Dodaj do ulubionych

PORTAL GENETYCZNIE ? MODYFIKOWANY

IP: *.autocom.pl 07.01.05, 10:35
Do wczoraj tekst Rektora UW Czy naprawdę szkoły przekrętów? był dostępny w
internecie pod adresem serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2461098.html
Na forum toczyla się dyskusja na ten temat. Wczoraj po godz 21.33 -
umieszczenie wpisu 'Jaselka akademickie z rektorem UW w roli Heroda' w 2
częściach a przed godz. 22.56 wpis agnieszki na temat modyfikcji portalu
tekst Rektora UW znanego genetyka został usuniety a pod adresem
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=18819650 gdzie przeniesiono
dyskusje na temat tekstu Rektora wstawiono inny tekst Kobiety. Kościół.
Papież pozostawiając jedynie zdjęcie Rektora. Nie wiadomo czy chodzi to o
pomylke techniczna, cenzure ( ktorej w serwisie GW nie brakuje, czy tez o
genetyczna modyfikacje portalu ?
Moze rektor jako wybitny genetyk i autor interesujacego tekstu móglby ten
problem wyjaśnic?
Jozef Wieczorek
Obserwuj wątek
    • Gość: jw Czy naprawdę szkoły przekrętów? IP: *.autocom.pl 07.01.05, 10:40
      Wstawiam tu tekst Rektora UW który był dostępny pod adresem
      http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html
      aby mozna nad nim dyskutowac, gdyz wart jest tego!!!

      Czy naprawdę szkoły przekrętów?
      prof. Piotr Węgleński * 22-12-2004, ostatnia aktualizacja 22-12-2004 21:57

      Skąd tak zła prasa polskich uniwersytetów? Myślę, że chodzi po prostu o chęć
      zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie skandalu. Profesor zajmuje pierwsze
      miejsce na listach zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym,
      jest więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk - pisze rektor
      Uniwersytetu Warszawskiego



      Po lekturze artykułu "Uniwersytet korupcji" zamieszczonego we "Wprost" (z 5
      grudnia br.) pomyślałem, że gdybym chciał się dostosować do obowiązującego
      stylu, te uwagi powinny być zatytułowane "Tygodniki kłamstwa" lub "Dziennikarze
      oszuści".

      Uniwersytety przedstawiane są w mediach w wyjątkowo złym świetle, czemu
      towarzyszy podawanie nieprawdziwych informacji. Przywołany artykuł zawiera
      zdanie: "Kupowanie indeksu - cena jest uzależniona od prestiżu uczelni -
      miejsce na prawie UW kosztuje ponoć 50 tys. zł". Chodzi oczywiście o łapówkę.
      Pięcioletnie magisterskie studia wieczorowe na wydziale prawa UW kosztują 35
      tys. zł. Jaki szaleniec chciałby zapłacić 50 tys. za coś, co może uzyskać
      legalnie za dużo mniejszą kwotę?

      W listopadzie "Newsweek" pisał o złym traktowaniu studentów zagranicznych przez
      UW. Student z Bułgarii skarży się, że za akademik płaci 400 zł miesięcznie,
      podczas gdy student polski płaci 200 zł. Autorowi nie przyszło do głowy, żeby
      tę informację sprawdzić. W rzeczywistości student polski płaci 360 zł, a
      różnica 40 zł wynika z tego, że studenci zagraniczni płacą za dodatkowe
      wyposażenie pokoi.

      W lutym ten sam tygodnik zamieścił zdjęcie remontowanego budynku Akademii
      Medycznej w Warszawie z podpisem: "Materialną nędzę państwowych uczelni widać
      na każdej z nich. Na zdjęciu Uniwersytet Warszawski".

      W artykule "Niższe szkoły wyższe" ("Polityka" z 2 października br.) autor
      opisuje "gehennę studentów wieczorowych wydziału prawa UW przyjmowanych w
      liczbie kilku tysięcy" i odsiewanych na egzaminie z logiki, by znaleźć miejsce
      dla następnej puli studentów płacących za studia. W tym roku na prawo przyjęto
      669 studentów wieczorowych, a odsiew na egzaminie z logiki wyniósł 19 proc.
      Gdyby uniwersytet chciał dużo zarabiać kosztem jakości studiów, to przecież w
      ogóle nie "odsiewałby" studentów na egzaminach.

      W tym samym artykule czytamy, że "polskie uczelnie zastygły w organizacyjnym i
      intelektualnym bezruchu" i stanowią "ostatnie skanseny zarządzania
      socjalistycznego". Autor nie zauważył niesłychanego, niespotykanego w żadnym
      kraju europejskim rozwoju szkolnictwa wyższego, prawie 2 mln studentów,
      powstania niezwykle prężnego sektora szkół prywatnych, ogromnego wzrostu
      majątku trwałego szkół publicznych, które wykorzystują boom edukacyjny do
      inwestowania w budynki i infrastrukturę.

      Dalej czytamy, że "profesor uczelni państwowej otrzymuje (bez dodatku) niewiele
      ponad 2,5 tys. zł brutto". Tymczasem profesor zwyczajny otrzymuje 3750-6100 zł,
      a profesor uczelniany 3500-5600 zł, przy czym wielu profesorów podwaja lub
      potraja swe dochody, pobierając dodatkowe wynagrodzenie za wykłady na studiach
      wieczorowych i zaocznych oraz granty za prace badawcze. Dodam, że wynagrodzenie
      adiunkta wynosi obecnie 2650-4100 zł, a asystenta 1700-2600 zł.

      29 listopada II program TVP pokazał audycję "Wojna margaryny z masłem, czyli
      oszuści w gronostajach" (w cyklu "Warto rozmawiać"). Jan Pośpieszalski
      prowadził program w taki sposób, że wszyscy widzowie musieli uznać, iż wyższe
      uczelnie są jedynie gniazdem oszustów i plagiatorów.

      Gdzie ta góra lodowa?

      Pracuję na UW od ponad 40 lat. Od pięciu lat jestem rektorem tej uczelni. Nigdy
      i nikomu w powojennej historii naszej uczelni nie postawiono zarzutu wzięcia
      łapówki za przyjęcie na studia czy pozytywną ocenę na egzaminie. Gdyby taki
      zarzut wysunięto, natychmiast wszczęte zostałoby postępowanie dyscyplinarne, a
      winny zostałby wyrzucony z pracy. Zapewne przypadki korupcji się zdarzają, ale
      z pewnością są bardzo rzadkie zarówno w szkołach publicznych, jak i prywatnych.
      Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że nie mają one miejsca na Uniwersytecie
      Warszawskim.

      Zła prasa, jaką mają wyższe uczelnie, wiąże się z ujawnioną ostatnio
      przez "Gazetę" sprawą przyjęć studentów na wydział prawa Uniwersytetu
      Gdańskiego. Nadużycia popełniane przy rekrutacji spotkały się z powszechnym
      potępieniem, konferencje rektorów podjęły uchwały wskazujące na niestosowność
      ujawnionych praktyk i wezwały wszystkie uczelnie do przejrzenia regulaminów
      rekrutacyjnych. Warto dodać, że na UW i na wszystkich uczelniach
      warszawskich "miejsca rektorskie" nie istnieją od ponad 20 lat.

      W ciągu ostatnich 20 lat na moim uniwersytecie, zatrudniającym prawie 3 tys.
      nauczycieli akademickich, mieliśmy do czynienia z dwoma przypadkami plagiatów.
      Znane mi jest kilkanaście przypadków plagiatów popełnionych przez pracowników
      innych uczelni polskich, a także kilkadziesiąt plagiatów popełnionych w
      uniwersytetach zagranicznych. Czy to wierzchołek góry lodowej? Nie sądzę.
      Plagiator historyk może przedstawić jako swoją pracę innego historyka,
      ekonomista - ekonomisty, fizyk - fizyka. Jest więc mało prawdopodobne, by
      plagiat pozostał niewykryty. Jego ujawnienie wiąże się na ogół z utratą
      stanowiska i - co dla wielu profesorów jest dużo bardziej bolesne - utratą
      dobrego imienia.

      Innym zjawiskiem jest kupowanie prac dyplomowych przez studentów. Rozmiar tego
      procederu nie jest znany, ale - sądząc z liczby ogłoszeń w internecie - musi
      istnieć spore zapotrzebowanie na takie usługi. Rektorzy podjęli wiele działań
      mających na celu wyeliminowanie tego zjawiska. Po pierwsze, coraz więcej
      uczelni wprowadza komputerowy system "Plagiat", który pozwala na wykrywanie
      zapożyczeń z innych prac magisterskich lub prac opublikowanych. Po drugie,
      każdy student musi złożyć pisemne oświadczenie, że pracę wykonał samodzielnie.
      W razie popełnienia plagiatu nie tylko utraci dyplom, ale będzie ścigany za
      oszustwo.

      Planuje się też wprowadzenie zasady, by egzamin magisterski był prowadzony
      bardzo rygorystycznie, z udziałem egzaminatorów z innej uczelni, a jego ocena
      powinna ważyć więcej na ostatecznym wyniku studiów niż ocena pracy
      magisterskiej.

      Uczelnie wprowadzają też ograniczenia liczby magistrantów, którymi opiekować
      się może jeden profesor. Niedopuszczalne jest kierowanie 30 pracami
      magisterskimi. Na wydziałach matematyczno-przyrodniczych, gdzie magisteria mają
      charakter prac eksperymentalnych wykonywanych pod opieką profesorów i
      asystentów, możemy mieć pewność, że prace wykonywane są samodzielnie.

      Polskie piekło

      Czytając to, co piszą tygodniki o Uniwersytecie Warszawskim, nie mam
      najmniejszego zaufania do tego, co piszą o innych polskich uczelniach.
      Wystarczy zacytować tytuły: "Profesor przekręt" ("Newsweek" z 29 lutego
      br.), "Wyższa szkoła odwołań" ("Przekrój" z 3 października), "Niższe szkoły
      wyższe" ("Polityka" z 2 października), "Prof. dr hab. dożywotni" ("Polityka" z
      24 lipca), "Profesor pod ochroną" ("Newsweek" z 8 sierpnia), "Cholera w Sejmie.
      Trzeba zdemontować korbę do zatrutej akademickiej studni i odkazić chlorem
      rury" ("Wprost" z 8 sierpnia).

      Nie spotkałem natomiast krzyczących tytułów w rodzaju: "Polscy studenci zdobyli
      mistrzostwo świata w programowaniu", "Polscy archeolodzy odkryli w Aleksandrii
      najstarszy uniwersytet świata", "Profesor Tarkowski zdobył japońskiego Nobla za
      odkrycia w dziedzinie embriologii". Daję przykłady osiągnięć osób wywodzących
      się z UW, a przecież kilka innych polskich uczelni też ma się czym pochwalić.

      Skąd bierze się w mediach atmosfera tak niechętna polskim uczelniom? Nie wydaje
      się, by mogła tu zaważyć sprawa przyjęć na
      • Gość: jw Re: Czy naprawdę szkoły przekrętów? cd IP: *.autocom.pl 07.01.05, 10:41

        Skąd bierze się w mediach atmosfera tak niechętna polskim uczelniom? Nie wydaje
        się, by mogła tu zaważyć sprawa przyjęć na studia na Uniwersytet Gdański, który
        zresztą przyznał się do popełnienia błędów i stara się je naprawić. Atak ten
        nie jest też podyktowany troską o jakość nauczania. Gdyby tak było, to
        skoncentrowałby się na szkołach najgorszych - a są w Polce uczelnie o poziomie
        skandalicznym. Wystarczy poprosić członków Państwowej Komisji Akredytacyjnej o
        listę szkół, które zostały zlikwidowane albo są w trakcie likwidacji z powodu
        żenującego poziomu kształcenia.

        Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie
        skandalu. Profesor uniwersytetu od lat zajmuje pierwsze miejsce na listach
        zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, dla dziennikarzy jest
        więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk ("Mamy cię,
        profesorze" - "Życie Warszawy" z 25 października br.).

        Podejmowanie prób niszczenia autorytetów jest ulubionym zajęciem żurnalistów.
        Być może jest to syndrom "polskiego piekła" - każdy Polak, który się wybił i
        cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany.

        Znaleźć właściwą miarę

        Dziennikarze piszący o uniwersytetach wykorzystują jako ekspertów ludzi
        wywodzących się ze środowiska akademickiego, którzy nie odnieśli sukcesu
        naukowego, a dziś odreagowują swe frustracje, oczerniając uczelnie i swoich
        kolegów. Szczególnie popularny jest dr Józef Wieczorek, adiunkt UJ usunięty z
        tej uczelni (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencję, który z
        pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim.

        Rzadko się zdarza, by rozmówcą dziennikarza był wybitny uczony, człowiek o
        wielkim autorytecie, który mógłby mądrze i prawdziwie przedstawić problemy
        uczelni i nauki. Faktem jest, że takich ludzi trudno zachęcić do udziału w
        dyskusjach telewizyjnych, gdyż nie chcą występować w towarzystwie "oszołomów" i
        awanturników.

        Bardzo dobrą robotę wykonuje dr Marek Wroński z jednej ze szkół medycznych w
        USA, który ujawnił i nagłośnił kilka skandalicznych przypadków nieuczciwości
        naukowej na polskich uczelniach. Wydaje się jednak, że również i on utracił
        poczucie proporcji i wykryte przez siebie oszustwa traktuje jako normę, a nie
        jako godny pożałowania wyjątek. Dr Wroński nie protestuje, gdy wywiady z nim
        opatrywane są nagłówkami w rodzaju: "Środowiska akademickie w Polsce opanowała
        plaga plagiatów" ("Życie Warszawy" z 25 października br.).

        Oprócz sukcesów polskie uczelnie mają również wiele problemów. Brakuje nam
        systemów rzetelnej i ostrej oceny działalności naukowej i dydaktycznej,
        zwłaszcza samodzielnych pracowników naukowych. Wielu z nich zaniedbuje swe
        obowiązki, ucząc w dwóch lub więcej szkołach, podejmując zbyt wiele zobowiązań
        poza macierzystą uczelnią. Wciąż jeszcze obowiązuje u nas system "opiekuńczy",
        który nie pozwala rozstać się z pracownikiem nierokującym większych nadziei, by
        zastąpić go młodszym i zdolniejszym. Jest to zresztą bolączką wielu
        uniwersytetów europejskich, które przegrywają konkurencję z amerykańskimi,
        słynącymi z ostrej selekcji kadry nauczającej. Wydaje się, że poziom doktoratów
        w Polsce się obniża - i jest to wynikiem nierzetelnych, zbyt pobłażliwie
        pisanych recenzji. Również w przypadku habilitacji i profesur zbyt często mamy
        do czynienia z recenzjami grzecznościowymi i przyznawaniem tytułów naukowych
        osobom na to niezasługującym. Zdarza się to nawet na Uniwersytecie Warszawskim
        i nie sądzę, by na innych uczelniach sytuacja była lepsza. W wielu dziedzinach
        brak nam "lokomotyw" - ludzi na miarę Stefana Banacha, Jerzego Pniewskiego,
        Stanisława i Marii Ossowskich czy Władysława Tatarkiewicza. Nie jesteśmy w
        stanie zapewnić wystarczająco dobrych warunków do prowadzenia pracy naukowej,
        co powoduje, że wielu najzdolniejszych polskich uczonych pracuje za granicą.
        Niektórzy z nich, jak Aleksander Wolszczan, Bohdan Paczyński, Piotr Słonimski,
        Hilary Koprowski czy Leszek Kołakowski, stanowią ozdobę najlepszych
        uniwersytetów zagranicznych i żal, że nasi studenci nie mogą się z nimi
        spotykać na co dzień.

        Środowisko akademickie w Polsce liczy 2 mln studentów i kilkadziesiąt tysięcy
        nauczycieli akademickich. Na pewno znajdą się wśród nich ludzie nieuczciwi. Nie
        sądzę jednak, by było to środowisko skorumpowane; w każdym razie jest
        niewspółmiernie mniej skorumpowane niż wiele innych środowisk. Myślę, że
        powinnością mediów jest nie tylko opisywanie nieprawidłowości, lecz przede
        wszystkim pisanie prawdy, a także rzetelne informowanie o skali zjawisk
        patologicznych.

        * Piotr Węgleński od 1999 roku jest rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Ma 65
        lat, biolog, specjalista w dziedzinie genetyki molekularnej.
        prof. Piotr Węgleński *
    • Gość: jw Jasełka akademickie z Rektorem UW w roli Heroda IP: *.autocom.pl 07.01.05, 10:42
      Józef Wieczorek

      Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda

      Z zainteresowaniem zapoznałem się w Gazecie Wyborczej (22.12.2004)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2461098.html z tekstem Rektora UW -Piotra
      Węgleńskiego 'Czy naprawdę szkoły przekrętów?' w którym ku mojemu zdumieniu
      znalazł się fragment poświęcony mojej - nic nie znaczącej – osobie. Rozumiem,
      że jest to reakcja na moją publicystykę poświęconą patologiom życia
      akademickiego, którą przekazywałem m.in. Panu Rektorowi z dopiskiem 'będę
      wdzięczny za merytoryczną krytykę'. Niestety nie mogę Panu Rektorowi tej
      deklarowanej wdzięczności przekazać, gdyż wypowiedź Pana Rektora nie zawiera
      treści merytorycznych a ma wyraźny charakter ataku 'ad personam' używanego
      najczęściej wtedy gdy się nie ma argumentów merytorycznych ( kłania się A.
      Schopenhauer – 'Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów' dostępny na pewno w
      podległej Panu Rektorowi Bibliotece UW).
      W tekście tym Pan Rektor poinformował czytelników 'GW', że zostałem usnięty z
      UJ 'za niekompetencję'. Rozumiem, że Pan Rektor jest w posiadaniu odpowiedniej
      dokumentacji, która stanowi podstawę do przekazania czytelnikom takiej
      informacji. Domagam się ujawnienia tej dokumentacji, jako że w innym przypadku
      będę wypowiedź traktował jako dowód na świadome działanie na rzecz
      zniesławienia mojej osoby co musi rodzić skutki nie tylko etyczne, ale i
      prawne.
      Ja niestety nie posiadam odpowiednich dokumentów, które by uzasadniały
      merytorycznie usunięcie mnie z UJ i mimo wielokrotnych starań od władz UJ do
      dnia dzisiejszego takich dokumentów nie otrzymałem co stanowi naruszenie
      Konstytucji III RP. Co więcej otrzymałem wyjaśnienia, że część dokumentów
      została usunięta na mocy 'prawa' z 1983 r. co świadczy, że 'prawo' PRLu ( w tym
      stanu wojennego) do dnia dzisiejszego jest na uczelniach przedkładane nad
      Konstytucję III RP Rodzi to w sposob oczywisty konsekwencje prawne i świadczy o
      porażającej patologii polskiego życia akademickiego. Według dokumentów, które
      posiadam , w 1986 r. - przed świętami Bożego Narodzenia - zostałem oceniany
      przez anonimową do dnia dzisiejszego komisje, która oskarżyła mnie o 'psucie
      młodzieży' (negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką) co przydażyło się
      już jednemu nauczycielowi przed wiekami w starożytnych Atenach. Wiem, ze mój
      przypadek jest trudniejszy, gdyż zgodnie z 'prawem' stanu wojenego nie
      przysługiwał mi proces ( w Atenach było to możliwe) a ponadto postanowiłem,
      że 'cykuty' nie wypiję, stąd problem nie został do dnia dzisiejszego
      rozwiązany. Przez ówczesnego rektora UJ - Józefa Gierowskiego w rozmowie w
      cztery oczy zostałem poinformowany, że 'jestem ofiarą swojego
      nonkonformizmiu' . Jak wynika z informacji podanych w słowniku języka polskiego
      nonkonformizm nie jest synonimem niekompetencji. Prosze sprawdzić ! Rektor J.
      Gierowski mając do wyboru - jak to moim zdaniem niesłusznie widział - usunięcie
      dwóch profesorów czy jednego doktora poszedł na wybór łatwiejszy i dla swojej
      pozycji wygodniejszy, co wcale nie jest jakimś ewenementem historycznym.
      Rzecznik dyscyplinarny tak o mnie pisał:
      „odejście dr. J. Wieczorka uważałbym za wielką stratę dla Uniwersytetu”,
      „świadectwo, które wystawiają dr J. Wieczorkowi jego młodsi koledzy, a także
      studenci jest takie, jakiego mógłby sobie życzyć każdy nauczyciel akademicki”
      (akta rzecznika zostały zaaresztowane !!!) . Natomiast studenci i wychowankowie
      pisali:
      „..dr Wieczorek uczył nas rzetelności i uczciwości naukowej oraz postaw
      nonkonformistycznego krytycyzmu naukowego.."
      "dr Józef Wieczorek był dla nas wzorem nauczyciela i wychowawcy".
      "Pod jego wpływem geologia stała się dla jego wychowanków nie tylko przyszłym
      zawodem, ale życiową pasją" .
      Rektor UW dyskwalifikując 'opozycję' pisze 'ć może jest to syndrom "polskiego
      piekła" - każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak
      najszybciej zostać zdyskredytowany.' Czyżby z roztargnienia Rektor napisał
      znaną mu przynamniej częściowo prawdę o mojej osobie i dokonał samokrytyki ?!


      • Gość: jw Jasełka akademickie z Rektorem UW cd IP: *.autocom.pl 07.01.05, 10:46
        Dziwi mnie, że Rektor UW nie poinformował czytelników 'GW' dlaczego nie
        zostałem pracownikiem UW, w końcu mojej Almae Matris i uczelni Pana Rektora. Do
        mojego c.v. - podanego przez Pana Rektora - należałoby dodać, że po-marcowy
        dyrektor instytutu w sposób zasadny zarzucił mi ' a przynależnością do ZMS pan
        się nie zhańbił' co przekreśliło mnie z kandydata na pracownika tej uczelni.
        Ci, którzy działali w ZMS, PZPR, ZSP mieli właściwe kompetencje, i tak już
        zostało.
        W tekście Rektor informuje natomiast czytelników, że z 'pomocą dziennikarzy
        prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim'. Faktem jest, że w ostanim
        czasie udało mi sie opublikować kilka tekstów poświęconym patologiom życia
        akademickiego, reformom nauki i szkolnictwa wyższego, które jak rozumiem
        spowodowały, że 'Moc truchleje'. Żaden z dziennikarzy mi w tym nie pomagał.
        Teksty piszę samodzielnie, z własnej autonomicznej inicjatywy i przekazuję je
        drogą elektroniczną do różnych Redakcji, których dziennikarzy osobiście nie
        znam. Jeszcze żaden dziennikarz mnie nie zainspirował do napisania
        jakiegokolwiek tekstu. Teksty te przekazywałem i Panu Rektorowi, także drogą
        elektroniczną, ale niestety Pan Rektor utożsamiając działania na rzecz nauki i
        edukacji z walką ze środowiskiem akademickim chyba niewiele z nich zrozumiał.
        Mam liczne dowody poparcia ze strony środowiska akademickiego, także rektorów
        oraz uczonych z ekstraklasy światowej, a nawet - o dziwo - Parlamentu Studentów
        RP co niejako świadczy, że zasięg mojego 'psucia młodzieży' jakby się
        rozszerzył. Kiedyś mogłem popsuć co najwyżej ok. 30 studentów rocznie ( takie
        nieliczne były te roczniki). Teraz - tysiące.
        W ramach, jak to Pan Rektor określił 'wojny ze środowiskiem akademickim' jestem
        inicjatorem 'Niezależnego Stowarzyszenia na Rzecz Nauki i Edukacji' a ostatnio
        otworzyłem portal internetowy – Niezależne Forum Akademickie- grupujący
        niezależnie myślących i działających członków środowiska akademickiego. Można
        tam umieszczać teksty nie zawsze w prasie drukowane (część prasy - szczególnie
        akademickiej - kontrolowana jest przez decydentów akademickich) i dyskutować
        bez cenzury na tematy nauki i szkolnictwa wyższego. Ta moja działalność została
        zauważona i doceniona przez posłów RP o czym świadczy ich zainteresowanie
        materiałami niezbędnymi dla prac legislacyjnych.Widać potrzebny jest głos
        niezależny wskazujący na niestosowność wielu rozwiązań systemowych
        przygotowywanych przez część rektorów.
        O mojej inicjatywie na rzecz ujawniania dorobku naukowego tak ostatnio pisze
        Prof. Janusz Tazbir – szef Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów : ' Z
        całym przekonaniem mogę podzielić pański pogląd o potrzebie istnienia
        przejrzystego, powszechnie dostępnego systemu informacji o dorobku naukowym
        całej kadry naukowej w naszym kraju ..” ...' Potrzeba istnienia takiego
        profesjonalnego systemu informacji jest więc bezdyskusyjna, co jednak wymaga
        podjęcia określonych działań ze strony państwowych organów odpowiadających za
        politykę naukową w naszym kraju... '. Jakże inny to głos, jak sądzę wynikający
        z zatroskania o stan nauki w Polsce. Żadnego oskarżenia o ' walkę ze
        środowiskiem akademickim' !
        Pana Rektora UW muszę jednak zmartwić, że nie jest pierwszą osobą, która
        oskarża mnie o coś w rodzaju spisku z dziennikarzami i stanowienie zagrożenia
        dla polskiego życia akademickiego.
        Jakoś tak się składa, że jak tylko narodzi się jakaś wolna myśl, jakieś
        niezależne od władzy działanie, szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia
        Herodowie nauki polskiej wysyłają swoich siepaczy aby ścinać głowy tym, przed
        którymi ogarnia ich paniczny strach. Moc truchleje ! Doprawdy trudno znaleźć
        jest racjalne wytłumaczenie jak taka - bezbronna, bez żadnej władzy, i bez
        kompetencji - osoba mogłaby zagrozić takiej mocy jaką Pan Rektor i inni
        decydenci posiadają.

        Oczekując na dokumentację za strony Pana Rektora z okazji zbliżającego się
        Nowego Roku życzę skierowania swej energii na pozytywne działania na rzecz
        nauki i edukacji oraz wyrzeczenia się ataków personalnych, które źle świadczą o
        kondycji moralnej i intelektualnej sprawujących władzę nie tylko w nauce i
        edukacji. Życzę Wszystkim zastąpienia w Nowym Roku obecnego jasełkowego systemu
        nauki i szkolnictwa wyższego - z rektorami w roli Herodów- systemem anglosaskim
        z rektorami w roli menadżerów, z jawnym dorobkiem naukowym ludzi nauki
        zatrudnianych tylko na jednym naukowym etacie, z otwartymi a nie fikcyjnymi
        konkursami, z rzecznikiem akademickim, który by zapobiegał ścinaniu
        niewygodnych głów przez rozwścieczonych Herodów truchlejących na samą myśl o
        nieposłuszeństwie myśli i słowa swoich - jak i im się wydaje – poddanych.

        Józef Wieczorek

        UWAGA; Tekst został przekazany Redakcji GW 29.12.2004 ( i ponownie 30.12 droga
        elektroniczna i listem poleconym) ale jak do tej pory bez reakcji

        • Gość: kontest Re: Jasełka akademickie z Rektorem UW cd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 08:28
          Wątek dotyczący dr Wieczorka jest personalnym, publicznym (ogłoszonym w prasie o
          ogólnopolskim zasięgu) zniesławieniem osoby i jako takie kwalifikuje się do
          skierowania do sądu. Sadzę, że cała strona www Gazety Wyborczej została wycofana
          wraz z dyskusja aby zatrzeć ślady. Pomówienie jest przestępstwem a łamy GW
          przestępczą działalność ułatwiają.
          • khmara Re: Jasełka akademickie z Rektorem UW cd 08.01.05, 22:25
            Pomówienie polega na podaniu do PUBLICZNEJ wiadomości fałszywej informacji
            godzącej w dobre imię osoby pomówionej. Wypowiedź opublikowana w gazecie spełnia
            te warunki. Prof. Węgleński nie jest dziennikarzem gazety, więc nie można
            stwierdzić na tej podstawie, że gazeta zniesławia kogokolwiek. Nie ma też
            powodów, dla których gazeta miałaby nie publikować wypowiedzi osoby publicznej,
            jaką jest rektor jednej z największych uczelni w Polsce. Wniosek: pan rektor
            odpowiada za swoje poglądy osobiście, gazeta jest tu tylko medium, przekazującym
            jego poglądy.
    • ekostar Re: PORTAL GENETYCZNIE ? MODYFIKOWANY 10.01.05, 15:43
      jw napisał:
      > dyskusje na temat tekstu Rektora wstawiono inny tekst Kobiety. Kościół.
      > Papież pozostawiając jedynie zdjęcie Rektora. Nie wiadomo czy chodzi to o
      > pomylke techniczna, cenzure ( ktorej w serwisie GW nie brakuje, czy tez o
      > genetyczna modyfikacje portalu ?
      > Moze rektor jako wybitny genetyk i autor interesujacego tekstu móglby ten
      > problem wyjaśnic?

      khmara zaś w wypowiedzi:
      Prof. Węgleński nie jest dziennikarzem gazety, więc nie można
      > stwierdzić na tej podstawie, że gazeta zniesławia kogokolwiek. Nie ma też
      > powodów, dla których gazeta miałaby nie publikować wypowiedzi osoby publicznej,
      > jaką jest rektor jednej z największych uczelni w Polsce.

      broni GW jako medium przekazu.

      A ja osobiście marzę o reformie jaką w Czechach przeprowadził Vaclav Klaus.
      Rozpoczął od DZIENNIKARZY wychodząc z najprostszego założenia, że to media są
      najbardziej opiniotwórcze.

      Gazeta Wyborcza nie jest obiektywnym środkiem przekazu publicznej informacji. Na
      to wskazuje porównawcza analiza prezentowanych informacji w prasie polskiej i
      zagranicznej. To nie jest jeszcze przestępstwem, lecz aroganckim pomjaniem
      innych punktów widzenia na te same sprawy. To też dyskwalifikuje Gazetę
      Wyborczą jako prasę obiektywną a przez to wybieraną w pierwszej kolejności. Tak
      jak swojego czasu Solidarność pozbawiła GW swojego logo tak teraz czytelnicy
      powinni pozbawić GW członu WYBORCZA. Zreszta jak obserwuję to w slepikach, gdzie
      tytuły prasy dostepnej w sprzedaży są wystawiane, to epoka, kiedy o godzinie
      13-tej nie było mowy o zakupieniu GW dawno minęła, a GW ratuje sie teraz
      porozlepianymi wszędzie afiszami Ogloszenia Aaaby.pl, co juz w sposób żałosny
      mówi samo za siebie.

      Aktualnie dziennikarze polskich mediów, a w tym GW kontrolują dopływ informacji,
      która mogłaby zagrozić wygodnemu status quo układowi państwa oraz jego
      urzędników , w tym opiniotwórczych mediów.

      Jeśli nadal czytelnicy GW bedą poddawani wybiórczej indoktrynacji zdecydowanie
      lewackiej, pseudointelektualnej i promującej ludzi z układu, to biorąc pod uwagę
      dotychczasową poczytność gazety to pomimo jego zauważalnego spadku w naszym
      kraju niestety nic się nie zmieni.

      Przypomnę, że Adam Michnik, który wybrał znakomity czas na leczenie był
      przeciwnikiem lustracji w tej krytycznej epoce, której efekty niestety widzimy
      na własne oczy. DLATEGO, ZE POLSKA TO NIE CZECHY I BRAKUJE NAM VACLAVA KLAUSA,
      KTORY POCZYNIŁBY ODPOWIEDNIE CZYSTKI WŚRÓD DZIENNIKARSKICH KONFIDENTÓW.
      • khmara Re: PORTAL GENETYCZNIE ? MODYFIKOWANY 10.01.05, 19:23
        Proszę uwzględnić szerszy kontekst przedstawianej sprawy. Nie bronię gazety,
        tylko wyjaśniam, że usunięcie z portalu inkryminowanej wypowiedzi pana rektora
        jest czynem co najmniej irracjonalnym z prawnego punktu widzenia. Chyba że pan
        rektor stwierdził, że gazeta naruszyła jego prawa autorskie, stawiając przecinek
        w nieodpowiednim miejscu.
        • ekostar Re: PORTAL GENETYCZNIE ? MODYFIKOWANY 14.01.05, 15:37
          Profesura wzajemnej adoracji
          Tygodnik "Wprost", Nr 1154 (16 stycznia 2005)

          Mamy w Polsce grupę akademickich urzędników, nie rozumiejących, po co rozwija
          się badania i tworzy uczelnie

          Łukasz A. Turski
          www.wprost.pl/ar/?O=71867&C=57
          • ekostar Dosadnie o środowisku akademickim! 18.01.05, 10:12

            Huzia na Wieczorka!
            czyli
            Czy naprawdę o przekręty chodzi
            www.nauka-edukacja.p4u.pl/comment.php?what=news&id=46&PHPSESSID=7f91d0c8e75d1a56d8195d7666c2a8ed

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka