmej rano pan Capuletti przyszedł po córkę. Julia nie spała, tylko siedziała i wpatrywała się w okno. Ojciec rozkazał jej zejść na dół do salonu. Po piętnastu minutach Julia stała w drzwiach obok ojca. Nie byli sami. Na środku salonu stało dwóch ochroniarzy, którzy trzymali Romea. -Wychodzimy. - rozkazał pan Capuletti. Wyszli na zewnątrz i wsiedli do srebrnego auta. Wysiedli po pięciu minutach. Stali pod kościołem i wpatrywali się w niego, jakby go pierwszy raz widzieli. Pan Capuletti popędził ich w jego stronę. W środku stał ten sam ksiądz, który udzielił im ślubu. W jego oczach widoczny był smutek. -Zaczynajmy. - popędził pan Capuletti. -Dobrze. - odpowiedział ksiądz. Pan Capuletti zaplanował rozwód, który przebiegł po jego myśli. Po trzydziestu minutach kochankowie nie byli już małżeństwem. Wychodząc z kościoła, Romeo został wyprowadzony przez ochroniarzy, a pan Capuletti zabrał córkę do domu. Julia przestała odzywać się do ojca. Po powrocie poszła na spacer do parku, gdzie spotkała Romea.Spojrzała mu głęboko w oczy. -Wybacz, nie wolno mi Ciebie kochać. - powiedziała ze łzami w oczach. Romeo otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć. Zamiast tego przytulił ją po raz ostatni, a potem odwrócił się i odszedł. Julia nie wiedziała, czy słusznie postąpiła, ale także odwróciła się i wróciła do domu. Wchodząc przez drzwi frontowe, spostrzegła w przedpokoju ojca. Na jego twarzy malował się chamski uśmieszek. -Mam dla Ciebie niespodziankę. - odezwał się. - Gratulacje moja córko!! Wychodzisz za mąż!! Zza jego pleców wyłonił się Parys. Julia była tak zaskoczona, że przez chwilę nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. -Co!? - wrzasnęła po chwili. - Nie zgadzam się!! To moje życie i sama zadecyduję z kim się ożenię!! -Nie obchodzi mnie, co myślisz!! - skrzywił się ojciec. - Wyjdziesz za Parysa, czy Ci się to podoba, czy nie!! -Nie możesz mnie do tego zmusić!! - Julia nie wierzyła własnym uszom. -Rozkazuję Ci wziąć ślub!! Jeśli tego nie zrobisz, wyrzeknę się Ciebie!! Słyszysz!? -Słucham?? Nie każ mi tego robić!! - Julia prosiła ojca, ale on jej nie słuchał. -Masz zostać jego żona i nie chcę słyszeć ani słowa sprzeciwu!! - pan Capuletti nie dawał za wygraną. -Nie zrobię tego!! -W takim razie nie jesteś moją córką!! Masz czas do jutra. Potem, jeśli się nie zgodzisz, wyrzeknę się Ciebie i zamieszkasz na ulicy, jak biedak. -Nie potrzebuje tyle czasu!! - stwierdziła Julia. - Nie zostanę żona tego człowieka!! W taki właśnie sposób Julia znalazła się pa za terenem domu, do którego miała teraz zakaz wstępu. Dziewczyna poszła na plażę, gdzie lubił przesiadywać Romeo. Usiadła na ławce i schowała twarz w dłoniach. Nagle na ramieniu poczuła czyjś dotyk. Odwróciła się i zobaczyła wysokiego mężczyznę. Był bardzo podobny do Romea. -Co się stało Julio?? - zapytał i usiadł obok niej. -Skąd znasz moje imię?? Kim Ty jesteś?? - tylko tyle udało jej się wykrztusić. -Nazywam się Filip Montecchi. Jestem bratem Romea. No cóż, nikt mnie nie zna jako członka tego rodu. Dzięki temu unikam wielu konfliktów. Julia była pełna podziwu. Filip był bardzo przystojny. Dziewczyna poczuła silna więź między nimi. Filip widocznie tez to poczuł, ponieważ po tym, jak Julia mu wszystko opowiedziała, on ją przytulił i pocałował z troska w czoło. Mężczyzna zabrał ją do swojego domu i przedstawił rodzicom.W przeciwieństwie do pana Capuletti, pan Montecchi z uprzejmością przywitał się z członkiem wrogiego rodu. Dziewczynie pozwolono zamieszkać w posiadłości państwa Montecchich. Julia i Filip szybko zorientowali się, że są sobie przeznaczeni i po pewnym czasie ożenili się. Dziewczyna przybrała nazwisko męża. Romeo dowiadując się tego, popełnił samobójstwo, ponieważ nadal szczerze ją kochał. Julia, mimo tego, iż urodziła córeczkę, nadal nie była do końca szczęśliwa, ponieważ w głębi serca kochała Romea. Dziewczyna ze swoimi rodzicami nie utrzymywała kontaktu, ale zamiast tego, rodzina Filipa była teraz też jej rodziną. *** KONIEC *** A teraz piszcie, jak wam się podobało ;P Odpowiedz Link Zgłoś
emily. Do: kwas 03.05.10, 09:22 No więc przeczytałam to opowiadanie (bo to chyba opowiadanie, co nie?) i muszę przyznać, że temat jest nawet interesujący. Taka współczesna wersja Romea i Julii, tak? Błędów nie będę już wytykać, bo sama też się na tym nie znam ^^ No cóż, tylko ta fabuła... wszystko strasznie szybko się dzieje, tak jak w wersji Szekspirowskiej ^^ Choć ja raczej gustuję wolniejszym przebiegu wydarzeń. Ale pisz, pisz, jestem ciekawa twoich innych prac ^^ Odpowiedz Link Zgłoś
kwas Re: Do: kwas 05.05.10, 07:18 Hmm... wiesz,to się szybko dzieje, bo to była praca na język polski xD no wiesz, nie chciałam się rozpisywać bo i tak mi wyszło na około 10 stron xD Tak sobie myślę, żeby założyć bloga na onecie i tam pisać opowiadania i wklejać te, które przyślą inni ^^ Jak myślicie, warto?? No jeśli tak to, na onecie może być kilka autorów jednego bloga, to tak żeby z kimś to prowadzić byłoby fajniej ^^ To może jest ktoś chętny?? ^^ Odpowiedz Link Zgłoś
emily. Re: Do: kwas 07.05.10, 15:51 Oooo, ja bym była chętna ^^ Bo ogólnie podoba mi się twój styl. No, i teraz rozumiem, dlaczego tak szybko się wszystko dzieje ^^ Ja też mam z tym problem. Odpowiedz Link Zgłoś
kwas Re: Do: kwas 16.05.10, 15:00 heh <3 jeśli tak to super ^^ może najpierw sprawdzisz jak wygląda ten blog <3 Oto link do bloga jak się spodoba to pisz w ksiedze czy w komentarzu <3 no i ten teges xD zapraszam wszystkich ^^ Odpowiedz Link Zgłoś
kin 'Spadające gwiazdy' 17.05.10, 17:51 Moja twórczość przed 2 lat xD. Gwiazdy... To one sprawiają, że noc staje się piękniejsza To one sa ozdobą nieba. Małe, świecące punkciki... Każda z nich jest czyjaś gwiazdą, Znakiem nadzieji... Każda z nich symbolizuje zycie człowieka Jest naszym drogowskazem. A gdy gaśnie i spada Informuje cały świat o tragedii - Śmierci bliskiej komuś osoby. Całe niebo i wszystkie gwiazdy płaczą, Jednocza się w żałobie. xDDD. Odpowiedz Link Zgłoś
jonasofanka Re: Do: kwas 18.05.10, 14:42 i kolejny raz się przyczepiam : D. Nie ma co ; D. A więc ona to streściła, więc jakoś musiała ten przebieg wydarzeń napisać , : P . Ty też nei piszesz co się w danej minucie wydarzyła i tak dalej : D Odpowiedz Link Zgłoś
playtime Re: Kącik pisarski 03.05.10, 12:05 Założyłam wątek z fragmentem mojego wytworu, ponieważ dopiero teraz uświadomiłam sobie,że istnieje Twój "kącik pisarski" zatem wklejam tutaj, gdzie jego miejsce.... To była ciemnowłosa, niebieskooka nastolatka. . . Weszła do klasy z panią Walczak i jej wzrok momentalnie padł na mnie... Czy to zdarzenie już wtedy zapowiadało lawinę koszmarnych sytuacji...Jeśli wierzyć przeznaczeniu, zapewne tak było. Zatem jasno stwierdzam,że owe poniedziałkowe wydarzenie miało wpływ na całe moje życie. Miała na imię Kaśka, tak zwyczajnie- prozaicznie Katarzyna Miśkiewicz.Wcześniej mieszkała z rodzicami we Wrocławiu ale odkąd jej ojciec zmienił pracę ich miejsce zamieszkania również uległo zmianie. Kaśka sprawiała dość szokujące wrażenie. W moim gimnazjum nikt nigdy nie ubierał się TAK- wyzywająco, niezwykle arogancko. Po cichu mówiło się,że wygląda dość dojrzale-może zbyt dojrzale jak na gimnazjalistkę. Po kilku dniach, dzięki wszechstronnej wiedzy koleżanki,której matka jest szkolną sekretarką, wyszło na jaw,że Kaśka ma 18 lat. Co osiemnastolatka robi w trzeciej klasie gimnazjum?! Zwykle siadała sama, zazwyczaj w pierwszej wolnej ławce...Nie szukała towarzystwa, patrzyła na wszystkich z góry i to zachowanie przyprawiało moją klasową elitkę o dreszcz, zazdrość, chęć "dokopania" nowej. Dzień zapowiadał sie dość pochmurny, więc wychodząc z domu zabrałam ze sobą zieloną, nieprzemakalną kurtkę i w pośpiechu włożyłam stare, wytarte trampki. Idąc ulicą Jesionową zobaczyłam ją stojącą pod bramą starej, stylowej kamienicy. Była taka zwyczajna. Miała na sobie zwyczajne jeansy, szary płaszcz, trampki... a ciemne włosy, które zazwyczaj spływały kosmykami po ramionach były ścisło związane w gruby koński ogon z tyłu głowy. Stałam tam jak wryta...Przeszło tydzień krytykowałam ją w myślach za wystające tu i ówdzie partie golizny spowite jedynie skrawkiem cukierkowej barwy materiału...Czyżby wamp przeszedł metamorfozę i stał się sierotką Marysią? W natłoku myśli nie spostrzegłam,że doszłam do miejsca kaźni- Gimnazjum nr 111. Westchnęłam z ubolewaniem rozżalona swoim losem po czym weszłam do środka. Regulamin nakazywał zostawienie okrycia wierzchniego w szkolnej szatni, do której rozsądni nie wchodzili ze względu na dość hardkorowy klimat i obawę utraty wszelkich dóbr nie wyłączając życia...Ja nigdy do rozsądnych nie należałam, a moja wizualność i stoicki spokój pozwalały pełnić rolę myszy w podziemiach szkolnych -spowitych mroczną aurą. Jak zawsze, jak co rano zostawiłam kurtkę nie mając pewności,że zastanę ją w ty miejscu po lekcjach. Zatrzaskując za sobą metalową kratę, zobaczyłam ją ponownie. Stała opatra plecami o ścianę, nie była sama... Odpowiedz Link Zgłoś
emily. playtime 03.05.10, 17:07 Takie pytanko: Czy to już koniec tego opowiadania? A może jest jeszcze dłuższe? Jeśli tak, to wklej, chciałabym przeczytać ^^ Odpowiedz Link Zgłoś
playtime Re: playtime 05.05.10, 22:14 to zaledwie początek...zminiaturyzowany wstęp droga @emily. Odpowiedz Link Zgłoś
timestealer Re: Kącik pisarski 05.05.10, 08:01 dobra, niech stracę. znaczy, żeby nie było piszę wiele różnych rzeczy, jak ktoś będzie chicał to mogę pokazać jeszcze coś, ale zawsze chciałam napisać coś tak bzdetnego i infantylnego. Kociaczki, kojarzycie Panic! At The Disco? To moja wielka była miłość, a poniżej krótki fragment mojego Fan Fiction <tylko proszę o łagodną krytykę, jbc>: Brendon, look at all of these ponies! Deszcz, jakiego jeszcze Las Vegas w swojej historii nie widziało. Z resztą, słowo “deszcz” nawet w połowie nie oddaje ogromu ulewy, która najnormalniej w świecie wszystkich wkurwiła i na dobre pokrzyżowała plany. Wyobraźcie to sobie: widok Vegas z lotu ptaka, tonącego w strugach deszczu; zniżamy lot, co raz bardziej, mijamy kolejne ulice, kolejne skrzyżowania; wreszcie obraz zatrzymuje się na ozdobnym, biało-czerwonym daszku jednego z warzywniaków, a dokładniej mówiąc na tym, co pod nim. Amanda siedziała pod daszkiem jakiegoś sklepu próbując uniknąć deszczu. Rezultaty były żadne: była już porządnie przemoczona, więc odrobina więcej czy mniej wody nie robiła różnicy. Z całym swoim dobytkiem na plecach i zupełnym brakiem jakichkolwiek planów wpatrywała się w Vegas przez spadające krople deszczu wsłuchując się tym samym w ich dźwięk. Dźwięk deszczu wszędzie na świecie zawsze brzmi tak samo. Nie wytrzymała długo siedząc. Po chwili wyjęła MP3, wraz z nią słuchawki i włączyła pierwszą lepszą piosenkę. Traf chciał, że padło na Panic! At The Disco. * * * * * * To, że padało jak cholera odkrył już dawno, mimo iż nie grzeszył spostrzegawczością. Nie ma nic gorszego od noszenia mokrych majtek, które z uporem maniaka przylepiają się do dupy. On to już wiedział i, gdy ulewa wreszcie się skończy, wkroczy w życie bogatszy o to właśnie nowe doświadczenie życiowe- chodzenie w mokrych majtkach. -Szkoda, że dziś nie wtorek- miałbym na sobie stringi-wymruczał pod nosem. Jednak tych rozważań nadszedł szybki koniec: piszczące małolaty dostrzegły go spod ogromnego czerwonego parasola i jak na piszczące małolaty przystało, zaczęły piszczeć. Czas połechtać przyjemnie swoją próżność i podwyższyć jeszcze bardziej mniemanie o samym sobie. Lubił te momenty, nie ma co i lubił też czerwony. Czasem tylko denerwowały go takie sytuacje, głównie po kłótniach z Ryanem, ale teraz tego potrzebował, mimo iż znów porządnie się pożarli. -Brendon, Brendon, Brendon!! <pisk> Will you marry me? <większy pisk> Tu następował wyuczony uśmiech, spojrzenie, uniesienie oczu w górę, chwila wymuszonego zastanowienia… -Of course I will, but maybe not this time, honey. Co tam ślub, ważne że TEN Brendon Urie z Panic! At The Disco nazwał ją “honey”. I ważne, że Brendon wreszcie znalazł się pod ową czerwoną parasolką i już na niego nie padało. Ale majtki nadal miał mokre. * * * * * * “O kurwa. Brendon Urie. Bez jaj. Brendon Urie nie może tak spokojnie przechadzać się po ulicach Vegas w pełnym deszczu pod oczojebnym czerwonym parasolem z łańcuszkiem piszczących małolat. Wróć. Chyba jednak może. No nic. Brendon Urie. Nic wielkiego, normalka, bywa… O KURWA. BRENDON URIE!” I w tym momencie Amandzie urwał się jakikolwiek tok myśleniowy. W pojedynku z tymi ogromnymi oczami każdy tok myśleniowy byłby bezbronny. I pozostało już tylko wpatrywać się w nie. Tak zapamiętale, że nawet nie zauważyła, jak Brendon opuścił piszczące małolaty, przeszedł przez ulicę i ewidentnie zaczął zmierzać w jej kierunku. -Hej… mogę się dosiąść? -Chodnik to własność publiczna. -Ale publiczny chodnik nie upoważnia mnie do niepokojenia ludzi, którzy na nim siedzą. -Siadaj. Do tej pory Amanda nie miała pojęcia, że możliwe jest tak długie i dokładne analizowanie płytki chodnikowej. -Brendon Urie, miło mi. -Amanda Kowalska. Zdradził cię czerwony parasol. -A ja myślałem, że piszczące małolaty. Co tu robisz? -W chwili obecnej czekam, aż skończy się ulewa. W dalszej perspektywie chciałabym poznać Vegas i zostać tu na kilka dni. Później jadę dalej. -Dalej? -W Stany. Ta podróż to mój prezent na 18. urodziny. -Jesteś z Polski? -Tak. -Zdradził cię akcent. -A ja myślałam, że nazwisko. * * * * * * Równie dobrze mogłaby przez te cztery godziny zwiedzać piwnicę. I tak byłaby zachwycona. Pamiętała tylko, że wspomniała coś o przewodniku, a on automatycznie zaproponował swoje towarzystwo. Zgodziła się kiwnięciem głowy. Ruszyli od razu, mając gdzieś całą tą ulewę. Zasłuchana w jego niski głos, udawała zaciekawienie. Nie zauważyła nawet kiedy minęły kolejne cztery godziny. -Las Vegas to dziwne miasto. Wszystkim dookoła wydaje się miastem marzeń, fantastycznym, kolorowym, a tak naprawdę jest takie samo, jak wszystkie inne. Ma dwie twarze, całkiem jak człowiek. Chociażby… ludzie zupełnie inaczej się zachowują, gdy jedzą, niż gdy piją. Zauważyłaś? -Nie. -To musisz uważniej obserwować świat dookoła. -Zwrócę na to uwagę. -To chyba tyle. Las Vegas w pigułce. Było mi bardzo miło. -Ja również bardzo dziękuję. -A masz może chwilę czasu? -Jasne. Nigdzie mi się nie spieszy. A co? -Bo wiesz… pomyślałem sobie… może miałabyś ochotę… chciałabyś… poznać resztę zespołu? No wiesz, Spencera, Jona i… Ryana? -A mogę? -Jeśli tylko chcesz… -Jasne, że chcę! Mój Boże, też mi pytanie! * * * * * * Po kilku minutach oczom Amandy ukazał się niewielki, parterowy budynek, położony nieco na uboczu, w beżowym kolorze. Brak jakiejkolwiek informacji o lokatorach bądź przeznaczeniu. -To nasza sala prób-powiedział Brendon, jakby dostrzegając pytające spojrzenie Amandy- Nie mogliśmy nic napisać, bo od razu wszyscy by się zlecieli. Ich wzrok spotkał się, a ona chwilowo topiła się w brązie jego oczu. Nigdy wcześniej nie posądzała siebie o taki masochizm. Brendon w tym czasie nacisnął klamkę i drzwi lekko ustąpiły. Weszli do jasnej przestrzeni zapełnionej kilkoma fotelami, kanapą, instrumentami i innym graciarstwem. Lekko po prawej stronie stały trzy znajome sylwetki. * * * * * * Nigdy w życiu nie posądziłby siebie o taki romantyzm. I choć może w głębi duszy był na siebie zły, że tak łatwo stracił dla kogoś głowę, to gdy wszedł do sali prób, rozejrzał się dookoła i po raz kolejny ich spojrzenia się spotkały, to już wiedział, dla kogo żyje i kto jest jego całym światem. Rzucili się sobie w ramiona. * * * * * * W tej chwili Amanda nie nawiedziła siebie. I chociaż była niesamowicie zdezorientowana, zdziwiona, zaskoczona i wściekła to i tak najmocniej z tego wszystkiego nienawidziła siebie za to, że tak zauroczyła się tym idiotą Urie. A tak poza tym, to nie wiedziała, co się dzieje, gazu nagle Brendon i Ryan zaczęli obściskiwać się na środku pomieszczenia. Zapadła grobowa cisza, a oni i tak obściskiwali się dalej. Padło ciche “przepraszam” i ktoś pochlipywał od czasu do czasu. Pozostałych jakby w ogóle to nie dziwiło. Ona natomiast miała ochotę wszystko rozpierdolić. Wreszcie się puścili. Wymienili szeptem kilka zdań, Brendon odwrócił się ku niej i jakby nigdy nic powiedział: -Mam zaszczyt przedstawić Ci resztę naszego zespołu: Spencer, Jon i… Ryan. Po czym oboje pocałowali się namiętnie. Chłopak zlizał z ust resztki smaku Rossa, po czym dodał: -Mój chłopak. Rozpierdolić to zdecydowanie zbyt delikatne słowo. Odpowiedz Link Zgłoś
gitarzystka_ Dobry wieczór, panie Andersenie 05.05.10, 22:20 - Zebraliśmy się tutaj, by towarzyszyć Michael'owi Towman'owi w ostatniej drodze. - Jason spojrzał na Summer czując się trochę obco na pogrzebie swojego najlepszego przyjaciela. Pamiętał jak przez mgłę oślepiające światła, a po nich ciemność. Wracał wtedy wstawiony z Michael'em i jego o rok młodszą siostrą Summer z imprezy za miastem. To on prowadził samochód. I to on był całkowicie odpowiedzialny za śmierć Michaela. Odwrócił głowę i spojrzał na trumnę. Przed oczami przelatywało mu całe jego życie. Od zabaw w superbohaterów do wspólnego wypalania skrętów. Praktycznie nigdzie nie ruszał się bez przyjaciela. Czasami towarzyszyła im Summer. Wyglądała tak uroczo, z wilgotnymi od łez policzkami i spiętymi włosami. Rozejrzał się wokół siebie. Ojciec Michaela obejmował lekko popłakującą żonę. Jason pokręcił głową. Nie mógł sobie wybaczyć, że wszyscy cierpią przez niego. Gdyby tylko nie wypił tyle wódki. Potarł ręką czoło. To miały być ich najlepsze wakacje. Przed ostatnią klasą liceum. Wspaniałe, nieustraszone. Spojrzał jeszcze raz na siostrę przyjaciela. Nie był pewien, co chce zrobić. Wiedział tylko, że Summer jest taką typową outsiderką. Potrafiła otworzyć się tyko przed bratem. Nie miała teraz nikogo. Wstydził się spojrzeć jakiemukolwiek Towmanowi w oczy. Miał nadzieję, ża zrozumieją. Jakoś. Kiedyś. Wrócił myślami do Michaela i spojrzał raz jeszcze na drewnianą trumnę. - Przepraszam. - Mruknął i odszedł z cmentarza mijając rodzinę Michaela i swoich rodziców mierzących go wzrokiem. Nie mógł dłużej znieść tej atmosfery. Wiedział doskonale, że to on przez resztę swojego jakże żałosnego życia będzie obwiniany o śmierć Michaela Towaman'a. I nie czuł się jakoś szczególnie źle z tego powodu, bo tak faktycznie było. Spojrzał na zegarek. Początkowo chciał udać się do jakiegoś baru, zalać się. Wszystko, byleby tylko zapomnieć choć na chwilę o tym, co go spotkało. Po chwili jednak przypomniał sobie tamten wieczór i te wszystkie kieliszki, które tak jakoś same wlewały mu się do gardła. Skrzywił się lekko i ruszył w stronę domu. Wolno idąc mijał spieszących się ludzi. Tak dla odmiany - nie myślał o niczym. Pod nosem śmiał się z pośpiechu przechodniów. Głupcy. Gdyby tylko zdawali sobie sprawę z tego, że następnego dnia mogą żegnać kogoś bardzo bliskiego, może nie śpieszyliby się tak bardzo. Może nie śpieszyliby się tak bardzo jak on, żeby tylko starzy nie zdążyli wrócić od znajomych nie zauważając zniknięcia samochodu. Idiota. Wszedł po schodach do domu wyciągając z kieszeni klucze. Otworzył drzwi i ruszył w stronę swojego pokoju. Wszystko było w takim samym stanie jak w tamten cholerny piątek. Tak, w ten piątek, kiedy zginął Michael. Usiadł przy dużym biurku. Wypalił jednego skręta i rozejrzał się po pokoju. Tu i tam leżały szkice Summer. Czasami dawała mu jakieś swoje dzieło. Albo on je jej podkradał. Wziął do ręki kartkę z rysunkiem przedstawiającym Michaela. Przygryzł wargę. Dlaczego był taki głupi? Dlaczego? Dlaczego przez jakiś marny alkohol już nigdy nie wpadnie do domu Michaela i znikąd nie wpadnie do jego pokoju, tak ot tak, po prostu, chcąc pogadać. Już nigdy nic nie będzie takie jak kiedyś. Bo czas nie leczy wszystkich ran. Niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
lovebug hmm. 06.05.10, 19:59 ja dam swoje, jak wykażecie tym zainteresowanie, bo widzę że posty osłabły. Odpowiedz Link Zgłoś
emma_vanessa Re: Kącik pisarski 07.05.10, 12:20 piszę ksiazke pod tytulem romantyczna ę komiczną...... pod nazwąą :<br /> "idziesz na piwo?" <br /> a wiec... zaczynam : pewnego slonecznego dnia , gdy świat przestawal powoli istniec zadzwonilam do kolegi aby go zapytac czy pojdzie ze mna na piwo !! xd<br /> odpowiedzial ze chetnie ale nie ze mna <buu><br /> zmartwilam się gdyz byl to moj przyjaciel (kochalam go lecz nie chcialam mu tego powiedziec) na piwo poszlam sama.....<br /> spotkalam tam moja stara z jakims kolesiem (byl pociagajocy) gdy go zobaczylam od przodu podlam na ziemie gdyz byl to moj stary !!! a wtedy poczulam ze justin bieber mnie pociagaaaa !! to bylo straszneeeeee.. ale coz ja moge zrobic justin jest gejem !!<br /> Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet @emma_vanessa 07.05.10, 13:44 tak! wydaj to! genialne, wytwórnie padną ze szczęścia, że zgłosił się ktoś taki jak Ty i z czymś takim! nie mam siły komentować reszty. dużo błędów w niektórych, radzę sobie znaleźć dobrą betę i przede wszystkim nie pisać o niczym. Odpowiedz Link Zgłoś
emma_vanessa Re: @emma_vanessa 07.05.10, 14:18 sorry to nie ja napisałam ... no bo na informatyce weszłam na kotka i odeszłam od komputera i sie nie wylogowałam i moja kolezanka to napisała bardzo miłe i mąrde z jej strony kliknełam już na kosz Odpowiedz Link Zgłoś
edysia Moje własne 07.05.10, 16:18 Ja sama pisze parę książek a dwie z nich publikuje w postaci bloga Oto one: -start-to-be-afraid -overwhelming-fame-and-love Zapraszam wszystkie kotkowiczki do czytania i komentowania Odpowiedz Link Zgłoś
nrulezzzzz moje nic... 07.05.10, 16:16 Mimo tego, że rani nie oddam jej za nic. Jest magią, która wypływa z mej duszy, jest oazą wśród pustynnej suszy. Jest darem od Boga samego, nie chciałabym niczego innego. Wczoraj była, dzisiaj już jej nie ma pozostaną tylko cudowne wspomnienia. Mimo tego, że miłość kiedyś odejdzie niedługo powróci i jak słońce wzejdzie. Zajęłoby mi życie o niej wypracowanie, ale ten czas wypełni mi kochanie. Jeśli liczyć ile ostatnio napisałam to te, które są tu są stare... przepraszam, że to takie nie uporządkowane, ale tak serio to miks fragmentów 3 lub 4 różnych wierszy, ogólnie o miłości... przepraszam za nieporządek, ale z przyczyn konkursowych nie mogłabym wam dać całych do przeczytania co myślicie, ale szczerze.? Odpowiedz Link Zgłoś
reigai cesc this out, baby. 07.05.10, 16:24 “CESC THIS OUT” czyli rzecz o piłce kopanej AKT I, Scena I “Mogłem zostać striptizerem” PROWADZĄCY: Witam w 87 edycji programu „Big Brother” *rozlega się nikły aplauz* Wiem, że ostatnie kilka sezonów z gwiazdami filmów porno było do kitu, ale tym razem nasze zaopatrzenie obejmuje więcej niż dwa komplety wibratorów, więc powinno obejść się bez bójek. Nasi obecni uczestnicy, oczywiście nikt nie wątpi, że przybyli tu z własnej woli, są renomowanymi gwiazdami futbolu. Powitajmy ich! *ukazuje się wściekle różowa ściana i jedno krzesełko, po chwili pojawia się pewien uśmiechnięty młodzieniec* PIQUE: Cześć! Jestem Gerard i choć nie wiem, co ja tu robię, to i tak mi się podoba. Odkryłem, że w lodówce jest nawet masło, ale jazda! Poza tym, to lubię prać na boisku, tych gości, którzy akurat mają piłkę, tylko czasami nie odróżniam, którzy są z mojej drużyny *odwraca zawstydzony wzrok* PROWADZĄCY: Emm… No tak, przejdźmy dalej. *nikogo nie widać w kadrze, na dole ekranu wymachują bezradnie dwie ręce, kamera zjeżdża niżej* MESSI: Jak zwykle, czuję się dyskryminowany *PROWADZĄCY kiwa ze zrozumieniem głową* PROWADZĄCY: Muszę pamiętać, żeby zamówić wyższy stołek… Ale oto i nasz następny uczestnik! RONALDO: Ciao wszystkim! Jestem Chris, lubię chodzić na solarkę, kupować ciężarówki pełne żelu do włosów, grać w reklamach i czasami, jak muszę – kopać piłkę. Czuję się fajowsko, że mogę zawrzeć tyle nowych znajomości! *RONALDO uśmiecha się tak promieniście, że gama jego śnieżnobiałych zębów oślepia kamerę. Pęka obiektyw. Przerwa w transmisji, słychać szloch piłkarza* PROWADZĄCY: To tylko drobne problemy techniczne, za chwilę wracamy na antenę! *żeby umilić widowni czas, RONALDO pręży wdzięcznie swoje mięśnie, niczym kulturysta, w publiczności słychać szmery* TORRES: *prezentuje wybitnie znudzoną minę* Jestem tak fajny, że nie muszę się nawet przedstawiać. Wasze piegi, tfu, dni w tym programie są policzone, albowiem wygram JA! PROWADZĄCY: Powalająca skromność, jednak kontynuujmy. BOJAN: Hej, jestem Bojan. Zgubiłem swojego misia, czy mogę się przytulić do ciebie? *słychać okrzyki zachwytu publiczności, na scenę lecą wszelkie części garderoby* PROWADZĄCY: Ej, wy! Jest jeszcze przed dwudziestą drugą! Nie możemy emitować gołych biustów w programach na żywo! GERRARD: Steven jestem. Zaintrygowało mnie, jak imponujący jest stan zaopatrzenia naszej kuchni w napoje wyskokowe. Jednak żywię głęboką obawę, że taka ilość prymitywnych samców na stosunkowo niewielkim obszarze, może skalać moje czyste wnętrze. *wzdryga się nieznacznie* A co jeśli mój współlokator chrapie? *w jego oczach widać przerażenie* TERRY: Ja nie mam nic przeciwko siedzeniu tutaj, ale zaraz, zaraz… JAK TO NIE BĘDZIE ŻADNYCH PANIENEK? A ile ma trwać ten zasrany program? COŚ TY KURWA POWIEDZIAŁ?! TRZY MIESIĄCE?! *zostaje spuszczona zasłona milczenia* PROWADZĄCY: Cholera, wiedziałem, że o czymś zapomniałem. *następne ujęcie pokazuje roześmianego blondynka, który cieszy się jak szczerbaty do sera* KUYT: Hej, jestem Dirk i moim zadaniem jest robienie Torresowi dobrze. *przez publiczność przebiega cichy chichot, usta piłkarza wyginają się w podkówkę* Ale, ale… Trener Benitez tak powiedział! *zza kadru wyłania się kudłata głowa, przez chwilę ciężko jest rozpoznać twarz, kiedy to się jednak udaje staje przed oczami niezbyt zachęcający widok* PUYOL: Nic nie powiem, dopóki nie odzyskam swojej lokówki. *w kadr wpycha się pewna osóbka ubrana w koszulkę zlewającą się niemal z tłem pokoju* FABREGAS: Widziałeś może Cristiano, Carles? Bo obiecał, że pokaże mi jak nakładać tą fenomenalną maseczkę z ogórków. *chłopak zauważa kamerę* Witam wszystkich telewidzów, jestem Cesc. Miło mi was poznać. Było uroczo, ale wychodzimy, Carles. Twoje włosy wyglądają okropnie. Cris chyba by się rozpłakał, gdyby cię zobaczył. *mężczyźni wychodzą. Prowadzący obsesyjnie szuka wyjścia z kłopotliwej sytuacji* PROWADZĄCY: A teraz przywitajmy naszego gościa specjalnego! BECKHAM: Witam szanowną publiczność gromadzoną w tym studiu. Nazywam się David Beckham i wielu nazywało mnie „cudownym dzieckiem” futbolu. Obecnie nikt już na mnie tak nie mówi, ale to nie, dlatego, że nie jestem już cudowny, tylko nie jestem już dzieckiem. Urodziłem się w biednej angielskiej rodzinie robotniczej. Ojciec ciężko pracował na każdy bochenek chleba, a matka utrzymywała dom. Jako młody człowiek byłem rozchwytywany. Oczywiście, nie mogłem się odpędzić od dziewczyn. Pracowałem dorywczo w czasach szkoły średniej jako egzotyczny tancerz. Kiedy podpisałem swój pierwszy kontrakt reklamowy, będąc już zawodowym piłkarzem, fotograf powiedział mi, że mam zdumiewająco gibkie ciało, od tamtego momentu zacząłem żałować, że nie zostałem striptizerem. *na widowni zapadła cisza. Wszyscy siedzą nieruchomo* PROWADZĄCY: Dziękujemy ci, za tak wyczerpującą wypowiedź. MATERAZZI: Jestem Marco i od czterech lat ukrywam się przed Zinedine Zidanem. Zostałem objęty programem ochrony świadków i dostałem od Interpolu opancerzony samochód. Poza tym dobrze gram w futbol i znam milion kawałów o „twojej starej”. *ktoś się czai w rogu ekranu. Widać tylko hełm wojskowy przyozdobiony gałęziami, zapewne w celu kamuflażu* ZIDANE: Giń, ty plugawy łotrze! Wstawaj i walcz jak mężczyzna, chociaż bez tego się obejdzie, bo i tak ZGINIESZ! *ZIDANE stosuje zmasowany atak z gumek recepturek. MATERAZZI stara się zasłonić krzesłem* Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiotka "W blasku księżyca" 07.05.10, 16:24 Założyłam bloga, jeśli ktoś chce to moze wpadać w-blasku-ksiezyca.bloog.pl/?podglad=1 Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiotka "W blasku księżyca" 07.05.10, 16:27 w-blasku-ksiezyca.bloog.pl/?podglad=1&ticaid=6a1f8 ten jest prawidłowy Odpowiedz Link Zgłoś
syll1401 SUPERR! 07.05.10, 16:36 ja mam pomysł na książkę, ale nie wiem jak się do tego dobrze zabrać XD tytuł: Amazonki .. no cóż jestem Qniarą ;p książka ma być o 2 siostrach " bliźniaczkach" ( w tym samym wieku , tyle, że jedna adoptowana)mają 16lat - Stacey(pełne im. Anastazja) i Laurze . mają ojca , który pracuje w banku , i jest dość bogaty. dziewczyny jeżdżą konno, zaczynają chodzić do liceum (książka zaczyna się od wakacji) ..balblabla... Stacey ma chłopaka-Ernesta , Laura go niecierpi... po jakimś czasie Stacey zrywa z Ernestem(jeszcze nie wymyśliłam , why xd )i dziewczyny jadą na obóz.. tam poznają 2 chłopaków i się zakochują.... trele morele, the end^^ Odpowiedz Link Zgłoś
loleks Re: Kącik pisarski 07.05.10, 19:09 witajcieeeeee !! jestem przezajebistaa i pisze ksiazkee hahahahaha !! xd dobrze bobrzee hahahaa aa więc ksiazka pt "idziesz na piwo?" zaczynamm:<br /> pewnego słonecznego dnia , gdy zblizal sie koniec świataa.. i nie mialam co robic...<br /> zadzwonilam do klegii aby zapytac sie czy nie chcialby pojsc ze mna na piwo on odpowiedzial ze bardzo chcetnie ale nie ze mna !! gdy to uslyszalam myslalam ze go zabijee normalniee ale opanowalam sie i powiedzialm ze wem gdzie mieszka i zeby w nocy lepiej nie spal !!!! <buahahahahahahaahaha> a wiec poszlam tam samaa jk ten srodkowy palecc (gdy go wystawiasz)!!!! xd weszlam do piwiarni "pod tylkiem debila" i zamowilam durze piwo z wodka wstrzasniete nie mieszane. wypilam to poprosilam 2 raz to samo i wtedy zobaczylam ze ktos wchodzi do tego baruu,,,,,<br /> byla to moja stara z jakims kolesiemmm (wygladal on bardzo pociagajacoo), gdy sie odwrocil zobaczlam ze byl to moj staryy !! a ona przeciez z nim jakies 2 lata temu rozwod wziela !! podeszlam do niej i powiedzalam :<br /> - znamy sie??<br /> a ona :<br /> - tak !<br /> - ja aha z kad ?<br /> a ona <br /> - jestes moja corka !<br /> to ja do niej :<br /> - no chyba cie posralo jusz nie !! <br /> i poszlam przed siebie. aa że niedaleko byl las weszlam do lasuu i bieglam przd siebie....<br /> gdy sie zatrzymalam stwierdzilam ze mi sie chce sikacc !<br /> to bylo strasznee !<br /> poniewaz nie umiem sikac wkrzakach <i to nie smieszne> (hahaaahaahahahahaha) <br /> a wiec posikalam sie w majtki mialam dopiero 13 lat ale moja babcia zawsze mi mawiala :<br /> "nie wazne ile mamy lat ale wazne na ile sie czujemy a wiec 8" a moim zdaniem osmio latki moga jeszcze sikac w gacie lub do łóżka xd<br /> bylam w lesie gdzies zgodzine z haty wyszlam okolo 23 a wiec byla teraz 24 nie chcialo mi sie wracac do dopu wiec polozylam sie na trawie i zasnelam (bylo mi mokro w pupe)!!! <br /> Gdy si rano obudzilam zobaczylam nad soba postac byla troche nie wyrazna bo mialam cale oczy w łzach bo plakalm przez cala noc ale gdy otarlam galy zobaczylam ze byl to jakis koles (ładny, wysoki, umiesniony itd po prostuu ładny)! zaczol cos tam do mnie gadac ale go nie sluchalam bo bylam zajeta obczajaniem goo.... ale w koncu skapnol sie ze go nie sucham i zaczol powoli odchodzic. a wiec wstalam, podbieglam do niego i poprosilam zeby mi to jeszcze raz powiedzial ale on zlapal mnie za reke z kieszeni wyciagnol nóż i przeciol mi nadgarstek. zaczela mi leciec krew z rzyl ! ja do niego mowi co ty gosciu mi tu robisz a on do mnie :<br /> - zamieniam cie w kogos niesmiertelnego !!!...<br /> na poczatku nie wiedzialam o co cho ale sie skaplam dopiero jak przyssal mi sie do szyi i chyba stracilam przytomnosc na jakies 3/4 dni......<br /> obodzilam sie w jakims zajefajnym domu w lesie nad rzeka w gorach nad morzem stal nade mna ten sam gosciu ktory ostatnio mi sie do szyi przyssal , ale oprocz niego zobaczylam pare innych osob. powiedzieli ze z nimi zamieszkam i ze bd mogla zabisc swoich starych <juhuuu> oni byli tak samo nie kochani jak jaa !! i to bylo fantastyczneeeeee <br /> mogla sie ciac ile chce i wgl chodzilam zarabiac na prosta jako lampa xd ahahaha i bylo zajefajnieee nie chodzilam do sql bo nie musialm pilam krew innych ludzi <br /> ale tak serio to to nie prawda po prostu po tym nie udanym piwie poszla odrazu do choty i tam poszam spac i jak sie rano obudzilam to nade mna byla moja stara a to wszystko to byl piekny sen (ale i tak sie cielam) a moje zycie bylo jedna wielka komedia :- D<br /> papa Odpowiedz Link Zgłoś
avrile Pomysł jest dobry. 07.05.10, 20:08 skoro każdy zakłada wątki typu "Czy mój tekst jest dobry", "Czy Wam podoba się Mój tekst" To najlepiej wszystko złożyć to w jedno! Odpowiedz Link Zgłoś
patrichia_ Zastanawiam się... 07.05.10, 21:23 Pomysł jest naprawdę bardzo dobry. Lepiej, kiedy wszystko jest w jednym miejscu, niż mamy szukać czegoś po całym forum. Hm, piszę już od kilku lat, jednak nie sądzę, abym była w tym naprawdę dobra. Ostatnio zaczęłam realizację nowego projektu, mianowicie założyłam bloga, na którym pragnę umieszczać opowiadanie. Jednak przed tym chciałabym, aby ktoś ocenił moją twórczość i powiedział mi, co robię źle, a co dobrze. Pokazałam "to" koleżance i stwierdziła, że opowiadanie jest ciekawe, ale wiadomo jak to jest... Kiedy kogoś lubimy, nie chcemy go urazić, więc często kłamiemy, dlatego sądzę, że ona nie powiedziała mi prawdy. W związku z tym, chciałabym się zapytać, czy Wy, użytkowniczki, powiedziałybyście mi prawdę, gdybym umieściła tu swoje opowiadanie? Odpowiedz Link Zgłoś
loleks Re: Kącik pisarski 07.05.10, 21:15 terz pisze 2 czesc ksiazki pt "idziesz na piwo?" czyli "rozstanie". <br /> tytół ten wymyślił mój kolega xd <br /> hmmm jak by tu zaczac .......<br /> oo wiem!!<br /> a wiec :<br /> Zaczęło sie to jakieś 2 miesiące temu.....<br /> pewin Roman i Genowefa rozmawiali ze sobą długo...<br /> i Roman postanowil zapytać się jej czy chce się z nim spotykać.<br /> Genowefa zdziwila się , ale było to miłe zdziwieniee.. a więc zgodziła się.<br /> ten związek trwal około 2 miesięcy w ukryciu lecz Roman postanowił powiedzieć o tym swojemu kumplowi Zdzichowi. <br /> ha ! i ja nie wiem co bylo dalej wiec teraz będę wymyślać :<br /> po Zdzichu dowiedziała się cała szkoła więc Roman zerwał z Genowefą. Genowefa załamała się, potem pocieła ale nie była to dla niej tragedia rzyciowa bo rodzice ją kochali ! i po Romanie do akcji wkroczył Zdzichu ! <br /> Zdzichu był wysokim, pięknym kolesiem. był wysportowny. a genowefa była zwykła dziewczyną. nie zbyt ładną. ale wszystkie dziewczyny w sql leciały na Zdzicha. ale on wybrał Julliannę. była to laskaa chuda miała fajną dupę i wgl. była ona ze Zdzichem jusz od 6 miesięcy. całowali się w szkole przytulali i wgl. taka głupia miłość !!! Genowefa i Roman patrzyli na to z boku... <br /> rozdzial 2:<br /> Genowefa i Roman się pogodzili. <br /> i pewnego słonecznego dnia Roman zaprosił Genowef na bal. <br /> gdy tam szli zabłodzili ......<br /> i trafili do sexshopu xd<br /> Roman zaproponował ze kupi konadona a Genowefa zgodziła się! potem poszli do lasu narobic hałasu <hahahahahahahhaaa> gdy to robili kondon nagle pękł ;/ ii 9 miesięcy pózniej z trzynastoletniej Genowefy wyszło dziecko pęknietego kondona !!! <br /> KONIEC !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
loleks Re: Kącik pisarski 07.05.10, 21:22 a teraz rozdzial 3 !!! ::<br /> dziecko ktore sie urodzilo mialo downa! <br /> Genowefa powiedziala Romanowi ze nie bd takiego downa wychowywala a wiec zabila to dziecko peknietego kondona ;/ <br /> Roman kochal to dziecko bo to przez niego mialo downa (bo on tesz mial downa) wiec gdy zobaczyl ze dziecka nie ma zabil genowefe a potem przeciol sobie rzyle strzelil sobie w golowe powiesil sie . <br /> dzialo sie to w lesie wiec jakis niedzwiec po snie zimowym obudzil sie poczul zapach krwi i zjdl romanowi klejnoty ! <br /> koniec !! Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiotka Dziewczyno, druj sobie ;/ 07.05.10, 21:22 Jesteś żałosna i ośmieszasz się tylko. A do wszystkich apeluję, aby takie wypowiedzi po prostu usuwać. Odpowiedz Link Zgłoś
patrichia_ Zastanawiam się... 07.05.10, 21:26 Pomysł jest naprawdę bardzo dobry. Lepiej, kiedy wszystko jest w jednym miejscu, niż mamy szukać czegoś po całym forum. Hm, piszę już od kilku lat, jednak nie sądzę, abym była w tym naprawdę dobra. Ostatnio zaczęłam realizację nowego projektu, mianowicie założyłam bloga, na którym pragnę umieszczać opowiadanie. Jednak przed tym chciałabym, aby ktoś ocenił moją twórczość i powiedział mi, co robię źle, a co dobrze. Pokazałam "to" koleżance i stwierdziła, że opowiadanie jest ciekawe, ale wiadomo jak to jest... Kiedy kogoś lubimy, nie chcemy go urazić, więc często kłamiemy, dlatego sądzę, że ona nie powiedziała mi prawdy. W związku z tym, chciałabym się zapytać, czy Wy, użytkowniczki, powiedziałybyście mi prawdę, gdybym umieściła tu swoje opowiadanie? Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet -,- 07.05.10, 21:32 ludzie, jeśli macie wciąż się zastanawiać, czy umieścić tu czy nie i pisać o tym przez dziesięć postów to sobie darujcie. jak już się zdecydujecie, to wstawcie Wasze dzieło, a nie posty o byle czym -,- patrichia, ja chętnie przeczytam skoro piszesz od kilku lat to nie może być źle Odpowiedz Link Zgłoś
patrichia_ Re: -,- 07.05.10, 21:41 Przyznam, że troszeczkę boję się krytyki, ale w końcu trzeba poznać prawdę. Sophie_annabet, uwierz, że może być źle. ;-P Umieszczam więc pierwszy rozdział, nie ma w nim wiele akcji, ponieważ to taki wstęp: Wszędzie panowała ciemność – przerażająca ciemność. Amanda stała na polanie, otoczona drzewami, które pochylały się nad nią, tworząc pewnego rodzaju zieloną kopułę. Dziewczyna była tu sama, czuła ogarniającą ją samotność – tak bolesną i niemożliwą do wytrzymania, że miała ochotę krzyczeć. Niestety, nie mogła. Nie potrafiła wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku ani poruszyć choćby palcem. Nagle spostrzegła, że w jej stronę zmierza jakaś postać. Nie widziała jej twarzy, ale po sylwetce i sposobie poruszania się spostrzegła, iż jest to mężczyzna. Amanda zaczęła się szarpać, ale mimo to jej ciało nawet nie drgnęło. - Nie bój się! – Usłyszała głęboki i uspokajający głos nieznajomego, kiedy stanął naprzeciwko niej. Był przystojny. Miał ciemnobrązowe włosy, delikatnie opadające na czoło i ciemne, niczym węgiel, oczy. O dziwo, przestała się bać. – Przygotuj się, zostało ci niewiele czasu – powiedział i odszedł, nie dodawszy nic więcej. Amanda Phillips obudziła się zlana potem. Po policzku spływały jej łzy. Była wykończona – kolejna nieprzespana noc i znów ten sam sen. Już ponad od roku nie śniła o niczym innym, jak tylko o tym samym mężczyźnie, który nie mówił wiele. Powtarzał tylko, że zostało jej niewiele czasu. Amy nie rozumiała, co mogły oznaczać te słowa. Wszak nie mówiły one nic konkretnego. Nawet nie wiedziała, dlaczego płacze. W końcu sen nie był w ogóle straszny. Ale ta samotność, ten brak oparcia, który ją otaczał, był wręcz nie do zniesienia. Dziewczyna usłyszała ciche pukanie do drzwi. - Proszę – szepnęła schrypniętym głosem. Szybkim ruchem otarła policzki, które mokre były od łez. - Amy, kochanie, słyszałam krzyki – powiedziała Elisabeth – czterdziestoletnia kobieta o długich brązowych włosach i dużych niebieskich, ciągle zatroskanych, oczach. Jak na swój wiek wyglądała bardzo młodo – niczym dwudziestopięciolatka Usiadła na łóżku Amandy, delikatnie ją przytulając – Co się stało? - Och, nic mamo. To tylko koszmar. – Amanda uśmiechnęła się sztucznie, nie chciała denerwować matki. Ostatnio i tak za dużo brała na siebie, a dodatkowe problemy, w postaci osoby Amandy, nie były wskazane na jej obecny stan zdrowia. - Och, skarbie… - Po twarzy Elisabeth przeszedł cień rozpaczy. Ona mimo wszystko rozumiała, niestety, nie mogła nic powiedzieć i nawet nie chciała. Nie miała odwagi… Mimo iż wiedziała, że przyjdzie dzień, w którym nie będzie miała wyboru… Amanda wyczuła, że matka jest zrozpaczona. Właśnie – wyczuła. Nie wiedziała w jaki sposób jest możliwe, by mogła odczytać takie emocje. Ona po prostu je czuła i przeżywała tak, jak swoje. W ogóle tego nie rozumiała, mimo iż te dziwne „zdarzenia” towarzyszyły jej od urodzenia, jednak, jak zauważyła, nasiliły się, kiedy miesiąc temu skończyła osiemnaście lat. Nie chciała już o tym myśleć. Utkwiła spojrzenie swoich zielonych oczu w matce. - Idź już do siebie. – Dziewczyna uśmiechnęła się nikle, układając głowę na poduszce. – Jutro Wigilia, trzeba się wyspać. - Była to tylko wymówka, by pozbyć się Elisabeth. Amanda, szczerze mówiąc, zapomniała o Świętach Bożego Narodzenia. Od przeszło dwóch lat, kiedy zginął jej ojciec- jedyny i prawdziwy przyjaciel, nie przywiązywała zbytniej wagi do tej jakże ważnej uroczystości. Nawet nie spostrzegła, kiedy jej matka opuściła pokój. Po usilnych próbach w końcu zasnęła. Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale rozdział przepisywany był z zeszytu na "szybkiego". Tak więc - czekam na opinię. Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiotka Jestem pod wrażeniem 07.05.10, 21:59 Naprawde wciągną mnie ten fragment i jestem ciekawa co będzie dalej... Możnaby się czepić, że, np. w takim zdaniu jak "Amanda, szczerze mówiąc, zapomniała o Świętach Bożego Narodzenia." nie powinno występować to SZCZERZE MÓWIC, bo jest to zbędne. Ale kiedyś pewna kotkowiczka napisała mi, żeby olać błędy, bo to co piszę to magia. To samo mówię Tobie. Piszesz świetnie i nie bój się tego, że popełniasz drobne błędy, bo to się zdarza. Masz talent i życzę Ci sukcesów w dalszym pisaniu. PS Wrzuć coś jeszcze Odpowiedz Link Zgłoś
patrichia_ Re: wypowiedź powyżej skierowana jest do @patrich 07.05.10, 22:11 Serdecznie dziękuję za tak miłe słowa, naprawdę, nie spodziewałam się. Dziękuję! ; -) Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet Re: Jestem pod wrażeniem 07.05.10, 22:14 1. szczerze mówiąc jest we właściwym miejscu, nie ma żadnej potrzeby tego usuwać, to nawet nie jest błąd. 2. faaajne ma poglądy, ta kotkowiczka. nie wolno olewać błędów. co z tego, że treść będzie wyśmienita, jeśli nie będzie się dało czytać, bo styl, interpunkcja i ortografia będą leżeć? (nie w tym przypadku, ofc błędy się zdarzają, ale trzeba je tępić i próbować popełniać jak najmniej. Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiotka Oj @sophie_annabet 07.05.10, 22:47 A Ty znów się mnie czepiasz. Powiedz mi kobieto, czy masz Ty jakąś satysfakcję z tego, że skrytykujesz wypowiedź pewnej trzpiotki? Myślałam, że po naszym ostatnim spięciu damy już sobie spokój. Co do tego szczerze mówiąc, to się nie będę sprzeczać. Wiem coś o tego typu wtrąceniach w wypowiedzi trzecioosobowej, ale nie będę wdawać sie niepotrzebnie w dyskusje, ponieważ to opwiadanie naprawdę mi się podoba. A zresztą, nawet gdybym Ci wytłumaczyła o co chodzi, to i tak nie przyjęłabyś tego do wiadomości, tak coś sądzę. Należysz do osób, które "wszystko wiedzą najlepiej". Bez obrazy, po prostu odnoszę takie wrażenie. No i... albo nie. Skończe już, nie mam zamiaru się denerwować Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet Re: Oj @sophie_annabet 07.05.10, 22:57 Ugh. Mamy wolny kraj i niezależnie od tego, czy się kłóciłyśmy dawniej czy też nie, mam prawo wyrażać swoje własne zdanie. Odpisałam na Twój post na temat błędów, bo po prostu uważam, iż nie masz racji i ot, cała historia. Nie ma to nic wspólnego z czepianiem się Ciebie albo czerpaniem z tego satysfakcji @@ Dla mnie tam nie ma znaczenia, kto to pisał - jeśli się z czymś nie zgadzam, to po prostu o tym mówię. Równie dobrze mogłaby to napisać każda inna użytkowniczka, to nie ma nic wspólnego z Twoją osobą. Skąd wiesz, czy bym nie przyjęła? Jeśli mi ktoś jasno pokaże argumenty, to nie mam powodów, by się z ów kimś sprzeczać. Chyba, że ktoś mi coś zarzuca i nie podeprze tego absolutnie niczym - wtedy dyskutuję. Nie wiem wszystkiego najlepiej. Ale coś tam wiem i zamierzam o tym mówić. Widocznie odnosisz mylne wrażenie. Odpowiedz Link Zgłoś
trzpiotka Re: Oj @sophie_annabet 07.05.10, 23:17 Może i tak, w sumie nie znam Cię na tyle, żeby pochopnie oceniać więc sory. Niech Ci będzie, ale wiesz... Pewne wspomnienia z naszej poprzedniej "dyskusji" wryły mi się w pamięć i absolutnie nie zamierzam wplątać się w coś podobnego po raz drugi, nawet, jeżeli to tylko internet. Więc z góry odpuszczam i mówię DOBRANOC, bo idę powoli spać Narka Odpowiedz Link Zgłoś
kotek4 trzpiotka 12.05.10, 17:32 masz racje nie denerwuj sie sa ludzie i marginezy Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet Re: -,- 07.05.10, 22:11 no i co, wcale nie jest złe! ;D jeśli miałabym być szczera i obiektywna, Twoje opowiadanie i opowiadanie Emily najbardziej mi się podobały i uważam je za najlepsze tutaj Tylko momentami zamiast tych myślników dałabym po prostu przecinek, bo tak dziwnie się czytało. Ale i tak brawa Odpowiedz Link Zgłoś
patrichia_ Re: -,- 07.05.10, 22:34 Matko! Nie sądziłam, że tak dobrze mnie ocenisz. W sumie oceny Trzpiotki i Twojej, Sophie, bałam się najbardziej. Myślałam, że będzie naprawdę źle! A tu proszę, jednak się podobało. Normalnie puchnę z dumy! Dziękuję! Takie opinie motywują do dalszego tworzenia. ; -) P.S. Sophie, wiesz, że czytałam Twoje opowiadanie? Nawet prosiłam o powiadamianie i chyba zrobiłaś to dwa razy, a potem albo zapomniałaś, albo skończyłaś z powiadamianiem przez gg, nie wiem, bo nie zaglądałam na Twój blog przez długi czas (problemy zdrowotne, itp.). Teraz nadrobię zaległości, bo wreszcie mam czas. ;- P Pozdrawiam! P.S.2 Trzpiotka, chcesz, abym wrzuciła coś jeszcze? Wow, bardzo się cieszę. Założyłam blog, gdzie to opowiadanie będę publikować, więc jeśli masz ochotę, to daj znać, a podam Ci adres. I Ciebie również pozdrawiam. ; - P Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet Re: -,- 07.05.10, 22:50 No właśnie coś mi się kojarzyło ;D Powiadamiałam Cię chyba przez gadu, tak? Bo ja wędruje od komputera do komputera i czasami mi się niektóre rzeczy gdzieś się zapodziewają O.o Kurczę, szukam i szukam Twojego numeru i nigdzie go nie ma. Mogłabyś mi go napisać pod najnowszą notką? Albo po prostu zagadać do mnie, jeśli mój nr Tobie nie umknął ^^ pozdro Odpowiedz Link Zgłoś
patrichia_ Re: -,- 07.05.10, 22:55 Wydaje mi się, że numer, który mam na liście jest Twój, więc napiszę. ;-P Ale jakby co, to zostawiam swoje gg: 395066. Odpowiedz Link Zgłoś
patrichia_ Re: @patrichia_ 07.05.10, 23:03 Ok, ale uprzedzam, że grafika jest po prostu tragiczna. ; -P www.dwa-tajemnicze-swiaty.blog.onet.pl Bardzo proszę, na razie jest tylko prolog, w dodatku króciutki. ; -) Jutro powinien pojawić się I rozdział, który umieściłam tu, a w niedzielę, być może, kolejny. Odpowiedz Link Zgłoś
dark_candy_ Kącik pisarski 07.05.10, 21:37 bardzo fajny pomysł na wątek jednak ja swoją "twórczość" wolę umieszczać na blogu.. ale z chcęcią poczytam dzieła innych, tutaj Odpowiedz Link Zgłoś
twilight PROSZĘ o POMOC. blog. 07.05.10, 21:55 Otóż piszę bloga, i ostatnio cos mi się stało i mam teraz takie białe tło www.creazy-story-bynika-blog.onet.pl i nie wiem jak to naprawić. Wiecie ? Prooooszę o pomoc. ! Odpowiedz Link Zgłoś
kajka11 Re: Kącik pisarski 07.05.10, 22:32 a pro po... wczoraj dowiedziałam się, że jedyna ze szkoły zdobyłam jakieś b. dobre miejsce w konkursie międzyszkolnym hmmm... ciekawe które Odpowiedz Link Zgłoś
heyyeah was, w sensie waszej oceny. 07.05.10, 22:42 Mój polonista uważa, ze mam talent, ja jestem odmiennego zdania. Odpowiedz Link Zgłoś
karoleczka Re: Pisane z nudy xD (dawno) 07.05.10, 22:39 Napisałam to dawno tak z nudy ale jesli chcecie przeczytajcie i dajcię opinię a oto to : Hej wiem, że to dziwne ale muszę to z siebie wyrzucić ,mówią mi żebym nikomu tego nie mówiła ale o pisaniu nic nie mówili. Chce wam opowiedzieć moją historię gdyż uważam że jest ona warta poświęcenia chociaż jednej chwili. Mam na imię Matylda i mam 15 lat . Gdyby nie pewien fakt to moje Zycie było by całkiem normalne jak każdej nastolatki w moim wieku. Lecz tak nie jest UWGA! JESTEM CZAROWNICĄ !!!!! To może już zaczne opowiadać to historię mojego pokręconego życia. I Wycieczka - Szykuj się na wycieczkę szkolną – powiedziała mama Nie chciało mi się wstawać ,ale musiałam bo już zapłaciłam za wycieczkę i nie mogłam jej odwołać. A więc wstałam ,uszykowałam się i pojechałam do szkoły. W szkole czekała już na mnie moja przyjaciółka Andie. Ona uwielbia wycieczki. A zwłaszcza kiedy jedzie na nie najprzystojniejszy chłopak w szkole Eric. Gdy już byliśmy w autobusie Eric usiadł przy mnie w autobusie bo już nie było miejsc a Andie musiała usiąść razem z panią bo miała chorobę lokomocyjną. A więc Eric usiadł obok mnie - Cześć – powiedział swoim pięknym głosem ochhh - Hej – wydusiłam z siebie po jakiś 20 sekundach - Jak masz na imię? – byłam zszokowana że się do mnie odzywa - Eee Matt… - jąkającym się głosem - Masz męskie imię? – roześmiał się - Niee Matylda - Ja mam na imię Eric – powiedział . Jakbym nie wiedziała Gadaliśmy sobie i gadaliśmy. Potem przyglądałam się mojemu amuletowi którego dostałam dzisiaj od mojej mamy. Przypomniałam sobie dokładnie tą rozmowę : - Matyldo – powiedziała jakby z dumą mama – czy możesz na chwilkę do mnie przyjść Ździwiłam się bo mama nigdy tak do mnie nie mówiła ponieważ zawsze mówiła „Matylda chodź tutaj!!!!” Więc poszłam Miła niepewną minę - O co chodzi mamo - Widzisz córeczko mam do ciebie prezent – i podoała mi stary amulet jakby miał normalnie ze 100 lat , strasznie mi się nie podobał był normalnie okropny - Nosiła go twoja prababcia ,babcia i ja teraz będziesz nosiła go ty - Och dziękuję Nawet się nie spostrzegłam a pogrążyłam się w myślach głębiej zasnęłam. Miałam bardzo dziwny sen Śniło mi się że autobus zatrzymał się przy mc Donaldzie wysiadłam z autobusu z Ericem a po chwili wyszła cała klasa. Po smacznej przekąsce wyszliśmy z mc Donalda i wtedy usłyszałam pisk opon. Potem było cos strasznego auto przejechało Erica. Z tego koszmaru obudził mnie Eric - Słuchaj jak ci tam było na imię.. jesteśmy przy Mc Donaldzie idziesz coś kupić? - Eeee jasne Wzięłam torbę i poszłam za nim. Byłam zdesperowana nie wiedziałam co robić Widocznie stałam jak słup bo Eric szturchnął mnie w ramię i powiedział – wszystko w porządku –ja ocknęłam się i powiedziałam – jasne, jasne Weszliśmy do knajpiki ja zamówiłam sobie frytki na odczepne i cole. Wciąż myślałam o tym śnie Wyszliśmy z Mc Donalda i po chwili usłyszałam pisk opon tak jak w moim śnie i wtedy w nim auto zabiło Erica więc energicznie pociągnęłam go za ramię i wzięłam go na bok Wszyscy byli w szoku patrzyli się ze zdziwieniem pani Donell podbiegła do nas i powiedziała w panice – Wszystko w porządku nic wam nie jest?! i zaczęła coś tam gadać lecz ja jej nie słuchałam dzwoniła gdzieś domyślałam się że na policję lub pogotowie lecz to nie było ważne bo myślałam o moim śnie i o tym co się wydarzyło. Pogrążyłam się w rozmyślaniach kiedy się ocknęłam dookoła było mnóstwo ludzi 2 karetki i jeden radiowóz jeden policjant prowadził wywiad z Ericem, który miał bandaż zawiązany na dłoni. Do mnie podeszła jakaś blondynka z mikrofonem i zapytała – to ty uratowałaś tego chłopaka?- zatkało mnie strasznie ale ledwo powiedziałam słowo – Erica?- blondynka odpowiedziała z słodkim akcentem – tak- A ja wyjąkałam – tak to ja potem spytała – skąd wiedziałaś że ten samochód nadjeżdża świadkowie mówią że nie słyszeli niczego dopiero kiedy prawie wjechał na was to się dowiedzieli- cóz spodziewałam się takich pytań- Po prostu słyszałam ten samochód szybko popchnęłam Erica na bok i … to wszystko - blondynka spojrzała na mnie z niezadowoleniem i powiedziała a wręcz zaświergotała -Bardzo dziękuję za wywiad – potem obróciła się zgrabnym ruchem odgarnęła włosy i powiedziała -To był wywiad z bohaterką dzisiejszego dnia Matyldą która uratowała swojego kolegę przed śmiercią czyli strasznym zderzeniem z samochodem – potem się uśmiechnęła i powiedziała - – Dla „Wiadomości TV na okrągło” Brenda Hamilton – wykonała szeroki teatralny uśmiech. Przepraszam za błędy ort. Odpowiedz Link Zgłoś
squash dobrze, że z nudów. 07.05.10, 23:06 mam nadzieję, że nie bierzesz tego na poważnie. Przedawkowałaś Meg Cabot, czy jeszcze bardziej słit nastolatkową powieściopisarkę? Mogłabyś nauczyć się chociaż zasad interpunkcji. PO - RAŻ - KA. *** Ja piszę, ale nie potrzebuję waszych opinii. Odpowiedz Link Zgłoś
lovebug prolog. 08.05.10, 09:01 Ludzie zwykle nie zwracają uwagi na katastrofy dziejące się poza ich życiem, gdyż sądzą, że są bezpieczni. Może jedynie kiedy dowiedzą się o jakiejś tragedii trochę zapłaczą, bądź się pomodlą. Ale czy wiedzą, że niewinny człowiek może zginąć z błahego powodu? Tak, przecież komedie romantyczne nie narzucają watku rychłej śmierci za miłość. Prawdopodobnie jestem pierwszym istniejącym jeszcze przypadkiem, który zginie w dobrze chronionym miejscu przez uczucia, będąć w tak młodym wieku. To moja wina, pomyślałam, gdy patrzyłam na ludzi zupełnie niepewnych, ale rozumiejących już bardzo dobrze, że gdy wyjdą poza teren, mogą to uznać za Ostatni Dzień Twojego Marnego Życia. Dlaczego? Właśnie temu zawiniła moja historia. Mialam już niewiele czasu, by to zmienić. Gdy upadłam na błoto, nie czułam kończyn, w dodatku stwierdziłam, iż momentowo straciłam słuch, ponieważ wszystko, co działo się wokół mnie było przytłumione i głuche. Wreszcie moje ciało było zdolne do małego wysiłku, zatem spróbowałam wstać. Kiedy podpierałam się na łokciach, zobaczyłam zbrudzone buty, które były oddalone od mojej twarzy o kilka centymetrów. Poznałam je niemalże od razu. Podniosłam się prędko. Nie mogłam uwierzyć, że to on. Płakałam, widząc go z bronią. On patrzył w dół. Zagryzł wargę. Nie chciałam, aby ktokolwiek zginął, tam byli sami niewinni ludzie! Są młodzi już dziś mieli zakończyć swój żywot? - Zabij mnie, on tego nie zobaczy – błagałam, ale on się roześmiał, jak człowiek nie posiadający uczuć. Korzystając z chwili jego nieuwagi, przyciągnęłam dłoń chłopaka, która trzymała pistolet do siebie. tragedia... ale chcę wiedzieć co myślicie chociaż o prologu. Odpowiedz Link Zgłoś
kociooka Próbka ;> 08.05.10, 09:37 Podam Wam prolog z mojego bloga. Proszę o szczere opinie. -Szukam! - wykrzyknęła nader głośno pięcioletnia dziewczynka. Śmiejąc się wesoło, wpadła w najbliższe krzaki w poszukiwaniu towarzyszy zabawy. Przeszukawszy wszystkie znane jej kryjówki, westchnęła zawiedziona. Usiadła na pobliskim kamieniu, i zacisnęła małe dłonie w piąstki, kładąc je na kolanach. Zamknęła oczy, chcąc powstrzymać łzy napływające do jej przerażająco jasno-niebieskich oczu. Nie mogła pogodzić się z porażką, z myślą, że nie znalazła swoich przyjaciół, choć zarzekała się że wszystkich odnajdzie w rekordowym tempie. -Chodź do mnie..Chodź.. - gwałtownie otworzyła oczy i podniosła się z kamienia, słysząc tak niebiańsko piękny męski baryton. -K-kto mówi? Gdzie jesteś? - zdezorientowana rozglądała się dookoła. - Pokaż się! - zarządała, po dziecinnemu układając usta w podkówkę. -Idź prosto..Przed siebie.. Dziewczynka nie mogła się powstrzymać. Czuła, że ktoś jej potrzebuje, że pragnie, by do niego przyszła. Odczuła wielką chęć, by biec we wskazanym przez tajemniczego rozmówcę kierunku. Tak też uczyniła. Biegła szybko, z niecierpliwości co chwilę się potykając. Chciała biec szybciej, szybciej! Jej krótkie nóżki jednak na to nie pozwalały, co straszliwie ją denerwowało. Nagle stanęła, nie wiedziała gdzie dalej biec. Jej Anioł, jak go nazywała w myślach z powodu pięknego głosu, nie odezwał się uz od dłuższego czasu. -Gdzie jesteś, mój Aniele? - wykrzyknęła drżącym, dziecinnym głosikiem - Odezwij się! Nie odchodź! - zaszlochała gniewnie. Usłyszała za sobą przeraźliwy, skrzekliwy śmiech. Odwróciła się gwałtownie, przy czym wpadła na wysokiego, ubranego na biało osobnika, o czarnych tęczówkach i tego samego koloru włosach. Położył blade dłonie na jej płaskiej klatce piersiowej i pchnął ją na ziemię. Pisnęła żałośnie. Straszliwy osobnik usiadł na niej, podwinął jej sukienkę do góry i rozsunął kolana. -Zostaw mnie! Chce do mojego Anioła! - krzyczała i wyrywała się, jednak na daremno. Mężczyzna znów się zaśmiał. Rozpiął pasek od swoich spodni i z furią się w nią wdarł. Jej przeraźliwy krzyk bólu spłoszył pobliskie zwierzęta. Czuła nieopisany ból, chciała znów być w swoim ukochanym, ciepłym domu, siedzieć ze swoją mamą przy gorącego rosołu. Zrozumiała, że jej krzyki i wyrywanie się pójdą na marne, więc przestała się opierać, myśląc, by ten lodowaty mężczyzna zostawił ją w spokoju. Nie wiedziała, co on robił, czemu to wszystko sprawia tak wielki ból. Człowiek, którego jeszcze przed chwilą nazywała Aniołem, wyszedł z niej. Wstał z ziemi, uśmiechając się bezczelnie. Pogwizdując, odszedł powolnym, acz radosnym krokiem jak najdalej od miejsca zbrodni. Luna, bo tak bliscy mówili na dziewczynkę, wciąż leżąc na wilgotnej ziemi, zwinęła się w kłebek. Szlochała bezradnie, nie wiedząc co począć. Nie miała siły wstać, leżała więc tak do późnej nocy. *** -Luna! - po lesie roznosiło się echo krzyków wielu ludzi - Luna! Dziecko naturlanie ich słyszało, jednak bało się wstać. Przymknęła powieki, czekając, aż ktoś ją znajdzie. -Musi gdzieś tu być, przecież przeszukaliśmy już cały las! - wykrzyknął ktoś, kogo głosu dziewczynka nie kojarzyła. -Jest, widzę ją! - słowa te wywołały u dorosłych falę radości. - Cii, chyba śpi. Wezmę ją na ręce i wracamy. - rzekł mężczyzna i podniósł ją z ziemi. Od jego ciała biło tak upragnione przez nią ciepło, że nie wiedziała co zrobić - w geście obrony się nieznajomego odsunąć, czy też wtulić się w jego klatkę piersiową. Wkońcu zrezygnowała z robienia czegokolwiek. Pragnęła zasnąć, zapomnieć o wszystkim. Jeszcze przed tym, jak całkowicie oddała się w ramiona Morfeusza, usłyszała głos swojej mamy: -Pewnie za bardzo się oddaliła, a potem nie wiedziała jak wrócić. No, i usiadła sobie, a po jakimś czasie usnęła. To do niej bardzo podobne. Luna znów zacisnęła dłonie w piąstki, po czym zapadła w głęboki sen. Nikomu później nie mówiła o tym, co się stało.Chciała po prostu o tym zapomnieć. Miała to w sobie, że potrafiła ze swoich wspomnień wymazać każdy bolesny dla niej moment. Mam nadzieję, że nie jest tak tragicznie, jak mi się wydaje xD. Odpowiedz Link Zgłoś
squash (; 08.05.10, 11:08 o, to mi się podoba. Pisz dalej i wstaw tutaj. Moim zdaniem trochę za szybko zaczęłaś, książka rozpoczynająca się gwałtem? Wydarzenia powinny powoli się rozkręcać... Ale zobaczymy dalszy ciąg. ^ "nie jest zbyt tragiczne" ? Komedią to nie miało być, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
kociooka Re: (; 08.05.10, 12:46 z tym "to nie jest tragiczne", chodziło mi o mój styl pisania ;> A tak ogółem, to chodziło o to, żeby zaczęło się gwałtem, bo będę nawiązywała do tej sytuacji w późniejszych rozdziałach ^^ Cieszę się, że Ci się podoba xD Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet @kociooka 10.05.10, 14:39 oho. wstęp przypomina mi początek "Sierocińca". w pierwszych zdaniach brakuje mi wtrącenia myśli dziewczynki, pokazania jej emocji. mówisz jedynie, co takiego zrobiła - usiadła, wstała, wpadła - i to brzmi tak sztywno. oj, błędy w zapisie dialogów. gdy mówimy o wykonywaniu czynności, zaczynamy zdanie z dużej litery. "Chodź do mnie... Chodź. - Gwałtownie otworzyła oczy [...]" No i wielokropek to nie dwie kropki, tylko trzy. To także jest błąd. reszta, prócz dialogów, w porządku. mam tylko wrażenie, że nie za dobrze wczułaś się w pięcioletnie dziecko. jeśli pięciolatkowi coś przeszkadza/irytuje/denerwuje/ boi się, to on po prostu wrzeszczy najgłośniej jak się da. scena gwałtu wyszła tak prosto, bez zbędnych szczegółów i bardzo dobrze. tylko po tym wszystkim, brakowało mi przeżyć wewnętrznych tej dziewczynki. to znaczy, one wystąpiły, ale było ich stanowczo za mało. powinnaś opisać jej niedowierzanie i nierozumienie tego, co się stało, dlaczego to się wydarzyło, itp. itd. ogólnie, nie najgorzej. tylko popraw dialogi ; > Odpowiedz Link Zgłoś
timestealer Re: prolog. 08.05.10, 13:30 to jedyny fragment w całym tym wątku, którego pierwsze zdanie zaciekawiło mnie na tyle, by przeczytać całość. nie czuję się tak dobra, by oceniać, ale jeśli mogę przedstawić swoje spostrzerzenia, to tylko tyle, że początek jest świetny. potem, kiedy ona tam upada w błoto, podnosi się itd. moim zdaniem opisane jest zbyt szczegółowo, bo w tym momencie [nie mam pojęcia czemu] na myśl przyszedł mi styl pisania Mayer i całe dobre pierwsze wrażenie gdzieś uleciało. można skrócić i wywalić kilka niepotrzebnych opisów czynności. końcówka jest świetna. zaciekawiła mnie na nowo, a zdanie "Zabij mnie, on tego nie zobaczy" jest po prostu epickie. nie mam pojęcia, co będzie dalej, ale proszę o jeszcze jakiś fragment. podkreślam, że to tylko moje zdanie : ) Odpowiedz Link Zgłoś
sophie_annabet @lovebug 10.05.10, 14:24 nie podoba mi się to filozofowanie na początku. jeśli chcesz się dzielić czytelnikami swoimi refleksjami załóż pamiętnik albo coś podobnego. według mnie powinnaś zacząć od zdania "prawdopodobnie...", wyszłoby na to samo, po co zbędnie gadać. ach, i w tym zdaniu niepotrzebne jest słowo "jeszcze". wiadomo, że żyjący. dalej widać za dużo szczegółów. trzeba to wygładzić, by czytało się miękko i przyjemnie, a nie przez dziesięć minut myślało, co autorka miała na myśli. napisałabym to tak: "Gdy upadłam w (w, nie na błoto) błoto, wszystko stało się przytłumione i głuche, a ja na moment straciłam czucie w nogach" Wreszcie moje ciało było zdolne do małego wysiłku, zatem spróbowałam wstać - źle się to czyta. Poza tym, po co zawracać czytelnikowi głowę tym, czy to był mały wysiłek, duży albo średni. Lepiej by brzmiało: Gdy moje ciało wreszcie było zdolne do wysiłku, spróbowałam wstać. dobra, jeśli mam mówić o całości, to powiem tak: chaoooos. tu jakieś relfkesje, tu upadek, tu nagle mają ją zabić, wszystko mi się miesza. radziłabym robić wszystko po kolei: jeśli już mamy filozofować na temat życia, to zróbmy to w jednym punkcie, a potem przejdźmy do akcji, żeby czytelnik jasno wiedział, jak sprawa wygląda. u Ciebie jest zbyt chaotycznie, przez co emocje, jakie powinnam odczuć, zanikły, bo zastanawiałam się, co się stało. nie pisz tak szczegółowo. ważniejsze są te bardziej ogólne rzeczy, czytelnik woli wiedzieć, że np. przed bohaterem stoi facet wyglądający jak z filmu gangsterskiego, aniżeli że ów gość ma w lewej skarpetce malusią dziurę przy dużym palcu u nogi. ogólnie, to technicznie do dopracowania, bo zdarzyły się niekiedy błędy ortograficzne (tak, brak końcówki u "ę" jest błędem ortograficznym) no i przecinki. tekstu jest za mało, bym mogła powiedzieć coś o fabule, ale wierzę, że może coś z tego wyjść fajnego. trzeba tylko czasu i ćwiczeń pozdro! Odpowiedz Link Zgłoś
emma_vanessa Re: Kącik pisarski 09.05.10, 09:37 weź loleks nie wystarczy ci że "tą cudowną ksiązką" napisałaś na moim koncie. Czy naprawdę nie obyłabyś się bez opublikowania całej tej książki. Eh.... powiedziałaś że napiszesz coś ładnego, bo umiesz przecież pisać. Odpowiedz Link Zgłoś
roahszana Re: Kącik pisarski 09.05.10, 22:51 A co tam. Zapraszam na nowo założonego bloga www.moment-w-zyciu.blog.onet.pl Jestem otwarta na surową krytykę i komentarze Pozdrowienia dla blogowiczek ;* Odpowiedz Link Zgłoś
answer Moja książka______-------------------------------- 09.05.10, 23:30 Codziennie uliczkami małego miasteczka w Grecji przechodzą setki ludzi. Rzadko jednak są to mieszkańcy, częściej raczej liczni turyści przyjeżdżający z wielkich metropolii: Aten, Nowego Jorku czy Moskwy, na beztroskie wakacje w jednym z domowych hotelików. Taki właśnie hotelik prowadzili rodzice Leny, przeciętnej nastolatki. Nazywał się on " goudamo hotel"- od nazwiska Goudamo, które nosiła cała rodzina. Lena uczęszczała do podrzędnego gimnazjum, które znajdowało się ok. 5 km. od jej domu. Do szkoły jeździła rowerem swojego brata, potem pomagała w rodzinnym interesie, a na koniec uczyła się i ogarniała i tak już zapuszczony, duży dom. DALEJ DRUGA CZĘŚĆ TYLKO RODZ. JUŻ MNIE DO MYCIA ZAGANIAJĄ!!! Odpowiedz Link Zgłoś
karola645 Re: Moja książka______--------------------------- 10.05.10, 07:43 Nie chce mi się przepisywać ;3 wbijajcie tu : www.magnificent-vampires.blog.onet.pl Odpowiedz Link Zgłoś
answer Moja książka______2 część 10.05.10, 10:42 Pokój Leny znajdował się na poddaszu. Był mały, lecz przestronny. Przy niewielkim skosie stał lekko podniszczony już tapczanik. Reszta pokoju nie licząc blatu pod oknem, pełniącego funkcję biurka, była pusta jak po przeprowadzce. Jednak wbrew pozorom Lena mieszkała w nim od urodzenia. Po przeciwnej stronie piętra mieszkał brat dziewczyny - Carlos. Miał on 17 lat i chodził do daleko od domu leżącego, prestiżowego liceum w Lupicie. Carlos miał już dziewczynę, która w dodatku przyjechała z Los Angeles. Miała na imię Adelle i w Lupicie miała znajomych, którzy jak się okazało byli także znajomymi Carlosa. Jak zwykle Lena czerpała z miłości brata korzyści , ponieważ Adelle miała siostrę w jej wieku. Dodatkowo Adelle zaproponowała Lenie wakacje w swoim domu... CDN Odpowiedz Link Zgłoś
lovelena Re: Kącik pisarski 10.05.10, 10:54 nie lepiej podac adresy blogow z opowiadaniami? tak by bylo chyba lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
answer Re: Kącik pisarski 10.05.10, 11:27 Ja mam blog ale narazie jest na nim tylko prolog i 2 rozdziały, jak dopiszę do 5 to dam adres Drugi blog zaczęłam pisać jak miałam 9 lat więccccccc, chyba sami wiecie... żal.pl ta moja twórczość! Odpowiedz Link Zgłoś
sylwek11 answer 10.05.10, 13:17 Ogólnie to zapowiada się ciekawie. Tylko ten fragmen ,, Do szkoły jeździła rowerem swojego brata, potem pomagała w rodzinnym interesie, a na koniec uczyła się i ogarniała i tak już zapuszczony, duży dom '' . Jakoś nie pasuje to a na koniec uczyła się i ogarniała i tak już zapuszczony, duży dom .Myślę że powinno być na koniec dnia . . aaaa. i jeszcze codziennie by sprzątała w domu .?! Odpowiedz Link Zgłoś
suzann. Re: Kącik pisarski-Mój wiersz 10.05.10, 19:14 Umierała Była sama Sam na sam z myślami I umierała Umierała w ciszy i samotności. Umierała w bólu i cierpieniu Tak strasznym cierpieniu spowodowanym Z okrutnej samotności. Tak właśnie umierała Tak właśnie umarła. Odpowiedz Link Zgłoś
answer Mój wierszyk! a raczej poemat:) 11.05.10, 10:17 Zapomnienia poczuć smak... Umrzeć we wspomnieniach... Znając swój jak pustka kartka życiorys... Pamiętając o bólu i samotności... Bez ciebie na zawsze... Już będę tak żyć... Nie chcę więcej znać smaku gorzkiego smutku... I uciec chcę od miłości... Na zawsze... Mnie się bardziej podoba po angielsku: Oblivion taste ... Die in the memories ... Knowing your resume as a piece of emptiness ... Mindful of the pain and loneliness ... Without you, forever ... I no longer live like this ... I never want to know the bitter taste of sorrow ... I want to run away from love ... Forever ... Odpowiedz Link Zgłoś
answer Re: Mój wierszyk! a raczej poemat:) 11.05.10, 10:21 A to drugiiiiiiiiiii: Bez wstydu odejść od dumy... Nie pysznić się miłością... Trudno jest to zrobić... Zapominając o zdradach... O smutku odejścia... O owocu zauroczenia... i o smutku zdradzenia a po nagielsku: No shame to move away from pride ... Do not boast of love ... It is difficult to do ... Forgetting about infidelity ... A sad departure ... The fruit of enchantment ... and betraying the sadness Odpowiedz Link Zgłoś
julunia20 Moje dzieło. 11.05.10, 10:38 Pospolite natchnienie duszy twoje, moja droga. ( tak mówi yoda ) Asekurujcie mnie ( tak mówi nieśmiały, lecz ciupkę też odwazny żołnierz ) blah, blah , blah (tak mówi Ke$ha ) A tak mówię ja - Wszystkich fraków style spoglądając się nocą koszmarów umilkły na wieki wspominając dawne wieki......Ehhh..zaplątać się można.Powtarzające się słowa , niezrozumiały sens. Kto to napisał ? Shekspir po pijaku ? - Trochę szacunku bracie.Shekspir jak tam go zwiesz to wielki poeta. Nie masz nic na sercu ? Gdybyś powiedział,że napisała to kura pazurem..też byś kurę obraził ! - Ehh,,, siora wyluzuj... kto to mógł napisać ? -Ktoś kto nie ma talentu do pisania. - czyli ? - No chyba ja. dlatego bardzo bardzo przepraszam za dawne opowiadanie które napisałam (spiesząc się ) . Wtedy wgl. nie miałam pojęcia o pisaniu....sory wam.... -Dlatego nie będę się udzielać w tym wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
hilary_fanka Re: Moje dzieło. 12.05.10, 17:35 POmysł mi się podoba. Często na lekcjach mi się nudzi i czasem udaje mi się coś ciekawego stworzyć. Ale napiszę kiedy indziej, bo zaraz musze iść zakuwac biolę. Odpowiedz Link Zgłoś
timestealer Do: @suzann. 18.05.10, 14:30 "tak strasznym cierpienu spowodowanym okrutną samotnością", bo się powoduje kim?, czym?, a nie z kogo? czego? ale poza tym, świetne *_* Odpowiedz Link Zgłoś
satini Re: Kącik pisarski 14.05.10, 16:12 Dwa dni temu wpadłam na pomysł, wczoraj założyłam blog, a dzisiaj skończyłam pierwszą część pierwszego rozdziału. Bardzo zależy mi na wasze KONSTRUKTYWNEJ ocenie, oto wybrane fragmenty: "Chociaż Blanci nie było, ja wciąż z nią rozmawiałam. Dalej wychodziłam na spacery, po prostu czułam, że jest obok. A nawet jeśli nie obok, to gdzieś dalej, może tysiące kilometrów stąd, ale jednak jest, żyje i ma się dobrze. Codziennie słyszałam jej wesołe poszczekiwanie i czułam na dłoni mięciutką sierść. Trwało to jeszcze kilka miesięcy, niestety, przyszedł czas iść do szkoły. Chociaż uczyłam się bardzo dobrze i od dziecka znałam wiele języków (co jest bardzo ważne w hiszpańskich szkołach), nie miałam jakichś specjalnie dobrych kontaktów z nauczycielami i innymi uczniami. W ciągu dwóch lat nie zdążyłam się z nikim zaprzyjaźnić ani nawet zakolegować, podczas gdy inne dzieciaki uczyły się liczyć i pisać, ja - oczywiście duchowo - przytulałam Blancę. Parę razy zdarzyło się, że uciekłam z lekcji, bo za oknem zobaczyłam coś przypominającego ją." (...) "Co mnie boli najbardziej? To, że uważają mnie za psychopatkę. Że cała Hiszpania wraz z Portugalią bębnią o moim "niezwykłym przypadku". Wszyscy w okolicy uważają mnie za nienormalną, oczywiście oprócz mnie. Ja sądzę, że jestem po prostu normalna inaczej. Nie istnieją na tym świecie rzeczy "nienormalne", mogą być one najwyżej zdumiewające. To ludzie kształtują swoje teorie, uważają, że jeśli coś jest niezgodne z ich nauką to jest dziwne, inne, lub nawet nie ma racji bytu. Przecież nie wybrałam sobie takiego losu, wcale nie chciałam urodzić się jako jakiś nadzwyczajny odmieniec. Z powodu tego wyjazdu kolejny, ważny etap w moim życiu się zakończy. Właściwie wolę je nazywać "rozdziałami", bo moim zdaniem życie jest jedną, wielką księgą, która tak naprawdę już w całości jest zapisana i nie jesteśmy w stanie zmienić żadnego jej aspektu, rzeczywistość prędzej czy później nas dopadnie. Muszę się spakować, a teraz, gdy podsumowałam większość swojego życia, zastanawiam się czy nie byłoby bezpiecznej wyrzucić Cię do oceanu w czasie lotu. Wtedy naprawdę zostawiłabym przeszłość za sobą." Oczywiście cała opowieść nie jest pisana w formie pamiętnika, to zwyczajny fragment! Jeśli chcecie przeczytać cały rozdział, jest tutaj: Insane Myślę że pomysł jest dość oryginalny i w większym stopniu nie powtarza się w wielu opowiadaniach. Prosiłabym też, żebyście najpierw przeczytali About the girl w menu, to wiele spraw się wyjaśni. Odpowiedz Link Zgłoś
wylogowana Moje opowiadanie. Co o tym sądzicie? 14.05.10, 19:04 Siedziałam na wilgotnej trawie w promieniach słońca. Młoda lipa roztaczała nieopodal swoje ramiona, dając schronienie młodym ptakom. Starsze cicho śpiewały swe pieśni, uspakajając moją poszarpaną duszę. Spojrzałam za siebie, biała zasłona w jednym z okien delikatnie się poruszyła. Zaintrygowana podniosłam się na nogi, idąc w kierunku okna. Nie mogłam wejrzeć do środa i sprawdzić, kim jest podglądacz. Delikatnie stąpałam po zielonej trawie, idąc w kierunku drzwi. W środku panowała cisza, czasami dom wydawał się opuszczony. Nie było w nim żadnego szczęścia, zabójcy kryjący się po kątach, kronikarze studiujący książki, przełożeni różnych rang siedzieli w swoich gabinetach, rozdając Idrisom nowe zadania. Każdy mój krok rozchodził się po rezydencji z głośnym echem. Spojrzałam na ciemny korytarz, dotąd jeszcze niepoznany. Leniwe kroki prowadziły mnie do jego wnętrza, dębowe drzwi co kilka metrów zapraszały do środka. Szłam dalej szukając końca tunelu, pokoju z którego ktoś mnie podglądał. Nie było tutaj żadnych okien, żadnych świateł. Między drzwiami kolejnych pokoi, wisiały ogromne obrazy, każdy z nich przedstawiał czyjś portret. Ciemniejsze drewno z których zostały zrobione ostatnie drzwi, zdawało się być bardzo stare. Zapukałam w nie, sprawdzając czy ktoś mi odpowie. - Proszę - ponury głos zaprosił mnie do środka, nastąpiła chwila wahania. Chwilę później znalazłam się już w środku, stojąc na czarnym dywanie. Czerwony pokój przyozdobiony w małe portrety i płonące świece wyglądał niczym z horroru. Przy ciemnym biurku siedział Iman, wpatrywał się we mnie swoimi kocimi oczami. Uśmiechnął się leniwie, kiedy nasze spojrzenia się spotkały. Wskazał ręką krzesło przed biurkiem, prosząc, żebym usiadła. Niepewnie spełniłam jego prośbę, przyglądając się rozsypanym przed nim zdjęciom. Każde przedstawiało ogromną polanę, na której bezwładnie leżały martwe ciała. Każde zaplamione krwią, pocięte. Kawałki kończyn, które oderwały się od swoich właścicieli leżały wszędzie. Parę sylwetek pochylało się nad martwymi, cicho płacząc. Widok masowej rzezi był przytłaczający. W oddali można było zobaczyć namioty i jakiś dym, dalej był tylko spokojny las. Spojrzałam pytająco na ojca Demetriego, który wpatrzony w zdjęcia obracał w ręce srebrne pióro. - Wojna. Jednak z najmniej pożądanych rzeczy na świecie. Giną miliony istnień, bo jeden z nich wyda taki rozkaz. Żrą się jak psy, próbując wygrać. Każda sekunda decyduje o przetrwaniu, o wyniku starcia. - nie mrugając przeniósł swój wzrok na mnie. Wiedziałam o czym mówi, co przedstawiają te zdjęcia - Trefilowie wygrali, jednak za jaką cenę? Mieli czekać na dyplomatyczne rozwiązanie, ale nie. Oni chcieli walczyć, chwieli niepotrzebnego rozlewu krwi. Oto efekt! Gwałtownie podniósł się do góry, zrzucając ręką zdjęcia na podłogę. Podskoczyłam na krześle, przestraszona jest porywczością. Anioł był podobny. Spuściłam wzrok czekając na dalszą wypowiedź. - Zginęło ponad 10 tysięcy Idrisów, a bez tego jest nas garstka. Takie wojny doprowadzą do tego, że znikniemy z powierzchni ziemi! - walnął pięścią w biurko, proste włosy lekko się potargały. Westchnął bezsilnie, próbując się uspokoić. - Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć. - odparł, przeczesując włosy ręką. - Nic się nie stało, dowiedziałam się kolejnych ciekawych rzeczy. - Wiedza czasami zabija. - odparł, podchodząc do okna z białą zasłoną. Z tego samego mnie obserwował. - Słyszałam twoje nocne spotkanie z moim synem. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ze wstydu podrapałam się po głowie. Byłam ciekawa ile osób jeszcze o tym wie, być może cały dom. Przypominając sobie minioną noc, nie miałam wyrzutów sumienia za to, co mu powiedziałam. Nie można ich mieć za prawdę, jednak pod tymi emocjami były jeszcze inne o których nie wiedział. - Zabił twoich przyjaciół, ale oni zabili też Marka. Nie sądzisz, że to dobre rozwiązanie? - zapytał, na chwilę odwracając głowę w moją stronę. Każda osoba z którą o tym rozmawiałam miała trochę racji, nawet Iman. Jednak ostatecznie decyzja należy do mnie. - Nie. Oni zabili Marka, bo chcieli mnie obronić. Demetri nie musiał ich zabijać, kierowała nim żądza zemsty. - odparłam, przedstawiając mu swój punkt wiedzenia. - Ale wampiry wiedziały, że i tak staniesz się Idrisem, było dla ciebie za późno. Mark zaprowadziłby się do nas, a oni? Chcieli cię zabić, tylko przez przypadek miałaś w sobie coś, co ich urzekło. Dzięki temu jeszcze żyjesz... - usiadł na swoje miejsce, obserwując mój wyraz twarzy. Miał rację, co najbardziej mnie denerwowało. Wampiry nie zabiły mnie, bo byłam "dobra". Starsi chcieli mnie zabić i to jak najszybciej, widziałam to wszystko w swoich wspomnieniach. Siedziałam zamknięta w klatce jak zwierze, bo tak mnie traktowali. Skulona, bałam się ich. Gdyby nie zabili Marka, od roku mieszkałabym w tym domu. - Wiesz co musiało ich rozgniewać? - zapytał, podnosząc z ziemi jedno zdjęcie - Że stałaś się prawdziwym Idrisem, że pojawił się mój syn i przeciągnął cię na swoją stronę. Pomyśl, gdyby nie Demetri dowiedziałabyś się prawdy o sobie, wiedziałabyś to wszystko, co wiesz teraz? Tępo wpatrzona w zdjęcia na podłodze, analizowałam każde jego pytanie, każde słowo. Odpowiadałam na nie, choć odpowiedzi nie zawsze były takie jak bym chciała. - Nie - odrzekłam, choć wcale mi się to nie podobało. Iman podszedł do mnie, kładąc mi rękę na ramieniu. - Gdyby nie mój syn, nie byłoby cię tutaj dzisiaj. - usłyszałam jego słowa, kiedy powoli zmierzał w stronę drzwi. - Demetri jest w Moskwie, obiecał zostawić cię w spokoju. Ciche zamknięcie drzwi i znów byłam sama. Wyszłam z jego gabinetu, nieobecna myślałam o tym, co mi powiedział. Miał rację, nigdy nie myślałam, że jest takim mądrym Idrisem. Wampiry chciały mnie zabić, żeby nie było więcej Idrisów, które na nie polowały. Cudem przeżyłam. Mark zaprowadziłby mnie tutaj, poznała bym Dema i jego siostrę, pojechałabym na szkolenie. Przyjaciel anioła by żył, wszystko wyglądałoby inaczej. Miał prawo do zemsty, jednak nie zmienia to faktu, że nadal mam do niego o to żal. Pogrążona w rozmyśleniach, wpadłam na kogoś. Jego ręce uchroniły mnie przed upadkiem. Ben trzymał mnie pewnie w swoich rękach, delikatnie się uśmiechając. Odwzajemniłam go, stając na nogach o własnych siłach. Dlaczego nie mogłabym pokochać tego, co życie podkłada mi pod nos? - Cześć. Co u ciebie? - zapytałam, jakbyśmy nie wiedzieli się kilka lat. - Teraz wspaniale - odparł, był typowym Idrisem szukającym swojej drugiej połówki. Skoro Demetriego już nigdy nie zobaczę, również powinnam zacząć się rozglądać za ukochanym. I jak? Piszę opowiadanie na LostFaith.blog.onet.pl Jak ktoś chce przeczytać pozostałe rozdziały, to zapraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
xmartusx Takie tam opowiadanie... 14.05.10, 20:15 Wszedłem do pierwszego lepszego baru. Bardzo szybko się upiłem. Zacząłem przyglądać się kobiecie, która siedziała blisko mnie. Takie miejsca rzadko były odwiedzane przez płeć piękną, a niewątpliwie nieznajoma była piękna. Miała niezwykle bladą skórę i niesamowite czerwone usta. Jej długie, czarne i lśniące włosy opadały na wspaniałe piersi, które widocznie podkreśliła ciasnym gorsetem. Zrobiło mi się gorąco, poprosiłem barmana o to samo co wcześniej. Wtedy na mnie spojrzała. Nagle zdałem sobie sprawę, że mogła poczuć się onieśmielona widząc jak natarczywie na nią patrzę. - Przepraszam- mruknąłem zmieszany. - Nie musisz za nic przepraszać- powiedziała, a gdy usłyszałem jej głos, moje ciało przeszyła fala gorąca. - Ja… chciałem tylko- nie mogłem dobrać odpowiednich słów- bo czego ja właściwie od niej chciałem? Pragnąłem jej ciała to oczywiste. Nigdy nie widziałam takiej kobiety. Wszystkie, które znałem- nie licząc kilku prostytutek- zakrywały swoje ciało. Nie pozwalały na siebie patrzeć. Jednak jej to nie przeszkadzało, a mnie zaczęło fascynować. Przez chwilę pomyślałam, że może ona także jest jedną z tych… Jedną z tych, które oczekują czegoś w zamian… Pieniędzy. Prezentów. - Domyślam się czego chciałeś- oznajmiła cicho patrząc mi prosto w oczy. Nie była oburzona, zniechęcona czy speszona. Przeciwnie wyraźnie dawała mi znaki, że jej to odpowiada. Wstała i usiadła obok mnie. – Jestem Daphne- powiedziała, a po chwili poczułem jej dłoń na swoim udzie. - Liam- odpowiedziałem nie mogąc wysilić się na nic więcej. Nie mogłem i nie chciałem skupić się na mówieniu. Czułem zimno bijące od jej dłoni. Spojrzałem w jej piękne, czarne oczy.- Jest ci zimno?- zapytałem zdziwiony. Wydawało mi się, że w barze jest bardzo gorąco. - Mnie nigdy nie jest zimno- powiedziała tajemniczo i się zaśmiała. Przekręciłem głowę na bok- tak jak to miałem w zwyczaju- i starałem się zrozumieć o co może jej chodzić. - Daj spokój Liamie- oświadczyła bardzo spokojnie.- Nie musisz się niczego bać, z mojej strony nic ci nie grozi- nic nie odpowiedziałem.- Chyba już wystarczy tego picia- oznajmiła głosem nie znoszącym sprzeciwu. Pomogła mi wstać, a po chwili wyszliśmy z baru. Odpowiedz Link Zgłoś
timestealer Do @wylogowana 18.05.10, 14:37 przede wszystkim: znów wampiry? jeśli już coś o tych wampirach, to powinno być świeże, ciekawe, z zupełnie innym podejściem niż u pani Meyer, a tu w gruncie rzeczy jest powielanie tego samego. nie zaciekawiło mnie, zmusiłam się tylko do przeczytania początku- mieszasz czasy: bo najpierw "szłaś", a potem już 'idziesz'. poza tym, jest też kilka stylistycznych, jak "Zaintrygowana podniosłam się na nogi, idąc w kierunku okna". najpierw się podnosisz na nogi, potem idziesz. nie możesz iść i się podnościć, więc powinno być "zaintrygowana, podniosłam się na nogi i ruszyłam w kierunku okna". tyle ode mnie;3 Odpowiedz Link Zgłoś
banshee Re: Kącik pisarski 15.05.10, 01:47 Hmm, oto moja próbka, napisana pod wpływem chwilii, jak na razie od miesiąca leżakuje w Wordzie i nijak nie chce dojrzeć do poważniejszej postaci ;] Czy w tak młodym wieku można stać się ofiarą depresji? Owszem, jest to jak najbardziej wykonalne. Wystarczy bagaż złych doświadczeń, „tylko” tyle. I brak wsparcia, nie każdy ma tak wytrzymałą psychikę, by na własną rękę sobie poradzić. Ja należę do takich osób. Witajcie, jestem Lexi, ofiara losu i wrak człowieka. A oto moja historia. Kolejny dzień spędziłam na bezczynnym gapieniu się w okno. Gdyby chociaż było coś ciekawego do oglądania – nie, kilka kubłów przy zdewastowanym murku, wspaniałe danie dla duszy, naprawdę. Z westchnieniem wstałam z parapetu i spojrzałam na zdjęcie wiszące nad łóżkiem. Znów zakuło mnie w sercu na wspomnienie Ich. Szybko odwróciłam wzrok i wyszłam z pokoju. Oczywiście musiałam się natknąć na Ivvie, najbardziej upierdliwą pielęgniarkę jaką miałam przyjemność poznać. - Wszystko w porządku?- zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem. W ręku trzymała flakonik tabletek, cudownych medykamentów poprawiających samopoczucie. -Jasne- błądziłam wzrokiem po ścianach. Nie lubię kontaktu z ludźmi, wystarczająco źle czuję się sama ze sobą, a co powiedzieć o osobach, które polegają na tobie i oczekują sensownych odpowiedzi… Sklecenie kilku prostych zdań sprawia mi ostatnio wielką trudność, na szczęście inni pacjenci trzymają się ode mnie z daleka. -Proszę- podała mi tabletki, a ja posłusznie podreptałam do pokoju po wodę. Poszła sobie, kiedy przełknęłam ostatnią pigułkę. Nie musiałam długo czekać aż leki zaczną działać. Po ciele przebiegła błoga fala ciepła. Miłe uczucie, jakby umysł unosił się nad ciałem, kompletnie obojętny na otoczenie. Samoistnie na mojej twarzy pojawił się sztuczny, chemiczny uśmiech. Wszystko wydawało się nieważne, powoli, dosłownie płynąc w powietrzu wyszłam na zewnątrz. Otaczali mnie różni pacjenci i pielęgniarze w białych kitlach uważnie obserwujący każdego pensjonariusza. Ruszyłam dalej, do mojego ulubionego miejsca, jedynego, skąd dało się dostrzec normalny świat. Normalny? Zaśmiałam się. I tu i tu szaleńców jest tyle samo. Tylko tamci nie wiedzą jeszcze o swoim skrzywieniu. Poczułam ulgę, że ja już mam tego świadomość i nie muszę obawiać się przykrej wiadomości. Po lekach zawsze nachodziły mnie różne refleksje, przemieniałam się w wielkiego filozofa. W głowie wydawały się całkiem sensowne, nie próbowałam jeszcze się z nimi dzielić, więc nie mam pojęcia, czy są takie w istocie. Popołudnie spędziłam w otępieniu, oparta o pień starego dębu, zagapiona w samochód za metalową siatką. Jeśli dochodziły do mnie jakieś dźwięki, nie byłam ich świadoma, kolejna zaleta prochów – jesteś obojętny na wszystko i nic, dosłownie nic nie może cię wybudzić z transu. Tak w zasadzie wyglądały całe moje wakacje. W roku szkolnym przychodziła do nas nauczycielka, nauka szła mi dobrze, czy jest coś lepszego od wpajania suchych faktów dla takich otępięńców jak my? To bzdury, że szkoła zmusza do samodzielnego myślenia. Jak zwykle, nie zauważyłam jak szybko późno się zrobiło. Ivvie pociągnęła mnie za rękę. Kolejny raz nie spostrzegłam, kiedy się pojawiła. Powinnaś uważać, bądź uważna – przemknęło mi przez myśl. Strasznie nie lubiłam takich momentów, czułam jakby stara Lexi pojawiała się i ściągała mnie na dobrą drogę . Ale mi znakomicie odpowiadała taka sytuacja – bez odpowiedzialności i zaangażowania się. Nie chciałam wracać do starego życia, pełnego niewiadomych, bez kontroli. Powoli magia leków wyparowywała, teraz zaczynały się przebłyski świadomości i lęków. Przed czym? Przed wszystkim, ciemnością, zimnem, hałasem. Dlatego czym prędzej pospieszyłam do mojej sali. Jak najszybciej dostać pigułkę na noc. Niestety, tym razem dostałam tylko połowę dawki, Ivvie wspominała o jakimś występie jutro koło południa, więc nie mogła mi pozwolić na całkowite otępienie. Trzeba stwarzać pozory przed tymi z zewnątrz, pozory jako takiej normalności. Nikt nie może się dowiedzieć o prawdziwym leczeniu szpitala, pokręciłam z dezaprobatą głową. Odpowiedz Link Zgłoś