dr.niekoszerny
27.01.09, 13:54
Aż do roku 1999 obowiązywał w Polsce repartycyjny (tj. oparty na
tzw. umowie międzypokoleniowej) system emerytalny, oparty na prostej
kalkulacji na podstawie wysokości wynagrodzenia i liczbie lat
płacenia składek, który to model nadal też przeważa w krajach wysoko
rozwiniętych. Emerytura obliczana na takiej podstawie oznacza
gwarancję dochodów przekraczających 60% otrzymywanego wynagrodzenia.
Jednakże zdaniem większości „ortodoksyjnych” ekspertów równowaga w
tym systemie jest możliwa tylko wtedy, gdy liczebność pokoleń jest w
miarę równa, a w przypadku demograficznego załamania równowaga
finansowa całego systemu staje niejako pod znakiem zapytania.
Jednakże całe to rozumowanie jest błędne, gdyż zakłada a priori
niezmienną wydajność pracy: gdy owa wydajność rośnie (co jest
niepodważalnym faktem), to większy dochód jest generowany przez
mniejszą ilość pracowników.
Zdaniem Manuela Riesco „manna w postaci narzuconych pracownikom
najemnym składek stanowi podstawową przyczynę głębokiego
zainteresowania grup finansowych z całego świata systemami
emerytalnymi, [gdyż] w tym punkcie właśnie znajduje się prawdziwy
róg obfitości” . A zdaniem Robina Blackburna „największą ambicją
kapitalizmu finansowego jest położenie ręki na masach światowych
pensji pracowniczych.” Blackburn analizuje w swym artykule rolę
odegraną przez Larry'ego Summersa, który, jako naczelny ekonomista
Banku Światowego, zamówił studium zalecające prywatyzację systemów
emerytalnych we wszystkich krajach rozwijających się . Choć studium
to było wyraźnie niekompletne oraz nie grzeszyło obiektywnością, to
jednak prywatyzację emerytur, opartą na tym pełnym błędów studium,
przeprowadzono w wielu krajach.
Jakie były tego przyczyny: Otóż zdaniem Blackburna raport Summersa
miał silne poparcie nie tylko w Banku Światowym, ale także w
Międzynarodowym Funduszu Walutowym (IMF) oraz w administracji
Clintona, gdzie Summers pełnił funkcję Sekretarza Skarbu w latach
1995-200. Tak więc rządy krajów gdzie, tak jak w Polsce, wprowadzono
tzw. szokową terapię (Blackburn cytuje tu jako przykłady także
Meksyk, Kazachstan i Nigerię) były silnie naciskane, aby
sprywatyzowały swe systemy emerytalne. Oczywiście, takowa
prywatyzacja emerytur oznacza także drastyczne cięcia w wysokości
emerytur wypłacanych przez państwo, przepływ podatków do prywatnych
instytucji finansowych oraz „pożarcie” rezerw finansowych przez
inflację, która w biedniejszych krajach często się przekształca w
hiperinflację (jak to obserwujemy obecnie (rok 2009) w Zimbabwe, a
niedawno temu obserwowaliśmy w Turcji i w Polsce, nie wspominając
już o Ameryce Łacińskiej). Pomimo tego Bank Światowy i MFW (IMF)
wyraźnie zachęca do prywatyzacji emerytur, obiecując lepsze pozycje
w rankingach zdolności kredytowej i tym samym łatwiejszy dostęp do
kredytów dla państw prywatyzujących swe systemy emerytalne.
Potężniejsze państwa, np. niektóre kraje europejskie czy Brazylia -
uniknęły tych przekształceń dzięki silnym oporom ze strony opinii
publicznej. Pomimo tego, rząd Buzka, opierając się na tych
pseudonaukowych teoryjkach zwolenników rezygnacji z systemu
repartycyjnego, I poddając się naciskom ze strony Banku Światowego,
MFW i USA, zdecydował się na prywatyzację emerytur w Polsce.