pomruk
12.07.14, 20:50
W roku 2007 grupa prof. D. Lorimera z USA, analizując zarchiwizowane obserwacje australijskiego radioteleskopu w Parkes odkryła niezwykłe zjawisko: silny impuls radiowy trwający jedynie 5 milisekund. Jej zdaniem pochodził z odległości miliardów lat świetlnych, musiał być więc spowodowany bardzo energetycznym zjawiskiem. Przez pewien czas ten dziwny "impuls Lorimera" był jedynym znanym fenomenem tego rodzaju. Później sprawy zaczęły się komplikować. Odkryto dalsze impulsy, lecz obserwował je - z wielu ziemskich radioteleskopów - jedynie radioteleskop w Parkes! Dla części wykazano - jak się zdaje - ziemskie pochodzenie, sprawy nie traktowano więc specjalnie poważnie, mimo że dla kilku wykazywano pochodzenie z głębi Kosmosu (na podstawie dyspersji fal radiowych, jakiej ulegają one przychodząc z wielkich odległości).
I oto przełom: po raz pierwszy bardzo podobny impuls zaobserwował radioteleskop w Arecibo. Również z wyraźną dyspersją, wskazującą na to, że impuls przyszedł spoza naszej Galaktyki. Mamy więc najwyraźniej obserwację nowego zjawiska astrofizycznego, zjawiska ze względu choćby na energię i czas bardzo interesującego. Co więcej, obecne oceny prawdopodobieństwa zaobserwowania takiego zjawiska wykazują, ze może one być częste!
Sposób, w jaki powstają impulsy (obecnie nazywane FRB, Fast Radio Burst) jest całkowitą zagadką. Napotkałem takie hipotezy: blitzary (gwiazdy neutronowe, które zapadają się w czarne dziury, gdy wyhamują swoja rotację), koalescencja (zlanie się w jedno) dwu gwiazd neutronowych, moment wyparowania czarnej dziury, rozbłyski w magnetarach (gwiazdach neutronowych z b. silnymi polami magnetycznymi) no i na koniec - działalność obcych cywilizacji :)
Być może radioastronomia odkryła coś na miarę dawnych odkryć - kwazarów i pulsarów...
phys.org/news/2014-07-radio-burst-discovery-deepens-astrophysics-mystery.html