Jak dla mnie jest rzeczą oczywistą, że moje dzieci będą jeździć ( i już
jeździ) w fotelikach, nie wyobrażam sobie inaczej. Kiedy urodziła się synek
mieliśmy malucha ( jeszcze kawalerskiego męża

) i właściwie pierwsze co to
interesowaliśmy się możliwością montażu w nim pasów z tyłu i to jak
najszybciej zrobiliśmy. Zresztą synek do tej pory nie pozwoli nam ruszyć jak
nie jest zapięty, ba ... ruszyć - odpalić auta. Sprawdził to ostatnio mój
tato, wiadomo w samochodzie trzydrzwiowym ciężko jest zapiąć dziecko nie
wsiadając przynajmniej jedną nogą, więc moja siostra wsiadła i chciała zapiąć
Bartusia, a tato w tej samej chwili odpalił auto, krzyk jaki ponoć podniósł
Bartek, który płakał i prosił dziadka: nie jedź jeszcze, nie jestem zapięty,
wyjaśnia chyba wszystko

.
A dlaczego o tym piszę? Temat nasunął mi sie ponieważ moja szwagierka ma w
rodzinie męża takiego delikwenta, który " ma szwagra w policji", więc dzieci
wozi bez fotelików, bo " nic mu nie zrobią", a poza tym " to było blisko".
Zastanawiam siępo prostu jakie Wy macie zdanie na tema fotelików?
Argument, że mnie tak wozili i jest ok, nie przemawia do mnie w ogóle, bo po
pierwsze wtedy było mniej aut, a po drugie nikt wtedy o fotelikach nie
słyszał, a ja po prostu cieszę się że żyję

.
Pozdrawiam.