Dodaj do ulubionych

Prywata szefostwa

14.09.07, 13:05
Ja zasadniczo lubię tę sekretarską działkę, ale prywata szefów
sprawia, ze mam ochotę rzucić na stół wypowiedzenie i więcej do
roboty nie wrócić. W długoletniej karierze asystentki miałam
następujące przypadki:

1. Szef chodził na kurs jęz. obcego i na zaliczenie miał
napisać wypracowanie na tematy biznesowe. Pisanie zlecił mi w ramach
godzin pracy. Temat był ciekawy, dodatkowym wyzwaniem było
ograniczenie się do liczby 500 słów, ale jak skończyłam pisać to
wypracowanko, to wzięłam się za wypowiedzenie (nie złożyłam, bo
akurat wtedy z pracą było kiepsko).

2. Szefowa nie miała z kim dziecka zostawić, więc podrzuciła je
do sekretariatu, a sama poszła załatwiać sprawy. Na szczęście
dziecko było grzeczne, a ja lubię rysować.

3. Szef-cudzoziemiec poprosił mnie, żebym zaniosła jego
garnitur do pobliskiej pralni. Niby usprawiedliwieniem jest to, że
sam by się w pralni nie dogadał, ale z drugiej strony mieszkał w
Polsce w luksusowym hotelu, gdzie cała obsługa, łącznie z praczkami,
mówiła po angielsku. Zaniosłam, ale z miną obrażonej księżniczki i
więcej mnie o to nie poprosił.

4. Inny szef miał zwyczaj zlecać mi dokonanie rezerwacji
hotelowych, samolotowych itp. na wyjazdy prywatne na wakacje swoje i
rodziny. A potem wykup tychże biletów za gotówkę (kwoty równe dwóm
moim pensjom miesięcznym).

5. Jeszcze inny przy skomplikowanej zamianie mieszkania miał do
napisania mnóstwo różnych podań do różnych urzędów i podania te ja
pisałam, chociaż szef jest piśmiennym Polakiem, ma żonę nie-
analfabetkę i dzieci na studiach.

6. Szefowa zleca mi wyjście do pobliskiego warzywniaka po parę
jabłek dla niej na lunch (odchudza się).

No i już nie wiem, jak traktować takie polecenia – czy jako wyzysk
podwładnego i traktowanie sekretarki jak służącej (jak się
najmowałam do roboty, to nikt mnie nie uprzedzał, że będę latać do
sklepów, pralni i kas lotniczych), czy jako dowód zaufania, że
dopuszczana jestem do spraw domowych i prywatnych ( a szczytem
zaufania ma być ta koperta z tysiącami w środku wręczana mi do ręki
bez pokwitowania)?

Czy Wy też macie takie doświadczenia w pracy i czy też Was tak
denerwują?
Obserwuj wątek
    • conejito13 Re: Prywata szefostwa 14.09.07, 13:34
      tak, mam takie doswiadczenia i duuuuzo wiecej (bardziej prywatne),
      ale ja lubilam szefa dla ktorego to robilam. pewnie taka jest
      roznica. przyklad: musialam jechac na miasto do wypadku
      samochodowego, ktory miala jego zona (bardzo fajna babeczka), aby z
      policja rozmawiac a pozniej zalatwic absolutnie wszystkie papiery z
      ubezpieczalnia, policja, zakladem naprawczym i wszystkimi innymi
      swietymi;)
      niestety, na pewnym poziomie zaufania linia miedzy tym, co prywatne
      i firmowe (w przypadku prezesa) zanika;) dla niego naturalnie. dla
      nas jest widoczna. jednak czasami firma to jego zycie i w tym
      problem.
      podkreslam: nigdy nie mialam z tym problemu. uwazalam (i tak bylo),
      ze raz ja tobie raz ty mnie:) i na tym sie bazowalo nasze wspolne
      pracowe pozycie, ktore ukladalo sie naprawde dobrze. natomiast on ze
      swojej strony absolutnie nigdy nie odmowil mi zadnej tzw. przyslugi
      (przyjscie pozniej, wyjscie wczesniej i inne duzo bardziej prywatne
      moje kwestie w ktorych zwykl byl mi pomagac).
      to bylo onegdaj. teraz mam takiego szefa, ze dobrze nie wiem jak sie
      jego zona nazywa oraz dzieciaki (znam ich tylko z fotek w
      gabinecie). nie mam pojecia co robia, do jakich szkol chodza etc. z
      poprzednim bylo caaalkiem inaczej.
      • anulkina Re: Prywata szefostwa 14.09.07, 13:57
        ja nie mam takich problemów, jedyne o co prosi mnie szef czasem to o
        to zebym mu list prywatny wysłała jak jestem na poczcie ze słuzbowa
        korespondencja :)
    • marioladabr Re: Prywata szefostwa 14.09.07, 15:10
      Ja też z jedną szefowa miałam takie sprawy do załatwienia.
      1. Pralnia to normalka
      2. płacenie prywatnych rachunków na poczcie też było normą
      3. załatwianie prywatnych biletów - zdarzyło się
      4. kupowanie jedzenia (różne przekąski lub całe obiadki, reguralne
      podawanie soków - bo kto jak nie ja będzie o nią dbał)
      5. zdarzyło mi się kupować dla niej rajstopy i stanik
      6. ale szczytem było jak dała mi numer telefonu i poprosiła o
      połączenie (nie mówiąc do kogo to numer). Ja oczywiście ze służbową
      gadaniną wyskoczyłam, a okazało się, że to jej rodzice! Prosiła żeby
      połączyć ją z rodzinnym domem!
    • tierieszkowa Re: Prywata szefostwa 14.09.07, 16:38
      Ja swojemu szefowi tez zalatwialam jego prywatne sprawy. Wyrabialam
      ubezpieczenie samochodow jego i jego dwojki jak najbardziej
      doroslych dzieci, wyrabialam rejestracje do samochodu jego 20-
      letniej corki, ktora o tym zapomniala i jezdzila bez waznej
      rejestracji przez 2 miesiace. Naokraglo chodzilam do banku wplacac
      mu czeki lub gotowke na konto, kupowalam prezenty na Boze Narodzenie
      dla jego dzieci itd. Ale robilam to wszystko w godzinach pracy i
      nawet mi to bardzo nie przeszkadzalo. W koncu bylam jego asystentka
      i nie lubie zgrywac ksiezniczki. Wiem na co sie godzilam przyjmujac
      te prace. Poza tym facet byl dla mnie zawsze przesympatyczny i
      godzil sie o co tylko go nie poprosilam. Chcialam wyjsc wczesniej,
      albo przyjsc pozniej - nie ma sprawy, nawet nie musialam tego
      odpracowywac. Dodatkowy dzien urlopu - tez nie ma problemu. I koniec
      koncow mnie nawet awansowal i zatrudnil nowa asystentke, ale juz
      bylo troche za pozno bo mi sie praca zdazyla do tego stopnia
      znudzic, ze znalazlam sobie nowa i po miesiacu od awansu odeszlam.
      • login_niedostepny Re: Prywata szefostwa 18.09.07, 18:39
        szef cudzoziemiec (na szczescie juz z nim nie pracuje):
        1. placenie prywatnych rachunkow
        2. zakupy do domu (czasem robil to kierowca, zdarzalo sie ze musial
        wymieniac zakupy, bo kupil mleko w litrowych kartonach a zona szefa
        prosila w pollitrowych, wymienial rowniez platki do demakijazu bo
        mialy nie ten ksztalt o jaki jej chodzilo)
        3. prywatne bilety byly na porzadku dziennym
        4. koordynowanie pracy jego prywatnym hydraulikom, elektrykom,
        specjalistom od wbijania gwozdzi i wkrecania srubek do scian
        (tak!!!!!!, mial takich specow), staly kontakt z jego domowa
        sprzataczka-opiekunka do dziecka-towarzyszka dla zony (taki maly
        omnibusik z motorkiem w tylku)
        5. zalatwianie badan zonie (ciezarnej, a potem zaraz po urodzeniu)
        6. zdarzalo sie "wyprawiac" jego mamusie z polski do rodzinnego
        kraju (dostawalam klucze od domu i musialam wsadzic ja w taksowke i
        zamknac dom)
        7. rezerwowanie restauracji na imprezy nawet w wekendy, odwolywanie
        rezerwacji, zmiana rezerwwacji nawet ok polnocy "bo jest
        zimno/goraco/duszno/niemila atmosfera"
        8. urzadzanie pokoju dla dziecka (mebelki, ciuszki, pieluszki,
        oliwki, smoczki i inne pierdoly)
        9. a szczytem byla taka sytuacja - godzina ok 10 rano, sobota (!!).
        Telefon. Szef. W podrozy pomiedzy polska a dwoma innymi krajami
        (mial jakies cholerne tournee w weekend) zgubil bagaz. I slysze -
        znajdz mi ten bagaz, numer taki a taki. Mysle sobie - co za ofiara,
        pewnie walizke z dokumentami zgubil skoro truje dupe w sobote rano..
        Zaczelam wydzwaniac po biurach rezerwacji biletow, po lotniskach,
        biurach podrozy, nie pamietam jzu gdzie.. w miedzyczasie co kwadrans
        odbieralam telefon lub smsa od szefa czy juz znalazlam.. Nic. Kamien
        w wode. Pod wieczor przypomnialam sobie ze mam znajomego na okeciu.
        Udalo mu sie namierzyc, w pradze.. KIJE OD
        GOLFA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        uff. ulzylam sobie:D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka