Dodaj do ulubionych

moja zalosna historia

24.06.06, 21:46
Czesc. Nigdy tu nie pisalam, raczej na innych forach gazety, ale podczytuje
was regularnie. Mam prosbe. Napiszcie Co byscie drogie forumowiczki zrobily z
facetem,
- z ktorym byliscie 2 lata i bylo wspanaiale, jednak z powodu glownie waszej
niedojrzalosci i jedzowatosci rozstalyscie sie (z waszej inicjatywy);
- ale nadal go kochalyscie i on was tez;
- ktory znalazl sobie inna dziewczyne na roku (bo jestescie na tych samych
studiach)ale nadal spotykal sie z wami, rowniez zeby sie kochac, zapewnial ze
tamtej nie kocha a tylko was;
- zerwal z tamta i nadal spotykal sie z wami, ale nie wrocillibyscie do
siebie bo...wlasciwie nie wiadomo czemu;
- spotykaliscie sie, spotykali, az pewnego dnia ten facet przyznal sie ze od
kilku miesiecy mial narzeczona z ktora mieszkal(w ich kawalerce zreszta
spedziliscie raz noc), a wiec perfidnie klamal miesiacami, narzeczona wlasnie
go rzucila;
- zalamane oszustwem pragnelyscie zakonczyc znajomosc ale on przepraszal,
zabiegal, i znow sie zaczeliscie spotykac
- nastepnie dowiedzialyscie sie ze facet znowu kryl sie z nowa dziewczyna,
tym razem dowiedzialyscie sie zupelnie przypadkiem od osoby trzeciej
- definitywnie zakonczyly znajomosc, wyjechaly na urlop dziekanski do Ukej
- po czym dostalyscie od niego maila, potem drugiego, i nastepne, okazuje sie
ze facet:
-znow jest sam
- nadal was kocha
- uswiadomil sobie jakim byl glupcem i chce do was wrocic
- malo tego chce sie oswiadczyc i zalozyc rodzine
- ma swiadomosc ze spieprzyl sprawe ale blaga o jeszcze jedna szanse i
obiecuje ze bedzie ciezko pracowal aby odzyskac wasze zaufanie.
Tak, to moja historia. Probowalam ja cala opisac ale za dlugo by bylo, na
wszelkie pytania odpowiem na biezaco. Wiem, powinnam kopnac takiego w dupe
ale sa pewne okolicznosci lagodzace:
- nadal cos do niego czuje (nie wiem juz teraz czy to milosc)
- nie potrafie sobie z nikim innym ulozyc zycia
- gdy bylismy razem bylo naprawde super, on byl w porzadku, to ja skrewilam
Blagam o szczere odpowiedzi, wiem ze zupelnie zasluzenie moge od was uslyszec
ze jestem kretynka ze w ogole go jeszcze biore pod uwage
Obserwuj wątek
    • konrado80 Nie jestem forumowiczka, ale... 24.06.06, 21:56
      po przeczytaniu tego co napisalas, nasowa mi sie tylko to ze koles albo po
      rozstaniu sie z Toba probowal zapomniec o Tobie i spotykal sie z innymi, ale
      nie wychodzilo, bo nadal cos do Ciebie czuje
      albo wmawia Tobie ze tylko Ciebie kocha i tylko Ty sie dla niego liczysz, a tak
      naprawde to spotyka sie z Toba zeby nie byc samemu, zeby miec z kim isc do lozka

      Decyzja nalezy tylko i wylacznie do Ciebie, ktora opcje wybierzesz...
    • white.falcon Re: moja zalosna historia 24.06.06, 22:09
      A niby dlaczego mam kogoś potępiać za to, co robi ze swoim życiem? Ludzie
      wyprawiają z nim jeszcze gorsze rzeczy, więc ta historia mnie nie dziwi.

      Wiesz, Veteranko2, powiem, co zrobiłabym ja na Twoim miejscu całkowicie
      hipotetycznie, bo już dawno bym zakończyła taką przygodę dla swojego dobra.
      Właśnie bym zakończyła przygodę, bo ani miłością nie da się nazwać, ani wcisnąć
      w ramki przyjaźni. Mało co tam może w sercu cknić się - wybrałabym opcję
      zdrowszą dla siebie, bo ile można żyć, bujając się na emocjonalnej huśtawce?
      Był sobie romans i się skończył. Nic wielkiego, zdarzyło się.

      Co zaś dotyczy Pana. Ile tych szans można komuś dawać? Nie daje się ich bez
      końca, bo wychodzi się na idiotkę. Kocha? A co to za przeproszeniem za
      kochanie, jak zdradza? Może sobie wielbić teraz platonicznie - jego sprawa. Nie
      potrafiłabym zaufać takiemu człowiekowi, a o jakim uczuciu można mówić bez
      zaufania do drugiej osoby? I jeszcze układać z kimś takim życie? Never!
      Charakter mi by na to nie pozwolił. Czułabym się taką wycieraczką - gdy jest
      potrzebna, to jest pod ręką, a gdy na horyzoncie pojawi się ktoś inny, to
      przecież wycieraczka poczeka, wybaczy. Nie umiałabym odgrywać takiej roli, nie
      jestem masochistką i nie miałabym zamiaru cierpieć z powodu notorycznych zdrad,
      bo w obliczu przeczytanego opisu ja temu człowiekowi nie wierzę i już.

      Co dotyczy Ciebie. Coś tam zapewne czujesz, ale nie nazwałabym tego gromkim
      słowem miłość, bo miłość nie polega na uczestniczeniu w idiotycznej sytuacji.
      Zauroczenie? Przyciąganie seksualne? Ale nie miłość. Z kimś innym nie układa
      się życia szybko i natychmiast, nie znając człowieka ani trochę. Na to potrzeba
      czasu. Natomiast jeszcze sądzę, że niepotrzebnie obarczasz się jakimś dziwnym
      poczuciem winy. Zołzowatą i wredną można być, ale to nie powód, by obarczać
      siebie winą za zdrady partnera.

      Nie, ja bym zdecydowanie i to już dawno temu zrezygnowała z takiego toksycznego
      układu i zajęłabym się czymkolwiek innym. A nowe uczucie? Przyjdzie wtedy, gdy
      najmniej tego się spodziewasz, tylko warunkiem do tego, by przyszło jest
      swoiste "oczyszczenie" mu drogi po starym związku, a w Twoim przypadku - nie
      związku.

      Tyle tego, co sobie myślę na ten temat. Wybacz, jeśli w czymś uraziłam, ale
      pisałam szczerze.
      Pozdrawiam,
      Sokółka
    • wredna.suka Re: moja zalosna historia 25.06.06, 13:40
      Daj mu szansę, ale z dystansem.
      Nie pokazuj swoich uczuc ale szanse daj.
      • veteranka2 Re: moja zalosna historia 25.06.06, 14:44
        Bardzo dziekuje za szczere odpowiedzi, white.falcon ja sie nie czuje urazona,
        przeciez prosilam o szczerosc.
        To nie jest takie proste ze on mnie zdradzal wiec powinnam pogonic, wlasnie o
        to chodzi ze on mnie nigdy nie zdradzil! Nie bylismy ze soba gdy on mial te
        wszystkie dziewczyny, to raczej one zostaly zdradzone - ze mna. Pomijam juz
        fakt ze nie rozumiem jak mozna sie z kims zareczyc zdradzajc go juz w
        narzeczenstwie - chyba cos nie halo w zwiazku?
        To jest tak ze my sie spotykalismy, nie bedac para - ale ja go prosilam, jak
        znajdziesz sobie kogos powiedz mi o tym - nie chce dluzej krzywdzic kogos... a
        on oszukal. 2razy.
        Piszecie ze trzeba miec poczucie swojej wartosci i sie szanowac, dac noge z
        takiego ukladu - to sa moje wlasne mysli jeszcze sprzed 4lat - jestem
        generalnie osoba dumna i nigdy bym nie pomyslala ze dam sie wrobic w taka
        historie. Ale tak strasznie go kochalam caly ten czas..
        NowaMilosc przyjdzie kiedy nie bede sie spodziewac? Wlasnie sie boje ze
        niekoniecznie...juz od 4 lat staram sie pokochac kogos innego. Boje sie ze
        zostane starsza pania bez nikogo u boku..to boli gdy wkolo tyle szczesliwych
        ludzi. 2facetom juz zlamalam serce bo nie potrafilam ich pokochac.Buuu...
        • Gość: toni Re: moja zalosna historia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 19:41
          Co sie dziwisz, ze chlopak zadawala sie z inna. W koncu ma bardzo aktywne
          hormony w tym wieku(mlody wiek). To one go kontroluja a nie odwrotnie. Ciebie
          zreszta podobnie. Wiec staraj sie go odzyskac, ale juz teraz(w przyszlosci)
          nie stwarzaj sytuacji gdzie bedzie samotny. Juz wierz jak sie to konczy. Moze
          nawtet wierz dlaczego rozsadni kochankowie sie wzajemnie pilnuja, a nie wierza
          w jakies cuda, ze jak kocha i jest samotny/na przez dlugi czas, to nie zdradzi.
          Jak np. mu trzeba, a Tobie w tej chwili sie nie chce lub masz bul glowy
          (popularny u starszych mezatek), to niestety, "chcica" wygrywa i musi byc
          zaspokojona. Oczywiscie jak Ty bedziesz zajmowala miejsce przy jego boku(czego
          wlasnie Tobie Zycze), a nie inna chetna.
          PS. Sorry za forme wypowiedzi, ale dzisiaj jest niedziela i jest mi wesolo.
        • meduza4 Przepraszam, że głupio zapytam 27.06.06, 16:56
          veteranka2 napisała:

          > To nie jest takie proste ze on mnie zdradzal wiec powinnam pogonic, wlasnie o
          > to chodzi ze on mnie nigdy nie zdradzil! Nie bylismy ze soba gdy on mial te
          > wszystkie dziewczyny, to raczej one zostaly zdradzone - ze mna.


          A jesteś pewna, że jak był z Tobą i zanim poznał te wszystkie dziewczyny to
          naprawdę był Ci wierny? Bo ja w to nie wierzę. Mógł Cię zdradzać i słowa nie
          pisnąć, a wręcz przysięgać niestworzone rzeczy.

          > Pomijam juz
          > fakt ze nie rozumiem jak mozna sie z kims zareczyc zdradzajc go juz w
          > narzeczenstwie - chyba cos nie halo w zwiazku?

          I znowu wracam do poprzedniego pytania: czy wiesz na 100% że Ciebie nie
          zdradzał? A czy narzeczoną, którą zdradzał, informował o swoich zdradach?

          > To jest tak ze my sie spotykalismy, nie bedac para - ale ja go prosilam, jak
          > znajdziesz sobie kogos powiedz mi o tym - nie chce dluzej krzywdzic kogos... a
          > on oszukal. 2razy.

          Poprawka: wiesz o tym, że oszukał 2 razy. A ile razy Cię naprawdę oszukał, to Ty
          tego nie wiesz i szkoda czasu na dociekania.
        • mariachi77 Re: moja zalosna historia 28.06.06, 17:48
          Kobieto, powiem krotko, chcesz z nim byc twoja sprawa, ale kup sobie zapas
          pilnikow do przycinania poroza, ktore Ci koles zafunduje.
          PS. Przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z daleka.
          • Gość: veteranka2 Re: moja zalosna historia IP: *.server.ntli.net 28.06.06, 19:25
            To jest moj najgorszy scenariusz -ze on mnie oszukiwal jak jeszcze bylismy
            razem.Pewnie pomyslisz ze jestem teraz naiwna, ale jakos wierze ze on byl w
            porzadku bedac moim facetem. Oczywiscie pewnosci nigdy miec nie bede. Ale
            kochal mnie wtedy i ta milosc sie czulo - zreszta prawie caly czas spedzalismy
            ze soba, on byl bardzo oddany.
            Zreszta powiem krotko - wierze ze mnie wtedy nie zdradzal bo poza ta wiara nic
            mi nie zostalo. Tamte 2lata znaczyly dla mnie wszystko. Gdyby sie okazalo ze on
            zdolal ukryc zdrady wtedy, gdy bylismy tak blikso - juz niegdy nie moglabym
            nikomu zaufac
      • her_bat_nick Re: moja zalosna historia 25.06.06, 17:59
        wredna.suka napisała:

        > Daj mu szansę, ale z dystansem.
        > Nie pokazuj swoich uczuc ale szanse daj.


        jak nick wskazuje pewnie to potrafisz ale nie sadze zeby veteranka byla na tyle
        wredna.

        przylacze sie do zdania WF.
        • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 19:49
          Długa ta żałosna historia,ale zapytam Her-bat-nicka:czy to objaw wredności
          dawanie komuś szansy?
          • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 19:52
            Już doczytałam...To rzeczywiście żałosna historia,a jeszcze bardziej żałośni
            bohaterowie "utworu"...
            Gdzie toczy się akcja?W telenoweli???
            • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 20:00
              Lolu, dalej uważasz, że temu facetowi trzeba dać szansę?
              • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 20:06
                Nie rozważałabym takiej możliwości:)Ale-zdaje się-Autorka ma w tym jakąś
                frajdę:)Do tanga-ponoć-trzeba dwojga...
                Powiem szczerze-ta historyjka nadaje sie do "Naj"czy innych podobnych...
                • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 20:59
                  Piszesz, Lolu, że do tanga trzeba dwojga. No to się dobrali, tylko to tango
                  bardzo krzywdzi Autorkę wpisu, choć chyba ona tego nie dostrzega. :-(
                  • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 21:03
                    Jeśli taka historia w ogóle może miec miejsce poza telenowelą:),to umówmy
                    się,że to raczej Autorka krzywdzi samą siebie...Ale...ludzie mają różne
                    upodobania,w tym również...masochizm:)
                    • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 21:11
                      A kto to wie, co siedzi w człowieku? Różnorodność ludzka jest co najmniej
                      interesująca.
                      • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 21:19
                        Niby interesująca,ale ta historia mnie nie zachwyca w stopniu żadnym:)Zawsze i
                        wszędzie są dziewczyny,które lubią być źle traktowane,może to podnosi im poziom
                        adrenaliny???Takie życie na huśtawce-piekło,niebo po prostu je
                        podnieca...Naczytały się harleqinów i taki wyrzeźbiły w swej skrzywionej
                        wyobraźni obraz tkzw.miłości:(
                        • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 21:38
                          A Autorka od nas nie wymaga zachwytu. Poprostu podtwierdza się mój osobisty
                          wniosek, że lepiej być samą, niż pakować się w emocjonalne bagno niezależnie od
                          tego, co się czyta, czy ogląda. Akurat Harlequinów nie czytam, TV prawie nie
                          oglądam, ale... Poprostu staram się nie ładować w szkodliwe historie. Może ktoś
                          uznać moje życie za miałkie i nieciekawe, ale wolę je mieć takie, niż życie,
                          opisane w historii Autorki.
                          • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 21:44
                            Święte słowa White:),przecież wiesz,że Cię popieram.Życie -i jego jakośc -nie
                            zależy tylko od tego czy idziemy przez nie sami,czy pod rączkę z kimś innym:)
                            Ciebie nie podejrzewałabym nigdy o kiepską lekturę.Droga White-na pierwszy rzut
                            oka widać,że nie możesz być bohaterką takich historii.I nie jest to czczy
                            komplement,tylko po prostu...(powiem to jeszcze raz)- to widać...
                            Pozdrawiam:)
                            • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 21:48
                              Lolu, to, co napisałaś, możesz z czystym sercem odnieść także do siebie. Nie
                              chcę przepisywać poprostu. ;-)

                              A kwestia jakości życia? Cóż, jeśli ktoś nie widzi, idąc za słowami śp. księdza
                              Jana Twardowskiego "lufcika, które otwiera zycie, gdy zamyka drzwi", to nie ma
                              na to rady i nikt mu nie pomoże. Ludzie mogą podać pomysły, wskazówki, rady,
                              ale za kogoś jego zycia nie przeżyją. Trzeba samodzielnie za nie być
                              odpowiedzialnym.
                              • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 22:00
                                Właśnie-ODPOWIEDZIALNYM!
                                Tyle się mówi o odpowiedzialności,tylko mało kto wie co to archaiczne słowo
                                znaczy...A już szczególnie coś takiego jak odpowiedzialnośc za własne
                                życie...Najlepiej galopować w nie jak dziki koń, bez zastanowienia,refleksji,aż
                                w końcu,gdy braknie tchu,zwiesić chrapy i płakać,że się ma pecha,że wszyscy
                                winni,że zły los...Tylko nigdy nie my...
                                • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:09
                                  Może słowo jest archaiczne, ale jego znaczenie aktualne i niezmienne. Można
                                  negować słowo, ale nie to, co niesie i z tym trzeba się liczyć. Ludzie sądzą,
                                  że są bezkarni, ale na dobrą sprawę - karają sami siebie za to, co zrobili. I
                                  tu właśnie zaczyna się ODPOWIEDZIALNOŚĆ, o której mówisz. Owszem, nie
                                  odpowiadamy za dachówkę, która nam może spaść na głowę, ale odpowidamy tylko my
                                  i nie tylko (w moim mniemaniu) przed sobą za to, co robimy z naszym życiem. Im
                                  szybciej to się uświadomi samemu sobie, tym życie staje się lżejszym i
                                  barwniejszym, ciekawszym i przychylniejszym nam.
                                  • Gość: toni Re: moja zalosna historia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 22:19
                                    Dostanie dachowka w drewnianym kosciele, to zawsze sie uwaza, za kare Boska.
                                    • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:24
                                      Kiedyś ktoś powiedział, że jak nie umiesz czytać i rozumieć przeczytanego, to
                                      nie pisz, a jak już napisałeś, to ... poproś o wybaczenie tego, kto Cię
                                      opieprzy. Niewiele, Toni, zrozumiałeś z tego, co napisałam wyżej, ale Ci
                                      wybaczam, bo jesteś obcokrajowcem i odczytywanie niuansów nie jest Twoją mocną
                                      stroną.

                                      Ucałowanka w nos przesyłam, ;-)
                                      Sokółka
                                      • Gość: toni Re: moja zalosna historia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 22:31
                                        A pomyslalas, ze to bylo celowe z mojej strony? No, szkoda.


                                        PS. Ja sie rozbawilem.
                                        • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:38
                                          No to się baw dalej, tylko bawisz się tylko Ty, a innych to nie bawi.
                                  • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 22:24
                                    Sokółko-dziękuję za chwilę wzruszenia.Piękne...Niezwykle trafna
                                    metafora.Właśnie o tę wyobraźnię chodzi,by życie nie było jednostajne,by świat
                                    wokół ciągle fascynował zmiennością jak obrazy piaskiem malowane.
                                    Jeszcze raz dziękuję:)
                                    • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:26
                                      Nie ma za co. Niech nas unosi to, co dobre i nie dołuje to, co złe. :-)
                                      • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 22:30
                                        A gałązka oliwna niech będzie znakiem tego forum:)
                                        • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:39
                                          Nie ma tak dobrze. :-)
                                          • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 22:50
                                            Wiem,że to utopia,ale póki wiary,póty życia:)

                                            Myślę jednak Sokółko,że i tak nie jest źle.Jest tu mnóstwo fantastycznych osób
                                            i to jest powód do dobrego samopoczucia,a to (ci), co psuje nastrój, nie
                                            zasługuje na uwagę;)Piórka w górę i niech zabrzmi nasze radosne Hip,hip,hurrra:)
                                            • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 23:10
                                              No właśnie! Hip, hip hurrrra!!! Bądźmy sobą!!! :-)
                                              • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 23:13
                                                :)
                                                • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 23:13
                                                  Jak najbardziej. :-)
                              • Gość: toni Re: moja zalosna historia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 22:16
                                To my jestesmy zawsze odpowiedzialni za wlasne zycie przed Bogiem, czy chcemy,
                                czy nie. Tak, ze nie zapominaj, ze On kazal sie nam rozmnazac i umozliwiac
                                innym pokolenia zbierac ziemskie doswiadczenia(tym samym spelniac Jego wole i
                                cel zycia).
                            • Gość: toni Re: moja zalosna historia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 22:10
                              Tak, Lola masz racje, ze WF nie moze byc bohaterka takich historyjek. Ale to
                              wszystko dlatego, ze sie jeszcze ze mna nie spotkala.



                              PS. Nie chwalac sie oczywiscie.
                              • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:12
                                Wiesz, co. Ja nawet bym z Tobą, Toni, nie chciała się spotkać. Zagryzłabym, a
                                po co mordować kogoś, kto ma kompletnie inne zdanie i podejście do życia, niż
                                ja? ;-)
                                • Gość: toni Re: moja zalosna historia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 22:21
                                  Rozumiem, bede omijal Ciebie. Hahahaha.
                                  • white.falcon Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:24
                                    To zacznij od dziś. :-)
                              • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.06, 17:51
                                Toni:)Ty to masz poczucie humoru:)

                                • Gość: toni Re: moja zalosna historia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 27.06.06, 13:13
                                  Dlaczego, czy ona nie moze miec chlopca(nie mnie, ale kogos)? Latwo powiedziec,
                                  ze sie nikogo nie chce, jak sie nikogo nie ma. A ja jej zycze dobrze.
                                  • white.falcon Re: moja zalosna historia 27.06.06, 13:38
                                    Nie uszczęśliwiaj kogoś na siłę, Toni, bo dostaniesz po nosie. Dziękuję za
                                    życzenia mi dobrze, też Ci życzę podobnie, ale ja tam nie lubię spowiadać się z
                                    tego, czy kogoś mam, czy nie mam, więc pozostawię Ci wielką niewiadomą. :-)
          • her_bat_nick Re: moja zalosna historia 25.06.06, 21:41
            Gość portalu: lola napisał(a):

            > Długa ta żałosna historia,ale zapytam Her-bat-nicka:czy to objaw wredności
            > dawanie komuś szansy?

            nie chodzilo o dawanie szansy - jej sprawa co z tym zrobi, chodzi o dystans -
            nie wierze ze moglaby go utrzymac.
            • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 21:46
              No to powiem Ci szczerze Her-bat-niczku:)-ja też nie obstawiam,że
              potrafi:))))))))))))))))))))))))))))))0
              • her_bat_nick Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:04
                Gość portalu: lola napisał(a):
                > No to powiem Ci szczerze Her-bat-niczku:)-ja też nie obstawiam,że
                > potrafi:))))))))))))))))))))))))))))))0

                wiedzielam ze jednak mam zawsze racje i jestem nieomylny :))

                lola - (i tu mialo nastapic zdrobnienie ale nie nastapilo)

                pozdrawiam
                • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 22:07
                  Prawie zawsze masz rację,ale przyznam(niechętnie:)),że często ją masz,bo Ty
                  mądry Mężczyzna jesteś:)))

                  Dlaczego zdrobnienie nie nastąpiło???Nawet tego mi żałujesz?!:)
                  Okrutny...
                  • her_bat_nick Re: moja zalosna historia 25.06.06, 22:14
                    Gość portalu: lola napisał(a):
                    (..)
                    > Dlaczego zdrobnienie nie nastąpiło???Nawet tego mi żałujesz?!:)
                    > Okrutny...

                    przy takim upale moje zakonczenia nerwowe odmawiaja wspolpracy.
                    powiem "lolku" to jeszcze ktos Ciebie wezmie za mezczyzne a z pewnoscia kobieta
                    z krwi i kosci jestes.
                    moglbym myslec nad zdrobnieniem pod zimnym prysznicem ale wtedy kto ogladalby za
                    mnie mecz?? a zeby sie skupic na futbolu nie potrzeba wiele uwagi ;)
                    • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 22:29
                      Nie narzekaj.Myślisz,że u mnie to co- Syberia?:)Też ledwie żyję,pod prysznic
                      też nie mogę,bo chociaż piłka nożna nie jest moim ulubionym sportem,to oglądam
                      mecz i kibicuję Portugalii,gdyz zawsze są moimi faworytami:)...
                      Ale te wszystkie niedogodności i rozproszenia ,nie przeszkodziły mi zwrócić się
                      do ciebie ładnie i czule:"Her-bat-niczku":)
                      • her_bat_nick Re: moja zalosna historia 25.06.06, 23:34
                        strasznie przykro mi czytac ze Portugalia jest Twoim faworytem :(
                        no coz ... pierwsza sprawa ktora nas poroznila a to dopiero poczatek "loluniu" :))

                        dobrej nocy
                        dla wszystkich

                        pozdr dla Sokolki :)


                        Gość portalu: lola napisał(a):

                        > Nie narzekaj.Myślisz,że u mnie to co- Syberia?:)Też ledwie żyję,pod prysznic
                        > też nie mogę,bo chociaż piłka nożna nie jest moim ulubionym sportem,to oglądam
                        > mecz i kibicuję Portugalii,gdyz zawsze są moimi faworytami:)...
                        > Ale te wszystkie niedogodności i rozproszenia ,nie przeszkodziły mi zwrócić się
                        >
                        > do ciebie ładnie i czule:"Her-bat-niczku":)
                        • white.falcon Odpozdrowienia dla Her_bat_nika :-) 25.06.06, 23:47
                          Odpozdrawiam, Her_bat_niku. Nie jestem fanką futbolu, ale darzę sympatią osoby,
                          których ten sport bawi. Ja wolę curling - takie szachy na lodzie, ale nie
                          upieram się też przy tym, by innych bawiło to, co mnie bawi. Każdy ma swoje. :-)
                        • Gość: lola Re: moja zalosna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.06, 23:48
                          :(niestety, Holandia-nigdy:)Ale czy to miałoby sens ,by sport,któremu nie
                          oddajemy całego serca,mógł nas poróżnić?
                          Bez sensu...:)))
                          Nie rozumiem też tego:"a to dopiero początek"...Czyżbyś od teraz chciał już
                          tylko się ze mną nie zgadzać(a ja z Tobą)???
                          Ranisz mi duszę...Ale niech Ci będzie...:)

                          Lolunia:)
            • Gość: veteranka2 Re: moja zalosna historia IP: *.server.ntli.net 25.06.06, 22:45
              racja, raczej nie potrafie zachowac dystansu :-((
    • justiz Żałosna, nie tylko historia... 25.06.06, 20:09
      A ja trzymam stronę kolesia, lubię takich cwaniaków, którzy potrafią zadbać o
      siebie. Dwa lata robił CiĘ w trąbkę i jescze wytworzył u Ciebie poczucie, że to
      Ty jesteś 'panią sytuacji'.

      Nie pomyślałaś, że kiedy rozstawaliście się, to on mał już jakieś konkretne
      plany względem tych innych i odwrotnie, kiedy zaczynało się chrzanić z innymi,
      to Ty zawsze byłaś na miejscu. Będąc w 'dobrej komitywie' z Tobą, był również
      świetnie zorientowany w Twojej sytuacji i zawsze wiedział kiedy i z czym do
      Ciebie uderzyć... A Ty... nigdy nie powiedziałaś NIE.

      Miauczysz, że go kochasz, żyć bez niego nie możesz, z innymi też nic Ci nie
      wychodzi... A z drugiej strony wiesz, że to nie do końca to, o czym piszą w
      książkach o 'prawdziwej' miłości... Obiecał Ci dzieci i obrączkę na paluch i
      znów Cię 'kupił'.

      Może po prostu zapytaj siebie - co jest dla Ciebie ważne w życiu i jak to życie
      chcesz przeżyć? Potem, dołóż do tego jego osobę i pomyśl, czy ktoś taki, pasuje
      do Twoich oczekiwań?

      * Podpisuję się pod tym co radziła Ci wcześniej white.falcon, z zaznaczeniem, że
      tak jak i dla niej, dla mnie też, mogłaby to być sytuacja wyłącznie hipotetyczna.
      • osv Żałosna, nie tylko historia... 25.06.06, 21:00
        Jak pomysle ile takich zalosnych historii napisal veteran2 na FR w imieniu
        kobiet, ludzac sie, ze rozumie dusze kobiety...
        to ogarnia mnie zalosc przede wszystkim nad nim samym...
        • Gość: veteranka2 Re: Żałosna, nie tylko historia... IP: *.server.ntli.net 25.06.06, 21:10
          heh uwazasz ze jestem mezczyzna czy jak, bo nie rozumiem...?
          Nadal dziekuje wszystkim za odpowiedzi mimo ze zrobilo sie w tym watku mniej
          milo - ale moge to zrozumiec, gdyz, jak napisalam w tytule, ta historia jest
          naprawde zalosna. Ktos pisze ze to nadaje sie do tygodnika "Naj" - drogi
          Ktosiu - ja tez tak uwazam. To ciagnie sie tak dlugo ze robi sie po prostu
          smieszne. I przysiegam ze mowilam "nie" kilkakrotnie, a moje ostatnie "nie"
          polegalo na tym ze ucieklam na dziekanke zeby on skonczyl studia (wzielam
          dziekanke po piatym, przedostatnim roku) i zebym, jak juz wroce na uczelnie,
          nigdy go nie spotkala. Ale on znow sie odezwal - nie dalam mu mojego
          angielskiego nr telefonu, adresu, ale mail ten sam...
        • Gość: toni Re: Do OSV IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 21:19
          Tak, wyglada, ze wyrzadzajaca krzywde autorka postu, szuka "wspolczucia".
          Oczywiscie znajdzie je, u "zawsze nie winnych"(jak ona) i rzekomo
          pokrzywdzonych kobiet.
      • Gość: toni Re: Żałosna, nie tylko historia... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 21:11
        Pierwsze, to ona spowodowala rozstanie. Drugie, to jej historyjke tutaj
        czytamy, a nie poszkodawanego faceta. Trzecie, jest kobieta i niepotrafi
        logicznie myslec. Nalezy sie spodziewac, ze jej opinia jest emocjonalna. Tak
        wlasciwie, przy jej jadowitosci, to ona ma szczescie, ze ten facet ma "duza
        chcice", nie potrafi o niej zapomniec i wogle sie nia interesuje.
        • veteranka2 Re: Żałosna, nie tylko historia... 25.06.06, 21:34
          Toni, poniewaz naprawde chcialabym zrozumiec motywy postepowania mojego ex,
          przymkne oko na Twoja niesprawiedliwa, jadowita krytyke i nieuzasadniona
          pewnosc ze wiesz co siedzi w mojej psychice, i prosze czy mozesz wyjasnic
          dlaczego uwazasz ze to moj ex facet jest poszkodowany? Co ja takiego zrobilam -
          jemu ( bo ze swiadomie a potem nieswiadomie skrzywdzilam kilka kobiet to wiem)
          A wiec???
          • Gość: toni Re: Żałosna, nie tylko historia... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 22:06
            W pierszych zdaniach piszesz co spowodowalo rostanie. Sam siebie uznajesz
            winna. Puzniej nic nie piszesz, ze sie cos u Ciebie zmienilo z ta jadowitoscia.
            Emocjonalne myslenie u kobiet, to przyznaje, zgaduje. Ale jak mozna sie pomylic
            jak ok. 80% kobiet mysli podobnie. Teraz przypuszczam, ze szukasz wsparcia u
            dziewczyn i opowiesz sie za wiekrzoscia, ktora bedzie bledna(te w/w 80%), a Ty
            przyjmiesz za "sluszna".
            Czy zamiezasz zrobic, w przyszlosci cos, co bedzie szkodliwe dla Twojego ex?
            Jak "tak", to zapomni o nim. Jak "nie", to badz wdzieczna, ze moze Tobie
            wybaczyc i wierzy, ze sie zmienisz.
            Naprawde nigdy go nie zmuszaj do samotnosci(nie odgrywaj sie na nim). Beda
            inne jak to zrobisz. Teraz, to Ty sie nim bawisz. Imponuje, to Tobie, ze ciagle
            nie zapomnial. Chcesz pokazac swiatu, ze masz cos specjalnego w sobie.
            Oczywiscie, ze sie zawiedziesz. Jak niewierzysz z tym ostatnim, to zapytaj sie
            prywatnie, Twoich starszych kolezanek, bo tutaj na forum, sie raczej do tego
            nie przyznaja.
            • Gość: veteranka2 Re: Żałosna, nie tylko historia... IP: *.server.ntli.net 25.06.06, 22:43
              Troche popelnilas nadinterpretacje mojego pierwszego wpisu. Napisalam ze bylam
              czasem nieco jedzowata np. wszczynalam klotnie za jakies drobne rzeczy, ktore
              madrzejszy by przemilczal, no wynikalo to z mojej niedojrzalosci, mialam
              dopiero 19lat, i byl to, jak juz pisalam, pierwszy moj powazny facet. Ale to
              nie znaczy ze bylam czy jestem jedza!w sumie bylo nam dobrze razem, przez
              pierwszy rok to wrecz sielanka, zastanow sie przeciez skoro teraz sie odezwal i
              chce zalozyc rodzine ze mna to nie moglam byc taka zla, nie? Raczej nie odezwal
              sie dlatego ze nie ma innych chetnych, on ma powodzenie wsrod kobiet, jest
              przystojny, inteligentny z poczuciem humoru etc.
              Uwierz ze nie szukam wsparcia, chce tylko zrozumiec te dziwna sytuacje w ktorej
              sie znalazlam, a poniewaz miekne stopniowo pod wplywem jego maili i sama nie
              moge w to uwierzyc chcialam sprawdzic czy ktokolwiek z was bylby w stanie
              wybaczyc te oszustwa i znow zaufac.
              • Gość: toni Re: Żałosna, nie tylko historia... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.06.06, 23:16
                Wcale nie musisz mu tak calkiem zaufac. Zachowaj troche rezerwacji. Jak jestes
                w stanach, to czy ogladalas program dla kobiet "WE" CH. 117 "BRIDEZILLAS"? Jak
                nie, to bedzie dzisiaj ten serial o 10:00PM EST. Napisz co myslisz o nim.
                Powinienem byc tytaj po 5:00PM EST w poniedzialek, a juz napweno we wtorek.

    • kamea5 Re: moja zalosna historia 25.06.06, 23:15
      odstawiłas go,szukał nastepczyni:)
      okazuje sie ze oboje ,nie mozecie zyc bez siebie...ja bym zaryzykowała,w koncu
      nic nie tracisz a zyskac mozesz wiele:)
      • Gość: veteranka2 ja nie jestem w stanach IP: *.server.ntli.net 25.06.06, 23:37
        Dzieki, Kamea, chyba po cichu oczekiwalam takiej rady...
        Wlasnie, zyskac mozemy tak wiele, gdyby sie udalo tym razem mogloby byc tak
        pieknie...pod wieloma wzgledami pasowalismy do siebie.

        Toni, sorry, jak myslalam ze jestes kobieta a ty facet? To troche tlumaczy
        Twoje wywody o emocjonalnosci kobiet, wybacz ale no, tak juz z nami jest, w
        milosci rzadko nam sie wlacza rozum...
        P>S> NIe jestem w Stanach tylko w Wlk Brytanii, konkretnie w Szkocji.
        Pozdrawiam wszystkich, ide spac.
        • Gość: toni Re: ja nie jestem w stanach IP: *.hsd1.ct.comcast.net 26.06.06, 01:00
          OK, ok. 20% jest facetow kierujacych sie jak kobiet(80%) emocjami. Jak chcesz
          wiedziec jak to jest, jak ktos inny to cos ma, to radze znalesc sobie takieko i
          sie przekonac(na chwilke i nie musisz miec z nim seksu. Zreszta po co?). Bedzie
          sie KOMPLETNIE z Toba zgadzal i byl dokladnym Twoim odbiciem. Ciekawe czy w
          tedy bedziesz dumna z kierowania sie w zyciu swoimi emocjami? A ten wspomniany
          program w stanach jest o tym jak kobiety potrafia byc powiedzmy dolikatnie,
          niedobre dla swich przyszlych mezow i otoczenia. Oczywiscie smiejemy sie z
          tego, ale swoje wartosci wychowawcze ten program nie watpliwie ma. Powodzenia.
        • kamea5 Re: ja nie jestem w stanach 26.06.06, 22:55
          napisz ,cos wiecej jak okaze sie to terazniejszoscia..czego Ci zycze:)
          nie rezygnuj z szansy ,ktora moze sie nigdy wiecej nie powtorzyc:)
          pozdrawiam:)
          • Gość: veteranka2 dzieki IP: *.slc.ifl.net / *.slc.ifl.net 27.06.06, 19:32
            Jasne ze dam znac jak to sie skonczylo. Do Polski wracam za miesiac. Poki co
            dostaje stosy maili, rymowanki, ale wiem ze najtrudniejsze przed nami. Czeka
            nas duzo powaznych rozmow o tym dlaczego sie tak krzywdzilismy i czy rozkwit
            milosci jest tu jeszcze mozliwy..pozdrawiam
            • veteranka2 final 21.08.06, 22:30
              czesc
              jestem z powrotem w Polsce od dwoch tygodni.
              Z bylym spotkalam sie naturalnie jeszcze w dniu przylotu, przybyl ogolony i z
              kwiatami. Jeszcze nie wtedy, ale na nastepnym spotkaniu odbylismy powazna dluga
              rozmowe i zostalismy znowu para.
              Fanfary? Spelnienie marzen czteroletnich? Niby tak. A jednak nie.
              On sie bardzo zmienil - zgorzknial i stracil kompletnie wiare w ludzi. Wszystko
              sie zreszta zmienilo. Chyba dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki.
              • white.falcon Nie jest to finał... 22.08.06, 01:19
                Wnioskuję z tego, co napisałaś wcześniej, jest to preludium. A do czego? To się
                zobaczy. Z jednej strony - zazdroszczę ludziom, którzy po otrzymaniu tylu razów
                potrafią uwierzyć tej osobie, która oszukiwała, mataczyła i nadużywała
                zaufania. A z drugiej strony - cieszę się, że ja tak nie potrafię. Umiem
                wybaczać jakieś drobiazgi, głupie - "nie ja tam położyłem", "samo się
                zapodziało". To są wybaczalne drobiazgi. Ale nie umiem wybaczać większych
                rzeczy, a już tym bardziej zdrady, mataczenia, oszukiwania - celowo, z
                korzyścią dla siebie, z brakiem empatii, ze złośliwością.

                Veteranko2, życzę Ci jak najlepiej, ale uważaj i dmuchaj na zimne. Powodzenia
                życzy Sokółka. :-)
    • Gość: czereśniak Re: moja zalosna historia IP: *.adsl.inetia.pl 22.08.06, 09:43
      rzeczy-wiście żałosne;

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka