I co ja mam robić ...?

25.12.06, 00:31
Jestem nowa na tym forum, chociaż nie do końca, czasem czytałam sobie ciekawe
(z mojego punktu widzenia wątki). Co mnie skłoniło, by włączyć się do rozmów?
Może to, że jest wigilia a ja siedzę sobie tutaj sama i rozmyślam. Zjadłam
kolację z rodziną, przyszedł mój chłopak (nazwijmy go A), było miło i
rodzinnie. Ale z pozoru. Rodzice chcą ślubu, jesteśmy razem już ponad 8 lat,
to była wielka szalona miłość, ale później różnie to bywało...a jak jest
teraz? Niby ok, on sie stara, żeby naprawić co było nie tak, też chce się
ustatkować a ja...hmm..a ja chyba kocham kogoś innego. Rok temu rozstaliśmy
się z A, zawsze to ja byłam tą złą, która zrywała, spotykała się z innymi,
ale tamtym razem to on po raz pierwszy zaczął się spotykac z inną...Ja
cierpiałam, tęskniłam, wariowałam dosłownie, bo czułam po raz pierwszy realne
zagrożenie, że jednak to on może mnie zostawić. Robiłam wszystko by wrócił i
wrócił, ale chyba trochę za poźno..Ja bardzo się w tym czasie zblizyłam do
kogoś, kolegi - tak go nazwijmy, który chciał mi pomóc jakoś przez to
przebrnąć, ale niestety jak się okazało, nie byłam mu obojętna...dokładne rok
temu, dzień przed wigilią wyznał mi, że mnie kocha..a ja? Grałam w otwarte
karty, mówiłam jasno i wyraźnie, że nie odwzajemniam tego..Ale potem był
wspólny wyjazd sylwestrowy i cos się stało, coś we mnie pękło, nie chciałam
doszuszczać przez kilka miesięcy mysli, że moge tez coś czuć..A jednak.
Męczyłam się strasznie, wahałam, co zrobić i w końcu gdy byłam gotowa podjąć
decyzję o zerwaniu z moim facetem, ten drugi miał już na tyle dość, że
przestał chcieć. Brzmi to troche dziecinnie ale dla mnie pojawiły się
miesiące walki, tym razem o tamtego..I dał mi szansę, ale na krótko, po 3
tygodniach po pierwszej sprzeczce powiedział, że do siebie nie pasujemy...i
tak to trwa od lipca do dziś...tęsknie za nim każdego dnia..co prawda jestem
dalej z moim facetem (nie było go 2 miesiace, tesknilam za nim więc wydawało
mi sie, że jednak jakos się poskleja wszystko) ale sama nie wiem co robić.
Czy mam prawo planowac ślub z nim myśląs o kimś innym? Czekać? (na marginesie
nie ma szans na to, zeby z tamtym być), czy być sama? A sama nie chcę i nie
potrafie żyć, mam już prawie 27 lat, prowadzę życie raczej "singlowe"
(chociaż nie podoba mi się to określenie), mam wielu znajomych, mieszkam
sama, realizuję się w pracy...niby powinnam być szczęśliwa. Więc czemu budząc
się codziennie rano czuję, że nie jestem...
    • Gość: jeden Re: I co ja mam robić ...? IP: *.hsd1.ct.comcast.net 25.12.06, 02:11
      No chyba niechcesz skrzywdzic siebie, chlopaka "A" i moze waszych dzieci w
      przyszlosci. Nie kochasz i tyle. Co mozesz poradzic. Dobrze, ze to wierz przed
      slubem, bo po zawarciu zwiasku musiala bys sie troszke przymuszac dla zachownia
      rodziny(inna sprawa). Wcale nie masz duzo lat. 27lat w USA, to dopiero poczatek
      zycia w pojedynke. W Polsce sie jakos dziwnie ludzie spiesza. Takze nieprzejmuj
      sie, znajdz sobie nastepnego chlopaka i zobacz czy mozesz go pokochac. Niegdy
      juz nie czekaj wiecej jak 2 lat na zawarcie slubu. Jak pokochasz, a on nie
      bedzie sie mugl zdecydowac, to rzucaj go po tym czasie i zaczynaj od nowa.
      Powodzenia.
    • Gość: Most Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.06, 07:25
      Tak to bywa z takimy którzy nam pomagają w różnych wybrach... nazwałaś go
      "kolegą". Wydaje mi się, że nie raz jest nam wygodniej być z kimś nowym bo nie
      chcemy tracić energii na obecny "długo trwający" związek. Taki kolega to zawsze
      pomoże bo co ma innego zrobić. Przecież bardzo dobrze nas rozmumie, zna nasze
      słabe punkty, wie czego w życiu pragniemy bo sami zwierzaliśmy się. Najgorsze
      jest w tym wszystkim to, że przychodzi taki czas gdzie ten "kolega" na opuszcza
      i nie chce nam już pomagać, i co raz mniej nas rozumie.... chyba tak mu jest
      wygodniej.
      Też coś takiego kiedyś przeżyłem, tylko raczej byłem tym "zdradzonym". Najgorsza
      w tym wszystkim jest presja rodziny, nie wiem czy aż tak bardzo Cię to dotyczy,
      ale nie jest to fajna sprawa.
      Wiem, że to głupio zabrzmi ale Twoje uczucia wybiorą najlepiej !!!!
      • scarlett27 Re: I co ja mam robić ...? 25.12.06, 10:10
        Moje uczucia wybiorą najlepiej? Ja myślę, że moje serce wybrało, chcę być z tym
        drugiem ale to nie jest możliwe. Nie chcę tutaj teraz rozstrząsać tematu,
        dlaczego "kolega" który podobno tak kochał, był zdolny do takich poświęceń
        nagle przestaje kochać, dlaczego rezygnuje z takiej "wielkiej miłości"; wydaje
        mi się, że to wiek, ma dopiero 24 lata...Fakt jest w każdym razie taki, że nie
        chce ze mną być, ale z drugiej strony dziwne jest to, że utrzymuje kontakt, jak
        ja się nie odzywam, po max 4 dniach on dzwoni. Złapałam się na tym, że znowu
        robiłam sobie nadzieję, że może on się jednak rozmysli, ale to trwa od
        lipca!!!! I nic konkretnego się nie dzieje. A ile ja mam czekać? Mój czas mija
        i jeszcze ta presja rodziny!! I jestem coraz bardziej zdołowana...
        • konrado80 Re: I co ja mam robić ...? 25.12.06, 10:34
          porozmawiaj z nim o tym, zapytaj sie czego od Ciebie oczekuje
          niech postawi sprawe jasno, a to ze ma tyle ile ma, nie oznacza ze nie moze
          kochac, moze po prostu liczyl na zabawe, moze na cos wiecej, a moze cos z nim
          nie tak i teraz probuje Cie draznic tym ze nie chce a kontaktuje sie
          porozmawiaj z nim szczerze
          a jesli chodzi o tego pierwszego, hmmm, to zastanow sie czy aby na pewno chcesz
          z nim byc bo go kochasz (jezeli tamtego olejesz) bo jezeli nie, to chyba nie
          bedziesz z nim dlatego zeby nie byc samej??

          teraz jest sporo rozwodow, wlasnie przez to ze ludzie nie mysla, tylko lacza
          sie bo nie chca byc samemu, a potem okazuje sie ze nie da sie zyc...
          • Gość: . Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.06, 11:50
            Jak znajdę czas, to napiszę więcej. Pamiętaj, ze teraz jest taki okres
            świąteczny, kiedy uczucia biorą górę nad intelektem. Bardzo ładnie i szczerze
            opisałeś swój problem, niemniej pod wpływem rodziców nie powinnaś już podejmować
            tak ważnej życiowej decyzji. Przepraszam i nie gniewaj się, ale tylko na
            podstawie Twojego wpisu wnioskuję, że jeszcze nie dojrzałaś w tych
            sprawach.../kropek/
            • scarlett27 Re: I co ja mam robić ...? 25.12.06, 14:39
              No właśnie, może to święta, chociaż czy ja wiem? To trwa tyle czasu...Ma rację
              Konrado, że nie powinno się podejmowac decyzji o byciu z kims tylko dlatego, by
              nie byc samym. Ale ja się jakoś tego boję, a z drugiej strony nie chce mi się
              po prostu znowu kogoś poznawać, wady, zalety, rodzinę, znajomych...po prostu mi
              się nie chcę...Ktoś poprzednio napisał, żeby nie zwlekać ze ślubem więcej niż 2
              lata po poznaniu się. I to jest recepta na udany związek? Na udane małżeństwo i
              życie? Podjąć tę ważną decyzję zanim nie skończy sie faza zauroczenia, zanim
              nie poznamy bardzo dobrze tej drugiej osoby? A co potem? Napewno prawdą jest,
              że ludzie podejmują decyzję o ślubie w obawie przed samotnością, i to jest
              powód wielu rozwodów, ale co z tymi którzy po tych magicznych 3 latach obudzą
              się w małżeństwie, w którym zauroczenie i zakochanie mija i zaczyna się
              normalne życie? U mnie właśnie tak jest, po tylu latach jest jakieś
              przyzywczajenie, wspomnienia wielkiej szalonej miłości ale już nie ma tych
              motyli w brzuchu. I z jednej strony na wszelkie sugestie o ślubie, głównie ze
              strony znajomych odpowiadam, że ja nie chce tak już żyć do końca, bez
              namiętności, szaleństwa itd. Ale z drugiej strony życie to życie! Nie można
              zawsze być w stanie zakochania i zauroczenia. I czy rezygnując z tego ślubu,
              zrywając z nim, nie zmarnuję sobie życia? Bo przecież pojawi się pewnie ktoś
              inny, będą motyle w brzuchu a potem? Znowu codzienność..i będe tak całe życie
              czegoś szukała?? Aż zostanę sama...A ten drugi? Było mi z nim dobrze, czułam
              się szczęśliwa ale kto wie, co by było za 2-3 lata? Tak więc jakoś nie umiem
              sobie tego poskejać, nie wiem co mam robić. Może jestem niedojrzała w tym
              względzie, pewnie tak. Tak na marginesie mam fajne życie, nigdy nie skarżyłam
              się na brak zainteresowania u facetów, piszę doktorat, pracuję, wszytsko układa
              się super...a wracam do domu i już mi się nic nie chce...Są świeta,
              przyjechałam do rodziny i mysle o tym żeby te święta się jak najszybciej
              skończyły...
              • konrado80 Re: I co ja mam robić ...? 26.12.06, 01:07
                hmmm, moze po prostu nie spotkalas/poznalas jeszcze tego co sprawi ze to nie
                bedzie przyzwyczajenie, ale wlasnie ta milosc, ktorej tak szukamy, chodz c
                drugiej strony moze tak byc ze bedziesz czekala i czekala, no ale tego nie wiemy
                nie zdecydujemu tutaj za Ciebie, bo to jest Twoje zycie, a nie nasze
                przemysl to na spokojnie, nie patrz na rodzine co Cie pogania, nie patrz na
                znajomych, patrz na wlasna przyszlosc, na to co chcesz od zycia, bo to jest
                najwazniejsze, a nie to co mowi rodzina, znajomi
                wazne jest tez zebys czula sie dobrze w zwiazku, zebys ta osobe kochala, zebys
                chciala z nim byc, a nie zastanawiala sie co zrobic
                posluchaj wlasnego serca i wlasnych mysli, sprobuj to przeanalizowac i zobacz
                co wyjdzie, tylko na spokojnie i sama

                zbliza sie poczatek nowego roku, moze to poczatek Twojego nowego zycia?
                Powodzenia
        • Gość: Most25 Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.06, 09:32
          Jakie przemijanie Twojego czasu? Z tego co zauważyłem to masz 27 lat... to
          naprawde początek życia. Co do rodziny to chyba nie muszę tłumaczyć, że w takich
          sytuacjach tak naprade to naprawde nam nie pomaga mimo chęci, a wręcz
          przeciwnie. Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale proponuje porozmawiać z tym kolegą
          o własnych uczuciach... może to zmieni sytuację midzy wami? Może też coś od
          Cibie oczekuje tylko boi się zrobić ten pierwszy krok. Powodzenia.
    • kasiaslask Re: I co ja mam robić ...? 26.12.06, 17:28
      a moze dla odmiany pomyśl nie o sobie tylko o swoim facecie, któremu
      przyprawiłaś rogi, i to nie pierwsyz raz, z tego co piszesz. daj sobie spokój,
      bo chyba sam nie wiesz, czego chcesz
      • scarlett27 Re: I co ja mam robić ...? 26.12.06, 18:51
        No właśnie ja o nim myślę!! Gdybym nie myślała, pewnie dawno bym to zakończyła,
        bo zawsze ktoś się inny znajdzie. Ale on tak samo jak ja poświęcił na ten
        związek wiele swoich lat; razem pracowaliśmy na to wszystko i szkoda mi to
        zaprzepaścić, ciągnę to w nadziei, że może jeszcze sie rozpali ta iskra...może
        z tego co napisałam widac tylko mój egoizm, ale tak nie jest! Pewnie, że myślę
        o sobie, ale to chyba jest normalne, nie będę robić z siebie świętej...wiele
        grzechów popełniłam, nie mam zamiaru się usprawiedliwiać ale poniosłam chyba
        juz za to karę. Przede wszytskim po raz pierwszy poczułam jak to jest kochać
        kogoś, kto mnie nie chce (mam na mysli "kolegę"). Kogoś, kto dla moich
        znajomych i przyjaciól nie jest w ogóle wyjątkowy, wręcz przeciwnie, nikt nie
        potrafi zrozumieć, dlaczego od tak długiego czasu nie mogę się po tym
        pozbierać, tęsknię, dlaczego mimo wszystkich przykrości, które mi sprawił, ja
        byłabym nadal w stanie do niego wrócić. Wszyscy mi powtarzają, że to on
        powienien robić wszystko żeby mnie odzyskać, że nie zasługuje na
        mnie...Koleżanki nawet wymyśliły teorię, że jestem tak bardzo za nim ze
        względów ambicjonalnych, że to jest ktoś, kogo nie mogę mieć i stąd ten mój
        upór..przez chwilę myślałam, że może tak jest, ale dziś jestem pewna, że nie.
        Im to trudno zrozumieć ale ja się po prostu zakochałam i nie znajduję
        racjonalnego wytłumaczenia. Widzę go w roli ojca moich dzieci (chociaż on ich
        nie chce), widzę go w roli tego faceta w kalesonach, któremu wieczorem robie
        kanapki, tego, do którego się w nocy przytulam i tego, z którym się
        sprzeczam "margaryna czy masło". Widzę go przy sobie za 10, 30 lat!! Nigdy
        absolutnie bym go nie zdradziła, nawet w myślach..Ja to wiem, jestem tego
        pewna, ale co z tego? Przed chwilą byłam u mojego faceta, siedzieliśmy w
        samochodzie i przejechał ON..i serce mało mi nie wyskoczyło...
        • konrado80 Re: I co ja mam robić ...? 26.12.06, 18:59
          no tak, ale skad ta pewnosc ze za powiedzmy 2 lata nie bedzie tak jak teraz, ze
          spotkasz innego i znowu bedzie ta sama historia, ze tym razem ten nie bedzie
          tym, a ten nowo poznany bedzie tym ktorego widzisz przy swoim boku za kilka
          lat??
          • scarlett27 Re: I co ja mam robić ...? 26.12.06, 19:43
            Wcześniej napisałam, że nie wiem jak by to było z nim za 2-3 lata, i fakt, tego
            nie wiem...on ma bardzo trudny charakter, jest takim troche "twardzielem",
            bynajmniej tak z zewnątrz jest odbierany, bardzo stanowczy..jak coś postanowi
            to nie ma dyskusji. Ogólnie bardzo nie lubię takich osób, ale jego poznałam z
            innej strony, wiem jaki potrafi być naprawdę, jak zdejmie tę maskę obojętności.
            Z nikim nigdy nie było mi tak dobrze. Dobrze w sensie "dobrze", nawet tego nie
            potrafię okreslić, tylko jemu potrafiłabym wybaczyć wszystko, tylko jego
            potrafiłam usprawiedliwić, pójść na kompromis, zrozumieć i co trudne dla mnie -
            akceptować. Poczatkowo chciałam go zmienić, bo jest inny niż mój facet, przez
            to chyba właśnie się rozstaliśmy, bo na pewien problem zareagowałam standardem,
            jaki miałam w takich sytuacjach z moim facetem- chciałam za wszelką cenę zmusić
            go do rozmowy. A on jest raczej tym, który idzie do jaskini..I do dziś żałuję,
            że wtedy nie odpuściłam, że się zdenerwowałam...ale przecież to były nasze
            początki, on powienien zrozumieć, że musimy się dotrzeć, że ja byłam z kimś
            przez 8 lat i mam pewne przyzwyczajenia...Ale stąd wiem, że za 5,10,15,50 nic
            by się nie zmieniło...Ja po prostu za nikim tak nie tęskniłam, nikomu nie byłam
            w stanie tyle wybaczyć, ja po prostu czuję, że to jest ON! Może niedojrzały
            głuptas...gdybym miała gwarancję, że dojrzeje, że potrzebuje jeszcze czasu -
            BEZ wątpienia bym na niego czekała...ale nie mam takiej gwarancji. Czekam od
            lipca, już ponad pół roku i nic się nie zmienia..Ograniczam z nim kontakt, nie
            dzwonię, nie odzywam się pierwsza, tylko po to, by nie pokazać jak bardzo mi
            zależy...Może on jest szczęśliwy teraz? Jeszcze miesiąc temu nie był, sam mi to
            powiedział...ale nie chcę chyba nawet znać prawdy. Po prostu pewnego dnia wyslę
            mu zawiadomienie o ślubie. I tak się to zakończy. Szkoda.
            • Gość: Most Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 13:49
              Bardzo smutna historia :( Na Twoim miejscu nie dał bym za wygraną i nie
              chciałbym być do końca życia nieszcześliwy. Skoro czujesz coś do tego "kolegi"
              powinnaś dążyć za wszelką cenę żeby z nim być. Całe życie potem będziesz myślała
              i być może żałowała, że tak łatwo odpuściłaś.
              • andrexx Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 14:02
                nie kochasz chłopaka - nie wychodź za niego
                kochasz kolegę, którego najpierw zbyłaś, teraz on cię zbywa - trochę
                dziecinada, ale nic na siłę, nie zmusisz go żeby cię chciał
                szukaj tego trzeciego, zeby poczuć - jak wy to dziewczyny nazywacie motylki w
                brzuchu, czy inne tam robactwo
    • azzurra Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 18:11
      Jako mężatka od września pokażę Ci sparwę z innego punktu widzenia. Mój Mąż
      poprosił mnie o rękę po 3 miesiącach bycia razem, po pół roku od zaręczyn
      wzięliśmy ślub. My to po prostu wiedzieliśmy, że chcemy być razem. To się wie i
      już. Nie ma co kalkulować, liczyć, czekać. I walczyć o miłość!
      • scarlett27 Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 18:40
        No właśnie! Myśle,że każda kobieta (nie wiem jak to jest z facetami) marzy o
        czyms takim..Tylko, że może ja jestem pesymistką, nie wiem, ale czy nie myslisz
        o tym co będzie za 10, 20 lat? Z tego co piszesz, nie jesteście długo
        razem...Ja z moim facetem jestem 8 lat, zacznie się wkrótce 9..i przez pierwsze
        3 lata to była sielanka, niesamowita miłość..coś czego wszyscy mi zazdrościli,
        że tak się dobraliśmy..i teraz żyję głównie właśnie wspomnieniami tego. Wtedy
        bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek będę miała jakieś wahania. Czy jak
        będziecie mieli jakiś kryzys za kilka lat nie będziesz walczyła? Czy też może
        źle zrozumiałam i piszesz, żebym nie walczyła o milość "kolegi" (ale to dziwnie
        dla mnie brzmi jak tak go określam :-/)
        • azzurra Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 18:55
          Nie myślę, co będzie za 20 lat, bo po co? Myślę o tym, co jest teraz! Skąd mam
          wiedzieć, co będzie za 20 lat, tego nikt nie wie. Wiem natomiast, że będę
          każdego dnia dbać o naszą miłość i wierzyć, że za 20 lat też będzie dobrze,
          chociaż na pewno inaczej.

          Z tego co piszesz wnioskuję, że jesteście, tzw. związkiem przechodzonym. Za
          długo było tak samo, powinniście się dawno pobrać. A może będąc razem się
          zmieniliście? Bo przecież to był okres dojrzewania... Nic na siłę. Może to, co
          teraz jest między Wami to nadal miłość? Tylko dojrzalsza, taka spokojna, a nie
          dzika? Wcale nie gorsza, tylko inna.

          A co do kolegi... Jak ktoś kocha, to walczy. A on nie walczy...
    • white.falcon Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 20:07
      Cześć, Scarlett27!

      Miło Cię widzieć na FR - to tak gwoli wstępu. :-) A teraz może parę moich
      spostrzeżeń na temat trapiącego Ciebie problemu. Jeśli nie jesteś do czegoś
      przekonana i rozważasz wszystkie możliwe "za" i "przeciw" to dobrze świadczy o
      Tobie - myślisz nad swoim życiem i nie chcesz podejmować pochopnych i
      szkodliwych dla innych osób i siebie decyzji. Skoro więc rozważasz, to oznacza,
      że nie jesteś pewna, czy powinnaś zgodzić się na ślub, odnoszę wrażenie, że
      wprowadziłaś w swoje życie niechcący zamęt. Daj więc mu uspokoić się, uleżeć,
      ale nie licz na to, że ślub z osobą, która Ci z jakichś względów nie pasuje
      rozwiąże Twoje dylematy. Powstaną inne, o wiele gorsze. W Twojej sytuacji nie
      decydowałabym się na ślub, bo możesz skrzywdzić swojego przyszłego męża i
      siebie, bo wyobraź sobie bycie z kimś niejako "na siłę". Wyobraź sobie to.

      Poza tym. Co to znaczy - mam 27 lat? To jakaś górna granica? Czego na litość
      Boską? Granica możliwości spaprania komuś i sobie życia? Domyślam się, ciąży Ci
      jakaś tam presja środowiska (w dużej mierze mitycznego, bo kogo obecnie na
      serio obchodzi prywatne życie innych osób) i rodziny. Zastanów się, za Ciebie
      rodzina życia nie przeżyje, a komu chcesz dzięki takiemu ruchowi, jak zawarcie
      związku małżeńskiego przypodobać się? Takiej, jaka jesteś, to Ciebie już nie
      lubią, czy jak? I czy bardziej polubią, gdy będziesz mężatką? Dziewczyno, masz
      27 lat, jesteś osobą dorosłą i - jak domyślam się z wpisu - niezależną. Po co
      Ci obok osoba, której nie kochasz, przy której myslisz o kimś innym? Miło by
      było mu, gdyby dowiedział się, że tak rzeczy mają się naprawdę?

      Nie psuj innej osobie życia i sobie też. I nie bój się zostać sama na danym
      etapie, bo najpiękniejsze lata życia przed Tobą i jestem pewna, że spotkasz
      człowieka, do którego Ci naprawdę serce wybiegnie i nie będziesz zastanawiać
      się, tylko będziesz wiedzieć, że to ten. A co będzie, gdy w bezsensownym dla
      Ciebie związku nagle ta osoba stanie na Twojej drodze? Będziesz cierpieć, czy
      komuś innemu przysporzysz cierpień? Nie rób nic na siłę, bo widocznie ani
      jeden, ani drugi nie jest Tobie "pisany". A ten trzeci - zobaczysz - pojawi
      się. Nie rób krzywdy innej osobie i sobie. Daj sobie czas na dotarcie do
      granicy, gdy będziesz potrafiła i z sercem i rozsądnie dokonać wyboru. Daj
      sobie dojrzeć. :-)
      • Gość: . Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 22:53
        Wydaje mi się scarlett27, że ten nadmiar zainteresowania Twoja osobą, o czym
        piszesz, wprowadził Ciebie w ślepą uliczkę. Wspominasz o jednym, potem o drugim
        a następnie już przewidujesz, że może pokazać się trzeci... Jesteś strasznie
        rozbita i koniecznie musisz się pozbierać. Radziłbym, abyś teraz przez jakiś
        czas przede wszystkim angażowała się w pracy... Robisz doktorat, więc z tym nie
        będzie problemu. Po pewnym czasie, gdy emocje opadną, łatwiej będzie Ci dojść do
        logicznych wniosków. Z doświadczenia wiem, że czasami uczucie miłości jest
        zgubne. Mimo wszystko podziwiam Cię za odwagę i szczerość w przedstawianiu
        swojego problemu.


        Z iThink.pl: "Mężczyźni są tu w wykreowanej rzeczywistości w zasadzie intruzami,
        sprawcami zła i niesprawiedliwości. Zaś kobiety są dzielne, zmysłowe, solidarne,
        silne i wyraziste."
        • white.falcon Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 22:57
          Jeju, pomyliłeś adresata! To ja - Sokółka - mówię o hipotetycznym trzecim, do
          którego Autorce wyrwie się serduszko. :-)
          • Gość: . Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 23:04
            Przepraszam scarlett27 za tego trzeciego./kropek/

            Z iThink.pl:"Mężczyźni są tu w wykreowanej rzeczywistości w zasadzie intruzami,
            sprawcami zła i niesprawiedliwości. Zaś kobiety są dzielne, zmysłowe, solidarne,
            silne i wyraziste."
            • white.falcon Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 23:06
              Kropek, miło Cię spotkać na forum. Lubię czytać Twoje wypowiedzi. :-)
              • Gość: . Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 23:26
                Dziękuję bardzo. Też miałem Ci rzucić komplementem w tym "zakwestionowanym" moim
                wpisie ale rozmyśliłem się. Naprawdę podziwiam Cię za Twój wcześniejszy wpis.
                Przy okazji Serdecznie Pozdrawiam./kropek/

                Z iThink.pl: "Mężczyźni są tu w wykreowanej rzeczywistości w zasadzie intruzami,
                sprawcami zła i niesprawiedliwości. Zaś kobiety są dzielne, zmysłowe, solidarne,
                silne i wyraziste."

                • white.falcon Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 23:33
                  Ja nie rzucam komplementami, tylko stwierdzam fakt. Są lepsi ode mnie, by
                  prawić komplementy lub jakieś sympatyczne słowa nie mogące pokryć się z
                  rzeczywistością. Daleko mi do tego. Poprostu potraktuj, Kropku, to jako słowo
                  uznania dla Twoich myśli, przekształconych przez Ciebie w słowo.

                  Nawzajem serdecznie pozdrawiam i przy okazji... Kropku, dobrego Sylwestra z
                  szampańską zabawą! :-)
            • scarlett27 Re: I co ja mam robić ...? 27.12.06, 23:56
              :) Tak, ja o żadnym trzecim nie myślę, nawet nie biorę pod uwagę tego..wiem, że
              najlepiej byłoby się odciąć od wszystkiego, zacząć wszystko od nowa, ale chyba
              wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że tak się latwo tylko mówi...trzeba mieć
              na to dużo siły a ja jej nie mam na chwilę obecną. No i musi minąć czas; jestem
              świadoma tego, że musi minąć dużo czasu. Inna sprawa ile..
              Dziwnie mi się czyta, że powinnam dojrzeć, czuję niby taki "fałszywy"
              wewnętrzny bunt, że przecież ja jestem dojrzała, rozsądna itd. Ale z drugiej
              strony to już sama nie wiem. Może zbyt "unaukawiam" swoje życie, może za bardzo
              analizuję. Podoba mi się, co napisała azzurra, że nie wie co będzie za ileś
              tam, ale będzie robila wszystko by było dobrze. Chociaż ja wiem, że nigdy nie
              byłabym chyba zdolna do podjęcia takich ważnych decyzji po takim krótkim
              okresie znajomości. I to chyba błąd...bo gdybym rok temu poszła za głosem serca
              dziś pewnie nie zakładałabym tego wątku. Tylko czy wtedy byłabym bardziej
              dojrzała? Sama juz nie wiem...
              Jestem naprawdę wdzięczna za wszystkie komentarze, pozwalają mi spojrzeć na
              wszystko z dystansu...Niestety nie dolączę sie do komplementowania kropka i
              innych, bo chyba jestem tutaj za krótko, ale to, że napisałam, to chyba była
              jedna z lepszych decyzji w tym kończącym się już (na szczęście dla mnie) roku :)
              • white.falcon Re: I co ja mam robić ...? 28.12.06, 00:14
                Scarlett27, przepraszam za wymienienie grzeczności z Kropkiem na Twoim wątku.
                Poprostu znamy się z wpisów i lubimy siebie czytać. Stąd to wynikło.

                Może ochłoń, może najlepiej Ci zrobi parę dni samotności bez telefonów, bez
                kontaktów z nimi obojga? Bóg nam nie po to daje życie, by je rozpierniczać
                sobie i innym i by siedzieć i nad nim płakać, tylko po to, by zastanawiać się,
                jak w pożyteczny sposób je przeżyć tak, by nikt nie wspominał nas na tyle źle,
                by w łyżce wody utopić.

                Czy Ty wiesz, czego chcesz? Może sprecyzuj to samej sobie, napisz na kartce,
                czego chcesz od życia. Wizualizacja czasem pomaga, bo zobaczysz to, czego
                chcesz w postaci literek. Po to masz głowę, by myśleć, bo nikt inny za Ciebie
                nie podejmie decyzji i nie wezmie odpowiedzialności za Twoje życie, niż Ty sama.

                Można być odpowiedzialnym i bardzo dorosłym w życiu zawodowym, ale można do
                czegoś nie dojrzeć, będąc w tym samym wieku, w życiu emocjonalnym i to
                przychodzi z czasem. Przeżyj tę burzę, która Ciebie dopadła, ale nie rób nic na
                siłę i niezgodnie ze sobą i tylko dlatego, że tak chce ktoś - rodzina, czy kto
                tam jeszcze.

                Pozdrawiam,
                Sokółka
                • Gość: . Re: I co ja mam robić ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.06, 10:04
                  Dziękuję Ci white.falcon za miłe słowa i życzenia. Postaram się zrewanżować...

                  Spróbuje niby naukowo opisać ten przedmiotowy problem. Scarlett27, wydaje mi
                  się, że od dłuższego czasu działasz pod wpływem uczucia miłości i zapewne w
                  Twoim układzie krwionośnym masz nadmiar hormonów szczęścia, które ja nazywam
                  endomorfinami. One całkowicie Cię dezorganizują i uniemożliwiają normalne
                  myślenie. Stąd biorą się te rozterki, które teraz powinny być usprawiedliwione.
                  Zapewne jesteś już osobą dojrzałą, chociaż to określenie może być rozumiane
                  bardzo szeroko. Pisząc, że "jeszcze nie dojrzałaś w tych sprawach..." przede
                  wszystkim miałem na myśli zamiar zawarcia związku małżeńskiego, chociaż tak
                  naprawdę liczyłem, że w ten sposób zmuszę Cię do przeprowadzenia stosownego
                  procesu myślowego i nie myliłem się...
                  A z tą dojrzałością, to różnie bywa. Podobno u mężczyzn taki proces następuje
                  dopiero od około 35 roku życia i trwa do lat 50-tych, chociaż w stosunku do
                  niektórych jednostek mamy wątpliwości, czy coś takiego akurat ich dotyczy.
                  Serdecznie Pozdrawiam.


                  Z iThink.pl: "Mężczyźni są tu w wykreowanej rzeczywistości w zasadzie intruzami,
                  sprawcami zła i niesprawiedliwości. Zaś kobiety są dzielne, zmysłowe, solidarne,
                  silne i wyraziste."

              • scarlett27 Re: I co ja mam robić ...? 28.12.06, 22:40
                Dziś jestem w lepszym nastroju :) Mialam pracowito-sympatyczny dzień. Spotkałam
                się z przyjaciółką z dawnych lat. Nie wiem ale mam odczucie, że takie "stare"
                przyjaźnie są chyba najważniejsze, takich przyjaciółek jak w liceum nie miałam
                już nigdy. Rozjechałysmy się po Polsce, nawet świecie ale wystarczy jedno
                spotkanie, i nie trzeba opowiadać wszystkiego, od razu wiadomo co i
                jak...Poopowiadałam jej trochę newsów i jak 99% moich znajomych powiedziała,
                żebym sobie nie zawracała głowy "kolegą" tylko skupiła się na tym, co ważne..On
                teraz się pewnie dobrze bawi a ja zamartwiam się i psuję sobie i innym
                atmosferę świąteczno-noworoczną. I jeszcze was na forum zanudzam. ;)
                Dzisaj tęsknie, ale jakby mniej, chyba za dużo do mnie dochodzi, za bardzo w
                końcu patrzę krytycznie na niego i ta naszą "wyimaginowaną" miłość.Dzisaj może
                zasnę bez długiego rozmyślania (będę myślała 2 godziny, nie 3 :) ale to juz
                coś :)
Pełna wersja