aguagugu
23.03.07, 12:53
Piątek, 23 marca 2007Imieniny: Feliksa, Konrada, Zbysławy Dziennik.pl
Google
POLITYKA
WYDARZENIA
GOSPODARKA
ŚWIAT
KULTURA
OPINIE
NAUKA
SPORT
ŻYCIE NA LUZIE
AUTO
KOBIETA
HOROSKOP
PROGRAM TV
REPERTUAR KIN
LOTTO
POGODA
FORUM
ARCHIWUM
EUROPA
NEWSLETTER
» NIE PRZEGAP!
» KOBIETA.DZIENNIK.PL
» SONDA
Czy należy wprowadzić zakaz handlu w święta?
Proszę wybrać opcję
Tak
Nie
Skopiowane z "Dziennika"
(!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)
słowa wiceministra zdrowia 2007-03-23 10:32 Aktualizacja: 2007-03-23 11:28
Piecha: Chore dzieci umierają zbyt wolno
Dzieci niechorujące na raka nie zamierzają umrzeć w sensownym czasie. Będą
żyły przez wiele lat i trzeba będzie się nimi opiekować w hospicjach - tak
skandaliczne słowa wyszły z ust wiceministra zdrowia Bolesława Piechy.
Tłumaczył w ten sposób dlaczego NFZ wprowadził limity dla małych,
umierających pacjentów - pisze DZIENNIK.
"Ta wypowiedź to jakiś absurd" - komentuje słowa swego zastępcy minister
zdrowia Zbigniew Religa. Jednak ten absurd już dawno wszedł wszedł w życie.
Dlatego, że dzieci umierają zbyt wolno, NFZ nakazał przyjmować w hospicjum
nie więcej niż 40 proc. małych pacjentów z innymi niż rak chorobami.
Przepisy NFZ określają jasno: w każdym hospicjum co najmniej 60 proc. małych
pacjentów musi mieć nowotwór. Tylko 40 proc. może cierpieć na inne
schorzenia. Rzeczywistość jest zupełnie inna. O życie dzieci z nowotworami do
ostatniej chwili walczy się w szpitalu. Do hospicjów w większości trafiają
dzieci cierpiące na inne nieuleczalne choroby, takie jak dziecięce porażenie
mózgowe czy wady wrodzone serca lub mózgu. Małych pacjentów zmagających się z
tymi chorobami jest w hospicjach niemal dwukrotnie więcej, niż określają to
przepisy.
Resort zdrowia od lat zapowiada zajęcie się tą sprawą. Tymczasem w najnowszym
rozporządzeniu ministerstwa dotyczącym opieki paliatywnej o dzieciach nie ma
o tym ani słowa. Podział obowiązuje więc dalej. Dlaczego? Ponieważ, jak
tłumaczył wiceminister zdrowia Bolesław Piecha w programie "Na celowniku" w
TVP 1, dzieci z chorobami innymi niż nowotwór "wcale nie zamierzają w jakimś
sensownym czasie umrzeć. Będą żyły przez wiele lat i trzeba będzie się nimi
opiekować".
"Byliśmy zszokowani i pewni, że minister zaraz się z tych słów wycofa. Ale
nic takiego się nie stało" - mówi autorka programu Anna Choszcz. DZIENNIK
zadzwonił do wiceministra Piechy i przypomniał mu jego słowa. Słysząc je,
politryk wzdychał tylko: "O mój Boże, Boże", ale na tym się skończyło.
Wiceminister nie wycofał się ze swoich słów, a jedynie stwierdził, że
wszystkie problemy wynikają z tego, że nie wiadomo, którymi dziećmi mają się
zajmować hospicja, a którymi zakłady pielęgnacyjno-lecznicze.
Minister Religa był zdruzgotany sprawą. "Mówiąc te słowa, minister Piecha
musiał mieć jakieś zaćmienie umysłowe. Nie wyobrażam sobie, że lekarz mógł
coś takiego powiedzieć" - mówi Religa. "Zwrócę się do ministra Piechy z
prośbą o wyjaśnienie, dlaczego takie stwierdzenie padło i poproszę go, żeby
publicznie przeprosił wszystkich Polaków za to, co powiedział" - zapowiadał.
Wypowiedź ministra zbulwersowała Elżbietę Radziszewską, posłankę PO. "Co to
znaczy: umrzeć w sensownym czasie? I to są słowa lekarza i ministra zdrowia?
To nieludzkie, okropne" - mówi wstrząśnięta.
Po dwóch godzinach tym razem to wiceminister zadzwonił do DZIENNIKA. "Właśnie
obejrzałem to nagranie. Przyznaję, że moja wypowiedź jest wysoce niefortunna.
Przepraszam" - powiedział Bolesław Piecha.
Wciąż nierozwiązana pozostaje kwestia przepisów NFZ odnośnie procentowego
podziału dzieci w hospicjach. Minister Religa obiecuje zająć się
sprawą. "Obecne przepisy dotyczące hospicjów są na tym samym poziomie, co
wypowiedź mojego wiceministra. Ustawa pielęgnacyjna, nad którą właśnie
pracujemy, rozwiąże ten problem" - obiecuje.
Anna Monkos
Jak Fotyga - nie skomentuję.