Dodaj do ulubionych

Desperackie Byle Co

IP: *.chello.pl 29.11.01, 15:51
Witam i pytam :-)))

Dlaczego ludzie tak łatwo zadowalają się w życiu byle czym? Mam tu na myśli
związki międzyludzkie. Zabijanie samotności za wszelką cenę. Te wszystkie
małżeństwa bez miłości, chodzenie z kimś, kogo się nie kocha. Skąd się biorą
takie rzeczy? Czy to brak wiary w to, że w życiu warto czekać na coś dobrego? A
może brak wiary w to, że na coś naprawde wielkiego się zasługuje? Czy wręcz
brak potrzeby przeżycia czegoś takiego? Presja otoczenia, coś w stylu "znajdź
sobie kogoś wreszcie", "masz już kogoś" itp.? Tykający zegar biologiczny? Czy
może wreszcie totalna rozpacz?
A może są jakieś inne powody ku temu, że ludzie wiążą sie z osobami, których
najzwyczajniej w wiecie nie kochają?
I czy dobrze robią?
Czy warto rozmieniać się na drobne?

Ja ze swojej strony wiem jedno: będąc z kimś kto jest jedynie wystarczająco
dobry, kogo nawet lubię i szanuję, miałabym nieustające poczucie zdrady wobec
siebie i wobec niego. Nie potrafiłabym być z kimś tylko dla zabicia czasu, dla
chwilowego zapomnienia o samotności, zarazem mając pod czaszką tę myśl
zdradziecką, że to nie to, że mogłoby być setki razy lepiej.
Tylko nie wiem czy to przypadkiem nie jest ślepa uliczka. Może łatwo w wieku
dwudziestuparu lat gadac o wielkiej miłości, o czekaniu na cud. A może właśnie
dobrze robią ludzie, którzy żmudnie i od podstaw budują sobie coś zaledwie
poprawnego? Może w jakimś momencie okaże się, że to oni mieli rację? Być może
nigdy w życiu nie dosięgną gwiazd, ale za to będą mieli kogoś, kto poda im
szklankę herbaty na starość? Nie wiem.

Pozdrawiam Wszystkich.
Narkoza
Obserwuj wątek
    • Gość: Mili Re: Desperackie Byle Co IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.11.01, 09:28
      Ciekawa jestem, ile masz lat?
      Ja mam 27 i, mimo ze właściwie zgadzam sie z Tobą, zaczynam sie zastanawiac nad
      takim własnie zwiazkiem a może nawet małzeństwem "z rozsądku". Raz dlatego,
      ze "dziewczyna przez swiat nie moze isc całkiem sama" jak spiewa 2+1 -
      przyznasz, ze często przydałby się ktos do przysłowiowego wbicia gwozdzia,
      pomocy przy samochodzie czy komputerze, albo odnawianiu mieszkania. Zdaję sobie
      bowiem sprawe, ze choćbym nawet starała być wszechstronna - nigdy nie będę
      dosyć samowystarczalna, zeby poradzić sobie ze wszystkim, inaczej mówiąc: "we
      dwójkę iść przez życie łatwiej". Nawet widzę wokól siebie kilku
      zwyczajnych,porządnych facetów w podobnej sytuacji, tzn. wolnych przed 30,
      czasem szukających żony, można by z którymś z nich "zwielokrotnić siły", mimo,
      że serce nie bije mi mocniej na widok żadnego z nich.
      Po drugie: myślę, że wielkie uczucie, tzw. "prawdziwa miłość" zdarza się
      bardzo, bardzo rzadko. Nie chcę czekać na nią siedząc z założonymi rękami.
      Czasami dochodzę do wniosku, że "bardziej rozwojowe" niż samotność byłoby dla
      mnie życie w związku, chociażby ze wzgledu na kompromisy, których trzeba
      nauczyć się dzieląc z kimś zycie.
      Oczywiście związek powinien według mnie opierać się na szczerości, dlatego nie
      zamierzam udawać uczucia wobec kogoś, z kim zwiążę się z "wyrachowania"

      Co o tym myślisz? Pozdrawiam.
      • Gość: Narkoza Do Mili IP: *.chello.pl 06.12.01, 18:50
        Przepraszam, ze tak pozno odpowiadam.
        Jestem troche mlodsza od Ciebie, ale nie wiem czy to ma jakiekolwiek znaczenie.
        Moze to nawet troche smutne. Nie wiem bowiem czy w naszym wieku powinno sie
        mowic czy chociazby myslec o wchodzeniu w zwiazek z rozsadku. Mam jednak takie
        paskudne przeczucie, ze za pare lat ten problem moze mi sie objawic w calej
        swej okazalosci. I wtedy stanie mi przed oczami ta jedna wielka, niespelniona
        milosc, stracone lata oraz kilku naprawde swietnych facetow, ktorym
        najzwyczajniej w swiecie nie dalo sie szansy. Wowczas Ci faceci rzecz jasna
        beda juz szczesliwymi posiadaczami zon, dzieci, domkow z ogrodkiem oraz
        zestawow kina domowego. Ale spoko, przeciez "ciocia" zawsze bedzie mogla zabrac
        dzieciaki na spacer albo na lody ;-)

        Mili, ja tez nie jestem calkiem samodzielna, wbicie gwozdzia albo wymiana oleju
        stanowi dla mnie problem nie do przeskoczenia. Ja wiem, ze nie do konca o to Ci
        chodzilo, ale pomysl czy psujacy sie samochod i tego typu proza zycia to jest
        wystarczajacy powod, zeby sie z kims wplatywac na stale? Czy nawet prawdziwa
        przyjazn to jest powod wystarczajacy? Obawiam sie, ze jednak nie. Tak to bowiem
        czasem pechowo bywa, ze w momencie podpisania takiego zdroworozsadkowego
        cyrografu nagle spada na nas TO. To jest wlasnie chyba to, o czym mowil Janek-
        poznajesz kogos, ale juz jest za pozno. Ja niestety ostatnio mialam okazje
        obserwowac tego rodzaju smutna historie. Znajomy stwierdzil, ze zbyt dlugo juz
        czekal i ozenil sie z dziewczyna, ktora znal i lubil od lat. Powiedzial, ze to
        mu wystarczy, bo wiecej samotnosci nie zniesie. W momencie, kiedy spodziewali
        sie dziecka, pojawila sie Ona, milosc jego zycia. A jak wiadomo, w takich
        przypadkach happy-endow juz nie ma.


        Na koniec musze tutaj przyznac racje kilku osobom, ktore podchodza do zycia
        bardziej racjonalnie niz ja. Poczatkowo okropnie mnie to bulwersowalo, ale
        moze z rzeczami naprawde dobrymi i trwalymi to wcale nie jest tak, ze
        najpierw jest trzesienie ziemi, a potem napiecie rosnie...

        Hmmm... w kazdym razie pozdrawiam cieplutko w lodowaty wieczor :-)
        Narkoza

        • Gość: aga Do zdroworozsadkowcow IP: *.softel.gda.pl 14.12.01, 16:16
          Ja takze wyszlam za maz, za faceta, ktorego lubilam, milo z nim spedzalam czas
          i podobal mi sie. To duzo...ale zawsze mialam wrazenie, ze nie ma miedzy nami
          tzw. braterstwa dusz...nocnych rozmow do switu, zrozumienia w pol slowa i
          namietnosci, ktora mozna by bylo obdzielic pol swiata...
          Ale to bylo duzo i starczylo na kilka lat. Teraz sie wypalilo i to
          paradoksalnie nie z mojej strony... On poznal kobiete, ktora go rozumie lepiej,
          ktorej bardziej pozada, z ktora bardzo chcialby byc...Nowe uczucia -
          zrozumienia, chronienia jej, sprawiania jej radosci...
          Milosci nie ma...jest przyjazn, jest namietnosc, jest przywiazanie - i to sa
          uczucia, ktorymi jestesmy w stanie obdzielac sie bez konca...
          A milosc jest ulotna, pojawia sie i znika, albo przechodzi w inne stany.
          Mysle, ze zwiazek zdroworozsadkowy moze byc bardzo udany, o ile trafi sie na
          osobe zwyczajnie dobra, odpowiedzialna i dla ktorej warto bedzie sie starac.
          No ale ludzie sie zmieniaja...to chyba powod wiekszosci rozwodow...
          • Gość: Mili Re: Do zdroworozsadkowcow IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.12.01, 12:14
            Cześć Aga!
            Piszesz, że ostatnio mniej ci się uklada, ale ogólnie jaki jest bilans takiego
            zwiazku: raczej na minus czy na plus ???
            Czy gdybyś mogła cofnąć czas :) zrobiłabyś tak samo, tzn. wyszłabyś za swojego
            męża ?
            Za ostatnie pytanie przepraszam , bo może jest zbyt obcesowe: jak sądzisz, czy
            w zaistniałej sytuacji wasz związek sie utrzyma ?
            Czekam na odpowiedzi.
    • noida Re: Desperackie Byle Co 03.12.01, 20:52
      Wiesz co Narkoza, to fajny temat, tylko trudny i jakoś nie mogę się zebrać,
      żeby Ci odpowiedzieć...
      Powiem Ci chyba tylko, że to "desperackie byle co" nie musi być wcale ani takie
      desperackie, ani takie byle co jak Ci się mogło wydawać...
      Pozdrawiam...
      • Gość: Forward Re: Desperackie Byle Co IP: 213.25.166.* 04.12.01, 08:09
        Przemawia przez was gorycz i brak otwartości na innych.
        • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 04.12.01, 10:38
          A potem trafia Wam się fajny facet i co?
          Dowiaduje się, że mogłoby być miło, ale "jestem zajęta".
          Bo przecież liczy się stabilizacja, budowanie związku na rozsądku, a nie
          uniesienia.

          Pozdrowienia
          Janek
          • Gość: Mili Re: Desperackie Byle Co IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.12.01, 13:24
            Nie każdej się trafia - to jest jak los na loterii. Problemem jest: grac czy
            nie grac na tej loterii. Niektórzy po ustaleniu prawdopodobieństwa wygranej
            rezygnują.
            Poza tym miłość pomiędzy dwojgiem ludzi nie zapewnia braku zainteresowania
            osobami trzecimi. Będąc w związku z kimś, kogo kocham też moge spotkać
            osobę,która mnie zauroczy.
    • milagro Re: Desperackie Byle Co 04.12.01, 12:01
      Mysle, ze ludzie wiaza sie z kims kogo nie kochaja, przede wszystkim dlatego, ze nie lubia byc sami.
      Dla wielu bowiem, samotnosc jest ciezarem nie do udzwigniecia. I to bez wzgledu na plec. Ale to nie
      tylko o samotnosc chodzi. To takze cierpliwosc, umiejetnosc oczekiwania. Cywilizacja taka cnote
      wytrzebila. Wazne jest to, co osiaga sie szybko, bez wielkich wyrzeczen. Dla wielu, oczekiwanie na
      kogos, zwlaszcza na kogos, kogo sie jeszcze nie poznalo, jest czyms niepojetym i niewykonalnym. W
      oczekiwaniu ludzie nie widza wartosci, ktora ksztaltuje i wzbogaca, ktora moze okazac sie skarbem
      dla tych, ktorzy sie znajda. Uwazam, ze warto czekac. Nawet wbrew temu co mowi otoczenie, i czesto
      wbrew biologii i tykaniu zegara. W takiej postawie zawiera sie elementarna uczciwosc wobec siebie,
      wobec tych, ktorych nie kochamy i tych, ktorych los nam da pokochac.

      Z pozdrowieniami

      Milagro

      • Gość: Mili Re: Desperackie Byle Co IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.12.01, 13:30
        milagro - jaki cel tego czekania? Zeby się nauczyć cierpliwosci?

        • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 04.12.01, 13:51
          Mili, a co jeśli spotykasz kogoś i stwierdzasz, że chciałabyś zacieśniać
          znajomość? Ale już jesteś w związku. Co wtedy robisz? Z jednej strony jest ktoś
          z kim spędziłaś mnóstwo czasu i jesteście w jakiś sposób sobie bardzo bliscy. Z
          drugiej strony obiecujący facet, z którym lubisz spędzać czas.
          I co wtedy?

          Pozdrawiam
          Janek
          • Gość: Mili Re: Desperackie Byle Co IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.12.01, 14:14
            Ja nku,przede wszystkim miło mi, że interesuje Cie moj poglad na sprawe.
            A co wtedy? Wtedy podejmuje decyzje, a to czy bedzie to rozstanie z kims, kogo
            znam dlugo i dobrze, czy z tym kimś, kogo dopiero chce dobrze poznać - zależy
            od okoliczności.
    • zabulija Re: Desperackie Byle Co 04.12.01, 13:56
      trudno chyba oceniać innego człowieka...
      Może ci, którzy się decydują na takie związki, w miłość nie wierzą.
      Może wierzyli, ale nie wiedzą, czym ona ma być...Romantyczna miłość to piękna
      rzecz, ale czym jest tak naprawdę? Może tylko złudzeniem, subiektywnie
      odczuwana ale nieistniejąca?
      Ja myślę, że jeszcze więcej ludzi z samotności uwierzy bardzo szybko w
      nieistniejącą miłość, bo chce uwierzyć, tęskni za uczuciem dla uczucia, a
      tymczasem miłość może się nie zaczynać pasją, ale przyjaźnią...
      Wiele sobie można wytłumaczyć miłością, między innymi to, że tkwi się w czymś,
      co nie ma sensu.
      To, co u nas jest podstawą związku (coś musi być, to oczywiste) nie jest nim w
      wielu innych okolicznościach, krajach itd. Myślę, że miłość, zauroczenie,
      zakochanie to bardzo słaba podstawa dla czegoś trwałego. Ale na pewno lepsza
      taka niż desperacja!

      Pozdrawiam, życzę spełnienia marzeń o miłości - każdy ma prawo do szczęścia
      takiego, jakie sobie wymarzył

      • noida Re: Desperackie Byle Co 04.12.01, 15:06
        Zabulija, zgadzam się z Toba absolutnie. Wielu ludzi jako priorytet przy
        wyborze partnera stawia sobie zauroczenie, fascynację i wiarę, że taki stan
        potrwa całe życie. A przecież zwykle tak nie jest. Czasami lepiej dołożyć
        starań przy wyborze partnera, aby potem się nie roczarować. Myślę, że wielka
        miłość na całe życie może równie dobrze wyniknąć z przyjaźni, a czasem nawet
        (choć pewnie zdecydowanie rzadziej) z chłodnej kalkulacji. Ilu rozczarowań
        sobie wtedy człowiek oszczędza...
        Oczywiście, dla każdego co innego jest najważniejsze w życiu. Jeśli tym czymś
        jest dla ciebie idealna miłość do grobowej deski, wtedy może warto czekać na
        nią całe życie. Ale jeśli ważne jest dla ciebie stworzenie czegoś stałego,
        opartego na ciepłych uczuciach, a niekoniecznie na wielkich porywach, to może
        lepiej rozejrzeć się wokół siebie i dojrzeć to, co nie jest zapewne ideałem,
        ale za to będzie dla ciebie podporą, a w rezultacie- szczęściem...
        • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 04.12.01, 20:14
          Mili, powiedz coś więcej o okolicznościach.

          Jeśli chodzi o to co powiedział(a) milagro, to takie czekanie pewnie sens ma.
          Angażować się tak, ale ostrożnie.

          Ludzie co Wy piszecie: nie ma romantycznej miłości? To skąd te wszystkie
          wiersze i Ci wszyscy poeci, po których się sięga, kiedy się chce powiedzieć
          komuś bliskiemu o miłości? Skąd te wszystkie pary, które namietnie się tulą i
          całują, które widzimy tak często?
          Miłość przez przyjaźń? Można i tak, to może być i dobry sposób. Ale co, jeśli
          pewnego dnia po latach spotka się kogoś wyjątkowego? Co, jeśli będzie się miało
          poczucie, że to spotkanie powinno nastąpić wcześniej, bo wszystko mogłoby
          ułozyć się inaczej? Nie mówię tu o zauroczeniu.
          Ile osób w znaczeniu bliskich znajomych mozna mieć? Kilkanaście? kilkadziesiąt?
          zależy jak bujne życie towarzyskie się prowadzi. I wybierać na ślepo? Dobry,
          najlepszy przyjaciel nie musi przecież zaraz być mężem (zoną).

          Właśnie po to potrzeba trochę magii, aby poznać kierunek. Oczywiście, że
          uniesienia to TYLKO dodatek. To tylko katalizator, dalej trzeba się napracować.
          Zabulija ma rację w tym, że dla niektórych miłość to wymówka, aby dalej ciągnąć
          coś, czego nie warto kontynuować.
          Ale nie pomijajmy tej szczypty uniesienia jaką daje zakochanie.
          Zakochanie jak sama nazwa mówi to tylko początek....

          Pozdrawiam i niech każdy spotka to czego pragnie
          Janek
          • Gość: Forward Re: Desperackie Byle Co IP: 213.25.166.* 04.12.01, 20:42
            Do wszystkiego trzeba mieć szczęście do miłości, pieniędzy, pracy. Tak naprawdę
            liczy się ten przysłowiowy łut szczęścia, uśmiech Fortuny.
            Przepraszam że się wcinam.
            • noida Re: Desperackie Byle Co 05.12.01, 12:29
              Ta romantyczna miłość, opiewana w wierszach, to jakoś niezwykle często miłość
              niespełniona i na odległość, wyimaginowana i nieistniejąca. Jednym słowem-
              mocna, bo nieszczęśliwa ( patrz: Romeo i Julia, Love Story, Cierpienia młodego
              Wertera itd.). Czy taka miłość obroni się przed pieluchami, rachunkiem za
              światło i gaz, wspólnym rozliczaniem się z podatków? Śmiem wątpić. Jakoś nie
              przypominam sobie, żeby Słowacki pisał o wstawaniu w nocy do dziecka i o tym,
              że żona nie chce się z nim kochać, bo przeszła szok poporodowy. A taka jest
              rzeczywistość, która się ma do wierszy jak suflet z truflami do rosołu z
              zacierkami. Można sobie na niego pozwolić nader rzadko.
              Ja nie wierzę w drugą połówkę, w miłość do grobowej deski i tak dalej. Wierzę,
              że jak wszystko, co osiągamy w życiu, trzeba nad nią wykonać ciężką pracę.
              Pewnie, że jedni pasują nam bardziej, inni mniej. Ale pewne też jest, że jeśli
              będę w związku z kimś, z kim mi się dobrze układa, z kim się dobrze znam, kogo
              wady znam jak własną kieszeń, a pomimo tego je akceptuję, to zastanowię się sto
              tysięcy razy, zanim porzucę taką osobę dla kogoś, kto wydaje się akurat dla
              mnie stworzony. I najpierw jeszcze sprawdzę, czy przypadkiem nie ma już na
              karku własnej żony i 2 dzieci, bo jak będę czekała i czekała, to właśnie tego
              mogę się doczekać.
              • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 05.12.01, 12:45
                "Ta romantyczna miłość, opiewana w wierszach, to jakoś niezwykle często miłość
                niespełniona i na odległość, wyimaginowana i nieistniejąca."
                Niespełniona - zgoda, na odlegość - zgoda, ale nie istniejąca - nie zgadzam się.
                Zresztą poeci - był to tylko przykład.

                "Czy taka miłość obroni się przed pieluchami, rachunkiem za światło i gaz,
                wspólnym rozliczaniem się z podatków? Śmiem wątpić."
                Dlaczego? Wtedy życie było nieporównanie trudniejsze. bo i tego gazu i prądu i
                pampersów nie było.

                "Ja nie wierzę w drugą połówkę, w miłość do grobowej deski i tak dalej. Wierzę,
                że jak wszystko, co osiągamy w życiu, trzeba nad nią wykonać ciężką pracę."
                Zgadzam się, ale uniesienia nie muszą temu przeszkadzać. Wszystkiego po trochu.
                I uniesień i pracy i pielęgnacji uczuć.

                "Pewnie, że jedni pasują nam bardziej, inni mniej. Ale pewne też jest, że jeśli
                będę w związku z kimś, z kim mi się dobrze układa, z kim się dobrze znam, kogo
                wady znam jak własną kieszeń, a pomimo tego je akceptuję, to zastanowię się sto
                tysięcy razy, zanim porzucę taką osobę dla kogoś, kto wydaje się akurat dla
                mnie stworzony."
                Rozumiem to, ale....
                Myślę, że czasem trzeba zaryzykować, aby zyskać coś więcej.
                Pewien zły człowiek powiedział kiedyś pewną prawdę:
                ŻEBY COŚ MIEĆ TRZEBA NAJPIERW COŚ STRACIĆ

                Pozdrawiam
                Janek
                • zabulija Re: Desperackie Byle Co 05.12.01, 23:18
                  Cieszę się, że nikt na mnie nie naskoczył...Czasami jak się czyta posty, to
                  można się naprawdę przestraszyć!
                  Tak naprawdę też nie wierzę w to, że miłość jest stanem danym raz na zawsze,
                  albo, że zakochanie jest dobrym doradcą. Ale z drugiej strony musi być coś, co
                  ludzi do siebie przyciąga. Przecież tych właściwych teoretycznie jest na pewno
                  dużo, a już na stówę więcej niż jeden człowiek. A jednak wybieramy tego jednego
                  (no, może nie wszyscy i nie zawsze:))
                  Ten początek jest może potem ważniejszy - na przykład jak się coś w związku nie
                  udaje, może łatwiej jest przeżyć kryzys opierając się na uczuciach, które
                  kiedyś nas do siebie przyciągnęły...
                  Ale chyba - "statystycznie" - związek, który zaczął się od miłości, nie ma
                  więcej szans na przetrwanie (ani mniej) niż ten, który wyniknął
                  z "wyrachowania"
                  Ja nie przeczę temu, że uczucia istnieją, ale boję się, że często są po prostu
                  ułudą...
                  • Gość: noida Re: Desperackie Byle Co IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 06.12.01, 00:00
                    Zgadzam się z Zabuliją w 100%. Tylko tyle chciałam dodać.
                    Pzdr.
                  • Gość: ja_nek Re: Desperackie Byle Co IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.01, 00:24
                    Oj coś widzę, że tylko ja jestem optymistą na tym wątku. Obym nigdy nie musiał
                    być ściąganym na ziemię...

                    "Ale z drugiej strony musi być coś, co ludzi do siebie przyciąga. Przecież tych
                    właściwych teoretycznie jest na pewno dużo, a już na stówę więcej niż jeden
                    człowiek. A jednak wybieramy tego jednego"
                    Ano właśnie. Liczy się ten magnes, oczywiście na początku. I kiedy jest źle,
                    trzeba cofnąć się, przypomnieć, oprzeć na tym co połączyło tych dwoje ludzi, by
                    mieć siłę na przyszłość.

                    "Ale chyba - "statystycznie" - związek, który zaczął się od miłości, nie ma
                    więcej szans na przetrwanie (ani mniej) niż ten, który wyniknął
                    z "wyrachowania" "
                    Skoro nie ma miłości, a tylko rutyna, przyzwyczajenie, przyjaźń czy można być
                    szczęśliwym?
                    A jeśli własnie trafi się potem ktoś, kto wzbudzi w sercu to ciepło nieprzeżyte
                    dotąd? Co wtedy? Pozostać w takim układzie, gdzie wszystko już jest z rozsądku
                    poukładane? W kapciach, ze wszystkim w życiu zaprogramowanym, zaplanowanym z
                    rozsądku? Z pozorną spontanicznością i radością, a w głębi w skostnieniu?
                    Co będzie jeśli zniknie czynnik wzbudzający ten rozsądek?

                    "Ja nie przeczę temu, że uczucia istnieją, ale boję się, że często są po prostu
                    ułudą..."
                    Nie mówmy tak. Czy widujecie czasem staruszków, którzy przeżyli ze sobą
                    dziesiątki lat i nadal się kochają? dreptają o laseczkach w parku, starzy,
                    pomarszczeni, narzekający na zdrowie, ale wciąż się kochający jak kiedyś w
                    czasach wojny i po wojnie.

                    Pozdrowienia ciepłe dla wszystkich
                    Janek
          • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.12.01, 13:48
            Janku, nie wiem, co bym zrobiła, gdybym była z kimś dłużej związana, i nagle
            pojawiłby się ktoś nowy, kto sprawiałby wrażenie "mężczyzny mojego życia". Mogą
            być tysiące przykładów róznych okoliczności,nie chcę teoretyzowac na ten temat.
            Napewno przeszkodą w związaniu się z kimś innym niż mój stały partner byłby
            ślub lub dzieci, więc podjecie decyzji bycia z kims, kogo sie nie kocha, moze
            byc czasem "dożywotnim wyrokiem".
            Co do miłości romantycznej: mnie do niej przekonywac nie musisz. Ja również
            marze o związku, który od niej by się zaczynał. Nie wiem jednak ja długo
            musiałabym czekac na spełnienie się tego marzenia w moim życiu. Mam ochote
            zrezygnować z czekania - ale nie jest chyba kwestia braku cierpliwości, a
            raczej braku poczucia bezpieczeństwa i poszukiwania możliwości zaspokojenia tej
            potrzeby.
            • ja_nek Re: Do Janka 05.12.01, 15:52
              "Janku, nie wiem, co bym zrobiła, gdybym była z kimś dłużej związana, i nagle
              pojawiłby się ktoś nowy, kto sprawiałby wrażenie "mężczyzny mojego życia". Mogą
              być tysiące przykładów róznych okoliczności,nie chcę teoretyzowac na ten temat."
              Ale dopuszczasz możliwość zmiany? Czy jest to nieprawdopodobne?

              "Napewno przeszkodą w związaniu się z kimś innym niż mój stały partner byłby
              ślub lub dzieci"
              To nie ulega wątpliwości. Nie można komuś, zwłaszcza dzieciom rozbić rodziny.

              "Co do miłości romantycznej: mnie do niej przekonywac nie musisz. Ja również
              marze o związku, który od niej by się zaczynał. Nie wiem jednak ja długo
              musiałabym czekac na spełnienie się tego marzenia w moim życiu."
              Na coś wyjątkowego warto chyba czekać....

              "Mam ochote zrezygnować z czekania - ale nie jest chyba kwestia braku
              cierpliwości, a raczej braku poczucia bezpieczeństwa i poszukiwania możliwości
              zaspokojenia tej potrzeby."
              Dziwny tok rozumiwania, ale bardzo kobiecy. Czy ten trzeci nie da bezpieczeństwa?
              Czy postrzegany jest zatem tylko jako zagrożenie dla tego bezpieczeństwa? Co
              zrobić, aby kobieta poczuła się mimo wszystko bezpiecznie, mimo tego, że czeka Ją
              dokonanie wyboru?
              Ale co jest za bezpieczeństwo? Czy większe uczucia mogą dać takie samo, czy
              większe bezpieczeństwo?
              Chaos w myślach, bo Każda jest inna, miłość i kobieta....

              Pozdrowienia
              Janek
              • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.12.01, 16:41
                W moim przypadku brak poczucia bezpieczenstwa wiaze sie z brakiem partnera
                wogóle (co jest powodowane czekaniem na romantyczną miłość, która się nie
                zdarzyła), nie z koniecznościa wyboru miedzy dotychczasowym a nowym facetem.

                Gdybym miała możliwość wyboru: napewno brałabym tego "trzeciego" pod uwage,
                choćby ze względu na urok swieżości, jaki się wiąże z potencjalnym nowym
                związkiem. Myślę, ze bardzo ważne jest w takim przypadku aby "ten trzeci"
                potrafił być dostatecznie przekonujący, że jeżeli kobieta podejmie ryzyko
                porzucenia dla niego stałego związku, to będzie mogła liczyć również na cos
                trwałego, nie okaże się to chwilowym kaprysem ze strony tego nowego mężczyzny.
                "Ten trzeci" powinien przede wszystkim sam byc pewien, czego chce i jeśli -
                rzeczywiście ma poważne zamiary - jasno to zadeklarować.
                Tak mi sie to widzi.
                Pozdr.
            • Gość: Martyna Re: Do Janka IP: 204.186.88.* 14.12.01, 19:33
              tysiące przykładów róznych okoliczności,nie chcę teoretyzowac na ten temat.
              > Napewno przeszkodą w związaniu się z kimś innym niż mój stały partner byłby
              > ślub lub dzieci, więc podjecie decyzji bycia z kims, kogo sie nie kocha, moze
              > byc czasem "dożywotnim wyrokiem". Rozwody przeciez istnieja albo separacje
              nic nie jest dozywotnim wyrokiem , nikt nie powiedzial , ze nawet malzenstwo
              zawarte z milosci bedzie trwalo wiecznie.
      • Gość: Fantast Re: Desperackie Byle Co IP: 10.1.4.* 05.12.01, 17:37
        zabulija napisał(a):

        > Może ci, którzy się decydują na takie związki, w miłość nie wierzą.
        > Może wierzyli, ale nie wiedzą, czym ona ma być...Romantyczna miłość to piękna
        > rzecz, ale czym jest tak naprawdę? Może tylko złudzeniem, subiektywnie
        > odczuwana ale nieistniejąca?

        A poza tym nie wystarczy kogoś kochać, nawet bardzo, kiedy ta druga osoba
        nie odwzajemnia uczucia. Jak wierzyć w prawdziwą miłość, kiedy ciągle powtarza
        się taka sytuacja ???

        > Ja myślę, że jeszcze więcej ludzi z samotności uwierzy bardzo szybko w
        > nieistniejącą miłość, bo chce uwierzyć, tęskni za uczuciem dla uczucia, a

        true, true ... :(((
        • ja_nek Do Mili 05.12.01, 18:12
          Ale jak do czegoś takiego przekonać? Kobiety przecież cenią bezpieczeństwo w
          znaczeniu stabilizacji, pewnego gruntu pod nogami. Przyzwyczajają się, że co
          prawda brak uniesień, ale jest jakaś pewność, przyjaźń, wspólnie spędzone
          chwile i trudne i przyjemne.
          Co zrobić jeśli kobieta bardziej ceni czas - czasem bardzo długi, bo kilkuletni
          spędzony z dotychczasowym mężczyzną?
          W pewnym sensie przywykła już do myśli, że są ze sobą i wspólnie planują,
          wspólnie rozwiązują problemy.
          Co mozna zrobić wtedy? Przyjmijmy założenie: ten trzeci i dziewczyna dobrze się
          rozumieją, a on się zakochał. I ona o tym wie. Co może zrobić, aby przekonać do
          siebie Tą kobietę?

          Czy Ty jako kobieta spotkawszy kogoś ciekawego i interesującego byłabyś gotowa
          zaryzykować to wszystko, całe kilka lat spędzonych z kimś dla tego trzeciego,
          niedawno poznanego?
          Czy takie przypadki się zdarzają?
          Mnóstwo pytań, a odpowiedzi tyle ile kobiet. Chciałbym poznać Twoje zdanie.

          Pozdrowienia
          Janek
          • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.12.01, 15:01
            Po głębokim przemyśleniu tematu stwierdzam, że mogłabym zaryzykować.
            Czy takie historie się zdarzają? Podam może smieszny przykład, ale kiedyś się
            zastanawiałam, dlaczego Natalia Kukulska wyszla za mąż za kogoś innego niż jej
            słynny chłopak Rysio, z którym łączyła ją podobno wielka długoletnia miłość.
            Zmieniło jej się tak nagle...
            Niestety nie znam innych przykładów z zycia wziętych, ale jestem przekonoana,
            że takie historie się zdarzają.
            Niełatwo jest być "tym trzecim", jescze trudniej pokonać rywala/rywalkę z
            długim stazem. Jeśli sie na to porywasz, to przede wszystkim powinieneś wykazać
            determinację w dazeniu do tego, by być z ukochaną osobą (odczytywać jej
            potrzeby i starać się je lepiej zaspakajać niż "ten pierwszy"), ale z drugie
            strony trzeba tez umieć przyjąc decyzje odmowną.
            • Gość: Narkoza Re: Do Janka IP: *.chello.pl 06.12.01, 19:03
              Jesli mozna, to sie wtrace :-)
              Takie historie zdecydowanie sie zdarzaja, nie tylko w telewizji. Wsrod moich
              znajomych w ostatnim czasie rozpadly sie dwa wieloletnie zwiazki. I co ciekawe,
              wydaje mi sie, ze w obu tych przypadkach "ten trzeci" nie mial specjalnie
              utrudnionego zadania. Takie "stare dobre" to nie jest bowiem tylko
              przywiazanie, ale chyba tez nuda i rutyna, brak zainteresowania ze strony
              partnera. Pamietam slowa kolezanki: "Jestem za blisko, zeby mu sie przysnic".
              Na efekty nie trzeba bylo czekac dlugo...

              Pozdrawiam :-)))
              Narkoza

              • ja_nek Re: Do Janka 06.12.01, 21:51
                Jak myślicie: czy związek łatwiej rozpada się przed ślubem czy po?
                Gdybyście spędziły z mężczyzną np.: 6-7 lat, gdyby Wasz partner Was kochał, a
                Wy właściwie też, ale w sposób rozsądny, ciepły, ale nie gorący, co wtedy?
                Kto łatwiej ulega? Mężczyzna czy kobieta?
                Mi się wydaje, że kobiety są trudniejsze, jeśli chodzi o podjęcie decyzji o
                wyjściu z dotychczasowego związku. Właśnie ze względu na wrażenie
                bezpieczeństwa, stabilizacji, spokoju....

                Czy uczucia tej trzeciej lub tego trzeciego można nazwać wyrachowanymi?
                Kiedy należy ustąpić, przyjąć decyzję odmowną? Kiedy należy zabić w sobie
                nadzieję?
                Kiedy wiadomo, że trzecia / trzeci ma szansę?

                Pozdrawiam wszystkich
                Janek
                • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.12.01, 08:59
                  Cześć Janku
                  Jeśli już mowa o rozpadzie małżeństwa, to ogromną przeszkodą jest 1)opinia
                  społeczna i 2)poczucie odpowiedzialności i ew. wyrzuty sumienia, i to zarówno dla
                  kobiet jak i dla męzczyzn. Napewno mezczyznie łatwiej zdecydować sie na romans,
                  niz kobiecie, chyba, ze jej potrzeby nie sa w małzeństwie zaspakajane prawie
                  zupełnie (tak mysle). Przed ślubem to chyba ma sie poczucie, ze m o z n a
                  jeszcze zmienic zdanie ("slubu z nim jeszcze nie brałam").
                  Kiedy należy zrezygnować - to się raczej czuje. Nie należy przyjmować założenia,
                  ze siła naszego uczucia spowoduje, ze jego "obiekt" je odwzajemni. Najlepiej
                  szczerze porozmawiac, spytać jak sie sprawy mają, czy ta osoba byłaby skłonna coś
                  zmienic. Jeśli sie waha, to chyba jeszcze jest O.K. i jest pole, zeby dalej
                  próbować. Jesli stwierdza, ze nie chce nic zmieniac, to nalezy jej uwierzyc.

                  Udanego piątku!
                  Mili
                  • ja_nek Re: Do Janka 07.12.01, 12:49
                    "Nie należy przyjmować założenia, ze siła naszego uczucia spowoduje, ze
                    jego "obiekt" je odwzajemni."
                    Hmm, to chyba powinni przeczytać wszyscy, którzy mają jakąkolwiek nadzieję, że
                    coś mogą zmienić w swej relacji z drugą osobą. Niby oczywiste co piszesz, ale
                    nowe.

                    "Najlepiej szczerze porozmawiac, spytać jak sie sprawy mają, czy ta osoba byłaby
                    skłonna coś zmienic. Jeśli sie waha, to chyba jeszcze jest O.K. i jest pole, zeby
                    dalej próbować. Jesli stwierdza, ze nie chce nic zmieniac, to nalezy jej
                    uwierzyc."
                    A czy może wystąpić sytuacja w której kobieta mówi NIE, a wewnątrz się waha?
                    A moze potrzeba jej czasu, aby to dokładnie przemyśleć? Jeśli tak, to ile?
                    Czy należy odsuwać taką poważną rozmowę w nadziei, że coś się wskóra, że w niej
                    samej uczucia do trzeciego się zmienią?
                    Jaka jest różnica w odpowiedzi na te pytania jeśli dziewczyna jest wolna (w
                    znaczeniu niezamężna ale w związku) lub po ślubie?

                    Pozdrawiam niepoprawnych optymistów
                    Janek
                    • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.12.01, 13:34
                      Gdybym znała odpowiedzi na Twoje pytania, to pewnie nie miałabym własnych
                      problemów w tym temacie, ale jakoś nie potrafie sie powstrzymać, zeby Ci nie
                      odpisać - korespondencja z Tobą wciąga :)
                      Mam nadzieje, ze nie uznasz, ze to same banały...

                      > A czy może wystąpić sytuacja w której kobieta mówi NIE, a wewnątrz się waha?

                      Moze, ale jesli tak jest, to prawdopodobnie mimo wahań podjęła jednak decyzję na
                      nie. Moze byc nawet tak, ze mówi NIE - mysli TAK, ale to znaczy, ze ma ona
                      problem z odpowiedzialnościa za własne decyzje i boi sie radykalnej zmiany.

                      > A moze potrzeba jej czasu, aby to dokładnie przemyśleć? Jeśli tak, to ile?
                      Kazdemu wedlug jego potrzeb. Najlepiej o to spytać zainteresowaną.

                      > Czy należy odsuwać taką poważną rozmowę w nadziei, że coś się wskóra, że w niej

                      > samej uczucia do trzeciego się zmienią?
                      Jesli nie przeszkadza Ci to, ze trwasz w pewnym w zawieszeniu, to możesz odsuwać.
                      Pamietaj tylko, ze tymczasem ona jest z innym facetem, ich zwiazek dalej jakostam
                      sie rozwija, czas może działać tez na jego korzyść.

                      Jaka jest różnica w odpowiedzi na te pytania jeśli dziewczyna jest wolna (w
                      > znaczeniu niezamężna ale w związku) lub po ślubie?
                      Przed slubem dużo łatwiej podjąc decyzję o zerwaniu, zwłaszcza, jesli sie nie
                      zywi zbyt gorących uczuc do narzeczonego.

                      Pozdrawiam optymistów rozczarowanych.
                      • ja_nek Re: Do Janka 07.12.01, 14:37
                        Każdy ma problemy w takich tematach. Przecież wielu ludzi kiedyś kochało, kocha
                        lub będzie kochać jako ta trzecia / trzeci.

                        "Mam nadzieje, ze nie uznasz, ze to same banały..."
                        Całe forum Romantica jest pełneludzi, którzy mowią o uczuciach. Każdy może nazwać
                        to forum banalnym. Ale ja uważam, że to co mówimy nie jest banalne. Słowo banał
                        trzeba używać ostrożnie....

                        "Moze byc nawet tak, ze mówi NIE - mysli TAK, ale to znaczy, ze ma ona problem z
                        odpowiedzialnościa za własne decyzje i boi sie radykalnej zmiany."
                        Każda tego typu zmiana jest radykalna.

                        "A moze potrzeba jej czasu, aby to dokładnie przemyśleć? Jeśli tak, to ile?
                        Kazdemu wedlug jego potrzeb. Najlepiej o to spytać zainteresowaną."
                        Myślisz, że taka, kochana przez dwie inne osoby dziewczyna będzie wiedziała? Co
                        kobieta wzięłaby pod uwagę przy wyborze?
                        Rozpisałaby na kartce za i przeciw każdego z nich? Ale czy to nie byłoby
                        przyznanie się przed samą sobą, że nie kocha tego pierwszego?

                        "Pamietaj tylko, ze tymczasem ona jest z innym facetem, ich zwiazek dalej jakost
                        am sie rozwija, czas może działać tez na jego korzyść."
                        Słusznie. Nie pomyślałem nad tym. czas jest już wrogiem, bo ona zna go dłużej.
                        Ale jak przekuć tą słabość w siłę? Wszyscy przecież pracujemy, gonimy za groszem
                        itd.
                        Czy przyjaźń już zaoferowana przez dziewczynę temu trzeciemu (lub faceta tej
                        trzeciej) to porażka czy mozna to traktować jako przyczółek?

                        "Pozdrawiam optymistów rozczarowanych"
                        Takich chyba jest więcej - niestety.

                        Pozdrawiam pesymistów
                        Janek


                        • Gość: Mili Re: Do Janka i do Narkozy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.12.01, 16:16
                          Wiesz, nie znam tej dziewczyny, być może tylko płeć mamy wspólną, a sposób
                          odczuwania zupełnie różny. Uczucie napewno zawsze determinuje nasz wybór - być
                          może z jej chłopakiem wiąze ją więcej uczucia niż Ci się zdaje.
                          Jak to jest z tym "Badzmy przyjaciółmi"? Nie rokuje mi to najlepiej, ale przede
                          wszystkim jaki jest Twoje zdanie w tej sprawie? Moze masz ambicję na więcej niz
                          przyjazń.
                          Jeśli chcesz sobie zyc złudzeniami - masz do tego prawo - nie zmieniaj niczego.
                          Niektórzy lubią cierpieć z miłości (sama czasem do nich należe). Jeżeli chcesz
                          spróbować ją zdobyć - niech ona sie o tym dowie. Przekonaj się jaka jest jej
                          decyzja w tej sprawie. Przyjmij tą decyzję, nie wnikając w jej motywy.

                          Jeśli masz jeszcze ochote na wymiane zdań - to do poniedziałku.

                          Przepraszam Cie Narkoza, że na Twoim watku rozpisuje sie nie na zadany temat,
                          ale polubiłam Janka. Pozdrowionka.
                          • Gość: XpLove Re: Do Janka i do Narkozy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.12.01, 21:59
                            Mam nadzieję, że was nie przerażę, ale zakochanie, to coś erotycznego, ale
                            przecież nie chodzi o to, żeby się zakochiwać w każdym, kto wzbudza pożądanie.

                            Takie wycyzelowanie poszukiwań i kładzenie nacisku na pytanie czy to ten? czy
                            to ta? Uzależnia nas od założeń, oczekiwań, a pozbawia Nas przekonania się, że
                            tytułowe byle co jest własnie naszym to jest to...

                            W tych rozważaniach urokliwych i z klimatem, brakuje mi trochę... krwi,
                            zmysłów, siły życiowej, nastawienia poznawczego.
                            Tak jak pytasz, czy to dobrze, że tak czekasz, czekasz... Co Ci grozi, to to,
                            że się zakochasz w nieodpowiednim człowieku, który spełni Twoje marzenia...
                            Doświadczeni w ten sposób wiedzą o czym mówię!
                            Martwię się, bo takie podejście powinno się przewartościować w okolicach
                            matury...
                            No i jak inni sugerują, ten książe na białym koniu może też przejść niezauważony
                            a nie tylko spóźniony.
                            Czy Ty próbujesz?
                            Czym mężczyźni Cię w ogóle fascynują?
                            Pozdrawiam!
              • noida Re: Do Narkozy 07.12.01, 22:47
                "Jestem za blisko, zeby mu sie przysnic".

                I myślisz, że na ile wystraczy ten "nowy"? Czy za kilka lat znów zmienią
                partnera, bo "są za blisko"?
                • ja_nek Do Mili ale nie tylko 08.12.01, 01:30
                  Teraz pora na moją porcję banałów. Ale takie banały czynią nasze życie barwnym
                  i prawdziwym.
                  „Uczucie napewno zawsze determinuje nasz wybór - być może z jej chłopakiem
                  wiąze ją więcej uczucia niż Ci się zdaje.”
                  Jest to możliwe i całkiem zrozumiałe, jeśli związek już okrzepł i trwa kilka
                  lat.
                  Czasem chcemy czegoś i nie widzimy tego czego nie chcemy. A nawet jeśli bardzo
                  uważnie się słucha, pewnych rzeczy nie sposób wyłapać.

                  „Jak to jest z tym "Badzmy przyjaciółmi"? Nie rokuje mi to najlepiej, ale
                  przede wszystkim jaki jest Twoje zdanie w tej sprawie?”
                  Poważna, a nie wyłącznie deklaratywna propozycja przyjaźni oznacza, że mamy w
                  sobie coś, co ktoś ceni. Nie mówię tu o propozycji zwykłej znajomości, ale o
                  przyjaźni.
                  I tu tkwi kolejny problem. Jeśli kochasz kogoś, to możliwość utraty takiej
                  osoby wraz z jej przyjaźnią jest podwójną stratą. Bo potrzebujesz i tej miłości
                  i tej przyjaźni.

                  „Moze masz ambicję na więcej niz przyjazń.”
                  Każdy trzeci, trzecia, każdy kto kocha osobę będącą już w związku chce czegoś
                  więcej niż przyjaźń. Przyjaźń jest bardzo cenna, ale wciąż przypominałaby o
                  tym, że potrzebujemy więcej i tego nie mamy. Aby móc się tylko przyjaźnić
                  trzeba byłoby najpierw wyrzucić z siebie uczucia do tej osoby. Na to potrzeba
                  dużo pracy nad sobą i na pewno wiele czasu. Przy czym czynnik pierwszy ma
                  większe znaczenie.

                  „Jeśli chcesz sobie zyc złudzeniami - masz do tego prawo - nie zmieniaj
                  niczego.”
                  Nikt nie chce żyć złudzeniami. Ale to jest szersza uwaga i wielu kochającym
                  przydatna.

                  „Niektórzy lubią cierpieć z miłości (sama czasem do nich należe).”
                  Prawda? Zadziwiające, że sami tacy jesteśmy. Żyjemy nadziejami, których nie
                  chcemy zabijać. Bo chcemy być szczęśliwi i mieć coś dla siebie.

                  „Jeżeli chcesz spróbować ją zdobyć - niech ona sie o tym dowie. Przekonaj się
                  jaka jest jej decyzja w tej sprawie. Przyjmij tą decyzję, nie wnikając w jej
                  motywy.”
                  Dlaczego nie wnikać w motywy?

                  „Jeśli masz jeszcze ochote na wymiane zdań - to do poniedziałku.”
                  Jasne, że mam ochotę.

                  Narkoza, przeprosiny ode mnie za zapychanie wątku. Ale ma to pewną dobrą
                  stronę: Twój wątek jest przez jakiś czas wysoko na liście.

                  XP Love, sorry za głupie pytanie, (ale pora sprawia, że mózg mi się stępił),
                  która część Twojej wypowiedzi jest dla mnie?

                  Pozdrawiam wszystkich
                  Janek


                  • Gość: xpLove Ja nek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.12.01, 17:13
                    Sorry za automatyzm tematu nie miałem do Ciebie żadnej kwestii, a jedynie do
                    autorki wątku... Było póżno i po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi trochę się
                    zdekoncentrowałem przy formułowaniu myśli jakie mi nasunął ogólny nastrój
                    tychże.
    • vulpius Re: Desperackie Byle Co 08.12.01, 12:58
      Nieczyste i zniekształcające jest pożądliwe spojrzenie. Wtedy dopiero, gdy
      niczego nie pożądamy, wtedy dopiero, gdy nasze patrzenie staje się czystą
      kontemplacją— dopiero wtedy otwiera się przed nami dusza rzeczy — piękno. Gdy
      oglądam las, który chcę kupić, wydzierżawić, wyciąć, w którym chcę polować —
      las, który chcę obciążyć hipoteką— wtedy nie las widzę, lecz jedynie jego
      odniesienia do mego pożądania, do moich planów i starań: jego odniesienia do
      mojej sakiewki. Wtedy to las jest drewnem, jest młody lub stary, zdrowy lub
      chory. Gdy jednak niczego nie chcę od lasu, gdy jedynie “bezmyślnie" zapuszczam
      wzrok w zielony matecznik — wtedy dopiero jest on lasem, naturą i roślinnością:
      wtedy jest piękny.

      Tak samo z ludźmi i ich twarzami. Człowiek, na którego spoglądam z respektem, z
      nadzieją, z pożądliwością, z zamiarami, z wymaganiami, nie jest człowiekiem —
      jest on jedynie mętnym odbiciem mego pożądania. Spoglądam nań — świadom tego
      lub nie — zadając sobie same krępujące, kłamliwe pytania: “Czy jest on
      przystępny, czy dumny? Czy mnie poważa? Można go naciągnąć? Zna się na sztuce?"
      Zadając sobie tysiące takich pytań, spoglądamy na większość ludzi, z którymi
      mamy do czynienia, a kiedy uda nam się wskazać w ich powierzchowności, w ich
      wyglądzie i zachowaniu to, co służy lub sprzeciwia się naszym zamiarom,
      uchodzimy za znawców i psychologów.

      W momencie, gdy pożądanie zanika i powstaje kontemplacja — czysty ogląd, czyste
      oddanie — wszystko się odmienia. Człowiek przestaje być użyteczny lub
      niebezpieczny, interesujący lub nudny, miły lub szorstki, silny lub słaby.
      Staje się wtedy naturą, staje się piękny i godny uwagi, jak wszystko, ku czemu
      kieruje się czysta kontemplacja. Kontemplacja nie jest bowiem badaniem lub
      krytyką—jest samą miłością; jest najwznioślejszym, godnym najwyższego pożądania
      stanem naszej duszy — miłością wolną od żądzy.



      • Gość: XpLove Re: Desperackie Byle Co vylpius IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.12.01, 17:25
        Zaostrzeniem i uczłowieczeniem tych platonicznych ideałów jest kontemplacja
        własnej i cudzej żądzy, wyzwalającej od podziału na sacrum i profanum.
        Osiągając tę umiejętność potrafimy komunikatywnie wyrazić wszystko co ludzkie,
        czy to będzie wyrażone w jednej z dyscyplin sztuk, czy poprzez nabycie lasu,
        czy dziki sex do rana - nieważne. Jesteśmy całością, pokorni wobec całości
        człowieczeństwa, schodząc z wygodnego ale nierealnego piedestału jego
        uduchowienia.
      • zabulija Re: Desperackie Byle Co 09.12.01, 16:08
        Pięknie brzmi, kontemplacja...
        Nie zgadzam się do końca, czy taka kontemplacja jest rzeczywiście miłością...
        Czy miłość jest bezinteresowna? Czy kochamy może zawsze za coś, dzięki czemuś,
        po coś? Czy na przekór wszystkiemu? Kontemplacja może być zupełnie wyzbyta z
        emocji, może być wyłącznie przeżyciem estetycznym.
        Niestety, o wiele łatwiej się wznieść na - jak to nazwać można - wyżyny, czy
        też jak mówisz, najbardziej pożądany stan serca, jeśli chodzi o las, niż jeśli
        chodzi o drugiego człowieka.
        Dodatkowo, nawet, albo właśnie wtedy, przy założeniu wartości kontemplacji,
        pojawia się drugi problem - przede wszystkim trzeba mieć w sobie pewną
        wrażliwość, aby przeżycie nie było bezmyślnym gapieniem się w przestrzeń (choć
        ja uważam, że to też ma swoje dobre strony!), ale katartycznym doświadczeniem.
        No i pozostaje jeszcze otwarcie na piękno - wszystko jest piękne, tylko trzeba
        się na to piękno otworzyć.
        i znów - łatwiej na las, albo góry, niż na człowieka. Człowiek drugi wyzwala w
        nas miliony uczuć na samym wstępie, uczucia, wynikające z tego, że jednak
        czujemy, że jesteśmy dziełem podobnym, musimy się odnieść do siebie samych...
        Ale jeśli Ci się udało posiąść taką umiejętność, to naprawdę Cię podziwiam!

        P.S. A z drugiej strony - nie jest łatwo być przedmiotem kontemplacji, kiedy
        chce się być partnerem w związku...
        • Gość: XpLove Re: Desperackie Byle Co zabulija IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.12.01, 17:50
          bardzo fajna wypowiedź
          bardzo mi się podoba motyw o wzniosłości wobec drugiego człowieka,
          myślę, że namiastkę tej wzniosłości większość zanosi do kościółka, co już
          gdzieś wspominałem...
          No, a wzniosłość w związku to już arcydzieło!
          Pozdrawiam Cię, zabulija
          • milagro Re: Desperackie Byle Co 12.12.01, 12:38
            Watek "Desperackie Byle Co", byl dla mnie jednym z ciekawszych na jakie sie natknalem i jak dotad jedynym, na
            jaki postanowilem odpowiedziec (4.12). Pisze byl, gdyz filozoficzne rozwazania o kontemplacji (brawo Vulpius -
            swietny tekst!), troche ostudzily zapal piszacych. Nie jest moim zamiarem ratowanie watku. Bardziej
            interesowalaby mnie pointa tej dyskusji. W moim przekonaniu, zaznaczyl sie podzial uczestnikow na praktycznych
            realistow reprezentowanych przez panie (Mili, Noida, Zabulija) i romantycznych idealistow- mezczyzni (Janek,
            nizej podpisany). Zastanawiam sie, na ile ta wymiana mysli mogla pomoc autorce tematu - Narkozie. Rozumiem Jej
            watpliwosci. Chociaz opowiedzialem sie za oczekiwaniem, zyje i zmagam sie z watpliwosciami. Podziwiam
            kobiety, ktore czekaja. Dla nich oczekiwanie ma jeszcze donioslejszy wymiar. Ktos napisal, ze uczucia o ktorych
            marzymy sa uluda. Chyba troche tak. Ale sa tez punktem odniesienia, miara naszych duchowych potrzeb.
            Pozdrawiam serdecznie wszystkich (plci obojga), ktorzy podejmuja trud oczekiwania.


            Milagro
            • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 13.12.01, 14:35
              Mili, miałaś wrócić. A okazuje się, że Ciebie nie ma kolejny dzień.

              Pozdrowienia
              Janek
              • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.12.01, 14:48
                Witaj Janku,
                na początku tygodnia próbowałam napisać, ale doszłam do wniosku, ze nic madrego
                nie mam juz do dodania w sprawie. Założyłam wiec nowy wątek (zgadnij, który?).
                Pozdrawiam serdecznie.

                • ja_nek Re: Do Janka 14.12.01, 15:40
                  k....urczę. Czy to ten wątek
                  Czy to wątek solidarnych Ko....biet?

                  Pozdrowienia
                  Janek
                  • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.12.01, 15:51
                    CO TO ZNACZY "Ko...biet" ??? CZY POWINNAM SIE OBRAZIC?
                    Ciesze sie, ze tam tez napisałes, to zn. ze mamy najwidoczniej sobie coś do
                    powiedzenia.
                    A co dalej w sprawie kobiety, którą spotkałeś, gdy była już zajęta?
                    • ja_nek Re: Do Janka 14.12.01, 16:23
                      Jejku, jaka drażliwa jesteś. To było nawiązanie do imienia Twojego, a na wątku
                      coś mówiłem prawda...

                      "A co dalej w sprawie kobiety, którą spotkałeś, gdy była już zajęta?"
                      Zależy której, bo ja jak spotykam interesującą kobietę, to okazuje się, że jakoś
                      zawsze jest już zajęta.

                      Pozdrawiam
                      Janek

                      • Gość: Mili Re: Do Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.12.01, 16:38
                        No to miłego łykendu, bo zaraz wychodze z pracy.
    • Gość: Katrin Re: Desperackie Byle Co IP: 212.244.170.* 20.12.01, 13:59
      Jestem tą drugą czy trzecią- nieważne. Poznałam go i pokochałam barwna i
      prawdziwą miłością. Pragnęłam byc z nim i poswięcic wszystko dla niego. Byl dla
      mnie czuły, delikatny i namiętny. Az pewnego dnia powiedział, że jest ta
      pierwsza dziewczyna- kocha ja i wraca do niej a ja jestem tylko ulotną
      przygodą, nikim ważnym-"Desperackie byle co" Zabrał moje marzenia ,sny i sens
      życia.
      Teraz mi mówi,że możemy byc prawdziwymi i wielkimi przyjaciółmi. Nie wiem czy
      powinnam byc jego pryzjaciółką. Wybaczyłam mu, że tak mnie potraktował, ale nie
      wiem czy powinnam dalej ciągnąć ten zwiazek który mi nic, cic nie daje.
      Wypowiedzcie sie proszę. Dziękuję i Pozdrawiam
      • Gość: Mili Re: Desperackie Byle Co IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.12.01, 16:21
        Katrin!
        Chyba każdy, kogo kiedykolwiek coś podobnego spotkało z trudem znosi
        świadomość, że kochana osoba może czuć inaczej i nie jest zdolna zrobić dla nas
        tyle, co my dla niej. Miłość jest często [może za często :)] ślepa, nie chcemy
        przyjmować do wiadomości, że ktoś kogo kochamy może okazać się niedojrzałym
        egoistą (wybacz, ale tak właśnie oceniam postawę Twojego ex-). Twój ból będzie
        jest tym większy, im większa jest Twoja wrażliwość i im silniejsze uczucie.

        Sama zupełnie niedawno byłam bohaterką podobnej historii, dlatego bardzo
        chciałabym Ci teraz napisać coś budującego, ale obawiam się, ze raczej Cię nie
        napełni euforią stwierdzenie, że czas naprawdę leczy rany (sprawdzone
        doświadczalnie, niestety leczy bardzo powoli...), a dookoła Ciebie napewno jest
        wielu wartościowych ludzi (niekoniecznie mężczyzn, niekoniecznie potencjalnych
        kandydatów na "nową miłość"). Rozumiem i podzielam Twoją tęsknotę za miłością,
        ale to uczucie ma chyba to do siebie, że zdarza się na tyle rzadko, zeby nam
        nie spowszednieć - i to chyba dobrze.

        Trochę boję się cokolwek Ci radzić, ale gdybym się odważyła, to powiedziałabym
        Ci tak: żyj dalej - staraj sie jak najpełniej, jego kochaj dotąd, dopóki nie
        przejdzie Ci ta miłość, ale pozwól sobie też zakochać się w innym gdy nadarzą
        się sprzyjające okoliczności . Co do ewentualnej przyjaźni, to sama podejmij
        decyzję - zrób tak, jak będzie dla Ciebie najwygodniej.
        Serdeczne pozdr.
        • Gość: Katrin Re: do Mili IP: 212.244.170.* 27.12.01, 10:07
          Dziękuję Ci za ten miły list. Masz rację - facet okazał sie egoistą a ja
          zakochana idiotką i jeszcze zrobiłam mu prezent mikołajowy. Wysłałam mu pocztą z
          podpisem Sw. Mikołaj.Myslę, że domyślił sie - że to znowu ja. Pozostanie na pewno
          bez odzewu. Zresztą święta spędził z nią . Do mnie nawet nie zadzwonił. Może to
          dobrze, bo jego telefony zaczynały sie od słów-"nie kocham Cię, nie potrzebuję,
          nie chceę cię juz całować, dotykać itp. Proszę napisz do mnie czasem. Twoje listy
          są takie budujące- a teraz potrzebuje troche optymizmu , bo jestem strasznie
          rozbita i pełna desperackich mysli.Dziękuję.
          • Gość: Mili Re: Mili do Katrin IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.12.01, 11:42
            Cześć Katrin!
            Miło, że przeczytałaś i odpisałaś.
            Myslę, że w Twoim przypadku nie warto martwić się z powodu faceta, który nie
            potrafi Cie docenić. Ja teraz taka mądra jestem, ale też swoje z tymi facetami
            przeszłam. Kochałam bez wzajemności, byłam "tą drugą czy trzecią", chodziłam
            smutna całymi latami. Niestety nie mialam komu się zwierzyć,dlatgo teraz lubię
            słuchać innych, jeśli wydaje mi się, że jest komuś równie ciężko co kiedyś (ale
            i czasami teraz) mnie.
            Wcale nie uważam jednak, ze był to czas stracony - nauczyłam się chociażby
            tego, że nie da się nikogo zmusić do miłości.
            Jeśli ktoś, kto Ci się podoba, jest zainteresowany byciem z Tobą, to
            fantastycznie, jeżeli nie jest, to czasami trzeba się z tym pogodzić.
            Nie musisz odcinać się od swoich uczuć i mnie osobiście wydaje się, ze nie ma w
            tym nic takiego strasznego, ze on wie, ze za nim np. tęsknisz. A nich ma tą
            satysfakcję, niech go to podbuduje - ALE TYLKO TEN RAZ (ew. jeszcze jeden raz
            kiedyś w przyszłości, w chwili Twojej słabości). Nie pozwol się jednak
            wykorzystywać, nie sugeruj mu, że bedziesz zawsze do jego dyspozycji.
            Co do sfery "pozauczuciowej" - każda (i każdy) z nas chciałby od czasu do czasu
            mieć - jak mówi moja koleżanka - "dobry seks", ale też nie zawsze jest to
            możliwe, czasami nawet gdy ktoś jest w związku. Czasami w tym temacie również
            można liczyć tylko na siebie :).
            Wiesz, trochę dziwnie się czuję próbując udzielajc rad, choć musze przyznać, ze
            jest to przyjemne. Odezwij się, napisz, co o tym myślisz i czy do czegokolwiek
            przydaje Ci się to co piszę.
            • Gość: Katrin Re; do Mili IP: 212.244.170.* 31.12.01, 10:48
              Dziekuje Ci za kolejny list. Troche mnie podbudował. Wiesz droga Mili- ja mu
              powiedziałam, że koniec z naszą przyjaznią, znajomością, ale on nie chce zrywac
              naszej znajomości, mówi,że bardzo mnie lubi, eni , jetem wyjatkowa , jedyna w
              swoim rodzaju, ciepła, kobieca , delikatna i zwariowana romantyczka, jak
              spotkałby mnie wiele lat wczesniej zanim poznał Ja bylibysmy razem. Ale jest
              ona i bardzo ja kocha. Nie potrafi zakochać sie we mnie tak po prostu.
              Nie wiem czy powinnam odejśc , czy zostać. Myslę, że jak odejdę- t ostracę go
              na zawsze a nie chcę go utacić. Z drugiej strony - czy moje nadzieje i
              męczarnie maja jakiś sens. Powiedz mi Mili. Zyczę Ci udanej zabawy i do Siego
              Roku.
              • Gość: Mili Re: do Katrin IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.01.02, 09:05
                Serdeczne dzięki za życzenia.
                Odpisuję tak szybko, żebys wiedziała, że o Tobie pamiętam, jak będę miała
                więcej czasu, to napiszę może więcej.
                Wiesz co? Jeśli on jest żonaty, to lepiej daj sobie spokój - mogę spróbować
                nawet Ci w tym pomóc. Natomiast dopóki nie jest zaobraczkowany - zawsze
                możesz "mieć nadzieje".
                Pozdrawiam Cię noworocznie, hej!
                • Gość: Katrin Re: do Mili IP: 212.244.170.* 02.01.02, 11:04
                  Nie jest zonaty. Ma dziewczynę z którą chodzi ok 5 lat z przerwami. Rozstawali
                  sie i chodzili ze sobą. Powiedział mi , że to jego prawdziwa miłość i nikogo
                  juz więcej nie pokocha. Ja jestem wg niego - atrakcyjna,mądra, uczuciowa,
                  bardzo pomocna w wielu sprawach i wiele spraw potrafię załatwic pozytywnie /o
                  czym przekonal sie wiele razy/ ale to jest tylko przyjazń i zawsze bedzie tylko
                  przyjazń. Nie powinnam miec nadzei na miłość bo jej nigdy nie będzie. I powiedz
                  mi droga Mili co dalej... /Dziekuje Ci za wszystkie słowa i prosze pisz do
                  mnie./ Pozdrawiam .
                  • Gość: Mili Re: do Mili IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.01.02, 15:13
                    Wiesz Katrin, według mnie dużo zależy od tego, jak on się zachowywał wobec
                    Ciebie kiedy byliście razem. Jeżeli dawał Ci nadzieję, tzn sugerował, że jest w
                    Tobie zakochany, ze chciałby się z Tobą na stałe związać, itp., to moim zdaniem
                    teraz powinien za to odpowiedzieć, chyba że zrezygnujesz z dawania mu nauczki.
                    Chyba najlepszą nauczką może być utrata Twojej przyjaźni.
                    A czy wiesz z jakiej przyczyny on tak regularnie rozstaje się ze
                    swoją "prawdziwą miłością"? Dla mnie to ciekawe.
                    Nie chcę Cię namawiać, żebyś trzymała się złudnych nadziei. Jeżeli podejmiesz
                    decyzję, ze rezygnujesz z prób zdobycia go - to naprawdę zrezygnuj i spróbuj
                    się odkochać, nie wracaj w myślach tysiące razy do "waszych szczęśliwych
                    chwil", bo to w takiej sytuacji wcale nie pomaga. Odkochiwanie się
                    jest "długotrwałym procesem", ale jak długo będziesz sobie folgować i oglądać
                    się w przeszłość - tak długo będziesz cierpieć.
                    A jeżeli nie chcesz z niego rezygnować, to obmyśl sobie dobrą strategię
                    działania, wykorzystaj wiedzę, jaką masz na jego temat, na temat tego, co on
                    lubi, jak lubi spędzać czas. Według mnie to wcale nie jest wykluczone, ze może
                    Ci się udać odbić go tamtej dziewczynie (oczywiście jeśli tego chcesz).
                    • Gość: Katrin Re: do Mili IP: 212.244.170.* 03.01.02, 07:56
                      >Moja droga Mili- zaczęło sie od nagłego porywczego pocałunku i jego zwierzeń.
                      Nic mi nie obiecywał ani nie wyznawał swoich uczuć, nie mówił nic o tym,że
                      będziemy razem. On nie chce sie wiązać z nikim. Jest typem samotnika. Chyba nie
                      zwiąże sie nawet z ta dziewczyną. Za bardzo lubi niezależność.Spotykalismy sie
                      wiele razy i było bardzo miło. Nie jestem mściwą suką, nie potrafiłabym mu
                      szkodzić albo jak to on kiedys określił 'niszczyć jego szczęście" i "wybacz mi
                      ale zakochuję sie tylko raz w jednej dziewczynie- Ty nia nigdy nie będziesz"
                      Nie potrafie powiedzieć czemu rozstaje się i znów powraca do swojej sympatii,
                      chyba to sa jakies drobne sprzeczki.
                      Odbić go tamtej dziewczynie! - to nierealne. Niemożliwe. Sa ze soba zbyt długo i
                      wiele razem przeżyli. Wspólne wakacje, wycieczki, znajomi, przyjaciele,
                      zainteresowania,nauka itd. Ja pojawiłam sie tak nagle- wiedział, że wiele moge mu
                      pomóc / bo ja też uczę sie i pracuję w firmie komputerowej/- mogłabym mu
                      załatwic np. prace w tej firmie jak on skończy studia. Wiele razy pomogłam mu tez
                      finansowo - np.opłacic czynsz itp. Zawsze to mnie prosi o radę, pomoc i liczy
                      sie z moim zadaniem. Wiele spraw / na uczelni i w jego domu-anonimowo/ pomogłam
                      mu załatwić. O wielu pozytywnych nigdy mu nie powiedziałam i nie powiem, bo to i
                      tak by nic nie zmieniło. Tak to wygląda moja droga przyjaciółko. POZDRAWIAM
                      >
                • ja_nek Re: do Katrin 02.01.02, 11:13
                  Ostrożnie z nadzieją. Katrin, on lubi w Tobie to, czego nie znajduje w niej.
                  Walka o uczucie z inną o mężczyznę wyniszcza, choć pewnie czegoś uczy. Ale czy
                  chcesz tego? Masz wyobraźnię i wiesz jak to się może skończyć. Poobijaniem serca.

                  Pozdrawiam panie noworocznie
                  Janek

                  • ja_nek Re: do Katrin 02.01.02, 11:40
                    Katrin, nie chcę się wtrącać w rozmowę Twoją i Mili. Ale sądzę, że facet nie
                    odejdzie od niej dla Ciebie. 5 lat to zbyt dużo. Mówisz, że rozchodzili się i
                    wracali. To bardzo zły znak dla Ciebie. Skoro powiedział, że to jego wielka
                    jedyna miłość, to uwierz mu skoro tak powiedział. Wybacz brutalność, szans nie
                    masz.
                    Myślę, że facet nie powinien Ciebie zwodzić, że jakiś nawet cień nadziei możesz
                    mieć. Nie uda Ci się być z nim.
                    Choć życzę Ci szczęścia. Ale Twoje szczęście nie przy nim.

                    Pozdrawiam
                    Janek
                    • Gość: Katrin Re: do janek IP: 212.244.170.* 02.01.02, 13:34
                      Dziękuję za te szczere słowa gorzkiej prawdy. Tylko był czas, że byłam z nim-
                      bardzo krótko i nie wiedziałam o niej. Wiem,że ona jest inna- jej zawdzięcza
                      wypady na różne imprezki, balangi- moze jeszcze bezpieczny seks itp.a ja jestem
                      opiekunką duchową, przyjaciółką która cos może pomóc załatwić i jeszcze można
                      sie jej pożalic w różnych sprawach. Przede mna nie musi udawać silnego macho.
                      Ja znam jego wady i zalety / znamy się prawie 2 lata/ i je akceptuję. Nie byłam
                      z nim tak blisko jak ona - nie umiałabym za wszelka cenę zniszczyć czyjegoś
                      szczęścia ani zadowolić sie chwilową słabostką. Miło mi będzie jak wypowiesz
                      sie w tej kwestii. Myślę, że masz rację- ja tę miłość przegrałam.
                      • ja_nek Do Katrin 02.01.02, 15:17
                        Witaj
                        Pewne bitwy są przegrane zanim zostaną rozpoczęte. Ja sam przegrałem dwie
                        przewidując, że tak się stanie. Ale o pewne rzeczy walczy się do końca. Takim
                        końcem jest miłość osoby, którą kochasz do innej. Myślę, że powinnaś przestać
                        odpowiadać na jego e-maile, telefony, sms-y. Teraz liczysz się Ty. Nie bądź
                        Samarytanką i zadbaj o siebie. Rany muszą się zabliźnić. Wiesz ja z natury jestem
                        optymista, ale Twoja historia jest beznadziejna w sensie powodzenia.
                        Mili to dobry doradca, ale Ty wiesz więcej o całej sprawie od nas. Ja zalecam Ci
                        najszybsze odkochanie się. Łatwo powiedzieć...
                        Z tego co piszesz ona jest kobietą o innym temperamencie i osobowości(?).
                        On Cię wykorzystuje, nie dając nic chce czerpać nadal. To nie w porządku i dobrze
                        o tym wiesz. Niech Ci go nie będzie żal. Jak on chce się pożalić niech sobie
                        idzie do niej. Taka jest prawda. A na przyjaźń to trochę za wcześnie.
                        Wiesz, fajna z Ciebie dziewczyna i szkoda, że czasem wszystko się wali. Ale
                        pociesz się. Jest więcej ludzi, którym się zawaliło.

                        Pozdrowienia
                        Janek
                        P.S. Rozejrzyj się wokół. Pół światu tego męskiego kwiatu
                        • Gość: Katrin Re: Do janek IP: 212.244.170.* 03.01.02, 07:23
                          Dzięki Janku- za tak wiele mądrych rad. Ja już od ponad roku próbuję odciąć go
                          od siebie, unikać, olewać ale on ciągle do mnie przychodzi i ciagle o cos mnie
                          prosi a ja nie potrafię mu odmówić pomocy. Myslę,że on nie uzyskuje tej pomocy
                          od niej, że to ona sama wiele oczekuje od niego. Masz racje- nic nigdy od niego
                          nie otrzymałam poza słowem dziękuję i uściskiem dłoni.Mamświadomość, że to
                          zwykły egoista. Czasami kochamy takich popaprańców życiowych i próbujemy za
                          nich przeżyć życie - nie potrafimy powiedzieć STOP. Pozdrawaiam ciepło.
                          • ja_nek Do katrin 03.01.02, 11:49
                            Witaj
                            Nie uważam, aby moje rady były szczególnie cenne.
                            Facet ma wybrać, a nie być jak dziecko. Jeśli chce być z tamtą niech idzie ze
                            swymi problemami do niej. Przyjaźń jest dobra, pod warunkiem, że obie strony tak
                            samo korzystają i nie angażują się uczuciowo. W twoim przypadku nie ma spełnienia
                            żadnego warunku. Jemu jest dobrze, bo korzysta z Twojej pomocy itd. Myślę, że nie
                            powinnaś sobie robić ŻADNYCH nadziei. Choćby nie wiemco mówił jak Cię potrzebuje.
                            Oczywiście możesz skorzystać z rady Mili i spróbować go zdobyć. Ale uwikłasz się
                            w wojnę podjazdową z jego dziewczyną. To będzie nieprzyjemne i da Ci tylko wiele
                            łez. To Ciebie wyniszczy, bo wydajesz mi się być wrażliwą dziewczyną. A on,
                            będzie mile połechtany, jak to walczą o niego kobiety. A wybierze jeszcze inną.
                            Na walce o kogoś z pozycji trzeciego można sobie połamać zęby. A najbardziej boli
                            tam w sercu.
                            Sama powiedziałaś, że on chce pozostać niezależny, jest samotnikiem. Uciekaj jak
                            najszybciej! Przecież napisał Ci: "wybacz mi ale zakochuję sie tylko raz w jednej
                            dziewczynie- Ty nia nigdy nie będziesz". Przeczytaj to jeszcze raz i niech to do
                            Ciebie dotrze!!! Przepraszam, że jestem trochę brutalny, ale jeśli nie utniesz
                            tego, będziesz nadal nieszczęśliwa!
                            Nie jesteś instytucją charytatywną, jak jest mężczyzną niech sobie sam radzi
                            zamiast przychodzić do Ciebie. Oczywiście przyjść ma prawo, ale Ty powinnaś
                            odmówić ze względu na to, co się z Tobą dzieje!
                            "Mamświadomość, że to zwykły egoista. Czasami kochamy takich popaprańców"
                            Wreszcie coś trzeźwego! Przepraszam, ale próbuję Cię sprowadzić na ziemię. jak to
                            możliwe, że zakochujecie się w takich popaprańcach?
                            Jemu jest po prostu z Tobą bardzo WYGODNIE.
                            Nie załatwiaj mu pracy, niech sam ruszy tyłek. Co Ty jesteś instytucja bankowa,
                            że przychodzi po Ciebie po kredyt? Za dużo mu pomagasz wierząc, że on jakoś to
                            odwzajemni. Nie łudź się.
                            Proszę Cię, pomyśl o sobie, on nie czuje nic i jest mu łatwo. A Tobie?
                            Utnij to, co sprawia ból. Będzie jeszcze długo bolało. Ale jeśli tego nie
                            zrobisz, będziesz tkwić i nic a nic nie zyskasz.
                            Pewnie się teraz na mnie obrazisz, ze byłem trochę szorstki, ale ja już walczyłem
                            z pozycji trzeciego i mam nadzieję, że to się już nie powtórzy. Trochę to co
                            napisałem chaotyczne, ale mam rację.

                            Pozdrowienia
                            Janek
                            • Gość: Ada.sz Re: Do katrin i ja nka IP: *.*.*.* 03.01.02, 13:05
                              Witajcie!
                              Czytam Wasze posty od kilku dni z coraz większym zainteresowaniem.
                              Przedstawiony przez Katrin problem jest typowy, niestety, dla "ślepo" (bez
                              urazy!!!)zakochanej istoty. Kochasz, Katrin, ale ponieważ jesteś szalenie
                              wrażliwą osobą, to w miłości tej sama możesz zginąć. Musisz w końcu
                              zdecydować , co dalej - walczyć czy "odpuścić" sobie. Tylko w tym drugim
                              przypadku konieczne jest całkowite zerwanie kontaktu. To trudne, wiem. Łatwo
                              powiedzieć.
                              Oczywiście, możesz pozostawić sprawom swój bieg, ale wtedy będziesz męczyła się
                              dalej. Może po jakimś czasie "samo przejdzie"? Może...
                              Przede wszystkim jednak nie bądź dla niego "dobrą Samarytanką"! Możesz się
                              naprawdę jeszcze bardziej rozczarować! Pomyśl wreszcie o sobie.
                              A w tym co piszesz Ja nku jest strasznie dużo prawdy...
                              Pozdrowienia!
                            • Gość: katrin Re: Do janek IP: 212.244.170.* 03.01.02, 14:06
                              Masz 99% racji ale 1% jest mój- ja go kocham taka głupia "ślepą" miłościa. A
                              zawsze twardo stapałam po ziemi. I pomyslec- że taka dziewczyna jak ja, ktora nie
                              wierzy w żadne romansidła ani głupie milostki wpadła w sidła egoistycznego samca.
                              Wiem,ze powinnam odejść , zostawic go w spokoju, przestać sie z nim widywać i
                              zerwać wszelkie kontakty, ale kiedy próbuje nie dzwonic do niego przez tydzień-
                              to on dzwoni do mnie i prosi o spotkanie o rozmowę o kolejną radę, pyta mnie co
                              mógłby zrobic dla mnie a ja zamiast powiedzieć - "spadaj", spotykam sie z nim po
                              raz kolejny i kolejny. Po kazdym takimspotkaniu pozostaje mi ból i rozgoryczenie.
                              Randka nie kończy sie happy endem ale koszmarnym horrorem w stylu - wybacz mi -
                              ale ja kocham ją- nie proś mnie o nic więcej nie moge itp.
                              Obiecuję, że wezmę sie w garść. Może zrezygnuję z pracy i wyjadę do innego miasta
                              albo ....Dzięki za wszystko.
                              • Gość: Ada.sz Re: Do katrin IP: *.*.*.* 03.01.02, 14:29
                                Gość portalu: katrin napisał(a):

                                > Obiecuję, że wezmę sie w garść. Może zrezygnuję z pracy i wyjadę do innego mias
                                > ta
                                > albo ....Dzięki za wszystko.
                                Sorry, ze się wtrącam, ale jak możesz?
                                Co znaczy to "albo???" Co chcesz osiągnąć takimi postami? Najpierw prowadzisz
                                rozmowy o tym co czujesz, pozwalasz, by ludzie angażowali się w Twoje problemy, a
                                później wyskakujesz z czymś takim??? To nie są żarty.
                              • ja_nek Do Katrin i Ady 03.01.02, 14:51
                                Cześć Ada, cześć Katrin
                                W tym co piszę jest trochę racji, ale nie potrafiłbym jej mieć, gdybym czegoś
                                podobnego nie miał kiedyś.
                                Rozumiem Cię Katrin, uwierz mi. A czy miłość jest w ogóle rozumna? Własnie nie.
                                Brak jej rozsądku. Wiesz ja jestem optymistą, zarzucają mi na wątkach romantyzm
                                i niepoprawną wiarę w uniesienia. Więc ja marzyciel mówię dziewczynie twardo
                                stąpającej po ziemi: powiedz mu wreszcie NIE. Powiedz mu NIE nie dlatego, że go
                                nie lubisz, że nie chcesz pomóc, ale dlatego, że SAMA MUSISZ UPORZĄDKOWAĆ
                                własne życie. Musisz to zrobić dla siebie. Nie brnij dalej. Usłyszałaś od niego
                                wszystko i tak naprawdę wiesz, że on nic Ci nie da. Zachowaj swoją chęć pomocy
                                i opiekuńczości komuś kto na to zasłuży. On niech poszuka sobie innej
                                przyjaciółki.
                                Wiem czym kończą się randki "trzeciej", ja bywałem "trzecim". Rozumiem Cię,
                                choć każda historia jest inna. Ale takich jak my jest wielu / wiele.
                                Nie uciekaj ze swej pracy ani ze swego miasta. Uciec od siebie nie można. Mozna
                                temu tylko stawić czoło. Wiem, że radzę Ci używając banałów, ale tak jest jak
                                mówię. Mówią, że czas to lekarstwo. To niezupełnie prawda, ale on czasem pomaga.

                                Pamiętaj, że gdzieś zawsze jest ktoś, kto również szuka kogoś. To co czujesz
                                teraz nie musi być czymś największym i ostatecznym! Wiem, że może teraz tego
                                nie rozumiesz i te słowa mogą Cię wkurzyć, bo KOCHASZ MOCNO, może
                                najabsurdalniej mocno w Twoim życiu! Ale kiedyś z kimś możesz osiągnąć jeszcze
                                więcej, jeśli będziecie kochać się równie mocno. Widać to jeszcze nie ten facet!

                                Pozdrawiam Was ciepło
                                Janek
                                P.S. Mili, gdzie się zgubiłaś?
                                • ja_nek Re: Do Katrin i Ady 03.01.02, 15:00
                                  Przyznaję, że nie wyłowiłem tego "albo..."
                                  Katrin co miało być dalszym ciągiem tego zdania?

                                  Pozdrawiam
                                  Janek
                                  P.S. Ada, spostrzegawcza jesteś
                                • Gość: Mili Re: Do Katrin i Janka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 15:19
                                  Janku, ja jak zwykle przestałam pisać w chwili, gdy stwierdziłam, że nie mam
                                  już nic mądrego do dodania.
                                  Katrin, wierz mi,że nie jesteś sama. Ja mniej/więcej rok temu nie wyobrażałam
                                  sobie życia bez kogoś, kto teraz jest tylko moim dobrym znajomym (nie jest
                                  przyjacielem, chociaż tego chciał, ale ja nie chciałam - sytuacja trochę
                                  podobna do Twojej). Początkowo nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić, ale
                                  dzięki temu, że jednak próbowałam, to czegoś się nauczyłam, np. nie oceniania,
                                  a Doceniania innych. Tegorocznego Sylwestra spędziłam z innym -do tej pory
                                  tylko- znajomym, który, jak się okazało ma kilka ważnych zalet, np.
                                  fantastycznie tańczy. Przepraszam, ze piszę o sobie, ale może to Ci uzmysłowi,
                                  że dołek trzeba po prostu przeczekać, od dna się odbić. Kiedyś musi być lepiej!
                                  • Gość: Katrin Re: Do Ady,Janka i Mili IP: 212.244.170.* 04.01.02, 07:20
                                    Jesteście wszyscy bardzo SUPER i bardzo wam dziękuje za wszystkie rady -są
                                    bardzo mądre , przemyslane i myslę,że potrzebuję czasu , aby to wszystko
                                    dotarło do mnie. Masz rację Janku - ja nie moge wiecznie uciekać- bo uciekam
                                    nie od niego ale od siebie. Moi drodzy postaram sie być silną kobieta pomimo
                                    przeciwności losu a Wam wszystkim jestem bardzo wdzięczna za wszystkie uwagi,
                                    dobre i ciepłe słowa otuchy. Napiszę do was za jakis czas - co tak naprawdę
                                    uczynilam z moim życiem i czy wasze lekcje odniosły jakiś pozytywny skutek.
                                    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie.
                                    • Gość: Ada.sz Re: Do Katrin IP: *.*.*.* 04.01.02, 08:23
                                      Witam Cię Katrin!
                                      Cieszę się, że się odezwałaś :)))
                                      Wiem, że sobie poradzisz! Człowiek nie zna siebie do końca, ani pokładów siły,
                                      która w nim drzemie, dopóki nie spróbuje wziąć "życia za rogi". Będzie ciężko,
                                      z pewnością, ale w razie czego (a nawet bez tego "czego") odezwij się za jakiś
                                      czas!
                                      Ciepłe pozdrowionka!
                                      • Gość: Katrin Re: Do Ada IP: 212.244.170.* 04.01.02, 09:52
                                        Dziękuję!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                        • ja_nek Do Katrin 04.01.02, 11:13
                                          Trzymamy za Ciebie kciuki.
                                          Potrafisz sobie poradzić. Ale nie trać nadziei na coś nowego z kimś innym
                                          kiedyś.
                                          To najważniejsze.

                                          Pozdrawiam
                                          Janek
                                          • Gość: Mili Re: Do Katrin IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.01.02, 11:51
                                            Przyłączam się do Ady i Janka i też życzę dużo wiary w siebie! :)))
                                          • Gość: ansha Re: Do Katrin IP: 172.28.191.* 04.01.02, 20:19
                                            Przede wszystkim, witam Was serdecznie,
                                            przepraszam, że się wtrącam, ale może potraficie mi pomóc. Uprzedzam tylko, że
                                            będzie znów o tym samym... No więc ja też jestem tą trzecią, ale On twierdzi,
                                            że nie łatwo tak od razu rozstać się z Nią. Poza tym, bez przerwy mi mówi, że z
                                            niż nigdy nie będzie mu tak dobrze jak ze mną. Ale co z tego, kiedy to ja musze
                                            bez przerwy zabiegać o niego, o spotkania, o chwilę czułości. Zastanawiałam się
                                            dlaczego wogóle w takim razie jest ze mną... może jestem dla niego
                                            miłą "odskocznią" po tym, co ma na co dzień. Kiedy długo się nie widzimy,
                                            poświęca mi całą swoją uwagę, ale potrafi też podczas spotkań ze mną rozmawiać
                                            z Nią przez telefon, tak jakby chciał mnie celowo zranić...
                                            Powiedzcie co o tym sądzicie, proszę.
                                            Zresztą pewnie wiem, co napiszecie, ale uwierzcie mi, szaleję za nim
                                            absolutnie... mimo upokorzeń boję się, że będę zdecydowana mieć jakąkolwiek
                                            rolę w jego życiu, nawet upokarzanej "odskoczni", byleby tylko wciąż w nim
                                            być...
                                            Bardzo proszę o radę.
                                            • Gość: Ada. sz Do Ansha IP: *.*.*.* 07.01.02, 08:40
                                              Skąd ja to znam? Zastanawiam się właśnie.
                                              Przede wszystkim nie zamierzam dawać Ci żadnych rad, bo nie jestem do tego
                                              uprawniona. Co najwyżej mogę podzielić się z Tobą spostrzeżeniami. Zresztą
                                              każda rada będzie dla Ciebie teraz tylko słowami. Jeśli widzisz dla siebie
                                              jakąś przyszłość z Nim - próbuj i działaj, rozmawiaj otwarcie i - może zacznij
                                              stawiać warunki. Po prostu sprowokuj Go do podjęcia decyzji i dokonania wyboru.
                                              Niech ta sytuacja zacznie nabierać jakiegoś kierunku. Inaczej On będzie ciągnął
                                              to w nieskończoność, bo tak wygodniej.
                                              A Tobie pozostanie nadzieja. Tylko jak długo można nią żyć? A na rolę tej
                                              trzeciej nie decydowałabym się. Za dużo cierpienia i być może za jakiś czas
                                              stwierdzisz, że nie było warto, że żyłaś mrzonkami. Zresztą widzę, że chyba
                                              już postanowiłaś? To tyle na razie. Pozdrawiam.
                                            • Gość: Katrin Re: Do Ansha IP: 212.244.170.* 07.01.02, 09:57
                                              Pozdrawiam Cie serdecznie. Ja niestety przechodzę przez podobną barierę uczuc co
                                              Ty. Tylko, że postanowiłam postawic sprawę jasno. Powiedziałam otwarcie- jesli Ci
                                              nie zależy- to jest nasze ostatnie spotkanie i rozstalismy sie w zgodzie- nie
                                              wiem na jak długi czas. Będzie musiał wybrac pomiędzy nią a mną. Wiem ,ze tyle lat
                                              nie mozna prekreślić, ale wiem tez ,że ona jest z nim tylko - dlatego , że w
                                              obecnej chwili nie ma nikogo innego- ale to juz nie jest milość.On niestety jest
                                              w niej "ślepo " zakochany tak jak ja w nim. Oboje się męczymy, bo on bardzo boi
                                              się, że ona może każdego dnia powiedzieć mu- to koniec.
                                              Myslę,że czas /potrzeba go bardzo duzo/ i cierpliwość rozwiążą ten problem.
                                              J atak jak Ty zabiegałam o jego względy, spotkania, ulotne chwile czułości i
                                              jeszcze te chwile były jak ocet podany spragnionemu. Zawsze były łzy i rozpacz.
                                              Musisz cos postanowić-np. że odejdziesz od niego- chociaz na miesiąc/ wiem,
                                              bedzie bardzo , bardzo bolało/, ale jeśli chcesz być jego zabawką- to tkwij w tym
                                              dalej albo zobaczysz jak bardzo zależy mu na Tobie albo będzie to koniec. Życzę
                                              wytrwałości.
                                              • ansha to ja - Ansha 07.01.02, 20:26
                                                Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedź, naprawdę. Przeczytałam co napisałyście,
                                                oczywiście bez wątpienia macie rację. I faktycznie, mimo że boli, zdecydowałam
                                                się postawić warunki. Przede wszystkim, zaczęłam sprawiać wrażenie osoby, która
                                                ma również "kogoś na boku", żeby ON zaczął liczyć się z tym, że nie jest
                                                jedyny, żeby stracił trochę pewności siebie. Wbrew siebie samej zaczęłam
                                                okazywać mu nieco mniejsze zainteresowanie niż dotąd i zdecydowanie sytuacja
                                                się polepszyła, teraz ON sam zabiega o spotkania. I mimo że jest to przemyślana
                                                strategia, wiem też jedno - będę dążyła do tego, by wkrótce nasz kontakt
                                                wygasł, bo straciłam już zupełnie nadzieję, że otrzymam od niego coś, czego on
                                                po prostu nie jest w stanie mi dać.
                                                Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za wsparcie.
                                                Ansha
                                                • Gość: Katrin Re: DO- Ansha IP: 212.244.170.* 08.01.02, 08:53
                                                  Tak trzymać.Musimy byc silne a nie jak mgiełki które wiją sie pod ich stopami i
                                                  oczekują na resztki z pańskiego stołu. Niech zobaczą, że jestesmy silne i
                                                  możemy żyć bez ich wsparcia-jakiegokolwiek. Po co nam nieudacznicy i życiowi
                                                  popaprańcy. Wont.Pozdrawiam.
                                                  • ja_nek Do wszystkich uczestników wątku 08.01.02, 09:41
                                                    Oto i deklaracja wolności.

                                                    Żadne resztki, wszystko albo nic.
                                                    Wszystko na jedną kartę.
                                                    Pół światu tego kwiatu.
                                                    Skleić serca, nie zabierać sobie marzeń, że z kimś innym może być lepiej.

                                                    Bo jeszcze Wszystko przed Nami.

                                                    Pozdrawiam
                                                    Janek
                                                  • Gość: Katrin Re: Do Ansha IP: 212.244.170.* 09.01.02, 10:33
                                                    Cześć- nie piszesz jakie podjęłaś kroki i mądre decyzje i co z tego wynikło. Ja
                                                    odciełam się od obiektu moich uczuć. Czuję się tak jakby zabrali mi kawałek
                                                    serca, marzenia i nie wiem co jeszcze, ale wiem ,że tak musi być- bo to
                                                    czekanie na cos co nigdy nie nadejdzie boli tak samo jak rozstanie. A tak
                                                    kiedyś to on będzie żałował tego utraconego uczucia- bo tylko raz kochamy bez
                                                    pamięci i bardzo mocno.Pozdrowienia.
                                                  • Gość: Ansha Do Katrin IP: 172.28.191.* 09.01.02, 13:51
                                                    Cześć,
                                                    napisałam, jak się sprawa potoczyła (mój post z 07.01). Generalnie zaczęłam
                                                    stawiać warunki, zaczełąm być "bardziej zajęta", więc jemu zaczęło trochę
                                                    bardziej zależeć. Wbrew wszelkiej logice dalej się spotykamy, z tą jednak
                                                    różnicą, że ten związek nie determinuje już tak jak kiedyś całego mojego życia.
                                                    Wiem, że to z mojej strony działanie według przemyślanej strategii
                                                    (zrezygnowałam z otrzymania czegoś, czego on mi nie da, czyli prawdziwego
                                                    uczucia). Teraz już nie spalam się dla niego tak jak kiedyś, robię wszystko w
                                                    sposób bardziej przemyślany.
                                                    Pewnie spytacie, dlaczego w takim razie wogóle się jeszcze z nim widuję?
                                                    Może jest to z mojej strony chęć "zjedzenia ciastka przy jednoczesnej próbie
                                                    zachowania go"?? Może... Ale obserwowanie jak teraz on zabiega o następne
                                                    spotkania daje mi poczucie satysfakcji.
                                                    A może Wy znacie lepsze wytłumaczenie?
                                                    Pozdrawiam,
                                                    Ansha
                                                  • ja_nek Do Anshy 09.01.02, 14:22
                                                    Satysfakcja to jedno, ale myślę, że zaspokajasz pozostające w Tobie uczucia do
                                                    niego. Tak na pozegnanie. Bo to powinien pozostać stan przejściowy z wyrzuceniem
                                                    go z serca na koniec.
                                                    Powoli uwalniaj się od niego. Tobie coś się należy i nie możesz czekać na niego,
                                                    a on i tu by chciał i tam dobrze.

                                                    Pozdrowienia
                                                    Janek
                                                  • Gość: Katrin Re: Do Anshy i Janka IP: 212.244.170.* 09.01.02, 14:43
                                                    Zgadzam sie z Toba Janku, ale myslę, że nasza wspólna koleżanka ciągle ma
                                                    nadzieję, że jednak stanie sie cud i nagle on zakocha sie w niej bez pamięci-
                                                    bo jak mu zaczyna zależeć to dobry znak, ale tak nie jest moja droga. On chce
                                                    znów zobaczyc w Tobie to szaleństwo , emocje i wielkie oddanie- to buduje jego
                                                    męskie ego i jescze mysli- co mi szkodzi- przecież nic nie tracę. Jeśli ktos
                                                    może cos stracic - to nie on ale Ty. Potem będzie jeszcze gorzej, a tak na
                                                    marginesie czy ta pierwsz wie , że istnieje ta druga. Facet sobie robi co chce-
                                                    trzeba mu dac nauczkę.
                                                  • Gość: Ansha Do Katrin i Janka IP: 172.28.191.* 09.01.02, 15:36
                                                    Witam ponownie,
                                                    Ty, Katrin, masz chyba bardziej radykalne podejście, ale masz rację. Janku,
                                                    celnie to ująłeś określając to mianem "okres przejściowy", też tak wolę to
                                                    nazywać, bo tak dokładnie jest - stopniowo zanikają moje uczucia.
                                                    Jest też tak, że widuję się z Nim, bo nie chcę zostać zupełnie sama.
                                                    Odpowiadając na Twoje pytanie Katrin - ta pierwsza nie wie nic o mnie
                                                    konkretnie, ale wie, że jakaś trzecia jest. To znaczy tak myślę, że tak jest.
                                                    On czasem przy mnie rozmawia z nią przez telefon i wtedy myślę, że po tonie
                                                    jego głosu i przebiegu rozmowy ona już dawno powinna się zorientować, że on już
                                                    nie jest tą samą osoba co dawniej i że kogoś oprócz niej ma (czyli mnie).
                                                    Co jeszcze zauważyłam to to, że on ją traktuje bardzo podobnie jak mnie
                                                    wcześniej (!!!), czyli ma do niej podejście olewająco-minimalistyczne. Ale ona
                                                    za to nawet na minutę nie daje mu spokoju: dzwoni, pisze maile. Zapewne przez
                                                    wzgląd na to, że to z nią spędził kilka lat, to ona ma większe sznse na niego,
                                                    a nie ja.
                                                    Spytałam Go kiedyś o nią, to powiedział, że z nią też nie chce być, ale że się
                                                    do niej przyzwyczaił, a to nie tak łatwo tyle lat od razu przekreślić.
                                                    I co teraz o tym sądzicie? Chyba jeszcze bardziej namieszałam...
                                                    Pozdrawiam,
                                                    Ansha
                                                  • Gość: ja_nek Do Anshy i Katrin IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 00:19
                                                    Katrin ma w jednym rację: istnieje pokusa by jednak kogoś takiego przyjąć.
                                                    Kontynuacja kontaktu z nim powinna być zarzucona, bo - kwestia wspomnień i
                                                    powracającego pytania: "dlaczego straciłam tyle czasu", "dlaczego tak się dzieje?"
                                                    Myślę, że facet jest po prostu rozpieszczany przez Was dziewczyny. Każda z nim
                                                    jest, a on tylko czerpie / czerpał.

                                                    "...czyli ma do niej podejście olewająco-minimalistyczne."
                                                    I to jest problem, on myśli, że jest zjawiskiem. Im szybciej spadnie z wysokiego
                                                    pantałyku tym lepiej. Jaki to paradoks. Idioci mają tyle szczęścia, nie kochają
                                                    nikogo, tylko samych siebie, a kobiety do nich lgną. Może dlatego, że są tacy
                                                    luźni?
                                                    Bycie z kimś z przyzwyczajenia. Coś okropnego. Jest jeszcze gorszy niz myślałem,
                                                    nie chce ruszyc tyłka, by poszukać kogoś, kogo by mógł pokochać, tylko tkwi w
                                                    czymś, gdzie ma kobietę / kobiety na zawołanie.
                                                    Ech dziewczyny, co Wy widzicie w tych wszystkich popaprańcach?

                                                    Pozdrawiam
                                                    Janek
                                                  • ansha Re: Do Janka i Katrin 10.01.02, 09:50
                                                    To pytanie drogi Janku ludzie zadają sobie od zawsze - czemu kobiety lgną do
                                                    takich popaprańców. Myślę, że kobiety są takimi uczuciowymi masochistkami i że
                                                    niestety lubią czasem jak ktoś je traktuje w sposób "olewająco-
                                                    minimalistyczny". Sami tylko psychoanalitycy napisali dużo na ten temat.
                                                    Wracając do sprawy, to co to da, że ja zerwę z Nim kontakt, kiedy wciąż będzie
                                                    koło Niego biegać ta pierwsza, spełniając każdą jego zachciankę? Wtedy on nie
                                                    dostanie żadnej nauczki, bo będzie wiedział, że zawsze znajdzie się jakaś
                                                    kobietka, która przyjdzie na jego zawołanie.
                                                    Wiecie co bym chciała? Zrobić coś takiego, żeby mnie do końca życia zapamiętał
                                                    i - jak już się przestanę z nim spotykać - żeby nie mógł przestać żałować, że
                                                    mnie nie zatrzymał.
                                                    Taka wizja mi się marzy... No ale jak to zrobić?

                                                    Ansha
                                                  • zagubiona Re: Do wszystkich z tego watku! 21.01.02, 09:51
                                                    Jestem "stara" i glupio jak na swoj wiek sie zakochalam a jestem
                                                    mezatka.Przerabialam juz wszystkie za i przeciw, moje wychodza za, jego
                                                    niewiadomo jak. Niewazne chyba juz. Musze to skonczyc bo jestem wrakiem, lecze
                                                    sie juz, a kiedys tryskalam optymizmemi bylam dusza towarzystwa. Dotknelam dna,
                                                    a jego reki nie ma zeby mi pomoc.I wlasnie przygotowuje sie do ostatecznej
                                                    rozmowy. Chcialam Wam podziekowac, bo argumenty Wasze pomogly mi jesczze
                                                    doglebniej zrozumiec moj problem. Naprawde jestem Wam bardzo wdzieczna.
                                                    A Ansha!! Jak tam Twoj plan sie powiodl, "zeby mnie zapamietal"? Ciekawe...
                                                    Pozdrawiam resztakmi sil, choc bardzo szczerez i cieplo.
                                                  • Gość: Katrin Re: Ansha IP: *.eltur.com.pl 21.01.02, 10:15
                                                    To jest bardzo trudne, ale moze znasz jego słaby punkt, albo jakąś ważną
                                                    sprawę , która jest dla niego bardzo ważna , ale bardzo trudna do załatwienia.
                                                    Wówczas możesz wykazać sie inicjatywą. Ja tak zrobiłam, ale uwierz mi - nic to
                                                    nie zmieniło między nami, ani nas nie zbliżyło do siebie. Miłość nie ma żadnej
                                                    ceny, nie można ją wskrzesic na siłę w drugiej osobie. Może byc Ci wdzięczny ,
                                                    miły ale nic więcej- nie bedzie to żadne wzniosłe uczucie, nie licz na to. Mimo
                                                    to życzę Ci szczęścia w miłości.
                                                  • ja_nek W zawieszeniu 21.01.02, 12:48
                                                    Zagubiona, nie znam Twojego problemu, a też nie chce mi się szukać po okolicznych
                                                    wątkach. Sorry za wygodnictwo.
                                                    Skoro nie ma go przy Tobie TERAZ, to chyba i nigdy by go nie było przy Tobie w
                                                    przyszłości. Skoro jestes tak blisko dna.... musisz zebrać w sobie wszystkie siły
                                                    i porozmawiać z nim. Wszystko dobitnie powiedzieć. On też musi. Musisz go
                                                    postawić pod ścianę. Konieczne jest rozstrzygnięcie, wyjscie z zawieszenia.
                                                    Wdzięczność jak mówi słusznie Katrin w niczym nie pomoże, moze co najwyżej w
                                                    rozpoczęciu przyjaźni, ale na to za wcześnie i być może przyjaźń między Wami nie
                                                    powinna się wydarzyć ze względu na to co teraz.

                                                    Pozdrawiam Cię
                                                    Janek
                                                  • ansha Ansha ponownie... 21.01.02, 20:37
                                                    Witam wszystkich ponownie. Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było, ale
                                                    wyjechałam. Jestem już i cieszę się, że znów napisaliście. Mimo że sytuacja
                                                    jest już przesądzona, to miło, że wciąż tu jesteście, bo to bardzo pomaga.
                                                    Do zrozpaczonej koleżanki - zgadzam się z Jankiem - to wszystko dzieje się w
                                                    zawieszeniu. Ale wiem też po sobie, że mimo iż postanowiłam, że teraz spotykam
                                                    się z NIM (bardzo rzadko, ale jednak) tylko po to, by mnie potem zapamiętał, to
                                                    wszystko wcale nie jest łatwe. To wymaga czasu, boję się nawet, że długiego.
                                                    Ale uwierzcie mi, teraz wszystko spływa po mnie "jak po kaczce"; jest mi
                                                    zdecydowanie łatwiej od kiedy zmieniłam nastawienie, czyli że nie oczekuję
                                                    niczego czego on nie będzie mi w stanie dać.
                                                    W twoim przypadku rozmowa, w której postawisz sprawę na ostrzu noża jest chyba
                                                    konieczna, nawet jeśli konsekwencje będą dla ciebie ciężkie. Ale potem już
                                                    będzie lepiej, choć to trochę pewnie potrwa. Padły tu już bardzo mądre słowa:
                                                    jeśli teraz go przy Tobie nie ma, by Ci pomóc, to nie byłoby go też w
                                                    przyszłości. Pomyśl o tym.
                                                    Trzymam za Ciebie kciuki, bardzo bym chciała, żeby Ci się powiodło.
                                                    Pozdrawiam,
                                                    Ansha
                                                  • Gość: Katrin do wszystkich --co stało się z moja miłościa IP: *.elektrownia / 10.100.55.* 21.02.02, 12:37
                                                    Jestem sama na spokojnym morzu . On odszedł. Zapomniał, że istnieję, żyję i
                                                    nadal jest we mnie gdzieś w środku. Nic mi nie wysyła , nie pisze, nie dzwoni.
                                                    Ja jeszcze czasami łapie za słuchawkę albo próbuję wysłać sms-ale kończy sie
                                                    tylko na próbach. Umówił sie jednego dnia ze mną na spotkanie a ja naiwna
                                                    idiotka poszłam- nie przyszedł. Tłumaczył sie różnymi innymi zajęciami itp.,
                                                    nie przyjełam żadnego tłumaczenia. To był początek końca naszej burzliwej
                                                    znajmości, romansu, flirtu-właściwie nie wiem co to było. Jak zobaczyłam go z
                                                    nia jak obściskiwali sie na ulicy afiszując swoja namiętność- przeszło mi w
                                                    50%. Teraz potrzebuję jeszcze drugie 50% aby wyjść na prosta drogę i życ dalej
                                                    a nie jest to łatwe, bo spotykam go bardzo często i ten jego głupawy uśmiech.
                                                    Pozdrawiam wszystkich :)))
                                                  • ansha Re: do wszystkich --co stało się z moja miłościa 04.03.02, 17:54
                                                    Głowa do góry Katrin :) Przepraszam, że dopiero teraz daję znak życia. Napisz
                                                    co u Ciebie, jak się sprawa potoczyła.
                                                    Pozdrawiam,
                                                    ansha
                                                  • Gość: Katrin Re: Ansha IP: *.elektrownia / 10.100.55.* 19.03.02, 14:29
                                                    Miło mi, że się odezwałaś.Staram się jakoś żyć. Postanowiłam pójść w tym roku
                                                    na studia, aby jakos zapomnieć i odbić od dna. Ostanio "mój przyjaciel"
                                                    powiedział mi, że właśnie kupuje ze swoja lalą wspólne "m" i że jest z tego
                                                    powodu bardzo szczęśliwy. Obecnie wyjechał z nią w Alpy na narty na parę
                                                    tygodni, więc mam trochę spokoju-nie bedę go jakis czas oglądać. Nie dzwonie
                                                    do niego i nie piszę , nie wysyłam sms- bo to bez sensu.
                                                    Przed wyjazdem był dla mnie jakoś dziwnie miły. Mówił mi, że jestem piękna i
                                                    wyjątkowa, że bardzo mi ufa i gdyby nie znał jej przez wiele lat/4/ bylibysmy
                                                    udana parą. Ale nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy byli przyjaciółmi, oby to
                                                    tylko była przyjażń bezinteresowna. Chodziło mu chyba o to abym dała z siebie
                                                    jeszcze wiecej i jeszcze więcej mu pomogła a on nie musiał nic.
                                                    Niech go szlag- cholerny egoista. Pozdrawiam Cię i proszę napisz co u Ciebie :)
                                                  • ansha Re: Ansha 20.03.02, 09:45
                                                    Katrin, napisz jakiego masz maila to napiszę z chęcią.
                                                    Mój to ansha@poczta.gazeta.pl.
                                                    Pozdrawiam serdecznie,
                                                    ansha
                                                  • Gość: Katrin Re: Ansha IP: *.elektrownia / 10.100.55.* 25.03.02, 12:31
                                                    ansha napisał(a):

                                                    > Katrin, napisz jakiego masz maila to napiszę z chęcią.
                                                    > Mój to ansha@poczta.gazeta.pl.
                                                    > Pozdrawiam serdecznie,
                                                    > ansha

                                                    Napisałam do Ciebie z mojej skrzynki pocztowej. Czy nic do Ciebie nie przyszło.
                                                    Mo adres to katrinx@poczta.gazeta.pl
    • Gość: aldaris Re: Desperackie Byle Co IP: *.bialystok.leased-e.ids.pl 20.12.01, 17:32
      Ze swoim "Desperackim Byle Co" jestem od ponad pięciu lat. To że ona jest dla
      mnie "Desperackim Byle Co" przychodziło z czasem. Na początku myślałem ze jest
      to miłość pełna, radosna i dojrzała. Dopiero dziś widzę że wtedy cholernie
      potrzebowałem miłosci, ciepła i stabilizacji. Samotność kazała mi szukać
      miłości.

      Jest nam razem dobrze, kłócimy się, ale potrafimy od razu się pogodzić -
      wytłumaczyc powód kłótni i obrócić ją w żart. Potrafimy szczerze rozmawiać,
      otworzyć się dla siebie, przegadać pół nocy. Rozumiemy i szanujemy wiekszość
      swoich wad. Są jednak takie które przeszkadzają; udawanie? słodkiej idiotki,
      mądre wypowiedzi na tematy o których nie ma zielonego pojecia, przeinaczanie
      faktów, i coś czego nie umiem dobrze opisać - "inne podejście do życia, inne
      cele, inny sposób myślenia", nie potrafimy powiedzieć co drugie myśli, nie
      jesteśmy jednym.
      Ona stale mówi że mnie kocha, wierzę jej. Ja też ją kocham, ale chyba nie tak
      jak się kocha kobietę.

      Jest druga. Piękniejsza, promieniująca taką "ciepłą, delikatną mądrością".
      Uwielbiam jej widok, jej głos, jej spojrzenie. Rozumiemy sie doskonale, mimo że
      nigdy nie mieliśmy okazji do bliskiego poznania się. Często słyszę z jej ust
      odpowiedzi których sam chciałem udzielić, tylko my rozumiemy niektóre dowcipy
      ("Shrek; Osiołek: Jesteś uparty jak .... "). Ona też ma kogoś, też jest z nim
      długo, i myślę że jej On jest taki jak moja "DBC".

      Nigdy, otwarcie nie zadklarowaliśmy sobie swoich uczuć. Nasze spotkania zawsze
      są w gronie przyjaciół (gdzie są On i Ona). Jednak każdy uścisk dłoni i każdy
      przyjacielski pocałunek jest sygnałem - "Tak wiem, myślę o tym samym".

      Nie wiem co robić. Boję się burzyć obecny związek, nie chcę aby cierpiała moja
      obecna partnerka, dała mi ciepło i radość. Nie chcę też krzywdzić drugiej
      strony - Ona też cieszy się miłością swego "DBC".

      --
      aldaris
      • quickly Re: Desperackie Byle Co - aldaris 20.12.01, 23:13
        aldaris,
        Radze Ci sie dobrze zastanowic! Ja, jak daleko siegne swoja pamiecia,z
        kobietami w podobnej sytuacji mialem, predzej czy pozniej, same powazne
        problemy o wymiarze, mniej wiecej, kosmicznym.
        Teraz masz jeden obowiazek i po co Ci wiecej?
        Pozdrowienia.
        • Gość: aldaris Re: Desperackie Byle Co - aldaris IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.01, 20:16
          quickly napisał(a):

          > Teraz masz jeden obowiazek i po co Ci wiecej?

          Ja nie postrzegam tego jako obowiązku, to jest tęsknota, ból rozstania, coś co
          sprawia że łzy napływają mi do oczu, a serce wypełnia pustka smutku.

          Czy głos serca to "dobra podpowiedź" ? Czy będę szczęśliwy gdy go posłucham ? Co
          się stanie gdy pozostawię sytuację bez zmian ? Czy warto zadręczać się, patrząc
          na Nią, objętą przez jednego z najlepszych moich kolegów ?

          Z dnia na dzień, bolesna tęsknota wzmaga się. Czy ukrywanie uczuć jest
          rozwiązaniem ? Może najlepsza jest najgorsza prawda, bez względu na konsekwencje?

          --
          aldaris
          • quickly Re: Desperackie Byle Co - dla aldaris 22.12.01, 00:16
            aldris,

            Gdybym sam przez to nie przeszedl wiele lat temu napisalbym ci, ze jestes po
            prostu fujara. Niestety sam doswiadczylem tego na wlasnej skorze i wiem jak to
            moze bolec. Co najciekawsze, dojscie do siebie zajelo mi prawie cztery lata,
            zreszta na dobra sprawe, z tej pierwszej milosci nigdy sie calkowicie do konca
            nie wyleczylem.

            Kobiety NIE sa monogamistkami i sa stworzone do zdrady. To jest moja prosta
            filozofia, ktora zawsze sprawdza sie w praktyce. Jezeli szukasz sobie
            partnerki, ktorej mozesz zaufac tak do konca - to daruj sobie. Jezeli ona tego
            nie zrobi, to widocznie nie znalazla sobie jeszcze odpowiedniego "faceta" i
            warunkow, zeby to zrobic. Jezeli jednak potrafisz darowac jej skok w bok, lub
            dwa, no to juz twoja sprawa. Nie wtracam sie!

            Doskonale wiem, ze to moze Cie teraz piekielnie bolec, szukasz drog wyjscia,
            ale pamietaj jest tyle "samotnych", "niedopieszczonych" pan dookola, tyle
            roboty do zrobienia!!! To pomaga zapomniec! Jezeli przejdziesz na druga
            strone barykady, zobaczysz, ze tutaj tez moze byc calkiem przyjemnie. Byc moze
            z latami praktyki zrozumiesz na czym polega ten caly cyrk w ktorym zyjemy.

            Pozdrowienia.
            • Gość: Aronia Re: Desperackie Byle Co - dla quickiego IP: *.B1.srv.t-online.de 22.12.01, 00:19
              W sumie proste, prawda..
              Zatem.
            • Gość: aldaris Re: Desperackie Byle Co - dla aldaris IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 31.12.01, 01:13
              Dziękuję za szczerą odpowiedź.

              Niech podsumowaniem wątku będzie "Kochać to nie znaczy ..." DeMono.

              --
              aldaris
          • Gość: Aronia Re: Desperackie Byle Co - q. IP: *.B1.srv.t-online.de 22.12.01, 00:23
            Przepraszam za mylenie nicka.

            Ciekawe spojrzenie.

            Tylko zyczyc powodzenia nalezy :))) skoro zycie uklada sie wlasnie tak.
            • quickly Re: Desperackie Byle Co - dla Aronia. 22.12.01, 00:50
              Aronia,

              Jeszcze zobaczymy jak to sie dalej wszystko potoczy. Biorac pod uwage twoj
              adres internetowy "de" oznacza Denmark (Danie), byc moze jedziemy na tym samym
              "emigracyjnym wozku". Moze sie myle. W kazdym badz razie tutaj u mnie, na
              emigracji w Australii, wyskoki "autostopowiczek" to rzecz calkiem normalna i
              nikogo zbytnio nie szokujaca (nie tylko w srodowisku polonijnym).

              Doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze to co robie, moze pozostawic pewne
              skutki uboczne. Poza mozliwoscia zaliczenia "aidsa", lub czegos podobnego,
              zawsze pozostaje jakis tam kac moralny (byc moze za pozno i za intensywnie to
              zaczelem robic, a byc moze mimo wszystko odzywaja sie jakies tam szczatki mojej
              "moralnosci").


              • Gość: Aronia Re: Desperackie Byle Co - dla Aronia. IP: *.B1.srv.t-online.de 22.12.01, 01:07
                quickly napisał(a):
                . Poza mozliwoscia zaliczenia "aidsa", lub czegos podobnego,
                > zawsze pozostaje jakis tam kac moralny (byc moze za pozno i za intensywnie to
                > zaczelem robic, a byc moze mimo wszystko odzywaja sie jakies tam szczatki mojej

                > "moralnosci").>
                Pozwol, ze nie spiac jeszcze dopisze tylko moje ( i wielu Polakow jak zauwazylam )
                powiedzonko: tak tak.. a swistak zawija w ..zlotka (to juz od mojej kolezanki, ktora
                skoslawila)

                Mam kilka uwag do tego co mowisz, ale nie przerwe Tobie, zdaje sie, ze chcesz
                mowic.
                • quickly Re: Desperackie Byle Co - dla Aronia. 22.12.01, 01:21
                  Zycze wiec spokojnej nocy.

                  U mnie jest 10.15 rano. Jest bardzo ladnie, sloneczko grzeje, temperatura w
                  granicach 30C, pelnia lata. Po lunchu, jestem umowiony z naprawde bardzo
                  atrakcyjna pania. Najpierw mamy zaliczymy plaze (uwielbiam sport - najbardziej
                  plywanie), a pozniej... to chyba sama sie domyslasz...
                  • Gość: N Re: Desperackie Byle Co - dla quickly under IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 31.12.01, 03:22
                    Ty potrafisz rozbawic towarzystwo,a Twoje bajdurzenie jest urzekajace.Taki
                    niegrozny chloptas z nieposkromiona fantazja,...Keep going sweet
                    babbler...ha,ha,ha.....
                    • quickly For the American porn queen "N" 31.12.01, 08:46
                      N, (what does it mean? I think "N" stands for Ninpop, doesn't it?)
                      How's your American life? Feel lonely? Do you need a shoulder to cry on?
                      Come on, don't be shy, mate! This forum has seen so many morons like you so,
                      I'm sure, it won't make any difference.
                      • Gość: N Re: For quickly IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 31.12.01, 14:52
                        You're such a fool you damn mother-fucker, you couldn't recognize my sex.Get
                        lost to comfort your small peter you poor polish jerk.
                        • ja_nek Re: For quickly i N 31.12.01, 15:18
                          A taki to był ładny wątek, dopókiście się nie pokłócili. Odpuście sobie w
                          Sylwestra.

                          Z racji swej męskiej natury pozdrawiam ładniejszą połówkę sporu
                          Janek
    • Gość: Donka Re: Desperackie Byle Co IP: *.wroc.gazeta.pl 21.02.02, 13:29
      A ja sądze, ze z miłocią to różnie bywa,
      czasami spotykamy swoja drugą połówkę pomarańczy i już od pierwszego wejrzenia wiemy że to jest własnie
      ta piękna, wspaniała milosć. Czasami szukamy długo, przezywamy kilka wspaniałych wzniosłych uczuc a potem
      okazuje się że to jednak nie to....i szukamy dalej
      a czasami nasza miłosc nie przychodzi tak łatwo i prosto i decydujemy sie na cos "zastepczego"
      najwazniejsze zebysmy sie czuli z tym dobrze, zebysmy nie zalowali i zeby w wynku takiej decyzji nikt nie
      cierpial. Bo jesli nie malzenstwo z milosci, bo milosci nie ma to malzenstwo z przyjazni.


      • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 21.02.02, 15:04
        Małżeństwo z przyjaźni..... ale chyba zawsze pozostaje niedosyt, czegoś będzie
        brakować, będzie jakiś smutek, że to nie jest pełne...

        Pozdrawiam
        Janek
        • Gość: Angel24 Re: Desperackie Byle Co IP: 217.96.109.* 05.03.02, 11:28
          Dopiero teraz odkrylam ten watek!wiele jest tu mądrych rad i spostrzeżeń, które
          idealnie pasuja do mojej sytuacji. Mam narzeczonego a kocham innego mężczyznę,
          który od kilku miesięcy jest żonaty. Uczucie wybuchlo nagle i niespodziewanie.
          Bardzo teraz obydwoje cierpimy. ja rozważam mozliwość rozstania z narzeczonym.
          On napewno swojego małżeństwa nie zakonczy. nawet nie macie pojecia jak bardzo
          cierpię i jak bardzo chiałabym z nim być. Dlaczego los płata nam takie niemiłe
          niespodzianki. Co robić - jak zyc z taką świadomością!
          • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 05.03.02, 15:21
            Przepraszam Angel 24, ale Twój żonaty znajomy chyba nie bardzo kochał swoją żonę
            (bądź co bądź są świeżo po ślubie!!!), skoro spotyka się z Tobą. Jeśli on tak
            potrafi kochać, to skąd wiesz, jak potraktowałby Ciebie? Jego partnerka życiowa
            też była (pewnie jest nadal) przeświadczona o jego wielkiej miłosci do niej.
            Czy on takie rzeczy jak miłośc, małżeństwo traktuje powaznie?
            Czy on rozumie co mówi, kiedy mówi "kocham"?

            "Bardzo teraz obydwoje cierpimy. ja rozważam mozliwość rozstania z narzeczonym.
            On napewno swojego małżeństwa nie zakonczy."
            Nie przeczę - możesz bardzo cierpieć, ale czy to nie jest chwilowa fascynacja?
            Zauroczenie? On dla Ciebie nie rozstanie się z żoną, sama to powiedziałaś.
            Pomyśl na chłodno: doceń to co masz (dotychczasowego partnera), nie goń za
            obrazem faceta (żonatego do tego), który jest tylko w twojej wyobraźni.
            Nawet żeby marzyć o kimś, trzeba mieć iskrę nadziei.
            A ja myślę, że nic nie dostaniesz od niego, nawet jak zaakceptujesz jego związek -
            zawsze będziesz tylko dodatkiem.

            Pozdrowienia
            Janek
          • Gość: oak Re: Desperackie Byle Co IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.03.02, 15:34
            ... a może tak byś się zdecydowała, wątek dalej zamieszczasz ogłoszonie
            matrymonialne. Tu jakaś brzylijska telenowela. Co jeszcze nas czeka
            ... sex,kłamstwa i kasety video ????

            29 roczków [choć może to też blef], to nie starość, ale coś powinno za sobą
            nieść. Rozumiem żadza popularności nie do takich rzeczy ludzi popycha....ale
            ... szczyptę rozsądku i ... szacunku dla innych, skoro już nie do siebie ...
            ludzie mają oczy... i niektóre pierdy potrafią sobie prównać
            • Gość: Angel24 Re: Desperackie Byle Co IP: 217.96.109.* 05.03.02, 15:47
              Chwileczkę, chwileczkę! Mam 24 lata ale co to ma do rzeczy. Jeżeli według
              ciebie moje rozterki sercowe to brazylijska telenowela to w porzadku - ja
              naprawde mam duzy problem uczuciowy i jestem osoba zagubioną. Kocham miłością
              bezsensowną gdyz niemozliwa do zrealizowania ( żonaty - pamietasz?) i co w tym
              złego, że chciałabym nawiazać nowe znajomości, przyjaźnie. A poza tym
              "internetowe biuro matrymonialne" otworzyłam nie tylko dla siebie. Wiem, że
              jest więcej osob samotnych, które może maja ochote tak jak i ja poznać kogoś
              ciekawego lub poprostu zwyczajnie sobie porozmawiać. Dziwi mnie Twoja
              nietolerancja, ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie i je tu wyrazić. Pozdrawiam
              cię serdecznie. Angel
              • Gość: oak Re: Desperackie Byle Co IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.03.02, 23:37
                mea maxima culpa... w wyniku silnego wzbużenia emocjonalnego wpisałem swój wiek.
                roczki odszczekuję... reszta be zet.
                ... że masz narzeczonego tez pamiętam... i mam to w nosie... to twoje życie...
                a tamto to moja opinia...nie da się nałapac facetów na zapas miłość to nie
                chłodnia dla nieboszczków.
                .... to not be continiue
    • Gość: Goska Re: Desperackie Byle Co IP: *.ots.utexas.edu 22.03.02, 04:30
      Narkozo!

      Ja mam 30 lat (super wiek...)... i podobne poglady do Twoich. Nie
      znosze "bylejakosci" i nie potrafie "wyjsc za maz" tylko dlatego, ze ktos
      (skadinad madry, ciekawy, wartosciowy) sie we mnie zakochal. Skoro nic do tej
      osoby nie czuje (poza zwyklym lubieniem i szacunkiem) to przysieganie
      milosci "na dobre i zle" jest zwykla hipokryzja i krzywda zrobiona temu
      drugiemu czlowiekowi.
    • feniks? Re: Desperackie Byle Co 25.03.02, 12:38
      Masz rację, po co desperackie byle co ?-:)
      • Gość: monika Re: Desperackie Byle Co IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.03.02, 00:20
        Jestem świetną babką.13 lat temu ,kiedy urodziłam córkę-szczęśliwy
        wypadek,wiedziałam,że sama ją wychowam.I powiedziałm dość.Ojciec dziecka był
        moim drugim mężczyzną.,nie chcę ,nie umiem udawać,że coś jest jak czegoś nie
        ma.I stało się.Nie czekałam,nie szukałam-jak piorun z jasnego nieba.Jeśli ktoś
        wie jak smakuje tęsknota do bólu,kiedy słowo "kocham" nie dławi,kiedy płacze
        się ze szczęścia...to wie,że niewarto się rodrabniać.Przez 13 lat nie byłam z
        żadnym mężczyzną.Czasem się zastanawiałm czy jestem normalna.Ale u mnie jak
        mózg czegoś nie rozkaże to reszta cicho siedzi...I dalej nie byłabym z nikim
        gdyby nie ten człowiek.Boże tego nie da się opisać...akceptacja-która nie ma
        nic wspólnego z tolerancją...tylko ten ,a nie inny
        człowiek...Zazdrość...uległośc...wszystko ..cały świat....i tak cudownie
        cichutko...naprawde warto czekać...
        • Gość: Pom Re: Desperackie Byle Co IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 31.03.02, 11:04
          No to się naczekałaś Moniko... skąd miałaś w sobie tyle siły?

          Ale do rzeczy. Też znam smak "byle czego". On - zakochany do nieprzytomności i
          ja - zupełna pustka uczuciowa. Co więcej, właśnie przeżywałam rozterki, gdzie
          on mógłby być idealnym panaceum, pocieszycielem i czym tam jeszcze. Próbowałam
          się jakoś przestawić... spróbować go kochać... NIC! Nic mnie w nim nie
          pociągało, nie czułam zupelnie nic! A był madry, inteligentny, przystojny,
          hojny, czuly, opiekuńczy... wszyscy naokoło mówili: zobaczysz, on Ciebie
          zdobędzie. Trwało to 3 lata, jak walczył o mnie. Bez skutku. Ktoś powie: ale
          zimna kobieta, bez serca. A ja po prostu wiedziałam, ze to nie to... i moje
          serce nie skruszeje tylko dlatego, ze ktoś mnie tak pokochał.
          Dlatego naprawdę nie warto się rozdrabniać.
          Dziś... dziś jest ktoś. Nie wiem jeszcze co się dzieje, ale czuję... po prostu
          czuję.
    • Gość: Katrin Re: Desperackie Byle Co IP: *.eltur.com.pl 01.10.02, 09:20
      Witam wszystkich po długiej mojej nieobecności na tym forum. Pozdrawiam
      serdecznie. Pisałam wcześniej o mojej głupiej i nieszczęśliwej miłości pełnej
      szarych i złych dni. Popełniłam jeszcze wiele błędów wobec niego i zbyt
      wielkimi marzeniami i nadziejami żyłam. Teraz chciałabym odnależć siebie i
      zacząc żyć od nowa.Ale wszystko po kolei. W ciągu tych dwóch lat pożyczyłam mu
      pieniadze na samochód i na wakacje z nią/których mi nigdy nie oddał i nie wiem
      czy odda/. To miała być pożyczka od przyjaciółki a ja ślepo zakochana
      pożyczyłam mu. Pewnego letniego popołudnia we Wrocławiu wybrałam się do
      kawiarenki i tam zobaczyłam ich razem obiętych zapatrzonych w siebie i szalenie
      zakochanych i pomyślałam -cóż ja nie istnieję dla niego, nawet nie uśmiechnął
      sie do mnie, zero słów, tylko jedno spojrzenie i nic wiecej. Potem mi tłumaczył
      i przepraszał,że nie mógł mi nic powiedzieć bo ona byłaby strasznie zazdrosna
      itd. Wybaczyłam mu , bo ciągle miałam te głupia nadzieję,że jednak będzie ze
      mną, że stanie się cud. Ale niestety nic się nie zmieniło, on jest z nią a ja
      nadal samotna. Już tak nie szaleję za nim i staram się go unikać a może to on
      unika mnie? Znów jest jesień jak wówczas kiedy pojawił się w moim życiu. Tej
      jesieni chciałabym aby zniknął z tego życia na zawsze.
      • Gość: messja Re: Desperackie Byle Co IP: 195.194.36.* 01.10.02, 13:36
        Tej
        > jesieni chcia?abym aby znikna˛? z tego z˙ycia na zawsze.

        moze nie uda ci sie jeszcze tej jesieni, ale napewno kiedys tak. i do twoich
        drzwi zapuka kiedys szczescie, najpierw trzeba jednak troche przewietrzyc:)
        nie badz dla siebie zbyt surowa... musisz isc do przodu, patrzec w przyszlosc,
        pozwol przeszlosci odejsc w raz z wiednacymi liscmi:)
    • Gość: Katrin Re: Desperackie Byle Co IP: *.eltur.com.pl 01.10.02, 09:23
      Witam wszystkich po długiej mojej nieobecności na tym forum. Pozdrawiam
      serdecznie. Pisałam wcześniej o mojej głupiej i nieszczęśliwej miłości pełnej
      szarych i złych dni. Popełniłam jeszcze wiele błędów wobec niego i zbyt
      wielkimi marzeniami i nadziejami żyłam. Teraz chciałabym odnależć siebie i
      zacząc żyć od nowa.Ale wszystko po kolei. W ciągu tych dwóch lat pożyczyłam mu
      pieniadze na samochód i na wakacje z nią/których mi nigdy nie oddał i nie wiem
      czy odda/. To miała być pożyczka od przyjaciółki a ja ślepo zakochana
      pożyczyłam mu. Pewnego letniego popołudnia we Wrocławiu wybrałam się do
      kawiarenki i tam zobaczyłam ich razem obiętych zapatrzonych w siebie i szalenie
      zakochanych i pomyślałam -cóż ja nie istnieję dla niego, nawet nie uśmiechnął
      sie do mnie, zero słów, tylko jedno spojrzenie i nic wiecej. Potem mi tłumaczył
      i przepraszał,że nie mógł mi nic powiedzieć bo ona byłaby strasznie zazdrosna
      itd. Wybaczyłam mu , bo ciągle miałam te głupia nadzieję,że jednak będzie ze
      mną, że stanie się cud. Ale niestety nic się nie zmieniło, on jest z nią a ja
      nadal samotna. Już tak nie szaleję za nim i staram się go unikać a może to on
      unika mnie? Znów jest jesień jak wówczas kiedy pojawił się w moim życiu. Tej
      jesieni chciałabym aby zniknął z tego życia na zawsze.
      • Gość: Saba Re: Desperackie Byle Co IP: 212.160.148.* 01.10.02, 16:28
        Przebrnelam do konca tego watku. Wessal mnie po prostu :)) Moglabym sie
        powtarzac..... duzo mojego bylo w wypowiedziach Mili, Twoich, Katrin i jeszcze
        paru osob.... tez nie potrafie zgodzic sie na tzw. "byle co" i dlatego moze
        jestem dotad sama.... I tez mam rozterki czy moje podejscie przypadkiem nie
        jest bledne..... Czy moze maja racje Ci, ktorzy godza sie na czesc tego czego
        pragna.... moze nie mozna miec wszystkiego... i jasne, ze najwieksze
        zakochanie mija, przychodzi proza zycia i najwieksza milosc moze sie
        wypalic.... wiec jak to jest? A jesli zwiazac sie z kims z rozsadku i potem,
        po latach kilku spotkac milosc swego zycia i meczyc sie "kogo zranienie bedzie
        mniejszym zlem?"
        Mysle, ze duze znaczenie ma to, jaki ktos jest.... Jezeli ktos ma sile
        czekac..... z pewnascie ma to sens, co wyrazili niektorzy tutaj.... ale jesli
        ktos nie potrafi? Jesli ta milosc zycia przyjdzie w jesieni zycia i bedzie sie
        mialo poczucie niespelnionego macierzynstwa lub ojcostwa?
        Nie wiem co lepsze.... Ja - poki co - nie zdecyduje sie na zwiazek z rozsadku
        i dlatego, ze ktos moze by mnie kochal.... ale moze to kwestia czasu :)))
        Wazne chyba aby nie zdradzic siebie w zyciu....

        Wrocilam chyba do rdzennego kierunku dyskusji :)))
        • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 02.10.02, 00:37
          Witam Cię Katrin.
          Cieszę się widząc Ciebie i ten stary, dobry wątek.

          Zbyt długo byłaś dla niego pomocnikiem w jego problemach, więc teraz nie będzie
          chciał stracić z kontaktu z Tobą. Po prostu za bardzo mu się przydajesz.
          A pożyczanie pieniędzy to Twój duży błąd...
          Zacznij żyć dla siebie, swoim życiem. Wciąż myśląc o nim tracisz mozliwość
          poznania kogoś innego, kto nie będzie rozmieniał się między Ciebie a kogoś
          innego.
          Nie możesz godzić się na tytułowe "byle co". Każdy z nas zasługuje na coś
          więcej i nie można akceptować kompromisów czy związków z rozsądku. Bo co będzie
          jak mówi Saba, kiedy ktoś pojawi się i to będzie TO, a my będziemy już z kimś
          dla marnych w sumie cząstek?

          Pozdrawiam
          Ja_nek
          • Gość: Katrin Re: Desperackie Byle Co IP: *.eltur.com.pl 02.10.02, 09:22
            Wszyscy macie rację, od dwóch lat jestem sama , nikogo nowego nie poznałam,
            nawet nie starałam sie poznać, bo po co. Po pierwsze bałam sie,że kolejna
            znajomośc może być jeszcze większym niewypałem a ta zbyt długo trwa we mnie i
            pomiomo moich starań nie potrafię wyrwać jej ze środka. Pojechałam sama na
            wakacje ,bo myślałam,że zapomnę,ale samotne spacery po plaży nic nie dały prócz
            tęsknoty za nim. On w tym czasie był gdzieś z nią i świetnie sie bawił, po
            powrocie pokazał mi ich współne fotografie i o zgrozo bardzo intymne. Czułam
            sie fatalnie ale nie pokazałam mu jak bardzo mnie to boli, jak jest mi
            strasznie żle.Nie piszę do niego emaili, listów i sms i staram sie unikać jego
            spojrzeń,ale on i tak sie pojawia w najmniej oczekiwanym momencie i wyciąga do
            mnie swoje ręce a ja przytulam sie do niego jak mała zraniona dziewczynka i
            tylko po to aby póżniej jak odejdzie do niej mysleć,że on odszedł tylko na
            chwile i znów powróci, błedne koło. Prosze piszcie do mnie, bo jak na dzisiaj,
            to żaden psycholog nie uleczył mojej duszy.
            • Gość: ona Re: Desperackie Byle Co IP: 212.160.106.* 02.10.02, 09:40
              wiesz...ja taki stan nazywam uzaleznieniem od drugiej osoby,jakis czas temu
              bylam w podobnej sytuacji,tak bardzo bolalo psychicznie ze az czasami bolalo
              mnie cale cialo...juz nie wspominam o tym ze nie rozumialam co sie stalo itd.
              Przyszdl dzien,kiedy wstalam rano i po kilku chwilach uswiadomilam sobie ze juz
              jest inaczej,juz nie tesknie,juz nie mysle i czuje wielka ulge.Dziwne bo nie
              bylo nikogo innego.Bedzie ci trudno,dlatego ze masz z nim kontakt caly
              czas....czasami warto zamkac za soba drzwi i isc na przod bez zbednego
              bagazu...domyslam sie jak sie czujesz i mysle ze ten stan bedzie trwal poki nie
              spotkasz kogos innego...
              • messja Re: Desperackie Byle Co 02.10.02, 12:00
                Gość portalu: ona napisał(a):

                > wiesz...ja taki stan nazywam uzaleznieniem od drugiej osoby,jakis czas temu
                > bylam w podobnej sytuacji,tak bardzo bolalo psychicznie ze az czasami bolalo
                > mnie cale cialo...juz nie wspominam o tym ze nie rozumialam co sie stalo itd.
                > Przyszdl dzien,kiedy wstalam rano i po kilku chwilach uswiadomilam sobie ze
                juz
                >
                > jest inaczej,juz nie tesknie,juz nie mysle i czuje wielka ulge.Dziwne bo nie
                > bylo nikogo innego.Bedzie ci trudno,dlatego ze masz z nim kontakt caly
                > czas....czasami warto zamkac za soba drzwi i isc na przod bez zbednego
                > bagazu...domyslam sie jak sie czujesz i mysle ze ten stan bedzie trwal poki
                nie
                >
                > spotkasz kogos innego...



                masz duzo racji, ale przeciez sama mowilas, ze u ciebie to przeszlo mimo, ze
                nie bylo nikogo innego. tak byl tez ze mna. dlatego sadze, ze i ona powinna
                zamknac za soba drzwi bez wzgledu na prognozy na nastepna milosc:)
                • Gość: ona Re: Desperackie Byle Co IP: 212.160.106.* 02.10.02, 12:19
                  Jej jest trudniej dlatego ze on wciaz jest gdzies niedaleko,ma z nim
                  kontakt....dla mnie wyjsciem z sytuacji, w ktorej sie znalazlam bylo zerwanie
                  wszelkich kontaktow,jezeli czyjas osoba dziala na mnie destrukcyjnie po co
                  utrzymywac z nia kontakt...to jest bardzo trudne, ale wydaje mi sie konieczne.
                  Jak mowi moja znajoma:zawsze jest zal,pozniej gniew,na koncu przychodzi
                  obojetnosc....byle szybko:-)
            • cancun Re: Desperackie Byle Co 02.10.02, 11:06
              Czytam Twoje wypowiedzi i tylko nasuwa mi się taki obraz: Facet jest wielkim
              egoistą pozbawionym zasad, bo widząc zakochaną w sobie dziewczynę wykorzystuje
              ją dla zaspokojenia własnej próżności. On poprostu gra na Twoich uczuciach
              jakąś okropną kakofonię która jest symfonią dla jego męskiego ego, a dla Ciebie
              rzępoleniem. Zapomnij o nim. Znajdziesz sobie prawdziwego muzyka - wirtuoza,
              który potrafi grać na Twoim "instrumencie". Nie musisz dłużej słuchać tej
              kakofonii.

              Spójrz na to tak: Męczysz się z nim już dwa lata i sprawił Ci więcej bólu niż
              radości. Trzeba wziąć się w garść i raz na zawsze pożegnać się z kolegą. To tak
              jak w biznesie: nierentowne firmy się zamyka, bo trzeba do nich dopłacać.
              Bilans dla ciebie jest ujemny. A to Twoje życie, czas stracony już nigdy nie
              wróci.

              Gorąco pozdrawiam i trzymam kciuki
            • messja Re: Desperackie Byle Co 02.10.02, 11:57
              kiedy przeczytalam to co napisalas noz mi sie otworzyl w kieszeni! to przeciez
              straszne! jak mozna byc tak okrutnym! przeciez on doskonale musi zdawac sobie
              sprawe co do niego czujesz, a mimo to dreczy cie dajac ci czulosc, a z drugiej
              strony pokazujac swoje szczescie... mysle, ze jest wyrachowany i specjalnie
              strala sie zbudzic twoja zazdrosc pokazujac ci intymne zdjecia.
              kiedys zrozumiesz, ze ten czlowiek nie tylko nie jest wart twojej milosci, ale
              zadnej. madry, przyzwoity mezczyzna nie dreczy swojej przyjaciolki!
              • ja_nek Re: Desperackie Byle Co 02.10.02, 12:30
                Ty nie potrafisz Katrin przestać o nim myśleć... Dopóki nie zajmiesz swych
                myśli czymś innym, dopóty będzie Ci tak trudno.
                Dwa lata to stanowczo za dużo. Skoro nadal Ci się nie udało, to oznacza, że nie
                chcesz przestać o nim myśleć.
                Pokazał Ci intymne zdjęcia jego i tej dziewczyny. Dla mnie to nie tylko dowód
                braku wrażliwości, ale głupoty pomieszanej z celowym zadawaniem bólu, skoro on
                wie, co czujesz.
                Najlepiej byłoby gdybyś zerwała wszystkie kontakty z nim.
                Mówisz, że on się pojawia co jakiś czas w nieodpowiednim momencie, postaraj się
                nie odpowiadać na jego prośby i sms-y, przypadkowe spotkania kończ jak
                najszybciej.
                To nawet nie będzie w przyszłości przyjaźń, on zawsze będzie brał dużo więcej
                od Ciebie. To taki typ człowieka.

                Pozdrawiam
                Janek
            • Gość: eljot Re: Desperackie Byle Co IP: *.hppoland.pl 02.10.02, 23:39
              Katrin,
              Zakochalem sie kiedys w dziewczynie (byłem już zonaty) i wydawalo mi sie, ze to
              wlasnie Ta i zadna inna nie przekroczy tej poprzeczki. Ale, gdy potem dluzej
              bylem sam, to okazalo sie, ze potrafie sie jeszcze zakochac w kims innym i czuc
              sie szczesliwszym. Mysle, ze juz tak jestesmy skonstruowani, ze nie potrafimy
              zyc dłuzej sami. Ty nie potrafisz sama sie przekonac (czy przyjac do
              wiadomosci), ze tamten zwiazek sie skonczyl. Ciagle zywisz nadzieje, ktora on
              wykorzystuje. Nie chce go oceniac, moze z jakis powodów jest to silniejsze od
              niego i nie potrafi sie powstrzymac. Ale wydaje mi sie, ze Ty tylko na tym
              tracisz. Ja w takiej sytuacji zaciskam oczy i "nie odwracam sie" - za wszelka
              cene, niezaleznie jak boli. Wiem, ze to sie tak latwo mowi, sam przechodzilem
              takie nawroty, ale sama powiedz, po co sie tak katowac.
              Zaloz konto, to bedzie mozna wyslac maila. Nie lubie opowiadac o sobie na
              forum.
              lj
    • Gość: Katrin Re: Desperackie Byle Co IP: *.eltur.com.pl 03.10.02, 07:34
      Dziekuję wszystkim za wszystkie mądre i szczere słowa. Macie rację , w końcu
      powinnam powiedzieć STOP i dać sobie samej pożądnego kopa do przodu.Zapomnieć o
      nim, zapomnieć,że jest, żyje , istnieje ale najgorsze w tym wszystkim jest
      to,że ja widuje go codziennie w firmie, że razem muszę jeżdzic z nim w
      delegacje, że często muszę z nim współpracować przy różnych planach i
      projektach itd. Gdybym mogła uciąć wszystkie kontakty z nim byłoby mi łatwiej.
      Kiedy opracowujemy razem jakiś wspólny projekt zawsze oprócz spojrzeń spotykają
      sie nasze dłonie i usta i cała lawina uczuć. On póżniej odchodzi a ja zostaję
      sama z pustymi nadziejami i marzeniami o czymśs co się
      nigdy nie spełni. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
      • messja Re: Desperackie Byle Co 03.10.02, 16:02
        mysle, ze w tej chwili twoja sytuacjia jest bardzo trudna.
        na twoim miejscu powaznie rozwarzalabym zmiane miejsca pracy.
        inaczej - to moze trwac wieki cale i przysparzac ci ciaglego bolu.


        Gość portalu: Katrin napisał(a):

        > Dziekuję wszystkim za wszystkie mądre i szczere słowa. Macie rację , w końcu
        > powinnam powiedzieć STOP i dać sobie samej pożądnego kopa do przodu.Zapomnieć
        o
        >
        > nim, zapomnieć,że jest, żyje , istnieje ale najgorsze w tym wszystkim jest
        > to,że ja widuje go codziennie w firmie, że razem muszę jeżdzic z nim w
        > delegacje, że często muszę z nim współpracować przy różnych planach i
        > projektach itd. Gdybym mogła uciąć wszystkie kontakty z nim byłoby mi
        łatwiej.
        > Kiedy opracowujemy razem jakiś wspólny projekt zawsze oprócz spojrzeń
        spotykają
        >
        > sie nasze dłonie i usta i cała lawina uczuć. On póżniej odchodzi a ja zostaję
        > sama z pustymi nadziejami i marzeniami o czymśs co się
        > nigdy nie spełni. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
      • Gość: eljot Re: Desperackie Byle Co IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.02, 22:25
        Messja Ci dobrze radzi, zmien prace, moze nawet miasto, i zanim sie
        zorientujesz pojawia sie nowi ludzie przy Tobie i na pewno bedziesz szczesliwa,
        a kiedys nawet sie usmiechniesz myslac o tym wszystkim co Cie teraz dotyka, bo
        bedzie tylko przeszloscia, ktora nie bedzie Ci juz zagrazac. Nie boj sie.
        lj
    • Gość: BD romantyczne buractwo IP: 195.136.251.* 04.10.02, 10:01
      Witam,

      Gość portalu: Narkoza napisał(a):

      > Dlaczego ludzie tak łatwo zadowalają się w życiu byle czym? Mam tu na myśli
      > związki międzyludzkie. Zabijanie samotności za wszelką cenę. Te wszystkie
      > małżeństwa bez miłości, chodzenie z kimś, kogo się nie kocha. Skąd się biorą
      > takie rzeczy?

      Piszę tu pierwszy raz, bo zdziwiło mnie, że nikt w tylu odpowiedziach nie
      zwrócił uwagi na, wybacz, ale paskudny charakter Twojego listu. Dlaczego
      paskudny - bezmyślnie nazywasz drugiego człowieka "byle czym". I nie chodzi o
      socjopatę - alkoholika, przestępcę, co nie skończył podstawówki, tylko o kogoś,
      do kogo po prostu nie czujesz tzw. miłości.

      Absolutnie nie dziwie się, że jesteś sama, jeśli w ten sposób traktujesz
      innych. Postawę taką nazwałbym wręcz "romantycznym buractwem", bo przy
      deklarowaniu szukania wielkiej miłości przejawia równocześnie wrażliwość na
      poziomie dresiarza, a tzw. związki z rozsądku traktuje z wyższością i
      pogardliwym zdziwieniem (niby dlaczego?).

      Wyżej napisałem dość ostro, ale może dzięki temu na przyszłość będziesz
      ostrożniejsza w używaniu pewnych określeń.

      pozdrawiam,

      BD
      • ja_nek Re: romantyczne buractwo 04.10.02, 17:08
        BD, Narkoza mówiąc o "byle czym" miałą na uwadze bardzo średniej jakości
        relacje międzyludzkie, a nie konkretne osoby.

        Pozdrawiam
        Janek
        • Gość: BD Re: romantyczne buractwo IP: 195.136.251.* 08.10.02, 09:19
          Witam,

          ja_nek napisał:

          > BD, Narkoza mówiąc o "byle czym" miałą na uwadze bardzo średniej jakości
          > relacje międzyludzkie, a nie konkretne osoby.

          Czyli np. żeniąc się z kimś z rosądku wchodzimy w relację "byle jaką", choć ten
          ktoś niby nie jest byle czym. No ładnie. Ja jednak tego nie rozumiem. Uważam,
          że żadna relacja oparta na elementarnym szacunku i dobrowolności nie zasługuje
          na nazwę "byle co", nawet jeśli nie ma tam miłości takiej czy owakiej. Nie
          uważam, aby to romatyczna miłość była czynnikiem decydującym o jakości związku.

          pozdrawiam,

          BD
          • Gość: marysia Re: romantyczne buractwo IP: 217.153.25.* 08.10.02, 09:50
            w pewnych aspektach zgadzam sie z ja_nkiem. To nie jest "byle co" przez sam
            fakt istnienia cieplych uczuc, uczuc dobrych, w ogole - uczuc.
            Ale zwiazki miedzyludzkie traca na jakosci, czesto zmieniajac sie w ilosc. To
            po pierwsze. Po drugie, nie ukrywajmy, ludzie maja swoje powody aby tkwic, byc
            w zwiazkach bez silnych emocji i tego co zwa miloscia i te powody czesto sa
            bardzo brutalne.
            Mysle ze tak sie dzieje, bo nie mamy alternatyw, bo boimy sie samotnosci, bo
            jestesmy stadnymi stworzeniami, bo mocno ktos nam dal w tylek i teraz nie
            wierzymy. A wiara jest motorem, wiara daje sile, wiara uszlachetnia. Troche to
            moze gornolotne co napisalam ale uwazam ze nam sie spoleczenstwo rozłazi
            emocjonalnie.
            musze konczyc ale jeszcze napisze co mysle:-))))
            pozdrawiam
            • Gość: thira Re: romantyczne buractwo IP: *.nut.roche.com 08.10.02, 12:38
              ...wiem jedno, nic na siłę, jak ktoś jest na NIE dla nas to nie ma sensu,
              samego siebie się nie oszuka, czekam i czekam i z pomiędzy tych których
              odrzucam zawsze w końcu pojawi sie ten co odpowiada.ale po tak długim czekaniu
              wydaje się on być tak bardzo ok, że w końcu jego odejscie i utrata tak boli..
              • ja_nek Re: romantyczne buractwo 08.10.02, 22:29
                Szacunek i dobrowolność to trochę mało na małżeństwo.
                A sam rozsądek... relacja mąż - żona oparta tylko na rozsądku to raczej
                interes, a interes wobec miłości i nacechowanej nią realcji jest byle czym.
                Ja rozgraniczam jakość relacji koleżeńskiej, przyjacielskiej i relacji
                nacechowanej miłością.
                Każda kolejna wymieniona przeze mnie jest istotniejsza. W porównaniu do niej,
                poprzedzającą ją jest w w pewnym sensie "byle czym".
                A romantyzm to pewien dodatek, pokazywanie swej miłości do kogoś.

                Pozdrawiam
                Janek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka