scarlett27
25.12.06, 00:31
Jestem nowa na tym forum, chociaż nie do końca, czasem czytałam sobie ciekawe
(z mojego punktu widzenia wątki). Co mnie skłoniło, by włączyć się do rozmów?
Może to, że jest wigilia a ja siedzę sobie tutaj sama i rozmyślam. Zjadłam
kolację z rodziną, przyszedł mój chłopak (nazwijmy go A), było miło i
rodzinnie. Ale z pozoru. Rodzice chcą ślubu, jesteśmy razem już ponad 8 lat,
to była wielka szalona miłość, ale później różnie to bywało...a jak jest
teraz? Niby ok, on sie stara, żeby naprawić co było nie tak, też chce się
ustatkować a ja...hmm..a ja chyba kocham kogoś innego. Rok temu rozstaliśmy
się z A, zawsze to ja byłam tą złą, która zrywała, spotykała się z innymi,
ale tamtym razem to on po raz pierwszy zaczął się spotykac z inną...Ja
cierpiałam, tęskniłam, wariowałam dosłownie, bo czułam po raz pierwszy realne
zagrożenie, że jednak to on może mnie zostawić. Robiłam wszystko by wrócił i
wrócił, ale chyba trochę za poźno..Ja bardzo się w tym czasie zblizyłam do
kogoś, kolegi - tak go nazwijmy, który chciał mi pomóc jakoś przez to
przebrnąć, ale niestety jak się okazało, nie byłam mu obojętna...dokładne rok
temu, dzień przed wigilią wyznał mi, że mnie kocha..a ja? Grałam w otwarte
karty, mówiłam jasno i wyraźnie, że nie odwzajemniam tego..Ale potem był
wspólny wyjazd sylwestrowy i cos się stało, coś we mnie pękło, nie chciałam
doszuszczać przez kilka miesięcy mysli, że moge tez coś czuć..A jednak.
Męczyłam się strasznie, wahałam, co zrobić i w końcu gdy byłam gotowa podjąć
decyzję o zerwaniu z moim facetem, ten drugi miał już na tyle dość, że
przestał chcieć. Brzmi to troche dziecinnie ale dla mnie pojawiły się
miesiące walki, tym razem o tamtego..I dał mi szansę, ale na krótko, po 3
tygodniach po pierwszej sprzeczce powiedział, że do siebie nie pasujemy...i
tak to trwa od lipca do dziś...tęsknie za nim każdego dnia..co prawda jestem
dalej z moim facetem (nie było go 2 miesiace, tesknilam za nim więc wydawało
mi sie, że jednak jakos się poskleja wszystko) ale sama nie wiem co robić.
Czy mam prawo planowac ślub z nim myśląs o kimś innym? Czekać? (na marginesie
nie ma szans na to, zeby z tamtym być), czy być sama? A sama nie chcę i nie
potrafie żyć, mam już prawie 27 lat, prowadzę życie raczej "singlowe"
(chociaż nie podoba mi się to określenie), mam wielu znajomych, mieszkam
sama, realizuję się w pracy...niby powinnam być szczęśliwa. Więc czemu budząc
się codziennie rano czuję, że nie jestem...