Dodaj do ulubionych

Chcialbym sobie zalozyc watek, ale...

30.10.02, 07:39
...boje sie, ze nikt mi sie nie wpisze :(
I zrobi mi sie wtedy przykro :((((

Prosze chociaz o anonim...

Ten watek to mialbyc o takiej jednej dziewczynie, ktora poznalem bedac w
Polsce... ale to takie tuzinkowe. Sam nie wiem, czy nie bede zanudzal.

No ale dobrze, raz kozie smierc. Wiec zaczynam.

Byla znacznie mlodsza ode mnie. Nie powiem wam tego na ile, bo byscie
wszyscy pospadali z krzesel. W kazdym badz razie ona miala 19, a ja 41.

No i stalo co sie mialo stac. Najpierw, kiedy sie umowilismy po raz pierwszy
pomyslalem sobie, ze ona zartuje - ale ku mojemu przerazeniu jej uczucia do
mnie byly jak najbardziej prawdziwe...
Mozecie mi nie wierzyc... ale w rzeczywistosci byla wyjatkowa - jedna, jedyna
na iles tam trylionow... Bardzo ladna, sympatyczna i inteligentna.

I pomyslaem sobie, boze, przeciez ja to juz przerabialem nie raz... A co
bedzie pozniej? Ale jak piekielnie ciezko jest wygrac z glosem natury, kazdy
o tym wie, kto przez to juz przechodzil...

Rozsadek mowil: "...i znow beda problemy...", ale w drugim uchu brzmialo
lagodne: "i tak za pare tygodni bedziesz po drugiej stronie globu (pod koniec
lipca mialem wracac Australii)".

cdn.
(Wbrew pozorom ta historia jest jak najbardziej prawdziwa)
Obserwuj wątek
    • kasia-s Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 30.10.02, 08:22
      no to pisz dalej, tylko więcej opisów przyrody proszę,
      bo lubię je czytać w Twoim wykonaniu ;)
      • quickly Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchnac... 30.10.02, 09:18
        ...jak to dobrze, ze nie musze pisac sam do siebie :)))

        Ale, wracajac do watku.

        To lato 2001 roku bylo naprawde wyjatkowe. Sa lata szare, nijakie, tych jest
        najwiecej - niczym sie specjalnie nie wyrozniaja. Sa lata smutne, o ktorych
        nie chce sie pamietac, ale sa tez i takie lata... jedne, jedyne
        niepowtarzalne... ze kiedy pomysli sie o nich, w czlowieku cos w srodku
        szarpie, rwie sie i zaczyna wtedy strasznie tesknic za tymi chwilami... i to
        jest czyste uczucie.

        Kazdy z nas ma takie lato, albo lata - inaczej nie warto byloby sie urodzic...

        Nie, ona nie byla moja uczennica (chociaz "doprowadzalem" wlasnie maturzystow w
        jej wieku, do koncowych egzaminow). No moze nie tak zupelnie. Zglosila sie do
        mnie na korki (korepetycje). Juz po paru minutach, pierwszej wizyty, poczulem
        to znajome uczucie... nazwijcie to jak chcecie: jakis wplyw formonow,
        podswiadomosci, i inne czary-mary... Takie cos istnieje, pcha do siebie jak
        gigantyczny magnes...

        Pozniej wszystko blyskawicznie zaczelo nabierac rozmachu...
        Jej ojciec mial domek nad cudownym, czystym jeziorem niedaleko Lagowa, woj.
        lubuskie. Moj ojciec zreszta tez - niedaleko od nich. Zgubny zbieg
        okolicznosci, ale wlasciwie dlatego sie poznalismy.

        Nasz pierwszy spacer. Eh, i tak mi nikt w to nie uwierzy. Wyobrazcie sobie
        pozny maj. Zaczely sie juz naprawde cieple wieczory. Prawie lato, a to
        przeciez byla jeszcze wiosna i ta cudowna, oszalamiajaca mysl, ze tak wiele
        wspanialych dni jeszcze przed nami...

        cdn.
        • kasia-s Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 09:53
          ty quickly to chyba spod znaku wodnika jesteś, w każdym
          Twoim opowiadaniu jest jezioro, albo morze :)
          • quickly Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 10:02
            Nie, nie jestem wodnikiem. Jestem strzelcem.
            Jakos tak sie uklada w moim zyciu, ze zawsze jestem blisko wody...
            Nie lubie pustkowi, to idealne miejsce dla szatana.
            Wole byc tam gdzie rosna drzewa i jest czysta woda... tam mozna czasami
            spotkac aniola.
            • messja Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 10:08
              quickly napisał:

              > Nie, nie jestem wodnikiem. Jestem strzelcem.
              > Jakos tak sie uklada w moim zyciu, ze zawsze jestem blisko wody...
              > Nie lubie pustkowi, to idealne miejsce dla szatana.
              > Wole byc tam gdzie rosna drzewa i jest czysta woda... tam mozna czasami
              > spotkac aniola.

              ladnie piszesz:)
              • kasiakassia Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 10:11
                no i co było dalej???
            • meduza4 Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 10:27
              quickly napisał:

              > Nie, nie jestem wodnikiem. Jestem strzelcem.
              > Jakos tak sie uklada w moim zyciu, ze zawsze jestem
              blisko wody...
              > Nie lubie pustkowi, to idealne miejsce dla szatana.
              > Wole byc tam gdzie rosna drzewa i jest czysta woda...
              tam mozna czasami
              > spotkac aniola.

              A ja jestem baranem :)))
              To nie zart :)))
            • meduza4 Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 10:29
              quickly napisał:

              > Nie, nie jestem wodnikiem. Jestem strzelcem.
              > Jakos tak sie uklada w moim zyciu, ze zawsze jestem
              blisko wody...
              > Nie lubie pustkowi, to idealne miejsce dla szatana.
              > Wole byc tam gdzie rosna drzewa i jest czysta woda...
              tam mozna czasami
              > spotkac aniola.

              A ja jestem baranem :)))
              To nie zart :)))
            • meduza4 Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 10:40
              quickly napisał:

              > Nie, nie jestem wodnikiem. Jestem strzelcem.
              > Jakos tak sie uklada w moim zyciu, ze zawsze jestem
              blisko wody...
              > Nie lubie pustkowi, to idealne miejsce dla szatana.
              > Wole byc tam gdzie rosna drzewa i jest czysta woda...
              tam mozna czasami
              > spotkac aniola.

              A ja jestem baranem :)))
              To nie zart :)))
            • kasia-s Re: Juz sie czuje lepiej, moge spokojnie odetchna 30.10.02, 10:48
              quickly napisał:

              > Nie, nie jestem wodnikiem. Jestem strzelcem.

              Dziwne, ognisty znak i lubi wodę???

              (a Anioła można spotkać wszędzie, tylko trzeba umieć
              patrzeć, Ty chyba umiesz...)
              • quickly Dzisiaj juz dzisiaj nie mam sil na pisanie... 30.10.02, 11:32
                ...wyglada na to, ze nastepny dzien jest juz za mna.

                He, he, he starosc nie radosc :)))
                Do jutra...
                • kasia-s Re: Dzisiaj juz dzisiaj nie mam sil na pisanie... 30.10.02, 11:34
                  a gdzie dalszy ciąg?
                  to dobranoc quickly :)(choć u nas jescze rano)
                • lady_in_red Re: Dzisiaj juz dzisiaj nie mam sil na pisanie... 30.10.02, 13:36
                  quickly napisał:

                  > ...wyglada na to, ze nastepny dzien jest juz za mna.
                  >
                  > He, he, he starosc nie radosc :)))
                  > Do jutra...

                  Czekam na ciag dalszy, bom ciekawa, czy ten aniol
                  przypadkiem nie bardziej kusil niz zbawial ;)
    • white.falcon Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 30.10.02, 19:38
      No i proszę - zaczął opowiadać romantyczną historię i porzucił grono
      zainteresowanych nią osób. Mamy dopisać c.d.n., czy jak?;)
      • kwasna_cytryna Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 30.10.02, 21:25
        white.falcon napisała:

        > No i proszę - zaczął opowiadać romantyczną historię i porzucił grono
        > zainteresowanych nią osób. Mamy dopisać c.d.n., czy jak?;)


        Nie, mamy poczekać na dalszy ciąg jutro:-) Miejmy nadzeję, że będzie :-)
        • Gość: wetka Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.02, 21:44

          czesc! jestem tu nowa :)
          czy moge posluchac z wami????????????
          to bylo naprawde ladne juz nie moge doczekac sie dalszego ciagu!!!!!!!!!!!!!1
          • ja_nek Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 30.10.02, 23:55
            Witaj i zostań na dłużej!

            Pozdrowienia
            Janek
            • quickly Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 02:39
              Nie, nie mozna uciec przed swoim losem.
              Zaczelem sie nieuchronnie zblizac do tego, co i tak musialo sie stac…

              Byl juz poczatek czerwca. Czy pamietacie czerwiec 2001 roku? Ja pamietam go
              doskonale. Byl niezwykle pogodny i cieply... Maturzysci szczesliwi zyciem
              wyfruneli juz ze szkoly, czesc starszych klas wojazowala po Europie, reszta
              gdzies sprytnie poznikala. Dyrektorowi nie pozostalo nic jak tylko machnac
              reka i dac mi kilka dni wolnego.

              Tych kilka wspanialych dni podarowanych od losu…

              Nie mylilem sie. Juz od dawna czekala na mnie nad jeziorem... Czy moze byc cos
              bardziej pieknego, jak witajaca cie, rozpromieniowana, usmiechnieta twarz
              dzieczyny. Byla juz po maturze, a przed nia egzaminy na studia i dlugie
              sloneczne wakacje.

              cdn.
              • isala Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 06:44
                zdeprawowales mloda, niewinna dziewczyne - ot i cala historia:)


                quickly napisał:

                > Nie, nie mozna uciec przed swoim losem.
                > Zaczelem sie nieuchronnie zblizac do tego, co i tak musialo sie stac…
                >
                > Byl juz poczatek czerwca. Czy pamietacie czerwiec 2001 roku? Ja pamietam go
                > doskonale. Byl niezwykle pogodny i cieply... Maturzysci szczesliwi zyciem
                > wyfruneli juz ze szkoly, czesc starszych klas wojazowala po Europie, reszta
                > gdzies sprytnie poznikala. Dyrektorowi nie pozostalo nic jak tylko machnac
                > reka i dac mi kilka dni wolnego.
                >
                > Tych kilka wspanialych dni podarowanych od losu…
                >
                > Nie mylilem sie. Juz od dawna czekala na mnie nad jeziorem... Czy moze byc
                cos
                >
                > bardziej pieknego, jak witajaca cie, rozpromieniowana, usmiechnieta twarz
                > dzieczyny. Byla juz po maturze, a przed nia egzaminy na studia i dlugie
                > sloneczne wakacje.
                >
                > cdn.
                • quickly Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 07:55
                  isala, napisala (chyba nieco zirytowana):
                  "...zdeprawowales mloda, niewinna dziewczyne - ot i cala historia:)..."

                  Niestety isalo, ale tak sie nie stalo. Przynajmniej tak jak to sobie
                  wyobrazasz.
                  Zycie nie znosi schematow. Gdyby bylo tak, jak to sobie wyobrazasz, jaki sens
                  mialoby pisanie o tym??????

                  To co wydarzylo sie pozniej, bylo o wiele bardziej interesujace...
                  • kasia-s Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 08:14
                    To pisz dalej, tym bardziej interesujące... :)
                  • nadine_ Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 08:57
                    Ja też czekam na ciąg dalszy! Może zdeprawowałeś ale piszesz to tak uroczo :))
                    • quickly Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 11:23
                      Jutro (tzn.w piatek) mnie bedzie. Raz w miesiacu cale moje biuro (osiem
                      chlopa) wybiera sie na "odstresowywanie". W planie mamy... golf(!) :((((

                      Chryste panie, co za idiotyczna gra!!! Nie dosyc, ze na polu wymachuje sie
                      jakims kawalkiem metalowego pretu, to jeszcze trzeba sie przy tym zdrowo
                      nachodzic...

                      Nie, nie jestem czlonkiem zadnego klubu golfowego, wiec w odroznieniu od moich
                      kumpli w pracy (wiekszosc z nich to starzy, zdewociali fanatycy tej gry), musze
                      zaplacic "greens" (bilet wstepu) - wiec znow bede lzejszy o jakies $70.


                      Ale, wracajac do wakacji 2001...

                      (Skonczylem na tym, ze po przyjezdzie nad jezioro, w odwiedziny do mojego ojca,
                      zostalem powitany cudownych usmiechem mojej bylej "uczennicy"...)

                      Oczywiscie w domku zostalem natychmiast poinformowany, ze juz sie o mnie
                      dopytywano...
                      Wyszedlem na zewnatrz, dookola swieza zielen, nad woda olbrzymie olchy i
                      topole, pomost, a przy nim lodka... Skierowalem sie w strone jeziora, zanim
                      zdazylem dojsc do wody, byla juz przy mnie...

                      Umowilismy sie, ze spotkamy sie wieczorem, przy starym dworze.

                      Zeby nie wzbudzac podejrzen wyszedlem na spotkanie razem z wedkami. Ona juz
                      tam czekala, a wlasciwie... czekaly!!!

                      Byla razem z kolezanka!!! Musialy byc tutaj nieco dluzej. Na granitowych
                      schodach prowadzacych ze starego poniemieckiego dworku stal sporej wielkosci
                      plecak, a w nim... piwo "okocim strong" - moje ulubione! Dobrze wiedziala, ze
                      je lubie. Dwie butelki lezaly juz oproznione.

                      Polozylem wedki i usiedlismy na schodach. Przed nami rozprzescieralo idealnie
                      gladkie jezioro porosniete z kazdej strony gestym sitowiem. Za nami majaczyl
                      opuszczony, nieco zdewastowany dwor. Gdzies daleko rozchodzilo sie ledwo
                      slyszalne ujadanie psa...

                      Zupelna cisza. No moze nie zupelna. Dziewczyny mowily glosno, duzo i bez
                      ladu... Ja sluchalem. Delikatny, ale staranny makijaz, oznaczal ze musialy sie
                      przygotowywac (to juz wiem z doswiadczenia)...

                      Ta kolezanka okazala sie jej jakas daleka kuzynka. Nie moglem na nia
                      patrzec... Wysoka, wysportowana, pelna energii dziewczyna - tego nie da sie
                      ukryc. Czarne krotkie wlosy, smukla szyja, ciemna karnacja skory... Plywala w
                      jakims dobrym klubie, zdobywala trofea... Niemiala wielkich piersi, za to co
                      mnie w niej od razu uderzylo, to jej... wspaniale rozwiniete ramina i klatka
                      piersiowa. Nie mam slow jak to wyrazic, jezeli juz mam ja do czegos porownac,
                      to jedynym przykladem moze byc porownanie jej do... rasowej, wyscigowej klaczy
                      (kocham konie i to porownanie uzylem w jak najlepszym tego slowa
                      znaczeniu!!!). Kiedys widzialem podobne kobiety, na antycznych starozytnych
                      greckich wazach, biegnacych gdzies przed siebie... Ona byla naprawde wspaniale
                      zbudowana i ladna...

                      Zaczelo sciemniac sie na dobre. Zdazylismy oproznic sporo butelek. Dziewczyny
                      stawaly sie coraz rozmowniejsze i... odwazniejsze w "tematach". Ja siedzac nad
                      jeziorem wpatrzony w tafle jeziora milczalem i myslalem o tym, czy warto bylo
                      emigrowac, az tak daleko skoro szczescie moze byc tak blisko...

                      Wstalem i skierowalem sie w strone krzakow. Uuuuuuu, jak dobrze.... Nagle
                      niedaleko ode mnie zobaczylem na sciezce prowadzacej do wioski jakas starsza
                      kobiete pchajaca rower. Starucha musiala sie mnie niezle wystraszyc,
                      przezegnala sie i mamroczac cos pod nosem chyba splunela za siebie przez
                      ramie... ale tego juz nie jestem pewien, ogorniala nas noc. Chcialem jej
                      powiedziec, ze ja jestem... w porzadku, zeby sie nie bala, ale gdyby sie
                      odwrocila i zobaczyla moj rozpiety rozporek i mnie chwiejacego sie pod wplywem,
                      jej reakcja moglaby byc zupelnie inna.

                      Wrocilem na schody. Dziewczyny byly juz zupelnie rozluznione. Usiadlem obok
                      czarnowlosej. Moja "uczennica" podala mi kolejna butelke piwa, zaczelem
                      oprozniac ja w milczeniu, niby sluchajac, a tak naprawde zatapiajac sie w
                      myslach... Nie, nie wiem jak to sie stalo... sam nie wiem dlaczego polozylem
                      czarnowlosej reke na ramieniu i delikatnie dotknelem jej wlosow i szyi... Nie
                      spodziewalem sie, ze tak zareaguje... Ona... usmiechnela sie do mnie i
                      delikatnie przytulila!






                      • kasia-s Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 11:55
                        Jak zawsze wiesz, kiedy przerwać, żeby zaciekawić
                        czytelników ;)
                        • ja_nek Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 17:27
                          Ładne rzeczy, zamiast jednej dziewczyny są dwie!
                          ;)))
                          • efwa Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 19:29
                            ....a mysmy sie caly czas zastanawiali co profesor porabial w te wakacje

                            czwarta F
                            2001
                            • palacyk Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 20:05
                              efwa napisała:

                              > ....a mysmy sie caly czas zastanawiali co profesor porabial w te wakacje
                              >
                              > czwarta F
                              > 2001

                              Wita wszystkich nowy sluchacz/czytelnik,
                              Mysle ze najciekawsze dopiero przed nami. Niestety wszyscy musimy poczekac.
                              Quickly ma talent jak nic. Do pisania oczywiscie.

                              Pzdr
                              palacyk (bez)
                              • Gość: wetka Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.02, 21:46
                                jestem pod wrazeniem, jak mowil wielki brat:))))))))))))))
                                szkoda tylko, ze to juz koniec na dzis!!!!!!!!!!!
                                pozdrowionka:-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    • white.falcon Re: Chcialbym sobie zalozyc watek, ale... 31.10.02, 22:46
      No proszę - zapowiadają się co najmniej "Opowieści z 1001 nocy".:) Chyba autor
      wspomnień nie będzie z nami postępował tak, jak grajek z Hammelin, który
      wybawił miasto od plagi szczurów, wabiąc je słodką muzyką (w przypadku
      szanownego autora - kusząc c.d.n. pięknej historii) a potem zażądał wysokiej
      zapłaty?!;););)
      Pozdrawiam :)
      • quickly Niestety, ale ta historia jest prawdziwa... 01.11.02, 10:48
        Na szczescie konsternacja Ewy spowodowana naszym przytuleniem sie nie trwala
        dlugo. Dziewczyny blyskawicznie zeszly na tematy erotyczne. Okazalo sie, ze
        juz poprzedniego lata wieczorami plywaly nago w jeziorze, podkreslajac przy
        tym, ze wcale, ale to wcale sie siebie nie wstydza. Slyszac te slowa, do glowy
        przyszlo mi kilka wspanialych pomyslow, ale biorac pod uwage ilosc wypitego
        piwa, a zwlaszcza lodowata jeszcze o tej porze roku wode w jeziorze, szybko
        musialem z moich genialnych pomyslow zrezygnowac...

        Spokojna ciepla noc, bezludzie i alkohol zaczaly wyraznie na nie dzialac. Ewa
        (nazwijmy tak ta moja "uczennice") i czarnowlosa zaczely przechwalac sie i
        udawadniac, ze z tym plywaniem w nocy to swieta prawda, wiec dla poparcia
        swoich slow, bluzeczki panienek poszly w gore odslaniajac ich nagie jeszcze
        dziewczece piersi... pozniej jeszcze cos...

        Niestety, caly poprzedni wieczor spedzilem (i poprzedni rowniez) z moja
        ukochana pania pedagog, ktora poznalem na konferencji nauczycieli uczacych j.
        angielskiego. Konferencja byla do kitu, ale pani pedagog nie. Niemloda juz
        ale wspaniala, przeurocza kobieta. Nie wyszlo jej w zyciu, ale zostalo jej
        wlasne przytulne mieszkanko w centrum miasta. Po kilku spotkaniach i kolacji w
        ekskluzywnej knajpie bylismy juz ze soba gleboko zaznajomieni... ...tak, moge
        powiedziec, ze nawet bardzo gleboko... Gdyby nie odwiedziny u niej
        poprzedniego wieczoru (i wczesniej), zapewne zareagowalbym na "wystepy" moich
        wesolych panienek zupelnie inaczej...

        Ale, byly tez i mniej radosne chwile. Ewa opowiadala o swoim ojcu, ze go
        znienawidzila odkad dowiedziala sie, ze od dluzszego juz czasu zdradza jej mame
        z jakas "fladra". Nie dosyc tego, jej mama rowniez miala kogos, ale bardzo
        krotko. Teraz poswiecila sie robieniu pieniedzy i wychowywaniu corki (to
        wlasnie dzieki jej mamie, za calkiem niezle pieniadze, dawalem korepetycje Ewie
        z j. angielskiego).

        Bylem juz zmeczony. Poprzednie forsowne noce, dojazd autobusem nad jezioro,
        pozniej spacer z wedkami i to piwo "okocim-strong"...

        Wedki z plecakiem schowalismy w trzcinach, a sami ruszylismy drozka wsrod traw
        w kierunku domkow. Ewa bez chwili wahania przytulila sie do mnie. Zrobilo mi
        sie zal czarnowlosej, wiec objelem ja wolnym ramieniem i przytulilem do
        siebie... Ewa tym razem nie miala nic przeciwko temu. Tak we trojke,
        przytuleni do siebie doszlismy do jej domku.

        Rodzicow Ewy oczywiscie nie bylo. Zajeci robieniem kasy mieli dopiero
        przyjechac za pare dni, na weekend. Ewa sprawdzila na wszelki wypadek, czy
        nikogo nie ma, bo jej mama czasami lubila niespodziewanie wpasc, tak dla
        pewnosci, sprawdzic czy wszystko w porzadku... Sam domek byl "eksluzywny". Na
        dole dwie sypialnie, kuchnia i lazienka, jeden olbrzymi pokoj na pierwszym
        pietrze. Wszystko urzadzone w jak najlepszym smaku. Ojciec Ewy doskonale
        zarabial, jej mama rowniez. Domek wybudowali sobie jeszcze za czasow "komuny",
        ale wakacje i tak spedzali za granica. Dopiero teraz (na starosc – jak mawiala
        Ewa) zaczeli przyjezdzac tutaj czesciej.

        Ewa otworzyla barek i zrobila nam drinki... Nie znosze miesznia alkoholi, ale
        coz moglem zrobic? W miedzyczasie czarnowlosa poszla wziasc prysznic i
        przebrac sie (oblala sie piwem bedac nad jeziorem).

        Zaczynalem zasypiac...

        W pobliskim osrodku byla restauracja, odbywal sie jakis dancing czy
        dyskoteka... Stanowczo odmowilem jakichkolwiek nocnych wycieczek. Nawet nie
        wiem kiedy wyszly z domku.

        Zasnelem ciezkim snem.

        Nagle poczulem delikatne szarpanie za ramie. Otworzylem oczy i zdebialem
        widzac pochylona nade mna twarz mamy Ewy...


        • kasia-s Re: Niestety, ale ta historia jest prawdziwa... 01.11.02, 11:54
          romantyczne opowiadanie zaczyna ewoluować w kierunku sensacji ;), tego jeszcze
          nie tworzyłeś tutaj, ale nadal się dobrze czyta :)
          • kwasna_cytryna Re: Niestety, ale ta historia jest prawdziwa... 01.11.02, 11:58
            kasia-s napisała:

            > romantyczne opowiadanie zaczyna ewoluować w kierunku sensacji ;), tego
            jeszcze
            > nie tworzyłeś tutaj, ale nadal się dobrze czyta :)
            Sensacją bym tego nie nazwała, ale zaczyna być coraz ciekawiej i goręcej ... w
            ten chlodny dzień oczywiście :-)
            • Gość: wetka Re: Niestety, ale ta historia jest prawdziwa... IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.02, 18:59
              myslalam, ze to bedzie krotka nowelka, ale.....
              kiedy ciag dalszy?????????????????
              jestem szalenie niecierpliwa:-)))))))))))))))))))))))))))))))))
              pozdrowionka!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • white.falcon Re: Niestety, ale ta historia jest prawdziwa... 01.11.02, 22:19
                Klasyka gatunku moim zdaniem. Ale w dobrym stylu.:) Poczekamy, poczytamy,
                zobaczymy.:) Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych c.d.n.
                Co do tytułowego stwierdzenia, szczególnie intryguje mnie "niestety", bo
                sugeruje niepokojące zakończenie historii. Co do prawdziwości jej lub nie - mi
                tam wszystko jedno, ale czyta się dobrze.:)
                • quickly Re: Niestety, ale ta historia jest prawdziwa... 02.11.02, 02:47
                  Szok naszczescie trwal krotko - godzina mocnego snu robi cuda! W ulamek
                  sekundy, po otwarciu oczu, skojarzylem sobie, ze jestem w Polsce, ze wczesniej
                  bylo male popitko nad jeziorem...

                  Grazynka (mama Ewy) spytala gdzie sa dziewczyny i co tu wlasciwie robie. Nie
                  bylo najmniejszego sensu "sciemniac", jak zwykla mawiac Ewa. Postanowilem
                  powiedziec prawde. Prawde i tylko prawde. Tylko, ze... prawda zalezy od
                  punktu widzenia. Zaczelem wiec od tego, ze dziewczyny poszly do osrodka, bo
                  jest tam jakas zabawa, czy cos... a ja niewinny bylem wczesniej na rybach. (Na
                  szczescie bylem we flanelowej koszuli i mojej starej wiernej australijskiej
                  wedkarskiej kamizelce - kalosze zostawilem przed wejsciem.) Pozniej, ze
                  musialo mi zaszkodzic piwo po tak ciezkiej i stresujacej pracy w szkole. Ze
                  nad jeziorem spotkalem dziewczyny i razem wrocilsmy do domku... Ze Ewa dawala
                  mi Panadol. Tu troche przesadzilem – Panadol rzeczywiscie byl w ruchu, ale w
                  koncu dostala go czarnowlosa, bo zdaje sie po powrocie zand jeziora miala
                  problemy z zoladkiem wymiotujac w lazience. W kazdym badz razie otwarte
                  opakowanie bylo caly czas na stoliku...
                  (Dziewczyny wychodzac zamknely barek i zostawily zapalone swiatlo, wiec wszysko
                  jako tako trzymalo sie kupy…)

                  W tych ciezkich czasach, zeby byc tak jak Grazynka wlascicielka dwoch sporych i
                  znakomicie prosperujacych sklepow, trzeba bylo blyskawicznie orientowac sie w
                  kazdej sytuacji i wyciagac wlasciwe wnioski. A inteligencji i przebieglosci
                  Grazynce chyba nie brakowalo... To nie byl typ kobiety, ktora mozna latwo
                  wyprowadzic w pole. Tego bylem wiecej niz pewien.

                  Moze chciala uwierzyc w to co jej powiedzialem, moze uspokoila ja moja
                  doskonala reputacja nauczyciela. W kazdym badz razie zapytala sie jak sie
                  czuje. Zapalilismy. Tak naprawde to nie pale, ale wtedy gdyby mnie
                  poczestowla heroina, nie zawahalbym sie jej wziazc ani na chwile…

                  Rozmowa zeszla na niedawno, swietnie zdana mature Ewy, moja prace w szkole, jej
                  sklepy...

                  W jakis czas pozniej w drzwiach pojawila sie Ewa i czarnowlosa. Jezeli
                  widzieliscie obraz Raphaela, na ktorym przedstawia twarze dziewic tuz na chwile
                  przed straceniem, to wlasnie byly te dwie...

                  Zupelna niewinnosc. Oznajmily, ze dyskoteki nie bylo, ze byli jacys wioslarze,
                  ale nieciekawi... Ze, wypily sobie jedno piwo na dwie. Po tym pokazie
                  niewinnosci, bezszelestnie zniknely w swoim pokoju.

                  Grazynka i ja przenieslismy sie na werande. Zrobila mi jakas ziolowa
                  herbate... Rozmowa znow zeszla na tematy szkolne... Zawolala Ewe, ktora
                  usiadla na przeciwko mnie... Mama chciala dowiedziec nieco wiecej o jej
                  lipcowe egzaminy na studia i czy jej bede dalej pomagac w nauce.

                  Nie jedno juz w zyciu przezylem, nie jedno zrobilem, ale gdy po paru minutach
                  poczulem pod stolem stope Ewy... przeszyl mnie prad. Takiego numeru nigdy bym
                  sie nie spodziewal!!! Czy ona juz kompletnie stracila instynkt
                  samozachowawczy!!! Musiala byc podniecona cala ta sytuacja i mrokiem panujacym
                  na werandzie. Delikatnie ocierajac sie o moje nogi spokojnie opowiadala o
                  koniecznosci wznowienia korepetycji...

                  Po wypiciu herbaty, podziekowalem za goscine i wskoczylem w swoje kalosze.

                  Ewa wrocila do swojego pokoju, a Grazynka odprowadzila mnie do bramki swojej
                  posesji. Spytala sie mnie co bede jutro porabial, bo wlasnie chciala wybrac
                  sie z samego rana na jakis dluzszy spacer droga ciagnaca sie w lesie, wzdluz
                  jeziora... no i ze, jezeli chce, to mozemy pojsc razem. Oswiadczyla ,ze bedzie
                  to swietna okazja na porozmawianie o Ewy egzaminach na studia... tylko, ze, ona
                  powiedziala to jakos tak lagodnie...

                  Dopiero wtedy uswiadomilem sobie, ze jest jeszcze przeciez bardzo atrakcyjna
                  kobieta. Wysoka, o prawdziwie kobiecych ksztaltach...
                  • quickly I to juz jest k o n i e c... 02.11.02, 07:02
                    ...jezeli mialbym pisac dalej, to musialbym opisac pewne bardzo erotyczne
                    sceny. Bez tego nie daloby sie zrozumiec tego, co wydarzylo sie pozniej.

                    Obawiam sie jednak, ze moga to czytac tez i dzieci...
                    (w koncu nienaganna reputacja pana "profesora" do czegosc zobowiazuje)

                    Jedno jest jednak pewne. Kazdy ma jakas historie do opowiedzenia, nie kazdy
                    tylko potrafi je w wystarczajaco ciekawy sposob opowiadac. Sposob jest znacznie
                    wazniejszy niz sama historia. A jak jeszcze i historia dobra, to tylko paluszki
                    lizac od klepania w klawiature.

                    Pozdrowienia :)



                    • kwasna_cytryna Re: I to juz jest k o n i e c... 02.11.02, 10:29
                      quickly napisał:

                      > >
                      > Jedno jest jednak pewne. Kazdy ma jakas historie do opowiedzenia, nie kazdy
                      > tylko potrafi je w wystarczajaco ciekawy sposob opowiadac. Sposob jest
                      znacznie wazniejszy niz sama historia. A jak jeszcze i historia dobra, to tylko
                      paluszki lizac od klepania w klawiature.
                      >
                      > Pozdrowienia :)
                      >
                      >
                      >
                      Tu się z Tobą zgodzę, Z pewnością każdy ma do opowiedzenia jakąś historię, ale
                      nie każdy chce i może ją opowiedzieć, nie mówiąc o tym, że nie zawsze ma się
                      do tego talent. Potrzebna jest zdolność wewnętrznego przeżywania- to chyba jest
                      najważniejsze, a także umiejętność właściwego operowania słowem, budowania
                      nastroju i napięcia. Czasem bywa tak, że wystarczy niewłaściwie użyć jednego
                      słowa, a cały czar pryska jak mydlana bańka.
                      Iluż jest Dantych na tym świecie??? !!!
                      Za to autorów Harlequinów - bardzo wielu :-)

                      Pozdrawiam
                    • kasia-s Re: I to juz jest k o n i e c... 02.11.02, 10:37
                      quickly napisał:


                      > Jedno jest jednak pewne. Kazdy ma jakas historie do opowiedzenia, nie kazdy
                      > tylko potrafi je w wystarczajaco ciekawy sposob opowiadac.

                      Toteż, mam nadzieję, że nie jest to ostatnia historia, którą opowiadasz :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka