filipbarche
21.06.04, 14:46
tekst:
http://empatia.pl/str.php?dz=64&id=153&str=1
zdjęcia z interwencji :
http://empatia.pl/str.php?dz=64&id=153&str=2
W poniedziałkowej Gazecie Wyborczej w dodatku stołecznym w ogłoszeniach
drobnych "Zwierzaki" pojawiło się następujące ogłoszenie: "Firma organizuje
skup psów rasowych (miniaturki) oraz kotów rasowych w dniu 28.05.04, Ursus,
Pl.Czerwca 1976 r. nr 2. za Faktory..."
Sprawę zgłosiliśmy do Głównego oraz do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii.
Nasze podejrzenia budziły zarówno legalność tego skupu, jak też przeznaczenie
skupywanych zwierząt. W piątek członkowie naszego stowarzyszenia
uczestniczyli w inspekcji przeprowadzonej na miejscu skupu.
Wcześniej w rozmowie telefonicznej dowiedzieliśmy się, że przyjeżdża Włoch,
który skupuje rasowe zwierzęta do sklepów zoologicznych za granicą. Kupuje
zwierzęta nie koniecznie rodowodowe, mogą być również bez rodowodu; podobno
się na tym zna i wyznacza cenę kupna zwierząt na miejscu.
W dniu 28.05.04(piątek) miał miejsce skup małych, rasowych psów i kotów. W
skupie zwierząt uczestniczyło kilku obywateli włoskich oraz pośrednik-Polak,
który jednocześnie był tłumaczem. Jak udało się ustalić skupuje się małe psy
i koty rasowe, bez rodowodu. Wg. handlarzy zwierzęta przewożone są do Włoch i
sprzedawane są tam do sklepów zoologicznych. Skup odbywał się przy
samochodzie marki Mercedes-Benz na włoskich numerach rejestracyjnych.
Na miejscu byli obecni między innymi: Przedstawiciel Powiatowego Lekarza
Weterynarii p. Marcin Przygocki, Aniela Rehr z SOZ Arka, członkowie TOZ: p.
Natalia Kulesza, p. Nagórna, oraz p. Agniesdzka Raczyńska z Urzędu Dzielnicy
Warszawawa Ursus i czterej członkowie Empatii, w tym Filip Barche. Media były
obecne w postaci kilku osób reprezentujących Gazetę Wyborczą, Metro, Życie
Warszawy, Fakt.
Filip Barche: Na skutek rozmów udało mi się dostać do środka samochodu wraz z
p. Nagórna z TOZ. W aucie znajdowały się rzędy klatek rozmieszczonych po obu
stronach ścian. Po każdej ze stron znajdowały się 32 metalowe klatki, co daje
łącznie 64 klatki w aucie. Były one umieszczone po 8 sztuk na 4 poziomach,
jedne na drugich. W klatkach udało mi się zobaczyć 8 szczeniaków - 6
maleńkich jamników oraz 2 pudelki około 10 tygodnia życia.
Klatki były czyste, wyściełane ścinkami (wydawało mi się, iż jest to papier).
Szczeniaki były umieszczone w klatkach w parach. Większość klatek była wolna.
W jednej z nich zobaczyłem duże ilości suchej karmy dla zwierząt. Wszędzie
były w klatkach miseczki do wody, wyglądały jak z blachy ocynkowanej.
Niestety nie było w nich wody. Włosi tłumaczyli, że zwierzęta zostały dopiero
co zakupione. Samochód posiadał klimatyzację.
Cała interwencja miała kilka zbyt emocjonalnych zachowań niektórych osób.
Wiem, że nie jest łatwo zachować zawsze nerwy na wodzy, ale najważniejsze
jest zdobycie informacji, próba rozwiązania zaistniałej sytuacji. Włosi
wezwali policję, gdyż uważali, iż zbyt ich nachodzimy i zaglądamy do
samochodu. Policja przyjechała po ok. 20 minutach. Policjanci nie bardzo
wiedząc jak postępować w sprawach zwierząt wsparli się na autorytecie lekarza
weterynarii. Sama postawa policji była w dalszym czasie dobra. Byli
przychylni działaczom ochrony zwierząt. Poprosili Włochów o przedstawienie
wszelkich dokumentów. Ci okazali ksero papierów, z których wynikało, iż
posiadają asygnatę Ministerstwa Zdrowia Weterynaryjnego Republiki Włoch na
prowadzenie działalności gospodarczej i obrót zwierzętami. Osobne pozwolenie
było wydane na sam samochód, który został dopuszczony do transportu zwierząt,
oraz osobne zaświadczenie imienne na jedną z osób. W samochodzie znajdowały
się również czipy dla psów. Lekarz weterynarii spisał ich numery. Jak
stwierdził, w świetle prawa - jak wynika z dokumentów - działalność ich jest
legalna. Stwierdził jednak, iż chce zobaczyć oryginały dokumentów, żeby nie
było wątpliwości. Zostało złożone pisemne oświadczenie, że w poniedziałek
stawia się u Powiatowego Lekarza Weterynarii na ul. Koszykowej z oryginałami
dokumentów. Mówili, iż lek. wet. Roźniatowska dokona w dniu jutrzejszym
(sobota) zbadania zakupionych szczeniaków i wyda odpowiednie zaświadczenia.
Powiedzieli również, iż stale współpracują z panią doktor.
Lekarz weterynarii przyznał, iż prawo nie jest łamane w tym przypadku.
Jedynym ich obowiązkiem jest stawić się do Powiatowego Lekarza Weterynarii z
zaświadczeniami od lekarza weterynarii, który stwierdzi, iż psy są zdrowe i
mogą być transportowane itp. Aby obniżyć koszty Włosi przez kilka dni skupują
zwierzęta, np. od piątku do niedzieli, i na koniec dnia, w niedzielę,
umawiają się na wizytę z weterynarzem, aby za jednym razem wszystkie psy były
przebadane.
Po wejściu do Unii Europejskiej rola lekarza weterynarii ogranicza się tak
naprawdę do wydania zaświadczenia o stanie zdrowia zwierząt itp. Granice
państw znikły, więc i kompetencje uległy zmianie.
Stanęło na tym, iż Włosi w poniedziałek stawią się u Powiatowego Lekarza
Weterynarii z wszystkimi dokumentami w oryginale. Nie ukrywali tego, iż
skupują małe psy. W sobotę mają być na dużej giełdzie w Falenicy, w niedzielę
w Łazienkach Królewskich na giełdzie zwierząt - przy szklarniach w godzinach
rannych.
Włosi cały czas twierdzili, iż małe psy dobrze się sprzedają we włoskich
sklepach zoologicznych. Zaprzeczali, iż mają coś wspólnego ze sprzedażą
zwierząt dla przemysłu futrzarskiego lub wiwisekcji. Twierdzili, iż zajmują
się skupem młodych psów i kotów rasowych, z rodowodem lub bez, ponieważ to
dobry interes.
Dobrze, że całe to zdarzenie mimo wszystko zaszło, bo było widać, iż
zapamiętają ten skup na długie lata. Zaczęli opowiadać, iż jest 2 Polaków,
konkurentów, którzy też skupują małe psy i wywożą je do Francji. Podkreślali
przy tym, iż polskie samochody są w o wiele gorszym stanie - bez
klimatyzacji, słabszy stan techniczny niż ich pojazdy.
Tak naprawę jedyną formą sprawdzenia, co dzieje się ze skupionymi pieskami,
jest po prostu śledzenie pojazdu aż do Włoch i filmowanie, robienie zdjęć.
Inaczej nic nie można udowodnić. Bolesne jest to, iż tak wielu Polaków oddaje
za małe pieniądze swoje własne psy (100-200 PLN) w obce ręce nie interesując
się, co się z nimi stanie. Widać, że handel psami to świetny interes. Trzeba
by jechać cały czas za ich autami i patrzeć, gdzie wiozą zwierzęta, do jakich
sklepów itd. Wiadomo, iż cel może być zupełnie inny, a kwestia dogadania się
z właścicielem sklepu jest bezproblemowa. Jedyną formą 100% pewności jest
śledzenie pojazdu na trasie non stop. Inaczej w świetle prawa UE przepisy nie
są łamane.
Od 1 lipca 2004 wywożone zwierzęta muszą posiadać czip oraz paszport.
Filip Barche
Otwarte pozostaje też pytanie, gdzie te zwierzęta tak naprawdę trafią?
Jakie jest prawdziwe miejsce ich przeznaczenia, jaki kraj?
Czy w miejscu przeznaczenia, pomijając warunki transportu i ewentualnej
sprzedaży, naprawdę może je czekać szczęśliwa przyszłość? Nowy dom i nowy
opiekun? Czyżby we Włoszech brakowało zwierząt domowych na taka skalę, że
trzeba je sprowadzać aż z Polski, aż z tak daleka? Czy komukolwiek wydaje się
to wiarygodne? Szczególnie biorąc pod uwagę, że mają być to zwierzęta rasowe,
ale kupujący nie wymagają rodowodów?
Otóż we Włoszech jest pełno zwierząt do kupienia w sklepach zoologicznych. W
telewizji jest nawet program mający na celu znajdowanie właścicieli dla
opuszczonych zwierząt. Walczy się też z ich wykorzystywaniem do przemysłu
futrzarskiego - są kampanie propagandowe mówiące, żeby nie kupować wyrobów z
futra psów rasowych. Skóry te nie są wykorzystywane do wykonywania całych
futer, lecz jako np. wkłady do rękawiczek, zabawek i innych akcesoriów.
Apelujemy do wszystkich właścicieli psów i kotów - nie sprzedawajcie swoich
podopiecznych w niepewne ręce! Jeśli nie chcecie być odpowiedzialni za