hanys_hans
12.12.08, 19:16
NASA GOŁDKA
Nie należę do tych mych ziomków, którzy uważają, iż nasa gołdka - to
znaczy: po nasymu, a to je po ślonsku - jest odrębnym językiem; nie
widzę także potrzeby stwarzania odrębnego języka śląskiego. Używając
polskiego języka literackiego nazywam naszą górnośląską mowę rodzimą
niekiedy dialektem a zazwyczaj gwarą; mówiąc bądź pisząc po niemiecku
używam pojęcia Wasserpolnisch*, gdyż jest one jako jedyne - chociaż w
coraz mniejszym stopniu - uświadomić Niemcom spoza Sląska o jaki dia-
lekt właściwie chodzi. Każde gaworzenie o oberschlesischer Dialekt**,
wypływające z faktu, iż Wasserpolnisch było faktycznie poprzez długi
czas określeniem tylko negatywnym, wzbudza w nich nadzieję usłyszenia
języka Gerharta Hauptmanna z jego „Tkaczy” bądź „Hanusi”***. Uży-
wam więc określeń gwara oraz Wasserpolnisch, gdyż osobiście nie
uważam pojęć tych za nasej gołdce uwłaczających, ale za ją precyzujące.
Moja wyżej zdefiniowana postawa nie pozostawia mnie bynajmniej obo-
jętnym na to, co się ze śląskim dialektem dzieje. A dzieje się źle.
Nasa gołdka przetrwała stulecia. Po roku 1945 zaczęto nam, którzyśmy ją
w co najmniej setnym pokoleniu wyssali z mlekiem naszych matek, wma-
wiać, jak bardzo była ona przez Prusaków - czyli Niemców - tępiona; in-
aczej: cego łona to za Bismarcka wsystkygo nie wystoła. Faktycznie
jednak dobrali się do niej dopiero Polacy po 1945 roku z tego prostego
powodu, gdyż nią się posługujący mogli poczuwać się Niemcami - co też
jest po dziś dzień fenomenem nader częstym, a w innych pismach przeze
mnie opisanym.
Z powyższego powodu, psiocząc przy tym na Bismarcka, tępili Polacy
śląską gwarę. Swiętą tę batalię kontynuuje się niestety także po roku
1989, zmieniono tylko metodę. Pozornie dopuszczono w latach dzie-
więćdziesiątych śląskie gwary do łask, zaczęto organizować konkursy,
wydawać teksty; równocześnie zaczęto bełkotać o „śląskiej gwarze bez
naleciałości“. A jako że śląskiej gwary bez naleciałości nie ma - także w
Teksasie nie - tworzy ją się. W „Radiu Opole“, w „dziełach“ śląskich „Po-
laków z krwi i kości“, w przyczynkach na konkursy gwarowe w Katowi-
cach i Łubnianach.
Ostatnio miałem okazję w regionalnym czasopiśmie „Beczka“ - które
jako takie należy do tych niewielu rzeczy na świecie, zmiatujących ich ja-
kością kapelusz z mojej głowy - przeczytania dwu takich „dzieł“,
powstałych pod patronatem widocznie bardzo „patriotycznie“ nastawio-
nych pań magister. Prace były napisane niczym innym, jak ześląszczonym
językiem ogólnopolskim.
Argument: „W ostatnich dziesięcioleciach polski język literacki wyparł
germanizmy z gwary śląskiej“, w obliczu czego szukam dziury w całym,
nie łapie, gdyż ja nie dziury, jeno bogactwa szukam, a sprawa ma się do
siebie tak:
Jak już powyżej stwierdziłem, gwara śląska przetrwała stulecia. Zacho-
wanie jej w tej formie, w jakiej przetrwała, jest bogactwem; powolne jej
„rozpuszczanie“ w języku ogólnopolskim - stratą. Stratą dla: Slązaków,
Polaków, Polski, kultury europejskiej, kultury światowej. To tak, jak gdy-
by przeprowadzano operacje plastyczne ócz polskich Tatarów, ponieważ
nie mają one zarysu słowiańskiego. A takich poczynań nie można zbyć
cytatem z Schopenhauera „Dureń na zawsze pozostanie durniem, bałwan
bałwanem, choćby go w raju otaczały hurysy“, bo nie o głupotę tu chodzi,
ale o premedytację.
Wbrew powyższemu - jako że zbyt dobrze znam skutki manipulacyjnych
metod wychowawczych - nie uważam, iż każdy, kto wierzy, że polszcze-
niem gwary śląskiej przyczynia się do ratowania Macierzy, czyni to ze
złej woli. Osobom tym pragnę zwrócić następującą uwagę: Bycie elitą,
podobnie jak szlachectwo, zobowiązuje. Bycie elitą pozbawia prawa do
takich „ludzkich“ cech jak głupota, nierozgarnięcie, nieodpowiedzialność,
służalczość „królewiętom“; uchodzą owe jedynie tłuszczy.
Polszczone są zresztą nie tylko germanizmy, ale także typowe, w polskim języku
literackim nie spotykane zwroty gwarowe oraz archaizmy. To
niewybaczalny, o pomstę do nieba wołający sposób pozbawiania gwary
śląskiej jej autentyczności - ale widocznie jest druzgocący wyrok historii
owym „bojownikom o jedynie słuszną sprawę“ w ich zapamiętaniu nie-
straszny .
(Tutaj pewna ciekawostka: Na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX- go
wieku spotkałem w Opolu pewną studentkę polonistyki, która typowe si-
enkiewiczowskie wyrażenia, używane przeze mnie pod wpływem lektury
Trylogii, uważała za germanizmy a tym samym za powód, aby skarcić
ostro mój sposób wysławiania się językiem Wieszcza).
To rozmyślne wchłanianie nasej gołdki poprzez język ogólnopolski jest
także ogromną stratą dla kultury niemieckiej. Nie wiem, w jakiej mierze
jest światłym Polakom świadom fakt, iż dla setek tysięcy Niemców -
Niemców z przekonania, nie z obywatelstwa - jest gwara śląska językiem
pierwszym, czyli rodzimym. To oni właśnie dają niemieckości tąże bo-
gacącą polską nutę; analogicznie czynią to - i już od średniowiecza czyni-
li - polscy Niemcy w Polsce.
Kiedyż, Drodzy Państwo, zapragniemy w końcu pozostawić tylko pols-
kość bądź tylko niemieckość duchowej nędzy zaścianków i chorym móz-
gom szowinistów?
Alfred Bartylla - Blanke
www.echoslonska.com/0207/pdf/ES0207.pdf