Dodaj do ulubionych

moje przemyslenia

05.09.16, 17:33
Moje przemyślenia?



Dziewczyny, kobiety po co pakujecie się w tego typu układy? Czy kilka naprawdę pięknych chwil warte są tego co jest potem? Pamiętajcie, zasada jest prosta „oni nigdy nie odchodzą od żon”, a nawet jeśli te 5% odejdzie, to pamiętajcie, że układ diametralnie się zmienia. Nie będzie już potajemnych, pełnych ekscytacji chwil… będzie życie, dom, będzie kolejna kochanka i to wtedy WY będziecie tymi zdradzanymi. Więc kto odpowie mi jaki jest sens pchania się w chore układy, godzenie się na bycie „tą trzecią?”.

Z perspektywy czasu, patrząc z pozycji trzeciej… nie umiem sobie odpowiedzieć na te pytania. Na co mi to było? Miałam świadomość wszystkich konsekwencji znajomości, tego że to brnięcie w tzw ślepą uliczkę, którą będzie trzeba potem wrócić do normalności, ale droga powrotna nie jest już usłana różami.

Czy naprawdę jesteście na tyle odporne aby sobie z tym poradzić i w przyszłości potrafić stworzyć normalna, zdrową relację? (mowa tu o pannach wolnych które z pełną świadomoscia pchaja się w romanse).
To my się angażujemy emocjonalnie – nie oni, taka smutna prawda. Teraz to wszystko jest jasne i klarowne, kiedyś było tylko zabawą… jednak nie przewidziałam konsewencji swoich czynów w postaci wyrzutów sumienia i uczucia pustki…
Na pewno wiele to wniosło w moje zycie, Ale czy dobrego? Wątpię
Głupie my
Tylko tak mogę to określić. Poczułam potrzebę uzwnętrzeninia się wlasnie tu – o tu spedzilam godziny czytając różne punkty widzenia i sytuacje, które w jakiś sposób pomgly mi się odnaleźć.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • mariuszg2 Re: moje przemyslenia 05.09.16, 21:41
      annakarenina555 napisała:

      > Moje przemyślenia?

      Gratulacje!

      > zasada jest prosta „on
      > i nigdy nie odchodzą od żon”,

      jakby kobiety nie wymyśliły żony nie byłoby problemu

      > god
      > zenie się na bycie „tą trzecią?”.

      a kto jest nr 2 bo ja jestem np. 007...wink

      > usłana różami.

      Podaj adres wyślę Ci bóket z dedykacjom

      > Głupie my

      a było nie głosować na PiS...
      • karrioka Re: moje przemyslenia 10.09.16, 10:32
        a imię jego 40 i 4
        tongue_out
        "a kto jest nr 2 bo ja jestem np. 007...wink"

        No tylko Franek Kimono zna te wasze numery, bo ja na przykład nie mogę pojąć czemu czasami "ta druga" to to samo, co "ta trzecia". To jakaś specjalna matematyka.

        Kochanek ma swoją rolę, przerabianie go na męża ma taki sam sens, jak przerabianie tapicera na mechanika samochodowego. Potem będzie się szukać fryzjera, żeby szezlong odnowił?
        Takie życie według metod Kaczki Dziwaczki tongue_out
        Jeśli układ z kochankiem/kochanką odpowiada na potrzeby, po co to koniecznie zepsuć? Tak, dla hecy?
    • donmarek Re: moje przemyslenia 06.09.16, 08:01
      A gdzie jest napisane, że każdy romans MUSI kończyć się trwałym, usankcjonowanym prawnie związkiem ???
      Ja przez niemal 30 lat ani razu nie myślałem by którykolwiek z moich romansów zakończyć rozwodem i nowym małżeństwem. Wszystkie kochanki/przyjaciółki były w związkach. Każde z nas wiedziało czego oczekuje, co może dać i na jakich zasadach. A były to związki od kilkumiesięcznych do niemal 15 letniego. I jakoś nikt niczego się nie dowiedział. I wszystkie kończyły się w zgodzie. Z niektórymi byłymi partnerkami jestem nawet w kontakcie. Co prawda, już nie fizycznym (łóżkowym). wink Więc można sobie jakoś poukładać to wszystko.
      Czy mam wyrzuty sumienia, pustkę emocjonalną, jakieś poczucie winy, etc, etc... Nie. Nie mam takich odczuć. Żona nic nigdy się nie dowiedziała. Podobnie partnerzy moich przyjaciółek/kochanek. Po prostu jeżeli coś wskazywało, że może to ujrzeć światło dzienne, kończyliśmy nasz związek.
      ps
      ... hmmm, a jaką mam gwarancję, że moja żona podobnie nie postępowała? Czyli ... im więcej pytań, więcej zastanawiania się, szukania "dziury w całym", tym więcej kłopotów!
      • obrotowy Trzymasz flage Donmarek :) 07.09.16, 13:16
        osczedzajac mi czas na pisanie podobnych do Twoich uwag.

        Dodam tylko, ze zadnego z tych romansow nie zaluje, gdyz wszystkie byly prowadzone rozwaznie
        nie oszukujac dziewczyn. i wlasnie dlatego wszystkie zakonczyly sie w zgodzie...

        a mile wspomnienia zostaly, wiec nie wiem, z czym autorka wontku ma problem...
        - cos mi sie wydaje, ze dziewcze chcialoby powtorki z rozrywki - tylko nie moze znalezc odpowiedniego kandydata...
        • 3-mamuska Re: Trzymasz flage Donmarek :) 13.09.16, 00:23
          obrotowy napisał:

          > osczedzajac mi czas na pisanie podobnych do Twoich uwag.
          >
          > Dodam tylko, ze zadnego z tych romansow nie zaluje, gdyz wszystkie byly prowadz
          > one rozwaznie
          > nie oszukujac dziewczyn. i wlasnie dlatego wszystkie zakonczyly sie w zgodzie..
          > .
          Hmmm mysle ze miałyście szczęście, lub nie jestes ze tak powiem jakims wyjątkiem zeby dla ciebie rzucać całe dotychczasowe zycie i wypalalo sie naturalnie. Nic wiecej dać z siebie nie mogłeś.

          > a mile wspomnienia zostaly, wiec nie wiem, z czym autorka wontku ma problem...
          > - cos mi sie wydaje, ze dziewcze chcialoby powtorki z rozrywki - tylko nie moze
          > znalezc odpowiedniego kandydata...

          Mysle ze to pierwszy romas i z bycia nieszczęśliwym w zwiazku doszło uczucie w romansie ,i ze za duzo tego romansu było w ich życiu, a mniej samego zwykłego życia , stad romas wciągnął na tyle ze chce sie go wiecej.
    • karrioka Re: moje przemyslenia 10.09.16, 10:26
      "Nie będzie już potajemnych, pełnych ekscytacji chwil… będzie życie, dom, będzie kolejna kochanka i to wtedy WY będziecie tymi zdradzanymi. Więc kto odpowie mi jaki jest sens pchania się w chore układy "

      Raczej pytanie jaki jest sens zmieniania sytuacji, która spełnia potrzeby na taką, która ich nie zaspokoi?
      Czyli robienia męża z kochanka.
      • obrotowy nosz przecie od lat tu to pisze... 10.09.16, 15:43
        karrioka napisała:
        > Czyli robienia męża z kochanka.


        nosz przecie od lat tu to pisze...
        zona ma pozostac zona, a kochanka - kochanka.
        zony sie nie zmienia - zmienia sie tylko kochanki...

        no ale ja to liberalnym konserwatysta jezdem...
      • 3-mamuska Re: moje przemyslenia 12.09.16, 17:52
        Taka ze kobiety te wolne chce stabilizacji dzieci i domku w ogródkiem. Nie chcą spędzać swiat wakacji sylwestra czy urodzin same, bo pan nie moze bo żona/dzieci.
        Czasem sie po prostu wydaje i biorą ślub, bo skoro romas był fajny to tak bedzie dalej.
        Czasem kochanka robi z pana dawcę spermy, i znowu żona sie dowiaduje i trzeba jakos zycie zorganizować.
        • karrioka Re: moje przemyslenia 12.09.16, 20:55
          OK

          ja rozumiem, że ktoś chce tych rzeczy, o których napisałaś i to jest absolutnie OK, że niektórzy ludzie ich chcą. Tylko dlaczego w układzie którego fundament z założenia miało być coś zupełnie innego?

          Romans - nieważne czy dwóch ludzi wolnych, czy "zniewolonego" z wolną, whatever - jest z założenia przeciwieństwem stabilizacji.
          To znaczy: stabilizacja z cechami dobrego romansu to katastrofa.
          Romans z cechami stabilizacji to katastrofa.

          Dobry romans bez cech stabilizacji może trwać nawet całe życietongue_out Dobra stabilizacja do której nie wrzuca się bez sensu tego co jest fundamentem romansu też może trwać całe życie.
          • karrioka Re: moje przemyslenia 12.09.16, 21:00
            Chodzi mi o to w skrócie, że kierowanie do osoby, która pragnie właśnie romansu i właśnie to ją "karmi", oczekiwań że będzie klaskać uszami na opcję czegoś kompletnie odwrotnego jest podobne do uczenia myszy latać.
            Mało myszy to przetrwa, latać nie nauczy się żadna.
            Mogą się te myszy nawet zgodzić.
            I całkiem możliwe, że niektóre będą tajnie realizować bycie myszą zamiast zostać spełnionym i szczęśliwym gołębiem.

            IMO natury rzeczy nie ma jak przeskoczyć i nie ma po co - jeśli ktoś naprawdę potrzebuję męża lub żony, powinien szukać żony, a nie kminić jak zmanipulować kochankę, żeby nią została
          • 3-mamuska Re: moje przemyslenia 13.09.16, 00:17
            karrioka napisała:

            > OK
            >
            > ja rozumiem, że ktoś chce tych rzeczy, o których napisałaś i to jest absolutnie
            > OK, że niektórzy ludzie ich chcą. Tylko dlaczego w układzie którego fundament
            > z założenia miało być coś zupełnie innego?
            >
            > Romans - nieważne czy dwóch ludzi wolnych, czy "zniewolonego" z wolną, whatever
            > - jest z założenia przeciwieństwem stabilizacji.
            > To znaczy: stabilizacja z cechami dobrego romansu to katastrofa.
            > Romans z cechami stabilizacji to katastrofa.
            >
            > Dobry romans bez cech stabilizacji może trwać nawet całe życietongue_out Dobra stabiliz
            > acja do której nie wrzuca się bez sensu tego co jest fundamentem romansu też mo
            > że trwać całe życie.

            Tak z założenia, faktycznie masz racje.
            Jesli człowiek w małzeństwie nie jest szczęśliwy ( a z założenia szczęśliwy czlowiek z żona nie szuka przygod , No ja tak mysle) a romas daje satysfakcję, to przestaje sie myslec racjonalnie i chce sie wiecej i wiecej.
            Najpierw wystarcza spotkanie raz w tygodniu, potem cześciej dochodzą smsy i rozmowy, kolacje poranki i rozwija sie znajomość. Pozniej juz człowiek meczy sie wracając do zony/ meza do domu.
            Mało ludzi potrafi utrzymać wież emocjonalna na dobrym poziomie z żona jak i z kochanka. Przynajmniej z lektury forum wynika ze ludzie zdradzają bo im czegoś w zwiazku brakuje. Pewnie czasem dla sportu ale mysle ze to tylko wyjątkowe przypadki.
            Uzależniamy sie od emocji i osob przy której je odczuwamy. Stad przejście z kochanka na partnera bo chce sie miec go przy sobie. Przyzwyczajenie.

            Wieloletnie małżeństwa często sa utrzymywane nie dla dzieci kredytów wnuków, a z poczucia emocji i więzi z dana osoba.
            Ja np . Mam meza 20 lat i nie wyobrażam sobie zeby go przy mnie nie było, jest moja rodzina jak dziecko, pies, i reszta. Gdyby mnie zdradził nie wiem czy potrafiłabym od niego odejść, brakowałoby mi go jak ręki , zwolniłby mnie tylko z lojalności i wyłączności seksualnej wobec siebie, i on to wie.

            I mysle ze podobny mechanizm działa u przypadku kochanki, człowiek sie przyzwyczaja, dobrze sie czuje endorfiny i potem chce wiecej cześciej a to wiąże sie z częstszym przebywaniem i chęcią bycia razem. Co wyklucza podwójne zycie, i z kochanka przechodzi sie w związek. Czasem samoistnie bo juz sie nie ma siły ukrywać i kombinować, a nie chce sie zrezygnować .

            Dlatego mowi sie ze jak sie zdradziło raz to zdradzi sie kolejny. I nowa panią tez sie zdradzi ,bo brakuje tych emocji. A takie emocje uzależniają.
            • karrioka Re: moje przemyslenia 13.09.16, 08:08
              Tak, rozumiem o czym piszesz.
              Tylko dla mnie szukanie nowej żony, nowego męża pozostając w starym układzie to jednak świństwo. Bo nie wierzę, że w związki, które wspólnie ustaliły sobie, że w razie kryzysu lub chęci odejścia spoko jest nic nie powiedzieć, udawać, że status quo jest świetne i pokątnie w niejawny sposób robić coś odwrotnego. Nie da się ustalić że "u nas żadnego kryzysu nie będzie i nikt nie będzie chciał odejść" ale da się ustalić jak działać, gdyby się to zdarzyło.

              To, co powyżej nie dotyczy IMO związków w których złamanie reguły jaką jest nie budowanie sobie tajnie analogicznej sytuacji z drugim człowiekiem jest wynikiem złamania wszystkich reguł przez "zdradzanego". Od psychopaty, dręczyciela dzieci, skrajnych toksyków etc (płci obojga) trzeba odchodzić tajnie, nie stawiając "honoru" wyżej nad bezpieczeństwo. Takim ludziom nic się nie ujawnia, bo to wrogowie. To co piszę IMO dotyczy związków, które się wypaliły i nie ma w nich uczucia, a nie sytuacji tragicznych.

              Szukanie kochanki, kochanka, jeżeli takie reguły się ustaliło w swoim małżeństwie, że wolno (różne typy otwartych związków, różne typy związków poliamorycznych, whatever) jest w porządku.
              Są też ludzie, którzy potrafią realizować jednocześnie małżeństwo i romans nie krzywdząc i nie zabierając zasobów emocjonalnych/wspólnych finansowych/czasowych ani z rodziny, ani z romansu i nie wynosić ich do drugiego układu. Są nawet tacy, którzy potrafią wybudować nowe zasoby w tych układach i np korzystać z tej nowej energii do obdarzania obu osób, z którymi są blisko.
              Np mąż, który z kochanką buduje sobie jakieś inne niż możliwe w domu poczucie sprawczości i na dzięki temu poczuciu lepiej realizuje potrzeby żony. Żona, która z intensywności przeżyć z kochankiem czerpie energię, którą wkłada w, dajmy na to, założenie firmy, która wywinduje dochody rodziny na odwiecznie wymarzony poziom.
              I tak to przecież niekiedy działa.
              W ogóle czasem romans jest dla małżeństwa ratunkiem- bo ludzie bez wyobraźni nie rozumieją ZANIM się zdarzy, że potrzeby drugiej osoby sa faktycznie realne. Czasem ludzie nie wierzą dopóki nie zobaczą. Mają latami podejście "dobra, dobra" do wszystkich delikatnych aluzji i jasnych postulatów od drugiej strony, a dopiero zobaczenie, że ktoś z boku jest gotowy to ich mężowi/ich żonie dać daje im do myślenia. Urealnia. Pokazuje, że mąż/żona nie ciosali kołków na głowie o coś dla hecy tylko mówili o swoim prawdziwym ja. I oto ktoś jest gotów dać im to, czego potrzebują, ot, bo tak. To może wzbudzić refleksję.

              Oczywiście ja wiem, że związki mają swoją dynamikę, frustracja w związków, które nie spełniają potrzeb, również ma swoją dynamikę. Tak więc teoria sobie, praktyka często sobie.

              Ale moim zdaniem ten startowy postulat od którego zaczął się wątek, że celem romansu jest nowe małżeństwo jest nielogiczny.
              Dla mnei to jest tak - jeśli się z kimś żenisz, wychodzisz za mąż, tworzysz konkubinat, wiążesz na stałe to masz odpowiedzialność za to by dobrze wybrać osobę, której DAJESZ w świetle prawa, społeczeństwa etc prawo do egzekwowania od Ciebie ustalonych wspólnie /i przez prawo/ form życia razem. W zdrowiu i w chorobie etc. Małżeństwo (formalne czy nie, nieważne) to jednak wspólnota obowiązków i wchodząc w to godzisz się na to, że naprawdę je wobec tej osoby masz. Nie tylko wtedy jak masz najlepszy nastrój, nie tylko wtedy jak ci to świetnie pasuje.
              Kochanek/kochanka to dla odmiany osoba, od której nic egzekwować nie masz prawa.
              I od ciebie też nie sposób .
              To są inne typy związków.

              I jaki sens ma rojnie sobie takich obrazków, że oh oh mój słodki Heathcliff będzie wkładał naczynia do zmywarki zupełnie inaczej i bardziej hot niż ten mój mąż tongue_out Albo mniemanie że każdy starszawy facet ganiający za młódkami ma żonę wstrętną sekutnicę i szuka od niej ratunku. Albo panowie wyobrażający sobie że jeśli ożenią się z kochanką to codziennie, co wieczór, będą sesje recytowania pornograficznych wierszy topless i w pończochach. Nie gotowi na jakże oczywiste rozczarowanko, że ta kobieta w swoim realnym życiu ma na takie sesje czas raz na tydzień i dalej będzie miała na to czas raz na tydzień, również jak nazwą ją żoną.
              To jest wg mnie niezdolność do zrozumienia, że ludzie nie są pionkami w szachach, które można wymiennie podkładać jeden za drugi.
            • obrotowy To Ty tak myslisz, inni mysla inaczej :) 13.09.16, 13:07
              3-mamuska napisała:
              Jesli człowiek w małzeństwie nie jest szczęśliwy ( a z założenia szczęśliwy czlowiek z żona nie szuka przygod , No ja tak mysle)


              To Ty tak myslisz, ale inni mysla inaczej smile
              Od lat tu pisze, ze czlek (niektory, przynajmniej smile
              potrzebuje zarowno stabilizacji, jak i (czasami) przygod.
              malzenstwo daje wlasnie te stabilizacje (gdy jest udane)
              - a mimo to - chce sie od czasu do czasu przygody.

              ERGO: Udane malzenstwo nie jest zadna gwarancja wiernosci.
              - jezeli ma sie charakter lubiacy czasem pofruwac smile
              • 3-mamuska Re: To Ty tak myslisz, inni mysla inaczej :) 13.09.16, 19:47
                obrotowy napisał:

                > 3-mamuska napisała:
                > Jesli człowiek w małzeństwie nie jest szczęśliwy ( a z założenia szczęśliwy cz
                > lowiek z żona nie szuka przygod , No ja tak mysle)
                >
                >
                > To Ty tak myslisz, ale inni mysla inaczej smile
                > Od lat tu pisze, ze czlek (niektory, przynajmniej smile
                > potrzebuje zarowno stabilizacji, jak i (czasami) przygod.
                > malzenstwo daje wlasnie te stabilizacje (gdy jest udane)
                > - a mimo to - chce sie od czasu do czasu przygody.
                >
                > ERGO: Udane malzenstwo nie jest zadna gwarancja wiernosci.
                > - jezeli ma sie charakter lubiacy czasem pofruwac smile



                No wiem wiem, tyle ze , co w sytuacji kiedy małżeństwo nie jest szczęśliwe, czyli w sumie brak stabilizacji awantury i wieczna wojna.
                To wlasnie taki człowiek czujący sie super w romansie, moze chcieć zmienić romans w cos stałego.
                Wtedy kiedy małżeństwo nie daje szczescia ani stabilizacji.
                Stad chceci zmiany.
                Bo po co ciagnąć cos niezbyt dla nas dobrego?

                To ze sa osoby które zdradzają dla
                Sportu to ja wiem, tylko ze wątek jest o tym ze jedno z kochanków chce zmian i z romansu przejść dalej, i jakie sa tego przyczyny.
                A przyczyny mogą byc takie ze romas daje szczęście a małżeństwo nie.
                • obrotowy niby tak, ale... 16.09.16, 14:23
                  3-mamuska napisała:
                  tylko ze wątek jest o tym ze jedno z kochanków chce zmian i z romansu przejść dalej,


                  oczywiscie moze byc i tak, jak Ty piszesz, to inna opcja...
                  - tylko, ze celowo jej nie poruszalem.

                  gdyz jezeli TYLKO JEDNA ze stron chce zmian - to znaczy, ze zmian nie bedzie.
                  • 3-mamuska Re: niby tak, ale... 16.09.16, 21:44
                    obrotowy napisał:

                    > 3-mamuska napisała:
                    > tylko ze wątek jest o tym ze jedno z kochanków chce zmian i z romansu przejść d
                    > alej,
                    >
                    >
                    > oczywiscie moze byc i tak, jak Ty piszesz, to inna opcja...
                    > - tylko, ze celowo jej nie poruszalem.
                    >
                    > gdyz jezeli TYLKO JEDNA ze stron chce zmian - to znaczy, ze zmian nie bedzie.

                    I tu sie mylisz niestety , kochanka moze doniesc zonie, a żona wywali misia z domu.
                    Wiec najlepszym rozwiązaniem jest zamieszkać u kochanki.
                    Wystarczy poczytać forum macochy, jakie sa z siebie dumne ze zagarnęły misia dla siebie.
                    I jeszcze narzekają na te wredne zony i pasierbów.

                    Jak juz pisalam ty miałeś romansy w latach, kiedy rozwód był piętnowany, piętnowane były tez kobiety które braly sie za żonatych, tak jawnie ,wiec było bezpieczniej. Teraz wszystkie chyty dozwolone.
                    • obrotowy Re: niby tak, ale... 17.09.16, 14:39
                      3-mamuska napisała:
                      kochanka moze doniesc zonie, a żona wywali misia z domu.

                      nie rozpatruje chamskich metod, ale byllbym zdziwiony, gdyby "Mis" zechcial zamieszkac
                      z terrorystka.

                      > Jak juz pisalam ty miałeś romansy w latach, kiedy rozwód był piętnowany,
                      piętnowane były tez kobiety które braly sie za żonatych

                      W Warszawie przez ten czas nic sie nie zmienilo, rozwod byl i jest rzecza smutna
                      - ale byl i jest normalnoscia.
                      a o "pietnowaniu" tez nigdy sie nie slyszalo.
                      - masz na mysli jakas wies w Polsce "B" ?
                      • 3-mamuska Re: niby tak, ale... 17.09.16, 15:44
                        obrotowy napisał:

                        > 3-mamuska napisała:
                        > kochanka moze doniesc zonie, a żona wywali misia z domu.
                        >
                        > nie rozpatruje chamskich metod, ale byllbym zdziwiony, gdyby "Mis" zechcial zam
                        > ieszkac
                        > z terrorystka.

                        Eh i tu sie myślisz, bo wielu panów ochoczo zmienia tylko pani do prania skarpetek.
                        A poza tym mozesz nawet nie wiedziec ze to ona.

                        > > Jak juz pisalam ty miałeś romansy w latach, kiedy rozwód był piętnowany,
                        > piętnowane były tez kobiety które braly sie za żonatych
                        >
                        > W Warszawie przez ten czas nic sie nie zmienilo, rozwod byl i jest rzecza smutn
                        > a
                        > - ale byl i jest normalnością.

                        Rozwód normalnością? Napewno nie.



                        > a o "pietnowaniu" tez nigdy sie nie slyszalo.
                        > - masz na mysli jakas wies w Polsce "B" ?

                        Nie ,nie ma wsi.
                        Ale w wojewódzkim mieście.

                        -----------------
                        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
            • karrioka Re: moje przemyslenia 13.09.16, 14:31
              Wiesz co ja sobie myślę, że jeszcze coś innego jest problemem i że to jest nieetyczne.

              To znaczy nieetyczne wg mnie jest zwodzenie kogoś, że Twoim CELEM jest stabilizacja, jeśli jest nim romans i odwrotnie, zwodzenie kogoś że Twoim CELEM jest romans, jeśli jest nim stabilizacja.
              Uważam, że dobrze jest mieć odwagę informowania uczciwie drugiej osoby o tym, niezależnie od układu. I odwagę postępowania zgodnie ze swoimi celami, jeśli druga osoba jest kłamczuszkiem. Pozostawanie u boku kłamczuszka i męczenie go o coś, co tylko nakłamał to strategia sadystycznego samobójcy i jest nietyczna również. Niezależnie czy ktoś kłamał, że się rozwiedzie i wejdzie w nowe stadło, czy ktoś kłamał, że układ bez zobowiązań jest wymarzonym.
              Wiemy to o sobie wcześniej niż powstaje układ. Jeśli jesteśmy zbyt tchórzliwi, by oferować prawdę to lepiej najpierw przepracować kompleksy, a potem wchodzić w relacje.

              Tak więc w wielu sferach uważam, że masz rację, Mamuśka, tzn rzeczy czasem dzieją się tak, jak opisujesz, ale wynika to albo z kłamstwa którejś ze stron, albo z późniejszej manipulacji by uzyskać to, co się chce, mimo, że nijak nie było tego w planach.

              Bo te emocje, o których piszesz, to każdy wie, że podlegają zasadzie "to też przeminie". Nie można budować życia na emocjach.
              • 3-mamuska Re: moje przemyslenia 13.09.16, 16:46
                Tak więc w wielu sferach uważam, że masz rację, Mamuśka, tzn rzeczy czasem dzieją się tak, jak opisujesz, ale wynika to albo z kłamstwa którejś ze stron, albo z późniejszej manipulacji by uzyskać to, co się chce, mimo, że nijak nie było tego w planach.

                Wiesz trudno oczekiwać prawdomówności i stabilności w decyzjach od osoby, ktora oszukuje zone/meza/dzieci i bierze kochanka.
                Taka osoba ,nie jest osoba godna zaufania i wchodząc w romans trzeba miec na uwadze "wszystko sie moze zdążyć"
                • karrioka Re: moje przemyslenia 20.09.16, 11:54
                  "Wiesz trudno oczekiwać prawdomówności i stabilności w decyzjach od osoby, ktora oszukuje zone/meza/dzieci i bierze kochanka.
                  Taka osoba ,nie jest osoba godna zaufania i wchodząc w romans trzeba miec na uwadze "wszystko sie moze zdążyć""

                  Tym bardziej przy takim założeniu trudno pojąć po co ktoś miałby przerabiać kogoś, kto, w jego opinii, nie sprawdza się w roli CUDZEJ żony/męża na własną żonę/męża. Żeby zaznać tego miodu pierwszoosobowo tongue_out?

                  Bo kupowanie każdej bajeczki i interpretowanie każdej sytuacji zgodnie z własnym myśleniem życzeniowym to to o czym pisałam gdzieś tam wyżej, samobójczy masochizm.
                  IMO w ogóle nie powinno się z nowym partnerem narzekać na przedawnionych eksów, a co dopiero na osobę, z którą się aktualnie żyje.

                  Jest różnica między informacjami które należy ujawniać, a zwykłym brakiem klasy
                  ("miałbym milion dolarów i podjazd dla kucyka, gdyby nie to, że ta suka to zawsze blablablabla" - jeśli ktoś wysłuchując takich rzeczy nie czuje zażenowania tylko rozkoszną chęć pomocy misiaczkowi/misiuni to ma jakiś problem ze sobą i kontaktem z rzeczywistością. Jeśli na dodatek upiera się przy związaniu się z kimś takim bardziej, to chyba dobrze mu tak. To przecież clou bycia masochistą, że komuś dobrze, gdy źle.)
        • karrioka Re: moje przemyslenia 13.09.16, 09:37
          "Nie chcą spędzać swiat wakacji sylwestra czy urodzin same, bo pan nie moze bo żona/dzieci."

          Tak BTW offtopowo to niezły musi być zbieg okoliczności w kalendarzu, żeby naprawdę nie móc spędzić z kochanką/kochankiem "wolnym" jego urodzin. Ludzi urodzonych w wigilię, sylwestra, ten sam dzień co mąż lub dzieci lub dajmy na to w święto zmarłych jest jednak statystycznie dużo mniej niż pozostałych tongue_out
          • 3-mamuska Re: moje przemyslenia 13.09.16, 19:41

            Tak BTW offtopowo to niezły musi być zbieg okoliczności w kalendarzu, żeby naprawdę nie móc spędzić z kochanką/kochankiem "wolnym" jego urodzin. Ludzi urodzonych w wigilię, sylwestra, ten sam dzień co mąż lub dzieci lub dajmy na to w święto zmarłych jest jednak statystycznie dużo mniej niż pozostałych tongue_out


            Nie nie pomyliłaś, nie chodzi ze urodziny ma w sylwestra czy w wigilie.
            Mam koleżankę ktora miała faceta, planowała nawet z nim dziecko bez jego wiedzy.
            Ale wlasnie kazdy weekend spędzała sama, wszystkie dni ustawowo wolne od pracy, wakacje i świta. Niby sie tłumaczył ze jeździ do corki.
            Tyle ze ona tej corki nie poznała przez 2 lata.
            I okazało sie po śledzeniu ,ze on ma zone w innym małym mieście.
            W tygodniu super ekstra związek, cudownie... Ale gdyby nie te wszystkie samotne dni to by sie nie zorientowała.
            • karrioka Re: moje przemyslenia 14.09.16, 01:44
              chodziło mi o to, ze dlaczego w święta ta samotność to ogarniam, ale dlaczego kochanek nie mógł się spotkać 5 czerwca, 7 listopada 16 lutego czy kiedy tam ma ona urodziny to już niejasne. To zwykłe dni, łatwo się w nie urwać

              A jak ktoś ma urodziny w wigilię to w takiej sytuacji podwójnie "pechowo" o to mi szło tongue_out
            • donmarek Re: moje przemyslenia 17.09.16, 08:53
              I powtórzę: dlatego romans tylko z osobą o podobnym statusie. Czy w małżeństwie. Czego skwapliwie przestrzegam.
    • donmarek Re: moje przemyslenia 13.09.16, 09:05
      Jeszcze raz, ja.
      Jest małżeństwo. I jest romans. Tak jak jest i ubiór: "do kościoła" i " na plażę". Tak długo, jak długo człowiek będzie miała EMOCJE, to i tak długo będzie i jedno i drugie. Czyli i małżeństwo i romans. Ważnym jest tylko by nie starać się tego połączyć czy zmieniać. Niech nadal tak trwa. Dzięki temu jest PRZYJEMNIEJ. wink i ciekawiej.
      • karrioka Re: moje przemyslenia 13.09.16, 09:29
        "Ważnym jest tylko by nie starać się tego połączyć czy zmieniać. Niech nadal tak trwa. Dzięki temu jest PRZYJEMNIEJ."

        Też tak myślę. Nie ma po co zmieniać czegoś, co działa dobrze na jakieś urojone "lepsze". To jest to co dzieci robią z farbami - sprawdzają czy da się zrobić kolor tęczowy mieszając wszystkie barwy. Wychodzi zawsze bura okropna breja.
        • 3-mamuska Re: moje przemyslenia 13.09.16, 19:51
          karrioka napisała:

          > "Ważnym jest tylko by nie starać się tego połączyć czy zmieniać. Niech nadal ta
          > k trwa. Dzięki temu jest PRZYJEMNIEJ."
          >
          > Też tak myślę. Nie ma po co zmieniać czegoś, co działa dobrze na jakieś urojone
          > "lepsze". To jest to co dzieci robią z farbami - sprawdzają czy da się zrobić
          > kolor tęczowy mieszając wszystkie barwy. Wychodzi zawsze bura okropna breja.


          Ale jeśli człowiek jest nieszczęśliwy w małzeństwie a romas daje szczęście , to znaczy ze ten układ małżeństwo /romas nie działa dobrze i nie jest nic urojone lepsze.

          Bo romas w tym wypadku jest fajny i lepiej byc z ta osoba codziennie niz użerać sie z nienawidzonych współmałżonkiem.
          • donmarek Re: moje przemyslenia 14.09.16, 12:17
            Nie ma jednego lekarstwa na wszystko! Każde małżeństwo i każdy romans jest inny. I każdy musi coś i o czymś zdecydować. W końcu po to mamy to coś w głowie. I musimy potrafić podejmować decyzje. Decyzje, które decydują nie tylko o nas samych.
    • dorota_w_krainie Re: moje przemyslenia 20.09.16, 00:06
      Jeżeli ktoś pakuje się w romansowanie z myślą, by przekuć to w stały i perspektywiczny związek (a dodajmy do tego jeszcze monogamiczny) - to również nie może się udać i ma duże szanse na pobudkę z ręką w nocniku.
      Jeżeli ktoś wydaje się w romansowanie, bo zależy mu na namiętności i adrenalinie - i tego nie ukrywa - to jest szansa na życie długie i szczęśliwe.
      • 3-mamuska Re: moje przemyslenia 20.09.16, 00:59
        Dorota masz racje.
        Choć w obu przypadkach mozna sie zakochać/ odkochać, zmienić zdanie i obudzić sie w ręka w nocniku.

        Równie dobrze ci co zdradzają mogą sie zaangażować i np.nie sa w stanie zrezygnować z kochanki nawet jeśli żona jest bliska odkrycia prawdy, lub juz wie.
        Czasem faceci obiecują zonie ze zerwa romas a potem i tak wracają.

        Niestety akurat romas jest tak nieprzewidywalny jak małżeństwo bo w grę wchodzą uczucia, a przy uczuciach ludzie zachowują sie głupio irracjonalnie.

        To ze akurat panom stałym bywalca forum nie przytrafiło sie zakochanie. To nie znaczy ze sie nie zdarza , albo byli tacy sprytni, po prostu szczescie albo po prostu nie potrafią kochać i nie wiedza co to miłość.

        Faktem jest ze zycie czasami nas zaskakuje.
        I mi sie niedobrze robi jak facet nowi ze kocha zone jest cudowna, a na boku idzie do lozka z inna, okłamując zone ze jest dłuzej w pracy.
        To zadna miłość czysty egoizm.

        A i uważam ze w takich sytuacjach powinni dać zonie tez wolność seksualna. Kredyt dzieci dom samochód i pies zycie.
        Lozko wolny wybór.
        I nie chodzi o sex sex to tylko czynność.
        Chodzi o kłamstwa które ukrywają/umożliwiają potajemne spotkania.

        Szczerze nie chciałbym byc kochanka, byc tylko zabawka, dla jakiegos egoisty.
        Który zostawi jak sie nacieszy.
        • donmarek Re: moje przemyslenia 20.09.16, 08:54
          Nie każdy romans to odskocznia od żony i nie każda kochanka to zabawka. Dwukrotnie tak miałem. Raz 15 lat, do czasu aż moja przyjaciółka/kochanka wyemigrowała z kraju z rodziną. I obecnie, już ponad 10 lat, gdzie dochodzi jeszcze odległość między nami - ponad 400 km. I w obydwu przypadkach stroną inicjującą związek były kobiety. Nie wiem czy jest w tym też miłość. Ale coś poza fizycznym pociągiem, pożądaniem jednak musi być. Tylko co ???
          • 3-mamuska Re: moje przemyslenia 20.09.16, 10:00
            donmarek napisał:

            > Nie każdy romans to odskocznia od żony i nie każda kochanka to zabawka. Dwukrot
            > nie tak miałem. Raz 15 lat, do czasu aż moja przyjaciółka/kochanka wyemigrowała
            > z kraju z rodziną. I obecnie, już ponad 10 lat, gdzie dochodzi jeszcze odległo
            > ść między nami - ponad 400 km. I w obydwu przypadkach stroną inicjującą związek
            > były kobiety. Nie wiem czy jest w tym też miłość. Ale coś poza fizycznym pocią
            > giem, pożądaniem jednak musi być. Tylko co ???
            >

            Jeśli nie kazdy romas to odskocznia od zony i zabawka to co???
            I czemu wciąż tkwiłeś przy zonie? Skoro miałeś kogoś bliskiego?
            Dla mnie jest to uczuciowo dziwne, zeby przywiązywać sie do drugiej osoby. Wtedy ta żona jest na boku i zastanawiam sie po co ciagnąć takie chłodne w stosunkach i uczuciach małżeństwo.
            • donmarek Re: moje przemyslenia 21.09.16, 08:24
              Nie wiem. Po prostu nie wiem! Mówię tylko jak to jest ze mną. Gdybym zaczął to analizować, przeglądać, rozdrapywać ...... być może wszystko by się rozleciało. A tak, podchodzę do tego pragmatycznie, jest mi dobrze, więc po co to zmieniać!
              Zimny drań, łobuz? Być może. Ale już się nie zmienię. Z racji mojego wieku chociażby. wink
        • karrioka Re: moje przemyslenia 20.09.16, 12:39
          " i uważam ze w takich sytuacjach powinni dać zonie tez wolność seksualna. " zgoda!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka