Dodaj do ulubionych

WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA

IP: 193.0.117.* 10.09.02, 13:00
WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA

PAWEŁ PIOTR WIECZORKIEWICZ


W realiach roku 1939 Polska w wojnie z Niemcami nie miała żadnych szans.
Polemiki, jakie się toczą wokół kampanii już od ponad sześćdziesięciu lat,
odnoszą się zatem zarówno do głębokich geopolitycznych przesłanek klęski, jak
i
jej uwarunkowań wojskowych. Istotę sporu oddaje retoryczne pytanie kpt.
Felicjana Majorkiewicza: "czy dało się drożej sprzedać żołnierską krew?"

Niekwestionowany znawca i analityk kampanii płk Marian Porwit stwierdził,
że "została przegrana nie na miarę sił zbrojnych państwa o
trzydziestopięciomilionowej ludności, zwłaszcza jeśli idzie o charakter i
rozmiar walk". Aby rzetelnie zweryfikować tę opinię, trzeba nie tylko odwołać
się do optymalnych, gabinetowych rozwiązań, ale i podjąć studia porównawcze
nad
wysiłkiem bojowym armii francuskiej w 1940 roku i radzieckiej latem 1941
roku.
Bardziej satysfakcjonujący wynik wojny zależał od przyjęcia racjonalnego i
efektywnego planu obrony oraz jego perfekcyjnej realizacji. Marszałek Edward
Rydz-Śmigły, zdaniem swego szefa sztabu gen. Wacława Stachiewicza, opierał
strategiczną kalkulację na jedynym możliwym założeniu, że "walka o czas mogła
być, w naszych warunkach tylko strategicznym opóźnianiem [...] do czasu
odciążenia naszego frontu". Rozstrzygnięcie mogło zapaść tylko na froncie
zachodnim. Wobec wymogów politycznych i gospodarczych naczelny wódz przez
kolejne ustępstwa sprzeniewierzył mu się ostatecznie. Kordonowe ugrupowanie,
w
jakim uszykowano wojska, oznaczało bowiem konieczność podjęcia walki
wszystkimi
niemal siłami od pierwszych minut wojny. Jednym z argumentów na obronę tak
zasadniczego odstępstwa od idei przewodniej był fakt, że na kresach
zachodnich
znajdowało się centrum przemysłowe kraju, jak też główne ośrodki
mobilizacyjne
polskiego rekruta. Płynie z tego wniosek, że ziem tych należało bronić
najdłużej, opuszczając je dopiero po planowej ewakuacji. Zadajmy jednak
pytanie, jakie w warunkach rozgardiaszu na szlakach komunikacyjnych były jej
realne wyniki i czy podobnych nie uzyskano by, opóźniając nawałę niemiecką za
pomocą oddziałów osłonowych, np. stosunkowo mobilnej kawalerii.
Inną próbą rozgrzeszenia naczelnego wodza jest twierdzenie, że tylko poprzez
zaangażowanie wszystkich sił Wojska Polskiego można było wymusić dotrzymanie
gwarancji przez sojuszników, zwłaszcza wobec ewentualności poszukiwania przez
Berlin modus vivendi z Zachodem po osiągnięciu planowanych zdobyczy
terytorialnych w Polsce. Wiemy jednak, że celem Hitlera było całkowite
zniszczenie Polski. "Nie chodzi o osiągnięcie określonej rubieży ani o
ustalenie nowej granicy" � mówił na odprawie generalicji w Obersalzbergu
jeszcze przed rozpoczęciem działań � "lecz o zniszczenie nieprzyjaciela, do
czego należy usilnie dążyć wszelkimi sposobami". Czy fŁhrer byłby skłonny
zrewidować ów strategiczny plan i podejmować niepewne negocjacje w warunkach
zagrożenia, jakie stanowiłby nienaruszony polski potencjał militarny?

NACZELNY WÓDZ CZY JEŹDZIEC BEZ GŁOWY
Kolejnym punktem oceny Rydza-Śmigłego � tu historycy, a nawet świadkowie są
zadziwiająco zgodni � jest karygodny wręcz sposób wdrożenia planu wojny w
życie. Ówczesny szef Oddziału Operacyjnego Sztabu Głównego płk Stanisław
Kopański zauważył nader ostrożnie: "Koncepcja dalszych działań wojennych,
poza
okresem wstępnym, ujętym w wytycznych dla dowódców armii, jeśli istniała w
umyśle przyszłego Wodza Naczelnego i znana była jego najbliższym
współpracownikom (szefowi Sztabu i jego zastępcy), to na pewno nie była
ujawniona Oddziałowi Operacyjnemu. Nie była więc przepracowana przez Sztab,
ani
też przygotowana w terenie". Przy defensywnych założeniach w wymiarze
strategicznym był to błąd wręcz kardynalny. O jego operacyjnych skutkach
pisał
niemal na gorąco ówczesny dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej płk
Stefan Rowecki: "Jak można było, konstruując plan wojny z Niemcami, nie wziąć
pod uwagę konieczności solidnego przygotowania podstawy do manewru i bazy
asekuracyjnej na ewentualne początkowe niepowodzenia, jaką stwarzała przyroda
w
postaci naturalnej linii oparcia na Wiśle, Sanie i Narwi".
Plan wojny, nie dość, że ogólnikowy i nierozpracowany w kolejnych stadiach,
marszałek co gorsza otoczył niezrozumiałym wręcz nimbem tajemnicy nie tylko
wobec własnego sztabu. Gen. Czesław Młot-Fijałkowski sądził (słusznie!), że
naczelny wódz odziedziczył tę metodę postępowania po marszałku Piłsudskim.
Kolejnym błędem stała się, również wyniesiona z wojny 1920 roku, skrajna
wręcz
centralizacja dowodzenia. Nawet tak lojalny obrońca zwierzchnika jak gen.
Stachiewicz zauważa, że na warunkach pracy Naczelnego Dowództwa, dowództw
armii
i grup operacyjnych ujemnie odbił się brak organizacyjnych dowództw grup
armii
(frontów) oraz zbyt mała liczba dowództw grup operacyjnych (korpusów).
Efektem,
już w trakcie kampanii, stały się ingerencje Rydza-Śmigłego w rozkazodawstwo
na
poziomie dywizji i brygad, niemal zawsze spóźnione i nieadekwatne do
sytuacji.
Stało się tak, ponieważ, jak zauważa trafnie płk Porwit, "marszałek wziął na
siebie obowiązki ponad siły, i to bez prawidłowej pomocy sztabu". Co gorsza,
czego można było i należało się spodziewać, naczelny wódz, w warunkach rwącej
się łączności pozbawiony najdalej po kilku dniach możliwości realnej
komunikacji z podwładnymi, utracił praktycznie możliwość kierowania
operacjami.
W rezultacie dowódcy armii, a nawet dywizji, toczyli własne wojny.
Potwierdziła
się zatem diagnoza francuskich sojuszników, którzy oceniali Rydza-Śmigłego
jako
pozbawionego błyskotliwości, mało inteligentnego, drobiazgowego, ale upartego
i
energicznego.
Skuteczniejszy opór wymagał od polskiej strony perfekcyjnego dowodzenia na
wszystkich szczeblach. Niemieckie panowanie w powietrzu paraliżowało
możliwość
sprawnego i skrytego przed wzrokiem przeciwnika przerzucania wojska, a użycie
transportu motorowego dawało Wehrmachtowi możność szybszego skupiania swych
sił. Wojna zamieniła się w wyścig polskiego piechura i kopyt koni z silnikami
niemieckich ciężarówek i czołgów. Dowódcy polscy nie mogli sobie w tej
sytuacji
pozwolić na błąd, gdyż nie tylko nie można było go później naprawić, ale � co
gorsza � jego skutki nawarstwiały się. Tymczasem dowodzenie operacyjne stało
na
relatywnie niskim poziomie i okazało się bodaj najsłabszym elementem Wojska
Polskiego w 1939 roku.

BLAMAŻ LEGIONOWYCH GENERAŁÓW
Trudno mieć do naczelnego wodza pretensje o taką, a nie inną obsadę wyższych
dowództw w chwili rozpoczęcia kampanii, bowiem pokojowe opinie nie muszą się
sprawdzać, i często nie sprawdzają się, na wojnie. Rydz musiał nadto zachować
kadrową równowagę między dwiema grupami generałów przewidywanych do wojny
przeciwko Niemcom i Związkowi Radzieckiemu. Nie usprawiedliwia to jednak
decyzji personalnych, jakie powziął już w trakcie kampanii. Niewykorzystanie

do 10 września gen. Kazimierza Sosnkowskiego, mimo jego natarczywych próśb,
musi zdumiewać, oburzać zaś � powierzenie skompromitowanemu w początkowym
etapie wojny gen. Stefanowi Dębowi-Biernackiemu ("przestępcy wojennemu, który
bez bitwy pozwolił na rozbicie swojej armii i dalej przestępczo nie chciał
ująć
w karby cofających się wojsk" � jak oceniał jego zachowanie w meldunku do
Rydza
jeden z podkomendnych) kluczowego stanowiska dowódcy Frontu Północnego. Pod
Tomaszowem, gdy jego chaotyczne dowodzenie doprowadziło do klęski w tej
bitwie
może najważniejszej w całej kampanii bitwy, przebrawszy się w cywilne
ubranie,
ponownie zbiegł z pola walki, dając dowód nie tylko braku kompetencji, ale i
tchórzostwa. Podobnie rzecz miała się z gen. Kazimierzem Fabrycym, który
zasłaniając się rzekomą chorobą, nie tylko porzucił po przełamaniu przez
Niemców linii obrony Sanu Armię "Małopolska" i odj
Obserwuj wątek
    • dreaded88 Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 10.09.02, 16:57
      Polecam : Grzegorz Górski "Wrzesień 1939 - rozważania alternatywne". Wyd.
      Bellona, 2000.
    • caerme Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 10.09.02, 22:09
      Gość portalu: makary napisał(a):

      ) WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA
      )
      ) PAWEŁ PIOTR WIECZORKIEWICZ
      )
      )
      ) W realiach roku 1939 Polska w wojnie z Niemcami nie miała żadnych szans.
      ) Polemiki, jakie się toczą wokół kampanii już od ponad sześćdziesięciu lat,
      ) odnoszą się zatem zarówno do głębokich geopolitycznych przesłanek klęski, jak
      ) i
      ) jej uwarunkowań wojskowych. Istotę sporu oddaje retoryczne pytanie kpt.
      ) Felicjana Majorkiewicza: "czy dało się drożej sprzedać żołnierską krew?"

      i tak zostala sprzedana za drogo i nadaremnie bez celu....

      ) Niekwestionowany znawca i analityk kampanii płk Marian Porwit stwierdził,
      ) że "została przegrana nie na miarę sił zbrojnych państwa o
      ) trzydziestopięciomilionowej ludności, zwłaszcza jeśli idzie o charakter i
      ) rozmiar walk". Aby rzetelnie zweryfikować tę opinię, trzeba nie tylko odwołać
      ) się do optymalnych, gabinetowych rozwiązań, ale i podjąć studia porównawcze
      ) nad
      ) wysiłkiem bojowym armii francuskiej w 1940 roku i radzieckiej latem 1941
      ) roku.

      nie mozna sie prownywac z wojskiem francuskim i radzieckim latem. obie te armie
      mialy jakies w mire zwarten plany z tym ze oba byly zle akurat "w danych
      okoliczonosciach"
      F- opbrona jesli wrog stosuje ruch , oparty o nowe w miare zasady byla
      idoityzmem podobvnie jak organizacja sil zbrojnych w ten czy innyc sposob...
      SU - miali plan ataku a nie obrony i byli jak zlodziej ktory tuz przed skokiem
      dostaje w glowe od konkurencji w momencie gdy ma zupelnie inne sprawy na glowie.
      ale oba te kraje mialy jakis PLAN

      ) Bardziej satysfakcjonujący wynik wojny zależał od przyjęcia racjonalnego i
      ) efektywnego planu obrony oraz jego perfekcyjnej realizacji. Marszałek Edward
      ) Rydz-Śmigły, zdaniem swego szefa sztabu gen. Wacława Stachiewicza, opierał
      ) strategiczną kalkulację na jedynym możliwym założeniu, że "walka o czas mogła
      ) być, w naszych warunkach tylko strategicznym opóźnianiem [...] do czasu
      ) odciążenia naszego frontu". Rozstrzygnięcie mogło zapaść tylko na froncie
      ) zachodnim. Wobec wymogów politycznych i gospodarczych naczelny wódz przez
      ) kolejne ustępstwa sprzeniewierzył mu się ostatecznie. Kordonowe ugrupowanie,
      ) w
      ) jakim uszykowano wojska, oznaczało bowiem konieczność podjęcia walki
      ) wszystkimi
      ) niemal siłami od pierwszych minut wojny. Jednym z argumentów na obronę tak
      ) zasadniczego odstępstwa od idei przewodniej był fakt, że na kresach
      ) zachodnich
      ) znajdowało się centrum przemysłowe kraju, jak też główne ośrodki
      ) mobilizacyjne
      ) polskiego rekruta.

      byly nie byly ganz egal ale: planow nie bylo zadnych - chyba poza ewkuacyjnymi,
      dalej: wszystkie lub prawie wszystkie wieksze zakladay byly w zasiegu lotnictwa
      niemieckiego od kiedy zajelo slowacje. - czyli po utracie gospodarki moglibysmy
      rzucac w niemcow kamieniami, na poecieszenie nalezy chyba dodac za poza linia
      budu od pazdziernika nastepowal okres blot [podobnie jak w su] kiedy dzialania
      byly niemalze niemozliwe.
      porozumienie z francja bylo nieralne z wb takoz - wystarczy spojrzec na
      politykow i sklady parlamentow. w owczesnym czasie ostatnie co narody chcialy
      to byla walka - pol biedy za swoj kraj a co doipiero z jakis tam gdansk i
      warszawe, poza tym narobilismy sobie wrogow i nie zachowalismy jednej
      odleglosci berlin moskwa co mialo wg zalozen soprawic ze bedziemyjednako
      zagrozeni. do pocz 39 pomagaliasmy jednoznacznie niemcom

      ) Płynie z tego wniosek, że ziem tych należało bronić
      ) najdłużej, opuszczając je dopiero po planowej ewakuacji. Zadajmy jednak
      ) pytanie, jakie w warunkach rozgardiaszu na szlakach komunikacyjnych były jej
      ) realne wyniki i czy podobnych nie uzyskano by, opóźniając nawałę niemiecką za
      ) pomocą oddziałów osłonowych, np. stosunkowo mobilnej kawalerii.

      bedacej przezytkiem jesli idzie o bron juz w momencie wprowadzenia czolgow... i
      ckmow

      ) Inną próbą rozgrzeszenia naczelnego wodza jest twierdzenie, że tylko poprzez
      ) zaangażowanie wszystkich sił Wojska Polskiego można było wymusić dotrzymanie
      ) gwarancji przez sojuszników, zwłaszcza wobec ewentualności poszukiwania przez
      ) Berlin modus vivendi z Zachodem po osiągnięciu planowanych zdobyczy
      ) terytorialnych w Polsce. Wiemy jednak, że celem Hitlera było całkowite
      ) zniszczenie Polski. "Nie chodzi o osiągnięcie określonej rubieży ani o
      ) ustalenie nowej granicy" � mówił na odprawie generalicji w Obersalzbergu
      ) jeszcze przed rozpoczęciem działań � "lecz o zniszczenie nieprzyjaciela, do
      ) czego należy usilnie dążyć wszelkimi sposobami". Czy fŁhrer byłby skłonny
      ) zrewidować ów strategiczny plan i podejmować niepewne negocjacje w warunkach
      ) zagrożenia, jakie stanowiłby nienaruszony polski potencjał militarny?
      )
      ) NACZELNY WÓDZ CZY JEŹDZIEC BEZ GŁOWY
      ) Kolejnym punktem oceny Rydza-Śmigłego � tu historycy, a nawet świadkowie są
      ) zadziwiająco zgodni � jest karygodny wręcz sposób wdrożenia planu wojny w
      ) życie. Ówczesny szef Oddziału Operacyjnego Sztabu Głównego płk Stanisław
      ) Kopański zauważył nader ostrożnie: "Koncepcja dalszych działań wojennych,
      ) poza
      ) okresem wstępnym, ujętym w wytycznych dla dowódców armii, jeśli istniała w
      ) umyśle przyszłego Wodza Naczelnego i znana była jego najbliższym
      ) współpracownikom (szefowi Sztabu i jego zastępcy), to na pewno nie była
      ) ujawniona Oddziałowi Operacyjnemu. Nie była więc przepracowana przez Sztab,
      ) ani
      ) też przygotowana w terenie". Przy defensywnych założeniach w wymiarze
      ) strategicznym był to błąd wręcz kardynalny. O jego operacyjnych skutkach
      ) pisał
      ) niemal na gorąco ówczesny dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej płk
      ) Stefan Rowecki: "Jak można było, konstruując plan wojny z Niemcami, nie wziąć
      ) pod uwagę konieczności solidnego przygotowania podstawy do manewru i bazy
      ) asekuracyjnej na ewentualne początkowe niepowodzenia, jaką stwarzała przyroda
      ) w
      ) postaci naturalnej linii oparcia na Wiśle, Sanie i Narwi".

      to byl plan? przeciez cos podbnego zdolny byl - mimo swego raczej niskiego
      poziomu - w ciagu jednego dnia wyzsmazyc przecietnie zdolny oficer patrzac
      tylko na ogolna mape terenuy polski!

      ) Plan wojny, nie dość, że ogólnikowy i nierozpracowany w kolejnych stadiach,
      ) marszałek co gorsza otoczył niezrozumiałym wręcz nimbem tajemnicy nie tylko
      ) wobec własnego sztabu. Gen. Czesław Młot-Fijałkowski sądził (słusznie!), że
      ) naczelny wódz odziedziczył tę metodę postępowania po marszałku Piłsudskim.
      ) Kolejnym błędem stała się, również wyniesiona z wojny 1920 roku, skrajna
      ) wręcz
      ) centralizacja dowodzenia. Nawet tak lojalny obrońca zwierzchnika jak gen.
      ) Stachiewicz zauważa, że na warunkach pracy Naczelnego Dowództwa, dowództw
      ) armii
      ) i grup operacyjnych ujemnie odbił się brak organizacyjnych dowództw grup
      ) armii
      ) (frontów) oraz zbyt mała liczba dowództw grup operacyjnych (korpusów).
      ) Efektem,
      ) już w trakcie kampanii, stały się ingerencje Rydza-Śmigłego w rozkazodawstwo
      ) na
      ) poziomie dywizji i brygad, niemal zawsze spóźnione i nieadekwatne do
      ) sytuacji.

      po co siegac tak daleko? kuropieska i kilku innych pisze o tym zepewnego dnia
      sztab naczelny zakazal kontraktowac sie z jednostkami sasiadujacymi [np armia z
      armia] by ustalic zasady rozsadbego wspoldzialania na skrzydlach, a zapasy
      materialow wybucghowych z ledwoscia wsyatrczaly na wysadzenie jednego mosty w
      tczewie...

      ) Stało się tak, ponieważ, jak zauważa trafnie płk Porwit, "marszałek wziął na
      ) siebie obowiązki ponad siły, i to bez prawidłowej pomocy sztabu". Co gorsza,
      ) czego można było i należało się spodziewać, naczelny wódz, w warunkach rwącej
      ) się łączności pozbawiony najdalej po kilku dniach możliwości realnej
      ) komunikacji z podwładnymi, utracił praktycznie możliwość kierowania
      ) operacjami.
      ) W rezultacie dowódcy armii, a nawet dywizji, toczyli własne wojny.
      ) Potwierdziła
      ) się zatem diagnoza francuskich sojuszn
      • miedz_brzeczaca Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 12.09.02, 12:11
        Do słusznych tez Wieczorkiewicza dodałbym pytanie zasadnicze: czy w 1939 roku
        wynik kampanii mógłby - i na ile - być inny, ale przy zachowaniu realistycznych
        założeń. Tj. nie na zasadzie uprawiania myślenia fantastyczno-życzeniowego w
        stylu że nagle mamy kasę na masę uzbrojenia, ropociąg z Rumunii, zamianę
        kawalerii w dywizje pancerne itd., tylko skromniej - że Śmigły od początku '39
        roku myśli inaczej.
        Myślę, że można sporządzić katalog zmian w ówczesnej rzeczywistości, które były
        możliwe do pomyślenia. Oprócz tego, o czym pisze Wieczorkiewicz, tj.złego
        dowodzenia przez Naczelnego Wodza, niewiedzy dowódców armii nt. sytuacji u
        sąsiadów, i złych decyzjach personalnych (do których - prócz wymienionego już
        Dąb-Biernackiego - dodałbym Rummla, który dezinformował N.Wodza nt. sytuacji
        armii Łódź, a potem zbiegł z pola walki, i Bortnowskiego - całkowite załamanie
        psychiczne. I oprócz usytuowania armii Pomorze skazującego ją na zagładę - na
        skutek błędnego rozumienia celów Hitlera (prawie do końca sierpnia wierzono w
        jeszcze bardziej ograniczony wariant działań Niemców tj. w pucz w Gdańsku, na
        co odpowiedzią miało być wkroczenie tam naszego korpusu interwencyjnego - a to
        już było założenie kompletnie fantastyczne).
        Do rejestru błędówm które były możliwe do uniknięcia dodałbym wielokrotnie
        krytykowane rozdzielenie najlepszych sił (czołgi i obrona przeciwlotnicza)
        między poszcz. armie i dywizje. Można je było skoncentrować do ewentualnego
        zwrotu zaczepnego, mogącego opóźnić niemiecki pochód.
        Dodałbym też zaniedbane nawet tych przygotowań do wojny, które nie wymagały
        nakładów finansowych. Tytułem przykładu - można uznać, że nie stać nas było na
        radiofonizację łączności wojskowej. I że w związku z tym słusznie założono, iż
        podstawą tejże będzie państwowa sieć telefoniczna. Ale dziwne, że nie
        przewidziano, iż będą ją podsłuchiwać Niemcy. Można było przygotować szyfr - i
        nie zrobiono tego (!!!!!). W efekcie np. Kutrzeba prosząc Rydza o zgodę na
        manewr nad Bzurą musiał improwizować przy słuchawce telefonicznej ("Chciałbym
        kopnąć w stronę głowy bydlęcia (czyli Ozorkowa - MB) i chodzi o to, czy mam
        kopać sam, czy z Władysławem (Bortnowskim - MB)?"). Przecież to kompromitujące.
        Wreszcie - gdyby choćby miesiąc wcześniej rząd doszedł do wniosku, że wojna
        jest nie do uniknięcia, to miałoby to realny wpływ na przygotowania wojskowe.
        Bo bano się ich ze względów finansowych - ze względu na realną możliwość
        załamania budżetu biednego państwa. Jednak gdyby miesiąc wcześniej niż stało
        się to w rzeczywistości uznano najpierw, że wojna jest b. prawdopodobna, a
        potem, że jest nieuchronna - a można było moim zdaniem miesiąc wcześniej dojść
        do obu tych wniosków - to oczywiście nie zaowocowałoby to fantastycznymi
        efektami typu "10 brygad zmotoryzowanych", bo na to oczywiście kasy by i tak
        nie było. Ale druga brygada mogłaby być we wrześniu już w pełni sprawna - i to
        też by się trochę liczyło.
        Zdążono by też trochę bardziej rozbudować fortyfikacje na głównych kierunkach
        niemieckich uderzeń (w paru punktach zwlekano z tym czekając na... koniec żniw,
        z obawy przed budżetowymi konsekwencjami konieczności płacenia chłopom
        odszkodowań za zniszczone przy budowie zboże!!!). W efekcie w paru ważnych
        punktach we wrześniu Niemcy mieliby ze dwa dni straty - co umożliwiłoby
        sprawniejsze wycofywanie wojsk na nowe rubieże.
        Gdyby strażnik budżetu wicepremier Kwiatkowski został miesiąc wcześniej
        przekonany, że wojna jest nieunikniona, o miesiąc wcześniej zwolniłby dla
        potrzeb wojska wszystkie rozporządzalne pieniądze - w efekcie może we wrześniu
        byłyby już w kraju te (lub analogiczne) zakupy sprzętu, które miały właśnie we
        wrześniu do kraju dotrzeć.
        Wreszcie - wstrzymanie eksportu broni. Transporty np. dział plot. do odbiorców
        zagranicznych wychodziły z Polski jeszcze latem. Gdyby nieuchronność wojny
        stała się wcześniej oczywista, to można było je wstrzymać - co też miałoby
        pewne znaczenie.
        Wszystko to razem nie zaowocowałoby oczywiście zwycięstwem - to było
        niemożliwe. Ale sądzę, że wszystkie te skumulowane czynniki dałyby możliwość
        przewleczenia kampanii o jakieś 2 tygodnie. Innymi słowy - załamanie Polski nie
        byłoby oczywiste około 7 września, tylko dopiero około 20. A sytuacja
        analogiczna do tej z 16 września byłaby dopiero około 1 października.
        I teraz pytanie - czy gdyby tak się stało, to może jednak alianci zachodni,
        sprowokowani tym, że Hitler ugrzązł w Polsce bardziej i na dłużej niż stało się
        to w rzeczywistości, nie zdecydowaliby się jednak na akcję zaczepną gdzieś pod
        koniec drugiej dekady września? I jakie to by miało konsekwencje?
        Tego oczywiście nie wiemy. Ale nawet gdyby się nie ruszyli, to w Polsce nie
        byłoby tego potwornego - i zabójczego dla ducha narodowego - poczucia poniżenia
        i rozgoryczenia, tak charakterystycznego dla wszystkich wspomnień z
        jesieni '39...
        • caerme Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 12.09.02, 21:09
          miedz_brzeczaca napisał:

          > Do słusznych tez Wieczorkiewicza dodałbym pytanie zasadnicze: czy w 1939 roku
          > wynik kampanii mógłby - i na ile - być inny, ale przy zachowaniu
          realistycznych
          > założeń. Tj. nie na zasadzie uprawiania myślenia fantastyczno-życzeniowego w
          > stylu że nagle mamy kasę na masę uzbrojenia, ropociąg z Rumunii, zamianę
          > kawalerii w dywizje pancerne itd., tylko skromniej - że Śmigły od
          początku '39
          > roku myśli inaczej.

          myslec w styczniu 39 roku to juz musztarda po obiedzie, ostatni gwizdek na
          myslenie to bylo monachium po nim to mielismy dwoch prawie sasiadow na calej
          granicy z tego jeden nie mial zamiarow pokjowych a drugi tez srednie, dla
          jednego granica stanowila taka loterie wymarzonych okazji i szans na tak ze
          tylko wytbierac. myslenie musialby byc w 38...

          Oprócz tego, o czym pisze Wieczorkiewicz, tj.złego
          > dowodzenia przez Naczelnego Wodza, niewiedzy dowódców armii nt. sytuacji u
          > sąsiadów, i złych decyzjach personalnych (do których - prócz wymienionego już
          > Dąb-Biernackiego - dodałbym Rummla, który dezinformował N.Wodza nt. sytuacji
          > armii Łódź, a potem zbiegł z pola walki, i Bortnowskiego - całkowite
          załamanie
          > psychiczne. I oprócz usytuowania armii Pomorze skazującego ją na zagładę - na
          > skutek błędnego rozumienia celów Hitlera (prawie do końca sierpnia wierzono w
          > jeszcze bardziej ograniczony wariant działań Niemców tj. w pucz w Gdańsku, na
          > co odpowiedzią miało być wkroczenie tam naszego korpusu interwencyjnego - a
          to już było założenie kompletnie fantastyczne).

          według niektorcych w zasadzie nawet odpowiedz na puch w gdansku bylaby bardzo
          bardzo utrudniona [kirchmayer]

          > Do rejestru błędówm które były możliwe do uniknięcia dodałbym wielokrotnie
          > krytykowane rozdzielenie najlepszych sił (czołgi i obrona przeciwlotnicza)
          > między poszcz. armie i dywizje. Można je było skoncentrować do ewentualnego
          > zwrotu zaczepnego, mogącego opóźnić niemiecki pochód.

          wybacz taki sam blad popelnila francja... cos na ksztal dyw . panc mialy tylko
          niemcy i zsrr z tym ze tam na gigantyczna skale. a ze nasi brali jesli w ogole
          wzory to od francuzow...

          > radiofonizację łączności wojskowej. I że w związku z tym słusznie założono,

          > podstawą tejże będzie państwowa sieć telefoniczna. Ale dziwne, że nie
          > przewidziano, iż będą ją podsłuchiwać Niemcy. Można było przygotować szyfr -
          i
          > nie zrobiono tego (!!!!!).
          czemu sie dziwisz... gdzies pisalem ze zapas dynamitu w calym kraju nie
          wystarczal nawet z bieda dla jednej armii [pomorze] by wysadzila co miala b. a
          to b. porzadnie, wiec o innych juz w ogole nie myslano

          > do obu tych wniosków - to oczywiście nie zaowocowałoby to fantastycznymi
          > efektami typu "10 brygad zmotoryzowanych", bo na to oczywiście kasy by i tak
          > nie było. Ale druga brygada mogłaby być we wrześniu już w pełni sprawna - i
          to
          > też by się trochę liczyło.
          > Zdążono by też trochę bardziej rozbudować fortyfikacje na głównych kierunkach
          > niemieckich uderzeń (w paru punktach zwlekano z tym czekając na... koniec
          żniw,

          wiem, pisal o tym kirchmayer... apropo formowania brygad itd, formowanie nie
          trwa miesiac - musi byc szkielet konstrukcja ktora sie wypelnia poborowymi, to
          ta kosntrukcja trzyma calosc. o tym trrzeba bylo myslec ze 2 lata wstecz albo
          najdalej w 38
          > Wszystko to razem nie zaowocowałoby oczywiście zwycięstwem - to było
          > niemożliwe. Ale sądzę, że wszystkie te skumulowane czynniki dałyby możliwość
          > przewleczenia kampanii o jakieś 2 tygodnie. Innymi słowy - załamanie Polski
          nie
          przedluzyloby to agonie i zwiekszylo straty - co akrat przy przerznietej
          kampanii jest dla mnie bezsensem...

          >
          > byłoby oczywiste około 7 września, tylko dopiero około 20. A sytuacja
          > analogiczna do tej z 16 września byłaby dopiero około 1 października.
          > I teraz pytanie - czy gdyby tak się stało, to może jednak alianci zachodni,
          > sprowokowani tym, że Hitler ugrzązł w Polsce bardziej i na dłużej niż stało
          się
          >
          > to w rzeczywistości, nie zdecydowaliby się jednak na akcję zaczepną gdzieś
          pod
          > koniec drugiej dekady września? I jakie to by miało konsekwencje?
          > Tego oczywiście nie wiemy. Ale nawet gdyby się nie ruszyli, to w Polsce nie
          > byłoby tego potwornego - i zabójczego dla ducha narodowego - poczucia
          poniżenia

          alianci przy tych rzadach i nastroju by sie nie zdecydowali na zaden atak to
          nie ta bajka. oni woleli linie mazinota liczac ze ich obroni i pozowli na
          przygotowanie itd w odpowiednim dla nich momencie. nie wiedzieli ze zmienil sie
          sposob wojowania

          >
          > i rozgoryczenia, tak charakterystycznego dla wszystkich wspomnień z
          > jesieni '39...

          a rozgoryczenie nie jest na zolnierza jest na wyzsza i srednia kadre wojskowa i
          oficerska...
          • miedz_brzeczaca Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 13.09.02, 12:50
            Jeden drobiazg: druga brygada panc.-mot. (Roweckiego) we wrześniu już istniała,
            tylko nie była pełnowartościowa. Gdyby decyzja o jej formowaniu zapadła ze dwa
            miesiące wcześniej, to już by zdążyła we wrześniu byc pełnowartościową siłą
            bojową (na co zwracał uwagę sam Rowecki).
            • caerme Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 13.09.02, 22:17
              wspominalem jedynie ocaluym procesie formowania to raz a dwa ze dwqie bryg panc-
              motorowe bynajmniej nie dalyby rady nawet 10 dyw panzerow jedynek...
              • Gość: Oster Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA IP: *.torun.dialup.inetia.pl 14.09.02, 19:34
                Proszę pamiętać że 10 BKZmot i WBP-M były jednostkami pancernymi jedynie z
                nazwy. Stopień nasycenia bronią pancerną pozwalał wykorzystywać je wyłącznie w
                charakterze szybkich jednostek zaporowych a więc w sposób skrajnie różny od
                zasad przewidzianych dla jednostek autentycznie pancernych. Doktrynę taką
                rozwijali jedynie Niemcy i ZSRR. Nas "trochę" krępowała nabyta w latach 20.
                doktryna francuska użycia czołgów. Wieloletnie studia dwudziestolecia
                międzywojennego oraz przebiegu kampanii wrześniowej pozwalają uznać że najlepsi
                dowódcy na wszelkich szczeblach, najnowocześniejszy sprzęt w użyciu, nie
                zmieniłyby nic w ostatecznym dla kampanii wyniku. Celem, który w końcu Polska
                osiągnęła ( jak gdyby naturalnie ) było uwikłanie w wojnę innych europejczyków,
                i długotrwałe wspólne wywalczanie ponownej wolności.
              • miedz_brzeczaca Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 16.09.02, 19:52
                Nie twierdziłem że dwie brygady zmieniłyby wynik kampanii. Odwrotnie. Czytaj
                uważnie.
        • Gość: Tomasz Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA IP: *.ibch.poznan.pl 13.09.02, 17:33
          miedz_brzeczaca napisał:

          > Do słusznych tez Wieczorkiewicza dodałbym pytanie zasadnicze: czy w 1939 roku
          > wynik kampanii mógłby - i na ile - być inny, ale przy zachowaniu realistycznych
          >
          > założeń. Tj. nie na zasadzie uprawiania myślenia fantastyczno-życzeniowego w
          > stylu że nagle mamy kasę na masę uzbrojenia, ropociąg z Rumunii, zamianę
          > kawalerii w dywizje pancerne itd., tylko skromniej - że Śmigły od początku '39
          > roku myśli inaczej.
          > Myślę, że można sporządzić katalog zmian w ówczesnej rzeczywistości, które były
          >
          > możliwe do pomyślenia. Oprócz tego, o czym pisze Wieczorkiewicz, tj.złego
          > dowodzenia przez Naczelnego Wodza, niewiedzy dowódców armii nt. sytuacji u
          > sąsiadów, i złych decyzjach personalnych (do których - prócz wymienionego już
          > Dąb-Biernackiego - dodałbym Rummla, który dezinformował N.Wodza nt. sytuacji
          > armii Łódź, a potem zbiegł z pola walki, i Bortnowskiego - całkowite załamanie
          > psychiczne. I oprócz usytuowania armii Pomorze skazującego ją na zagładę - na
          > skutek błędnego rozumienia celów Hitlera (prawie do końca sierpnia wierzono w
          > jeszcze bardziej ograniczony wariant działań Niemców tj. w pucz w Gdańsku, na
          > co odpowiedzią miało być wkroczenie tam naszego korpusu interwencyjnego - a to
          > już było założenie kompletnie fantastyczne).
          > Do rejestru błędówm które były możliwe do uniknięcia dodałbym wielokrotnie
          > krytykowane rozdzielenie najlepszych sił (czołgi i obrona przeciwlotnicza)
          > między poszcz. armie i dywizje. Można je było skoncentrować do ewentualnego
          > zwrotu zaczepnego, mogącego opóźnić niemiecki pochód.
          > Dodałbym też zaniedbane nawet tych przygotowań do wojny, które nie wymagały
          > nakładów finansowych. Tytułem przykładu - można uznać, że nie stać nas było na
          > radiofonizację łączności wojskowej. I że w związku z tym słusznie założono, iż
          > podstawą tejże będzie państwowa sieć telefoniczna. Ale dziwne, że nie
          > przewidziano, iż będą ją podsłuchiwać Niemcy. Można było przygotować szyfr - i
          > nie zrobiono tego (!!!!!). W efekcie np. Kutrzeba prosząc Rydza o zgodę na
          > manewr nad Bzurą musiał improwizować przy słuchawce telefonicznej ("Chciałbym
          > kopnąć w stronę głowy bydlęcia (czyli Ozorkowa - MB) i chodzi o to, czy mam
          > kopać sam, czy z Władysławem (Bortnowskim - MB)?"). Przecież to kompromitujące.
          > Wreszcie - gdyby choćby miesiąc wcześniej rząd doszedł do wniosku, że wojna
          > jest nie do uniknięcia, to miałoby to realny wpływ na przygotowania wojskowe.
          > Bo bano się ich ze względów finansowych - ze względu na realną możliwość
          > załamania budżetu biednego państwa. Jednak gdyby miesiąc wcześniej niż stało
          > się to w rzeczywistości uznano najpierw, że wojna jest b. prawdopodobna, a
          > potem, że jest nieuchronna - a można było moim zdaniem miesiąc wcześniej dojść
          > do obu tych wniosków - to oczywiście nie zaowocowałoby to fantastycznymi
          > efektami typu "10 brygad zmotoryzowanych", bo na to oczywiście kasy by i tak
          > nie było. Ale druga brygada mogłaby być we wrześniu już w pełni sprawna - i to
          > też by się trochę liczyło.
          > Zdążono by też trochę bardziej rozbudować fortyfikacje na głównych kierunkach
          > niemieckich uderzeń (w paru punktach zwlekano z tym czekając na... koniec żniw,
          >
          > z obawy przed budżetowymi konsekwencjami konieczności płacenia chłopom
          > odszkodowań za zniszczone przy budowie zboże!!!). W efekcie w paru ważnych
          > punktach we wrześniu Niemcy mieliby ze dwa dni straty - co umożliwiłoby
          > sprawniejsze wycofywanie wojsk na nowe rubieże.
          > Gdyby strażnik budżetu wicepremier Kwiatkowski został miesiąc wcześniej
          > przekonany, że wojna jest nieunikniona, o miesiąc wcześniej zwolniłby dla
          > potrzeb wojska wszystkie rozporządzalne pieniądze - w efekcie może we wrześniu
          > byłyby już w kraju te (lub analogiczne) zakupy sprzętu, które miały właśnie we
          > wrześniu do kraju dotrzeć.
          > Wreszcie - wstrzymanie eksportu broni. Transporty np. dział plot. do odbiorców
          > zagranicznych wychodziły z Polski jeszcze latem. Gdyby nieuchronność wojny
          > stała się wcześniej oczywista, to można było je wstrzymać - co też miałoby
          > pewne znaczenie.
          > Wszystko to razem nie zaowocowałoby oczywiście zwycięstwem - to było
          > niemożliwe. Ale sądzę, że wszystkie te skumulowane czynniki dałyby możliwość
          > przewleczenia kampanii o jakieś 2 tygodnie. Innymi słowy - załamanie Polski nie
          >
          > byłoby oczywiste około 7 września, tylko dopiero około 20. A sytuacja
          > analogiczna do tej z 16 września byłaby dopiero około 1 października.
          > I teraz pytanie - czy gdyby tak się stało, to może jednak alianci zachodni,
          > sprowokowani tym, że Hitler ugrzązł w Polsce bardziej i na dłużej niż stało się
          >
          > to w rzeczywistości, nie zdecydowaliby się jednak na akcję zaczepną gdzieś pod
          > koniec drugiej dekady września? I jakie to by miało konsekwencje?
          > Tego oczywiście nie wiemy. Ale nawet gdyby się nie ruszyli, to w Polsce nie
          > byłoby tego potwornego - i zabójczego dla ducha narodowego - poczucia poniżenia
          >
          > i rozgoryczenia, tak charakterystycznego dla wszystkich wspomnień z
          > jesieni '39...


          Sądzę, że temat ten jest na tyle interesujący, że zasługuje na stworzenie strony internetowej.
          Podobne strony tematyczne mają np. Rosjanie. Poswięcają je różnym zagadnienion
          związanym z WWII. Niektóre są w języku angielskim, inne w rosyjskim.

          Problem z oceną wydarzeń w 39 r wynika z ograniczeń politycznych. Ograniczenia te miały
          inny charakter w czasach PRL, inny mają obecnie. W moim odczuciu, historykom brakuje odwagi
          do chłodnego i w miarę obiektywnego opisu wydarzeń, gdyż boją się urazić uczucia narodowe (słynne
          nie kalać swiętosci). Historycy zawsze byli i są dyspozycyjni.

          Jak się obecnie sądzi, najwyższe władze wojskowe w Polsce zakładały, że wojna będzie
          prowadzona w sposób raczej podobny do tego jak w czasie WWI. Rodzi to oczywiste pytania, chociażby
          czy w Polsce prowadzono analizy dotyczące charakteru armii niemieckiej (czyżby przeoczono istnienie
          dywizji pancernych?). Może się mylę, ale wygląda na to, że nie dysponowano analizami dotyczącymi
          sytuacji politycznej, szczególnie we Francji, nie przejmowano się nastrojami defetystycznymi jakie tam
          panowały (także wsród elit politycznych). Nie badano możliwosci mobilizacyjnych i czasu jaki był
          niezbędny do wyprowadzenia ofensywy na Zachodzie. To są pytania, jedne z wielu na które nie mam
          odpowiedzi. Czyżby nasze elity żyły w swiecie iluzji- stały się ofiarą własnej propagandy?
          Jaki wpływ na postawę naszych władz miały rządy Anglii i Francji. Jakiego charakteru były naciski
          na rząd polski, i na ile doprowadziły one do wadliwych posunięć?
          Czy rządy, francuski i angielski brały na serio możliwosć uderzenia na Niemcy w 39 r, czy ich polityka
          była tylko bleffowaniem (a niecny Hitler ich sprawdził?). Jak wytłumaczyć "dziwną wojnę"- czyżby
          czekaniem na nowe "monachium"?

          • dreaded88 Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA 13.09.02, 17:59
            Nie do końca prawda, z istnienia dywizji pancernych zdawano sobie doskonale
            sprawę, były robione analizy porównawcze armii polskiej, francuskiej,
            niemieckiej i sowieckiej - z których wynikało jednoznacznie zacofanie naszej.
            Analizowano również nowoczesne wojny ( Etiopia, Hiszpania ) - stąd np. zlecenie
            opracowanie pm Mors albo chwilowe wstrzymanie produkcji czołgu 7 TP, kiedy z
            analiz użycia rosyjskiego T-26 w Hiszpanii ( oba były oparte na anglelskim
            Vickersie ) wywynioskowano, że jest to dość słaby pojazd ( tyle, że nie było go
            czym zastąpić ). Uff, znów wpadam w szczegóły techniczne.
            Wysuwane były w końcu lat 30. np. postulaty likwidacji kawalerii w kształcie
            istniejącym i stworzenia dywizji lekkich - mieszane związki konno-zmotoryzowano-
            pancerne.
            Faktem jest, że z pełni możliwości niemieckich dywizji pancernych w
            pełnoskalowej wojnie nie zdawał sobie sprawy chyba nikt poza Guderianem, vide
            przebieg działań we Francji w 1940 i zaskoczenie nim aliantów. Niemcy mieli
            atut inicjatywy organizacyjno-strategicznej, inni musieli się dopiero uczyć.
            Inna sprawa, że ostrze Blitzkriegu w 1939 mogłoby się potężnie stępić, gdyby
            polskie dywizje piechoty miały więcej karabinów i dział przeciwpancernych.
    • Gość: Kagan Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA IP: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au 12.09.02, 07:25
      Gość portalu: makary napisał(a):

      > WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA PAWEŁ PIOTR WIECZORKIEWICZ
      > W realiach roku 1939 Polska w wojnie z Niemcami nie miała żadnych szans.
      K: Zgoda! Po co wiec stawaiali opor? Aby stracic zolnierzy i majatek?

      > Polemiki, jakie się toczą wokół kampanii już od ponad sześćdziesięciu lat,
      > odnoszą się zatem zarówno do głębokich geopolitycznych przesłanek klęski, jak i
      > jej uwarunkowań wojskowych. Istotę sporu oddaje retoryczne pytanie kpt.
      > Felicjana Majorkiewicza: "czy dało się drożej sprzedać żołnierską krew?"
      K: Po co bylo w ogole ja sprzedawac? Nie lepiej bylo jej po prostu nie wystawiac na handel, a
      zaoszczedzic na przyszlosc, jak to zrobili np. Czesi?

      > Niekwestionowany znawca i analityk kampanii płk Marian Porwit stwierdził,
      > że "została przegrana nie na miarę sił zbrojnych państwa o
      > trzydziestopięciomilionowej ludności, zwłaszcza jeśli idzie o charakter i
      > rozmiar walk". Aby rzetelnie zweryfikować tę opinię, trzeba nie tylko odwołać
      > się do optymalnych, gabinetowych rozwiązań, ale i podjąć studia porównawcze
      > nad wysiłkiem bojowym armii francuskiej w 1940 roku i radzieckiej latem 1941
      > roku.
      K: Francuzi nie chcieli sie bic, Rosjanie sami zdezorganizowali swa armie. Ich klopoty byly
      natury politycznej, Polska zas obiektywnie nie miala zadnych szans. Po prostu polska gospodarka
      byla do niczego, nie byla w stanie uzbroic WP...

      > Bardziej satysfakcjonujący wynik wojny zależał od przyjęcia racjonalnego i
      > efektywnego planu obrony oraz jego perfekcyjnej realizacji. Marszałek Edward
      > Rydz-Śmigły, zdaniem swego szefa sztabu gen. Wacława Stachiewicza, opierał
      > strategiczną kalkulację na jedynym możliwym założeniu, że "walka o czas mogła
      > być, w naszych warunkach tylko strategicznym opóźnianiem [...] do czasu
      > odciążenia naszego frontu". Rozstrzygnięcie mogło zapaść tylko na froncie
      > zachodnim. Wobec wymogów politycznych i gospodarczych naczelny wódz przez
      > kolejne ustępstwa sprzeniewierzył mu się ostatecznie. Kordonowe ugrupowanie,
      > w jakim uszykowano wojska, oznaczało bowiem konieczność podjęcia walki
      > wszystkimi niemal siłami od pierwszych minut wojny. Jednym z argumentów na obronę tak
      > zasadniczego odstępstwa od idei przewodniej był fakt, że na kresach
      > zachodnich znajdowało się centrum przemysłowe kraju, jak też główne ośrodki
      > mobilizacyjne polskiego rekruta.
      K: Z tymi silami, ktore miala Polska, nawet najlepszy wodz nic by nie zrobil.
      Tu nie chodzi o taktyke czy strategie, ale o brak silnego lotnictwa, broni pancernej i
      przeciwpancernej, czy tez sprawnej lacznosci...

      > Płynie z tego wniosek, że ziem tych należało bronić
      > najdłużej, opuszczając je dopiero po planowej ewakuacji. Zadajmy jednak
      > pytanie, jakie w warunkach rozgardiaszu na szlakach komunikacyjnych były jej
      > realne wyniki i czy podobnych nie uzyskano by, opóźniając nawałę niemiecką za
      > pomocą oddziałów osłonowych, np. stosunkowo mobilnej kawalerii.
      > Inną próbą rozgrzeszenia naczelnego wodza jest twierdzenie, że tylko poprzez
      > zaangażowanie wszystkich sił Wojska Polskiego można było wymusić dotrzymanie
      > gwarancji przez sojuszników, zwłaszcza wobec ewentualności poszukiwania przez
      > Berlin modus vivendi z Zachodem po osiągnięciu planowanych zdobyczy
      > terytorialnych w Polsce. Wiemy jednak, że celem Hitlera było całkowite
      > zniszczenie Polski. "Nie chodzi o osiągnięcie określonej rubieży ani o
      > ustalenie nowej granicy" � mówił na odprawie generalicji w Obersalzbergu
      > jeszcze przed rozpoczęciem działań � "lecz o zniszczenie nieprzyjaciela, do
      > czego należy usilnie dążyć wszelkimi sposobami". Czy fŁhrer byłby skłonny
      > zrewidować ów strategiczny plan i podejmować niepewne negocjacje w warunkach
      > zagrożenia, jakie stanowiłby nienaruszony polski potencjał militarny?
      K: Oczywiscie!

      >
    • Gość: Kagan Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA IP: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au 12.09.02, 07:29
      > NACZELNY WÓDZ CZY JEŹDZIEC BEZ GŁOWY
      > Kolejnym punktem oceny Rydza-Śmigłego � tu historycy, a nawet świadkowie są
      > zadziwiająco zgodni � jest karygodny wręcz sposób wdrożenia planu wojny w
      > życie. Ówczesny szef Oddziału Operacyjnego Sztabu Głównego płk Stanisław
      > Kopański zauważył nader ostrożnie: "Koncepcja dalszych działań wojennych,
      > poza okresem wstępnym, ujętym w wytycznych dla dowódców armii, jeśli istniała w
      > umyśle przyszłego Wodza Naczelnego i znana była jego najbliższym
      > współpracownikom (szefowi Sztabu i jego zastępcy), to na pewno nie była
      > ujawniona Oddziałowi Operacyjnemu. Nie była więc przepracowana przez Sztab,
      > ani też przygotowana w terenie". Przy defensywnych założeniach w wymiarze
      > strategicznym był to błąd wręcz kardynalny. O jego operacyjnych skutkach
      > pisał niemal na gorąco ówczesny dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej płk
      > Stefan Rowecki: "Jak można było, konstruując plan wojny z Niemcami, nie wziąć
      > pod uwagę konieczności solidnego przygotowania podstawy do manewru i bazy
      > asekuracyjnej na ewentualne początkowe niepowodzenia, jaką stwarzała przyroda
      > w postaci naturalnej linii oparcia na Wiśle, Sanie i Narwi".
      K: A czym by ta linie bronili? Szabelkami?

      > Plan wojny, nie dość, że ogólnikowy i nierozpracowany w kolejnych stadiach,
      > marszałek co gorsza otoczył niezrozumiałym wręcz nimbem tajemnicy nie tylko
      > wobec własnego sztabu. Gen. Czesław Młot-Fijałkowski sądził (słusznie!), że
      > naczelny wódz odziedziczył tę metodę postępowania po marszałku Piłsudskim.
      > Kolejnym błędem stała się, również wyniesiona z wojny 1920 roku, skrajna
      > wręcz centralizacja dowodzenia. Nawet tak lojalny obrońca zwierzchnika jak gen.
      > Stachiewicz zauważa, że na warunkach pracy Naczelnego Dowództwa, dowództw
      > armii i grup operacyjnych ujemnie odbił się brak organizacyjnych dowództw grup
      > armii (frontów) oraz zbyt mała liczba dowództw grup operacyjnych (korpusów).
      K: Po prostu nie bylo lacznosci! Polskie mysliwce lataly we wrzesniu 1939 BEZ RADIA!

      > Efektem, już w trakcie kampanii, stały się ingerencje Rydza-Śmigłego w rozkazodawstwo
      > na poziomie dywizji i brygad, niemal zawsze spóźnione i nieadekwatne do
      > sytuacji.
      > Stało się tak, ponieważ, jak zauważa trafnie płk Porwit, "marszałek wziął na
      > siebie obowiązki ponad siły, i to bez prawidłowej pomocy sztabu". Co gorsza,
      > czego można było i należało się spodziewać, naczelny wódz, w warunkach rwącej
      > się łączności pozbawiony najdalej po kilku dniach możliwości realnej
      > komunikacji z podwładnymi, utracił praktycznie możliwość kierowania
      > operacjami.
      K: Nie mial jej od 1 dnia... :(

      > W rezultacie dowódcy armii, a nawet dywizji, toczyli własne wojny.
      > Potwierdziła się zatem diagnoza francuskich sojuszników, którzy oceniali Rydza-Śmigłego
      > jako pozbawionego błyskotliwości, mało inteligentnego, drobiazgowego, ale upartego
      > i energicznego.
      K: Typowy Polak-katolik... :(

      > Skuteczniejszy opór wymagał od polskiej strony perfekcyjnego dowodzenia na
      > wszystkich szczeblach. Niemieckie panowanie w powietrzu paraliżowało
      > możliwość sprawnego i skrytego przed wzrokiem przeciwnika przerzucania wojska, a użycie
      > transportu motorowego dawało Wehrmachtowi możność szybszego skupiania swych
      > sił. Wojna zamieniła się w wyścig polskiego piechura i kopyt koni z silnikami
      > niemieckich ciężarówek i czołgów. Dowódcy polscy nie mogli sobie w tej
      > sytuacji pozwolić na błąd, gdyż nie tylko nie można było go później naprawić, ale � co
      > gorsza � jego skutki nawarstwiały się. Tymczasem dowodzenie operacyjne stało
      > na relatywnie niskim poziomie i okazało się bodaj najsłabszym elementem Wojska
      > Polskiego w 1939 roku.
      K: Najlepsze dowodzenie by nic nie dalo, jak WP mialo sprzet sprzed I WS...


    • Gość: Kagan Re: WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA IP: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au 12.09.02, 07:32
      > BLAMAŻ LEGIONOWYCH GENERAŁÓW
      > Trudno mieć do naczelnego wodza pretensje o taką, a nie inną obsadę wyższych
      > dowództw w chwili rozpoczęcia kampanii, bowiem pokojowe opinie nie muszą się
      > sprawdzać, i często nie sprawdzają się, na wojnie. Rydz musiał nadto zachować
      > kadrową równowagę między dwiema grupami generałów przewidywanych do wojny
      > przeciwko Niemcom i Związkowi Radzieckiemu.
      K: Oni byli przygotowani tylko do kolejnego marszu na Kijow. Zapomnieli tylko, ze sowieci zmienili uzbrojenie i taktyke...

      Nie usprawiedliwia to jednak decyzji personalnych, jakie powziął już w trakcie kampanii. Niewykorzystanie
      > aż do 10 września gen. Kazimierza Sosnkowskiego, mimo jego natarczywych próśb,
      > musi zdumiewać, oburzać zaś � powierzenie skompromitowanemu w początkowym
      > etapie wojny gen. Stefanowi Dębowi-Biernackiemu ("przestępcy wojennemu, który
      > bez bitwy pozwolił na rozbicie swojej armii i dalej przestępczo nie chciał
      > ująć w karby cofających się wojsk" � jak oceniał jego zachowanie w meldunku do
      > Rydza jeden z podkomendnych) kluczowego stanowiska dowódcy Frontu Północnego. Pod
      > Tomaszowem, gdy jego chaotyczne dowodzenie doprowadziło do klęski w tej
      > bitwie może najważniejszej w całej kampanii bitwy, przebrawszy się w cywilne
      > ubranie, ponownie zbiegł z pola walki, dając dowód nie tylko braku kompetencji, ale i
      > tchórzostwa. Podobnie rzecz miała się z gen. Kazimierzem Fabrycym, który
      > zasłaniając się rzekomą chorobą, nie tylko porzucił po przełamaniu przez
      > Niemców linii obrony Sanu Armię "Małopolska".
      K: OK! Generalicja byla do dupy, ale Polske zgubil glownie brak uzbrojenia.
      Gospodarka Polski byla po prostu za slaba w porownaniu do Niemieckiej.
      Dokladnie jak dzisiaj!
      :(
    • Gość: kuna Re: WRZESIEŃ 1939 - OJCIEC PRZEWIDZIAŁ IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 15:48
      Mój ojciec zawdowy oficer I i II WS, bardzo krytycznie w latach 30-ych oceniał
      polskie wojsko (wolno za to awansował, ale był potrzebnym specjalistą).
      Przewidział przebieg II WS (ale mógł tylko za wczasu wysłać rzeczy na
      wschód).Walczył pod Kutnem
      • kolargol Do Kagana 16.09.02, 03:47
        Ty Kagan jestes jednak naprawde glupi.
        • caerme Re: Do Kagana 16.09.02, 21:55
          uwazam ze kagan nie jest glupi, on bardzo celnie wytyka nasza megalomanie i
          chec poswiecanaia zycia niezaleznie czy trzeba czy nie...
          ka tez uwazam ze wojna obronna 39 byla zbedna - nie mielsimy zadnych sznas w
          niej - lepiej byloby sie od razu poddac niz tracic zycie najlepszych ludzi, oni
          sie kiedys przydadza po co ginac hjak wiadomo ze i tak nic sie nie uzyska...
          jesli luybisz takie wojenki - twoj wybor

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka