Dodaj do ulubionych

apropo emilki

14.12.06, 17:44
to ja mam pytanie, bo sie trochę pogubiłam w wątkach omawiających przeliczne
przekłady - otóż postanowiłam nadrobić braki i siem zapoznać z w/w dziełem,
ale trafiłam na tłumaczenie wykonane przez niejaką marię rafałowicz-radwanową
i nie były to miłe chwile, mówiąc najłagodniej:( szarooka kicia o wielkich
zielonych oczach położyła ostatecznie kres mojej lekturze, ale - w związku z
tym - czy istnieje dobry przekład tej książki, czy też mam polować na wydanie
oryginalne?
Obserwuj wątek
    • nchyb Re: apropo emilki 15.12.06, 07:03
      > szarooka kicia o wielkich
      > zielonych oczach

      czy naprawdę jest taki fragment?
      O rety, aż muszę trgo poszukać, by poczytać... :-)
      • jottka Re: apropo emilki 15.12.06, 12:39
        'Była to ładna, szarooka kotka o wielkich, hebanowo czarnych oczach' - nieco
        skopałam treść, ale sens oddany:( tłumaczyła pani jak wyżej, wyd. kaw, poznań
        1988, s. 8


        to mnie dobiło ostatecznie, choć usiłowałam sobie wmówić, że piękne zdanie ze
        strony 1 - 'Nigdy nie wiedziała, kiedy on [promyk] zabłyśnie, a ciągła możliwość
        napełniała ją radością wyczekiwania.' - to tylko wypadek przy pracy, akurat.
        tłumaczka znała język polski z widzenia, a żaden redaktor czy korektor to sie
        nawet do tego dzieła nie zbliżył:(

        • ab7777 Re: apropo emilki 16.12.06, 01:09
          mam ten sam przeklad,moze dlatego nie za bardzo polubilam Emilke ale byly tam
          też inne kwiatki-dziwny jezyk ,stylizowany na niby staroswiecki,przedwojenny(?)
          oraz rózne błędy jezykowe.jakie tłumaczenie polecacie?
          • biljana Re: apropo emilki 16.12.06, 13:16
            az pojde sprawdzic!
            no tak. mam ten sam przeklad. Pani Rafałowicz...
            Ale nigdy nie myslalam, ze to wlasnie jakosc tlumaczenia sprawia, ze w sumie
            tak rzadko wracam do tych ksiazek (w przeciwienstwie do Ań)
            Ale cos w tym jest...
            • jottka Re: apropo emilki 16.12.06, 14:52
              nieno, od tłumacza zależy, czy uznamy obce dzieło za wybitne, czy za gniot
              niemożebny, a na powyższych przykładach widać, że nieudolny przekład skutecznie
              odstrasza od książki - tej 'emilki' nie da sie czytać:(

              nie wiem, kiedy grasowała pani r-r, bo sam 'przedwojenny' język nie jest
              synonimem kalekiej polszczyzny:) możliwe, że wydawnictwo wzięło stary przekład,
              żeby zaoszczędzić na kosztach tłumaczenia, ale możliwe też, że to późniejsze dzieło

              ale czy to znaczy, że to jedyny dostępny u nasz przekład 'emilki"? jak tak, to
              ide szukać oryginału
        • renoko Re: apropo emilki 04.03.07, 19:56
          małe sprostowanie : kotka emilki była "szaroboka" :)
          a tak poza tym , zupełnie sie zgadzam, że tłumaczenie pani r.-r. jest,delikatnie mówiąc , średnie ; np wysoki jan służący emilce windą ;)

          pozdrawiam wszystkich na forum :)
          • lilimeye Re: apropo emilki 09.03.07, 18:41
            No i ten 'mrożony krem' :)
          • k_linka Re: apropo emilki 15.12.07, 01:20
            Nie, na stronie 8 jest naprawde "szarooka kotka o hebanowych oczach", ale moze
            to nie tlumaczka zawinila?
    • herbarium Re: apropo emilki 16.12.06, 17:37
      Emilkę uwielbiam, jakkolwiek mam tylko przekład Rafałowicz-Radwanowej, wydanie
      z roku 1990, jakoś mnie nie odstraszył:) To jest przekład z roku 1936, z
      pewnością był jakiś późniejszy, acz nie wiem, czy lepszy. Język staroświecki mi
      nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dodaje uroku, na nieścisłości da się nie
      zwracać uwagi, a książka jest piękna.
      • jottka Re: apropo emilki 16.12.06, 19:46
        jednakowoż ja nie czynię zarzutu, że tłumaczka posługiwała się 'staroświeckim
        językiem', cokolwiek by ten termin oznaczał - w późnych latach 30. tłumacze,
        podobnie jak i dzisiaj, posługiwali się albo dobrą, albo złą polszczyzną, a w
        tym przypadku mamy do czynienia z tą drugą:(

        język przekładu jest kulawy i mnie to na przykład zniechęca do lektury, a
        ponadto - skoro już na drugiej stronie kot może mieć oczy w dwóch kolorach, to
        jaką mam gwarancję, że emilka w wersji oryginalnej nie jest emilkiem?:)
        osobiście wolę czytać tłumaczenia bliskie duchem i stylem oryginałom, a nie
        wariacje na motywach
        • ab7777 Re: apropo emilki 16.12.06, 22:19
          nie chodzi tu może tyle o staroswiecki język, bo posiadam przeciez to samo
          wyd. i z tego samego chyba nawet roku "Błekitny Zamek" oraz wyd.pozniejsze
          oparte tez na tym z 1926.i ksiazke uwielbiam.Sek w tym ,ze te błedy
          translatorskie przeplecione ze staroswieckim jezykiem sprawiaja ,ze ksiazke
          lubie ale nie wracam do niej jakoś specjalnie.Chetnie kupilabym jakies inne
          tlumaczenie ale w antykwariatach itp.mają tylko to Radwańskiej .
          • ab7777 Re: apropo emilki 16.12.06, 22:21
            *Radwanowej
            • barbetka.1 Re: apropo emilki 29.12.06, 22:08
              Ja mam obecnie przeklad Bogumily Kaniewskiej, wydawnictwa KAKADU, zakupiony
              przed trzema laty. Technicznie jest chyba lepszy, ale chyba takze mniej
              klimatyczy... Tak mi sie jakos wydaje. A moze czytajac przeklad R-R bylam po
              prostu mlodsza i bardziej uwazliwiona na wszelkie klimaty ?:))
      • blanacz Re: apropo emilki 26.02.08, 21:27
        Późniejszy przekład był straszny. Tadzio stał się Tedem i język nie ma w sobie
        nic z kwiecistości (a ta u LMM być w pewnym zakresie powinna...), jest suchy,
        opisujący to, co się dzieje, jak w wydawnictwie "Zielona Sowa" w przypadku "Ani".
        Pierwsza część nie jest zbyt dobrze przetłumaczona, a może to LMM rzeczywiście
        używała takich egzaltowanych wyrażeń? Ja najczęściej czytam część trzecią, nie
        mogę przestać się nią zachwycać.
        Weźcie pod uwagę, że bohaterki LMM w dzieciństwie również używają bardzo
        patetycznych wyrażeń. Spójrzmy na Anię... może LMM lub tłumaczce udzielił się
        ten styl?
        Sama jestem tłumaczem i ciężko się przestawić, jeśli pisarz prowadzi suchą,
        konkretną narrację, używając wyrazu "który" co dwie linijki, a potem trafiam na
        sensowne dialogi, gdzie trzeba znowu wrócić do normalnego stylu.
        Pozdrawiam
    • paulla10 Re: apropo emilki 26.08.07, 18:47
      Naprawdę polecam przekład Bogumiły Kaniewskiej- język idealny, świetnie
      przetłumaczone nazwy własne i przy tym świeżość powieści utrzymana. Pozdrawiam:)
      • s.wioletta Re: apropo emilki 27.09.07, 22:41
        Ja mam "Emilka dojrzewa" w tłumaczeniu Marii Rafałowicz-Radwanowej i
        drugi nowszy egzemplarz w przekładzie Agnieszki Ciepłowskiej.
        Jakież było moje zdumienie, kiedy porownałam oba tłumaczenia!
        Przykład: rozdział "w domu Starego Jana" - komplet dzieł Parkmana,
        ktore zakupiła Emilka, to wg pani Radwanowej serwis porcelanowy!
        Polecam tłumaczenie pani Ciepłowskiej, choć ostatno trudno dostępne.
        Poniżej link do oryginalnej wersji:

        gutenberg.net.au/ebooks03/03...
        • panna-lee Re: apropo emilki 10.04.08, 21:32
          kurczę.
          to znaczy, że mam zły przekład, mam ten z serwisem..... dziwne wielce.

          co do kotki - ona naprawdę była szaroboka. może w innym wydaniu to "poprawili"...

          język egzaltowany, to prawda. ale przyzwyczaiłam się widocznie, bo mnie zbytnio nie raził.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka