Dodaj do ulubionych

KOCHAM mojego męża!!!

IP: 217.153.39.* 13.01.04, 11:01
Tak mi sie chciało krzyknąć. Na przekór pogodzie, ludziom i tym smutasom,
które mijam dziś na schodach w biurze. Kocham Go i jestem szczęśliwa!

Uwierzcie w to,że szczęście istnieje - my pokonaliśmy taaaaaaki zakręt i
nadal jesteśmy razem! CUD! Po prostu cud!

***
Obserwuj wątek
    • samowolny Re: KOCHAM mojego męża!!! 13.01.04, 11:14
      przywróciłaś mi wiare w ludzi..może i w innych sie miłość obudzi:))))
    • meg25 Re: KOCHAM mojego męża!!! 13.01.04, 11:24
      Uśmiechnęłam się od ucha do ucha!
      Dziękuję!:)))
      • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 13.01.04, 11:34
        I tak trzymać! Uśmiechajcie się na przekór czarnym myslom i dacie w kalendarzu.
        Świat jest wtedy o wiele piekniejszy. Ja do niedawna należałam do tych ludzi,
        którzy odwiedzają forum "Depresja", ale powiedziałam dość! Podjęłam walkę i...
        to najlepsze co zrobiłam, w zyciu!

        Znajdźcie w sobie siłe i odwagę do walki o własne szczęście. Co Wam szkodzi
        spróbować? :-)

        Pozdrawiam raz jeszcze
        ***
    • taka_tam Re: KOCHAM mojego męża!!! 13.01.04, 14:25
      i tak trzymać! :-)

      Gość portalu: *** napisał(a):

      > Tak mi sie chciało krzyknąć. Na przekór pogodzie, ludziom i tym smutasom,
      > które mijam dziś na schodach w biurze. Kocham Go i jestem szczęśliwa!
      >
      > Uwierzcie w to,że szczęście istnieje - my pokonaliśmy taaaaaaki zakręt i
      > nadal jesteśmy razem! CUD! Po prostu cud!
      >
      > ***
    • messja Re: KOCHAM mojego męża!!! 13.01.04, 20:17
      grtulacje. to duzy sukces:)


      Gość portalu: *** napisał(a):

      > Tak mi sie chciało krzyknąć. Na przekór pogodzie, ludziom i tym smutasom,
      > które mijam dziś na schodach w biurze. Kocham Go i jestem szczęśliwa!
      >
      > Uwierzcie w to,że szczęście istnieje - my pokonaliśmy taaaaaaki zakręt i
      > nadal jesteśmy razem! CUD! Po prostu cud!
      >
      > ***
    • hetacus Re: KOCHAM mojego męża!!! 14.01.04, 14:51
      Kilka miesięcy jestem na FR...
      Ten wpis jest najpiękniejszy ze wszystkich :-)
      • harriet_makepeace Re: KOCHAM mojego męża!!! 14.01.04, 15:03
        Hetacusie!!!!!! a gdzie ty sie podziewasz? juz sie martwic zaczelam :) wroc do
        nas:))))
        • hetacus Re: KOCHAM mojego męża!!! 14.01.04, 15:09
          Już jestem, miło Cię zobaczyć harriet, mam nadzieję, że w dobrym zdrowiu i
          nastroju mijają Ci pierwsze tygodnie roku :-)
          • harriet_makepeace Re: KOCHAM mojego męża!!! 14.01.04, 15:37
            dziekuje, jest swietnie :)))) moj byc-moze-dempsey jest poki co boski :))))
            juz sie nie moge doczekac nastepnego spotkania :))))
            • hetacus Re: KOCHAM mojego męża!!! 14.01.04, 16:27
              I to jest słuszne i mądre !
              Tak ma być nadal !!!
              • meg25 Re: KOCHAM mojego męża!!! 14.01.04, 16:31
                Witaj Hetakusie Wspaniały!!!:)))
                Miło Cię znów tutaj widzieć!!!:)))
    • Gość: Bb Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 14.01.04, 16:31
      a ile lat jesteście po ślubie?
      bo ja 13 i co z tego że ja jestem optymistką skoro on już od 5ciu lat ma
      depresję
      • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 14.01.04, 16:38
        Dopiero 2 (znamy się od 4) ale... mamy za sobą półroczne rozstanie, które nas
        oboje doprowadziło na krawedz zycia. Myslalam, ze to juz koniec wszystkiego.
        Powiem szczerze... na wlasnej skorze przekonalam sie jak blisko jest od milosci
        do nienawisci. Ale... dalismy rade! I choc nikt w to nie wierzyl, choc nie
        uwierzylibysmy w to sami, gdyby ktos nam probowal to powiedziec to.. jestesmy
        razem!!! I zakochalam sie na nowo. I mam w sobie wiecej wiary w szczescie niz
        kiedykolwiek. Ja odwieczna pesymistka, w ciaglej depresji. Po prostu kiedys...
        to do mnie przyszło. Pojawilo sie nagle i powiedzialo "Wstan i walcz! Uda Ci
        się!" Nie wiem kto to powiedzial do mnie, ale uslyszalam to bardzo wyraznie. I
        zycze Wam wszystkim byscie kiedys uslyszeli taki glos :-)


        Pozdrawiam
        ***
    • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 16.01.04, 10:38
      To znowu ja :-)
      Chciałam napisać, że... kocham go jeszcze bardziej!! Z dnia na dzien. Jak to
      możliwe? Tak się cieszę, że dziś piątek - a jutro wspólna wyprawa na basen,
      spacery, ogladanie telewizji, gotowanie i sprzątanie we dwoje. A w niedzielę
      wylegiwanie się w łózku do 10 i pyszna kawa do łóżka od Niego!
      To takie wszystko zwykłe prawda? A jak cieszy!!!

      Pozdrawiam i życzę wszystkim udanego weekendu
      ***
      • hetacus Re: KOCHAM mojego męża!!! 16.01.04, 11:24
        Witaj,

        a może opiszesz Waszą historię ?
        Ma tak optymistyczny finał, że z przyjemnością bym ją poznał :-)
        • harriet_makepeace Re: KOCHAM mojego męża!!! 16.01.04, 11:30
          a jak twoje sprawy hetacusie? lepiej troche?
          • hetacus Re: KOCHAM mojego męża!!! 16.01.04, 11:33
            Witaj harriet, jest takie ładne powiedzenie: "pogarsza się wolniej" ;-)
            Jakoś leci bo musi, nie daję sie złemu w każdym razie. Odnowiłem w ostatnim
            czasie parę "zakurzonych" kontaktów i to mnie cieszy :-)
            Mam nadzieję, że Twoje sprawy kształtują się rozwojowo :-)
            • harriet_makepeace Re: KOCHAM mojego męża!!! 16.01.04, 11:46
              :)))) tak poki co ale z powodu obopolnego braku czasu rozwijaja sie
              wolniej :))))) nie no zartuje sobie oczywiscie - pracy mamy duzo, ale dzwonimy
              do siebie i smsujemy i sie poznajemy coraz lepiej i znowu czuje sie jak
              jasnowidz- jak z tym mieszkaniem, po prostu wiem jak on zareaguje na to co mu
              chce opowiedziac, albo jaki bedzie jego pomysl na nastepne spotkanie, nawet
              kiedy zadzwoni albo sie odezwie. czuje sie jak b. wrazliwy sensor wyczulony na
              jego osobe. i on tez ma przeblyski telepatii. irracjonalne o ale ufam mu w
              100%. jestem ostrozna, ale czuje ze nie mam podstaw. :))))))
              • hetacus Re: KOCHAM mojego męża!!! 16.01.04, 11:49
                Trzymam zatem za Was kciuki.
                Reprezentujesz tutaj na FR wyaraźną "opcję optymistyczną"
                i mam nadzieję, że tak będzie nadal - dla Twojego dobra i wszystkich
                forumowiczów ze mną na czele ;-)
                • harriet_makepeace Re: KOCHAM mojego męża!!! 16.01.04, 11:54
                  :)))))) poczekamy zobaczymy, ale ja juz sie tak latwo nie dam zdolowac :))))
                  ten nowy mezczyzna poki co wydaje mi sie byc wspanialy i bardzo bym chciala
                  byc z nim, ale ciagle jeszcze tam gleboko w srodku mnie pali sie male czerwone
                  swiatelko z napisem zagrozenie, zastanawiam sie czasami nad haczykiem, ktory
                  tkwi w tym wsystkim, mam nadzieje ze go nie bedzie, ale juz teraz wiem
                  przynajmniej ze rozstanie to nie koniec swiata a byc moze poczatek. czego
                  akurat tobie wcale nie zycze :) ale u mnie z eksem sprawy zaszly zdecydowanie
                  za daleko i dla nas nie bylo innego wyjscia.
        • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 28.01.04, 15:01
          Nasza historia... Nie będe się wdawała w szczegóły, ale napiszę troszkę:
          poznałam mojego męża w chwili gdy bardzo potrzebowałam męskiego ramienia,
          akceptacji i miłości. On pokochał mnie bezwarunkowo, bezgranicznie. Zrobiłby
          dla mnie wszystko łącznie ze zdjęciem gwiazdki z nieba gdyby tylko mógł :-)
          Poczatkowo ja także go kochałam. Z czasem jednak pojawiło się coś takiego, co
          opisuja wielokrotnie rózni goście tu na forum - pojawiło się znużenie,
          zmęczenie jego czułością i chęć ucieczki. No i wtedy popełniłam błąd - zamiast
          wsłuchać się w siebie, zapytać sie siebie czego potrzebuję, czego chcę od życia
          tak na prawde a nie na chwilę, zamiast pójść do psychologa, zamiast popracować
          nad naszym związkiem ja... odpuściłam. Robilam wszystko by mój mąż odszedł.
          Błagał mnie niemal o to bysmy walczyli ale ja... chciałam gnać do przodu
          przekonana, że gdzieś tam w swiecie czeka mnie coś lepszego, ciekawszego.
          W końcu rozstaliśmy się. On jeszcze próbował walczyć a ja odwróciłam się od
          niego zupełnie. Zaczęłam się z kims spotykać. Rozpoczęła się sprawa rozwodowa.
          Ale.. przyszła taka chwila, że... uświadomiłam sobie w końcu co takiego pali
          mnie tam w środku od kilku miesięcy. Zrozumiałam, że ten ból to pustka, której
          nikt i nic nie jest w stanie wypełnić. To pustka po kims kto był przy mnie
          zawsze. Kto podawał mi herbate, przytulił gdy tego potrzebowałam, pobiegł w
          nocy po piwo dla mnie. Kto był dla mnie cały i chciał bym i ja była dla Niego.
          Pustka po kims kto choć czasem marudny i mający swoje wady (kto ich nie ma?) to
          jednak oddany i godny najwyższego zaufania.
          Zapytacie - co takiego sie wydarzyło, że to zrozumiałaś? Odpowiem... nie wiem.
          To były minuty i godziny rozmyslań. Zaglądania w swoje serce i porad
          psychologa. To były Święta Bożego Narodzenia bez Niego. To było brutalne
          zetknięcie ze światem przed którym On chciał mnie ochronić.

          No tak, ale... moje przemyślenia to jedna sprawa, a druga to.. On. Nie chciał
          ze mna rozmawiać. I wcale mu sie nie dziwiłam. tym bardziej , że On kogos miał.
          Bolało. Nawet bardzo. I nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wielki można mieć
          żal do siebie za to co się zrobiło. To tak jakby się chciało ukarac samego
          siebie za złe postępowanie, ale.. przeciez nie spuszcze sobie lania. Pozostawał
          więc ten nie do zniesienia ból w sercu. Minął kolejny miesiąc.
          Pomyślałam... "Zawalczę jeszcze raz. Musze spróbować". Coś tam w środku mówiło
          mi bym się nie poddawała. Mówiło: "To twój mąż, nikt nie ma większego prawa by
          z nim być niz ty!!!".

          No i... nie mogłam uwierzyć gdy zgodził sie ze mna porozmawiac. Gdy powiedział,
          że nigdy nie przestał mnie kochać. To, że nie chciał rozmawiać to.. zraniona
          duma, podeptane uczucia. Płakalismy obydwoje dobra godzinę :-) Do tej pory gdy
          o tym pisze mam łzy w oczach. I choć oboje wiedzieliśmy jak trudny to będzie
          powrót, to.. dalismy sobie szanse. Wiem, że daleka droga przed nami. Mnóstwo
          wody musi upłynąć by odbudować dawne zauwanie i relacje. Ale.. wiele godzin
          spedzonych na szczerych rozmowach i ustalaniu "zasad współpracy" daje naprawdę
          pozytywne efekty.
          Oczywiście - nie jestem zaslepiona optymistką. Wiem, że wszystkim zdarzają sie
          nieporozumienia i kłotnie i nas też nie ominą ale.. najważniejsze byśy WSPÓLNIE
          je rozwiązywali. Byśmy nie uciekali w milczenie i samotność. Teraz jesteśmy
          jedny organizmem i tak ma pozostać. Kidyś mimo slubu mówiłam - moje, Twoje, bo
          tak mnie nauczono w domu (rodzice byli rozwiedeni, ja mieszkałam z mamą), a
          teraz wszystko jest nasze - Jego problemy sa moimi i na odwrót, Jego radości są
          moimi i na odwrót. Itd.

          Każdy dzień to praca nad naszym związkiem. Każdy dzień to zapewnianie się o
          tych uczuciach, które są w nas zawsze, ale zaniedbywane gdzieś umykaja. Każdy
          dzień to miliony drobnych gestów, które sprawiają, że to nasze ognisko cały
          czas płonie. Nie gasnie.

          To tyle co chciałam Wam napisać o moim związku. Mam nadzieję, że komus z Was
          przyda się mój optymizm. Bardzo ważne (jesli nie najważniejsze) w życiu jest
          pozytywne nastawienie do życia. Pozytywne myslenie o toczących się sprawach.
          Nasze myśli wytwarzaja wibracje i powinny wytwarzać tylko te dobre. Wystarczy,
          że otaczają nas negatywne wibracje zawistnych ludzi wokół nas. Musimy się przed
          tym bronić mysląc na "TAK". :-) Życze wszystkim pozytywnych zakończen.

          Pozdrawiam
          ***
          • samowolny Re: KOCHAM mojego męża!!! 28.01.04, 15:14
            ciekawa i pouczająca historia..ze szczęśliwym zakończeniem:)
            gratuluje !
          • hetacus Re: KOCHAM mojego męża!!! 28.01.04, 18:11
            Mój Boże, jaka piękna historia z happy endem...
            I do tego pięknie napisana... .
            Wydrukowałem ją sobie i kilkakrotnie przeczytałem.
            Proste i jasne przesłanie odnajduję w Twojej historii:
            walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć. W trudnych momentach
            pojawia się pokusa (też jej doświadczam) aby poddać się,
            zrezygnować, uznać, że nie warto... . Istnieje pokusa
            rezygnacji, poszukiwania innych personalnych rozwiązań... .
            Wy już poddaliście się tej pokusie oboje, ale zdołaliście zawrócić
            i mam nadzieję, że zawsze będziecie uważać, że to była jedna
            z najpiękniejszych i najmądrzejszych decyzji Waszego życia.

            Ja walczę, czasem miewam bardzo głupie myśli na swój temat,
            ale .. dźwigam się i nie poddaję przeciwnościom :-)

            Życzę Wam jeszcze raz abyście całe życie byli ze sobą
            szczęśliwi !

            Pozdrawiam

            PS. Gdybyś znalazła chwilę czasu i chęci to napisz
            na hetacus@gazeta.pl
    • Gość: jasza Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: *.szeptel.net.pl 17.01.04, 21:22
      A to juz Twoj problem,znaczy sie Wasz:)
    • Gość: sylwia Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: *.inetia.pl 28.01.04, 15:18
    • Gość: sylwia Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: *.inetia.pl 28.01.04, 15:21
      jesteśmy 4 lata po ślubie i nadal tak w sobie zakochani jak na początku
      znajomosci!
      Wszystkim życze takiego związku!
    • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 04.02.04, 15:46
      Witam ponownie. Miłość kwitnie, robi sie coraz cieplej na dworzu, codziennie
      czekoladka w kształcie serca w kieszeni (mojej lub Jego), miłosne wyznania za
      wycieraczka samochodu (mojego lub Jego), malutkie dowody na to, ze myslimy.
      I wbrew komercji - Walentynki nie sa nam wcale potrzebne :-)

      Czasem sama się zastanawiam po co Wam to piszę... może po to by pokazać, że
      ludzie się zmieniaja, że szczęście istnieje, a walka się opłaca.

      Mam jeszcze jedno do powiedzenia - ostatnio bardzo złagodniałam, nabrałam
      dystansu do swiata i patrze optymistycznie na wszystko wokoło, ale... zabiję
      każdą żmiję która się zbliży w niecnych celach do mojego męża :-) To tak gwoli
      ostrzeżenia.

      Pozdrawiam
      ***
      • Gość: niemozliwe Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: *.acn.waw.pl 04.02.04, 16:21
        A ile masz lat ? Wygląda to smiesznie.
        • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 04.02.04, 17:02
          Koło 30. Naprawdę to, ze ktoś jest szczęśliwy i chce dac temu wyraz wydaje Ci
          się śmieszne?
          A czy dla Ciebie para staruszków trzymająca się w parku za ręce i mówiąca sobie
          czułe słowa to także smieszny, żenujący, niewłasciwy obraz?

          Ja nie idealizauję życia. Wiem jakie moga mnie spotkać trudności. Wiem, że
          ludzie się kłóca i wtedy nie jest wcale rózowo. Ale nie widze powodu by nie
          mówić ludziom o tym, że szczęście istnieje. Kilka osób z zyczliwym usmiechem
          przyjęło mój pierwszy post. I to jest najważniejsze.

          Pozdrawiam
          ***
          • jmx Re: KOCHAM mojego męża!!! 04.02.04, 18:33
            Gość portalu: *** napisał(a):

            > Koło 30. Naprawdę to, ze ktoś jest szczęśliwy i chce dac temu wyraz wydaje
            Ci
            > się śmieszne?
            > A czy dla Ciebie para staruszków trzymająca się w parku za ręce i mówiąca
            sobie
            >
            > czułe słowa to także smieszny, żenujący, niewłasciwy obraz?

            Dla mnie śmieszna (trochę infantylna) była kwestia o żmiji ;-))))))

            A w ogóle przy czytaniu tego wątku trochę smutno mi się zrobiło - kiedyś
            miłośc między małżonkami była czymś naturalnym, oczywistym wręcz. Smutne to
            czasy, że taką sensacje wzbudza to, że ktoś kogoś kocha i chce z nim być na
            dobre i na złe, chce z nim przejść przez życie...
            • Gość: twoje HA! Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: *.acn.waw.pl 04.02.04, 19:43
              Śmieszny bardzo i chyba raczej pod piędziesiątkę mocno dla uratowania tzw.
              sytuacji. Trwam przy swoim . Miłość 30-latków jest oczywista jak 20-latków.
              Śmiemniasz autorko. BANIA! NIKT ci nie uwierzył. NAWET MĄŻ, żmijo jadowita.
              • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 05.02.04, 10:50
                To są właśnie te negatywne wibracje zawistnych ludzi przed którymi nalezy sie
                bronić. Mam Cię w nosie ;-) Tkwij w swoim swiecie i zyczę wszystkiego dobrego.

                ***
            • Gość: *** Re: KOCHAM mojego męża!!! IP: 217.153.39.* 05.02.04, 10:57
              No fakt, może trochę ale to własciwie było pół żartem pół serio :-)

              A miłość między małzonkami wcale nie jest taka oczywista. I nie była. Kiedyś
              wielokrotnie ludzie pobierali się idąc za głosem rozsądku lub rodziny. Dzis tez
              to się zdarza. Dziś także ludzie tkwią w związku z rozsądku. Zakładając ten
              wątek nie miałam na celu pokazać, że miłość jest czymś wyjątkowym, chciałam po
              prostu załozyc wątek optymistyczny, dający nadzieję na to, że czasem warto
              uwierzyć w szczęście i podjąć walke chocby nie wiem jak bardzo beznadziejna nam
              się wydawała.

              To tyle.
              Pozdrawiam i tak jak założyłam tak kończę mój wątek. Zycze wszystkim szczęścia.
              ***
              • mulinka3 Re: KOCHAM mojego męża!!! 28.02.04, 17:27
                Wiesz, przypadkiem natrafilam na ten wątek i chce Ci podzekować. Ja też jestem
                w trudnym momencie mojego związku, mąż chcial ode mnie odejść. Właściwie przeze
                mnie. Zrozumiałam swoje błędy i też postanowiłam walczyć, walczyć. Było bardzo
                źle, ale tydzień temu ON powiedzial mi, że też chce spróbować, nie wie sam, co
                będzie, ale chce dać sznse nie tylko mi, ale tylko sobie. I wiem, że bardzo
                długa droga przed nami, i boje się. Ale Twój wątek dodal mi nadziei, że się
                uda, że jeśli się oboje staramy, to uczucie i u nas powróci. Dzięki i
                pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka