Dodaj do ulubionych

Czy studia magisterskie moglyby trwac 3 lata ???

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.06, 16:13
Trzy lata to chyba wystarczajacy okres czasu,
przynajmniej jesli idzie o dzienny tryb studiowania ?

Czy obecny czas trwania 9 semestrow + seminarium dyplomowe
nie jest anachronizmem przy obecnych mozliwosciach
wymiany informacji ??

Czy prowadzenie wykladow kreda na tablicy i dyktowanie
studentom tresci notatek nie jest czyms co
dzisiaj w dobie notebookow i internetu zaslugiwaloby na
miano 'sredniowiecza' w nauczaniu ?

Czy tak rozciagniety w czasie program studiow nie wynika
po prostu z czystej kalkulacji wladz uczelni ?
Bo gdyby byl krotszy wtedy za jednym studentem poszlyby
mniejsze pieniadze, a dodatkowo wzroslaby konkurencja
miedzy uczelniami o studenta i wielu wieloetatowych
wykladowcow by na tym sporo stracilo.

Ciekaw jestem Waszych opinii w tej sprawie.

p.
Obserwuj wątek
    • Gość: NEMO Re: Czy studia magisterskie moglyby trwac 3 lata IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 03.03.06, 16:54
      Jestem z pokolenia, gdy uzywano suwakow logarytmicznych ale nie to decudowalo o
      dlugosci studiow. Jesli idzie o "wchlanianie" wiedzy, jak powiedzial nam jeden
      z profesorow, mozna kupic wszystkie te ksiazki i pewnie w ciagu 2 lat mozna
      wiedziec wszystko, co w nich napisane. Jak tenze, znany profesor ( przynajmniej
      w swojej dziedzinie ) zauwazyl, ze uczelnie ma kazdego z nas zmienic i jesli
      tego nie czyni to studia sa czasem straconym. Jesli przyjmiemy, ze studia sa
      jedynie swego rodzaju szkola zawodowa - to 2 lata. Jesli wezmiemy pod uwage, ze
      wiedza ma nas wzbogacac i zmieniac to akurat trudno przylozyc jakakolwiek miare
      ale im dluzej tym lepiej.


      Pozdrawiam
      • Gość: p. Re: Czy studia magisterskie moglyby trwac 3 lata IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.06, 17:26
        Gość portalu: NEMO napisał(a):

        > Jestem z pokolenia, gdy uzywano suwakow logarytmicznych ale nie to decudowalo
        > o dlugosci studiow. Jesli idzie o "wchlanianie" wiedzy, jak powiedzial nam
        > jeden z profesorow, mozna kupic wszystkie te ksiazki i pewnie w ciagu 2 lat
        > mozna wiedziec wszystko, co w nich napisane. Jak tenze, znany profesor (
        > przynajmniej w swojej dziedzinie ) zauwazyl, ze uczelnie ma kazdego z nas
        > zmienic i jesli tego nie czyni to studia sa czasem straconym.

        Zgoda co do tego ostatniego tylko czy takie piecioletnie
        studia zmieniaja ludzi we wlasciwym kierunku ??

        Pytam o to w kontekscie biadolenia naukowcow na stan
        polskiej nauki i jej finansowanie.
        Jezeli na uczelniach panuje bieda, laboratoria archaicznie wyposazone,
        program nie odpowiadajacy wymaganiom rynku pracy, to w jakim
        kierunku takie studiowanie zmienia czlowieka ??

        Ja mam swoje zdanie w tej kwestii, chcialbym jednak by wypowiedzieli sie
        tutaj ci ktorzy zajmuja sie takim zmienianiem ludzkich charakterow zawodowo.

        > Jesli przyjmiemy, ze studia sa jedynie swego rodzaju szkola zawodowa - to 2
        > lata. Jesli wezmiemy pod uwage, ze wiedza ma nas wzbogacac i zmieniac to
        > akurat trudno przylozyc jakakolwiek miare ale im dluzej tym lepiej.

        Ja nie jestem tego tak pewien. W koncu kiedys trzeba byc gotowym
        podjac prace.
        Zas co do tego wzbogacania wiedza, to chyba studenci powinni miec
        wybor tego jaka wiedza i u kogo chca sie wzbogacac ?
        System w ktorym student jest tylko przedmiotem i dojna krowa
        chyba nie szczegolnie go wzbogaca ?

        pozdrawiam

        • Gość: NEMO Re: Czy studia magisterskie moglyby trwac 3 lata IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 03.03.06, 19:00
          Sadze, ze Kolega pojmuje cala sprwe czysto "mechanicznie". Co to znaczy, ze
          ksztalcimy niezgodnie z wymaganiami rynku pracy? Przeciez studia nie sa
          mlotkiem. Niektore kierunki nie maja zadnego znaczenia ekonomicznego. Jezeli
          tak, w jakim celu ksztalcimy ludzi w tych kierunkach?.
          Co to znaczy, ze zmieniamy czlowieka we wlasciwym kierunku? Czy rozwoj
          intelktualny kazdego z nas moze byc tak oceniony?
          Moja Ciocia skonczyla dwa fakultety - filologie polska i rolnictwo. Pracowala
          w kierunku zwiazanym z filologia polska. Czy to znaczy, ze drugi fakultet byl
          byl bez znaczenia?
          Kiedys uwazano, ze jednostka majaca szeroka wiedze jest lepszym pracownikiem,
          obywatelem i czlowiekiem. Czy cos sie zmienilo?

          Pozdrawiam
          • 1410_tenrok Re: Czy studia magisterskie moglyby trwac 3 lata 03.03.06, 20:22
            Praktycznie studia mogłby nawet trwac szesc miesiecy. Tyle pewnie czasu
            potrzeba, aby sciagnac wszystko potrzebne z internetu. To tez kwestia, czego
            nauczac. Mozna wszystko zredukowac do minimum.
            Ale, czy własnie o to chodzi? Internet i notebooki nic tu nie poprawiły.
            Pewnych rzeczy trzeba sie nauczyc.
            Czy człowiek duzo wiedzący ma łatwiej? Niestety w srodowisku nieuków jest wręcz
            przeciwnie. A wiec?
            Generalnie, 9 senmestrów to minimum na magistra. Ale licencjat mozna przeciez
            uzyskac w trzy lata - wiec o czym tak dyskusja?
            • Gość: p. O czym ta dyskusja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.06, 20:32
              1410_tenrok napisał:

              > Praktycznie studia mogłby nawet trwac szesc miesiecy. Tyle pewnie czasu
              > potrzeba, aby sciagnac wszystko potrzebne z internetu.

              Masz chyba niewielka przepustowosc u siebie ;-)

              > To tez kwestia, czego nauczac. Mozna wszystko zredukowac do minimum.
              > Ale, czy własnie o to chodzi? Internet i notebooki nic tu nie poprawiły.
              > Pewnych rzeczy trzeba sie nauczyc.

              Przyznam sie ze nie jestem pewien czy uzywac slowa nauczyc
              we wlasciwym znaczeniu czy tez moze masz na mysli nauczke ;-)

              > Czy człowiek duzo wiedzący ma łatwiej? Niestety w srodowisku nieuków jest
              > wręcz> przeciwnie. A wiec?
              > Generalnie, 9 senmestrów to minimum na magistra.

              Rozumiem ze wg. Ciebie z magistrem jest jak z produkcja wina
              ;-)
              By sobie zasluzyc na ten zaszczytny tytul nalezy
              fermentowac przez 9 semestrow ;-)

              > Ale licencjat mozna przeciez
              > uzyskac w trzy lata - wiec o czym tak dyskusja?

              Generalnie mniej wiecej o tym :
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=37843508&a=37877358
              pozdr
            • Gość: Carmen S. Re: Czy studia magisterskie moglyby trwac 3 lata IP: *.dyn.centurytel.net 05.03.06, 00:27
              Proponuje wizyte u dentysty po 6 miesiecznych studiach, na ktora pojedziesz
              samochodem zrobionym przez inzyniera po takichze, przejezdzajac po drodze po
              moscie zaprojektowanym po takim samym trybie ksztalcenia. A jak ci sie nie
              spodoba do pojdziesz do sadu gdzie osadzi sprawe absolwent 6-miesiecznego prawa.

              W ten sposob tez dowiesz sie na czym polega roznica miedzy teoria a
              eksperymentem a przy okazji miedzy nauka a mniemanologia.
    • t0g Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia 04.03.06, 01:50
      zawodowego dydaktyka akademicka - z wyjatkiem dziesiecioletniej przerwy na prace
      w jednym z National Labs w USA - moge powiedziec, ze szybkosc dostepu do
      informacji niewiele zmienia. Krytyczna jest szybkosc, z ktora przyswajamy
      wiedze. A glowy i to co w nich mamy niewiele sie zmieniaja z postepem techniki.

      Nie bardzo sobie wyobrazam, jak Internet moze pomoc w tym, by czlek szybciej
      opanowal teorie czastkowych rownan rozniczkowych drugiego rzedu, czy mechanike
      kwantowa. Przez te rzeczy trzeba pracowicie sie "przegryzac".

      Metoda kredy i tablicy istotnie traci myszka, ale bardzo czesto sudenci nawet za
      tempem takiego wykladu nie nadazaja.Ja zrerszta moicm powtarzam bez przerwy, ze
      ja ich naucze najwyzej 20% tej wiedzy, ktora musza opanowac w danym kursie, a
      80% to oni musza sami opanowac. Tak zawsze bylo i bedzie, "nauczyc" kogos mozna
      jedynie materialow czysto pamieciowych, np. powtarzajac uczniowi wierszyk iles
      tam razy, mozna doprowadzic do tego, ze sie go nauczy na pamiec. Ale od magistra
      oczekujaemuy juz, ze nie tylko posiadzie zdolnosci odtworcze, ale jednak w
      jakims stopniu i zdolnosci tworcze. A umiejetnosci tworczych nie mozna juz
      nikomu "wlozyc do glowy", nawet przy pomocy bardzo nowoczesnego sprzetu.
      • Gość: p. Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.06, 09:55
        t0g napisał:

        > zawodowego dydaktyka akademicka - z wyjatkiem dziesiecioletniej przerwy na
        > prace w jednym z National Labs w USA - moge powiedziec, ze szybkosc dostepu do
        > informacji niewiele zmienia. Krytyczna jest szybkosc, z ktora przyswajamy
        > wiedze. A glowy i to co w nich mamy niewiele sie zmieniaja z postepem
        > techniki.

        Co racja to racja. Jednak szybkosc krytyczna z mojego skromnego doswiadczenia
        silnie zalezy od sposobu w jaki wiedza zostala spreparowana do przyswojenia.
        A szybkosc dostepu do informacji ma tu kapitalne znaczenie.
        Dzieki obecnym mozliwosciom technicznym mozna bardzo szybko i skutecznie
        weryfikowac dobrze spreparowana wiedze latwa do efektywnego przyswojenia
        i takimi informacjami sie wymieniac.

        > Nie bardzo sobie wyobrazam, jak Internet moze pomoc w tym, by czlek szybciej
        > opanowal teorie czastkowych rownan rozniczkowych drugiego rzedu, czy mechanike
        > kwantowa. Przez te rzeczy trzeba pracowicie sie "przegryzac".

        No wlasnie niekoniecznie trzeba sie 'przegryzac'.
        Obecnie jest to raczej kwestia wyboru miedzy nauczaniem a testowaniem
        sprawnosci intelektualnej studenta.
        I koniecznosc 'przegryzania sie' wynika moim zdaniem z tego ze
        w procesie nauczania akademickiego zdecydowanie wiekszy nacisk
        kladzie sie na testowanie studenta niz na to by go efektywnie nauczac.

        Oczywiscie do tego by studenta testowac internet nie jest specjalnie
        przydatny. Powiedzialbym nawet ze wrecz moze utrudniac selekcje
        wsrod studentow.

        Tylko tutaj pojawia sie pewna mozliwosc selekcji jakiej kiedys nie bylo.
        Ten nowy sposob selekcji moglby polegac na sprawdzaniu jakimi
        narzedziami student sie umie efektywnie poslugiwac.

        Internet jest swietnym medium do rozpowszechniania narzedzi z ktorych
        student moglby budowac swoj warsztat zawodowy.

        >
        > Metoda kredy i tablicy istotnie traci myszka, ale bardzo czesto sudenci nawet
        > za tempem takiego wykladu nie nadazaja.Ja zrerszta moicm powtarzam bez
        > przerwy, ze
        > ja ich naucze najwyzej 20% tej wiedzy, ktora musza opanowac w danym kursie, a
        > 80% to oni musza sami opanowac. Tak zawsze bylo i bedzie, "nauczyc" kogos
        > mozna
        > jedynie materialow czysto pamieciowych, np. powtarzajac uczniowi wierszyk iles
        > tam razy, mozna doprowadzic do tego, ze sie go nauczy na pamiec. Ale od
        > magistra
        > oczekujaemuy juz, ze nie tylko posiadzie zdolnosci odtworcze, ale jednak w
        > jakims stopniu i zdolnosci tworcze. A umiejetnosci tworczych nie mozna juz
        > nikomu "wlozyc do glowy", nawet przy pomocy bardzo nowoczesnego sprzetu.

        Rozumiem ze w ten zawoalowany sposob chcesz dac do zrozumienia
        ze przyszlemu magistrowi NIE WOLNO podawac wiedzy na talerzu,
        czy jak inni mowia klasc kawe na lawe, bo moglo by sie tak stac
        iz magistrem by zostal ktos kto na to nie zasluguje.

        Z punktu widzenia pzyszlego pracodawcy taki sposob selekcji
        i etykietowania tych 'tworczych' czyli magistrow jest dosyc wygodny.
        Pytanie tylko czy ze spolecznego punktu widzenia jest to
        korzystne rozwiazanie w obecnych realiach gospodarczo-ekonomicznych ?

        Czy testowanie kogos przez piec lat po to tylko by wydac
        mu na koniec cenzurke istoty tworczej jest warte tego wysilku
        i tych pieniedzy ?
        Czy nie lepszym i tanszym rozwiazaniem byloby zamiast klasc
        nacisk na testowanie, polozyc go na budowanie warsztatu przy
        pomocy ktorego przyszly magister bedzie uskutecznial swa
        tworcza dzialalnosc ?

        W takim systemie magister znaczylby tylko kogos dysponujacego
        pewnym rozbudowanym i zaawansowanym technicznie warsztatem.
        To czy ktos bylby tworczy lub nie weryfikowaloby juz zycie.

        Byc moze nastal juz czas by zmienic obecny paradygmat
        iz tytul magistra uzyskuje sie tylko na uczelni ?
        Dlaczego by zawodach wymagajacych tworczosci nie bylo mozna
        automatycznie otrzymywac tego tylulu po uzyskaniu
        okreslonych wynikow na danym stanowisku pracy, albo jakiegos
        pulapu dochodu ze swej tworczej dzialalnosci ?

        Wtedy mlody czlowiek mial by wybor czy studiowac dodatkowo
        dwa lata na uczelni, czy tez uzyskac ten sam tytul i mozliwosci
        z nim zwiazane po krotszym lub dluzszeym okresie pracy zawodowej
        niejako z automatu.

        Co o tym myslicie ?
        • billy.the.kid Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia 04.03.06, 10:29
          idąc ty tokiem na tytuły profesorów zasłużyłby niejaki bagsik do s-ki z
          niejakim gąsiorowskim. niejaki grobelny-no powiedzmy prof.nadzw.-tylko pozniej
          trza by mu było ten tytuł odebrać.
          • Gość: p. Idac tym tokiem ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.06, 11:16
            billy.the.kid napisał:

            > idąc ty tokiem na tytuły profesorów zasłużyłby niejaki bagsik do s-ki z
            > niejakim gąsiorowskim. niejaki grobelny-no powiedzmy prof.nadzw.-tylko
            > pozniej trza by mu było ten tytuł odebrać.

            ... to mogliby otrzymac tytuly profesorow gdyby oscylator
            zastosowali w Izraelu a uciekli do Polski ;-))

            A tak na serio to tytul magistra w duzej czesci funkcjonuje
            jako tytul zawodowy (kwalifikacji zawodowych) nie zas jako stopien naukowy.
            Wiec Twoj tok rozumowania niewiele ma wspolnego z mym tokiem
            by nie rzec iz zgola nic.

            pozdr


        • t0g Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia 05.03.06, 00:52
          Gość portalu: p. napisał(a):


          > Rozumiem ze w ten zawoalowany sposob chcesz dac do zrozumienia
          > ze przyszlemu magistrowi NIE WOLNO podawac wiedzy na talerzu,
          > czy jak inni mowia klasc kawe na lawe, bo moglo by sie tak stac
          > iz magistrem by zostal ktos kto na to nie zasluguje.

          Niczego nie chce w "zawoalowany" sposob "dawac do zrozumienia", ja mowie
          calkiejm otwarcie, co mysle.

          Daj mi, prosze, PRAKTYCZNE wskazowki, w jaki sposob je moge przyspieszyc tempo,
          w ktorym studenci "wkaszaja" mechanike kwantowa, czy mechanike statystyczna
          (zwana rowniez termodynamika statystyczna) przy uzyciu komputera i internetu.
          • Gość: p. Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.06, 01:29
            t0g napisał:

            > Gość portalu: p. napisał(a):
            >
            >
            > > Rozumiem ze w ten zawoalowany sposob chcesz dac do zrozumienia
            > > ze przyszlemu magistrowi NIE WOLNO podawac wiedzy na talerzu,
            > > czy jak inni mowia klasc kawe na lawe, bo moglo by sie tak stac
            > > iz magistrem by zostal ktos kto na to nie zasluguje.
            >
            > Niczego nie chce w "zawoalowany" sposob "dawac do zrozumienia", ja mowie
            > calkiejm otwarcie, co mysle.

            Wiec mam rozumiec iz w ten sposob otwarcie
            zanegowales mozliwosc podawania studentowi wiedzy na talerzu ?

            > Daj mi, prosze, PRAKTYCZNE wskazowki, w jaki sposob je moge przyspieszyc
            > tempo,
            > w ktorym studenci "wkaszaja" mechanike kwantowa, czy mechanike statystyczna
            > (zwana rowniez termodynamika statystyczna) przy uzyciu komputera i internetu.

            Alez to bajecznie proste.
            Domyslam sie ze nie tylko Twoi studenci to wkaszaja
            i maja z tym problemy.
            ZAWSZE jednak sa wsrod nich tacy ktorzy dosyc szybko lapia
            istote problemu, nie potrzebuja wielu przykladow i obszerniejszych
            wyjasnien.
            Innym osiagniecie tej bieglosci w temacie przychodzi trudniej
            lub duzo trudniej, wiem jednak z doswiadczenia ze najlepszym
            miejscem do nauki jest akademik gdzie ludzie sobie
            dosyc szybko potrafia wzajemnie WSZYSTKO wytlumaczyc.
            Nawet gdyby na roku nie bylo nikogo kto by to dobrze rozumial
            sa ludzie ze starszych lat ktorzy moga pomoc.

            Po tym przydlugim wstepie juz chyba wiesz jaka jest moja rada.
            Po prostu internet to tez taki wirtualny akademik.
            Co wiecej tu mozna gromadzic pytania i wyjasnienia latami
            i miec kontakt z duzo wieksza iloscia ludzi niz w akademiku.

            Przyznam sie ze nie bardzo nawet rozumiem z czym masz
            problem. Bo wydaje mi sie ze Ty jako wykladowca chcialbys
            zupelnie czegos innego: by moc wypowiedziec krotkimi slowami
            cos w rodzaju magicznego zaklecia na ktore przyszli magistrowie
            by w lot pojeli o co chodzi, a reszta dala sobie spokoj ze studiami.
            A poniewaz nie znasz takiego zaklecia to potrzeba Ci az 9 semestrow
            by sie tych malo obiecujacych pozbyc.

            Czy dobrze zrozumialem ?

            • Gość: NEMO Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 05.03.06, 07:06
              Oj Kolego "p". W calej tej dyskusji nie sprecyzowalismy celu jakimu maja sluzyc
              studia. Z tego co rozumiem studia, wedlug Kolegi, to taka troche bardziej
              trudniejsza szkola zawodowa. Pomijajac prosty fakt, ze nie kazdy kierunek da
              sie okreslic jako "przygotowujacy do zawodu" wedlug kryteriow dzisiejszego
              mocno skomercjalizowanego swiata. Wielu teoretykow zagadnien rynkowych uwaza,
              ze wyksztlacenie tez jest towarem, ktory kupowany jest przez pracodawce ( nie
              tego, ktory pragnie sie ksztalcic!!!). Wedlug takiego podejscia
              nalezy "ksztalcic" jak najtaniej i jak najszybciej - czas to pieniadz a
              przedluzone ksztalcenie jedynie podwyzsza koszty. Poza tym, pracodawca jako
              kupujacy nie ma ochoty na "zakup" rzeczy zbednych. Punktem zasadniczego
              zainteresowania zaczyna byc np. fakt czy ewentualny pracownik umie sprawnie
              stukac w klawiature komputera a nie czy naprawde rozumie co robi i dlaczego.
              W takiej sytuacji mozna studia "skompresowac" do kilku miesiecy ale czy beda to
              studia. Przy tego typu podejsciu latwo bedzie rowniez uzyskac
              tzw "elastycznosc" zmiany kwalifikacji - niedouczonego latwiej jest przestawic
              na inne tory niz czlowieka ktory gromadzil wiedze specjalistyczna przez dlugi
              okres czasu ( o ile jest to mozliwe).
              A co zrobic z kierunkami "nieprodukcyjnymi"? Komu one sa potrzebne w tak
              ustawionym swiecie?
              Sadze, ze proces ksztalcenia jest zbyt skomplikowanym zjawiskiem by mozna bylo
              sprowadzic cala sprawe do kilku prostych "wytycznych".


              Pozdrawiam
            • t0g Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia 05.03.06, 09:08
              Gość portalu: p. napisał(a):

              > Czy dobrze zrozumialem ?
              >

              Niezupelnie.

              Widzisz, kiedy 11 lat temu po kilkunastoletniej przerwie w pracy dydaktycznej
              znow sie nia zajalem, bylem wielkim entuzjasta wprowadzania metod komputerowych.
              Doszedlem do wniosku, ze na kursach fizyki na poczatkowych latach - takich,
              jakie musza brac i przyszli fizycy, i inzynierowie - mozna mnostwo dobrego
              osiagnac przy pomocy animacji komputerowych. 11 lat temu nie bylo jeszcze
              dobrych programow do sporzadzania takich animacji, wiec sam pracowicie robilem
              te obrazki piszac w kodzie - w jakim? nie uwierzysz, w Postscripcie - co
              potrafilo byc bardzo czasochlonne. Studentom to sie podobalo, ale moim kolegom
              zdecydowanie nie, wiec sie zniechecilem. Nadal jednak uwazam, ze warto - teraz
              tym bardziej, bo animowane obrazki mozna sobie ogladac na byle przegladarce.

              Madre chinskie powiedzenie mowi, ze "jeden dobry rysunek potrafi wytlumaczyc
              tyle, co tysiac slow". Ja dodaje, ze "jeden dobry animowany rysunek potrafi
              czasem wytlumaczyc wiecej, niz 10 000 slow".

              Tak wiec, widzisz, do nowych metod komputerowych jestem nastawiony
              entuzjastycznie i tylko zniechecil mnie opor konserwatywnych kolegow. Bo oni nie
              potrafili takich rzeczy robic. Czyli byly "niedobre".

              Natomiast mimo mojego bardzo pozytywnego stosunku, powiem Ci, ze - moim zdaniem
              - im "wyzej" wchodzimy z poziomem danego przedmiotu, tym mniej jest pola do
              popisu dla bezposredniego uzycia metod komputerowych. Nie wiem, jak inni - ale
              ja, zeby opanowac cos, co wymaga zaawansowanej matematyki, MUSZE to zrobic na
              kartce papieru, inaczej nie "wejdzie mi do glowy". A zauwaz, ze ja nie tylko
              ucze innych, zeby ich uczyc, musze sie bez przerwy sam uczyc, bo wciaz ucze
              rzeczy nowych. Teraz, na przyklad, okolicznosci zmusily mnie do uczenia kursu
              termodynamiki na 4 roku studiow fizyki - przejalem to po koledze, ktory byl
              zwolennikem nie bawienia sie w tradycyjny schemat "najpierw podejscie klasyczne,
              a jak to opanujemy, to zaczniemy z kolei podejscie kwantowe". On uwaza, ze w
              dzisiejszych czasch trzeba od razu kwantowo. Poniewaz przejalem to nauczanie w
              polowie kursu (bo ten kolega nagle zdecydowal sie przejsc na wczesna emeryture)
              juz musialem kontynuowac - no i naucyc sie mnostwa rzeczy dla mnie calkiem
              nowych. Jak wprowadzanie entropii na gruncie teorii informacji - ja wiedzialem,
              ze takie podejscie istnieje, ale do tej pory wystarczylo mi dokaldnie tyle
              wiedziec i nic wiecej. A teraz nagle musialem tego sie w szybkim tempie nauczyc,
              zeby moc z kolei uczyc studentow. No i ja nie wyobrazam sobie, zeby mi w tym
              komputery i internet mogly jakos pomoc, za wyjatkiem tego, ze od czasu do czasu
              czegos szuklaem przy pomocy Googla. Na przyklad, znalazlem bardzo dobre
              wytlumaczenie mnoznikow Lagrange'a, z ktorymi dotad nie mialem w ogole kontaktu.
              Ale pomoglo o tyle, ze sobie ten artykul wydrukowalem i dalej juz
              konwencjonalnie to wkaszalem. W ogole calej matmy, ktora ten kurs jest
              napakowany do tego stopnia, ze az sie rzygac chce, musialem pracowicie sie
              uczyc, czytajac po kawalku, po czym zanmykajac ksiazke (czy odkladajac na bok
              wydrukowane strony sciagniete z internetu) i robiac wszystko po raz wtory sam
              na papierze - czyli przy pomocy dokladnie tej samej techniki, ktora uprawialem
              na studiach 40 lat temu. Tyle, ze wtedy musialem oszczedniej sie obchodzic z
              papierem. Nie bardzo wiem, jak komputer moglby mi w tym pomoc.

              Ale ja juz stary jestem, moze mlode generacje, zzyte z komputerami od
              dziecinstwa, beda umialy to osiagnac, ze wiedza prosto z ekranu bedzie im
              wchodzic do glowy, nawet wyzsza matematyka?

              • t0g Re: PS: a propos Postscriptu 05.03.06, 09:17
                Wielu ludzi, gdy im mowilem o swoich animacjach w Postscripcie, myslalo, ze myle
                nazwy jezykow - otoz nie, w Postscripcie, uzywajac chytrych sztuczek, mozna
                robic animacje, ktore sie pozniej wyswietla przy pomocy programu "Ghostscript".
                Najlepiej to dzialalo w DOS-ie, moze pamietasz, byl taki system operacyjny? Pod
                wczesniejszymi wersjami Windowsow, 95 np., moje animacje jeszcze biegaly - a
                pozniej to juz nie probowalem. Teraz to bym sie chetnie nauczyl tego "flasha"
                czy jakiegos innego podobnego systemu, tylko, ze czasu juz nie staje...
                • Gość: p. Re: PS: a propos Postscriptu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.06, 10:58
                  t0g napisał:

                  > Wielu ludzi, gdy im mowilem o swoich animacjach w Postscripcie, myslalo, ze
                  > myle nazwy jezykow - otoz nie, w Postscripcie, uzywajac chytrych sztuczek,
                  > mozna robic animacje, ktore sie pozniej wyswietla przy pomocy
                  > programu "Ghostscript".
                  > Najlepiej to dzialalo w DOS-ie, moze pamietasz, byl taki system operacyjny?
                  > Pod wczesniejszymi wersjami Windowsow, 95 np., moje animacje jeszcze biegaly -
                  > a pozniej to juz nie probowalem. Teraz to bym sie chetnie nauczyl
                  > tego "flasha" czy jakiegos innego podobnego systemu, tylko, ze czasu juz nie
                  > staje...

                  A nie zastanowiles sie czy przypadkiem nie cierpisz na syndrom
                  Zosi-samosi ?

                  Po to masz przeciez internet zeby moc wspolpracowac z innymi
                  ludzmi a nie byc zdanym wylacznie na wlasne sily jak pan Crusoe.

                  Sa strony freelancerskie gdzie takie rzeczy mozna TANIO zlecac
                  do wykonania ludziom ktorzy zajmuja sie tym profesjonalnie.
                  I nie tylko taka animacja bedzie przedstawiala istote problemu
                  ale bedzie jeszcze cool jesli o to poprosisz.

                  Cos co Tobie by zabralo 20 godzin, komus innemu kto w tym siedzi
                  zabierze to 12 albo 8 i zrobia Ci to za 30-40$ wraz ze zrodlami oczywiscie.
                  Wiec pozniej mozesz takie animacje wykorzystywac do budowania
                  im podobnych.

                  40$ to chyba masz za okolo 2 godziny, wiec po co tracic czas
                  na konkurowanie z 'malolatami' ?
                  • t0g Re: Dziesięc lat temu Internet byl w powijakach 05.03.06, 19:23
                    Dużo czasu teaciłem, owszem, ale znacznie więcej czasu bym stracił, szukajac
                    odpowiednich ludzi i tłumacząc im na odległośc, czego od nich chcę. Ponadto,
                    widać, że nie znasz amerykańskiej biurokracji. Jak ja miałbym niby zapłacić te
                    100$ czy ileś tam (raczej więcej, bo za 100$ w tym kraju nikt tyłka nawet nie
                    ruszy) jakiemuś jegomościowi? Z uczelnianych pieniędzy? Przecież z własnej
                    kieszeni bym nie chciał płacic, a jeśli załatwiac przez uczelnię... to przeciż
                    zabrało by mi 10 razy więcej czasu, niż napisanie czegoś samemu. Uczelnia
                    zatrudnioa cała armieę księgowych i oni musza cos robić, wiec na każdy wydatek
                    patrza przez mikroskop. Jeśli ten ktos nie ma zarejestrowanej firmy, to forget
                    it. W ogóle nie ma możliwości zapłacenia prywatnej osobie, bo musi przyjśc
                    invoice (po polsku chyba faktura?) z oficjalnie zarejestrowanej firmy. A jeśli
                    ktoś znów ma firmę, to nie zajmuje sie takimi jednostkowymi drobiazgami.

                    Człowieka można zatrudnić na krótki kontrakt, ale to są potworne ceregiele.
                    Jeżeli w gre nie wchodzi okres dajmy na to miesiąca i kilku tysięcy $$, to gra
                    nie jest warta świeczki, dla obu stron. Ponadto, trzeba mieć na to pieniądze.

                    Prywatne przedsiebiorstwa to może mają łatwiej, ale mój uniwersytet jest
                    instytucja stanową, czyli to samo, co państwową. A na jednym prywatnym
                    uniwersytecie też pacowałam, biurokracja tam owszem, mniejsza, ale nie aż tak
                    mniejsza.
                    • Gość: p. Re: Internet IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.06, 20:37
                      t0g napisał:

                      > Dużo czasu teaciłem, owszem, ale znacznie więcej czasu bym stracił, szukajac
                      > odpowiednich ludzi i tłumacząc im na odległośc, czego od nich chcę.

                      Nieprawda. Zobacz np. na Rentacoder. Oczywiscie ze musisz tam
                      zaplacic z wlasnej kieszeni.
                      Ale masz cos za cos. Konkurencja jest tam olbrzymia : Hindusi, Rumuni
                      Bulgarzy, Ukraincy nie wspominajac oczywiscie Amerykanow.
                      Stawki sa tam bardzo niskie w porownaniu do stawek
                      w regularnych firmach sektora IT.
                      Wiec za kilka tys $ to mialbys tyle animacji
                      ze wystarczylo by ich na film pelnometrazowy.

                      > Ponadto,
                      > widać, że nie znasz amerykańskiej biurokracji. Jak ja miałbym niby zapłacić te
                      > 100$ czy ileś tam (raczej więcej, bo za 100$ w tym kraju nikt tyłka nawet nie
                      > ruszy) jakiemuś jegomościowi? Z uczelnianych pieniędzy? Przecież z własnej
                      > kieszeni bym nie chciał płacic, a jeśli załatwiac przez uczelnię... to przeciż
                      > zabrało by mi 10 razy więcej czasu, niż napisanie czegoś samemu.

                      No to Cie zupelnie nie pojmuje.
                      Dlaczego bedac specjalista i majac bardzodobrze platna prace
                      chcialbys robic cos samemu by 'zaoszczedzic' na tym ulamek
                      tego co w tym samym czasie mozesz zarobic na swojej uczelni
                      czy poza nia ???
                      ...
                      > Człowieka można zatrudnić na krótki kontrakt, ale to są potworne ceregiele.
                      > Jeżeli w gre nie wchodzi okres dajmy na to miesiąca i kilku tysięcy $$, to gra
                      > nie jest warta świeczki, dla obu stron. Ponadto, trzeba mieć na to pieniądze.

                      Profesjonalnie wykonane animacje prezentacje mozesz
                      miec za grosze razem z prawami autorskimi.

                      > Prywatne przedsiebiorstwa to może mają łatwiej, ale mój uniwersytet jest
                      > instytucja stanową, czyli to samo, co państwową. A na jednym prywatnym
                      > uniwersytecie też pacowałam, biurokracja tam owszem, mniejsza, ale nie aż tak
                      > mniejsza.

                      Ja tam wykonalem jedno zlecenie - dostarczylem jednemu gosciowi
                      informacje gdzie w Polsce i za ile moglby wykonac obwody 8 warstwowe.

                      On pracowal nad projektem goscia niedaleko Ciebie bo z WA.
                      Facet podawal sie za doktora chemii i chcial zbudowac chyba
                      przenosny wykrywacz promieniowania i chcial bym mu zaprojektowal
                      bardzo energooszczedny fotopowielacz.
                      Nic z tego nie wyszlo bo ja nie chcialem sie angazowac w cos
                      co do czego nie mialbym pewnosci ze ukoncze wiec ten kontakt
                      zakonczylem.

                      Podaje Ci to jednak jako przyklad ze powazni ludzie korzystaja
                      z tego typu uslug i to dziala.
                      Wiec sie nie tlumacz biurokracja tylko najpierw poszukaj
                      zarejestruj sie i wyprobuj, a potem dopiero oceniaj.

                      pozdr
                      • t0g Re: Internet 05.03.06, 23:08
                        Gość portalu: p. napisał(a):

                        > No to Cie zupelnie nie pojmuje.
                        > Dlaczego bedac specjalista i majac bardzodobrze platna prace

                        Zdaje się, że Ty wiesz o czymś, o czym ja nie wiem...


                        > chcialbys robic cos samemu by 'zaoszczedzic' na tym ulamek
                        > tego co w tym samym czasie mozesz zarobic na swojej uczelni

                        Na mojej uczelni płaca mi PENSJĘ i nie moge zarobic nic więcej, a poza... No,
                        nie ma specjalnego zapotrzebowania na usługi kogoś, kto potrafi robić
                        rozpraszanie neutronów. W każdym razie ja nie znalażłem do tej pory nikogo, kto
                        by chciał mi dawać "fuchy".

                        Tak więc robiłem te filmiki zamiast oglądania telewizji czy rozwiązywania
                        krzyżówek. Telewizji zreszta nie znoszę oglądać, a napisanie programiku w
                        Postscriptcie daje podobną satysfakcję, co rozwiązanie krzyżówki. Może nawet
                        wiekszą. Cała matematykę w tym języku trzeba zakodować w tzw. "polskiej
                        notacji", co w przypadku bardziej skomplikowanych wyrażeń matermatycznych staje
                        sie czasem dużym problemem i bardzo latwo o pomylkie. Amoje animacyjki byly
                        często programami, podawałeś jakieś dane na wejsciu i potem rysował sie obrazek,
                        ktory zależal od tych liczb. Fachowcowi znajacemu grafike komputerowa, ale nie
                        znajecemu fizyki musiałbym długo tlumaczyć, o co mi chodzi.
                        • Gość: p. Re: Internet IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.06, 05:41
                          t0g napisał:

                          > Gość portalu: p. napisał(a):
                          >
                          > > No to Cie zupelnie nie pojmuje.
                          > > Dlaczego bedac specjalista i majac bardzodobrze platna prace
                          >
                          > Zdaje się, że Ty wiesz o czymś, o czym ja nie wiem...

                          Tez odnioslem takie wrazenie ;-)

                          >
                          > > chcialbys robic cos samemu by 'zaoszczedzic' na tym ulamek
                          > > tego co w tym samym czasie mozesz zarobic na swojej uczelni
                          >
                          > Na mojej uczelni płaca mi PENSJĘ i nie moge zarobic nic więcej, a poza...

                          Ale chyba nie masz zakazu starania sie o fundusze na jakies
                          badania i prowadzenia tychze lub chocby uczestnictwa w czyims zespole ?

                          > No, nie ma specjalnego zapotrzebowania na usługi kogoś, kto potrafi robić
                          > rozpraszanie neutronów. W każdym razie ja nie znalażłem do tej pory nikogo,
                          > kto by chciał mi dawać "fuchy".

                          A chwaliles sie nam tutaj wszystkim ze zasiadasz w komisji
                          ktora ocenia kwalifikacje przyszlych pracownikow sektora
                          jadrowego w waszym kraju, wiec oni chyba nie ida na zasilek po
                          studiach ?

                          10$ na godzine to ma chyba u was roznosiciel pizzy
                          albo sprzedawca hot-dogow, wiec przypuszczam ze
                          wykladowca akademicki powinien miec przynajmniej
                          okolo 20$ na godzine.
                          Czyzbym sie zagalopowal ?

                          > Tak więc robiłem te filmiki zamiast oglądania telewizji czy rozwiązywania
                          > krzyżówek. Telewizji zreszta nie znoszę oglądać, a napisanie programiku w
                          > Postscriptcie daje podobną satysfakcję, co rozwiązanie krzyżówki. Może nawet
                          > wiekszą. Cała matematykę w tym języku trzeba zakodować w tzw. "polskiej
                          > notacji", co w przypadku bardziej skomplikowanych wyrażeń matermatycznych
                          > staje
                          > sie czasem dużym problemem i bardzo latwo o pomylkie. Amoje animacyjki byly
                          > często programami, podawałeś jakieś dane na wejsciu i potem rysował sie
                          > obrazek,
                          > ktory zależal od tych liczb. Fachowcowi znajacemu grafike komputerowa, ale nie
                          > znajecemu fizyki musiałbym długo tlumaczyć, o co mi chodzi.

                          Przeciez nie musialbys mu tego tlumaczyc nawet osobiscie.
                          Mysle ze jesli Ci szkoda na to czasu to moglby to za Ciebie
                          zrobic ktorys z Twoich bylych studentow.
                          Mam tu na mysli to tlumaczenie oczywiscie.
                          W koncu gosciowi od grafiki tlumaczysz tylko co chcialbys
                          zobaczyc nic ponadto.
                          O wiele szybciej pisze sie to w jezyku naturalnym
                          niz w jakimkolwiek jezyku programowania, nie mowiac o
                          poslugiwaniu sie narzedziami.

                          Zaczynasz zawsze od prostego skromnego graficznie modelu
                          by pozniej go wykonczyc tak by wygladal efektownie.

                          Przeciez te animacje musza byc zrozumiale w odbiorze,
                          wiec powinno sie moc dosyc latwo opisac z jakich
                          elementow i efektow sa skonstruowane.
                          Zawsze jest jakis pierwszy plan i on ma skupiac na sobie uwage.

                          Nie opisujesz przeciez jakichs rozleglych planow zbudowanych
                          z roznorodnych detali ktore ktos bedzie potem podziwial
                          za kompozycje. To w koncu nie beda dziela sztuki.

                          Wydaje mi sie ze problem polega na tym ze Tobie nie tyle
                          zalezy by taka animacje miec i ja demonstrowac, a bardziej
                          na tym by miec przyjemnosc z samodzielnego jej budowania.
                          • t0g Re: Internet 06.03.06, 06:11
                            Gość portalu: p. napisał(a):

                            >
                            > Ale chyba nie masz zakazu starania sie o fundusze na jakies
                            > badania i prowadzenia tychze lub chocby uczestnictwa w czyims zespole ?

                            No tak, pensję mi placa przez 9 miesięcy, jak to jest w zwyczaju na
                            amwerykańskich uczelniach - a o pozostale 3 miesiace sam sie musze starac. Ale w
                            czasie tych 9 miesiecy, kiedy uczę, nie moge brac dwoch pensji, najwyżej jakieś
                            tam drobne konsultacje, ale, jak powiadam, zapotrzebowania na konsultacje z
                            dziedziny rozpraszania neutronow jest bardzo małe. Raz mi jeden kolega
                            zaproponował ok. tysiąca, ale byłoby z tym tyle zachodu, że mi sie poprostu nie
                            chciało.
                            >



                            > A chwaliles sie nam tutaj wszystkim ze zasiadasz w komisji
                            > ktora ocenia kwalifikacje przyszlych pracownikow sektora
                            > jadrowego w waszym kraju,...
                            >

                            Źle zrozumiałes. Ci ludzie zdają egzamin magisterski lub doktorski przed
                            komisją, i do komisji powiołuje się ludzi z róznych wydziałów. To są normalne
                            funkcje pracownika uczelni. Żadnych "bonusów" z tego tytułu sie nie dostaje.


                            > 10$ na godzine to ma chyba u was roznosiciel pizzy
                            > albo sprzedawca hot-dogow, wiec przypuszczam ze
                            > wykladowca akademicki powinien miec przynajmniej
                            > okolo 20$ na godzine.
                            > Czyzbym sie zagalopowal ?


                            No tak, ale mnóstwo ludzi dzwoni do pizzerni i zamawia pizzę do domu. A ilu
                            ludzi dzwoni na uczelnię i prosi, żeby ktos przyszedł i im w domu wygłosił
                            wykład z fizyki, za co oni zapłaca mu dwie dychy? Zastanów się chwileczke.

                            > Przeciez nie musialbys mu tego tlumaczyc nawet osobiscie.
                            > Mysle ze jesli Ci szkoda na to czasu to moglby to za Ciebie
                            > zrobic ktorys z Twoich bylych studentow.
                            > Mam tu na mysli to tlumaczenie oczywiscie.
                            > W koncu gosciowi od grafiki tlumaczysz tylko co chcialbys
                            > zobaczyc nic ponadto.
                            > O wiele szybciej pisze sie to w jezyku naturalnym
                            > niz w jakimkolwiek jezyku programowania, nie mowiac o
                            > poslugiwaniu sie narzedziami.
                            >
                            > Zaczynasz zawsze od prostego skromnego graficznie modelu
                            > by pozniej go wykonczyc tak by wygladal efektownie.
                            >
                            > Przeciez te animacje musza byc zrozumiale w odbiorze,
                            > wiec powinno sie moc dosyc latwo opisac z jakich
                            > elementow i efektow sa skonstruowane.
                            > Zawsze jest jakis pierwszy plan i on ma skupiac na sobie uwage.
                            >
                            > Nie opisujesz przeciez jakichs rozleglych planow zbudowanych
                            > z roznorodnych detali ktore ktos bedzie potem podziwial
                            > za kompozycje. To w koncu nie beda dziela sztuki.
                            >
                            > Wydaje mi sie ze problem polega na tym ze Tobie nie tyle
                            > zalezy by taka animacje miec i ja demonstrowac, a bardziej
                            > na tym by miec przyjemnosc z samodzielnego jej budowania.

                            Możliwe, możliwe... Dziesięc lat temu kupiłem sobie podrecznik do animacji
                            jednego z najlepszych specjalistów od gier - a wiadomo, ze od facetów, którzy
                            piszą gry, lepszych specjalistów NIE MA - no i w jakim jezyku ów gośc pisał
                            swoje gry? Ano, w C++. Te nowe narzędzia do robienia zaawansowanych animacji
                            pojawiły sie dopiero później. W tej dziedzinie rok potrafi być już cała epoką.

                            Ja niecałe trzy lata temu przygarnąłem jednego studenta, żeby zrobił prace
                            dyplomową, no i ona miała właśnie polegac na zrobieniu pewnych animacji (już nie
                            do celów dydaktycznych, tylko pomocną do analizowania rezultatów symulacji
                            komputerowych), no i ten chłopak kupił za moje pieniąde z grantu kilka ksiązek
                            do technik animacyjnych, które własnie były w tym momencie "state of the art"
                            - jak to sie mówi teraz po polsku? - więc znam przynajmnie z nazwy te platforme,
                            tylko nazwa mi wyleciała z głowy, ale te ksiązki stoją u mnie w pracy na pólce.
                            (ja już nie miałem czasu się tego uczyć, byłem zbyt zajęty innymi sprawami). My
                            jstesmy dosc byle-jakim uniwersytetem stanowym, ale ponoc wydział "computer
                            science" akurat mamy na bardzo przyzwoitym poziomie (zapewne z powodu bliskości
                            Intela) no i temu studencinietam powiedzieli, jakie sa najlepsze narzędzia
                            sofware'owe do animacji. Ale ok. roku 1995 na pewno ich jeszcze nie było!
                            Pmietasz, jak bardzo prymitywnuie wyglądały gry komputerowe z tamtego czasu, w
                            porownaniu z obecnymi?
                            • Gość: p. Re: Internet IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.06, 09:32
                              t0g napisał:
                              ...
                              > Ale w czasie tych 9 miesiecy, kiedy uczę, nie moge brac dwoch pensji,
                              > najwyżej jakieś
                              > tam drobne konsultacje, ale, jak powiadam, zapotrzebowania na konsultacje z
                              > dziedziny rozpraszania neutronow jest bardzo małe. Raz mi jeden kolega
                              > zaproponował ok. tysiąca, ale byłoby z tym tyle zachodu, że mi sie poprostu
                              > nie chciało.
                              ...
                              > Źle zrozumiałes. Ci ludzie zdają egzamin magisterski lub doktorski przed
                              > komisją, i do komisji powiołuje się ludzi z róznych wydziałów. To są normalne
                              > funkcje pracownika uczelni. Żadnych "bonusów" z tego tytułu sie nie dostaje.

                              Skoro jednak ludzie sie u was ksztalca w tym kierunku to widocznie
                              jest na nich zapotrzebowanie na rynku pracy.
                              ...
                              > > Czyzbym sie zagalopowal ?
                              >
                              > No tak, ale mnóstwo ludzi dzwoni do pizzerni i zamawia pizzę do domu. A ilu
                              > ludzi dzwoni na uczelnię i prosi, żeby ktos przyszedł i im w domu wygłosił
                              > wykład z fizyki, za co oni zapłaca mu dwie dychy? Zastanów się chwileczke.

                              Przeciez nie musisz chodzic po domach.
                              Od tego masz wlasnie INTERNET.
                              Moglbys chocby udzielac korepetycji z fizyki przez siec.
                              ...
                              > > Wydaje mi sie ze problem polega na tym ze Tobie nie tyle
                              > > zalezy by taka animacje miec i ja demonstrowac, a bardziej
                              > > na tym by miec przyjemnosc z samodzielnego jej budowania.
                              >
                              > Możliwe, możliwe... Dziesięc lat temu kupiłem sobie podrecznik do animacji
                              > jednego z najlepszych specjalistów od gier - a wiadomo, ze od facetów, którzy
                              > piszą gry, lepszych specjalistów NIE MA - no i w jakim jezyku ów gośc pisał
                              > swoje gry? Ano, w C++. Te nowe narzędzia do robienia zaawansowanych animacji
                              > pojawiły sie dopiero później. W tej dziedzinie rok potrafi być już cała
                              > epoką.

                              I dlatego wlasnie lepiej sie tym nie zajmowac
                              jesli nie zamierzasz tego robic w pelni profesjonalnie.

                              > Ja niecałe trzy lata temu przygarnąłem jednego studenta, żeby zrobił prace
                              > dyplomową, no i ona miała właśnie polegac na zrobieniu pewnych animacji (już
                              > nie do celów dydaktycznych, tylko pomocną do analizowania rezultatów symulacji
                              > komputerowych), no i ten chłopak kupił za moje pieniąde z grantu kilka ksiązek
                              > do technik animacyjnych, które własnie były w tym momencie "state of the art"
                              > - jak to sie mówi teraz po polsku?

                              na topie

                              > - więc znam przynajmnie z nazwy te platforme, tylko nazwa mi wyleciała z
                              > głowy, ale te ksiązki stoją u mnie w pracy na pólce.
                              > (ja już nie miałem czasu się tego uczyć, byłem zbyt zajęty innymi sprawami).

                              Przypuszczam ze te ksiazki kosztowaly mniej wiecej tyle
                              za ile ktos moglby wykonac to co zrobil Twoj student w ramach tej pracy.

                              > My jstesmy dosc byle-jakim uniwersytetem stanowym, ale ponoc wydział "computer
                              > science" akurat mamy na bardzo przyzwoitym poziomie (zapewne z powodu
                              > bliskości Intela) no i temu studencinietam powiedzieli, jakie sa najlepsze
                              > narzędzia sofware'owe do animacji. Ale ok. roku 1995 na pewno ich jeszcze nie
                              > było! Pmietasz, jak bardzo prymitywnuie wyglądały gry komputerowe z tamtego
                              > czasu, w porownaniu z obecnymi?

                              Pamietam, choc o obecnych nie mam wielkiego pojecia.

                              Nie bardzo rozumiem do czego zmierzasz.
                              Czy zamierzasz udowadniac ze postep w tej dziedzinie
                              jest tak wielki ze nie warto tego robic dzisiaj bo
                              jutro to juz stanie sie przestarzale ?

                              Jesli nie jestes pewien czy warto to robic dla studentow
                              to po prostu to sprawdz.
                              Niech sie zloza po symboliczne 5$, Ty dolozysz drugie tyle
                              i zamowisz kilka animacji u freelancerow jesli wiesz o kim pisze.

                              Jesli im sie to nie spodoba i nie ulatwi opanowania
                              tresci wykladu to im zwrocisz kase.
                              A jesli pomysl chwyci to mozesz odsprzedawac licencje na
                              poslugiwanie sie Twoim pomyslem innym uczelniom, czy wykladowcom fizyki.
                              I w ten sposob bedziesz mial kase na realizowanie
                              coraz bardziej zlozonych i kosztownych animacji.
                              Gdybys tylko 'sprzedal' to w kilku stanach to mialbys
                              wiecej funduszy niz pomyslow na co je przeznaczyc.

                              A byc moze by sie okazalo ze ktos juz cos podobnego
                              zrobil przed Toba i mozecie sie wymienic materialami
                              lub mozesz tanio odkupic prawa korzystania z jego materialow.

                              Tak czy inaczej to chyba troche odeszlismy od zasadniczego tematu.
                              W koncu to sami studenci mogliby pomagac Ci w budowaniu
                              bazy FAQ zadawanych na wykladach.
                              Gdybys im cos takiego udostepnil wraz z tresciwymi odpowiedziami
                              w formie elektronicznej o wiele latwiej przyswajaliby
                              takie 'trudne' wyklady.
                              I zawsze mogliby latwo wrocic pozniej by swoja wiedze odswiezyc.

                              • t0g Re: Internet 06.03.06, 18:53
                                Gość portalu: p. napisał(a):


                                > Moglbys chocby udzielac korepetycji z fizyki przez siec.

                                Korepetycji to ja się naudzielałem w PRL-u, na całe życie już plan wtedy
                                wyrobiłem. Poza tym, ja jetem człowiekiem o dosyc skromnych potrzebach, widzisz,
                                to co dostajemy w eramach regularnwej pensji z żoną nam wystarczy na skromne
                                życie i nawet jeszcze na to, by trochę kasy posyłac rodzinom w Polsce, więc ja
                                nie staram się za wszelką cene o dodatkowe zarobki.

                                > ...
                                > > > Wydaje mi sie ze problem polega na tym ze Tobie nie tyle
                                > > > zalezy by taka animacje miec i ja demonstrowac, a bardziej
                                > > > na tym by miec przyjemnosc z samodzielnego jej budowania.
                                > >
                                > > Możliwe, możliwe... Dziesięc lat temu kupiłem sobie podrecznik do animacj
                                > i
                                > > jednego z najlepszych specjalistów od gier - a wiadomo, ze od facetów, kt
                                > órzy
                                > > piszą gry, lepszych specjalistów NIE MA - no i w jakim jezyku ów gośc pis
                                > ał
                                > > swoje gry? Ano, w C++. Te nowe narzędzia do robienia zaawansowanych anima
                                > cji
                                > > pojawiły sie dopiero później. W tej dziedzinie rok potrafi być już cała
                                > > epoką.
                                >
                                > I dlatego wlasnie lepiej sie tym nie zajmowac
                                > jesli nie zamierzasz tego robic w pelni profesjonalnie.
                                >

                                No wieć ja sie własnie nie zajmuje.

                                > > Ja niecałe trzy lata temu przygarnąłem jednego studenta, żeby zrobił prac
                                > e
                                > > dyplomową, no i ona miała właśnie polegac na zrobieniu pewnych animacji (
                                > już
                                > > nie do celów dydaktycznych, tylko pomocną do analizowania rezultatów symu
                                > lacji
                                > > komputerowych), no i ten chłopak kupił za moje pieniąde z grantu kilka ks
                                > iązek
                                > > do technik animacyjnych, które własnie były w tym momencie "state of the
                                > art"
                                > > - jak to sie mówi teraz po polsku?
                                >
                                > na topie
                                >
                                > > - więc znam przynajmnie z nazwy te platforme, tylko nazwa mi wyleciała z
                                > > głowy, ale te ksiązki stoją u mnie w pracy na pólce.
                                > > (ja już nie miałem czasu się tego uczyć, byłem zbyt zajęty innymi sprawam
                                > i).
                                >
                                > Przypuszczam ze te ksiazki kosztowaly mniej wiecej tyle
                                > za ile ktos moglby wykonac to co zrobil Twoj student w ramach tej pracy.

                                Tu się zdecydowanie mylisz. Na ksiązki wydałem ok. stówy, natomiast istotnie
                                znalazł się fachowiec, który podejmował się temu studencinie pomóc, no i
                                zaśpiewał sobie $1500 na początek. To mu powiedziałem (studencinie), że jak
                                chce, to niech sam zapłaci. Chłopaka, jak opowiadam, przygtarnąłem z litości
                                (był z takich, co to mają "dwie lewe ręce" - on miał wręcz dwie lewe nogi
                                zamiast lewych rąk, nikt go nie chciał wziąc do swojego zespołu). Software,
                                który miał zrobić, był tak naprawde na guzik mi potrzebny. Wiec w koncu cos
                                wymodził, nie "na topie", ale coś sie ruszało na ekranie, więc dostał ten
                                dyplom, a sotware od trzech lat spoczywa w komputrze i nikt go ani razu nie
                                uzyl. $1500 to byłyby wyrzucone pieniądze.

                                Mnie już zreszta cały entuzjam przeszedł do tych rzeczy.

                                Co zas do internetu, komputerów, powtarzam swoje zdanie: na niższym poziomie,
                                "introductory level", mozliwości sa kolosalne. Na wyższym - 3-4 rok studiow -
                                juz zdecydowanie trudniej zrobić "komputerową rewolucję", a na jeszczxe wyższym
                                poziomie - studiów doktoranckich - jeszcze trudniej.

                                Aha, moi znajomi 10 lat temu zrobili ogromny projekt w ramach wprowadzania
                                komputerow do fizyki na 3-4 roku studiow, pod nazwą "CUPS", czyli "Computer
                                Upper-level..." , cholercia, zapomniałem, jak to dalej szło. To było ogromne
                                przedsięwziecie, wydziały fizyki z dwóch uczelni na tym współpracowały, mieli
                                pewnie zdrowo ponad milion na to. To ciekawa historia z tym przedsięzwzięciem i
                                co z niego dalej wynikło. Obrazuje własnie, jakie "pułapki" czychają na takich ,
                                którzy zaczynają sie na serio bawic w skomputeryzowanie procesu dydaktycznego w
                                sposób wysoce profesjonalny. Moge Ci o tym kiedyś opowiedziec, nawet mógłbym Ci
                                przesląc pewne materiały dla ilustracji, jakie to było fajne.

                                Pułapki sa trochę podobne do tej historii z pamieciami komputerowymi na
                                rdzeniach ferrytowych. Może pamiętasz? Jeszcze w latach 70-tych komputery
                                używaly pamięci na ferrytowych paciorkach. Przez każdy paciorek, o średnicy 0.3
                                mm, trzeba było przewlec trzy druciki grubości włosa. Robiło to sie RĘCZNIE.
                                Nikomu sie nie udawało tej czynności zautomatyzować. No i pod koniec lat 70-tych
                                nagle rewolucja: Rosjanie zbudowali pierwszy naprawde działajacy automat!
                                Prawdopodobnie oczekiwali, że zarobia miliardy, bo Amerykanom się nigdy nie
                                udało zbudować takiego automatu, a ten ruski autentycznie działał... Tylko,
                                niestety, rok czy dwa poźniej weszły na masową skalę pamięci połprzewodnikowe i
                                te ferrytowe zwyczajnie powyrzucano, bo były drogie i powolne - no i cały ten
                                wynalazek, autentyczne dzieło inzynierskiego geniuszu, poszedł do muzeum...

                                • Gość: Carmen S. Re: Internet IP: 72.160.138.* 06.03.06, 19:30
                                  Moje zdanie na temat komputerow w dydaktyce nawet na poziomie intro jest
                                  jeszcze gorsze. Uwazam wprost ze sie do niczego nie nadaja. Przyczyna jest tu
                                  taka ze wytwarzaja psychologiczna bariere pomiedzy rzeczywistoscia w
                                  laboratorium a swiatem papierkow czy ekranu. Student nabiera przekonania ze
                                  wynik doswiadczenia jest przewidywalny i co gorsza przekonania ze ma kontrole
                                  nad calym procesem. Potem gdy trzeba juz zrobic cos w naturze to jest
                                  katastrofa. Na wlasne oczy widzialam wyksztalconych na komputerach studentow co
                                  nie potrafia przylaczyc omomierza, nie wspominajac o sporzadzeniu roztworu, i
                                  mowie to o juniors i seniors, czyli na nasze o studentach III i IV roku, bo
                                  przeciez na komputerze wystarczy kliknac.

                                  Gorszy problem z komputerami generuja nawiedzeni doktoranci, ktorzy
                                  zafascynowani swoja maszynka przypuszczaja ze to co komputer wyliczy to jest
                                  prawda. Tymczasem jest to tylko tzw. "prawda ekranu" czyli kino.

                                  I na koniec, mi sie jednak wydaje ze gdy ktos potrzebuje wizualizacji to chyba
                                  nie tutaj jest jego miejsce. Naprawde byli wielcy kompozytorzy glusi jak pien.
                                • Gość: p. Re: Internet IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.06, 10:42
                                  t0g napisał:

                                  > Gość portalu: p. napisał(a):
                                  >
                                  >
                                  > > Moglbys chocby udzielac korepetycji z fizyki przez siec.
                                  >
                                  > Korepetycji to ja się naudzielałem w PRL-u, na całe życie już plan wtedy
                                  > wyrobiłem. Poza tym, ja jetem człowiekiem o dosyc skromnych potrzebach,
                                  > widzisz,
                                  > to co dostajemy w eramach regularnwej pensji z żoną nam wystarczy na skromne
                                  > życie i nawet jeszcze na to, by trochę kasy posyłac rodzinom w Polsce, więc ja
                                  > nie staram się za wszelką cene o dodatkowe zarobki.

                                  Rozumiem z tego ze udzielanie korepetycji jest ponizej
                                  Twojej godnosci.
                                  Bo chyba nie miales na mysli wysilku intelektualnego
                                  jaki musialbys wlozyc w taka prace piszac 'za wszelka cene'.

                                  Zajmowanie sie natomiast czyms co jest 5-10 razy gorzej
                                  platnym zajeciem, czyli tworzenie animacji na potrzeby
                                  wykladu byloby juz dla Ciebie czyms atrakcyjnym gdyby nie
                                  fakt ze wymagaloby zbyt duzego zaangazowania.

                                  > > ...
                                  > > > > Wydaje mi sie ze problem polega na tym ze Tobie nie tyle
                                  > > > > zalezy by taka animacje miec i ja demonstrowac, a bardziej
                                  > > > > na tym by miec przyjemnosc z samodzielnego jej budowania.
                                  > > >
                                  > > > Możliwe, możliwe... Dziesięc lat temu kupiłem sobie podrecznik do
                                  ...
                                  > > I dlatego wlasnie lepiej sie tym nie zajmowac
                                  > > jesli nie zamierzasz tego robic w pelni profesjonalnie.
                                  > >
                                  >
                                  > No wieć ja sie własnie nie zajmuje.

                                  Ale nie uwazasz chyba ze jest to argument iz nie
                                  mozna przy odpowiednim podejsciu robic to dla
                                  studentow i to tanim kosztem ?

                                  Po prostu Tobie sie nie chce ruszyc 4 litery
                                  jak z tego nie bedzie kilku tysiecy i tyle.
                                  A tym bardziej gdybys do tego musial jeszcze
                                  dokladac cos od siebie.

                                  > > > Ja niecałe trzy lata temu przygarnąłem jednego studenta,
                                  ...
                                  > > Przypuszczam ze te ksiazki kosztowaly mniej wiecej tyle
                                  > > za ile ktos moglby wykonac to co zrobil Twoj student w ramach tej pracy.
                                  >
                                  > Tu się zdecydowanie mylisz. Na ksiązki wydałem ok. stówy, natomiast istotnie
                                  > znalazł się fachowiec, który podejmował się temu studencinie pomóc, no i
                                  > zaśpiewał sobie $1500 na początek. To mu powiedziałem (studencinie), że jak
                                  > chce, to niech sam zapłaci.

                                  Ja powiem wiecej. Mogl sie znalezc i taki ktory by zaspiewal
                                  3000$ na poczatek, co wcale nie znaczy ze sie myle.

                                  Po prostu gdyby chlopak dobrze poszukal to byc moze
                                  ktos moglby zrobic ta jego 'prace' za 90$ i jescze bylby
                                  zadowolony bo u siebie nie zarobi tyle przez 2 miesiace.

                                  > Chłopaka, jak opowiadam, przygtarnąłem z litości
                                  > (był z takich, co to mają "dwie lewe ręce" - on miał wręcz dwie lewe nogi
                                  > zamiast lewych rąk, nikt go nie chciał wziąc do swojego zespołu). Software,
                                  > który miał zrobić, był tak naprawde na guzik mi potrzebny. Wiec w koncu cos
                                  > wymodził, nie "na topie", ale coś sie ruszało na ekranie, więc dostał ten
                                  > dyplom, a sotware od trzech lat spoczywa w komputrze i nikt go ani razu nie
                                  > uzyl. $1500 to byłyby wyrzucone pieniądze.

                                  Te 100$ na ksiazki tez zostalo wyrzucone bez sensu, a tym bardziej
                                  czas tego biednego studenta ktory mial to nieszczescie ...

                                  Niestety tam gdzie panuja feudalne stosunki to co opisujesz to norma.
                                  Wam sie wydaje ze robicie komus wielka laske, podczas gdy
                                  w rzeczywistosci ich zwyczajnie okradacie.

                                  Gdyby Twoj student mial wybor czego chce sie uczyc, to
                                  w trakcie studiow moglby zapoznac sie z takimi narzedziami
                                  jakie beda mu potrzebne przy pisaniu pracy dyplomowej.
                                  I nie musialby niczego dodatkowego kupowac, ani sie czegos
                                  specjalnie uczyc - w sensie nowego warsztatu.

                                  > Mnie już zreszta cały entuzjam przeszedł do tych rzeczy.

                                  To sie dosyc dobrze daje zauwazyc niestety.

                                  > Co zas do internetu, komputerów, powtarzam swoje zdanie: na niższym poziomie,
                                  > "introductory level", mozliwości sa kolosalne. Na wyższym - 3-4 rok studiow -
                                  > juz zdecydowanie trudniej zrobić "komputerową rewolucję", a na jeszczxe
                                  > wyższym poziomie - studiów doktoranckich - jeszcze trudniej.

                                  A najtrudniej cos zrobic gdy sie nie chce ruszyc d...
                                  gdy nie bedzie z tego kilku tysiecy.
                                  Wyjasniac takich rzeczy to mi specjalnie nie musisz,
                                  bo tu w Polsce panuja calkiem podobne zwyczaje.
                                  Zwlaszcza gdy za friko dostaje sie pieniazki z budzetu
                                  i dozywotnio ma sie profesorskie namaszczenie z Belwederu.

                                  > Aha, moi znajomi 10 lat temu zrobili ogromny projekt w ramach wprowadzania
                                  > komputerow do fizyki na 3-4 roku studiow, pod nazwą "CUPS", czyli "Computer
                                  > Upper-level..." , cholercia, zapomniałem, jak to dalej szło. To było ogromne
                                  ...
                                  > co z niego dalej wynikło. Obrazuje własnie, jakie "pułapki" czychają na
                                  > takich, którzy zaczynają sie na serio bawic w skomputeryzowanie procesu
                                  > dydaktycznego w sposób wysoce profesjonalny.
                                  ...
                                  > Pułapki sa trochę podobne do tej historii z pamieciami komputerowymi na
                                  > rdzeniach ferrytowych. Może pamiętasz? Jeszcze w latach 70-tych komputery
                                  ...

                                  Pulapki polegaja na tym ze ulatwianie studentowi studiowania
                                  nie jest na reke kadrze akademickiej.
                                  A prawdziwym celem takich 'profesjonalnych' projektow
                                  jest wyciagniecie kasy.

                                  Gdyby powstaly materialy z ktorych student moglby sie uczyc
                                  samodzielnie w sposob efektywny, to wtedy wyklady stracilyby
                                  racje bytu, a studenci od swoich wykladowcow oczekiwaliby
                                  uczenia ich tego czego sie sami tak latwo nauczyc nie moga.
                                  Czyli glownie nowoczesnych licencjonowanych narzedzi do ktorych
                                  dostep jest zagrodzony przez wysokie oplaty licencyjne.

                                  Wykladowcy musieliby byc ciagle na biezaco co oczywiscie
                                  uderzyloby w pierwszej kolejnosci w tych co sa najmocniej
                                  przyrosnieci do swych stolkow.

                                  I to jest najwieksza pulapka w tego typu przedsiewzieciach.

                                  Przemysl tez nie bylby zachwycony ze na uniwerkach ucza
                                  kazdego chetnego poslugiwac sie narzedziami za ktore oni
                                  bula ciezkie worki kasy.

                                  A tak ro wszyscy sa zadowoleni, bo i jest czego nauczac
                                  nie wysilajac sie zbynio na uczelni i firmy maja
                                  darmowa sile robocza na praktykach ktora sie czegos
                                  tam u nich przy okazji nauczy.
                                  • t0g Re: Dobra, zmieniamy temat 07.03.06, 18:28
                                    Na taki, w którym nie będzie już mozliwe wytykanie mi wszystkich grzechów świata.
                                    Zaproponuj coś. Na przykład, rola dyftongu w starożytnym greckim, albo co jadł
                                    na śniadanie król Fryderyk Wielki zanim nie wyruszył na wojnę przeciwko Gwendolinom.
                                    Albo, dlaczego mówi się szewc i krawiec, a nie krawc i szewiec. Lub co to jest
                                    strzybło. Albo czy nisek to jest taki mały nis do męcenia.
                                    • Gość: p. Re: Dobra, zmieniamy temat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.06, 19:09
                                      Wiesz przeciez ze wypadlem ojcu z furmanki
                                      to ze mna na takie egzotyczne tematy nie pogadasz.

                                      Ja lubie dyskutowac o konkretach.

                                      Ten watek zalozylem jako kontynuacje Twojego
                                      o drenazu mozgow.
                                      Fajnie mi sie tam dyskutowalo z node, ale gosc
                                      w koncu wymiekl i mi nie odpisal.
                                      Wiec postanowilem zapytac Was madre glowy co macie
                                      do powiedzenia w tej sprawie j.w.

                                      No i chyba najlepsza odpowiedz dala nam tu Carmen
                                      zeby inwestowac i sie reszta nie przejmowac.

                                      To mi przyszedl taki pomysl do glowy zeby zamiast tych
                                      pieniedzy na nauke po prostu je zainwestowac tak jak
                                      Carmen, a z zyskow to tym wszystkim darmozjadom od nauki
                                      w Polsce wyplacac renty.

                                      Co o tym myslisz ?
                                      • t0g Re: CARMEN bardzo madrze napisala. 07.03.06, 21:58
                                        CARMEN to bardzo nieglupia facetka, od dawna tak twierdze.
              • Gość: NEMO Re: Jako ktos zajmujacy sie przez wiekszosc zycia IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 05.03.06, 10:10
                Znam "bol" Kolegi z kartka papieru i olowkiem. Wbrew pozorom jest to jedna ze
                skuteczniejszych metod np weryfikowania czyjejs wiedzy. Od czasu do czasu
                proszony jestem by w mej firmie przeszkolic mlodych inzynierow ( mialem nawet
                goscia z Ameryki Poludniowej) i zawsze przechodzimy przez okres pracy na
                papierze, mimo ze naszym narzedziem pracy jest komputer i programy symulacyjne.
                Dlugo mozna pisac -kiedys spytano mnie czy to co robimy na komputerach potrafie
                zrobic na "piechote". Odpowiedzialem, ze tak tylko mogloby nam czasu nie
                starczyc.
                Inaczej mowiac, komputer jest doskonala pomoca ale nie jedyna i nie absolutna.


                Pozdrawiam
    • bush_w_wodzie no problem 05.03.06, 22:44
      Gość portalu: p. napisał(a):

      > Trzy lata to chyba wystarczajacy okres czasu,
      > przynajmniej jesli idzie o dzienny tryb studiowania ?.

      tak. po trzech latach mozna zakonczyc studia zostac licencjatem.

      na niektorych uczelniach mozna po 3 lub 4 latach zaczac studia doktoranckie

      mozna tez zaliczac wiecej kursow niz ustawa przewiduje i skonczyc studia
      szybciej niz w 5 lat

      zdarza sie tez ze po 5 latach rezulaty studiowania sa tak zalosne ze i 10 lat to
      byloby chyba za krotko


      > Czy prowadzenie wykladow kreda na tablicy i dyktowanie
      > studentom tresci notatek nie jest czyms co
      > dzisiaj w dobie notebookow i internetu zaslugiwaloby na
      > miano 'sredniowiecza' w nauczaniu ?


      prowonujac niegdysiejsze wyklady na tablicy z dzisiejszymi prezentacjami
      multimedialnymi nie mam watpliwosci co jest lepsze w przekazywaniu trudnych
      abstrakcyjnych tresci


      > Czy tak rozciagniety w czasie program studiow nie wynika
      > po prostu z czystej kalkulacji wladz uczelni ?

      mysle ze wynika to z realistycznej oceny mozliwosci intelektualnych
      charakterologicznych i wolicjonalnych zalet studentow. nie bez znaczenia jest
      tez to ze niektorzy studenci musza dorabiac i powinni miec na to troche czasu
      • Gość: p. Re: no problem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.06, 12:06
        bush_w_wodzie napisał:

        > Gość portalu: p. napisał(a):
        >
        > > Trzy lata to chyba wystarczajacy okres czasu,
        > > przynajmniej jesli idzie o dzienny tryb studiowania ?.
        >
        > tak. po trzech latach mozna zakonczyc studia zostac licencjatem.

        Obawiam sie przyjacielu ze nie zrozumiales pytania.

        Na dziennych studiach nauczano kiedys takich przedmiotow
        jak socjologia, filozofia czy ekonomia polityczna.
        Oczywiscie na kierunkach technicznych. Teraz sie tego nie naucza.
        Z wlasnego doswiadczenia wiem w jaki sposob marnotrawiono
        nasz czas na innych przedmiotach i w jakim zwiazku
        pozostawaly one ze soba.

        Wiec po trzech latach na dziennych mozna by spokojnie
        przerobic to wszystko co 15 lat temu przerabiano
        na dziennych przez 5 za wyjatkiem tego czego sie dzis i tak juz nie naucza.

        Oczywiscie ze mozna i dzisiaj marnotrawic czas studenta
        i przez bite trzy lata uczyc go rzeczy zupelnie
        nieprzydatnych w wiekszosci w zyciu zawodowym
        czego dowodem mialby byc ow tytul licencjata.

        Moje pytanie dotyczylo jednak tego czy mozliwym jest
        by pozostawic studentowi wybor czego chce sie uczyc
        i w jakiej kolejnosci tak by po trzech latach byl
        gotowy do obrony pracy magisterskiej ktora rozpoczynalby pisac
        na trzecim roku.
        Prace magisterskie nic nowego do nauki nie wnosza
        sa one czysta formalnoscia dla studentow.

        > na niektorych uczelniach mozna po 3 lub 4 latach zaczac studia doktoranckie
        >
        > mozna tez zaliczac wiecej kursow niz ustawa przewiduje i skonczyc studia
        > szybciej niz w 5 lat

        Ale dlaczego wieksza ilosc zaliczonych kursow mialaby
        swiadczyc o lepszym przygotowaniu studenta do obrony
        pracy magisterskiej ?

        Czy nie mozna studentowi dac mozliwosci zaliczania
        kursow ktore sa w programie studiow doktoranckich ?

        Wtedy po trzech latach moglby on stac sie lepszym/
        lepiej przygotowanym specjalista niz jego koledzy
        ktorzy przez piec lat zaliczali wiele kursow na
        poziomie wstepnym/podstawowym z ktorych i tak wiekszosc
        informacji juz zapomnieli.

        > zdarza sie tez ze po 5 latach rezulaty studiowania sa tak zalosne ze i 10 lat
        > to byloby chyba za krotko

        To sie nie zdarza, to jest po prostu norma w systemie
        ktory polega na zaliczeniu okreslonej ilosci kursow.

        Dlatego tez postawilem pytanie jak na wstepie.
        Czy jest bowiem sens uczyc kogos na sile czegos
        co ten ktos NIGDY nie wykorzysta w zyciu zawodowym ?

        Czy nie mozna pozwolic wykazac sie studentowi w inny
        sposob niz przewiduje to sztywny program studiow ?

        Nie chcesz nam tu chyba wmawiac ze student na obronie
        pracy magisterskiej jest przygotowany tak by moc
        zdac te wszystkie egzaminy ktore ma w indeksie ?

        Czy nie lepiej umozliwic studentowi taka sciezke rozwoju/edukacji
        by przystepujac do obrony pracy w swoim indeksie
        posiadal zdane egazaminy z tego z czego stal sie fachowcem ?
        Inaczej mowiac jest on gotow zdac je ponownie w kazdej chwili.

        W innym wypadku otrzymuje sie jedynie
        papierowe wyksztalcenie.


        > > Czy prowadzenie wykladow kreda na tablicy i dyktowanie
        > > studentom tresci notatek nie jest czyms co
        > > dzisiaj w dobie notebookow i internetu zaslugiwaloby na
        > > miano 'sredniowiecza' w nauczaniu ?
        >
        >
        > prowonujac niegdysiejsze wyklady na tablicy z dzisiejszymi prezentacjami
        > multimedialnymi nie mam watpliwosci co jest lepsze w przekazywaniu trudnych
        > abstrakcyjnych tresci
        >

        Skoro ich nie masz to przedstaw nam swoje spostrzezenia
        ktore daly Ci ta pewnosc.

        > > Czy tak rozciagniety w czasie program studiow nie wynika
        > > po prostu z czystej kalkulacji wladz uczelni ?
        >
        > mysle ze wynika to z realistycznej oceny mozliwosci intelektualnych
        > charakterologicznych i wolicjonalnych zalet studentow. nie bez znaczenia jest
        > tez to ze niektorzy studenci musza dorabiac i powinni miec na to troche czasu

        Rozumiem ze Twoim zdaniem wladze uczelni posiadaja
        realistyczna ocene tego co kogo interesuje i czego by sie
        chcial nauczyc w trakcie studiow.
        Lepiej wiedza o tym od samych zainteresowanych.

        Brawo Panie Dobrodzieju.
        • Gość: NEMO Serious problem IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 06.03.06, 15:05
          Przepraszam ale dyskusja obraca sie wokol jednostronnie zrozumianej funkcji
          studiow ( tutaj chyba nawet zawezona do studiow technicznych) - przygotowanie
          do zawodu i to wbardzo wasko pojmowanym zakresie ( sa przedmioty zbedne a
          studenci ewentualnie sami zdecyduja co chca studiowac i co ich interesuje).
          Zgadza sie ,ze istnieje taka koncepcja, ktora obecnie jest preferowana. Jest
          jeszcze przynajmniej jedna wizja studiow, ktora zaklada bardzo
          szerokie "zarzucenie sieci" wiedzy, tak aby w pozniejszym czasie osoba
          zainteresowan mogla sam dokonac swiadomego wyboru kierunku zawodowego i
          jednoczesnie byla odpowiedni do tego przygotowana. W takim przypadku trudno
          mowic o "wiedzy zbednej" gdyz ostateczne decyzje i wybory dokonywac sie maja
          poza uczelnia w wyniku interakcji pomiedzy teoria i praktyka oraz np wymogami
          rynku ( jesli tego tak bardzo chcemy).
          Czy w tej innej wizji rownie latwo jest skrocic studia? Nie wiem choc wszystko
          jest mozliwe. Przypomnialy mi sie ostatnei deliberacje jakie mialy miejsce
          tutaj na temat studiow medycznych. Pani minister zdrowia chce by byly krotsze i
          powoluje sie na przyklady innych krajow ( chyba nawet Europa Wschodnia).
          Uniwersytety odpwiedzialy, ze mozna ale kosztem czesci wiedzy, ktora obecnie
          studenci obecnie otrzymuja. Ta czesc najlatwiejsza do obciecia to wszelkie
          zajecia praktyczne. Tylko, ze ktos tych mlodych ludzi bedzie musial tego
          nauczyc juz po opuszczeniu uniwersytetu. Pytanie, kto? Zauwazono, ze
          najprawdopodobniej bedzie sie to odbywalo metoda prob i bledow, na dziko i
          niejednokrotnie z tragicznymi konsekwencjami.
          Sadze, ze w wielu innych dziedzinach ma sie to podobnie.

          Pozdrawiam
          • Gość: p. Re: Serious problem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.06, 11:47
            Gość portalu: NEMO napisał(a):

            > Przepraszam ale dyskusja obraca sie wokol jednostronnie zrozumianej funkcji
            > studiow ( tutaj chyba nawet zawezona do studiow technicznych) - przygotowanie
            > do zawodu i to wbardzo wasko pojmowanym zakresie ( sa przedmioty zbedne a
            > studenci ewentualnie sami zdecyduja co chca studiowac i co ich interesuje).
            > Zgadza sie ,ze istnieje taka koncepcja, ktora obecnie jest preferowana.

            Gdzie taka koncepcja istnieje ?
            I przez kogo jest ona obecnie preferowana ?

            Przeciez ja nie pytam czy studia magisterskie powinny tylko
            i wylacznie trwac trzy lata a jedynie czy moglyby.
            Tzn czy mozliwym jest by studentowi udostepnic taki wariant studiowania
            w ktorym to on decyduje jaka funkcje dla niego maja spelnic studia
            bo to on poswieca na nie swoj wlasny czas i energie.

            A zatem nic chyba w tym nadzwyczajnego ze dyskusja obraca sie
            wokol tak a nie inaczej zrozumianej funkcji studiow.

            Pytanie tylko czy tak pojmowane studia maja uzasadnienie
            by byc magisterskimi ?

            Kolezanka Carmen jak widac jest zdecydowanie negatywnie nastawiona
            do takiej koncepcji.
            Wg. niej magister wypija z mlekiem matki zdolnosc do bycia magistrem
            czy tez umiejetnosc podlaczenia omomierza, a 5 lat jest po prostu
            potrzebnych do tego by rozpoznac kto to wypil a kto nie.
            Natomiast po trzech latach jest to zdecydowanie niemozliwym
            do wiarygodnego ocenienia bez wzgledu czego by sie w tym czasie ow
            student uczyl i z jakim zaangazowaniem.

            Po prostu 5 lat i basta, a jak sie nie podoba to fora ze dwora.

            > Jest jeszcze przynajmniej jedna wizja studiow, ktora zaklada bardzo
            > szerokie "zarzucenie sieci" wiedzy, tak aby w pozniejszym czasie osoba
            > zainteresowan mogla sam dokonac swiadomego wyboru kierunku zawodowego i
            > jednoczesnie byla odpowiedni do tego przygotowana. W takim przypadku trudno
            > mowic o "wiedzy zbednej" gdyz ostateczne decyzje i wybory dokonywac sie maja
            > poza uczelnia w wyniku interakcji pomiedzy teoria i praktyka oraz np wymogami
            > rynku ( jesli tego tak bardzo chcemy).

            Proponuje bys o tej 'wizji' podyskutowal sobie z kolega node.
            On bardzo lubi dyskutowac o wolnosci jednostki.
            Wiec mielibyscie zapewne szerokie pole do wymiany pogladow
            w tej kwestii.

            > Czy w tej innej wizji rownie latwo jest skrocic studia? Nie wiem choc wszystko
            > jest mozliwe.

            Mnie to specjalnie nie interesuje przyznam sie szczerze.
            Jesli ktos ma ochote rozpoczac naraz 10 fakultetow, to niechby
            sobie studiowal na magisterskich az mu siwa broda wyrosnie jesli
            taka jego wola.

            Ja tylko niesmialo zapytuje czy dla tych ktorzy nie maja tak
            szerokich ambicji, a chca byc po prostu profesjonalnie
            wyksztalconymi specjalistami nie na poziomie nic nie znaczacego
            licencjata mogliby to osiagac w okresie trzech lat.

            Czy to jest tak trudne pytanie do zrozumienia ??

            Jesli juz ktos wczesniej o tym samym pomyslal, a na dodatek
            jest to koncepcja preferowana to chcialbym poznac wiecej
            szczegolow na ten temat.


            > Przypomnialy mi sie ostatnei deliberacje jakie mialy miejsce
            > tutaj na temat studiow medycznych. Pani minister zdrowia chce by byly krotsze
            > i powoluje sie na przyklady innych krajow ( chyba nawet Europa Wschodnia).
            > Uniwersytety odpwiedzialy, ze mozna ale kosztem czesci wiedzy, ktora obecnie
            > studenci obecnie otrzymuja. Ta czesc najlatwiejsza do obciecia to wszelkie
            > zajecia praktyczne.

            Ale dlaczego najlatwiejsze do obciecia ?
            Czyzby dlatego ze ktos musi wyrobic swoj limit dydaktyki
            ze studentami wiec jego godzin nie mozna obciac ?

            > Tylko, ze ktos tych mlodych ludzi bedzie musial tego
            > nauczyc juz po opuszczeniu uniwersytetu. Pytanie, kto? Zauwazono, ze
            > najprawdopodobniej bedzie sie to odbywalo metoda prob i bledow, na dziko i
            > niejednokrotnie z tragicznymi konsekwencjami.
            > Sadze, ze w wielu innych dziedzinach ma sie to podobnie.

            W innych dziedzinach jest podobnie z tym ze tam juz zajecia
            praktyczne dawno obcieto, albo zastapiono je jakimis
            przedpotopowymi atrapami o ZEROWYM znaczeniu praktycznym.

            Czy w zwiazku z powyzszym nie istnieje koniecznosc
            lub chocby potrzeba by tak chory system szkolnictwa
            wyzszego zaczac zmieniac we wlasciwym kierunku ?

            pozdrawiam
            • Gość: NEMO Re: Serious problem IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 07.03.06, 13:45
              Jesli popatrzec na kolejne nasze wypowiedzi to dyskusja jest o wszystkim i o
              niczym.
              Wobec tego zapytam. Jesli pisze Kolega o atrapach, o zerowym znaczeniu
              praktycznym i chorym systemie, czy odnosi sie to do obecnego polskiego systemu
              edukacji? Jesli tak, nie bede sie wdawal w dyskusje, gdyz nie mam wiedzy na ten
              temat. Jesli dyskutujemy o pewnej koncepcji mogacej miec zastosowanie
              powszechnie, mozemy wymieniac poglady i sie nie zgadzac lub zgadzac.
              Wiem jak mnie ksztalcono i wiem jakie sa tego efekty. Wiem rowniez jakie efekty
              osiagaja uczelnie zagraniczne w dziedzinie, w ktorej pracuje, poprzez kontakty
              zawodowe. Nie mam ochoty wdawac sie w szczegoly, gdyz wlasnie zawezimy dyskusje
              np do studiow technicznych.
              Co do znanych mi przynajmniej dwoch mozliwych sposobow ksztalcenia nie odkrylem
              niczego i nie jest to moja wizja. Pamietam nasze dyskusje z Profesorem juz po
              zakonczeniu studiow, gdy wypowiadalismy nasze uwagi wlasnie na temat tego, jak
              i czego nas uczono. I wlasnie dylemat czy bardziej praktycznie czy tez
              teoretycznie byl glownym motywem tamtych rozwazan. Jednoczesnie nie ma to nic
              wspolnego z 10 fakultetami i studiami do konca zycia.
              Co do konkretnego przykladu dotyczacego studiow medycznych w Poludniowej
              Afryce. To nie jest zadne "widzi mi sie". W tutejszym systemie mlody lekarz
              rozpoczynajacy samodzielne zycie zawodowe ma obok wiedzy teoretycznej spora
              wiedze praktyczna - do operacji wlacznie. Troche inaczej niz w Europie ale tez
              tutejsza specyfika jest inna. Jest to jednak system dosyc wydluzony w czasie i
              w efekcie kosztowny. Ograniczenie zakresu czesci praktycznej jest dla uczelni
              proste, gdyz wtedy zajma sie tym, przynajmniej w zalozeniu, szpitale. Jakie
              beda zyciowe konsekwencje takich decyzji nikt nie moze w 100% przewidziec.
              Co do wizji, by uczen czy student wybieral sobie przedmioty, ktorych zamierza
              uczyc sie dalej, to tez nic nowego. W wielu systemach edukacyjnych na swiecie
              juz w szkole sredniej, na pewnym etapie uczen dokonuje decyzji, czego sie
              bedzie uczyl dalej a czego nie. Ilosc argumentow za i przeciw jest jednakowo
              duza.
              I tak na koniec, wszystko mozna zrobic. Istnieja tylko drobne problemy czasu,
              pieniedzy i konsekwencji. Pierwsze dwa elementy sa w miare latwe do
              oszacowania, trzeci zas jest czest wielka niewiadoma.


              Pozdrawiam
              • Gość: p. Re: Serious problem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.06, 16:30
                Gość portalu: NEMO napisał(a):

                > Jesli popatrzec na kolejne nasze wypowiedzi to dyskusja jest o wszystkim i o
                > niczym.
                > Wobec tego zapytam. Jesli pisze Kolega o atrapach, o zerowym znaczeniu
                > praktycznym i chorym systemie, czy odnosi sie to do obecnego polskiego
                > systemu edukacji? Jesli tak, nie bede sie wdawal w dyskusje, gdyz nie mam
                > wiedzy na ten temat. Jesli dyskutujemy o pewnej koncepcji mogacej miec
                > zastosowanie
                > powszechnie, mozemy wymieniac poglady i sie nie zgadzac lub zgadzac.

                Oczywiscie ze odnosi sie do polskiego systemu edukacji.
                Jednak ten system nie powstal z prozni. Jest on wynikiem przyjecia
                okreslonej koncepcji ksztalcenia bedacych pochodna stosunkow
                panujacych na uczelniach.

                Oczywiscie interesuje mnie dyskusja o koncepcji mogacej miec powszechne
                zastosowanie. Jednak powszechne nie znaczy dla mnie ze zastosowanie
                we wszelkich dziedzinach nauki, a jedynie ze moga miec zastosowanie
                na szeroka skale w ksztalceniu w okreslonych dyscyplinach.

                > Wiem jak mnie ksztalcono i wiem jakie sa tego efekty. Wiem rowniez jakie
                > efekty
                > osiagaja uczelnie zagraniczne w dziedzinie, w ktorej pracuje, poprzez
                > kontakty zawodowe. Nie mam ochoty wdawac sie w szczegoly, gdyz wlasnie
                > zawezimy dyskusje np do studiow technicznych.

                Ja uewazam ze nie ma sensu prowadzic dyskusji bez jej zawezenia.
                Bo wtedy faktycznie bedziemy sobie dyskutowac o wszystkim i niczym.

                Mnie nie interesuje dyskusja na temat czy trzy lata to wystarczajacy
                okres czasu by zostac magistrem w kazdej dziedzinie.

                Mnie interesuje dyskusja na temat czy sa takie dziedziny w ktorych
                daleko posunieta specjalizacja pozwalalaby na ksztalcenie magistra
                w trakcie trzechletnich studiow ?

                Jesli nie masz ochoty na tak postawiony temat dyskutowac
                to trudno. Mnie natomiast nie interesuje dyskusja na temat
                ksztalcenia w RPA na studiach medycznych, poniewaz to nie
                pozostaje praktycznie w zadnym zwiazku z trescia pytania
                jakie postawilem na wstepie.

                Bez wzgledu bowiem czy lekarzy ksztalciloby sie u was
                przez 15 lat czy przez 2, to i tak nijak sie to ma do
                specyfiki wymagan rynku pracy w innych dziedzinach.
                Przykladowo w elektronice, informatyce czy mechanice.

                > Co do znanych mi przynajmniej dwoch mozliwych sposobow ksztalcenia nie
                > odkrylem
                > niczego i nie jest to moja wizja. Pamietam nasze dyskusje z Profesorem juz po
                > zakonczeniu studiow, gdy wypowiadalismy nasze uwagi wlasnie na temat tego,
                > jak i czego nas uczono. I wlasnie dylemat czy bardziej praktycznie czy tez
                > teoretycznie byl glownym motywem tamtych rozwazan. Jednoczesnie nie ma to nic
                > wspolnego z 10 fakultetami i studiami do konca zycia.

                No i do czego ciekawego doszliscie w Waszych rozwazaniach ?

                Skoro czesc teoretyczna jest tak wazna, a raczej ilosc
                zaliczonych kursow na poziomie podstawowym/wstepnym to dlaczego
                na uczelniach nie prowadzi sie powszechnie kursow podyplomowych
                dla magistrow na takim poziomie ?

                Po prostu takie kursy niczego praktycznego nie daja bedac
                zwykla strata czasu. Ktos kto skonczyl studia nie bedzie
                na cos takiego marnowal czasu.
                Dlaczego wiec wciska sie to studentom na sile w programie
                studiow magisterskich, zreszta licencjackich tym bardziej ?

                Interesowaly by mnie odpowiedzi na powyzsze pytania,
                poniewaz nie jest to specyfika tylko polskiej edukacji akademickiej.
                W Polsce natomiast z braku srodkow na nowoczesne wyposazenie
                laboratoriow i braku wyksztalconej kadry akademickiej skutki
                takiego systemu uczenia wszystkiego po trochu i byle jak
                sa bolesniej odczuwane niz tam gdzie studenta traktuje sie
                z naleznym mu szacunkiem.

                • Gość: NEMO Re: Serious problem - dodatek IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 08.03.06, 07:54
                  Szkoda, ze Kolega od reki odrzuca dyskusje o tym co w innych krajach ma
                  miejsce. Przypuszczam, ze obecni na tym forum a zyjacy rowniez poza granicami
                  Polski moga dolozyc swe trzy grosze. Prosze poszukac na internecie informacji o
                  Technikon'ach. Uczelnie te zasadniczo maja nastawienie bardzo praktyczne do
                  tematu. Studiuje sie trzy lata i dostaje sie np: " The Bachelor of Technology
                  Degree: Engineering: Civil, is recognised by the Engineering Council of South
                  Africa as satisfying the academic requirements for registration as a
                  Professional Technologist (Engineering)". Nie jest wiec to tytul magisterski
                  ale z punktu widzenia praktyki inzynierskiej, po rejestracji, mozna "uprawiac"
                  to co osoba z tytulem magisterskim.
                  Mozna z tego wyciagnac wniosek, ze skrocenie kursu odbija sie jednak na
                  zasobie wiedzy jaki przekazywany jest studentom. Z drugiej jednak strony mozna
                  wyksztalcic kogos w ciagu trzech lat w takim zakresie, ze jest zdolny do
                  samodzielnego dzialania w przemysle.
                  W pewnym sensie jest to propozycja zblizona do tego, co Kolega mial na mysli.


                  Pozdrawiam
                  • Gość: p. Re: Serious problem - dodatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.06, 12:18
                    Gość portalu: NEMO napisał(a):

                    > Szkoda, ze Kolega od reki odrzuca dyskusje o tym co w innych krajach ma
                    > miejsce. Przypuszczam, ze obecni na tym forum a zyjacy rowniez poza granicami
                    > Polski moga dolozyc swe trzy grosze.

                    Alez ja nie odrzucam dyskusji o tym co w innych krajach ma miejsce
                    lub nawet moglo by miec miejsce.
                    Chcialbym natomiast dyskutowac o nauczaniu w takich dziedzinach
                    w ktorych nasze zdobycze techniczne pozwalaja na szybszy dostep do
                    wiedzy teoretycznej jak i PRAKTYCZNEJ.

                    W powyzszym kontekscie dyskusja o nauczaniu w medycynie mnie
                    nie interesuje przynajmniej do czasu gdy nie beda dostepne tanie
                    i realistyczne fantomy ludzkie pozwalajace studentowi zdobywac
                    praktyczne doswiadczenie znacznie efektywniej i bez zbednego ryzyka
                    niz to ma miejsce obecnie.

                    > Prosze poszukac na internecie informacji o Technikon'ach. Uczelnie te
                    > zasadniczo maja nastawienie bardzo praktyczne do tematu. Studiuje sie trzy
                    > lata i dostaje sie np: " The Bachelor of Technology Degree: Engineering:
                    > Civil, is recognised by the Engineering Council of South Africa as
                    > satisfying the academic requirements for registration as a Professional
                    > Technologist (Engineering)". Nie jest wiec to tytul magisterski ale z punktu
                    > widzenia praktyki inzynierskiej, po rejestracji, mozna "uprawiac"
                    > to co osoba z tytulem magisterskim.

                    Nie wiem Kolego czy robicie to celowo czy tez na tyle juz utraciliscie
                    kontakt z jezykiem ojczystym ze nie mozecie zrozumiec mojego pytania.

                    A ja w swoim pytaniu pytam wyraznie o MAGISTERSKIE nie zas o takie
                    ktrore sie koncza uzyskaniem bachelor degree.
                    Sam posiadam tytul ktory sie tak tlumaczy, wiec wiem dosyc dobrze
                    na czym polega droga do jego uzyskania.

                    > Mozna z tego wyciagnac wniosek, ze skrocenie kursu odbija sie jednak na
                    > zasobie wiedzy jaki przekazywany jest studentom. Z drugiej jednak strony
                    > mozna wyksztalcic kogos w ciagu trzech lat w takim zakresie, ze jest zdolny
                    > do samodzielnego dzialania w przemysle.
                    > W pewnym sensie jest to propozycja zblizona do tego, co Kolega mial na mysli.

                    Otoz stanowczo chcialbym zaprotestowac przeciwko takiej interpretacji
                    moich mysli przez szanownego Kolege.

                    Aby Koledze ulatwic zrozumienie tego co mam na mysli postaram sie w kilku
                    zdaniach przedstawic moja koncepcje.
                    Obecnie 9 semestrow na 5 letnich studiach to okolo 36 miesiecy.
                    Jesli przyjmiemy ze na 3 letnich studiach student rozwijalby swoj warsztat
                    takze w okresie przerwy wakacyjnej to rowniez otrzymamy 36 miesiecy.
                    Wiec student na takich krotszych studiach dysponowalby przynajmniej
                    taka sama iloscia czasu jaka na studiowanie poswieca student na
                    5 letnich magisterskich studiach dziennych.
                    Napisalem przynajmniej, poniewaz kiedys studiowalem rowniez w trybie
                    dziennym i wiem ile czasu i na co poswiecalismy z kolegami.

                    Inaczej studiuje sie cos gdy sie musi, a inaczej gdy sie tym czyms
                    autentycznie interesujemy.
                    Na takich 3 letnich studiach nie byloby ograniczen programowych
                    dla studenta. Jesli bylby zainteresowany rozwijaniem swojego
                    warsztatu tak jak robia to doktoranci, to mialby jednakowe z nimi
                    prawa dostepu do laboratorium i narzedzi.
                    Mialby prawo uczestniczyc w realizacji projektow nad ktorymi pracuja
                    doktoranci. Oczywiscie aby nie powstawaly opoznienia w takich dzielonych
                    projektach czesci zlecane studentom bylyby dublowane tzn wiecej niz
                    jeden student pracowalby nad tym samym zadaniem tak by w przypadku
                    gdy zadanie przeroslo mozliwosci jednego studenta mogli pracowac
                    dalej w zespole lub mozna bylo skorzystac z pracy wykonanej przez innego.

                    Po takim 3 letnim okresie nauki student dysponowalby niekiedy
                    doswiadczeniem jakie mozna uzyskac dopiero po kilku latach pracy
                    lub na drugimczy trzecim roku studiow doktoranckich z danego
                    przedmiotu.
                    Oczywiscie w pewnych obszarach mialby braki w porownaniu do
                    tradycyjnego programu studiow magisterskich. Lecz braki te nie
                    bylyby znaczace jesli uwzglednimy ze w trakcie tych rozwleklych
                    w czasie studiow znaczaca ilosc wiedzy po prostu przepada poniewaz
                    w pozniejszym okresie nie zostaje poparta zadna praktyka, oraz nie
                    lezy w kregu zainteresowan danego studenta.

                    Wydaje mi sie ze te nieznaczace roznice na minus bylyby z duza
                    nawiazka rekompensowane o wiele szersza wiedza specjalistyczna jaka
                    mozna uzyskac na 5 letnich studiach magisterskich w wybranych przedmiotach.
                    Oczywiscie gdyby tak wyksztalcony magister chcial podjac studia
                    doktoranckie wtedy by musial uzupelnic swoja wiedze o te
                    kursy na poziomie wstepnym, ktore w tym toku studiowania pominal.
                    Jednak byloby mu o wiele latwiej poswiecac na to swoj czas
                    w sytuacji gdyby dysponowal juz dosyc rozbudowanym warsztatem wlasnym.
                    Wtedy byloby to naturalne poszerzanie wiedzy doktoranta,
                    w przeciwienstwie do sytuacji gdy studenta nie dysponujacego
                    warsztatem zarzuca sie seria kursow ktore pozostaja bez wiekszego
                    zwiazku ze soba i po prostu uniemozliwiaja lub co najmniej bardzo
                    utrudniaja budowanie tegoz warsztatu.

                    Jak Kolega widzi, moja koncepcja nie ma nic wspolnego
                    z koncepcja kasztalcenia na poziomie bachelora.
                    Na tym poziomie student nie uzyskuje wiedzy specjalistycznej
                    zarowno tej teoretycznej jak i zwlaszcza praktycznej.

                    Czy juz teraz Kolega rozumie istote mojego pytania ?

                    pozdrawiam
                    • Gość: NEMO Re: Serious problem - dodatek IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 08.03.06, 14:54
                      Tak naprawde, nie wiem o co Koledze chodzi. Jesli dobrze rozumiem to mowimy o
                      intensywniejszych studiach ( iles godzin okresu 5 -cio letniego wcisnietych w
                      okres 3-letni ).
                      Jesli przyjmiemy, ze tak naprawde nikt nikogo nie zmusza do studiowani to
                      znajda sie tacy, ktorzy beda chetni do tego. Mam watpliwosci co do swobody
                      wyboru - najwyzej wyjda niedouki.
                      Zas uczelnia, jesli bedzie naliczala koszty wedlug ilosci przedmiotow, na ktore
                      zapisal sie student to wyjdzie finansowo jeszcze lepiej gdyz:

                      a) pewne minimum studenci musza brac i za to placic;

                      b) w okresie 6 lat przepchnie sie dwa razy wiecej ludzi niz w ciagu lat 5-ciu.

                      Ale czy ilosc przejdzie w jakosc to chyba sam Kolega ma watpliwosci ( ... w
                      pewnych obszarach mialby braki...).

                      Nie bardzo widze jak mozna brac udzial w projektach na poziomie doktoranckim
                      czy np dla przemyslu majac braki w wiedzy na poziomie wstepnym. Jesli natomiast
                      taka praca mialaby byc dublowana tzn, ze malej wiary jestesmy w to czego
                      delikwenta nauczono i tego jak potrafi z tej wiedzy skorzystac.
                      Z mojego doswiadczenia, tez studia dzienne, raczej twierdze, ze program ukladal
                      sie w logiczna a calosc, z oczywista mozliwoscia korekt.
                      Niestety w Polsce moich lat istniala przepasc miedzy wiedza, nawet czysto
                      specjalistyczna, wyniesiona z uczelni a tym co na przyklad mogl i chcial
                      wykorzystac przemysl. Jezeli jest tak dalej to problem lezy po stronie
                      przemyslu a nie uczelni.
                      Tutaj drobna refleksja. Bylem na kilku konferencjach w Polsce ( organizowane
                      przez uczelnie nie przemysl) i przyznaje, ze smutkiem, ze w mojej specjalnosci
                      gdzies sie pogubiono. Tu chyba punkt dla Kolegi.


                      Pozdrawiam



                      • Gość: p. Re: Serious problem - dodatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.06, 17:30
                        Gość portalu: NEMO napisał(a):

                        > Tak naprawde, nie wiem o co Koledze chodzi. Jesli dobrze rozumiem to mowimy o
                        > intensywniejszych studiach ( iles godzin okresu 5 -cio letniego wcisnietych w
                        > okres 3-letni ).

                        Niezupelnie o tym mowimy. Zasadnicza roznica by polegala na tym by
                        student mial takie mozliwosci poglebiania swej wiedzy z danego przedmiotu
                        jaka otwiera sie dopiero na studiach doktoranckich.
                        Oczywiscie najpierw musialby sie wykazac opanowaniem kursu podstawowego
                        z przedmiotu w ktorym chce sie szczegolnie rozwijac.
                        Jednak nie bylby zmuszony do zaliczania tej samej ilosci kursow
                        podstawowych co student w tradycyjnym systemie 5 letnim.

                        > Jesli przyjmiemy, ze tak naprawde nikt nikogo nie zmusza do studiowani to
                        > znajda sie tacy, ktorzy beda chetni do tego. Mam watpliwosci co do swobody
                        > wyboru - najwyzej wyjda niedouki.

                        A niby dlaczego by mieli wychodzic ?

                        Czy obecnie w systemie ktory uczy wszystjkiego i po lebkach
                        nie wychodza ?

                        > Zas uczelnia, jesli bedzie naliczala koszty wedlug ilosci przedmiotow, na
                        > ktore> zapisal sie student to wyjdzie finansowo jeszcze lepiej gdyz:
                        >
                        > a) pewne minimum studenci musza brac i za to placic;
                        >
                        > b) w okresie 6 lat przepchnie sie dwa razy wiecej ludzi niz w ciagu lat 5-ciu.

                        Nie przewinie sie dwa razy wiecej, bo studenci nie rozmnazaja sie przez
                        paczkowanie.
                        Teraz i tak juz studiuja prawie wszyscy ktorych na to stac.
                        Uczelnia pobierajac w ciagu tych trzech lat nawet rownowartosc tego
                        co otrzymuje teraz za okres pieciu specjalnie by sie na tym nie wzbogacila
                        jesli wezmiemy pod uwage ze student oczekiwalby ze dostanie dostep
                        do nowoczesnie wyposazonego laboratorium i rownie nowoczesnych narzedzi
                        programowych.

                        > Ale czy ilosc przejdzie w jakosc to chyba sam Kolega ma watpliwosci ( ... w
                        > pewnych obszarach mialby braki...).

                        Nie bynajmniej nie mam watpliwosci.
                        Braki o ktorych wspominam sa jedynie natury ilosciowej.
                        Po prostu w tym trzechletnim toku student poglebiajacy swa wiedze
                        na poziomie wysoce zaawansowanym i wykazujacy sie wynikami
                        nie bedzie zmuszony zaliczac tych kursow podstawowych ktore nie
                        sa w bezposrednim zwiazku z obszarem w ktorym on sie specjalizuje.

                        Oczywiscie gdyby chcial kontynuowac juz studia doktoranckie
                        bylby zmuszony te braki ilosciowe uzupelnic, poniewaz jako
                        doktor powinien moc sie tez swobodnie porozumiewac ze specjalistami
                        z innych kierunkow.
                        Jesli jednak nie poswieci sie karierze naukowej i zajmie sie
                        praca zawodowa w swojej specjalnosci, to te braki ilosciowe
                        nie beda mu w tym przeszkadzaly. A jesli juz nawet stanie przed
                        koniecznoscia poszerzenia swej wiedzy to mozna z duzym prawdopodobienstwem
                        przyjac ze taki specjalista bedzie sie mogl z tymi podstawami
                        zapoznac we wlasnym zakresie nie mniej skutecznie niz gdyby by do
                        tego obligatoryjnie zmuszony na uczelni.
                        Taka forma samoksztalcenia ma tez te zalete ze jest bardziej efektywna
                        poniewaz czlowiek sie uczy na biezaco gdy czegos faktycznie potrzebuje.
                        Robi to z zaangazowaniem i otrzymuje wiedze aktualna.

                        W przypadku obligatoryjnego zaliczania kursow, po kilku latach i tak
                        czesto musimy sie uczyc od nowa poniewaz stare rozwiazania odchodza do
                        lamusa oraz pojawiaja sie zupelnie nowe.
                        Oczywiscie pozostaje tez kwestia podstawowa tzn. ile faktycznie bedziemy
                        po latach ( a nawet w chwili obrony pracy dyplomowej ) z tych kursow
                        pamietali. W praktyce raczej bardzo bardzo niewiele.
                        W zadnym wiec stopniu ich ilosc nie moze swiadczyc o jakosci wyksztalcenia.
                        Bardziej mozna tu mowic o wszechstronnym przetestowaniu niz wyksztalceniu.

                        >
                        > Nie bardzo widze jak mozna brac udzial w projektach na poziomie doktoranckim
                        > czy np dla przemyslu majac braki w wiedzy na poziomie wstepnym.

                        A po co np. spejaliscie od implementaci sieci neuronowych
                        obligatoryjna znajomosc protokolow telekomunikacyjnych czy budowy
                        tranzystora polowego i jego charakterystyk ?
                        Przynajmniej na etapie uczestnictwa w danej czesci projektu.
                        Oczywiscie po ukonczeniu jednego fakultetu moglby studiowac nastepny
                        spokrewniony.
                        Lub pracujac juz w przemysle zaliczyc pewne kursy podstawowe
                        w trybie zaocznym nie bedac juz skrepowanym sztywnym harmonogramem.
                        Wykladowvy na takich kursach musieliby sie tez starac by one
                        faktycznie pomagaly studentowi w opanowaniu danego materialu.
                        Poniewaz obecnie bez wzgledu na poziom i zawartosc wykladu student
                        i tak jest pozbawiony jakiegokolwiek wyboru.

                        Co wiecej braki wiedzy na poziomie wstepnym to mozna
                        nawet miec juz po habilitacji.
                        I jakos to nie przeszkada by moc kierowac danym projektem.

                        Sam znam przypadek profesora a ostatnio takze senatora
                        ktory bez cienia zazenowania mowil nam na wykladzie ze
                        on nie wie jakimi napieciami sa zasilane uklady rodziny X
                        bo od tego to on ma swoich doktorantow.
                        Z podobna lekkoscia wypowiadal sie tez o swym braku
                        aktualnej wiedzy co do roznic miedzy ukladami serii V
                        oraz serii S pomimo tego ze wydal w tym czasie dosyc spora ksiazke
                        wychwalajac w niej mozliwosci ukladow porzedniej generacji.

                        W tym kontekscie wymaganie od studentow podstaw czegos co
                        pozostaje w bardzo luznym zwiazku z tematem ich projektu
                        by nie powiedziec ze ten zwiazek zupelnie nie zachodzi
                        jest co najmniej dziwne. Jesli sie przy tym Kolega upiera to
                        prosilbym o szersze rozwiniecie tego watku.

                        > Jesli natomiast taka praca mialaby byc dublowana tzn, ze malej wiary jestesmy
                        > w to czego delikwenta nauczono i tego jak potrafi z tej wiedzy skorzystac.

                        To nie jest kwestia malej czy duzej wiary.
                        Jezeli student na dosyc wczesnym etapie jest dopuszczany do tego
                        by stawac przed nieszablonowymi wyzwaniami, to zawsze istnieje ryzyko
                        ze sprobuje sie podjac czegos co przerasta jego sily.
                        Dzieki dublowaniu mialby on mozliwosc porownania jak sie
                        sprawdzaja jego rozwiazania w porownaniu do podobnej mu konkurencji.

                        W przypadku niewlasciwego wyboru mialby szanse sie przekonac
                        ze do tej pracy to on sie niezbyt nadaje i moze powinien
                        pomyslec o rozwoju w nieco innym kierunku.

                        Natomiast jego ewentualna porazka nie opoznialaby calosci
                        projektu.

                        > Z mojego doswiadczenia, tez studia dzienne, raczej twierdze, ze program
                        > ukladal sie w logiczna a calosc, z oczywista mozliwoscia korekt.

                        Byc moze byly to czasy tak zamierzchle ze nie istniala mozliwosc
                        wczesnego specjalizowania sie chocby ze wzgledu na bariere w dostepie
                        do bardzo drogiego sprzetu.

                        > Niestety w Polsce moich lat istniala przepasc miedzy wiedza, nawet czysto
                        > specjalistyczna, wyniesiona z uczelni a tym co na przyklad mogl i chcial
                        > wykorzystac przemysl. Jezeli jest tak dalej to problem lezy po stronie
                        > przemyslu a nie uczelni.

                        Obecnie mamy przemysl zglobalizowany, wiec to uczelnie powinny sie
                        dostosowac do wymagan tego przemyslu.

                        > Tutaj drobna refleksja. Bylem na kilku konferencjach w Polsce ( organizowane
                        > przez uczelnie nie przemysl) i przyznaje, ze smutkiem, ze w mojej
                        > specjalnosci gdzies sie pogubiono. Tu chyba punkt dla Kolegi.

                        pozdr
                        • Gość: NEMO Re: Serious problem - dodatek IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 08.03.06, 20:58
                          Nie bede kwestionowal wiekszosci komentarzy Kolegi, gdyz kazdy ma swe zdanie na
                          zadany temat.
                          Kilka uwag, jak najbardziej osobistych.
                          Tak ,studiowalem dosyc dawno temu ale mialem sporo szczescia zarowno w Polsce
                          jak i poza granicami Polski. Zapewniam Kolege, ze wiedza uzyskana wtedy i
                          stosowana dzisiaj ( oczywiscie samoksztalcenie jest elementem naszego zycia)
                          wykazuje, ze wiele musi sie zmienic by nic nie uleglo zmianie.
                          Nawet w czasach globalizacji cele przemyslu i akademii sa rozne. Te pierwsze sa
                          wyjatkowo krotkoterminowe. Jesli polegac tylko i wylacznie na wymogach
                          przemyslu wiele dziedzin wiedzy ulegloby zagladzie. Sadze, ze ta sprawa dosyc
                          dobrze zostala ujeta przez Carmen S. Naprawde, ja zyje z tego, ze przemysl
                          jest wyjatkowo krotkowzroczny - moi klienci to miedzynarodowe firmy dosyc
                          dobrze znane.
                          Jak kiedys powiedziano - najlepsza praktyka jest dobra teoria. Nic sie od
                          tamtego czasu nie zmienilo.

                          Pozdrawiam i zycze powodzenia w uzdrawianiu polskiej nauki.
            • Gość: Carmen S. Re: Serious problem IP: *.dyn.centurytel.net 07.03.06, 15:56
              Jak mnie wywolales do tablicy to ci opowiem. W istocie umiejetnosc podlaczania
              omomierza wypiaja sie w duzym stopniu z mlekiem matki w tym sensie ze talent
              jest dziedziczny, a niektorzy wskazuja ze cechy umyslu ida po linii matki nie
              ojca. Konsekewentnie, edukacja sluzy do dwoch celow, jednym z nich jest
              rozwiniecie tego talentu poprzez wyposazenie w narzedzia dzieki czemu sie moze
              ujawnic i byc produktywny a drugim celem jest po prostu selekcja miedzy tymi co
              talent maja a tymi co nie. Na jedno jak i na drugie potrzeba czasu bo talent to
              skomplikowany twor.

              Jest tez aspekt praktyczny. Absolwent styka sie w koncu ze spoleczenstwem ktore
              ma pewne wyobrazenia co do tego na przyklad kto to jest inzynier. Pracodawca
              teoretycznie moze sie wglebiac w sczegoly programu ktory sobie obral ale
              najczesciej mu sie nie chce ani nie ma czasu. Chce brac z polki gotowy towar z
              nalepka inzynier i byc pewnym co zawiera. Obowiazkem uczelni jest spelnic to
              oczekiwanie. Taki niedoskonaly jest nasz swiat ale bujanie mlodego czlowieka ze
              jest inaczej w przewazajacej ilosci przypadkow zwroci sie przeciwko niemu.

              Dyskusja co do tego jakie przedmioty sa zbedne a jakie nie, jest rozwiazana
              poprzez podzial na wydzialy i kieruneki studiow. Dalsza debata nie ma sensu bo
              zwyczajnie nie ma danych aby problem rozstrygnac az tak precyzyjnie. Ale
              programy sie zmieniaja. Umiesz liczyc na suwaku logarytmicznym? Ja umiem, nawet
              umiem kreslic w tuszu i calkowac numerycznie na piechote i teraz moge
              deliberowac ze trzeba bylo przewidziec powstanie komputerow a nie zabierac moj
              cenny czas.

              Mlody student zwyczajnie nie ma wiedzy aby swiadomie i rozsadnie wybrac to co
              mu bedzie potrzebne, wyjatki sie zdarzaja ale nie mieszaj wyjatkow i reguly. Z
              drugiej strony wiem ze wiedza jest nieskonczona i w pewnym momencie nalezy
              powiedziec stop. Mozna wiec skrocic studia i do dwoch lat ale wtedy bedzie sie
              trzeba nauczyc na nowo slowa „wyzsze wyksztalcenie”.
              • Gość: NEMO Serious problem - do Carmen S. IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 07.03.06, 16:17
                Ucieszylem sie, ze nie tylko ja potrafie takie prehistoryczne rzeczy jak
                liczenie na suwaku, kreslenie czy calkownie numeryczne (!!!!) na piechote.
                Prawda jest, ze suwaka nie uzywalem od dziesiecioleci ale te wszystkie operacje
                matematyczne "na piechote" bardzo sie przydaly i dalej przydaja w zyciu - np
                gdy trzeba sprawdzic to co "wyplul" komputer - taka to specyfika mojej pracy.
                Tak wiec nawet dobrze, ze w swoim czasie nie przewidziano powszechnego
                zastosowania komputerow.
                Zgadzam sie z twierdzeniem, ze aby dokonywac wyboru nalezy byc swiadomym tego,
                co sie czyni, a mlody wiek , najczesciej nie idzie z taka swiadomoscia w parze.

                Pozdrawiam
                • Gość: Carmen S. Re: Serious problem - do Carmen S. IP: *.dyn.centurytel.net 07.03.06, 17:11
                  I jeszcze cos sobie przypomnialam, na potrzeby nie tylko tej dyskusji ale
                  wogole. Czasy sie zmieniaja i to bardzo gwaltownie. Obecnie nie ma tak naprawde
                  sensu uczyc sie i studiowac gdy ktos ma jedynie ekonomiczne cele w zyciu. Jak
                  bylam dzieckiem dyrektor fabryki zarabial 2 razy tyle co moj ojciec ktory byl
                  tam inzynierem. Dzis w tej samej firmie dyrektor zarabia nie mniej niz 50 razy
                  tyle co inzynier na podobnym stanowisku. Dyrektor jest chyba polonista, ale
                  jest w tej partii co trzeba. Niechby byl nawet ekonomista. To samo jest
                  wszedzie, szczegolnie tu w USA, lista plac dyrekcji kosztuje wiecej niz calej
                  reszty zalogi. Swiat przezywa duzy nawrot feudalizmu. To sie odbija na studiach
                  i studentach wszystkich dziedzin „konkretnych”, tego juz nikt nie chce robic, a
                  ja ze swojej strony nie mam sumienia nikogo do tego zachecac. Moje tzw.
                  inwestycje finansowe przynosza wiecej niz moja pensja ktora przeciez i tak jest
                  wieksza niz srednia. Ostatnia jeszcze zacheta do chodzenia na uniwerstytet jest
                  traktowanie tego miejsca jako rynku matrymonialnego, gdyby nie to naprawde
                  poradzilabym kazdemu mlodemu czlowiekowi aby lepiej sie samemu zajal gra
                  finansowa a studiowal sobie co sie lubi w wolnym czasie. Bez egzaminow,
                  dziekanatow i innych temu podobnych. Problem czy ma studiowac lat dwa czy osiem
                  zniknie sam.
              • t0g Re: Liczenie na suwaku.... 07.03.06, 22:18
                A wiesz, jaka role pelni czwarta siatka w heptodzie? Albo jakie zalety ma
                pentoda w stosunku do tetrody? Ja tez moglbym nawrzeszczec na swoich
                nauczycieli, ze mogli przewidziec rozwoj elektroniki polprzewodnikowej i nie
                kazac mi opanowywac tego materialu, ktory juz w pare lat po zakonczeniu przeze
                mnie studiow nadawal sie wylacznie do muzeum.

                Hi, hi, ale polke w moim "office" w pracy przyozdobilem lampami A.D. circa
                1920, ktore znalazlem w naszym wydzialowym lamusie. Rowniez znalazlem kilka
                stuletnich aparatow fotograficznych z miechami, na ogromne szklane klisze.
                Wszystkie z politurowanego drewna, w swietnym stanie. Bardzo ladnie ta "wystawa"
                wyglada. Mam kilka naprawde niezwyklosci, jak lampy robione na zamowienie
                wojskowe w latach 1943-44, i jedna lampe, co do ktorej podejrzewam, ze jest
                ceramiczna tertoda wysokiej czestotliwosci. Amerykanie dzieki takim lampom byli
                w stanie zbudowac radary, ktorych niemieckie detektory radarow juz nie
                wykrywaly, bo ich lampy juz nie byly w stanie na tak wysokich czestotliwosciach
                pracowac. U-boty jak sie wynurzaly to mialy wlaczony detektor radaru i jak w
                poblizu byl samolot, to sie zaraz chowaly. Tymczasem tych radarow na
                ceramicznych tetrodach nie byly w stanie wykryc, a jak samolot juz "namierzano"
                wzrokiem, to bylo za pozno sie zanurzyc.

                Niedlugo potem wynaleziono jeszcze lepsze rzeczy w radarach, klistrony,
                magnetrony... Wiec te ceramiczne tetrody mialy bardzo krotki "okres chwaly",
                moze dwa lata wszystkiego?
    • dokowski Wąskim gardłem są możliwości przyswajania... 06.03.06, 10:25
      ... nowej wiedzy przez studentów. Studiowanie jest czymś zupełnie innym niż
      nauka do matury - wkuć, zdać i zapomnieć... a właściwie powinno być czymś
      innym, bo niestety wielu studentów w Polsce nadal uczy się do egzaminów metodą
      wkuwania i zapominania po zaliczeniu, a zbyt wielu "naukowców" umie tylko
      żonglować nazwami, nazwiskami, tytułami, datami... bez zrozumienia nawet
      stopnia adekwatności głoszonych przez siebie teorii.

      Student powinien mieć czas na oswojenie się z nowymi teoriami i z nowym
      paradygmatem. Twierdzenie Godla, teoria względności i kwanty, samolubny gen i
      symbiogeneza... - to tylko przykłady pojęć, którymi student powinien żonglować
      w swoim umyśle z pełnym zrozumieniem
      • Gość: p. Re: Wąskim gardłem są możliwości przyswajania... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.06, 10:54
        Twoje dokowski jest chyba faktycznie bardzo waskie,
        a na dodatek musialo zarosnac czyms na ksztalt blony
        dziewiczej co najlepiej prezentuja twoje dyskusje
        z Niteranem. By wspomniec tylko ostatnie.
        Wiec mam prosbe bys staral sie nie zabierac glosu w tym
        watku bo nie zakladalem go dla troli.
        • dokowski Nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia 06.03.06, 14:42
          Gość portalu: p. napisał(a):

          > Wiec mam prosbe bys staral sie nie zabierac glosu w tym
          > watku bo nie zakladalem go dla troli.

          To najlepiej pokazuje, że jesteś trollem i prowokatorem. Zreszta znany tu
          jesteś z chamstwa i łamania netykiety (np. atak ad personam zamiast meritum).
          Założyłeś wątek jak widać po to, żeby obrażać lepszych od siebie dyskutantów,
          nic cię nie obchodzi merytoryczna strona dyskusji.

          Ciekawe czy naprawdę nie rozumiesz, że założony przez ciebie wątek nie jest
          twoją własnością.

          PS. Poza tym, nie zwacam uwagi na nicki dyskutantów. Widzę ciekawy tutuł więc
          odpowiadam, gdybym od razu zauważył, że to ty, to pewnie ominąłbym cię szerokim
          łukiem, żeby się nie ubrudzić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka