Dodaj do ulubionych

moja historia

05.10.13, 22:19
Witam drogie kochanki. Już bardzo dawno tutaj nie zaglądałam. Opisze po krotce moją historię. Może te które jeszcze się nie do końca zaangażowały wyciągną z tego jakąś naukę. Mój romans rozpoczął się ponad trzy lata temu. On żonaty dwoje dzieci, ja mężatka jedno dziecko. Ale oboje małżonków mamy daleko. A co za tym idzie samotne wieczory i to właśnie nas wciągnęło. Na początku były rozmowy (bez zobowiązań). Ale z czasem te rozmowy były coraz dłuższe, doszły sms-y, telefony. Później już było tylko gorzej. Moje życie osobiste poszło w odstawkę. Dziecko mi przeszkadzało. Każdą wolną chwilę chciałam spędzać przed kompem lub rozmawiać przez tel. Z czasem jednak nam to nie wystarczyło. Doszło do spotkania. Wyjechaliśmy na weekend. Było pięknie. Całkowite zapomnienie o codzienności, o problemach itp. Potem było następne spotkanie. Ta sielanka trwała ok. roku. A potem nastąpiło załamanie. On ni stąd ni zowąd zamilknął. Ja cierpiałam.. Czekałam na jakąś wiadomość, telefon. A on milczał. Wiecie co było najgorsze, że nie do końca milczał. Odzywał się raz na tydzień. Ale nie wtedy kiedy ja go potrzebowałam tylko wtedy kiedy jemu się podobało. Jak pytałam czy to koniec twierdził, ze kocha, ze mu zależy, ale praca, problemy itp. Teraz wiem, ze zostawiał sobie furtkę otwartą, bo wiedział, ze wrócę. I to trwało ok roku. W momencie kiedy się nauczyłam żyć bez niego on wrócił. Niestety doszło do przymusowego spotkania i wszystko wróciło... Zaczęło się ze zdwojoną siłą. Rozmowy do białego rana, telefony, mnóstwo smsów codziennie. Potem znowu spotkania, wspólne weekendy itp. Znowu było super. Do czasu. Z czasem sumie nie wiem dlaczego) przestaliśmy się powoli rozumieć. NIe potrafiliśmy rozmawiać ze sobą. Aha zapomniałam jeszcze dodać, ze jego żona się dowiedziała o nas. Na szczęście zrobiła jemu awanturę, a do mnie raz zadzwoniła. I na tym się zakończyło. On oczywiście próbował sie wybielić.. I w moich oczach i w jej również. Wiecie co wtedy zrozumiałam, ze nie warto się w to bawic. Że on od niej nie odejdzie. Ja od męża również. Że ten związek nie ma sensu. Przecież mamy rodziny, dzieci. Osobne życie, osobne problemy. A to były piękne chwile zapomnienia. Co wycierpiałam to moje. Nikt nie wróci mi moich nerwów, czasu straconego, którego powinnam spędzić z rodziną. A nie być na każde jego zawołanie, bo on akurat teraz tego potrzebuje. A najgorsze jest to, ze straciłam kontakt z córką, bo wtedy on była beee. I teraz czeka mnie ciężka praca nad sobą i nad odzyskaniem tego co straciłam. Dziewczyny jeżeli macie rodziny nie pakujcie się w to, bo nie warto. Dla kilku chwil zapomnienia. Bo akurat Wam smutno... Smutno i źle jest później, gdy się zrozumie co się zrobiło. A do tego jak bardzo boli... Oni potrafią pięknie mówić, bałamucić, a My się na początku tylko bawimy. Niestety z czasem to się przeobraża w miłość, która później bardzo boli...
Obserwuj wątek
    • facettt rozumiemy... 06.10.13, 05:34
      ale gdy zonaty spotyka sie z mezatka - to nalezy od razu zalozyc, ze beda to spotkania
      1-2 razy w tygodniu ...

      i na tym, kutwa, poprzestac.
      • agus-ia76 Re: rozumiemy... 06.10.13, 08:08
        ufff kocurka nareszcie!
        ale czy aby napewno?
        • kocurka1 Re: rozumiemy... 06.10.13, 14:31
          Agusia chyba raczej już tak. To już nie na moje nerwy. Zbyt dużo straciłam, a nigdy nie mogę zyskać tego co bym chciała. To już raczej przesądzone. Z drugiej strony ile można czekać, tracić nerwów itp. Może już wystarczy????
    • malutka_35 Re: moja historia 06.10.13, 14:33
      Kochana,moje zdanie znasz,nawet historie nasze nieco podobne i wiele wspolnych cech posiadaja wiec moja droga zacisnij zeby,nie wmawiaj sobie,ze nie dasz rady tylko pomysl sobie co jest dla Ciebie naprawde wazne i czy warto tak cierpiec dla kilku milych chwil....
      Znasz liste plusow i minusow wiec tam czarne na bialym masz wszystko....prosto i latwo...niby,a gdyby mimo wszystko serduszko nie wspolpracowalo z glowa wiesz gdzie mnie szukac....
      Polecam sie kochana,piszsmile
      Buzka i milej niedzieli zycze....
      • kocurka1 Re: moja historia 06.10.13, 21:20
        dziękuję malutka. Wiem gdzie Cię szukać. Dzięki Bogu smile A co będzie dalej co zobaczymy. Wiem, że będzie na pewno ciężką próbą. Ale wiecie co dziewczyny już były sytuacje kiedy umiałam bez niego żyć, ale nie wiem dlaczego wracał jak bumerang... Na moje nieszczęście...
        • rybka64 Re: moja historia 07.10.13, 09:06
          Hej Kocurka, wiem co przeszłaś. Ja przeszłam piekło...To jest zabawa emocjami, uczuciami i nerwami...albo jest tak jak chce facet, albo odpadasz..Odstawianie i wracanie, i zastanawianie się co znowu zrobi (lęk w podświadomości). Takie życie wykańcza, sprowadza na dno. Ale zapewniam cię, ze twoj przypadek to jeszcze nic. Mó był dużo gorszy. Skońcyzłam z tym, odżyłam....ON mnie nienawidzi...bo się postawiłam, bo się stałam niebezpieczna, niewygodna...ale zabawa moim życiem mu nie przeszkadzała....brać i odstawiać...dzwonić, milczeć...znowu dzwonić...znowu milczeć..tak się nie dało żyć...nie da....To nauczka na przysżłosć...Teraz ja jestem cwaniarą....
          • malutka_35 Re: moja historia 07.10.13, 13:32
            Oj Rybko jak ja wiem doskonale o czym Ty piszesz,znam to z autopsji i ilez razy przysiegalam sobie,ze to byl ostatni raz,ze juz nie bedzie sie bawil moimi uczuciami,ze jak znow napisze to pozostane obojetna i co...?
            Kilka razy nawet mi sie udalo i jak juz wydawalo mi sie,ze jestem na tyle silna to wracaly wspomnienia,chyba proba sil i zaczynalo sie od nowa,a ja zaczynalam sie nakrecac!
            Moja historia podobnie jak Kocurki trwa ok 3 lat i obecenie jestem na etapie dochodzenia do pionu po kolejnym spotkaniu....
            To jak mnie potraktowal nie (po raz pierwszy juz) odbija sie echem od dwoch tygodni i wciaz walcze o siebie,o normalnosc,o spokoj....narazie jest to walka samej ze soba i o ile fizycznie jestem silna,psychicznie,emocjonalnie i jakkolwiek inaczej siadlam!
            Wszystko odbilo sie na moim zdrowiu,stracilam kilka kilogramow,poczucie wlasnej wartosci,kilka waznych momentow z zycia po prostu mi ulecialo i walka wciaz trwa....
            Dlatego wiem o czym piszecie i wiem jak trudny czeka nas czas....Kocurko musimy byc silne,a Ty Rybko jestes dla nas przykladem(koniecznie musze poznac Twoja historie),ze mozna,ze da sie wiec do walki Kocurko!
            Buziaczki dziewczynysmilePozdrawiamsmile
            • rybka64 Re: moja historia 07.10.13, 14:58
              Ja to bym się chętnie spotkała na kawie...smile
              Moja historia długa i paskudna...ale nie dałam się, zawalczyłam o siebie...
              On mnie doprowadził do takiego stanu, że myślałąm ze się wiuchnę...gdy się odezwał po pół roku, w ciągu tygodnia schudłam 4 kg..do wagi 53. Tak się bałąm podświadomie, a nie umiałam zawalczyć o siebie. Z kolei w tym dnie, odnalazłam siłę...nie dałam się...koniec z tym...ze ty będziesz mnie wabić, urzekać, czarować a potem odstawiać...po prostu się wściekłam na maksa, teraz doszłam do siebie, śpię spokojnie, przybrałam na wadze, jestem wesoła, uśmiechnięta, dbam o siebie, ładnie się ubieram....a ona pewnie znowu zalicza kolejne dupy robiąc to samo co mi....Olej go, nie odpisuj....ubierz się ładnie, wyjdź do ludzi, uśmiechaj się i baw. Poczytaj pamiętnik złotych myśli, tam są bardzo mądre sentencje...dadzą ci siłę...albo po prostu się wygadaj, ja tak zrobiłam, ale nie na tym forum. Pozdrawiam
              • rtq1 Re: moja historia 07.10.13, 15:03
                jak dana osoba Was stresuje, to po co się z tą osobą spotykać, nie rozumiem.
                • rybka64 Re: moja historia 07.10.13, 15:48
                  Ja tego wtedy też nie rozumiałam, dopóki nie zaczęłam czytać...o toksycznych relacjach, o manipulacji, i uzależnieniu...same najgorsze rzeczy. W końcu zrozumiałam, że to mnie dotyczy. Wiedziałam że muszę się uwolnić i zaakceptować fakt, ze byłam naiwna, ze to mnie niszczyło. Wiem jedno z kochankiem trzeba zerwać raz na zawsze, i to tak żeby odczuł kochankę na swojej piersi, bo jeżeli on to robi, to w końcu wróci, jak piłeczka pinpongowa....Zamknąc drzwi i zatrzasnąć kluczyk....i wyrzucić i zacząć żyć, nie wegetować, nie, a przede wszystkim NIE CZEKAĆĆĆ...
              • malutka_35 Re: moja historia 07.10.13, 18:02
                Wiesz Rybko wlasciwie na zewnatrz jestem wesola,zadbana,usmiechnieta tylko glupie serce placze....to takie uzaleznienie...bez niego mi zle a z nim jeszcze gorzej....
                I gdzie tu zloty srodek...?
                Tak sobie mowie sama do siebie:nie jestes brzydka,do tego inteligentna,towarzyska wiec czemu dajesz sie tak traktowac???
                Dzis otrzymalam naprawde mily komplement,uslyszalam,ze mam tak perlisty smiech,ze mozna sie w nim zakochac i pomyslalam sobie tylko:tylko dlaczego tak rzadko?
                • kocurka1 Re: moja historia 07.10.13, 21:54
                  Najgorsze w tym wszystkim jest, że pomimo tego że wiemy jak bardzo nas skrzywdzili dalej do nich lecimy jak ćmy do światła. Pomimo tego żalu tak bardzo tęsknimy, czekamy... To się nazywa ta... głupia miłość. A od tego dochodzi przyzwyczajenie... Ale dziewczyny jesteśmy silne i jakoś musimy dać sobie radę...
                  • rybka64 Re: moja historia 08.10.13, 14:13
                    Ja z tym skończyłam. Ale miewam chwile słabośći, ze myślę o nim, ze mi się tęskni. On mnie nianawidz, nie chce znać, bo w końcu tupnęłam nogą. Ale tak się nie dało, mówił ze zadzwoni a nie dzwonił, mówił ze pragnie, a to nie było pragnienie, mówił ze kocha, a się potem wyrzekał. Mówi że więcej nie zkrzydzi, a skrzywdził tyle razy....Ja wiem, że on jest największym skur.....jakiego poznałam, ale ja jestem tępa i głupia, ze takiego skur...można kochać...Rozum wie swoje, ale serce głupie...Na szczęście to już za mną....przynajmniej już nie czekam...bo nie ma na cooo...
                    • malutka_35 Re: moja historia 08.10.13, 20:25
                      Wlasnie to rozbicie i wewnetrzna walka miedzy sercem a ruzumem,jak ja to dobrze znam!
                      Rozum mowi stop,serce dalej sie wyrywa i brnie dalej w to bagno,a z bagna jak wiemy trudno sie wydostac....bardzo trudno,a czasem wrecz niemozliwe....bo jak mowia:milosc i bagno maja to do siebie,ze kto w nie wpadnie ten sie nie wygrzebiesmile
                      Ale Rybko jestes juz poza tym bagnem i tylko nie wolno Ci sie cofac ani w tyl ogladac,bo wtedy znow glupie serce rozum zagluszy.....buziak i jestem na ggsmilePozdrawiamsmile
                      A Ty Kocurko gdzie jestes jak Cie nie ma,bo jakos brzydko mnie wczoraj zapomnialas czy cos.....czekamsmileBuziaksmile
                      • mijo81 Re: moja historia 08.10.13, 23:24
                        Załóżcie stowarzyszenie naiwnych kochanek i wspomagajcie się nawzajem jak np. w klubie Anonimowych Alkoholików smile
                        • rybka64 Re: moja historia 09.10.13, 08:28
                          Oj mijo mijo.. lubię cię...smile jakie to fajne, ze siedzi ktoś na forum 24/h na dobę i poucza.Myśmy traciły czas na kogoś kto nie wart, a ty tracisz czas, na kogoś kogo nawet nie znasz...Oj przewrotność losu. Tracić swój czas na kochanki na forum, równie żałosne jak nasze żale....Jak będziesz chciał dołączyć do klubu kochanek, to zapraszam. Może cię wydymamy, jak będziemy miały ochotę. Hehhe....Buziaki mijo od wszystkich kochanke na tym foroum. Wiem, że chcesz, tylko boisz się powiedzieć.
                          • facettt zycie jest cienszkie... i niezrozumiale... 09.10.13, 14:34
                            rybka64 napisała:
                            Myśmy traciły czas na kogoś kto nie wart,
                            .Oj przewrotność losu. Tracić swój czas na kochanki
                            > na forum, równie żałosne jak nasze żale....Jak będziesz chciał dołączyć do klub
                            > u kochanek, to zapraszam. Może cię wydymamy, jak będziemy miały ochotę.

                            To ja tesz poprosze...
                            Ode mnie tesz wszystkie same odchodzily...
                            Niektore nawez zbyt wczesnie i zalowalem tego konca...
                            widac tez nie bylem ich wart...

                            Ale tak to jezd, gdy czlek proboje siegac reka do GWIAZD...

                            I tylko zonie przez wszystkie te lata jakos ani sie sni mnie opuscic...
                            A przezciez wcale nie jestem dla niej lepszy - niz bywalem dla kochanek...


                            eehhh...
                            i zrozum tu kobiety...
                            • rybka64 do faceta 09.10.13, 16:21
                              Ty jesteś prowokator, ale wiele czasami racji w tym co piszesz. Czasami się uśmieje w ciszy z twoich tekstów. Prowokujesz na forum, no i leci już lawina wyrzutów....brak asertywności ze strony Pań. Ale tego trzeba się nauczyć.
                              Ja tam dymać nie lubię, ale jakbyś tak chciał to cię wydymam...heh
                              • rybka64 Re: do faceta 09.10.13, 16:26
                                A może żona śni...tylko nie o tobie...
                                W końcu nie mówi się głośno o tym, o czym się marzy.
                                A kobiety fantazje mają, bez względu na to czy miały kochanka czy nie.
                                Jedne już fantazjują, a inne są z grubsza uśpione, bądź nie świadome swej seksualności, inne zaś się wstydzą. Chciałby by a boją się, bo nie wypada, bo to wstyd...ale w głębi duszy marzą...smile...Ale ciche myszki chyba najgorsze, wbrew pozorom wcale nie ciche...
                              • facettt nie pisze scenariuszy... 09.10.13, 18:13
                                rybka64 napisała:
                                > Ty jesteś prowokator, ale wiele czasami racji w tym co piszesz. Czasami się uśmieje w ciszy z twoich tekstów.
                                Prowokujesz na forum, no i leci już lawina wyrzutów....


                                nie pisze wymyslonych scenariuszy...
                                za lenivy na to jezdem...

                                pisze tak - jak bylo.
                                rzeczywistosc jest wystarczajaco smieszna...

                                I tak: - bycie kobieta-kochanka to sporo plusow:
                                - trza wprawdzie czekac na oblubienca, ale za to nie ma sie zadnych obowiazkow poza umilaniem jemu i sobie czasu...

                                bycie zona - to cienzka charowa.
                                praca, dzieci, obiady, sprzatanie, pijany monsz (czasami) - nawet jak nie zdradza...
                                choroby, brak pieniedzy...

                                a mimo to kobiety ZDECYDOWANIE wola status zony...

                                - to dlaczego sie z tego slepego instynktu nie posmiac ? smile
                                • malutka_35 Re: nie pisze scenariuszy... 09.10.13, 20:58
                                  Chyba nieco ubarwiasz role kochanki i umniejszasz co nieco,bo wiele z nas kochanek jest takze zona na pelnym etacie dla innego faceta niz oblubieniec,na ktorego tak czeka wzdychajac i miedzy umilaniem czasu lubemu a spelnianiem malzenskich obowiazkow pierze te skarpety,goruje obiad,przynosi tony zakupow ze sklepu i jeszcze tysiace innych rzeczy po drodze....
                                  Czy ja wiem czy kobiety wola status zony....?
                                  Tu bym polemizowala sama bedac jedna i druga poki co....pozdrawiamsmile
                                  a fakt,ze zycie sao pisze scenariusze i w ten sposob wyrecza nas w tym i zaskauje puenta zycia....
                                  • facettt nie pisze scenariuszy... - bez obrazy 09.10.13, 21:23
                                    malutka_35 napisała:
                                    > Chyba nieco ubarwiasz role kochanki i umniejszasz co nieco, bo wiele z nas kocha
                                    > nek jest takze zona na pelnym etacie dla innego faceta niz oblubieniec, na ktore
                                    > go tak czeka wzdychajac i miedzy umilaniem czasu lubemu a spelnianiem malzenski
                                    > ch obowiazkow pierze te skarpety, goruje obiad, przynosi tony zakupow ze sklepu i
                                    > jeszcze tysiace innych rzeczy po drodze....

                                    - bez obrazy...
                                    i dlatego wlasnie nigdy nie bralem sobie mezatek za kochanke...
                                    do problemow moich, jej... nie zamierzalem dodawac problemow jej rodziny...

                                    > Czy ja wiem czy kobiety wola status zony....?
                                    > Tu bym polemizowala sama bedac jedna i druga poki co....pozdrawiamsmile

                                    - a nie ?

                                    - jasne, wola SZCZESCIE... tylko jak je zlapac ? smile

                                    > a fakt, ze zycie samo pisze scenariusze i w ten sposob wyrecza nas w tym i zaskakuje puenta zycia....

                                    - no.
                                    • malutka_35 Re: nie pisze scenariuszy... - bez obrazy 09.10.13, 21:30
                                      Szczescie i malzenstwo moj drogi rzadko ida w parze i stad m.in poszukiwanie uciech poza nim....
                                      Co do roli kochanki jako wolna kobieta nie zadawalalabym obcego faceta po godzinach tylko po to zeby on sie zabawil i uciekl do zony....to wolalabym zwiazek na tzw.kocia lape...bez prania skarpet,wielkich zobowiazan i pretensji,najlepiej na dochodzaco....
                                      Nistety w czasach kiedy ja sie wydawalam za maz nie bylo takiej mody,a wrecz nie wypadalo choc nie jestem az tak stara....bynajmniej.....
                                      I tak w ten sposob mam meza na co dzien i kochanka od swieta.....albo swieto jak go ma,hahahasmilePozdrawiamsmile
                                      • vel_hornet Re: nie pisze scenariuszy... - bez obrazy 09.10.13, 23:01
                                        Malutka_35 już jesteś szczęśliwa czy dopiero do pionu doszłaś po kolejnych spotkaniach z nim? Ale to można wytłumaczyć. Mózg jest tak zaprogramowany, żeby wymazywać złe wspomnienia, ból, inaczej można byłoby zwariować, prawda?
                                        • malutka_35 Re: nie pisze scenariuszy... - bez obrazy 10.10.13, 08:10
                                          Vel_hornet wlasnie dochodze do pionu po spotkaniu z nim krzywdzac przy okazji bliskich i cierpiac poki co okrutnie,bo moj mozg jest narazie na etapie "sortowania" i wywolywania tych cusnych wspomnien jakby tych zlych cholera nie bylo!
                                          A bol.....siegal zeniutu,teraz schodzi powoli,a ja ucze sie powoli zyc i funkcjonowac normalnie...jakby od poczatku i inaczej....pozdrawiamsmile
                        • malutka_35 Re: moja historia 09.10.13, 16:29
                          Gdyby nie my te naiwne i glupie kochanki to czyim kosztem Wy drodzy macho byscie sie zabawiali?Tak macie ulatwione zadanie i niezly ubaw....
                          Niestety tak juz jest,ze dopiero jak sie sparzymy i boli to zaczynamy sie ewakuowac,ale na miejsce tych zranionych wchodza nowe i takie bledne kolo....
                          O Stowarzyszeniu moze pomyslimy,ale bedzie wrzalo jak wsiadziemy na facetow co Rybko i Kocurkosmile
                          A tymczasem zapraszam do siebie,wiadomo gdzie,buzkasmile
                          • rybka64 Re: moja historia 10.10.13, 08:18
                            Zdrady są i będą, problem tkwi jednak w tym ze faceci boją się utracić swojej ciepłej kołderki. Wówczas używają wszelkich możliwych sposobów ze i mieć kochankę i wyjść cało z opresji.
                            Robię jeden podstawy błąd, angażują kobiety i bawią się ich uczuciami, nerwami i uczucia, a potem trzęsą portkami. I dobrze....
                            Ale faccett ma racje...nie mów kobiecie tego czego nie czujesz, nie obiecuj...Im więcej tego, tym wbrew pozorom gorzej dla niego, bo kochanka dojrzewa emocjonalne i zaczyna tupać nogami. I miś pogrzebany....A potem miś mówi tak...
                            Chciałbym żebyś przestała....to były ostanie słowa mojego kochanka...ale jak ja prosiłam, żeby mnie zostawił w spokoju, żeby przestał się bawić moim życiem On nie słuchał...dlaczego ja miałabym słuchać jego. I miś się wystraszył, a ja nie dobra. I dobrze...
                            • malutka_35 Re: moja historia 10.10.13, 08:47
                              Rybko,bo my zle kobiety jestesmy jak sie zaczynamy angazowac emocjonalnie i jak przestajemy tez....dopoki facet ma kontrole to gra gitara,ale jak cos wychodzi poza zakres jego oczekiwan i wyobrazni (a ta mamy bardziej rozbudowanasmile) to zaczyna sie problem.
                              Poza tym wchodzac w taki uklad mamy zgola inne oczekiwania.My kobiety zwykle szukamy bliskosci nie tylko tej cielesnej,oni faceci bardziej fizycznie sie angazuja i stad te wszystkie niedomowienia choc problem jest o wiele bardziej zlozony i ile zdrad tyle bolu....a kazdy inny choc bardzo podobny,pozdrawiam i uciekam do pracysmile
                              • mijo81 Re: moja historia 16.10.13, 19:51
                                Gdyby kochanki chciały tego samego co kochankowie to nie byłoby problemu smile
                                • malutka_35 Re: moja historia 16.10.13, 20:15
                                  mijo81 napisał:

                                  > Gdyby kochanki chciały tego samego co kochankowie to nie byłoby problemu smile


                                  Otoz tosmile
                                  Ale jak mowia kobiety sa z Wenus a mezczyzni z Marsa i stad wiele problemow....
                                  Moze my kobiety powinnismy zmienic nastawienie...?
                                  • mijo81 Re: moja historia 29.10.13, 15:58
                                    Tak, zmienić nastawienie z uczucia na seks i będzie dobrze
    • ewax Re: moja historia 01.11.13, 00:02
      Kiedy przeczytałam ten mail doszłam do wniosku, ze to moja historia.... u mnie było identycznie - on żonaty, dwoje dzieci, ja mężatka z dzieckiem. Początek znajomości - ja zwykle zdystansowana, nastawiona sceptycznie długo opierałam się przed pierwszym spotkaniem... wreszcie uległam. Euforia! byłam wspaniała, inteligentna, seksowna, chemia niesamowita, nieporównywalna z całym syryjskim arsenałem... były kawy, kino, pocałunki, szepty do ucha, rozumieliśmy się bez słów. Każde spotkanie powodowało, ze cofaliśmy czas o wiele lat i czuliśmy się jak nastolatkowie. Potem pierwszy seks... itd. itp. a najzabawniejsze jest to, że od początku zastanawiałam się jak to się skończy, bo wiedziałam, ze musi się skończyć.... on miał małego synka i nie było opcji, żeby jego syn upragniony wychowywał się bez niego. Za każdym razem kiedy biegłam na spotkanie obiecywałam sobie, że to ostatni raz... wiedziałam, ze nie może być inaczej, nie chciałam zaangażowania z mojej strony. Ale kobiety to dziwne stworzenia. Ich ciała działają czasem na przekór umysłom. Nie udało mi się być mentalnym facetem i zachować dystans. Tak jak Ty czekałam, czekałam, czekałam...... na telefon, na mail, na sms. Nie mogłam normalnie funkcjonować. Tysiąc razy sprawdzałam pocztę, telefon. Wszystko poszło w odstawkę, liczył się tylko on, a przecież to miała być odskocznia z czystymi i jasnymi regułami, zabawa, rozrywka, relaks. A był koszmar. Dlatego ucieszyło mnie kiedy przeczytałam Twój post a w nim przeżycia podobne do moich.
      Nie jestem nienormalna i osamotniona w swych reakcjach. Finał? To ja miałam skończyć, a skończył on.... bał się, że straci rodzinę, nie wyobrażał sobie ograniczonego kontaktu z dziećmi..... ja o tym wtedy nie myślałam... wstyd.... potężne wyrzuty sumienia. My kobiety jesteśmy jednak popier....... Najbardziej boli mnie, że to ja zapomniałam o całym świecie, zaniedbując przyjaciół, dziecko, a miało być inaczej... Konkluzja. Aby być kochanką trzeba mieć predyspozycje - silny charakter, dystans, ograniczoną uczuciowość, świadomość, że faceci to zwykli skur......, trzeba być zimną suką i nie dawać się ponosić uczuciom wyższym. Ale niestety większość kobiet tego nie potrafi, więc lepiej dać sobie spokój, bo to jest tak jak z narkotykiem - po wielkiej euforii, szaleństwie i zabawie przychodzi zjazd totalny.... zaliczasz glebę czując się jak szmata... czy warto?????
    • znowu.to.samo Re: moja historia 01.11.13, 12:13
      Niestey u kobiet jest tak, że po jakimś czasie rusza cała machina chormonalna.....Ta miłość czy zauroczenie to nic innego jak chormony które biorą górę nad umysłem i zdrowym rozsądkiem. Ogromna siła, którą trudno zatrzymać i zapanować nad nią. Dlatego mimo że zdajesz sobie sprawę że czynisz żle, nie potrafisz przestać brnąć w to bagno....
      Kiedy chemia przestaje działać, emocje opadają, dopiero człowiek widzi jak głupie i beznadziejne było to co zrobił....wielu szkód nie da się już cofnąć
      Dlatego trzeba zrobić wszystko aby jak najszybciej zerwać ten chory układ, zanim zrobi to kochanek. Zdać sobie sprawę że to wszystko to głupie chormony które nami rządzą, i prowadzą nas na skraj przepaśći....
      Czy to nasze dziecię tak kwili, czy bachor sąsiada drze mordę???
      • nerika Re: moja historia 01.11.13, 19:38
        Jakie hormony? Są kobiety, które mają mózg, nie tylko macicę.
        • cala_wrze Re: moja historia 24.11.13, 20:23
          smile))))))))))))))))))))
    • sama36 Re: moja historia 02.11.13, 17:23
      Historia podobna do mojej ....i teraz boli
    • mariuszg2 Re: moja historia 26.11.13, 21:55
      kocurka1 napisała:
      > Wiecie co wtedy zrozumiałam, ze
      > nie warto się w to bawic.

      nic nie rozumiesz tongue_out

      >Dziewczyny jeżeli
      > macie rodziny nie pakujcie się w to, bo nie warto. Dla kilku chwil zapomnienia
      > . Bo akurat Wam smutno... Smutno i źle jest później, gdy się zrozumie co się zr
      > obiło. A do tego jak bardzo boli... Oni potrafią pięknie mówić, bałamucić, a My
      > się na początku tylko bawimy. Niestety z czasem to się przeobraża w miłość, kt
      > óra później bardzo boli...

      haHAHAHAHhahahaha.....goopie cypy!!!!
    • dolor_a_l Re: moja historia 31.03.14, 14:06
      Kurde... że ja sama nie jestem taka durna, to wiedziałam... czasem tu bywam i czytam o takich jak ja... Ale tak mnie natchnęło... kobiety! czy my naprawde nie możemy załozyć jakiegos wątku, jakiejś grupy, która by sie wspierała w wychodzeniu z tego gówna jakim jest romans z kimś, kto nie wie, gdzie mu cieplej? Kto wpiera, że kocha, tylko sam nie wie, kogo bardziej... Kto wymysla, wydziwia i ogólnie robi nam wodę z mózgu, a miał być oparciem... Jakby któras była chętna, zaparaszam na prv. Zabieram się za wiosenne porządki w swoim życiu. smile Czas najwyższy... moze ktoś dołaczy?
      • agus-ia76 Re: moja historia 31.03.14, 20:16
        mamy juz taka grupę smile
        • dolor_a_l Re: moja historia 31.03.14, 21:04
          Kiedyś to widziałam, w czasach, jak jeszcze mi się zdawalo, że nad tym panuję. Powiedz mi, gdzie to jest. Chetnie dołaczę smile
          pozdrawiam
          • agus-ia76 Re: moja historia 31.03.14, 22:21
            poszukaj w dziale związki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka