ksia74
21.12.13, 16:52
Poznaliśmy się prawie 20 lat temu, ja wtedy młodziutka dziewczyna po szkole w nowej pracy, on ciut starszy ode mnie, świeżo po ślubie z żoną w pierwszych miesiącach ciąży. Wybuchło tak, że potem niczego już takiego nie przeżyłam... Dwa lata szaleństwa, szczęścia i łez bo on miał dom, nie umiał wybrać pomiędzy nami... Kochał nas obydwie, tak mówił.. Rozstaliśmy się.
Po 15 latach, w czasie których wyszłam za mąż totalnie bez miłości, urodziłam dwoje dzieci, przez które nie było dnia kiedy bym o nim nie myślała - pojawił się znowu.. Wszystko wróciło chyba ze zdwojoną siłą. Bałam się ze znowu najdą go rozterki, znowu zacznie mieć wyrzuty sumienia wobec żony ale leciałam jak w ogień. Myślał o mnie tak samo często jak ja o nim, jak ja wracał w te "nasze" miejsca sprzed lat, byle by tylko pooddychać tym powietrzem gdzie razem byliśmy, szukał mnie w necie, pin jego komórki to moja data urodzin - wszystko dokladnie tak samo jak u mnie - u niego... Spotykamy się od paru miesięcy, kilka razy udało się wyjechać na kilka dni daleko poza nasze miasto. To są moje najszczęśliwsze dni od lat... Nie musimy nawet rozmawiać zeby wiedzieć co druga osoba chce przekazać, zrobić, powiedzieć. Niestety zawsze potem jest drugie dno - nie umiem się przestawić na "domowe" tryby, tęsknię aż wszystko mnie boli, łażę jak nieprzytomna, brakuje mi jego rąk, zapachu, spojrzenia... On ma dokładnie to samo, odlicza do nastepnego spotkania, też nie spi po nocach, rozdziera go od środka...
Z jednej strony jestem szczęśliwa, mam to o czym marzyłam latami, o co wypłakiwałam co noc prawie w poduszkę zeby mąż nie widział... Kocham i wiem, że jestem kochana. Z drugiej strony on nadal jest rozdarty pomiędzy żonę i mnie. Jej wiele zawdzięcza, są razem ponad 20 lat, mają dziecko, dom, przyjaciół.
Moja przyjaciółka radzi żebym się cieszyła tym co mam, nie martwiła przyszłością, co ma byc będzie.. Żebym czerpała radość z tego że on wogóle jest bo takie powroty zdarzają się rzadko. Ale wiecie jak jest - jak się ma palec chce się rękę... Oddałabym wiele żeby być z nim stale, jednak nie zostawię wszystkiego z dnia na dzień, moje dzieci nie są tak duże jak jego, nie jestem niezależna finansowo. Gubię się w tym co robić, co ma być dalej, chwilami wogóle nie chce mi się żyć bo nie mam żadnego celu.. Idą Święta - chyba najgorsze dla mnie od lat.. Jak to przetrwać, co robić dziewczyny....