virtus25
24.11.03, 11:18
Poznałem dziewczynę na imprezie. Nawet nie rozmawialiśmy ze sobą, ale
widziałem że podobam się jej. Ona podobała mi się bardzo. Była z chłopakiem.
Zadzwoniłem do niej dzień później. Umówiliśmy się, zaczeliśmy pisać, dzwonić
do siebie, widywać.
Teraz trochę o niej. Z tym chłopakiem jest już pięć lat. Są ze sobą z
przyzwyczajenia. Ona nic nie czuje, a on nie jest w stanie jej opuścić. Poza
tym to chyba jeden z tych wolnych związków. Ona nawet go nie okłamuje, że
spotyka się ze mną. Powiedziała, że mnie kocha. Dodała też, że jest jeszcze z
dwóch kolesi do których czuje coś podobnego... Skrzywiłem się tylko.
Powiedziałem jej, że przecież nie można kochać paru ludzi jednocześnie i
widocznie to nie jest miłość, że w ogóle nie potrafi kochać. Wczoraj
powiedziała mi, że chyba może zakochać się we mnie naprawdę, że chce nauczyć
się miłości. Ja też muszę się jej nauczyć. Czasem wydajem mi się, że myli
seks z miłością. Ona jest jeszcze bardziej napalona niż facet. Ale
jednocześnie nie leci na urodę, a na to jakim człowiek jest. W jaki sposób ją
widzi. Zależy mi na niej, ale nie wiem czy w ogóle wchodzić do tej rzeki.