sithicus
14.08.07, 00:36
Za Esculapem:
Aż jedna czwarta przypadków szkodliwych dla zdrowia i niebezpiecznych dla
życia działań niepożądanych leków to rezultat nieodpowiednio zażywanych
środków - alarmuje krakowski Regionalny Ośrodek Monitorowania Działań
Niepożądanych Leków.
Lekarze czasami przepisują taki zestaw specyfików, że zamiast pomagać szkodzi.
Winni są także pacjenci, którzy nadużywają leków albo sami zmieniają ich
dawkowanie - pisze "Dziennik Polski".
Analiza 800 recept zebranych przez krakowski ośrodek w związku ze zgłoszeniami
o działaniach niepożądanych przyniosła nieoczekiwane efekty. Jeden z pacjentów
miał np. zapisane dwa leki antyhistaminowe (stosowane w alergii) naraz, inny
aż trzy leki niesterydowe przeciwzapalne (działające przeciwbólowo i
przeciwzapalnie). Ktoś inny dostał do równoczesnego stosowania trzy preparaty
z grupy benzodiazepin - działające przeciwlękowo, uspokajająco i nasennie.
- W przypadku tych pacjentów doszło do poważnych niepożądanych efektów -
podkreśla dr Jarosław Woroń z Regionalnego Ośrodka Monitorowania Działań
Niepożądanych Leków w Krakowie. - Te leki w żaden sposób się nie uzupełniają,
ich połączenie nie zwiększy efektów leczenia, natomiast spowoduje efekty
uboczne. Pacjenci nie powinni ich zażywać równocześnie - dodaje.
Nie bez winy są pediatrzy, którym pracownicy ośrodka poświęcili odrębną pracę
naukową na temat nieracjonalnego stosowania leków. - Trafiły do nas naprawdę
dziwne przypadki. Raportowano o działaniach niepożądanych po acyklowirze,
zastosowanym doustnie jako lek na przeziębienie. A przecież to lek działający
wyłącznie na wirusy z grupy Herpes, które z pewnością nie powodują
przeziębienia - opowiada dr Woroń.
Kilku pacjentów otarło się o śmierć z powodu obrzęku warg, języka oraz krtani
po przepłukaniu gardła rozpuszczonym w wodzie kwasem acetylosalicylowym
(popularnie zwanym aspiryną). Środka tego nie stosuje się zewnętrznie. Trzeba
jednak przyznać, że niekompetencja lekarzy to tylko kropla w morzu tego, co
trzeba nazwać głupotą pacjentów.
Polacy, którzy bardzo lubią leczyć się samodzielnie, bez porozumienia z
lekarzem zwiększają lub zmniejszają sobie dawkę leku, kupują równocześnie
kilka preparatów o podobnym działaniu, z upodobaniem stosują ziółka, polecone
przez sąsiadkę. Częste jest odwiedzanie kilku lekarzy.
- Rzadkością jest pacjent, który wie, jakie są nazwy i jak zażywać leki, które
przyjmuje. Zwykle potrafi powiedzieć, że "bierze coś na serce". Kolejny
odwiedzany lekarz nie ma pełnej wiedzy na temat preparatów stosowanych przez
pacjenta, więc specyfiki, które zapisuje, mogą się powtarzać albo nawet mogą
kolidować z dotychczasowymi - twierdzi dr Woroń.("Dziennik Polski")