andrew.wader
19.05.13, 13:58
Jak wiadomo przed tygodniem W Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej" opublikowano artykuł prof. Jana Hartmana pt. "Szkół nie da się zreformować. Trzeba je zamknąć".
Dla nie wprowadzonych w dyskusję (a trzeba przyznać że prof. J. Hartman ma talent do kładania "kija w mrowisko" ) - część jest dostępna pod.:
wyborcza.pl/magazyn/1,132518,13932054,Kto_do_szkoly__kto_do_lopaty.html
Ponieważ nie wiem czy ten tekst wkrótce aby nie zniknie – wklejam w P.S. fragmenty. Ponieważ kiedyś (30.01.2011 r.) otwarłem .:
forum.gazeta.pl/forum/w,32,121548501,121548501,Podejmujacy_studia_nie_wiedza_niemal_nic_Hartman.html
który był także wynikiem "stymulowania" dyskusji przez prof. J. Hartmana – więc zabieram głos, gdyż biorę udział w procesie dydaktycznym ..i obserwuję młodzieńców z rodziny
(jeden kończy Ogólniak, drugi – chce się starać ponownie na architekturę .. a z automatyki i robotyki po 1 semestrze zrezygnował).
Mój głos w dyskusji zacznę od cytatu z wywiadu p.t..: "W cierpieniu wszyscy jesteśmy tacy sami". Z Joanną Fabicką, pisarką, autorką książki "Second Hand". Jest dostępny tylko początek pod.:
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,13907586,Jak_stracic_znajomych.html
W treści w/w wywiadu znalazłem zdanie.: "Dzisiaj młodzi ludzie muszą bardzo walczyć by nie zostać debilami". Joanna Fabicka opisuje zresztą swoją walkę o to bardzo barwnie..
Otóż powiem w tym momencie tak.: Oj ! widzę że po takich udoskonaleniach organizacji społeczeństw, jakie proponuje prof. J. Hartman, to ta walka - wtedy – już tylko niektórych, nielicznych młodych ludzi - będzie jeszcze trudniejsza.
Całość zagadnienia sprowadza się według mnie do próby odpowiedzi na pytanie.: Czy jest możliwe ustalenie i sformułowani rodzaju kanonu, syntetycznego podsumowanie najważniejszych wyników "poznanie ludzkiego – w tym nauki" - tak aby mieściło się to w ramach ilości godzin dostępnych dla nauczanie w szkołach (gimnazjach i liceach).
Wielu dyskutantów szybko za Hartmanem będzie twierdziło, że w współcześni, wobec narastania ilości wiedzy (wszelakich wytworów kultury) - > kanon taki nie istnieje.. "wyciąg najważniejszych spraw" ..nie jest możliwy, wobec czego każdy będzie miał w przyszłości inną wiedzę.
Takie stanowisko jest bzdurne. Osobiście uważam, że choćby nie wiem jak wielka była "góra spisanej" już wiedzy zawsze da się zakreślić to co ma wejść w zakres "streszczenia". To właśnie "streszczenie" trzeba wykładać w szkołach, a nie likwidować je.
Skasowanie podstaw porozumiewania się ludzi w oparciu o ów kanon będzie bardzo groźne dla "zagubionych we mgle" młodzieńców .. oraz jakichkolwiek prób zarządzania sprawami społeczeństwa – gdyż argumentacja .."np za klonowaniem zarodków ….lub przeciwko " lub np. "czy tak powinno być aby Myriad Genetics miała patenty na gen BRCA1.." nie będą już zrozumiałe. ~ Andrew Wader
P.S.
["… Czy klasa umarła?
''Szkół nie da się zreformować. Trzeba je zamknąć'' - napisał w zeszłym tygodniu filozof Jan Hartman, profesor UJ. Jego zdaniem ''szkolnictwo powszechne w obecnym kształcie jest XIX-wiecznym przeżytkiem''. To system, który produkuje e absolwentów ignorantów. Wiedza wtłaczana im do głów i sprawdzana w formie testów to zdaniem Hartmana ''breja ulepiona z przypadkowych i mało pożywnych składników'', czyli wiadomości ''obojętne i nieprzydatne, które nie czynią nas mądrzejszymi ani nie ułatwiają życia'', a sama szkoła to ''bastion drobnomieszczaństwa i filisterstwa, wszelkiej dulszczyzny i oportunizmu''. W czasach błyskawicznych zmian cywilizacyjnych, internetu i demokracji szkoła w obecnym kształcie to zdaniem Hartmana przeżytek. Młodzi ludzie uczą się poza nią, przychodzą do niej wyłącznie w celach towarzyskich.Hartman: ''Mam nadzieję, że w ciągu tego stulecia obowiązkowe szkoły powszechne znikną. Szkoły staną się dobrowolne i zmienią się w instytucje samouczenia się pod kierunkiem nauczycieli pomagających dobierać odpowiednie środki i materiały tym, którzy uczyć się pragną i mają po temu jakieś predyspozycje''. Czego uczyć w takich szkołach? Hartman proponuje:
*By człowiek umiał myśleć logicznie, trzeba go uczyć logiki. *By liznął mądrości, potrzebuje trochę filozofii. *Skoro ma być obywatelem, trzeba go uczyć podstaw prawa. *Skoro tak strasznie chce żyć sto lat w zdrowiu i seksie, trzeba go uczyć elementów medycyny. *Skoro chce mieć dużo pieniędzy, niechaj się dowie, skąd się bierze bogactwo i bieda. Tekst Hartmana poruszył publicystów i czytelników
* Robert Siewiorek: ''Szkoła musi buntować''
* Marek Beylin: ''Skąd ta pogarda?''
* Wojciech Orliński: ''Żeby człowiek nie błądził''
* Głosy czytelników: ''Pan mnie zna. Ja tego nie czytam, wystarczą streszczenia''
''Każdy, kto ma styczność z młodzieżą, wie przecież aż za dobrze, jak zatrważająca jest jej ignorancja'' - ogłosił Jan Hartman. To może poprawić edukację? Nie da się, ''internet w każdej sprawie uwiadomi obywatela szybciej, skuteczniej i znacznie kompetentniej niż szkoła. Szkoła przestała być potrzebna''.
***
Prawda? Nie, tylko część prawdy, bo wbrew przyjmowanemu w całym tekście założeniu główną funkcją szkoły nie jest już przekazywanie wiadomości. Nawet najbardziej mainstreamowi eksperci głoszą, że szkoła ma kształcić umiejętności m.in. po to, by młodzi poradzili sobie z zalewem informacji. W UE wymienia się ich osiem: porozumiewanie się w języku ojczystym i językach obcych; kompetencje matematyczne, naukowo-techniczne i informatyczne; także społeczne i obywatelskie; inicjatywność i przedsiębiorczość; świadomość i ekspresja kulturalna oraz umiejętność uczenia się, i to przez całe życie.
Amerykański ''Ruch edukacji XXI wieku'' mówi o czterech ''K'': krytycznym myśleniu i rozwiązywaniu problemów, kreatywności, komunikowaniu się i kooperacji, a także o kompetencjach informacyjnych i medialnych oraz umiejętnościach życiowych i zawodowych (elastyczność, samodzielność, odpowiedzialność, przywództwo).
Nowe myślenie nie przebija się łatwo, ale powoli zmienia szkoły. Co w tym przeszkadza? Hartmana to głębiej nie interesuje, causa finita. Szkoła to rupieciarnia, teatrzyk, kołtuństwo, sen pijanego szaleńca, pulpa, breja Zasługuje co najwyżej na prześmiewczy paszkwil. Egzaminy testowe na przykład autor ośmiesza jako kolejną ''zabawę w uczenie się i zdawanie''. A rzecz jest poważna, bo to właśnie egzaminy glajszachtują edukację. Nawet najbardziej twórcza nauczycielka poświęca mnóstwo czasu na ćwiczenie testów szóstoklasisty, gimnazjalisty, maturzysty. Może powinny być dobrowolne jak w Finlandii? Na pewno należy je poprawić, by nie sprawdzały, czy ktoś zna wzór na zamianę energii kinetycznej w cieplną, ale raczej - czy rozumie, dlaczego wodospad jest cieplejszy na dole.
Dezawuowane przez Hartmana testy PISA (''Jeśli pokazują, że nie jest [u nas] źle, to tym gorzej dla testów'') mogą być tu inspiracją: nie sprawdzają szczegółowej wiedzy, zwłaszcza że w każdym kraju dzieci uczą się różnych rzeczy. Badają, czy uczniowie potrafią rozumieć świat, stawiać pytania, rozwiązywać problemy.
Hartman lekceważąco pisze, że szkoła ''pełni dziś wyłącznie funkcję społeczną''. Wyłącznie! A przecież szkoła to właśnie życie w grupie, na dobre i na złe uczenie się bycia z innymi. Inna rzecz, że praca w zespole, zarówno uczniów, jak i nauczycieli, to polska słabość. .... te nieszczęsne testy pomagają dzielić uczniów na lepszych i gorszych.
Co akurat Hartmanowi musi odpowiadać, uwielbia bowiem pastwić się nad ''większością ignorantów''. Ogłasza np.,