syrenka23
25.04.03, 16:11
Wegetariańskie przesłanie sir Paula McCartneya wypowiedziane do Juliet
Gellatley z Viva! podczas jej spotkania ze słynnym ex-Beatlesem w sierpniu
1998 r. Opublikowane w formie artykułu w najnowszym numerze VivaLIFE!,
wypowiedzi Paula McCartneya przeplatają się z osobistymi refleksjami Juliet
Gellatley - założycielki Viva! (Vegetarians International Voice for Animals)
i autorki słynnego w Wlk. Brytanii wegetariańskiego bestselleru The Silent
ark (Milcząca arka).
Prawdą jest, że planeta Ziemia jest coraz bardziej dewastowana przez
człowieka. Wielkie - ekologiczne, ludzkie i zwierzęce - katastrofy rozwijają
się coraz szybciej a jedzenie mięsa znajduje się w ich centrum. Jeden problem
po drugim, Paul wymienia po kolei - degradację ziemi, deficyt wody,
umierające oceany, wymierające gatunki zwierząt i roślin, marnotrawstwo
światowych zasobów żywności i przejawy okrucieństwa wobec ludzi i zwierząt.
Paul jest dobrze poinformowany, zainteresowany problemami innych i ma do
przekazania ważne przesłanie. Ze wszystkich tych światowych zagadnień, co
najbardziej motywuje Paula McCartneya?
"Zawsze było i zawsze będzie to współczucie dla zwierząt. Właśnie ta kwestia!
a nie aspekty zdrowotne, chociaż jest to także ważne. Mam duży respekt dla
innych gatunków istot żywych. Z biologicznego punktu widzenia jesteśmy
kolejnym gatunkiem, podobnym do zwierząt, a jednak myślimy, że jesteśmy tak
bardzo inteligentni, tak dużo wiemy - ale co my zrobiliśmy? Zmierzamy w
kierunku katastrofy i nie chcemy nawet się do tego przyznać. Od najmniejszych
do największych - ujarzmiliśmy wszystkie żywe istoty. Czy nie moglibyśmy
przejawiać wielkoduszności w swoim zwycięstwie? Czy nie moglibyśmy teraz
powiedzieć - 'w porządku, wygraliśmy, a teraz ulżyjmy trochę w doli poddanych
nam istot'. Czy nie nadszedł już czas aby przekonać się czy istnieje coś,
czego moglibyśmy się od nich nauczyć zanim nie znikną one z powierzchni
Ziemi, włączając w to także nas?"
...i oczywiście ma on rację. Nie jest trudno znaleźć dowody na postępujący
proces dezintegracji mechanizmu podtrzymującego nasze życie na Ziemi.
Napływają one prawie codziennie z - Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ),
Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), World Watch Institute, Oxfam'u i setek
innych organizacji zainteresowanych stanem świata, które dostarczają poparte
solidnymi badaniami dowody naukowe uzasadniające ich ostrzeżenia. Jednego
dnia przedstawiają swoje sprawozdania i raporty, które następnego dnia
znikają bez śladu - równie efemerycznie niczym babie lato.
O wiele bardziej trwałe i mające wzięcie są dane będące źródłem ignorancji -
przekazywane od jednego dziennikarza do drugiego niczym pałeczka w biegu
sztafetowym, gdzie nikt nie martwi się aby sprawdzić to co dostaje od kogoś
innego. Typowym przykładem na to, jest pewien całostronicowy, zajadły artykuł
napisany przez publicystkę Mary Kenny, który pojawił się w gazecie Express on
Sunday już po paru dniach od śmierci Lindy McCartney. "Dlaczego Paul powinien
zastanowić się nad tym co mówi?"- brzmiał tytuł tego artykułu z wyjaśniającym
podtytułem: "Niestosowny memoriał - niebezpiecznym jest wykorzystywanie
śmierci Lindy McCartney do promowania wegetarianizmu". Ale oczywiście, nie
jest to niebezpieczne do promocji kariery dziennikarki Mary Kenny!
Publicystka ta następnie przedstawiła całą serię ostrzeżeń, będących czymś w
rodzaju dziennikarskich zaklęć, które w rzeczywistości są naukowym nonsensem.
Słyszeliśmy je już wszystkie wcześniej - nastolatki ryzykują anoreksją,
niedoborami żelaza, niedoborami innych składników mineralnych i odżywczych, a
w szczególności, zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka - w sumie 11
aroganckich nonsensów. Jaki jest efekt takiej niekończącej się, fałszywej
pisaniny?
"Uważam, że niektórzy z nich są obłąkani. Na prawdę sądzę, że są szaleni. Oni
zjedli trochę za dużo brytyjskiej wołowiny. W latach sześćdziesiątych zwykłem
mówić na nich "sympatyczni dranie". Teraz stracili przydomek "sympatyczni" i
przypadek Diany wyraźnie to pokazuje. Bardzo dużo z nich nie jest dobrymi
ludźmi. Ale ja nie pozwolę im na tą całą paplaninę na temat "szkodliwości
wegetariańskiego odżywiania się". Spójrz, ja pomagałem w wychowaniu czwórki
swoich dzieci i one nie mogłyby być zdrowsze niż są obecnie. Mój syn James
jest wielkim entuzjastą surfingu, jest bardzo wysportowanym i zdrowym
młodzieńcem i jest weganinem. Jak dotąd jest on jedynym weganinem w naszej
rodzinie i ciągle namawia nas wszystkich na przestawienie się na dietę czysto
wegańską. On ma rację i my wiemy, że ma rację, ale jesteśmy zbyt wolni w
podejmowaniu konkretnych zmian w tym kierunku. Wiem, że obecnie jest już cała
masa dowodów naukowych pokazujących, że wegetarianie i weganie są zdrowsi i
żyją dłużej".
I tak właśnie jest! Światowe organizacje zajmujące się zdrowiem, kolejno,
jedne po drugich - Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization),
Brytyjskie Towarzystwo Medyczne (British Medical Association), Amerykańskie
Towarzystwo Dietetyczne (American Dietetic Association) - zajęły jednoznaczne
stanowisko. Obecnie już całkiem jasno mówią one, że wegetarianie w mniejszym
stopniu cierpią na wszelkiego rodzaju choroby zwyrodnieniowe, żeby wymienić
niektóre z nich - wieńcowa choroba serca, nadciśnienie, arterioskleroza
(blokowanie się arterii), zawały serca, cukrzyca, otyłość, większość chorób
nowotworowych, kamienie żółciowe oraz choroby nerek. Twierdzą również, że
wegetariański sposób odżywiania się może obniżyć poziom cholesterolu i
powstrzymać rozwój wieńcowej choroby serca:
"Dieta wegetariańska oferuje korzystną ochronę przed chorobami, z powodu
obecności małej ilości tłuszczów nasyconych, cholesterolu i białek
zwierzęcych oraz dużej koncentracji (folate?.......) i antyutleniaczy takich
jak witaminy A, C i E." (American Dietetic Association)
Kiedy zmniejszenie ryzyka zachorowań na skutek wegetariańskiego odżywiania
się wyrazimy w wielkościach procentowych, zacznie nam ukazywać się dość
zadziwiający obraz: o 25-50% zmniejszone ryzyko zachorowania na chorobę serca
i raka, o 25-33% zredukowane nadciśnienie, o 40-90% zmniejszone ryzyko
cukrzycy, 75% zmniejszone ryzyko pojawienia się kamieni żółciowych. Dlaczego
więc ciągle jeszcze musimy walczyć o to by bronić wegetarianizmu?
"Przemysł mięsny jest wielki i potężny, a elity rządzące lubią siłę i potęgę -
stamtąd otrzymują pieniądze i wsparcie. Widzieliśmy to już na przykładzie
przemysłu tytoniowego. To jest szaleństwo. Subsydiujemy okrutny przemysł,
który produkuje destrukcję na skalę masową. Czy ktoś może mi wytłumaczyć jak
to się dzieje? Dlaczego rząd nie dotuje innych form ludzkiej działalności?
Bardzo bym chciał gdyby oni dali mi po 20 funtów szterlingów za każdą
wyprodukowaną przeze mnie płytę, albo gdyby dali Tobie 20 funtów za każdy
egzemplarz Twojego magazynu VivaLIFE! Rząd subsydiuje przemysł mięsny a mimo
to sprzedaż czerwonego mięsa załamuje się - do czego to może doprowadzić?"
"My wszyscy płacimy za to - nawet wegetarianie. Podatki wszystkich obywateli
są na to przeznaczane. Każdego roku przemysł mięsny w Wielkiej Brytanii
otrzymuje 20 milionów funtów szterlingów na samą tylko kampanię reklamową
promującą konsumpcję mięsa, opartą na nonsensownych hasłach typu: "mięso -
receptą na miłość". Prawdopodobnie, kwotę tą należałoby pomnożyć razy 10,
jeśli chcielibyśmy uwzględnić wszystkie poszczególne firmy z branży przemysłu
mięsnego. Wszyscy oni mówią - mięso jest dobre, mięso jest naturalne, mięso
jest potrzebne. Chciałbym kiedyś widzieć jak pożywienie Lindy dotowane będzie
przez jakieś pieniądze rządowe, albo gdy Twoje kampanie wegetariańskie
sponsorowane będą w ten sposób. Ale nic nie wskazuje na to, że tak się
stanie; tak więc musimy sami nawiązywać kontakty, rozmawiać z ludźmi i
wspierać organizacje takie jak Viva!. C