Dodaj do ulubionych

Tytul profesora dla pracownika PAN?

IP: *.konst.silesianet.pl 13.01.04, 17:19
Zgodnie z etymologia slowa "profesor" jest to nauczyciel publiczny. Pracownik
naukowy uczelni jest jak najbardziej rownoczesnie nauczyielem, bo ksztalci
studentow. Podobnie tytulu profeosora uzywac moga takze nauczyciele szkol
nizszych. A co uprawnia do uzywania tytulu profesora pracownika PAN, nie
prowadzacego zadnych zajec dydaktycznych? Jesli ostatecznie zgodzimy sie, ze
uprawnia go do tego promowanie doktoratow, to ustalmy sensowna ich ilosc tak,
by bylo to porownywalne z praca na uczelni. Proponuje by pracownik PAN
ubiegajacy sie o tytul profesora, nie prowadzacy zajec dydaktycznych na
uczelni, wypromowal wczesniej 7 prac doktorskich.
r
Obserwuj wątek
    • Gość: gość Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 16.01.04, 10:41
      Najbardziej w tego typu postulatach bawi mnie nacisk kładziony na ilość, a nie
      na jakość (bo policzyć każdy głupi umie, a do oceny jakości potrzeba jeszcze
      kompetencji merytorycznych). To samo dotyczy zresztą kwestii oceny publikacji
      naukowych czy czasu pracy (z własnego doświadczenia wiem, że przygotowanie 90
      min. zajęć może czasem kosztować kilka dni ciężkiej pracy, a niekiedy nie
      wymaga w zasadzie żadnego wysiłku). Jeśli chce się krytykować istnienie PAN,
      przydałyby się jakieś mniej demagogiczne argumenty (piszący te słowa nie jest
      pracownikiem PAN, żeby nie było wątpliwości).
      • Gość: rymarz Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.konst.silesianet.pl 17.01.04, 13:37
        Nie o to chodzi ile czasu spedza pracownik dydaktyczny przygotowujac wyklad czy
        cwiczenia. Nie o tym tu mowa. Problem jest prosty. Slowo "profesor"
        oznacza "nauczyciel publiczny". Pracownik PAN, nie prowadzacy zajec
        dydaktycznych, nie jest nauczycielem publicznym. Jest nim m.in. nauczyciel
        szkoly podstawowej, sredniej czy uczelni. Przedmowca zarzucajac demagogie sam
        uprawia ja w sposob skrajny.
        • Gość: gość Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 20.01.04, 14:30
          Słowa oznaczają to, co oznaczają. Licea nie są na ogół zlokalizowane w gajach
          Lykejosa, a do lekarzy zwracamy się per pan/pani doktor niezależnie od tego,
          czy mają doktorat nauk medycznych. "Profesor" to w Polsce tytuł naukowy [nie
          dydaktyczny!] (używany też tradycyjnie wobec nauczycieli w wielu szkołach
          średnich), a ostatnio także nazwa stanowiska (profesor nadzwyczajny na
          uczelni). Demagogia polega na tym, że pod pretekstem etymologicznym próbuje się
          uderzyć w prestiż naukowców z PAN. Oczywiście można się domagać likwidacji
          profesury w ogóle lub PAN w ogóle, albo też zaostrzenia kryteriów przyznawania
          tytułu czy przyjmowania do pracy w PANowskich instytutach - i wiele osób, także
          ze środowiska naukowego, prowadzi w tej sprawie zażarte dysputy, ale to trochę
          inna sprawa. A co do "nauczania publicznego", to naukowcy z prawdziwego
          zdarzenia (obojętne czy z PAN, czy z uczelni, czy skądinąd) publikują wyniki
          swoich badań i to jest ich wkład w poszerzanie wiedzy (jak najbardziej
          publicznej, pisma naukowe są dostępne w bibliotekach). Ale właśnie
          słowo "nauczanie" odrywa się wyraźnie od swego źródłosłowu - mówiąc o
          nauczycielu mamy często na myśli pana od geografii, a nie kogoś kto ma
          jakikolwiek związek z nauką. I tu zataczamy kółko i wracamy do odwiecznego
          (dość poczytać dialogi Platona) rozdźwięku między językiem a znaczeniem.
          • Gość: rymarz Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.konst.silesianet.pl 20.01.04, 16:13
            Za encyklopedia powszechna:
            Profesor:
            1) tytuł naukowy nadawany za osiągnięcia naukowo-dydaktyczne pracownikom szkół
            wyższych oraz placówek naukowo-badawczych; w szkołach wyższych wyróżnia się
            stanowiska: profesora nadzwyczajnego (niższe) i profesora zwyczajnego (wyższe).
            2) Tytuł przysługujący nauczycielom szkół średnich zgodnie z Kartą praw i
            obowiązków nauczyciela.
            Przypatrzmy sie p.1. "Osiagniecia naukowo-dydaktyczne". A jakiez to osiagniecia
            dydaktyczne ma pracownik PAN nie prowadzacy zadnych zajec dydaktycznych? I
            gdzie w moim poscie przedmowca widzi uderzenie w prestiz naukowcow z PAN? Zycze
            im ze zbierali nagrody Nobla co roku. By konkurowali merytorycznie z
            nowoczesnymi osrodkami zachodnimi. Tak sie zdobywa prestiz, a nie przez
            sztuczna tytulomanie. Prestiz czesci "naukowcow" w Polsce polega na ich
            przewadze formalnej nad innymi, a nie merytorycznej. W Polsce, bo w
            merytorycznym zetknieciu z prawdziwie prestizowymi osrodkami zachodnimi, bledna
            w sposob zenujacy. Chodzi o rzecz formalna. Nie prawda jest bowiem, ze profesor
            to tytul naukowy. Zgodnie z definicja jest to tytul naukowo-dydaktyczny, ze
            wskazaniem na dydaktyke, zgodnie z etymologia slowa. Co do rozdzwieku jezyka ze
            znaczeniem to mamy go az nadto w slowie mowionym i pisanym. Czyzby przedmowca
            byl propagatorem tego? Bedzie sie na zylo lepiej gdy bedziemy przestrzegali
            innego hasla "tak niech tak znaczy, nie - nie".
            r


            • Gość: gość Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 22.01.04, 14:23
              Nie widzę nic nielogicznego w postulatach skasowania PAN (i z niektórymi
              argumentami w tej sprawie się zgadzam, choć nie do końca z konkluzją). Jeśli
              już kasować profesurę jako naukowy tytuł belwederski, to wszystkim równo - i
              zostawić profesurę jako stanowisko, tak jak to jest w wielu krajach. W mojej
              dziedzinie (matematyka) PAN nie ma się czego wstydzić, a i współpraca naukowa
              między Instytutem Matematyki PAN a Uniwersytetem Warszawskim układa się
              świetnie i bez specjalnych zgrzytów (od pewnego czasu nawet wspólnie organizują
              nabór na studia doktoranckie). Cieszę się, że dobrze odczytałem niechęć Rymarza
              do PAN pod płaszczykiem troski o etymologię - ale takie anse naprawdę lepiej
              artykułować wprost, bo wtedy można o czymś dyskutować. Argument ze "złego
              nazywania się" nie jest wiele lepszy niż argument ze "złego pochodzenia"
              (przecież PAN komuna założyła!).
              • Gość: rymarz Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.konst.silesianet.pl 28.01.04, 00:56
                Nie czuje niecheci do PAN, czuje niechec do naduzywania pojec. W PAN pracuja
                wybitni naukowcy, uprawiajacy rzeczywista nauke. Jest ich jednak niewielu i sa
                to z reguly ci, ktorzy rownoczesnie przekazuja swoja wiedze mlodym. Nie widze
                zadnych formalnych przeszkod do uzywania przez nich tytulu czy piastowania
                stanowiska profesora. Ale, na mily Bog, jakim prawem uzywaja tego tytulu
                ludzie, ktorzy nigdy i nigdzie nie uprawiali dydaktyki? A dochodzi do tego, ze
                to oni wlasnie ostatecznie decyduja o szkolnictwie wyzszym, zasiadajac m.in.
                np. w CK. Pomysl zlikwidowania tytulu profesora i pozostawienia stanowiska
                profesora nie jest najgorszy, ale problem pozostaje. Przeciez obecnie w PAN,
                procz tytulu, sa takze stanowiska profesorskie. To istna paranoja. Moja
                propozycja jest nastepujaca. Tym naukowcom, ktorzy z jakichs powodow, nie
                prowadza zadnych zajec dydaktycznych (zarowno w PAN jak i na uczelni)
                przydzielac stanowisko docenta. Pozostalym, profesora.
                Co do PAN jako takiego, to rozsadnym rozwiazaniem bylaby jego likwidacja i w to
                miejsce powolanie uniwersytetu skupiajacego wybitne jednostki lub tez
                zatrudnienie czesci naukowcow z PAN w uczelniach. To oczywiscie musialoby sie
                wiazac z gruntowna przebudowa calej struktury nauki polskiej czyli praktycznie
                z masowymi zwolnieniami takze w uczelniach. Jest to jednak nieuniknione jest
                nie chcemy by placowki naukowe w Polsce byly przytulkami. I znowu na mysl
                przychodzi PAN, gdzie gros samodzielnych pracownikow naukowych, a takze
                dyrektorow, to emeryci, blokujacy dostep mlodym absolwentom. Znam przyklady
                gdzie mlodzi absolwenci, ze srednia ocen ze studiow 4.8, nie znalawszy
                zatrudnienia ani w uczelni ani w PAN, znalezli je w sklepie sprzedajacym
                telefony komorkowe, w szpitalach jako salowe... A emeryci w PAN trzymaja sie
                mocno, i wzajemnie.

    • Gość: prosekutor Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 13:42
    • Gość: prosekutor Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.04, 13:45
      Rozumiem, ze chodzi tu o formalizm. Jesli w ludzie z PAN nie ucza, to z jakiej
      okazji nosza tytul profesora?
      • Gość: dysydent Re: Tytul profesora dla pracownika PAN? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 20.01.04, 18:06
        Profesor to powinno być stanowisko dla tych co ucza prawdy i naprawdę.
        Profesor PAN to nieporozumienie, tak jak nieporozmieniem jest PAN w strukturze
        nauki .
        Najwyższy czas zmienić strukture nauki i edukacji.
    • Gość: rymarz Rozwiazac PAN IP: *.konst.silesianet.pl 20.01.04, 16:23
      Tekst, niestety, urwany
      ________________________________

      Cezary Wójcik

      Rozwiązać PAN

      Nie stać nas na utrzymanie i obsadzenie wszystkich istniejących
      obecnie uczelni i instytutów

      Ogłoszenie przez rząd projektu tzw. reformy nauki wywołało gorącą dyskusję w
      środowisku uczonych i odbiło się echem w mediach publikujących niektóre ich
      wypowiedzi. Głównym założeniem rządowego projektu jest centralizacja decyzji i
      ograniczenie roli wybieralnych przedstawicieli środowiska naukowego w
      przyznawaniu środków na badania. Biorąc pod uwagę poziom merytoryczny ogółu
      polskich naukowców, nie byłby to może nawet najgorszy pomysł, gdyby nie fakt,
      że zamierza się zastąpić obecny niezbyt wydolny system scentralizowanym
      rozdawnictwem środków według arbitralnych decyzji ministra. Tymczasem sytuacja
      w polskiej nauce jest dramatyczna i wymaga radykalnych działań.

      Z Polski ucieka kolejne pokolenie młodych uczonych.

      Poczuwam się do obowiązku zabrania głosu w toczącej się dyskusji w imieniu
      własnym i wielu moich kolegów. Mam w tej chwili
      34 lata, obroniłem w Polsce doktorat i zdobyłem rok temu habilitację w
      dziedzinie nauk medycznych, otrzymałem nagrodę premiera i nagrodę Polskiej
      Akademii Umiejętności, opublikowałem ponad 50 prac naukowych w języku
      angielskim, jestem współautorem dwóch podręczników, byłem stypendystą UE i
      rządu niemieckiego, pracowałem naukowo rok w Heidelbergu, cztery miesiące w
      Lyonie, rok w Nowym Jorku itd., itp. Moja pensja jako adiunkta Akademii
      Medycznej w Warszawie wynosi brutto około 1,3 tys. zł. Od trzech lat jestem
      więc na bezpłatnym urlopie naukowym i pracuję w Szkole Medycznej na
      Uniwersytecie Teksasu w Dallas jako Visiting Research Professor, zarabiając 15
      razy więcej. A jest to bardzo skromne wynagrodzenie w porównaniu z tym, co
      zarabia się w Ameryce na wyższych szczeblach naukowej kariery.
      Polska nauka starzeje się i umiera, pogłębiając przepaść cywilizacyjną dzielącą
      nas od rozwiniętych krajów. Niewielkie sumy pieniędzy przeznaczane z budżetu
      państwa na naukę i szkolnictwo wyższe są w większości marnotrawione, gdyż ich
      obecne wykorzystanie przypomina podawanie kroplówki śmiertelnie choremu
      pacjentowi, co jedynie przedłuża agonię, lecz nigdy nie doprowadzi do jego
      wyleczenia. Potrzebne są bardzo radykalne rozwiązania prowadzące do zmiany
      obecnego systemu odziedziczonego w spadku po latach realnego socjalizmu. Jeżeli
      naprawdę szybko nie zrobimy czegoś, by poprawić sytuację, to pacjent - czyli
      polska nauka - umrze. Nieszczęściem dla nauki i szkolnictwa wyższego jest to,
      że inwestowanie w te dziedziny nie daje natychmiastowych korzyści, które dla
      decydentów przekładałyby się na głosy wyborców. Niemniej jednak inwestycje te
      prowadzą powoli i nieustannie do wzrostu poziomu cywilizacyjnego kraju oraz do
      wzrostu konkurencyjności jego gospodarki na rynku światowym, a co za tym idzie,
      do rozwoju gospodarczego i wzrostu dobrobytu obywateli.
      Podstawową cechą współczesnej nauki jest jej całkowta globalizacja. Naukowiec
      jest obecnie bardziej niż kiedykolwiek kosmopolitą i może pracować wszędzie - w
      Nowym Jorku, Warszawie czy Tokio. Szukając miejsca pracy, naukowiec - tak jak
      każdy normalny człowiek - kieruje się własnym, egoistycznym interesem i wybiera
      to, gdzie ma zapewnione najlepsze warunki do pracy oraz godne wynagrodzenie i
      warunki życia. Każdy naukowiec staje do morderczej walki i konkurencji z
      pozostałymi naukowcami z całego świata. Wygrywa ten, kto pierwszy uzyska i
      opublikuje wyniki. Taki sukces przyciąga do danego naukowca więcej pieniędzy na
      badania oraz więcej młodych zdolnych adeptów. Przekłada się to na dalsze
      przyspieszenie badań i prowadzi do nowych odkryć. Konkurencja, pęd do odkryć i
      zwykła pasja badawcza powodują, że uczeni są pracoholikami poświęcającymi
      różnym zajęciom związanym z nauką większość swego życia. Dobre uczelnie, takie
      jak Uniwersytet Teksasu w Dallas, gdzie pracuję (jedna z dziesięciu najlepszych
      uczelni medycznych w USA, czterech laureatów nagrody Nobla na kampusie),
      przyciągają zdolnych uczonych nie tylko biernym ogłaszaniem swojej oferty, lecz
      poprzez aktywną rekrutację z "podkradaniem" naukowców z mniej atrakcyjnych
      uczelni włącznie.
      Wszystko to upodabnia zawód naukowca do zawodu menedżera pracującego dla
      międzynarodowych korporacji. Podobieństwo to nie kończy się na jego
      pracoholizmie, kosmopolityzmie i związanej z tym mobilności, lecz wiąże się z
      samym systemem finansowania, co najlepiej widać w USA.

      Nie wystarczy być zdolnym i mądrym.

      Naukowiec musi przekonać finansujące badania instytucje (prywatne i państwowe)
      za pomocą skutecznie napisanych projektów badawczych (tzw. grantów), że warto
      te badania finansować. W grantach oprócz wykazania się wiedzą należy
      przedstawić szczegółowy biznesplan przedsięwzięcia. Jeżeli się uda uzyskać
      środki finansowe, to naukowiec musi następnie dobrać i zatrudnić personel,
      wybrać odpowiedni sprzęt, pokierować badaniami i wreszcie odpowiednio te
      wyniki "sprzedać", czyli jak najlepiej opublikować. Od tego zależy, czy
      dostanie pieniądze w kolejnym cyklu przyznawania grantów. Nie jest to system
      doskonały, gdyż wymaga pracy w ciągłym napięciu i niepewności jutra. Może
      niekiedy promować ludzi mających duże uzdolnienia menedżerskie przy dość
      kiepskich podstawach naukowych lub odwrotnie, utrudniać życie wybitnym uczonym,
      którzy są bezradni w zarządzaniu. Niemniej jednak nie wymyślono jeszcze niczego
      lepszego, system ten przynosi bowiem doskonałe rezultaty i stanowi o potędze
      amerykańskiej nauki.
      Jak na tym tle wypada atrakcyjność oferty pracy składanej naukowcom przez
      polskie uczelnie i instytuty naukowe? Niech to pozostanie pytaniem retorycznym.
      W polskiej nauce zdecydowaną większość stanowią ludzie, którzy w ogóle nie są
      konkurencyjni na rynku światowym i wegetują w kraju na obrzeżach gospodarki
      rynkowej w swoistym postkomunistycznym skansenie. Cały dorobek polskiej nauki
      tworzy garstka wybitnych ludzi z różnych względów niemogących lub niechcących
      przyjąć ofert pracy składanych im przez zagraniczne uczelnie. Chwała im za to,
      lecz jest ich za mało, a na dodatek ich pracę nieustannie utrudnia większość
      utytułowanych polskich "naukowców", dla których ich osiągnięcia są solą w oku.
      Niestety, demokratyczny system wyboru władz na uczelniach daje głos właśnie tej
      beznadziejnej większości "naukowców". Ich wizja poprawy polskiej nauki
      sprowadza się do postulatu zwiększenia środków na naukę, tak by mogli
      sprawiedliwie i demokratycznie powiększyć swoje marne pensje, nie dając jednak
      nic w zamian. Na przykład w jednej z polskich akademii medycznych przez kilka
      lat przewodził senackiej komisji ds. nauki profesor wymieniony na jednym z
      pierwszych miejsc w rankingu polskich naukowców tygodnika "Wprost". Próbował on
      wprowadzać pewne zmiany systemu rozdzielania środków, premiujące tych, którzy
      mają jakieś osiągnięcia naukowe. Trudno się więc dziwić, że demokratycznie
      wybrany senat uczelni utrącił nawet zgłoszenie jego kandydatury na kolejną
      kadencję, a na przewodniczącą komisji nauki wybrano jedynie słuszną kandydatkę
      zgłoszoną przez rektora - panią profesor, która publikuje prace jedynie w
      czasopismach krajowych, i to głównie w języku polskim. Nie muszę przekonywać,
      że takie publikacje na świecie zupełnie się nie liczą. Z takimi ludźmi nie da
      się naprawić polskiej nauki.
      Jedynym rozwiązaniem prowadzącym do naprawy polskiej nauki jest

      bolesna zmiana systemowa,

      podobna do tej, jaką przeprowadzono w byłej NRD po zjednoczeniu z Niemcami
      zachodnimi. Poznałem dokładnie te przemiany podczas rozmów z obecnym dyrektorem
      jednego z instytutów na Uniwersytecie Humboldta w dawnym Berlinie wschodnim. Z
      dnia na dzień zwolniono tam wszystkich pracowników uczelni, przeprowadzono
      gruntowny remont pomieszczeń i zakupiono nowoczesną aparaturę, po czym
      ogłoszono na wszystkie stanowiska konkurs. Nad jego wyn
      • Gość: michal_pilot Re: hmmmmmmm IP: *.arc.nasa.gov 28.01.04, 01:26
        bardzo to ciekawe i chyba oczywiste. A czy to wzytko nie sprowadza sie do tego
        ze jakby na to nie patzryc to Polska jest ubogim kraikiem ?
        • Gość: rymarz Re: hmmmmmmm IP: *.konst.silesianet.pl 01.02.04, 11:57
          Przede wszystkim ubogim moralnie, a bogatym w korupcje, zlodziejstwo i
          nieprzestrzeganie prawa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka