quickly
30.10.02, 07:39
...boje sie, ze nikt mi sie nie wpisze :(
I zrobi mi sie wtedy przykro :((((
Prosze chociaz o anonim...
Ten watek to mialbyc o takiej jednej dziewczynie, ktora poznalem bedac w
Polsce... ale to takie tuzinkowe. Sam nie wiem, czy nie bede zanudzal.
No ale dobrze, raz kozie smierc. Wiec zaczynam.
Byla znacznie mlodsza ode mnie. Nie powiem wam tego na ile, bo byscie
wszyscy pospadali z krzesel. W kazdym badz razie ona miala 19, a ja 41.
No i stalo co sie mialo stac. Najpierw, kiedy sie umowilismy po raz pierwszy
pomyslalem sobie, ze ona zartuje - ale ku mojemu przerazeniu jej uczucia do
mnie byly jak najbardziej prawdziwe...
Mozecie mi nie wierzyc... ale w rzeczywistosci byla wyjatkowa - jedna, jedyna
na iles tam trylionow... Bardzo ladna, sympatyczna i inteligentna.
I pomyslaem sobie, boze, przeciez ja to juz przerabialem nie raz... A co
bedzie pozniej? Ale jak piekielnie ciezko jest wygrac z glosem natury, kazdy
o tym wie, kto przez to juz przechodzil...
Rozsadek mowil: "...i znow beda problemy...", ale w drugim uchu brzmialo
lagodne: "i tak za pare tygodni bedziesz po drugiej stronie globu (pod koniec
lipca mialem wracac Australii)".
cdn.
(Wbrew pozorom ta historia jest jak najbardziej prawdziwa)