Dodaj do ulubionych

Historia Natury Morderczo-Erotycznej dla VINA111

09.10.02, 21:29
Historia Natury Morderczo-Erotycznej Pisanej W Momencie Najwiekszej
Destrukcji Wewnetrznej

Nikt wprawdzie nie zna tych miejsc dokladnie, ale kazdy gdy slyszy o nich
rozmowy, wie o co chodzi, i gdzie sie wyobraznia udac by wlasnie w tych
miejscach sie znalesc. Wiekszosc z nas lubi wlasnie te okolice, gdzie klimat
przyjemny cieply, czasem w zaleznosci od cisnienia powietrza moze byc
tropikalny. A co najdziwniejsze wiekszosc, a w sumie wszyscy pomimo trudnosci
z oddychaniem w czasie tropikalnego powiewu wyczekuja go. Dlaczego? Tez tam
bylem, i tez ciezko oddychalem, zlany potem od goraczki panujacej wkolo. Wiec
dlaczego tez czekalem na to tropikalne pieklo, ktore zwala niejednego z nog?
Otoz, ci cierpliwi i wytrzymali, stojac, pocac sie i wyczekujac, moga
zobaczyc cos pieknego. Zazwyczaj wlasnie w okresie zwiekszonej temperatury,
ta wyspa na ktorej znajduja sie ci ciekawscy, cierpliwi, zaczyna sie trzasc.
Prawdopodobnie powoduja to wulkany na niej sie znajdujace. W sumie wiekszosc
z nich jest jakgdyby wygasla, choc myla sie ci ktorzy twierdza, ze nie zyja
on swym zyciem. Ja bylem tam, i zachodzilbym tam jak tylko czesto jest to
mozliwe, by wlasnie po tych wydajacych sie martwymi pochodzic, spacerowac by
poczuc ta ogromna energie w nich sie chowajaca , jak gdyby czekajaca 9
miesiecy na to by wystrzelic ognista lawa, ktora bedzie odzywczym pokarmem
dla zycia wokol wyspy sie rozwijajacym. Najciekawsze jednak rzecza na tej
wyspie jest to, ze wymaga ona od tych na niej przebywajacych aktywnosci.
Stojac tylko i patrzac sie na te piekne pejzarze, pomimo ogromnej temperatury
nie bedzie ona pulsowac swoim trzesacym sie od czasu do czasu byciem. Wiec
wybralem sie na przechadzke. Dzis chcialem przejsc calosc, od wschodu do
zachodu, od polnocy do poludnia. Wiedzialem, mogla mi grozic smierc, bo
przeciez miejsca niektore nieznane mi byly, pelne tajemnic, zagadek nad
ktorymi trzeba bylo nieraz sie naglowic, nieraz nie dostajac odpowiedzi,
pomimo pewnosci, ze juz blisko rozwiazania sie bylo.
Wyladowalem wiec na zachodnim wybrzezu. Gladkie w calosci wybrzeze polwyspu
rozlozone wystepami ladu waskiego na piec stron swiata zakonczonych ostrym
odmiennym od calosci wyspy stwardnieniem. Przypominaly mi one straznikow
bedac ma warcie. Przechodzac miedzy tymi wystepami, zauwazylem, ze jak
basniach gdzie drzewa zyja i mowia ludzkim glosem ogarniajac swymi konarami
przechodnia, tak i w tym miejscu poczulem badawczy dotyk pieciu rycerzy.
Najpierw gladkim brzegiem mnie badajac, potem jak gdyby pokazujac stwardniale
ostrza imponujaca przypominajce wlocznie. Prawdopodobnie na przestroge dla
mnie i dla tych, ktorzy mogliby zrobic cos glupiego lub nie porzadanego
przez ta nature. Widocznie nie narazilem sie niczym, prawnie nagim stojac,
na niej. Powedrowalem dalej. Idac waska droga, z mchem pod nogami ,
podziwialem pieknosc zatoki. Z daleko wylanialy sie wulkany, jeszcze dalej,
prawie niewidoczne wawozy, otoczone lasami, calosc tak niesamowicie piekna,
wrecz zapierajaca dech w piersiach. Wedrowka moja po zatoce dlugo nie
trwala. Dotarlem, do ladu gdzie moglem pewnie stanac nogami. Wulkany
wydawaly sie byc jak na dloni, uderzajaco ksztaltem podobne do siebie. Nie
ludzka reka je stworzyla. Pomimo ogromnej pokusy nie poszedlem tam odrazu,
idac dalej w kierunku wschodnim skierowalem sie na polnoc. Wydawalo mi sie,
ze wlasnie tam spotkam cos interesujacego. Po dlugiej wspinacze, w gore po
czyms co bardzo przypominajacym ludzka brode, stanalem na brzegiem
czerwonym, pieknym. Ksztalty tego brzegu byly wrecz wyrzezbione. Jeden i
drugi symetryczne ale od siebie rozne, postawilem noge, najpierw jedna potem
druga. Zar od czerwonego brzegu wrecz parzyl, ale widok ten tak piekny
jakgdyby zamrozil w tej calej goraczce , nie moglem sie ruszyc. Brzegi
poruszuly sie, i rozstapily otwierajac przede mna niekonczaca sie otchlan.
Nie moglem uwierzyc calosci widoku. Jeszcze bardziej gorace powietrze,
zaczelo mnie wsysac do srodka. Nie wiedzialem, jak moge kontrolowac moj
balans. Nie moglem nic zrobic, poczulem ze spadam. Zamknalem oczy, gorace
powietrze otchlani otulalo mnie, poczym poczulem miekkosc podspodem. Zrobilo
sie jeszcze bardziej goraca i niezwykle mokro. To nie byla woda, choc do
wody substancja bardzo pobobna. Zanurzylem sie, wzialem lyk tego goracego
napoju, poczulem jak plyn ten rozplywa mi sie w ustach, poprzez gardlo
przechodzi w dol do zaladka. Nagle poczulem, ze kreci mi sie w glowie i ze
upadam, w glowie mialem jakies obrazy, ze ja i wyspa to jedno, ze wlasnie na
niej moge zbudowac dom, ze ona wlasnie da mi wszystko, ze da radosc, czulem
ze moje cialo ponownie wiruje wokol wlasnej osi ale nie moglem nic zrobic by
to powstrzymac, nastepne obrazy w mej glowie, ze ja nagi leze w wawozie,
zupelnie sam, jest mi niesamowicie przyjemnie, nie moge sie jednak poniesc,
wyciagajac rece moje do przodu zlapalem sie stwardnienia, probowalem sie
podciagnac, ciagnalem, wdrapywalem sie ale im bardziej probowalem sie wzniesc
po owym stwardnieniu tym bardziej robilo sie ono sliskie i twarde wkoncu
znalazlem sie na samym koncu owej liny by kompletnie sliski wpasc w nowa nie
znana mi otchlan.
Otworzylem oczy, lezalem nad znana mi juz krawedzia z dwoma cudnie czerwonymi
rzezbionymi boska reka brzegami. Wstalem, zastanawiajac sie nad co przed
chwila sie stalo. Zostal mi tylko slodki smak nektaru na ustach moich, ktory
uswiadomil mi, ze to wszystko przed chwila wydarzylo sie naprawde. Zaczalem
sie zastanawiac jak proroczym bedzie moj sen, podczas wirowania w goracym
slodkim, kojacym plynie. Poczulem lekki niepokoj. Jednoczesnie ciekawosc, bo
przeciez jak dotad, na jawie czy w tym dziwnym snie pomimo niebezpieczenstwa
nic mi sie nie stalo, a adrenalina pulsujaca w mym ciele wrecz podniecala.
Wstalem wiec ponownie. Stojac na polnocnej stronie postanowilem pojsc dalej,
przeciez nie tak duzo mi tej polnocnej strony wyspy zostalo. Dlugo nie
musialem czekac, ledwo odrywajac sie od niebianskiej czerwieni brzegu
zamknietej teraz otchlani stanalem na przeciw lekkiemi wzniesieniu. Czujac
dziwny i niespokojny powiew wiatru stanalem obok wzniesienia przygladajac i
zastanawiajac sie jakim cudem powietrze wlatuje prawie wciagajac mnie w nowy
otwor, przy prawie jednoczesnym wywiewie goracego powietrza. Nie mysle tutaj
nie chodze. Idac bokiem, postanowilem wdrapac sie na owo wzniesienie. Gdy
stanalem nie moglem sam uwierzyc. Mialem widok na cala wyspe. Patrzac na
poludnie widzialem dwa wulkany z ciemniejszmymi wierzcholkami, miedzy nimy
dolina, niczym kraina mlekiem i miodem plynaca, dalej wawoz. Pomyslalem zaraz
o moim snie, i mocno przekonany bylem juz wtedy, ze ten sen spelni sie, i
pomimo tego ze nie znalem zakonczenia tego czy bede zyl czy czylem potrzebe
dotarcia tam i staniecia twarza w twarz z jak to nazwalem moim
przeznaczeniem. Wschodnie i zachodnie wybrzeze wygladalo tak samo,
identycznie jedno odzwierciedlalo drugie. Wogole magicznym widokiem bylo to
ze stojac tutaj na wierzcholku tego niewielkiego wzniesienia widzialem
calosc wyspy, i wlasnie calosc to mozna bylo podzielic na dwie identyczne
polowy podobne do siebie jak siostry blizniacze. Odwracajac sie na polnoc,
niedaleko ode mnie zobaczylem dwa nie wielkie ale czarne jeziora. Zszedlem
na dol stanalem nad brzegiem jednego. Spojrzalem, oprocz blyszczacej
czystoscia i przejrzystocia czerni nie moglem zobaczyc nic. Poruszlo sie
jezioro, spojrzalem jeszcze raz, gdy nagle uslyszalem glos wewnatrz mej
glowy:
- Kim jestes wedrowcze ?
Nie wiedzac co sie dzieje, czy to tylko moja wyobraznia, a moze jeszcze
pewnie sen zaczalem sie ogladac w kolo. Po czym ponownie uslyszalem glos:
- Kim jestes wedrowcze?
- Nikim wielkim – odparlem niepewnie.
- Sama obecnosc Twoja tutaj robi Ciebie kims wyjatkowym- p
Obserwuj wątek
    • kicia99 Historia Natury Morderczo-Erotycznej dla vina111 09.10.02, 21:38
      - Sama obecnosc Twoja tutaj robi Ciebie kims wyjatkowym- powiedzial niemy glos
      w myslach moich- czego szukasz? – zapytal glos.
      - Szukam tego co bedzie mi dane znalesc- powiedzialem przygladajac sie czarnej
      tafli jeziora- bo wszystko tutaj nawet Ty samo swa czernia przekraczasz granice
      mojej wyobrazni. Kim Ty jestes? – zapytalem.
      - Jestem tej wyspy duszy – jeziorem, patrzac we mnie cierpliwie i dlugo mozesz
      zobaczyc wiele, bedec dluzej przy mnie bedziesz mogl poznac moja radosc i moje
      zmartwienia, i moje pragnienia.
      - Co musze zrobic by moc to zobaczyc?- zapytalem smialo.
      - Jestes innym od tych co po mnie chodzili i ogladali wczesniej, jednak i
      czlowiek jest bardzo przebiegly i zmienny. Musisz mi pokazac kim jestes, a
      wtedy moze bedziesz mogl poznac to co nikomu poznane do konca nie zostalo.
      - Co mam zrobic?
      - Badz tutaj i odkrywaj mnie a ja powiem tobie kiedys na co zasluzyles. Teraz
      wez i idz na poludnie jest tam wiele rzeczy, ktorych jeszcze nie widziales, a
      o ktorych napewno chcesz wiedziec, badz ostrozny.
      Slodka melodia glosu ucichla a tafla czarnego jeziora zakryla sie zniknela pod
      powierzchnia cieplego ladu.
      Mijajac wzgorze, i czerwone brzegi otchlani dotarlem do miejsce gdzie musialem
      schodzic ostroznie w dol. Z drugiej jednak strony cala powierzchnia, grunt tej
      wyspy nie byl ziemski. Czulem miekkosc pod bosa stopa, nie bylo tam zadnych
      kamieni, patykow i innych rzeczy ktore mogly zranic moja noge, co wiecej
      chodzac czulo sie lekkosc samego siebie. Schodzac w dol oczywiscie
      poslizgnalem sie i spadlem, i znowu nic mi sie nie stalo. Sam upadek
      przypominal te gdy bedac dzieckiem skakalo sie na lozku rodzicow, by upasc na
      plecy, gdzie miekka koldra lub pierzyna z zapachem ojca i matki dawalo poczucie
      bezpieczenstwa ze nic sie Tobie nie stanie. Podobnie po moim upadku tutaj
      wyladawalem miekko, jednoczesnie jakby slyszac glos jeziora tego czarnego „ Nic
      sie nie boj, nic sie Tobie nie stanie”. A moze tak jeszcze raz wejsc i spac?
      Poszedlem jednak dalej. Znalazlem sie w dolinie o ktorej mowielem wczesniej
      gdy stalem na wierzcholku, tym pomiedzy slodkim wirem otchlani i ballada slow
      jeziora.
      Stalem pomiedzy dwoma wulkanami. Wielkie wzgorze, strome prowadzilo do korony
      tego goracego miejsca. Pomimo tego, ze nie grozilo mi niebezpieczenstwo, bo
      przeciez ani lawy, ani zadnego trzesienia nie bylo poczulem na grzbiecie
      ciarki, ale nie strachu tylko emocji. Wspinalem sie troche, robilo sie coraz
      bardziej cieplo. Czulem ze jestem rozgrzany jednoczesnie czulem ze i sam
      wulkan robi sie coraz bardziej cieply. Im wyzej tym bardziej, wilgotniej i
      cieplej. Pomyslalem, ze to tropikalny klimat. Delikatnosc podloza poktorym
      wchodzilem znow mi nie przypominala tego jakiego powinienem sie spodziewac.
      Zamiast kamieni, niesamowita miekkosc, zamiast odciskow na stopach czulem
      jakgdyby dlonie masujace wszystkie miejsca usmiezajace bol nog. Bylem prawie
      juz przy ciemniejszej koronie szczytu wulkanu gdy nagle wszystko zaczelo sie
      ruszac, drzec, nie wiem skad i jakim cudem tych pieciu straznikow z zatoki
      znalazlo na drugim wulkanie, przykrywajac go kompletnie. Z zachodu nastepnych
      pieciu straznikow powedrowalo na poludnie zataczajac ograny luk, prawie
      zrzucaja mnie z mokrego tym razem wulkanu. On sam zrobil sie bardziej twardy i
      bardziej czuly na moje stopy. Kazdy moj krok powodowal reakcje, raz byl to
      wstrzas, to drzenie, lub nie wiadomo skad miekkosci gdzie stopy moje wpadaly w
      twardsze ale bardziej mokre podloze. Nagle moja stopa poslizgnela sie,
      zaczalem staczac z drzacego wulkanu, lecac juz w dol a raczej sliskajac sie
      przed oczami przemykaly mi dolina, to drugi wulkan z piecioma straznikami
      toczacym tajemnicze kregi wokol korony wulkanu, to gladkosc doliny, bloga
      miekkosc niczym akasmit. Dokad mnie to wszystko prowadzilo? Na zgube, smierc ?
      Dolecialem bardzo daleko na poludnie. Znalazlem sie tuz obok pieciu
      straznikow. Jeden z nich zajety byl nie wiem jaka czynnoscia. Jednoczesnie
      znajdujac sie tak daleko na poludnie wyspy poczulem zmiane klimatu. Zrobilo
      sie jeszcze bardziej goraco. Wilgotnosc byla bardzo wysoka choc nie stabilna.
      Trzeci ze straznikow byl jakgdyby glebiej od pozostalych. Nie wiem, nic
      niemoglem widziec, bo wszyscy oni zaslaniali cokolwiek moglem tam zobaczyc.
      Moj oddech robil sie jakby krotszy, bylem coraz bardziej mokry, cala wyspa
      popadala w trzesienie coraz mocniejsze, powodujac utrate mojej rownowagi od
      czasu do czasy. Nagle wszyscy straznicy wstali zatoczyli krag nad dolina.
      Wyspa zatrzesla sie tak mocno, ze ja sam upadlem. Odwrocilem glowe w druga
      strone by zobaczyc co straznicy odkryli. Ledwo zobaczylem ze to jest ten
      wawoz, ktory pare godzin temu snil mi sie, gdy poczulem, cos mnie pcha wlasnie
      tam. Byl to trzeci straznik ten, ktorego widzialem gdy doplynalem do brzegu.
      Nie wydawal sie byc groznym ale nie wiem czemu wbrew mej woli popychal mnie do
      momentu, w ktorym znowu nie mialem kontroli nad moim spadaniem. Przelecialem
      przez gaszcz miekki jakis, by znalesc sie w wawozie, odruchowo zlapalem sie
      czegos co przypominalo, stwardnienie z mojego snu. Przestalem spadac uczepiony
      czegos twardszego niz wszytsko inne na tej wyspie. Spojrzalem w dol bylem w
      wawozie ale wisialem miedzy gorami, ktore wydawaly sie byc rozowymi wpadajacymi
      w czerwien. Goraczka wokol mnie byla straszna, probowalem sie podniesc by nie
      spasc do konca, lecz kazde moje podciagniecie na tym czyms twardym powodowalo
      drzenie calosci wyspy, podciagnalem sie jeszcze raz gdy nagle wawoz niczym
      sezam otworzyl sie, przez sekunde znowu zobaczylem symetrycznosc tych
      rozchylonych nierownosci, z rozchylonego wawozu wylonila sie jaskinia,
      czerwona , od tej czerwieni cieplo plynelo jeszcze wieksze i jeszcze wieksza
      mokrosc, powodujaca moje zsuwanie sie w dol, a co z tym sie wiaze, drzenie
      wyspy, tak jak bym ruchami moimi po czyms czego nie znalem dotad podraznial
      calosc. Nieznana twarodsc zwiekszyla swoj rozmiar, wilgotnosc ze srodka
      jaskini tak goraca rozebrala mnie do konca, resztki moich rzeczy zleciala ze
      mnie, zsunela sie w dol. Nagi wiszacy miedzy czyms rownie pieknym co groznym,
      poczylem ze wyslizguje sie mi z rak to co dotad pozwalo mi sie trzymac.
      Wlecialem do srodka do jaskini. Lezalem w przyjemnym drzeniu, wilgotnym
      miekkim cieplym miejscu. Drzenie wyspy nie ustalo, wstalem nie widzialem nic.
      Czulem tylko mokrosc otaczajaca mnie zewszad. Nie wiedzialem co dalej robic.
      Wszystko wkolo wydawalo sie byc czym tak mi nie znanym. Strach przed smiercia
      odszedl przegnany ciekawoscia. Poszedlem w glab jaskini, a raczej sligajac sie
      dotykalem nierownych mokrych i wrazliwych na dotych scian, przyjemy zapach
      otaczal mnie zewszad wraz z narastajaca wilgocia, wnetrze jaskini zaczelo
      pulsowac. Idac dalej dotykalem to jednej to drugiej mokrej sciany, ktora to
      kurczyla sie to rozluzniala, jakgdyby zapraszajac mnie jeszcze bardziej do
      srodka. Gdy bylem gdzies w polowie korytarza dotykalem juz tylko gornej
      sciany, ktora w momencie gdy ja dotknalem wykapala mnie w slodkiej wodzie
      poczulem wypuklosc zaczelem sie tym bawic widzac, ze im bardziej dotykalem ,
      tym wiecej wyspa juz nie drzala ale unosila sie jak w tancu. Bawiac sie tak
      doprowadzilem do tego ze coraz wiecej wod zaczelo naplywac do srodka ze
      wszystkich scian. Drzenie bylo coraz silniejsze, to juz bylo trzesienie ziemi,
      wszystko zaczelo sie ruszac wewnatrz jaskini, ktora skurczala sie, to
      pulsowala , by znowy rozluzniala sie dopuszczajac powietrze i swiatlo z
      zewnatrz na chwile. Ten moment trwal moze minute moze poltorej, nie moglem juz
      czuc nic wiecej, bylo mi coraz bardziej goraco, coraz wiecej wilgotnego,
      mokrego powietrza, ktore powodowalo, ze zaczalem sie topic. Stracilem
      przytomnosc. Nie wiem co sie ze mna dzialo przez ten czas wiem, ze mialem
      znowu sen, lezale
      • kicia99 Historia Natury Morderczo-Erotycznej dla Vina111 09.10.02, 21:40
        . Stracilem przytomnosc. Nie wiem co sie ze mna dzialo przez ten czas wiem, ze
        mialem znowu sen, lezalem nagi nad brzegiem jeziora czarnego, potem widzialem
        siebie mieszkajacego na wsypie. Obudzilem sie. Przede mna otworzylo sie
        magiczne czarne jezioro. Uslyszalem znajomy mi glos:
        - kim jestes wedrowcze ?
        - Jestem czescia Ciebie wyspo- odparlem w myslach nie wiedzac czemu dalem taka
        odpowiedz ale ona sama pchala sie mi na mysli. Czy moge posiedziec przy
        Tobie. Chce opowiedziec Tobie co zobaczylem. Jak sie tutaj znalazlem.
        - Trzeci straznik wyciagnal Ciebie z mojego wnetrza – odpowiedziala-posiedz i
        opowiadaj.

        Opowiedzialem o wszystkim co widzialem, i gdzie bylem, patrzac sie w tafle
        czarnego jeziora, glos w mej glowie sluchal tego wszytkiego. Na koncu samym
        powiedzial mi tak:

        - Poznales moje wnetrze, i poznales moj swiat zewnatrz, widze ze podobaja sie
        Tobie rzeczy, ktore widziales, mowilam Tobie o mojej duszy, ta musisz poznac
        przez czarnosc mojego jeziora. Wpatruj sie we mnie i sluchaj fal moich, nie
        sluchaj tego co mowi swiat wokol Ciebie i wokol mnie, sluchaj tego co sam
        wyczytasz. Patrz na mnie, we mnie, i przeze mnie, a dowiesz sie wielu rzeczy,
        o ktorych wielu chce wiedziec. Bedziesz na tyle cierpliwy?
        - Nie wiem- odpowiedzialem
        - To dobrze, przynajmniej tyle wiesz, i nie obiecujesz zbyt wiele, nie bedac
        pewnym. Teraz poloz sie i spij, bo jutro czeka cie dlugi wpatrywanie w dusze
        moja.

        Zasnalem. Nic mi sie nie snilo. Ale spalem jak dziecko. Rankiem obudzilem sie
        otworzylem oczy. To byla niedziela 15 wrzesnia, przede mna bylas Ty z
        otworzonymi czarnymi jeziorami duszy Twojej.

        „ Jak ja chce cie poznac wyspo Ty moja – pomyslalem dajac Tobie buzi


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka