kocurka1
05.10.13, 22:19
Witam drogie kochanki. Już bardzo dawno tutaj nie zaglądałam. Opisze po krotce moją historię. Może te które jeszcze się nie do końca zaangażowały wyciągną z tego jakąś naukę. Mój romans rozpoczął się ponad trzy lata temu. On żonaty dwoje dzieci, ja mężatka jedno dziecko. Ale oboje małżonków mamy daleko. A co za tym idzie samotne wieczory i to właśnie nas wciągnęło. Na początku były rozmowy (bez zobowiązań). Ale z czasem te rozmowy były coraz dłuższe, doszły sms-y, telefony. Później już było tylko gorzej. Moje życie osobiste poszło w odstawkę. Dziecko mi przeszkadzało. Każdą wolną chwilę chciałam spędzać przed kompem lub rozmawiać przez tel. Z czasem jednak nam to nie wystarczyło. Doszło do spotkania. Wyjechaliśmy na weekend. Było pięknie. Całkowite zapomnienie o codzienności, o problemach itp. Potem było następne spotkanie. Ta sielanka trwała ok. roku. A potem nastąpiło załamanie. On ni stąd ni zowąd zamilknął. Ja cierpiałam.. Czekałam na jakąś wiadomość, telefon. A on milczał. Wiecie co było najgorsze, że nie do końca milczał. Odzywał się raz na tydzień. Ale nie wtedy kiedy ja go potrzebowałam tylko wtedy kiedy jemu się podobało. Jak pytałam czy to koniec twierdził, ze kocha, ze mu zależy, ale praca, problemy itp. Teraz wiem, ze zostawiał sobie furtkę otwartą, bo wiedział, ze wrócę. I to trwało ok roku. W momencie kiedy się nauczyłam żyć bez niego on wrócił. Niestety doszło do przymusowego spotkania i wszystko wróciło... Zaczęło się ze zdwojoną siłą. Rozmowy do białego rana, telefony, mnóstwo smsów codziennie. Potem znowu spotkania, wspólne weekendy itp. Znowu było super. Do czasu. Z czasem sumie nie wiem dlaczego) przestaliśmy się powoli rozumieć. NIe potrafiliśmy rozmawiać ze sobą. Aha zapomniałam jeszcze dodać, ze jego żona się dowiedziała o nas. Na szczęście zrobiła jemu awanturę, a do mnie raz zadzwoniła. I na tym się zakończyło. On oczywiście próbował sie wybielić.. I w moich oczach i w jej również. Wiecie co wtedy zrozumiałam, ze nie warto się w to bawic. Że on od niej nie odejdzie. Ja od męża również. Że ten związek nie ma sensu. Przecież mamy rodziny, dzieci. Osobne życie, osobne problemy. A to były piękne chwile zapomnienia. Co wycierpiałam to moje. Nikt nie wróci mi moich nerwów, czasu straconego, którego powinnam spędzić z rodziną. A nie być na każde jego zawołanie, bo on akurat teraz tego potrzebuje. A najgorsze jest to, ze straciłam kontakt z córką, bo wtedy on była beee. I teraz czeka mnie ciężka praca nad sobą i nad odzyskaniem tego co straciłam. Dziewczyny jeżeli macie rodziny nie pakujcie się w to, bo nie warto. Dla kilku chwil zapomnienia. Bo akurat Wam smutno... Smutno i źle jest później, gdy się zrozumie co się zrobiło. A do tego jak bardzo boli... Oni potrafią pięknie mówić, bałamucić, a My się na początku tylko bawimy. Niestety z czasem to się przeobraża w miłość, która później bardzo boli...